----- Reklama -----

Monitor 04/06/2018

Słownik Tematyczny Branży Nieruchomości w Ameryce

Część 347

BLOCKBUSTING (inna nazwa: panic peddling) – szerzenie paniki: nielegalna praktyka polegająca na szerzeniu paniki wśród właścicieli nieruchomości poprzez informowanie, że ich okolica zagrożona jest przez napływ mniejszości etnicznej lub rasowej, co będzie miało negatywny wpływ i obniży ceny nieruchomości, w celu nakłonienia właścicieli nieruchomości w nieuczciwy sposób do szybkiego sprzedania swojej własności po zaniżonej cenie.

BOMK (back on the market) – z powrotem na rynku: skrót stosowany w MLS oznaczający, że dana nieruchomość została ponownie wystawiona na sprzedaż.

BREACH OF LEASE AGREEMENT – naruszenie umowy wynajmu: naruszenie przez jedną ze stron kontraktu, właściciela lokalu lub lokatora, umowy dotyczącej wynajmu. Przykładem niedotrzymania umowy wynajmu przez lokatora są spóźnione opłaty za czynsz, udostępnienie lokalu osobom trzecim bez zgody właściciela (subleasing), wykonanie przeróbek lokalu bez zgody właściciela, niedotrzymanie warunków umowy dotyczących maksymalnej liczby lokatorów (maximum occupancy) oraz trzymania w lokalu zwierząt domowych, zakłócanie spokoju sąsiadom, prowadzenie na terenie wynajmowanej nieruchomości działalności niezgodnej z prawem, itp. Przykładem naruszenia kontraktu przez właściciela jest zwlekanie z dokonaniem niezbędnej naprawy, np. pieca w okresie grzewczym lub klimatyzacji, jeśli jest częścią wyposażenia lokalu, w okresie letnim.     

BREAK-EVEN POINT – próg rentowności: punkt, w którym dochód brutto z inwestycji jest wystarczający na pokrycie kosztów operacyjnych (operating expenses) oraz obsługi zadłużenia (debt service). To break even znaczy „przekroczyć próg rentowności”.

BTEX (benzene, toluene, ethylbenzene and xylene) – benzen, toluen, ksylen i etylobenzen: główne środki toksyczne występujące w glebie i wodzie gruntowej, które związane są z produktami ropopochodnymi.

BUFFER ZONE – strefa buforowa: tereny oddzielające strefy mieszkalne od komercyjnych i przemysłowych, zwykle zagospodarowane jako parki miejskie i tereny zieleni.

BUNDLE OF LEGAL RIGHTS – zestaw uprawnień: uprawnienia właściciela z tytułu posiadania nieruchomości. Do tych uprawnień zalicza się: posiadanie (possession), kontrola (control), prawo do wyłączenia innych osób z korzystania z nieruchomości (exclusion), korzystanie z nieruchomości (enjoyment), oraz prawo do przekazania lub sprzedaży nieruchomości (disposition). Słowo bundle dosłownie oznacza „wiązkę”. Termin ten pochodzi z prawa angielskiego. W średniowieczu sprzedający nieruchomość przekazywał posiadanie nabywcy poprzez wręczenie mu garści ziemi i wiązki gałązek z drzewa rosnącego na terenie tej nieruchomości, co symbolicznie odnosiło się do samej nieruchomości i związanych z nią uprawnień.

BUSINESS RISK – ryzyko biznesowe: ryzyko związane z prowadzeniem działalności gospodarczej.

BUSINESS VALUE – wartość przedsiębiorstwa: łączna wartość przedsiębiorstwa obejmująca wszystkie jego aktywa rzeczowe i niematerialne.

BUY LOW, SELL HIGH – kupuj po niskiej cenie, sprzedaj za wysoką: główna zasada dotycząca inwestycji, nie tylko w nieruchomości. Aby uzyskać jak najwyższe zyski, inwestorzy muszą nabyć nieruchomość po jak najniższej cenie, przygotować ją do sprzedaży, aby prezentowała się jak najbardziej atrakcyjnie w celu uzyskania jak najwyższej ceny, która pokryłaby wszystkie koszty inwestycji i przyniosła znaczny profit.

BUYER’S AGREEMENT MODIFICATION – modyfikacja umowy z nabywcą: dodatek do kontraktu zawartego pomiędzy brokerem i kupującym, który modyfikuje warunki umowy; może dotyczyć np. zmiany daty wygaśnięcia kontraktu.

BUILDING CODE – przepisy budowlane: zarządzenie władz miejskich określające szczegółowo wymagania konstrukcyjne dla budynków w celu zapewnienia bezpieczeństwa i zdrowia obywateli.

Zbigniew Pieńkowski – magister filologii angielskiej ze specjalizacją w kulturoznawstwie amerykańskim (Uniwersytet Warszawski, 1994 rok). Tłumacz zawodowy z 20-letnim doświadczeniem. Realtor®, Real Estate Managing Broker, właściciel firmy Caret Realty Inc. Od 2004 roku służy pomocą przy kupnie, sprzedaży oraz najmie nieruchomości.
Tel.: 773-719-3645       
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Web: www.CaretRealty.com

Późna noc, dom pogrążony we śnie. Stoję w kuchni, obok lodówki i walczę ze sobą. Nikt mnie nie widzi, więc ta walka dziwnie wyglada. Otwieram szybko, ale jednak delikatnie i po cichu zamrażalnik, po czym zaglądam do środka.

Jest!

Napawam się przez chwilę widokiem, po czym równie szybko i cicho wszystko ładnie zamykam. Chyba z wrażenia mam wypieki na twarzy. Rozglądam się, czy przypadkiem nikt mnie na tym nie nakrył. Dobrze jest, świadków brak.

Czuję się jakbym za chwilę miał dokonać napadu na wagon pocztowy. Nie wiem, jak to jest napadać na wagon pocztowy, czy jakikolwiek inny, ale takie skojarzenie przyszło mi do głowy...

Mruczę coś do siebie, potrząsam głową, chowam ręce do kieszeni, by mnie nie kusiło i odchodzę na kilka kroków. Po chwili coś mnie ponownie ciągnie w okolice lodówki. Prawdopodobnie jej zawartość...

Gdzieś tam obudził się we mnie mały chłopiec, poszukiwacz przygód i smakosz zakazanego. Drzemie on w każdym z nas, czasami tylko nieco uśpiony.

Kiedy byliśmy młodzi, bardzo młodzi, mali wręcz, cieszyło nas wszystko. Nie zawsze cieszyło to dorosłych. Jednak nie przeszkadzało nam to w snuciu marzeń. Chcieliśmy być spadochroniarzami, strażakami, piosenkarzami. Więc skakaliśmy z dużych wysokości, przypalaliśmy buty przy ogniskach, wyliśmy na cały regulator refreny puszczanych w radiu piosenek. Nie? Tylko ja tak robiłem? Nie wierzę...

Chodziło o to, by sprawiać sobie radość, dobrze się bawić i realizować marzenia. Większość z nich wciąż czeka na realizację, choć staramy się o tym nie myśleć. Bo dawno temu wkroczyliśmy w wiek dojrzały, a w nim podobno nie ma miejsca na takie rzeczy.

No cóż, według mnie jest miejsce i to dużo. Nie po to wymyślono karaoke, byśmy pozwolili wyć tylko profesjonalnym śpiewakom. Poczujmy się jak gwiazda na scenie i spróbujmy swych sił. To zabawa, która na pewno sprawi przyjemność. Musimy tylko wyzbyć się wstydu towarzyszącego nam od momentu uzyskania pełnoletności.

Kilka lat temu postanowiłem zagasić kominek. Gaśnicą. Wywaliło wszystko ze środka na środek pokoju, przez kilka minut nic nie było widać, a słychać było tylko kaszel. W pierwszej chwili obecny we mnie dorosły przeklinał w myślach i na głos, martwił się sprzątaniem, zastanawiał nad własną głupotą. Po chwili obudził się dzieciak, który uśmiechnął się szeroko, krzyknął z radości i wywalił w kominek resztę suchej piany. Jak szaleć, to na całego.

Stałem tak wpatrzony w lodówkę i myslałem o odpowiedzialności. Narzuconej z racji wieku oczywiście. Zgodnie z utartym schematem w pewnym momencie zaczynamy pracę, której zwykle nie lubimy. Kupujemy dom, na który nas raczej nie stać. Zapożyczamy się na zakup niepotrzebnych rzeczy. A potem martwimy, by tego wszystkiego nie stracić. Nie mamy czasu na nic innego, a szkoda.

Jakiś czas temu włączyłem swemu kilkulatkowi stare bajki, tak na próbę. Oczywiście nie wykazał większego zainteresowania i już po kilkudziesięciu sekundach zajął się czym innym. Nawet nie zauważyłem, jak minęła mi godzina przed telewizorem. Bolek i Lolek, Reksio, Rumcajs, Wilk i Zając... Przez chwilę zapomniałem, że mi nie wypada. Uśmiechałem się tam gdzie trzeba, denerwowałem w miejscach wskazanych przez scenariusz. Jak kiedyś, gdy sam występowałem w roli młodego widza.

Jeśli na widok czegoś, co pochodzi z lat naszej młodości poczujemy ciepło w okolicach żołądka, zaczniemy śpiewać w samochodzie słysząc kawałek sprzed lat, rozczulimy się w sklepie na widok kostki Rubika lub poprosimy o kompot z duuuuużą ilością truskawek, to znaczy, że nie jest z nami tak źle. Gorzej, gdy w takich momentach nie poczujemy nic, uznając iż to przeszłość, do której się nie wraca i która jest za nami.

Chyba lekko przysnąłem stojąc przy tej lodówce i zastanawiając się nad zawiłościami dorosłego życia. Obudzony we mnie dzieciak nie dawał za wygraną i kusił. W końcu niepomny na prośby lekarzy, nowoczesnego i zdrowego społeczeństwa, rodziny dbającej o moje samopoczucie, ale także wyniki badań, otworzyłem po raz kolejny zamrażalnik. Wciąż tam było. Pudełko lodów czekoladowych. Sięgnąłem po nie szybko, złapałem łyżeczkę i zasiadłem na kanapie. Wciąż po cichu, ale zdecydowanie oddałem się drobnej przyjemności.

Była 2 w nocy.

Cały czas zdawałem sobie sprawę, że karaoke to wynik marzeń o sławie estardowej, a rakiety są pochodną marzeń o podróżach na Księżyc. W tym przypadku jedynym marzeniem było utrzymanie w normie poziomu cukru we krwi. Kto wie, może cukrzyca jest wynikiem dziecięcej słabości do cukierków i ciast, ale dla zachowania zdrowia nie możemy niszczyć w sobie beztroskiego i radosnego dzieciaka.

Jest taka stara przypowieść Indian ze szczepu Cherokee o dwóch wilkach walczących w każdym z nas. Jeden jest zły, zazdrosny, łapczywy, pamiętliwy, podstępny i chwytający się kłamstw. To taki dorosły, zgorzkniały wilk. Drugi jest jak dziecko, bo dobry, radosny, szczęśliwy, kochający wszystkich i cieszący się każdym dniem. Który wygrywa? Podobno ten, którego częściej karmimy.

Nie chodzi o to, bym tę poważną, mądrą i głęboką przypowieść wykorzystywał do czegoś tak trywialnego, jak usprawiedliwianie nocnego sięgania do lodówki. Czasami jednak wszelkimi sposobami musimy sprawić sobie choć odrobinę radości. To ona stanowi niezbędne nam paliwo.

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
Email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Tydzień temu Apple w Chicago pokazało kilka rzeczy związanych ze swoimi sprzętami oraz edukacją. Przede wszystkim jednak zaprezentowany został nowy iPad, a w zasadzie ulepszenie modelu istniejącego już od roku. To kontynuacja najpopularniejszego w sektorze edukacyjnym iPada, czyli modelu 9.7-calowego.

Po raz pierwszy iPad z segmentu tzw. entry-level będzie miał wsparcie piórka Apple Pencil. Poza konkursem pozostaje tylko pytanie, ile szkół będzie sobie mogło pozwolić zarówno na kupienie iPada, jak i Pencila, który kosztuje - bagatela - 99 dolarów (89 dolarów dla szkół). Nowy-stary iPad to jednak dobre wejście w rynek edukacyjny.

Co nowy iPad ma w środku? Przede wszystkim ten sam procesor, który znajdziemy w iPhone'ach 7, czyli A10 Fusion. Oprócz tego znajdzie się aparat główny 8 Mpix oraz aparat frontowy FaceTime HD. Do tego dochodzi wyświetlacz Retina 9.7 cala, który znamy z zeszłorocznego iPada. Sprzęt będzie też działał do 10 godzin na jednym naładowaniu. iPad będzie dostępny w sklepach Apple w kolorach: srebrnym, szarym oraz złotym.

Za nowego iPada szkołom przyjdzie zapłacić 299 dolarów. Zwykli konsumenci mogą go nabyć za 329 dolarów. Poza tym Greg Joswiak z Apple ujawnił, że firma ma 200 tys. aplikacji przeznaczonych specjalnie dla sektora edukacyjnego. Do tego firma zademonstrowała nowe dodatki do Pages, iWork oraz Numbers. Co więcej, Apple stworzy kreator książek w aplikacji Pages.

 

Jesienią prawdopodobnie zobaczymy nowego Apple Watcha

Ming-Chi Kuo, analityk KGI Securities, znany z licznych analiz sprzętowych, tym razem uważa, że Apple już na jesieni zaprezentuje kolejną odsłonę swojego zegarka. A czym miałby się charakteryzować nadchodzący Apple Watch 4?

Według Kuo zegarek będzie miał o 15 procent większy wyświetlacz i nowocześniejsze wzornictwo. Prawdopodobnie pojawią się też nowsze wersje czujników do monitorowania naszego zdrowia. Tradycyjnie też mają spaść nieco ceny starszych modeli, gdy tylko Apple Watch 4 ukaże się na rynku.

KGI przewiduje, że w bieżącym roku Apple sprzeda od 22 do 24 milionów egzemplarzy Apple Watcha, czyli o 30 procent więcej niż w zeszłym roku. W dłuższej perspektywie firma chce, by sprzedaż wzrosła do 50 milionów egzemplarzy na rok. To na razie tylko plotki, ale KGI ma całkiem niezłą historię dokładnych przewidywań.

 

Windows nie jest już priorytetem dla Microsoftu

Na początku tego miesiąca Satya Nadella ogłosił w mailu wysyłanym do pracowników, że szef Windowsa Terry Myerson opuści firmę. Nowym kierownikiem ma zostać Joe Belfiore. Do tego kilka grup z działu systemu operacyjnego przeniesie się do innych zespołów, w tym jednostki ds. kernela, która stanie się częścią drużyny Azure.

To z tego powodu, jak wyjaśnia Sneath, Microsoft najwyraźniej zmienia nieco globalną strategię firmy i przestaje myśleć o Windows jako o rdzeniu swojej działalności. Być może te zmiany, tj. przeniesienie ludzi w stronę Azure, czyli usługi w chmurze, sprawi, że zmieni się także stosunek Microsoftu do różnych partnerów. Być może Microsoft uważa, że jeśli nie jest się skupionym na chmurze, równie dobrze nie jest się strategicznym partnerem firmy.

Sneath podaje, że za jego kadencji system operacyjny był punktem centralnym strategii firmy. Teraz to się zmieni. Nie oznacza to jednak, że Microsoft w ogóle przestanie myśleć nad swoim systemem operacyjnym. Wciąż w końcu aktualizuje najnowszą wersję, Windows 10.

 

Snapchat wprowadza wideorozmowy dla 16 osób

Snapchat już niedługo pozwoli na stworzenie wideorozmowy z aż 16 osobami jednocześnie. Aby uruchomić tę opcję, musimy być w grupowym czacie. Trzeba następnie kliknąć w ikonkę kamery wideo i to wszystko - już jesteśmy połączeni z maksymalnie piętnastoma innymi osobami. Wszyscy w grupie zostaną powiadomieni o założeniu wideoczatu i będą mogli do rozmowy dołączyć.

Użytkownicy wciąż będą mogli korzystać z funkcji Lens podczas wideorozmowy. Będzie można także rozmawiać tekstowo czy brać udział w takiej wideorozmowie bez konieczności pokazywania swojej twarzy.

Opcja grupowej wideorozmowy ma się pojawić w najbliższych tygodniach. Ciekawe też, jak zareagują na takie rewelacje konkurenci, a zwłaszcza Instagram.

 

Najnowsze wyniki AV-TEST

Najnowszy AV-TEST to wyniki badań 18 różnych programów dla użytkowników konsumenckich oraz 16 programów dla firm i przedsiębiorstw. Badania przeprowadzono w styczniu i lutym bieżącego roku, zaś teraz firma przedstawia wyniki swoich analiz.

Jednym z lepiej radzących sobie antywirusów był Bitdefender ES. Równie dobrze wypadło także Kaspersky Lab ES czy programy Symantecu. Zestawienie dotyczyło przede wszystkim klientów w przedsiębiorstwach, ale programy te równie dobrze radziły sobie także i w domowym zaciszu.

Oprócz tego przygotowano także zestawienie dla Windows 10. Programy oceniane były w trzech kategoriach - ochrony, wydajności oraz prostoty użytkowania. W ogólnym zakresie najlepszej ochrony antywirusowej zdecydowanie prowadziły takie programy jak Kaspersky Lab Endpoint Security, Symantec Endpoint Protection czy Bitdefender Endpoint Security.

Opracował: Daniel Odroniec               
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Jedno z chińskich przekleństw brzmi: “Obyś żył w ciekawych czasach!”. Rzeczywiście, czasy mamy ciekawe, aż do bólu głowy. Gdzie nie spojrzeć, aż roi się od absurdów, skandali, masowych przekrętów, kłamstw i oszustw. W USA lewacka, post-modernistyczna ekipa neo-komunistów podnosi swój czerwony łeb, i węsząc łatwy łup w postaci naiwnego zasadniczo społeczeństwa amerykańskiego – propaguje swoją wizję świata. Nie jest to bardziej oczywiste niż w temacie posiadania broni…

Ja wiem, że ten temat już poruszałem parokrotnie, ale tu nie tylko chodzi o repetycję, ale raczej o to, że co rusz są jakieś nowe aspekty tego zagadnienia, które wymagają wyjaśnienia. Lewica jest bardzo zdolna, jeżeli chodzi o kierowanie dyskusji (z zasady na błędne tory), narzucanie stylu i tematu rozmów publicznych. 

I tak w kwestii broni, tematem głównym stał się dostęp do broni tak zwanej szturmowej, czyli militarnej. Oczywiście lewica nie chce od razu zdradzić swoich ostatecznych intencji, jakimi jest całkowita konfiskata broni. Więc zaczynają małymi kroczkami. Problem jest tylko taki, że są to kroczki w zupełnie niewłaściwym kierunku…

W lewicowych środkach masowego przekazu cały czas słyszymy, że nikt przecież nie jest za całkowitym zakazem posiadania broni, no ale po co komuś karabin szturmowy? Pomijam tu fakt, że definicja karabinu szturmowego używana przez te właśnie media jest, delikatnie mówiąc, kretyńska. (Karabin szturmowy to broń w pełni automatyczna – jedno pociągnięcie za spust = cała seria strzałów. Taka broń jest praktycznie od dawna niedostępna dla osób cywilnych). Jak go zwał, tak go zwał, powiada lewicowy dyskutant – po co ci ta broń? Przecież skoro jak twoi koledzy ciągle mówią, jesteś jedynie zamiłowanym sportowcem, który lubi strzelać do papierowej tarczy, to wystarczy ci wiatrówka. A jeżeli już jesteś tym obrzydliwym myśliwym, co morduje sarenki (powiada lewacki dyskutant, obżerając się hamburgerem), to wystarczy ci dubeltówka i 10 naboi na rok! Te wszystkie genialne wręcz argumenty mijają się całkowicie z sednem zagadnienia.

Kwestia posiadania broni w USA nie ma nic wspólnego ze sportem czy polowaniem na zwierzęta. To są właśnie te bzdury, które próbuje wmówić państwu lewica i jej agenci. Gdyby chodziło tylko o tego typu narzędzia pracy czy rozrywki, to zapewniam państwa, że żaden mąż stanu nie marnowałby miejsca w Konstytucji na takie trywialne sprawy. Odpowiedź na pytanie, o co chodziło twórcom Konstytucji w sprawie broni, można z łatwością znaleźć w Deklaracji Niepodległości z czwartego lipca, 1776 roku. 

Najczęściej cytowane jest pierwsze zdanie drugiego paragrafu – We hold these truths to be self-evident, that all men are created equal, that they are endowed by their Creator with certain unalienable Rights, that among these are Life, Liberty and the pursuit of Happiness. (Uważamy te prawa za same przez się oczywiste, że wszyscy ludzie są stworzeni sobie równi, że są oni obdarzeni przez ich Twórcę pewnymi nieodstępnymi prawami, wśród których są Życie, Wolność and podążanie za Szczęściem.) Oczywiście to zdanie jest pełne głębi i nie bez kozery było i jest rozpatrywane na wszelkie sposoby. Ale jeżeli chodzi o posiadanie broni, to jeszcze nie tutaj powinniśmy się zatrzymać. Dopiero w czwartym zdaniu dochodzimy do sedna sprawy: But when a long train of abuses and usurpations, pursuing invariably the same Object evinces a design to reduce them under absolute Despotism, it is their right, it is their duty, to throw off such Government, and to provide new Guards for their future security. (Ale kiedy długa lista nadużyć i uzurpacji, prowadzących do tego samego celu, ujawnia schemat działania prowadzący do absolutnego despotyzmu, jest ich prawem, jest ich obowiązkiem, aby obalić taki rząd, i zapewnić nowe zabezpieczenie dla jego przyszłego bezpieczeństwa.) Trzeba przyznać, że nie ma chyba bardziej jednoznacznego nakazu obalenia opresyjnego rządu niż ten.

Kiedy nasi (ok, trochę się zagalopowałem), to znaczy – jankescy - przodkowie pisali Konstytucję Stanów Zjednoczonych, nie udało im się napisać wszystkiego tak jak powinni za pierwszym podejściem. W efekcie istnieje sporo poprawek do tejże Konstytucji, czyli po angielsku – amendements. Jednym z problemów, był brak konkretów w odniesieniu do bujnych idei. Na przykład – jak ma społeczeństwo dokonać technicznie tego obalenia despotycznego rządu? I tak powstała Druga Poprawka do Konstytucji USA. A well regulated Militia, being necessary to the security of a free State, the right of the people to keep and bear Arms, shall not be infringed. W języku polskim brzmi ona następująco: “Dobrze zarządzana milicja, będąca niezbędna dla bezpieczeństwa wolnego państwa, prawo społeczeństwa do posiadania i noszenia broni, nie powinno być ograniczane.”

I tu właśnie trafiamy w sedno sprawy. Twórcy Konstytucji USA nie napisali Drugiej Poprawki, żeby zagwarantować farmerom prawo strzelania do królików. Ta Poprawka miała być gwarancją, że w razie sytuacji, kiedy rząd federalny czy lokalny stanie się rządem despotycznym, zwykli ludzie będą mieli adekwatne środki i narzędzia aby ten rząd obalić. A do tego nie wystarczy wiatrówka… 

Oczywiście, lewicujące odłamy rządu amerykańskiego w 1948, wykorzystując anty-komunistyczną histerię, umieściły w Federalnym Kodeksie Karnym paragraf 2385, który przewiduje karę więzienia do dwudziestu lat za namawianie do obalenia rządu. Mam wrażenie, że autorzy i sygnatariusze amerykańskiej Konstytucji wiercą się nieco w grobowcach…

Marcin Vogel

Marcin Vogel jest chicagowskim policjantem, wykładowcą na Akademii Policyjnej. Ma tytuł Master of Art z psychologii. Występuje w audycji "Kwadrans Policyjny" w środy o 16:45 na Polskim FM, prowadzi audycję radiową "Sprawa dla policjanta" w czwartki o 17:25 na 1080 AM oraz podcasty "Marcin Vogel prezentuje" na YouTube.

Sektor usług medycznych to jeden z najszybciej rozwijających się sektorów rynku pracy. Od lat nieustannie rośnie zapotrzebowanie na personel pomocniczy – asystentów, techników, pielęgniarki. Śledząc ogłoszenia w prasie czy w internecie widzimy, że najwięcej otwarć w placówkach medycznych dotyczy właśnie tych pozycji.

Plaga chorób cywilizacyjnych, takich jak cukrzyca czy nadciśnienie, w krajach wysokorozwiniętych powoduje, że z roku na rok coraz więcej osób potrzebuje dializ.

Nerki uszkodzone nawet w 90 procentach nie powodują żadnych charakterystycznych dolegliwości. Niewydolność nerek rozwija się powoli i bezboleśnie, wyniszczając organizm i wpływając na degradację innych narządów.

Centra dializ otwierane są dziś w każdej dzielnicy dużego miasta. Nie ma potrzeby jeżdżenia do szpitala, gdyż dializy wykonywane są w specjalnie przygotowanych do tego centach ambulatoryjnych. Zwiększona ilość centrów dializ powoduje większe zapotrzebowanie na techników dializ. Studenci kończący program technika dializ nie mają problemu ze znalezieniem pracy, gdyż pracodawcy czekają na dobrze wykwalifikowanych specjalistów w tej dziedzinie. Kończąc szkołę, z dyplomem w ręku następnego dnia można iść do pracy. Zarobki techników dializ wahają się od 35 do nawet 60 tysięcy dolarów rocznie.

Dializa nerek to procedura filtrowania krwi przy użyciu błony półprzepuszczalnej poza organizmem lub przy użyciu płynu dializacyjnego i otrzewnej jako naturalnej błony filtrującej.

Dializę nerek stosuje się u osób z niewydolnością nerek oraz oczekujących na przeszczep tego narządu. Organizm chorych z niewydolnością nerek wymaga wykonywania ciągłych dializ.

Prototyp i maszynę do dializ wynalazł holender Willem Kolff, który po II Wojnie Światowej wyemigrował do USA, aby tu rozpowszechniać swój wynalazek. Pierwszy Amerykanin przeszedł dializę w 1948 roku. Od tego czasu liczba osób, które rocznie przechodzą dializy liczona jest w tysiącach. A biznes dializ to jeden z najlepszych i najszybciej rozwijających się biznesów sektora medycznego. Obecnie dwie największe firmy zajmujące się dializami, które kontrolują przeszło 70% rynku w USA to: Fresenius Medical Care i DaVita Healthcare Partners. Firmy te mają około czterech tysięcy klinik w całych Stanach Zjednoczonych. To w przybliżeniu tyle, ile w USA jest sklepów sieci Target.

Koszt dializ ratujących życie od zawsze był wysoki. W latach 70. XX wieku dializy włączono do programu Medicare, aby osoby objęte tym programem mogły także korzystać z dializ.

Medicare wydaje obecnie przeszło 34 miliardy dolarów na opiekę dializacyjną.

Wedle NEJM Catalyst jedno centrum dializ zatrudnia najczęściej jednego lekarza, siedemnastu pracowników pomocniczych – pielęgniarki, asystentów, techników dializ, a roczne dochody placówki to około cztery milionów dolarów.

Naukowcy i lekarze wciąż szukają bardziej dogodnych dla pacjentów metod dializ, maszyn przenośnych, czy innych rozwiązań, które na stałe ułatwiłyby życie osób potrzebujących dializ.

Na razie centra dializ to świetnie prosperujące placówki medyczne, które przedłużają życie pacjentów, a rozwijając się stwarzają nowe miejsca pracy.

Anna Tukiendorf-Wilhite
dyrektor TTI Medical Training School,
prezes Polish Women in Business telefon 773-774-2222

Po co czytać? To nawet nie jest pytanie, które niepokoi, albo wymaga, przynajmniej zdawkowej, odpowiedzi. To nie jest kwestia, która znamionuje problem. Czytanie zawsze było, a współcześnie jeszcze wyraźniej stało się, umiejętnością zbędną, niekonieczną. Dlaczego? Tak zawsze było. Czytanie jest czynnością dodatkową, naddaną i w gruncie rzeczy niepotrzebną. Jest czymś tak zbędnym jak umiejętność rozróżnienia między Platonem i Plotynem, czy Monetem i Manetem, nie mówiąc już o Krasińskim i Krasickim. Co bowiem z tego, że będziemy w stanie ekstrapolować subtelności wynikające z konceptu platońskiej jaskini w paradygmat plotyńskiej emanacji bytu? Absolutnie nic! Ani nas to ogrzeje, ani nas to oziębi, a już z pewnością nie nakarmi.

„Kiedy w pierwszych dekadach XIX wieku konserwatyści powątpiewali, czy nauka czytania przyczyni się do dobrostanu większości, mieli ślad racji, chociaż dzisiaj nie odważymy się nawet nad tym zastanawiać. Ale jeżeli uznać, że czytanie jest przydatne do celów praktycznych (ceny w sklepie, umowy w banku i tak dalej), to nie jest pewne, że jest przydatne do czegokolwiek innego.” (za: Nowy analfabetyzm, M. Król, w: Pismo – Magazyn Opinii, s.75, styczeń, 2018)

Jakby tego było mało, czytanie wymaga wysiłku w nabyciu tej umiejętności i doskonalenia w procesie uczenia się – jednym słowem czytanie skazuje czytającego na mękę wiecznej pracy, a po co nam męka i praca, skoro można żyć zupełnie wygodnie i spokojnie bez nich. Nieczytanie ma do tego jeszcze parę innych, fundamentalnych zalet, a jedną z nich jest życie w nieświadomości. Jeśli czegoś nie jesteśmy świadomi to „to coś” nie istnieje dla nas. Dzięki temu możemy zupełnie nie przejmować się sprawami, rzeczami czy wydarzeniami, które mają miejsce poza nasza świadomością – a to jest wielki plus. Po co skazywać się na doświadczenie współczucia, niepokoju czy współcierpienia, skoro można po prostu nie wiedzieć. Jak mówi Dziennikarz w Weselu: „Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna”.

Święty spokój bowiem to kategoria najbardziej pożądana w życiu człowieka i to nie tylko współcześnie, ale zawsze. Najważniejsze, żeby było przyjemnie:

/Dlaczego – proszę sprawdzić – niemal nikt nie wie, o czym pisał Adam Mickiewicz w Wielkiej Improwizacji, a o czym Stendhal w Czerwonym i czarnym albo William Szekspir w Królu Learze? Dlatego, że nie chcemy już czytać. A dlaczego nie chcemy już tego robić? Spośród wielu odpowiedzi najważniejsza sprowadza się do prostej obserwacji – nie chcemy czytać o tym, że los ludzki jest ciężki, że jesteśmy marni, że podłość często zwycięża nad dobrem, a w życiu musimy dokonywać tragicznych wyborów. „Życie jest to opowieść idioty, pełna wrzasku i wściekłości, nic nieznacząca” – czytamy w słynnym ustępie Makbeta. To prawda, ale czy nam jest przyjemnie z taką prawdą?

A zatem chodzi przede wszystkim o to, żeby było przyjemnie. Nie czytamy wielkiej literatury, bo zawładnęło nami kompulsywne unikanie cierpienia. Ba, uchylamy się nawet od myślenia o cierpieniu, a zatem czytania o nim. Bo to nieprzyjemne. O ileż milsze jest czytanie wiadomości o modzie czy nowych przepisów na kaczkę w ananasie. W 1930 roku Zygmunt Freud ogłasza znakomity esej Kultura jako źródło cierpień, w którym przestrzega, że zanim dotrzemy do przyjemności, musimy ograniczyć cierpienia i z reguły życie nam na tym schodzi. Pisarze tego czasu, to znaczy końca XIX i pierwszych dekad XX wieku, są skrajnie pesymistyczni. Od Roberta Musila i Franza Kafki po Conrada i Marcela Prousta wszyscy wątpią, czy potrafimy być odpowiedzialni, samodzielni w świecie, w którym los czyni z nami, co chce. (w: tamże) A po co nam to? Żeby się niepotrzebnie stresować, jakbyśmy na co dzień nie mieli dosyć problemów!

Na szczęście nieczytanie jest początkiem drogi ku większym przyjemnościom. Jeśli zaprzestaniemy czytania, można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że zaprzestaniemy także pisania, co jest znaczącym krokiem ku separowaniu się od jakichkolwiek aktywności intelektualnych, które to aktywności zawsze miały tendencję ku wzbudzaniu w nas, jeśli nie trwogi, to z pewnością drżenia – a to nie jest coś, co lubimy.

„Dwie największe rewolucje nowożytności, czyli francuską i rosyjską, przeprowadził niepiśmienny lud z nielicznymi piśmiennymi przywódcami na czele. Wszyscy oni byli niedouczonymi prawnikami, intelektualistami, wiecznymi studentami, pijakami i bywalcami kawiarń. Wszyscy czytali, ale ich adresowane do ludu dzieła były w najlepszym razie ulotkami. Najważniejszym środkiem komunikacji społecznej, jak znakomicie pisze o tym Bronisław Baczko, była wówczas plotka” (w: tamże) – i to nam na szczęście zostało do dzisiaj i wygląda na to, że przeniesie się też na jutro. Krótko, dosadnie i plotkarsko – to sprawia nam przyjemność i tego wymagamy, bo funkcjonujemy w pędzie codzienności, zdominowanej przez konieczność posiadania, naznaczonej absolutnym brakiem czasu. Nie chcemy nawet wiedzieć, że nie mamy czasu, bo czasu nie ma, a jeśli jest, to jedynie jako kategoria aprioryczna, bo przecież nie pojęcie empiryczne.

To zatracenie w przyjemnej teraźniejszości, skurczonej do konsumowania i wydalania, bez świadomości kulturowej ciągłości i identyczności doświadczeń ludzi innych epok, daje cudowne samozadowolenie i wyzwolenie od strachu przed świadomością, że może nas spotkać to wszystko straszne, czego doświadczyli nasi przodkowie.

Jest zatem czymś fantastycznym, unikalnym i jedynym w swoim rodzaju (jak bohaterka książki Eleny Poniatowskiej pod takim tytułem), iż nie czytając skazujemy się na niepisanie, a nie czytając i nie pisząc, wyzwalamy się od myślenia.

„Nie myślał opisany przez Arendt Adolf Eichmann, odmowa myślenia cechuje też wszystkie formy życia społecznego, kiedy na przykład interpretujemy prawo jako nakaz, a wolność jako cechę prywatną. Innymi słowy myślimy w domu, a w sferze publicznej działamy bezmyślnie. Do tego, żeby myśleć, nie jest oczywiście konieczne czytanie. Jednak ciągłość kultury, czyli między innymi ciągłość myślenia, polega na tym, że korzystamy z tego, co inni przed nami zdołali pomyśleć. A to oznacza niemal zawsze czytanie”. (w: tamże)

Nie czytając, nie pisząc i nie myśląc osiągamy niezwykle pożądany przez rządzących państwami i korporacjami model człowieka idealnego, bo bezmyślnego. Niektórzy mają na te sprawy odmienny pogląd i twierdzą, że obowiązkiem człowieka jest jednak życie mądre.

Jak pisze Tadeusz Gadacz w książce „O umiejętności życia”:

„Człowiek zajęty najmniej jest zdatny do życia, ponieważ żadna umiejętność nie jest trudniejsza niż umiejętność życia. Biegłych w innych umiejętnościach jest wszędzie wielu, niektóre z nich nawet młodzi opanowali do tego stopnia, że i sami mogliby innych nauczać. Żyć jednak trzeba się uczyć przez całe życie, a czym zapewne jeszcze bardziej się zdziwisz, przez całe życie trzeba się uczyć umierać”. […] I dalej profesor konkluduje za Platonem: „Warunkiem umiejętnego życia jest myślenie. Ono właśnie odróżnia człowieka od zwierząt. Dlatego bezmyślnym życiem żyć człowiekowi nie warto. Myśląc o życiu, możemy uczyć się go, gdyż na tę umiejętność nigdy nie jest za późno”.

No cóż, można i tak, ale czy profesor na pewno ma oczy szeroko zamknięte, by widzieć to, co stanowi o sensie żywota współczesnego człowieka poczciwego?

Wszystkie cytaty za: Nowy analfabetyzm, M. Król, w: Pismo – Magazyn Opinii, s.75, styczeń, 2018

Zbyszek Kruczalak
www.domksiazki.com

Kiedy jesteś w USA i organizujesz swój Road Trip od A do Z, grzechem by było nie pojechać na Alaskę! Długo biliśmy się z myślami... bo to kolejne kilka tysięcy kilometrów... bo budżet, wymówek nie brakuje i zawsze jest jakieś “ale”.

Czasowo nic nas nie ogranicza, ale “zielone” z konta znikają.

Pewnego wrześniowego wieczoru obejrzeliśmy “Into the Wild”. Na drugi dzień oboje obudziliśmy się z tą samą myślą i stanowczo powiedzieliśmy: “Jedziemy na Alaskę!”. Nie mieliśmy wiele czasu, żeby zaplanować strategię wyprawy. Byliśmy w okolicach Vancouver. Zostały nam 4 dni. Wpadliśmy na pomysł, żeby ogłosić się w sieci, że szukamy 2 osób, które chciałyby dołączyć do naszej podróży. Stało się! Ja pracowałam nad ogłoszeniami, które opublikowałam w kanadyjskich grupach przejazdów i na Couchsurfingu, a Marco zaczął opracowywać trasę i przeliczać budżet. Odezwało się do nas kilka osób, ale dwie z nich były najbardziej elastyczne: Australijka i Niemiec. To był niewątpliwie bardzo intensywny i wyczerpujący etap naszej podróży dookoła USA i Kanady, ale zdecydowanie najlepszy!

Podczas podróży towarzyszyły nam niezapomniane przygody od samego początku. Marzenia z dzieciństwa się spełniły. Na żywo mieliśmy okazję podziwiać dziką przyrodę, którą mieliśmy na wyciągnięcie ręki.

Trasę rozpoczęliśmy w Vancouver, a zakończyliśmy w Górach Skalistych w Banff. Zajęło nam to ponad 30 dni. Naszymi środkami transportu był mini van, prom, łódź.

Ketchikan - nasz pierwszy przystanek na Alasce

Jesteśmy w supermarkecie Walmart, żeby połączyć się ze światem. Zaglądam do aplikacji Couchsurfing, odświeżam wiadomości. Zaczynam wydawać z siebie okrzyk zdziwienia: “Guys! Napisał do mnie Bob z Juneau, który zaprasza nas do siebie, pomimo iż nasze ogłoszenie było zupełnie inne. To miłe z jego strony!” - jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że Bob ma łódkę, na której spędzimy 3 dni. To był dopiero początek dobrych nowin i atrakcji. Jeszcze tego samego dnia męska część naszego teamu kupiła wędkę, ponieważ postanowili złowić kilka łososi na kolację, które jedliśmy przez kolejne 3 dni (yummy!). Wtedy też po raz pierwszy widzieliśmy czarne niedźwiadki, które na śniadanie łowiły właśnie łososie - były ich setki, jak nie tysiące…

Wieczorem świętowaliśmy udany dzień i owocne połowy przy grillu nad jeziorem.

Dodam jeszcze, że wędkę zwróciliśmy następnego dnia w sklepie, w którym ją kupiliśmy i przyjęto bez problemu - taki deal!

Juneau

Podobno tutaj spotkały nas najlepsze atrakcje. Do Juneau dotarliśmy wcześnie rano po 19godzinach podróży promem. Z polecenia naszego hosta Boba postanowiliśmy zobaczyć lodowiec Mendenhall. Po 1.5 h hikingu okazało się, że jesteśmy na niewłaściwej trasie, ponieważ Bob dał nam błędne wskazówki, więc straciliśmy około 3 godzin. Kiedy dotarliśmy do właściwego szlaku, początkowo był on oznaczony, ale później zaczynały się schody. Na szczęście było kilka kolorowych wstążek, które dały nam poczucie orientacji w terenie. Było mokro, ślisko i błotniście. Ja zaliczyłam lekki upadek ze stromych skał, ale na szczęście zakończyło się tylko na obitych palcach u lewej ręki i obolałym barku. Kiedy z daleka widzieliśmy lodowiec Mendenhall, jego ostre, błękitne krawędzie robiły wrażenie. Jednakże zastanawialiśmy się, jak dotrzeć do lodowych jaskiń, które zostały nam polecone. Kontynuowaliśmy trasę po stromych skałach i pozostałościach lodowca, aż w końcu uświadomiliśmy sobie, że pod lodowiec wchodzimy na własne ryzyko, bo w momencie zapadnięcia się, nie będzie odwrotu. “Ice caves” to coś spektakularnego, towarzyszy adrenalina, krople topniejącego lodowca spływają po twarzy... Krystaliczne kolory rażą w oczy!

Jeszcze tego samego dnia, zmęczeni, ale pozytywnie nakręceni, dotarliśmy na łódkę naszego hosta, który zaprosił nas i dwóch innych Couchsurferów na tour dookoła odizolowanych wysp oddalonych około 5 godzin od Juneau. Tam mieliśmy okazję zobaczyć niedźwiedzie grizzly - matkę z dwoma małymi niedźwiadkami, przebijając się przez kilkumetrowe błoto i busz.

Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, że wchodząc na teren tej wyspy, sporo ryzykowaliśmy, ale podróże to też podejmowanie wyzwań i ryzykownych decyzji.

Niesamowitym przeżyciem było zobaczenie spektaklu granego przez grupy wielorybów (po amerykańsku “bubble net-hunt”), które “polowały” na śledzie. Takie zjawisko można zaobserwować na Alasce tylko między sierpniem a wrześniem. Szczęście nas nie opuszczało i dane nam było zobaczyć kilka takich grup przez dwa dni pod rząd.

Podczas tej wyprawy warunki pogodowe nas zaskoczyły. Wręcz lataliśmy na pokładzie łodzi, wiatr był silny, co oznaczało wysokie fale. Musieliśmy się zatrzymać na kilka godzin na jednej z przystani, gdzie były drewniane kabiny do użytku podróżników. Są one zaopatrzone w podstawowe produkty spożywcze, drewno i mają kominek oraz drewniane łóżka, na których można rozłożyć śpiwór.

North Pole i Fairbanks

Kto powiedział, że marzenia z dzieciństwa się nie spełniają? W North Pole odwiedziliśmy dom Świętego Mikołaja, gdzie można było usiąść na kolanku białobrodego. To taki mini raj dla miłośników bożonarodzeniowych ornamentów.

Mieliśmy przeczucie, że będzie nam dane zobaczyć zorzę polarną, choć wcale na to nie liczyliśmy. Są specjalne aplikacje, które pokazują, jaka jest szansa zobaczenia aurory w miejscu, w którym przebywasz, i o której godzinie. Wielu ludzi odkłada pieniądze, żeby pojechać do Norwegii, na Islandię czy Alaskę, żeby wykupić wycieczkę, która zawiezie ich do odpowiednich miejsc, gdzie zobaczą zorzę.

Ustawiliśmy budziki na godzinę 1:30, bo podobno około 2 nad ranem była szansa zobaczenia tańczącej zorzy. Wyskoczyliśmy pidżamach z drewnianej kabiny, w której zatrzymaliśmy się na dwa kolejne dwa dni. Wskoczyliśmy do zimnego samochodu i wyjechaliśmy z lasu w okolice pobliskiego jeziora. Jak się okazało, nie było przejazdu do plaży z pobliskiej okolicy, więc zatrzymaliśmy się w miejscu, gdzie pole widzenia było w miarę duże i oczekiwaliśmy na zorzę. Kilka minut później zrobiło się jasno, a my zupełnie nieprzygotowani, zaczęliśmy ogarniać ustawienia aparatu, żeby móc uchwycić ten spektakularny moment. To był nasz pierwszy raz! Ekscytacja wzrastała za każdym razem, kiedy widzieliśmy tańczące fronty aurory.

Na drugi dzień los chciał, że zostaliśmy zaproszeni do mieszkania Mary Shields, która jako pierwsza kobieta na świecie ukończyła wyścig psich zaprzęgów Iditarod. To było wyjątkowe spotkanie, przepełnione rodzinnym ciepłem, zabawą z pieskami, historiami z życia i emocjami. Opowiedziała nam o tym, jak rozpoczęła swoją przygodę z trenowaniem huskich do psich zaprzęgów i jak to się w ogóle stało, że wzięła udział w pierwszych zawodach. Kiedy podziękowaliśmy jej za gościnę, odpowiedziała: “Czuję się uprzywilejowana. Dzielę się tym, co dostałam od życia.” - słowa, które chwyciły za serce.

Takich historii z Alaski było kilka. Każda z nich jest inna. Każda z nich uświadamia, że podróże to ludzie. Alaska nauczyła nas spojrzeć jeszcze inaczej na świat niż dotychczas, z większym dystansem oraz docenieniem małych gestów i hojności, którą otrzymywaliśmy od obcych ludzi.

Jesteśmy wdzięczni za każdą sekundę naszej podróży! Uważniej przyglądamy się przyrodzie i częściej zwalniamy, obserwujemy, oddychamy przestrzenią każdego otoczenia.

Alaska! Na pewno do Ciebie wrócimy!

Ewelina Orzech,
podróżniczka, autorka bloga One Way 2 Freedom

Blog One Way 2 Freedom: www.oneway2freedom.com

FB: https://www.facebook.com/oneway2freedom/
Instagram: https://www.instagram.com/oneway2freedom/