----- Reklama -----

Monitor 06/22/2018

Słownik Tematyczny Branży Nieruchomości w Ameryce, część 358

DAMAGE TO REAL ESTATE OR CONDEMNATION PRIOR TO CLOSING – zniszczenie nieruchomości lub przejęcie jej przez państwo przed zamknięciem transakcji: klauzula w kontrakcie kupna / sprzedaży nieruchomości określająca procedurę na wypadek zniszczenia nieruchomości, np. w wyniku pożaru lub w sytuacji, kiedy nieruchomość będąca przedmiotem transakcji zostałaby przejęta przez administrację państwową na cele publiczne przed przekazaniem nabywcy aktu własności; nabywca miałby wtedy opcję unieważnienia kontraktu lub przejęcia zniszczonej lub uszkodzonej nieruchomości wraz z prawem do uzyskania odszkodowania z tytułu polisy ubezpieczeniowej chroniącej nieruchomość lub z prawem do uzyskania odszkodowania za przejęcie nieruchomości przez państwo na cele publiczne (condemnation award).

DEBT SERVICE – obsługa zadłużenia: kwota przeznaczona na spłatę pożyczki hipotecznej obciążającej daną nieruchomość dochodową; nie jest brana pod uwagę przy obliczaniu zysku operacyjnego netto (net operating income).

DEBT SERVICE COVERAGE RATIO – (w skrócie DSCR): wskaźnik pokrycia obsługi zadłużenia: wskaźnik pokazujący, czy dana nieruchomość dochodowa przynosi wystarczający dochód na obsługę zadłużenia hipotecznego, obliczany w następujący sposób: zysk operacyjny netto ÷ obsługa zadłużenia = wskaźnik pokrycia obsługi zadłużenia. Wskaźnik wynoszący poniżej 1 oznacza negatywny przepływ gotówki (negative cash flow).

DEED – akt przekazania własności: dokument, za pomocą którego właściciel przekazuje tytuł własności nieruchomości innej osobie. Właściciel przekazujący nieruchomość określany jest jako darczyńca (grantor), natomiast osoba otrzymująca tytuł własności jako nowy właściciel / nabywca praw (grantee). Główne części aktu przekazania własności to klauzula dotycząca zapłaty/wynagrodzenia (consideration clause), klauzula przekazania własności (granting clause), oraz potwierdzenie podpisu (acknowledgment/notarization) . Słowo deed używane jest również jako czasownik w znaczeniu „przekazywać własność”. Np. „Niniejszym przekazuję nieruchomość opisaną poniżej...” (I hereby deed the real property described below to ...).

DEED IN LIEU OF FORECLOSURE – akt własności w zamian za zajęcie nieruchomości: zamiast przeprowadzenia formalnej procedury przejęcia na drodze sądowej obciążonej nieruchomości (foreclosure), której właściciel zaniedbał spłacanie długu hipotecznego, wierzyciel może zgodzić się na polubowne załatwienie sprawy poprzez przyjęcie aktu własności nieruchomości od dłużnika hipotecznego. Procedura ta jest często nazywana „polubownym zajęciem obciążonej nieruchomości” (friendly foreclosure), ponieważ obydwie strony unikają procedury sądowej i dłużnik hipoteczny dobrowolnie opuszcza nieruchomość i przekazuje wierzycielowi klucze.

DEPRECIATION – spadek wartości / deprecjacja: odnosi się przede wszystkim do wszelkich konstrukcji wybudowanych na danej działce. Deprecjacja nie dotyczy gruntu, który zwykle zachowuje swoją wartość na zawsze. Istnieją trzy kategorie deprecjacji: 1) physical deterioration – fizyczne zużycie (np. dach wymagający wymiany), 2) functional obsolescence – niefunkcjonalność (np. przestarzały system elektryczny lub hydrauliczny), 3) external obsolescence – zewnętrzny czynnik obniżający wartość danej nieruchomości (np. położenie budynku w pobliżu wysypiska śmieci lub fabryki zanieczyszczającej środowisko).       

DISCLOSURE OF AGENT’S INTEREST – ujawnienie roli agenta w transakcji: jeśli agent wystawia na sprzedaż swoją własną nieruchomość, zobowiązany jest poinformować o tym potencjalnych nabywców. Informacja ta zawarta jest w wyrażeniu „agent-owned” („właścicielem jest agent”). Jeśli agent występuje w roli nabywcy, nie zwalnia go to z obowiązku ujawnienia tej informacji stronie sprzedającej daną nieruchomość.

DIVERSIFICATION – dywersyfikacja: różnicowanie inwestycji w celu zmniejszenia ryzyka.

Zbigniew Pieńkowski – magister filologii angielskiej ze specjalizacją w kulturoznawstwie amerykańskim (Uniwersytet Warszawski, 1994 rok). Tłumacz zawodowy z 20-letnim doświadczeniem. Realtor®, Real Estate Managing Broker, właściciel firmy Caret Realty Inc. Od 2004 roku służy pomocą przy kupnie, sprzedaży oraz najmie nieruchomości.
Tel.: 773-719-3645           
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.     
Web: www.CaretRealty.com

Trwający od ponad tygodnia mundial w Rosji to święto kibiców i sportu. Wielki sport łatwo jednak ociera się o politykę – zwłaszcza, gdy jest tak popularny i budzący emocje jak piłka nożna.

Football w swojej nowoczesnej formie jest dzieckiem ogromnej przemiany, jaka dotknęła świat euroatlantycki w XIX wieku – wielkiej rewolucji przemysłowej, która przeniosła świat z epoki feudalizmu i ręcznej wytwórczości do czasu pary, kolei i wielkich miast. Oczywiście, możemy przypominać, że podobną rozrywkę, opartą na przebijaniu piłki różnymi częściami ciała, znali mieszkańcy Ameryki Środkowej, Rzymianie czy średniowieczni Włosi. Jednak we współczesnym kształcie siłą, która stworzyła piłkę nożną, była urbanizacja, czyli proces przenoszenia się ludności wiejskiej do miast, ich rozwoju i upowszechniania się miejskiego stylu życia. W wielkich dzielnicach przemysłowych spotykali się ludzie z różnych stron danego kraju, których nie łączyła wspólna tradycja. Wykorzystywali oni podmiejskie łąki i puste place miejskie do gry w piłkę kopaną, by następnie tworzyć lokalne kluby sportowe, uczyć tego sportu w szkole, podejmować rywalizację z sąsiednimi miastami itp. W ten sposób football stawał się częścią tożsamości tych nowych warstw społecznych.

Robotnicze w istocie korzenie piłki nożnej ważne były dla jej początkowego społecznego wymiaru. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu bilety wstępu na mecze były sprzedawane w takiej cenie, że stać było na nie angielskiego robotnika. Dzięki temu, że spędzał on swój wolny czas wokół „swoich” klubów, często powiązanych z lokalnymi zakładami przemysłowymi, dzielnicami czy miastami, tworzyła się między nim i innymi kibicami wspólnota, mająca wymiar klasowy. Gdy było trzeba, funkcjonowała ona na meczach, ale kiedy indziej mogła być zmobilizowana na przykład do strajku.

Piłka nożna to też okazja do urzeczywistnienia wielkiego mitu współczesnego świata, jakim jest obietnica kariery „od zera do milionera”. Kariery piłkarzy od kilkudziesięciu lat są dla młodych chłopaków z robotniczych dzielnic, małych miejscowości czy południowoamerykańskich faweli możliwością awansu społecznego. Dobrze zrozumieli to zwłaszcza mieszkańcy Ameryki Łacińskiej, gdzie nierówności społeczne są ogromne, a która zawsze rodziła ogromne talenty sportowe, które ze zwykłych mężczyzn biegających za piłką przekształcały się w gwiazdorów i milionerów.

Równolegle do procesów industrializacji następowała druga zmiana – tworzenia się nowoczesnych narodów. Dawniej ludzi łączyła bądź przynależność do państwa (np. bycie poddanym króla), bądź do regionu czy miasta. Wraz z wielkich ruchem XIX-wiecznym ludzie zostali wykorzenieni ze swoich dawnych wspólnot, przez co szukali nowych wartości ich łączących. Taką wartością okazał się nacjonalizm i przekonanie, że żyjący na jakimś terenie ludzie mówiący jednym językiem tworzą samodzielną wspólnotę – naród, który ma swoją tożsamość, przeszłość, kulturę, cechy specyficzne itp. Jednym z elementów utwierdzających poczucie przynależności do wspólnoty był właśnie sport i zawody międzynarodowe – łączyły one najlepszych zawodników jednego narodu, którzy rywalizowali z drużyną z innego państwa. Dyscyplina tak prosta i rozpowszechniona jak piłka nożna sprzyjała takiej rywalizacji – utożsamiania się z drużyną i chęci pokazania wyższości nad przeciwnikiem.

Najlepszym przykładem tego, jak football może być iskrą wywołują międzynarodowe konflikty, jest przypadek sporu Hondurasu i Salwadoru z 1969 roku. Napięcie między obydwoma narodami było wywołane wcześniejszymi procesami, np. masową imigracją. Zapalnikiem okazał się jednak mecz piłkarski dwóch drużyn z 15 czerwca rozgrywany w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata. Wcześniejszy mecz wygrała drużyna gospodarzy z Hondurasu, dlatego też rewanżowi w San Salvadorze towarzyszyły ogromne emocje. Ich motorem byli kibice, którzy okazywali wrogość piłkarzom i kibicom przeciwnika, na przykład poprzez wycie i gwizdy w czasie odgrywania honduraskiego hymnu. Salwador wygrał 3:0, ale po meczu wybuchły zamieszki, które jeszcze bardziej zaogniły wzajemne relacje. W ich efekcie oba państwa zaczęły się propagandowo atakować, a 14 lipca wybuchła między nimi wojna, która pochłonęła życie ok. 2 tysięcy osób. Choć skończyła się ona po kilku dniach, formalnie pokój podpisano dopiero w 1980 roku.

Wielkie zawody piłkarskie to także wielka okazja do tworzenia propagandy politycznej. Nic tak w końcu nie opromienia władzy polityków, jak zwycięstwo drużyny ich państwa w ważnym turnieju. Splendor istotny jest też dla organizatorów takich przedsięwzięć, czego przykładem współczesna Rosja, która wykorzystuje mundial czy igrzyska olimpijskie do maskowania swoich grzechów w polityce międzynarodowej oraz problemów ekonomicznych.

Przykładem propagandowego wykorzystania piłki nożnej może być przypadek sukcesu polskiej reprezentacji pod wodzą Kazimierza Górskiego w 1974 roku. Sukces i trzecie miejsce na mundialu przypadły w szczytowym momencie epoki rządów Edwarda Gierka, kiedy „Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej”. O sukcesie Polski i jej rosnącej pozycji międzynarodowej miały świadczyć nie tylko nowe drogi, budowane fabryki czy dobre relacje przywódcy z ważnymi tego świata, ale również osiągnięcia sportowców. Dlatego też „Orły Górskiego” przywitano z tak ogromną pompą.

Gdy więc będziemy oglądać kolejny mecz na najwyższym poziomie, zastanówmy się, jak bardzo to nie-polityczne wydarzenie jest związane właśnie z polityką.

Tomasz Leszkowicz

Uprawianie sportu jest pozytywne dla dzieci. Pozwala dzieciom rozwijać zdrowe nawyki, pozwala współpracować z innymi i wymaga od dzieci szacunku dla starszych oraz osób w pozycjach autorytetu. Celem udoskonalenia zdolności sportowych, dzieci muszą ćwiczyć. Często, ćwiczą nawet przez pięć lub więcej dni w tygodniu. Dzieci spędzają podobną ilość czasu uprawiając sport i z trenerami, jaki spędzają w szkole, z zadaniem oraz z nauczycielami.

Rodzice zapisują dzieci do drużyn lub grup sportowych; z czym wiążą się liczne opłaty – za uczestnictwo, za ubrania, za trenerów, oraz nawet za miejsce, gdzie odbywają się próby lub treningi. Rodzice robią to z nadzieją, że ich dzieci będą miały zajęcia, które lubią, i że będą mogły udoskonalać swoje umiejętności. Także, w niektórych przypadkach, rodzice mają nadzieję, że ich dzieci przyciągną wzrok trenera z uczelni, który może nagrodzić ich stypendiami pieniężnymi na studia. W zależności od uczelni oraz sportu, może chodzić o dziesiątki tysięcy dolarów.

Rodzice mają zaufanie do tych dorosłych, którzy szkolą lub trenują ich dzieci. Ligi rekreacyjne, organizacje zespołów podróżujących i kluby zatrudniają trenerów lub koordynują trenerów, którzy często zgłaszają się na ochotnika. Rodzice są również zachęcani do zatrudniania trenerów na prywatne lekcje, aby pomóc dzieciom w dalszym rozwijaniu ich indywidualnych umiejętności. Dzieci, które uprawiają sport, często mają więcej niż jednego trenera.

Trenerzy mają reputację w środowisku, w którym trenują. Rodzice płacą duże pieniądze trenerom za pośrednictwem organizacji lub bezpośrednio w przypadku prywatnych lekcji. Niektórzy trenerzy pracują na pełen etat jako trenerzy, ale większość poświęca czas po południu lub wieczorem, a ma inne obowiązki w ciągu dnia. Organizacje zwykle mają zasady obowiązujące ich trenerów.

Zdarza się, że trenerzy zachowują się niestosownie w stosunku do swoich podopiecznych. W przeciągu ostatnich paru lat wyszły na jaw przypadki niestosownego zachowania trenerów zajmujących się gimnastyką (zwłaszcza w przypadku damskiej drużyny olimpijskiej oraz ich trenerów i instruktorów). W stanie Illinois osoby poniżej siedemnastego roku życia nie mogą wyrazić zgody na kontakt seksualny. Bez względu na wiek sportowca, jeśli zawodnik nie życzy sobie kontaktu seksualnego, osoba która zainicjowała kontakt powinna natychmiast wstrzymać kontakt. Sportowcy są uprawnieni do uprawiania sportu w bezpiecznym środowisku bez jakiegokolwiek niewłaściwego kontaktu.

Ustawa o ochronie młodych ofiar wobec wykorzystywania seksualnego w ramach bezpiecznego sportu („Protecting Young Victims from Sexual Abuse and Safe Sport Authorization Act”) z 2017 roku została uchwalona przez Kongres („Congress”) w celu ochrony sportowców przed niechcianymi awansami seksualnymi w całych Stanach Zjednoczonych. Ustawa ta wymaga zgłaszania przypadków awansów seksualnych oraz wykorzystywania seksualnego. Ustawa kodyfikuje możliwość o odszkodowanie cywilne w odniesieniu do obrażeń cielesnych wynikających z niezgłoszenia awansów seksualnych oraz wykorzystywania seksualnego.

Zgodnie z ustawą, trenerzy, którzy podlegają jurysdykcji krajowego organu zarządzającego, mają obowiązek zgłaszania przypadków awansów seksualnych oraz wykorzystywania seksualnego. Krajowe organy zarządzające istnieją w większości sportów młodzieżowych i zazwyczaj ustanawiają zasady, których uczestnicy powinni przestrzegać. Zgodnie z ustawą, grupy te są również zobowiązane do wprowadzenia zasad, procedur oraz szkoleń mających na celu zwalczanie wykorzystywania seksualnego.

O ile trener wie o wykorzystywaniu seksualnym, trener powinien zgłosić to na policję. Policja może następnie rozpocząć dochodzenie. Trenerzy mają, według ustawy, obowiązek zgłaszania niewłaściwego kontaktu lub zachowania. Ustawa dotyczy większości trenerów, zwłaszcza w bardziej konkurencyjnych sytuacjach, w których trenerzy spędzają dużo czasu ze sportowcami.

Dwie rzeczy są godne uwagi w ramach tego prawa. Po pierwsze, wykorzystywanie seksualne nigdy nie powinno mieć miejsce. Powinno być jasne, że "nie" oznacza "nie." Również osoby na stanowiskach autorytetu, jak trenerzy, nie powinni angażować się w relacje osobiste z podopiecznymi. Po drugie, w zakresie, w jakim trener angażuje się w relacje osobiste ze sportowcem, mające jakikolwiek poziom intymnego kontaktu, trener powinien zostać zgłoszony. Ponadto inni trenerzy lub urzędnicy, którzy wiedzą o niewłaściwym kontakcie, są zobowiązani do sporządzenia raportu.

Kiedy trener lub urzędnik nie zgłosi niewłaściwego kontaktu, trener lub urzędnik może zostać ukarany grzywną. Dzięki ustawie osoba poszkodowana może odzyskać odszkodowanie w wysokości $150,000.00 wraz z kosztami postępowania oraz honorarium adwokata.

Zgodnie z ustawą, nadzieja i oczekiwanie są takie, że nigdy nie dojdzie do niewłaściwego kontaktu, ale jeśli tak się stanie, dalszą nadzieją i oczekiwaniem jest to, że zostanie to zgłoszone. Dzięki raportowaniu odpowiednie władze mogą sprawdzić, co się stało i uzyskać pomoc dla każdej ofiary. Przestępcy mogą zostać zidentyfikowani, aby nie wyrządzili szkody innym.

Kiedy niewłaściwy kontakt pomiędzy trenerem oraz sportowcem ma miejsce i nie jest zgłoszony, często jest kontynuowany. Często dotyczy tej samej ofiary lub rozciąga się na inne osoby.

Jeśli rodzic lub inna osoba sądzi, że doszło do niewłaściwego kontaktu, należy to natychmiast zgłosić. Proces roszczenia przeciwko trenerowi lub urzędnikowi odpowiedzialnemu za niezgłoszenie przypadków niewłaściwego kontaktu powinien rozpoczynać się od rozmowy z prawnikiem, który zajmuje się sprawami cywilnymi w sądzie federalnym i który może ocenić, w jakim stopniu doszło do naruszenia ustawy.

Kiedy zostanie stwierdzone, że doszło do naruszenia ustawy, strony mogą dojść do porozumienia poza systemem sądowym. W przeciwnym razie sprawa na podstawie ustawy rozpoczyna się od złożenia roszczenia do Sądu Okręgowego Stanów Zjednoczonych („United States District Court”). Zdecydowaną większość wszystkich spraw cywilnych rozwiązuje się, zanim dojdzie do procesu sądowego lub rozprawy sądowej przed ławnikami. Roszczenie może zakończyć się rekompensatą dla ofiary, ale także może powstrzymać przyszłe niewłaściwe zachowanie.

Uprawianie sportu jest pozytywne dla dzieci. Lecz dzieci powinny być bezpieczne w ramach uprawiana sportu. Dzięki powyżej wymienionej ustawie Kongres ma nadzieję, że niewłaściwe zachowanie zostanie wyeliminowane ze sportu poprzez raportowanie. Rodzice muszą monitorować, co dzieje się z trenerami, którzy szkolą swoje dzieci i rozwiązywać problemy natychmiast, kiedy się pojawiają.

Powyższe informacje nie powinny być traktowane jako porady prawne w jakiejkolwiek istniejącej sprawie, oraz nie powinny być traktowane jako tworzenie formalnej relacji adwokat-klient.

Katarzyna Brukało
Brukalo Law, P.C.
Tel. 312-450-3630
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. 
www.BrukaloLaw.com
Dwie lokalizacje – Chicago (Downtown) i Park Ridge

W najnowszej książce Jeffreya Eugenidesa „Nowy dowód” znajdziemy dziesięć opowiadań raczej przygnębiających. Dlaczego? Bo życie nas nie rozpieszcza? Bo świat jest dla nas niedobry? A może to my jesteśmy istotami z marginesu i jak chcą niektórzy, kwalifikujemy się raczej, by być zaliczeni do kategorii pomyłki w nieodgadnionym dziele boskiego stworzenia?

Może tak, może nie – jedno jest pewne, Eugenides nie ma złudzeń, co do istoty ludzkiej natury. Daje nam dziesięć historii opowiadający o poszukiwaniach sensu i w żadnym nie napotykamy choćby na ślad owego sensu odnalezienia. Nawet jeśli jakaś ulotna myśli nam przemknie po głowie, że może jednak, że może jakiś sens jest, gdzieś się przedziera przez ciemności bezsensu, to natychmiast zostajemy sprowadzeni do pionu i pozbawieni takiego wrażenia, co nie znaczy, że odarci z nadziei.

Jeśli przyjrzymy się choćby pierwszemu opowiadaniu z tego tomu, zatytułowanemu „Marudy”, to uderza w nim niepokojące uczucie obezwładniającej starości, naznaczonej chorobą zanikania pamięci. I już mogłoby się nam wydawać, że to bardzo wyrafinowane opowiadanie, splatające ze sobą watek dwu kobiet, które żyją „tu i teraz” z fikcyjną historią dwu Indianek, które są ulubionymi postaciami literackimi Cathy i Delli (głównych bohaterek) z książki „Dwie stare kobiety” (która to książka naprawdę została opublikowana) prowadzi nas ku wrażeniu, że dzięki przyjaźni można oswoić nawet demencję, ale zostajemy szybko, dość drastycznie pouczeni, że dzięki przyjaźni być może tak, ale za sprawą najbliższej rodziny, w tym dzieci, zdecydowanie nie.

Podobnie ma się sprawa w kolejnych tekstach zbioru „Nowy dowód”, oczywiście w innym kontekście i w innym natężeniu.

„Poczta lotnicza” i „Pipeta do pieczeni” wprowadzają nas w stan głębokiego poruszenia, które sprawia dotknięcie drastycznej samotności. Zarówno Mitchell, młody chłopak, który udał się w podróż dookoła świata, w poszukiwaniu sensu swego życia, jak i Tomasina, kobieta sukcesu, która zdecydowała się na sztuczne zapłodnienie za pomocą tytułowej pipety do pieczeni – są skazani tylko i wyłącznie na siebie, mimo tłumu znajomych, który ich otacza.

„Muzyka dawna” i „Apartamenty” to opowiadania o zatraceniu się w błędnym przekonaniu, że jeśli chcemy, to możemy. Ta, tak bardzo amerykańska, ideologia sukcesu, który opiera się przecież na pop-psychologii, pogubiła gdzieś elementarne poczucie zdrowego rozsądku. Bo rzeczywiście możemy sporo zdziałać wierząc w potężne moce umysłu, jakkolwiek latać na przykład sami nie potrafimy i udowadniać tego, rzucając się z dziesiątego piętra, raczej nie powinniśmy.

„Znajdź winowajcę” jest nie tylko mroczne, ale jest przede wszystkim historią absurdu, jakim naznaczone są nasze losy. Kochająca się para ludzi, cudowne małżeństwo, pełnia szczęścia, dom, dzieci, fantastyczna praca – wszytko pięknie, wszystko super do momentu, gdy „zeszłej wiosny, po tym jak Johanna dostała awans w Hyundaiu, zacząłem posuwać naszą opiekunkę do dzieci, Cheyenne”. (s.155) Degrengolada i destrukcja układu miały jednakowoż swój początek już wcześniej, gdy alkoholizm głównego bohatera zaczął nabierać na sile, a swą kulminację w seksualnych wyczynach z Cheyenne. Co w tym wszystkim - w końcu super powszechnym i nieomalże banalnym zjawisku zdrady, które dotyka większość małżeństw – najbardziej jest niesamowite, to fakt, że główny bohater za wszelką cenę i wbrew wszystkiemu i wszystkim, chce powrócić w utracony świat miłości i szczęścia rodzinnego, ale nie potrafi. Niesamowite opowiadanie o banalności głupoty, sile instynktu i absurdalności zachowań.

„Proroczy srom” z kolei wraca do wątków i pomysłów z super bestselerowej i potężnej objętościowo powieści Jugenidesa zatytułowanej „Middlesex”. Seksualność, płciowość, zaburzone poczucie bycia mężczyzną czy kobietą, dwupłciowość albo hermafrodytyzm - to wszystko są motywy już znane. Co naprawdę jest wstrząsające w tym opowiadaniu, to zakończenie, w istocie ostatnie zdanie: „I przecież trudno walczyć z lokalnymi obyczajami” – czy rzeczywiście? A jeśli tak, to gdzie są granice kulturowej tolerancji albo nakładania różnych miar na identyczne wydarzenia, sprawy, sądy i obyczaje? Cała drastyczność owego zdania wynika z sytuacji, gdy naukowiec badający seksualność ludów pierwotnych, Peter Luce, pozwala masturbować się małemu chłopcu, który wprawdzie w swoim plemieniu robi to stale, ponieważ uznane tam to jest za normę, ale Peter Luce nie jest przecież częścią owej społeczności. To przekraczające normy opowiadanie ma niebywałą moc emocjonalną, tocząc dyskusję o tym, czym jest seksualność człowieka i jak ją definiować. Jak czytamy w tekście:

„Męscy pseudohermafrodyci z syndromem braku 5-alfa-reduktazy u osobników, którzy zostali wychowani jako kobiety, stanowią wyjątkowy materiał do badań wpływu testosteronu i płci, w jakiej są wychowywani, na określanie tożsamości płciowej […] (s.201) Ewolucja nie ma spójnej strategii działania. Choć słynie z tego, że pozostaje wierna pewnym eleganckim formom […], potrafi także ni z tego, ni z owego przejść do improwizacji.” (s.186)

Przypomnijmy tylko, że „chociaż Middlesex jest przede wszystkim opowieścią o życiu Cala (wcześniej Calliope) – około czterdziestoletniego hermafrodyty – rozpoczęła się ona na długo przed narodzinami naszego narratora i głównego bohatera. Jego historia jest bowiem także historią genu, mutacji na piątym chromosomie, którą musimy poznać, by zrozumieć ogrom istnienia składającego się z wiedzy i doświadczeń, ale także błędów wielu pokoleń. Dlatego przyglądamy się losom Desdemony i Eleutheriosa, zwanego Leftym, którzy jeszcze w Grecji byli rodzeństwem, jednak po opuszczeniu kraju stali się mężem i żoną, rodzicami Miltona, dziadkami Cala”. (za: blog, Olga Drewnowska)

„Kapryśne ogrody” są oczywiście też o seksualności, tyle że w wersji zwanej uwodzeniem, a do tego „wzbogaconej” o element augustiański w postaci relikwii palca Świętego, która ma służyć za przynętę w erotycznych podbojach. Kompletnie zwariowane qui pro quo pozwala nam znowu zanurzyć się w smutku pogmatwanych, toksycznych, egoistycznych i niespełnionych relacji damsko męskich: dwu mężczyzn i dwie przygodnie spotkane, młode dziewczyny w czasie kolacji, podczas której serwuje się ogromna ilość karczochów wykopanych w ogrodzie, bo tylko to jest w domu do jedzenia. W końcu jednak nic się nie wydarza, wszystko się rozpływa i do niczego nie dochodzi. Bohaterowie są pogubieni w chęciach i niechęciach i nawet palec świętego Augustyna na niewiele się zdaje. Jak pisze Justyna Sobolewska w Polityce:

„Trudno jednak wskazać bezpośredniego sprawcę upadku bohaterów, bo w większości są to ludzie przegrani. Czasem jest to brak pieniędzy, jak w opowiadaniu o muzyku. Czasem niedojrzałość – Eugenides portretuje mężczyzn, którzy nigdy nie staną się dorośli. Niektórzy wchodzą w katastrofę z nieustającą nadzieją, jak przedsiębiorca, który nie zwraca uwagi na następujące po sobie klęski. Nie znajdziemy tu recept wygrania z losem, widzimy za to bohaterów, na których przychodzi „pora topora”, i o takich ludziach Eugenides potrafi poruszająco opowiadać”.

Kontynuacja za tydzień

Wszystkie cytaty za: Nowy dowód, Jeffrey Eugenides, wyd. Sonia Draga, 2018

Zbyszek Kruczalak
www.domksiazki.com

Droga przez najwyższe góry
Piątek, 10 listopada 2017

W promieniach słońca, pod błękitnym niebem opuszczamy wspaniały hotel w Ait Ben Haddou, na wysokości 1263 m n.p.m. w pustynnym krajobrazie obrzeża Sahary. Od godziny 9 rano zaczynamy powoli wznosić się ku przełęczy Tiz n Tishka w górach Wysokiego Atlasu.

Al Atlas to łańcuch młodych gór fałdowych (jak nasze Karpaty) w północnej Afryce, ciągnący się na długości około 2,200 kilometrów od Tunezji poprzez Algerię do Maroka, gdzie znajduje się jego najwyższa część zwana Atlasem Wysokim. Ruchy górotworcze orogenezy alpejskiej wypiętrzyły ten region Afryki powyżej 4 kilometrów, z najwyższym szczytem pasma i jednocześnie najwyższą górą Maroka - Dżabal Tubkal sięgającą 4,161 metrów nad poziom morza. Klimat tych gór jest bardzo zróżnicowany, gdyż ich północne stoki znajdują się pod wpływem klimatu morskiego, a dokładniej śródziemnomorskiego z rocznymi opadami przekraczającymi 1,000 mm, podczas gdy stoki południowe leżą w strefie klimatów kontynentalnych, suchych z opadami zaledwie 100 milometrów! Stąd bierze się zróżnicowanie roślinności, gdzie od północy spotyka się wiecznie zielone zarośla i lasy iglaste oraz liściaste, z sosnami, jałowcami, cedrami i dębami korkowymi włącznie. Po stronie saharyjskiej rośliny spotyka się tylko wzdłuż rzadkich, rzecznych dolin i w oazach.

W góry Atlasu Wysokiego wjeżdżamy od strony pustyni. Najbardziej malownicza droga Maroka została dosłownie wyrżnięta w skałach przez francuską Legię Cudzoziemską w latach 30. zastępując pradawne szlaki dostosowane do wielbłądów. Ta ambitna budowa doprowadziła co prawda do spadku znaczenia ksaru Ait Ben Haddou, ale z drugiej strony stworzyła wspaniałą atrakcję dla zmotoryzowanych turystów, którzy coraz tłumniej tędy właśnie zaczęli przekraczać góry. Mieliśmy okazję podziwiać, jak Tom Cruise ścigał się na motorze na naszej dzisiejszej trasie w wartym obejrzenia filmie “Mission Impossible”! Wokół nas kolorowe góry do złudzenia przypominające fragmenty Utah i Arizony. Co chwilę przystajemy, by nasycić oczy widokami i pstryknąć fotki. Przed południem przekraczamy najwyższą przełęcz Atlasu Wysokiego o ślicznie brzmiącej nazwie Tiz n Tishka, na wysokości 2,206 m nad poziomem morza. Dookoła lśnią czarne, metamorficzne skały z fioletowym odcieniem zdradzającym obecność rud manganu. Rok wcześniej nie widziałem ani tych skał, ani kolorów, gdyż najwyższe partie gór w okolicy Tiz n Tishka były... zasypane śniegiem.

Zauważyliśmy wyraźną zmianę klimatu od zjazdu na północne stoki Atlasu: woda w dolinach, jałowcowe i sosnowe lasy na stokach, zieleń uprawnych pól. To wpływ nie tak już odległego Oceanu Atlantyckiego! Kolejny przystanek zapoznaje nas z jednym z bogactw regionu, jakim jest ceniony w kosmetyce olejek arganowy. Na widok fiolek z cennym płynem nasze panie dostają objawów choroby wysokościowej... dopiero tutaj, a nie wcześniej, na przełęczy.

Wczesnym popołudniem docieramy w końcu do Marrakeszu - celu naszej podróży i jednocześnie najciekawszego z marokańskich miast. Marakesz jest całkowicie odpowiedzialny za powstanie słowa Maroko! To jest źródłosłów i jednocześnie kwintesencja tej krainy. Miasto powstało w XI wieku i wkrótce zostało otoczone zachowanym do dziś niemal w całości murem z czerwonej gliny. Sto lat później, za panowania dynastii Almohadów Marrakesz stał się stolicą wielkiego imperium rozciągającego się od Subsahary po dzisiejszą Tunezję i Półwysep Iberyjski! Jutro przeznaczamy calutki dzień na zwiedzanie tego najbardziej kompletnego ze średniowiecznych miast świata zasłużenie wpisanego na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO. Ale dzisiaj jeszcze decydujemy się na wieczorny wypad na obiad w restauracji z fenomenalnym widokiem rynku głównego miasta zwnaym egzotycznie Dżamaa al-Fna.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Kulka

Autor jest właścicielem chicagowskiego biura podróży EXOTICA TRAVEL, organizującego wycieczki z polskim przewodnikiem po całym świecie, również do Afryki. Bliższe informacje na stronie internetowej www.andrzejkulka.com lub pod nr tel. 773-237-7788.

Afrykańskie Hollywood, elektrownia słoneczna i ściany Atlasu

Czwartek, 9 listopada 2017

Stary, francuski posterunek graniczny z racji pogodnego, pustynnego klimatu, błękitnego nieba, antycznej architektury i śniadolicej ludności gotowej do pracy za niewygórowaną wypłatę, zyskał zasłużone miano afrykańskiego Hollywood. Filmowcy nakręcili w tym „Marokowoodzie” wiele słynnych produkcji jak: "Gladiator", "Kleopatra", "Klejnot Nilu" czy "Ostatnie kuszenie Chrystusa". Kolejna ciekawostka związana z Cichym Miastem (bo takie jest dosłowne tłumaczenie Warzazat) to największa na świecie elektrownia słoneczna, która zaczęła pracę w lutym 2016! Elektrownia Noor - ciągle w budowie - ma w przyszłości zaopatrywać sporą część Europy w energię elektryczną. 

Stąd tylko niecała godzina jazdy dzieli nas od najlepiej zachowanego ksaru w Maroku. Ksar jest warowną osadą składająca się z wielu potężnych, glinianych domów (kazb), zwie się Ait ben Haddou i jest jedną z największych atrakcji turystycznych kraju. Ten słynny ksar leżał na pradawnym szlaku karawanowym z Marrakeszu przez góry Atlasu na południe, doliną rzeki Wadi Dara do Zagory i dalej w głąb Sahary do Timbuktu. Był ważnym karawanserajem (hotel i zajazd dla wielbłądzich karawan) już w XI wieku za czasów panowania władców z dynastii Almorawidów.

Kilka kilometrów przed wjazdem do ksaru przystajemy na parkingu, skąd jak na dłoni widać wzgórze z osławioną fortecą i ściany Atlasu Wysokiego w tle. Rok temu góry były pokryte śniegiem, rewelacyjnie i nieoczekiwanie (bo to przecież Afryka) kontrastującym z pustynnym, szarobrunatnym terenem poniżej. Na tymże postoju spotkaliśmy wtedy handlarkę oferującą żywego skorpiona do fotografii. Egzotyczny zwierzak z odłamanym końcem kolca nie miał nas czym ukłuć, ale ponieważ teraz tej pani nie widać, to podejrzewam, że mogła zapomnieć o stępieniu śmiertelnego ostrza. A ze skorpionami nie ma żartów.

W niskich promieniach słońca, w idealnym dla fotografików świetle przekraczamy rzekę Wadi Ounila w kierunku skalnego wzgórza, na którego południowych stokach rozbudowała się osada domów z czerwonej gliny, delikatnie ozdobionych geometrycznymi figurami. W skupieniu wchodzimy w istny labirynt wąskich uliczek ksaru czując się przeniesieni w czasy biblijne. Dokładnie tutaj stąpali bohaterowie wymienionych uprzednio filmów z uzupełnieniem o kolejne tytuły: ”Indiana Jones III”, „Gra o tron” czy klasyka w postaci „Lawrence of Arabia” z roku 1962. Ponownie wspominam o filmowcach, gdyż dzięki nim ten zabytek unikalnej architekury ulegał kolejnym renowacjom, zyskał oglądalność i sławę na całym swiecie, co niewątpliwie wpłynęło na wpisanie twierdzy Ait Ben Haddou do rejestru zabytków światowego dziedzictwa UNESCO w 1987 roku.

Wzdłuż głównych uliczek antycznej zabudowy dominują sklepiki z pamiątkami, jest jednak kilka budynków, gdzie można wejść do środka i zapoznać się z przedmiotami, jakich używano bez mała tysiąc lat temu. Odbywamy swojego rodzaju podróż w czasie i dopiero ponaglenie przewodnika przypomina, że powinniśmy jeszcze za dnia wydrapać się na szczyt wzgórza z ujmującą panoramą warownego miasteczka i najbliższej okolicy. Nieopodal rozpoznaję wzgórze, gdzie wyszedłem rok wcześniej, aby fotografować Ait ben Haddou na tle gór Atlasu. Podczas zejścia zauważam kątem oka na straganie coś odmiennego od typowych towarów dla turystów... zaraz zaraz, drapie się po głowie, to przecież ząb dinozaura! Ma około 10 cm długości i zadziwiający kształt, bo z zadziorem.

Słońce zaszło, jedziemy na nocleg kilka zaledwie minut do pobliskiego hotelu, którego wygląd dosłownie powala na kolana. Spełniło się marzenie sprzed kilku godzin, kiedy tak bardzo chciałem zaliczyć noc w hotelu na kształt starożytnej kazby. Hotel Kasbah Titrit & Spa spełnił nasze najśmielsze oczekiwania. Śpimy zanurzeni w „Baśni tysiąca i jednej nocy”. Dobranoc.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Kulka

Autor jest właścicielem chicagowskiego biura podróży EXOTICA TRAVEL, organizującego wycieczki z polskim przewodnikiem po całym świecie, również do Afryki. Bliższe informacje na stronie internetowej www.andrzejkulka.com lub pod nr tel. 773-237-7788.