----- Reklama -----

Monitor 01/12/2018

Było piękne, późne popołudnie. Pora obiadu. W restauracji siedziało kilka osób. Wszystkie z pochylonymi głowami stukały zawzięcie w malutkie ekrany swych telefonów. Zimne już potrawy i ciepłe już napoje stały obok nietknięte. Młody mężczyzna obserwował wyniki i komentarze dotyczące rozgrywek futbolowych w laptopie, mimo że wszystkie mecze transmitowane były na żywo w kilku telewizorach nad jego głową. Kelnerki w każdej wolnej chwili wyciągały te urządzenia z kieszeni i sprawdzały coś na ekranach. Przez kilkanaście minut byłem jedyną osobą, która tego nie robiła, rozglądała się wokół i nawet przez chwilę śledziła wydarzenia sportowe na ścianie. Po jakimś czasie jednak również sięgnąłem po swój telefon, by sprawdzić, czy zaczął już padać śnieg, którym straszono od rana...

Jeśli czegoś nie potrzebujemy, to szybko o tym zapominamy. Na przykład numer telefonu bliskiej sobie osoby. Proszę z pamięci wystukać numer żony, narzeczonej, rodzeństwa lub rodziców. Śmiało. Niewielu jest w stanie to uczynić, bo to tylko imiona w naszym super przemądrzałym telefonie. Gdyby nagle powróciły tradycyjne aparaty to nigdzie byśmy się nie dodzwonili. Natomiast miliony zarobiliby producenci długopisów i notesów w kratkę.

Nie tylko nie jesteśmy w stanie zapamiętać dziesięciu cyfr numeru telefonu, nie jesteśmy w stanie spamiętać jakichkolwiek liczb. Ostatnio w sklepie chciałem sprawdzić cenę pewnego produktu. Czytnik cen oddalony był o kilka metrów, jednak przedmiot zbyt duży, by go po prostu tak sobie przenieść. Znalazłem więc tak zwany numer SKU, czyi kod firmowy. Kilka cyfr i jedna lub dwie litery. Wkuwałem je przez chwilę, po czym i tak pomyliłem się przy wbijaniu do sklepowego komputera. Trzy razy po kolei. W końcu wyciągnąłem telefon, zeskanowałem kod paskowy i w ciągu kilku sekund znalazłem się na stronie sklepu, na środku którego stałem i wpatrywałem w widniejącą na ekranie cenę poszukiwanego produktu. Śmieszne? Nie bardzo...

Przemyślne urządzenia robią za nas coraz więcej. W przeglądarkę komputerową możemy wpisać „DRBNANIE PODGOLI”, a ona nas grzecznie zapyta, czy chodzi nam o „DREWNIANE PODŁOGI”? Pisząc list możemy zapomnieć o dużych literach, kropkach i walić mnóstwo błędów. Odpowiedni program wszystko wyczyści. Prawie wszystko. Na odległość mogę otworzyć drzwi w domu, zapalić światło, zmienić temperaturę i włączyć podlewanie kwiatków. Pracuję nad tym, by również pod nieobecność karmić zwierzęta. Udomowione i dzikie.

Dzięki technologii stajemy się coraz głupsi – mówią jedni. Nieprawda, jesteśmy coraz mądrzejsi – przekonują inni. Należę do tych, którzy obydwu stronom przyznają nieco racji, ale wyznają trzecią teorię. Mówi ona, że nasz umysł zdobywa wiedzę na dwa sposoby. Pierwszy można porównać do komputerowej pamięci RAM, pozwalającej na szybkie analizowanie danych wokół nas i odpowiednie reagowanie na bodźce. W komputerze im więcej pamięci operacyjnej, tym szybciej maszyna myśli. Podobnie jak komputery rozbudowaliśmy naszą pamięć RAM i działamy błyskawicznie. Naukowcy nazwali to zjawisko inteligencją płynną i doszli do wniosku, że przeciętne dziecko urodzone po 2000 roku w połowie XX wieku uznane byłoby za geniusza. Z drugiej strony nastolatek z lat 50. nie poradziłby sobie ze współczesnymi testami na inteligencję i szybkością analizy danych.

Nie cieszmy się jednak zbytnio, bo te same badania wykazały, iż dzieciak sprzed pół wieku pogoniłby współczesne dzieci pod względem wiedzy stałej, książkowej. To nazywane jest inteligencją skrystalizowaną i w technologii możemy ją porównać do danych zapisanych na twardym dysku. Różnica jest taka, że dzieciak sprzed kilkudziesięciu lat znał na pamięć proces rozrodczy mrówek, a jego dzisiejszy rówieśnik nie bardzo wie, jak mrówka wygląda. Wie natomiast, w jaki sposób błyskawicznie znaleźć tę informację w internecie. Dlatego przyszłość jest dla ludzi tak niebezpieczna. Bo z uzależnieniami bywa tak, że największe problemy zaczynają się gdy towaru zabraknie.

Pisząc popularne sms-y czy facebookowe wstawki również coś tracimy. Umiejętność czytelnego i zrozumiałego przekazywania naszych myśli. Tu też zrobiono eksperyment. Dzieciaki wysyłające po kilkanaście tekstów dziennie nie były w stanie napisać porządnego wypracowania na jakikolwiek temat. Brakowało im wiedzy, cierpliwości i słów, których z kolei w nadmiarze miała młodzież czytająca książki i gazety. Z drugiej strony gdy dochodziło do słownej pyskówki, te z technologią za pan brat dawały sobie radę znacznie lepiej.

Trudno więc powiedzieć, czy jesteśmy głupsi, czy nie. Wszystko zależy od punktu widzenia i od potrzeb. Wydaje mi sie jednak, że każdego dnia coś tracimy.

Technologiczne nowinki uprzyjemniają nam życie i sprawiają, że stajemy się leniwi i niechętni poznawaniu nowych rzeczy. Pewien programista zwrócił uwagę, że nie nauczył się zawodu leżąc przed telewizorem i grzebiąc w telefonie. Sięgnął po fachowe książki i lata spędził na wkuwaniu wiedzy. Doszedł bowiem do wniosku, że ktoś musi pisać te wszystkie programy i tworzyć nowe gadżety. Teraz czuje się lepszy i mądrzejszy od tych, dla których je wytwarza.

Ocenia się, że nasza wiedza stała powoli zanika. Nie u każdego i nie w takim samym stopniu. Jednak globalnie jest to zjawisko już zauważalne. Dlatego apel do programistów, wynalazców i technologicznych guru. Wolniej panowie, wolniej. A jak wolno, to już podpowie odpowiednia aplikacja. Wystarczy zajrzeć do telefonu...

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Największe technologiczne wydarzenie roku

Nowe technologie, gadżety i elektronika opanowały miasto Las Vegas na najbliższy tydzień. Setki tysięcy odwiedzających, tysiące wystawców weźmie udział w największych targach technologicznych.

Co między innymi możemy zobaczyć w tym roku?

Polski system Fibaro

W trakcie tegorocznych targów CES polska firma Fibaro zaprezentowała 13 integracji z zewnętrznymi producentami urządzeń z zakresu internetu rzeczy oraz domu inteligentnego.

Fibaro to obecnie największy polski system domu inteligentnego, który sprzedawany jest obecnie na ponad stu rynkach na wszystkich kontynentach. Wiodące integracje to te oparte na asystentach głosowych. Fibaro dogaduje się zarówno z Alexą, Siri, jak i Google Home. Możliwe jest dzięki temu wydawanie komend, które zgaszą lub zapalą światło, dostosują temperaturę pomieszczenia, czy poinformują o tym, które okna i drzwi domu są otwarte.

Systemy Fibaro, takie jak np. WP3A można łączyć z produktami marek różnorakich producentów urządzeń internetu rzeczy. W zakresie dźwięku będą to np. Bose, Sonos, Yamaha czy Russound. Oprócz tego Fibaro współpracuje również z rozwiązaniami Yale, Danlock czy DSC, które pomogą skontrolować drzwi oraz okna w gospodarstwie domowym.

Co ciekawe, kluczową integracją Fibaro pozostaje specjalna linia produktów, które dedykowane są dla platformy HomeKit. Fani rozwiązań Apple mogą cieszyć się nowymi produktami - Door/Window Sensor, Single Switch, Flood Sensor, Motion Sensor, CO Sensor oraz Wall Plug EU. Fibaro jest obecnie jedynym polskim producentem, który działa w kanale dystrybucji Apple.

Amazon Alexa na komputerach z Windows 10

Amazon niedawno udostępnił zestaw narzędzi, które pozwolą na integrowanie Aleksy w mniejszych urządzeniach, jak słuchawki czy smartwatche. Teraz firma poinformowała na CES 2018 w Las Vegas, że na tym nie koniec. Alexa zmierza także na komputery z systemem Windows 10.

Amazon przekazał, że jeszcze w tym roku w sklepach pojawią się komputery stacjonarne i laptopy, które będą zintegrowane z Aleksą. Takie produkty przygotowują już firmy HP, Lenovo, Asus czy Acer.

Alexa doczeka się specjalnej aplikacji dla Windows, która zostanie udostępniona wiosną tego roku. Jest to jednak inna inicjatywa od tej, którą Microsoft podjął wspólnie z Amazonem. Obie firmy planują zapewnić integrację własnych asystentek pomiędzy sobą. Niestety, na ten moment planów tych jeszcze nie udało się zrealizować. Pewnie dlatego Amazon zdecydował się na wprowadzenie osobnej aplikacji, co pozwoli mu na szybszą ekspansję na PC.

LG prezentuje 65" zwijany ekran OLED

LG już kilka lat temu pochwaliło się ekranem o przekątnej 18 cali, który można było zwijać jak kartkę papieru. Teraz projekt trochę urósł i przybrał formę 65-calowego panelu OLED. Wygląda na to, że ekran ma rozdzielczość 4K UHD, ale na potwierdzenie tych informacje musimy jeszcze poczekać.

LG będzie prezentować zwijany ekran OLED na własnym stoisku w trakcie targów CES 2018 w Las Vegas. Nowy panel daje nam wgląd na przyszłość, która może niedługo czekać telewizory. Oczywiście, zanim tego typu urządzenia trafią do sklepów, to upłynie jeszcze trochę czasu.

Sony BRAVIA X900F i A8F

Sony BRAVIA X900F i A8F to nowa linia telewizorów Japończyków, które będą prezentowane na CES 2018 w Las Vegas.

Sony BRAVIA X900F będzie można zakupić w wersjach z ekranami o przekątnej 85", 75", 65", 55" i 49". Wyświetlacze OLED będą prezentować obraz w jakości 4K UHD. Zastosowano tu technologie TRILUMINOS oraz X-Motion Clarity. Ma to zapewnić płynny obraz nawet w bardzo szybkich akcjach. Modele z linii BRAVIA A8F będą dostępne z ekranami o przekątnych 65" i 55".

Nowa linia BRAVIA to telewizory pracujące pod kontrolą platformy Android TV. Mają zapewnić integrację z Google Assistant. Co ciekawe, nie zabraknie także wsparcia dla Amazon Alexa. W obu seriach telewizorów jest także obsługa Dolby Vision, a w X900F można też liczyć na technologię Dolby Atmos.

iOttie iON Wireless Fast Charging Pad – szybka bezprzewodowa ładowarka

Na tegorocznych targach CES znalazło się miejsce nie tylko dla dużej elektroniki, lecz także i dla małych gadżetów. Jednym z nich jest iOttie. To bezprzewodowa, szybka ładowarka, która może stanowić doskonały dodatek dla osób poszukujących sprzętów tego typu. 

Sprzęt ten ma możliwość ładowania typu Qi oraz obsługuje szybkie ładowanie zarówno dla urządzeń z systemem Android, jak i iOS. iOttie używa także złącza USB Typu-C i ma dość nowoczesny oraz ładny wygląd oraz pokrycie tkaniną, więc nie zarysuje telefonu. Sprzęt na rynku ma pojawić się w pięciu kolorach.

iOttie pokazało także kilka innych sprzętów na CES 2018. Są to między innymi podstawka do szybkiego ładowania oraz mini Pad, czyli mniejsza wersja podstawki do ładowania - choć ta pojawia się bez dodatkowego złącza do ładowania.

Niestety, firma na razie nie ogłosiła, ile będzie kosztować iOttie iON Wireless Fast Charging Pad, ani kiedy dokładnie pojawi się na rynku. Prawdopodobnie będzie to jednak pierwszy kwartał bieżącego roku. 

Opracował: Daniel Odroniec  
e-mail: dTen adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Jeśli zło w swej banalności jest powszechne, to czy taka sama sytuacja może zaistnieć w wypadku dobra? Czy możemy mówić o banalności dobra? Zdecydowanie tak, jakkolwiek to „tak” nie jest wcale takie pewne, ani tak oczywiste jakby to nam mogło się wydawać na pierwszy rzut oka. Dlaczego tak się dzieje, że udowadnianie banalności zła jest znacznie łatwiejsze, niż działanie w odwróceniu? Dlaczego banalność dobra nie jest tak powszechna i oczywista, jak się to dzieje z banalnością zła?

Pisaliśmy już tu wielokrotnie o książce Philipa Zimbardo „Efekt Lucyfera - dlaczego dobrzy ludzie czynią zło?” i doświadczeniach Stanleya Milgrama, które bezdyskusyjnie potwierdzają tezę kultowego tekstu Hannah Arendt opisaną w publikacji „Eichmann w Jerozolimie – rzecz o banalności zła”:

„[…] Smutną prawdą jest to, że zło w większości czynione jest przez ludzi, którzy nigdy świadomie nie postanowili być dobrymi czy złymi. Większość nazistów to byli ludzie kulturalni, mający rodziny, oddani ojcowie. Przerażająca jest ich normalność. I to jest właśnie banalność zła.” [s.258]

Mamy jakąś tajemniczą i pewnie genetycznie odziedziczoną i zakodowaną predylekcję nachylać się ku ciemnemu, niż ku jasnemu. Świadczy o tym choćby fragment wywiadu, jaki udzielił Katarzynie Surmak-Domańskiej autor „Kolei podziemnej” – Colson Whitehead. Jak możemy przeczytać:

„– W Europie przyzwyczailiśmy się uważać, że rekord współczesnego okrucieństwa został ustanowiony przez Adolfa Hitlera w obozach koncentracyjnych. Ty przypominasz, że to wszystko już było.

- faszystowskie Niemcy zapożyczyły przecież naukowy rasizm od Amerykanów, którzy opracowali go, żeby usprawiedliwić niewolnictwo. Zło jest częścią ludzkiej natury i zawsze znajdzie jakąś formę ekspresji tam, gdzie jest na to przyzwolenie. Weźmy to, co robili Amerykanie w Tuskegee, Belgowie w Kongu, to, co działo się w Bośni, czy to, co dzieje się obecnie w Syrii.” (za: Zagraj w zło i dobro, w: Książki-Magazyn do czytania, lipiec 2017,s.13)

To wszystko wiemy, to wszystko mamy udowodnione, ale postawieni przez tablicą, ciągle nie potrafimy znaleźć odpowiedzi na pytanie o sytuację w odwróceniu:

- jeśli zło w swej banalności jest powszechne, to czy taka sama sytuacja może zaistnieć w wypadku dobra? Czy możemy mówić o banalności dobra? Co stanowi o powszechności dobra, jeśli taka w ogóle ma miejsce, a nade wszystko:

- kim jest człowiek dobry, czyli człowiek uprawiający dobro i czy musi on być postacią heroiczną i jeśli tak, to na ile?

Zastanawiamy się nad tymi kategoriami w kontekście najnowszej biografii Ireny Sendlerowej, autorstwa Anny Bikont. To właśnie przepracowana na nowo historia życia jednej z ikon heroizmu, bohaterstwa i odwagi prowokuje do zadania sobie owych pytań w kontekście nadzwyczaj starannie odszukanych, zanalizowanych, a nade wszytko genialnie skontekstualizowanych, faktów z życia Sendlerowej.

- Kim jest człowiek czyniący dobro (heroiczny), skoro na 100% badanych jedynie 37% „stoi na uboczu” i nie czyni bezpośrednio zła, co nie znaczy, że jest na nie odporna (dane przytoczone za wyliczeniami Stanleya MIlgrama). Gdzie jest miejsce dla tych, którzy są w stanie wykrzyczeć swój przeciw, protestować, cierpieć prześladowania dla wyznawanych idei, a nawet zginąć w ich służbie?

Można chyba zaryzykować stwierdzenie, że książę ciemności objawia się przez nas (nasze działania) z dużą większą dozą przyjemności i sprawia nam większą frajdę, aniżeli postępowanie zgodne z kodeksem księcia jasności. Musimy jednakowoż zawsze pamiętać, że nie ma żadnej strukturalnej, kulturowej, genetycznej czy jakiejkolwiek innej różnicy między tak zwanymi „dobrymi” i tak zwanymi „złymi”. Każdy może być zły i dobry. Praktycznie nie istnieje możliwość bycia tylko złym, albo tylko dobrym. Na wszelki wypadek, aby rozwiać wszelkie wątpliwości, przytoczmy jeszcze raz główne tezy wynikające z doświadczenia Stanleya Milgrama. Jego eksperyment, wcześniejszy o dekadę od Zimbardo, pokazał, że kiedy autorytet mówi: „Musisz zaaplikować porażenie prądem nieznanemu człowiekowi”, to aż 63 procent badanych aplikuje najwyższe napięcie, jakie jest na skali – 450 woltów! Gdyby nie fakt, że w przewodach nie płynął prąd, ciało aktora, który grał ofiarę, uległoby zwęgleniu.

Co różniło te 63 procent gotowych zwęglić człowieka dla swojego wodza od pozostałych?

– Nic. Testy i badania nie wykazały żadnych różnic osobowości. Chcielibyśmy znać jakiś jeden czynnik, który o tym decyduje, ale – jak pokazał Zimbardo – takiego jednego czynnika nie ma. Wyzwalaczem jest sytuacja i jej moc. Również moc propagandy wykorzystywanej przez autorytet.] (Lucyfer w każdym z nas, M. Jamkowski rozmawia z Konradem Maje, Newsweek, nr 21/2016)

Wiemy zatem, co jest wyzwalaczem zła; sytuacja i jej moc, a co jest wyzwalaczem dobra? Można by założyć, że na bycie dobrym, czy bycie dobrze czyniącym, wpływ ma wychowanie, wykształcenie, wyznawane wartości, religia, środowisko znajomych i przyjaciół, przekonania polityczne czy społeczne, autorytety i kontekst wydarzeń, w których przyszło nam podejmować decyzje typu: - czy zachować się podle, czy raczej byłoby lepiej zachować się heroicznie?

Sama Sendlerowa mówi o tym dosyć zasadniczy i niewiarygodnie jednoznaczny sposób:

„Po wielu latach zapytano ją, czy ratując Żydów w czasie drugiej wojny światowej, działała z pobudek religijnych. – Nie. Działałam z potrzeby serca. A gdy pewien dziennikarz niemiecki zapytał ją czy z równym poświęceniem w czasie wojny ratowałaby dzieci niemieckie, odpowiedziała: - Oczywiście. W audycji radiowej na pytanie Bogny Kaniewskiej, co w życiu człowieka jest najważniejsze, usłyszeliśmy: - miłość, tolerancja i pokora.” (s.325, w; Matka dzieci holocaustu)

Kim zatem jest człowiek heroiczny? Jak się okazuje, nie musi być religijny, nie są dla niego też ważne wszelkie nacjonalizmy i ksenofobizmy. Co jest ważne to: działanie z potrzeby serca, miłość, tolerancja i pokora. Co to znaczy i jak się to ma do rzeczywistości opisanej w książce Anny Bikont „Sendlerowa w ukryciu”?

Odpowiedź jest z wielu względów rozczarowująca, bo nie niesie w sobie żadnej pewności, żadnej struktury, żadnego wzoru do powielania. Można być heroicznym i podłym jednocześnie, co jest dosyć szokujące, gdy spojrzymy na to w odwróceniu. Przez oglądanie kategorii heroiczności w odwróceniu rozumiem niebywałą historię życia Jana Dobraczyńskiego, który zresztą doskonale znał Sendlerową. Zupełnie nie nakłada się na jego przypadek klasyczny model definiowania heroizmu, jako zestawu zasad, którymi kieruje się bohater/heros. W tradycji stereotypowego i polukrowanego kulturowym kiczem myślenia o „herosach” zakładamy, że: „od prastarych wojennych opowieści o Achillesie do fascynującej dobroci Sugihary (japoński konsul, który wydał ponad 2000 wiz Żydom ratując ich tym sposobem od śmierci), kod postępowania stanowi strukturę, z której wyłania się heroizm. W tym kodzie bohater kieruje się zestawem zasad, będących przypomnieniem na wypadek, gdyby zapomniał, co jest złe i nakazem, by owe zasady urealnić.” (za: Prostota heroizmu)

Historia Jana Dobraczyńskiego nie ma nic wspólnego z żadnym kodem postępowania według jakichkolwiek zasad, mino że był człowiekiem wielkiej religijności i dokonał wiele dobrego.

Kontynuacja w przyszłym tygodniu

Tytuł zaczerpnięty z cytowanego już uprzednio wywiadu K. Surmiak-Domańskiej (w: Książki, Magazyn do Czytania, lipiec 2017)

Zbyszek Kruczalak

Prawo stanu Illinois pozwala osobom chronić się przed odpowiedzialnością osobistą podczas prowadzenia działalności przedsiębiorczej za pośrednictwem jednostki przedsiębiorczej.

W stanie Illinois podstawową jednostką przedsiębiorczą jest korporacja. Zwykle korporacje są organizowane dla zysku („for profit”). Aby założyć tego typu korporację należy złożyć statut korporacji („articles of incorporation”) u Sekretarza Stanu („Secretary of State”). Najczęściej składa się te dokumenty za pośrednictwem adwokata. W statucie korporacji („articles of incorporation”) uwzględnia się nazwiska prezesa, sekretarza i zarejestrowanego przedstawiciela korporacji wraz z zarejestrowaną lokalizacją siedziby korporacji. Jedna osoba może pełnić rolę prezesa, sekretarza oraz zarejestrowanego przedstawiciela korporacji. Należy także wyznaczyć nazwę korporacji, która musi zawierać pewne odniesienie do statusu korporacyjnego, na przykład "Incorporated" lub "Inc."

Korporacja powinna być założona z pewnym kapitałem, zwykle pewną sumą pieniędzy, która pomaga ustalić wartość korporacji. Kiedy korporacja jest prawidłowo założona, kapitał ten może ograniczyć kwotę odszkodowania w przypadku roszczeń złożonych przeciwko korporacji. Wartość korporacji należy rozsądnie ustalić z uwzględnieniem zobowiązań przedsiębiorstwa. Jeśli wartość jest zbyt mała, inni – składający roszczenia – mogą, w niektórych przypadkach, starać się o odszkodowanie od właściciela lub właścicieli korporacji.

Po złożeniu statutu korporacji („articles of incorporation”) u Sekretarza Stanu, zapłaceniu należących opłat, oraz wydaniu przez Sekretarza Stanu numeru certyfikatu korporacji, korporacja powstaje. Korporacja rozpoczyna swoją działalność organizując się poprzez przyjęcie regulaminu („by-laws”), który powinien zawierać przepisy dotyczące własności oraz działania korporacji. Osoby fizyczne oraz jednostki przedsiębiorcze mogą posiadać udział w korporacji. Procent udziału można rozpoznać za pomocą certyfikatów, które są powszechnie nazywane certyfikatami akcyjnymi („stock certificates”), ponieważ wymieniają, w jaki sposób korporacja jest własnością posiadacza certyfikatu, często nazywanego akcjonariuszem („shareholder”).

Po powstaniu korporacja musi działać zgodnie z prawem oraz zgodnie z dobrymi zwyczajami przedsiębiorczymi. Korporacja musi złożyć roczne sprawozdanie („annual report”) u Sekretarza Stanu na dostarczonych formularzach. Formularze te ponownie przedstawiają podstawowe informacje o korporacji oraz pozwalają na wpisanie aktualnych zmian informacji. Sekretarz Stanu ma bazę danych przez którą są dostępne, dla publiczności, niektóre informacje o korporacji; informacje te nie obejmują informacji o akcjonariuszach.

Według prawa, korporacja istnieje jako jednostka – jako „człowiek.” Korporacja może prowadzić przedsiębiorstwo, może zawierać umowy, może pozwać innych oraz zostać pozwana. Korporacja może przynieść zysk („profit”), który może być czasami wypłacony akcjonariuszom. Korporacja musi składać rozliczenia podatkowe oraz płacić podatki. Najważniejsze jednak jest, że korporacja izoluje akcjonariuszy od roszczeń innych. Korporacje organizowane dla zysku („for profit”) mogą być również zorganizowane jako korporacje profesjonalne („professional corporations”) lub korporacje usługowe („service corporations”) w celu ułatwienia działania niektórych specjalistów.

Oprócz korporacji organizowanych dla zysku („for profit”), prawo stanu Illinois pozwala na założenie korporacji niedochodowych (non-profit). Korporacje niedochodowe są bardzo podobne do korporacji organizowanych dla zysku, lecz można takie korporacje wykorzystać tylko do określonych celów, takich jak szkolnictwo. Korporacje niedochodowe nie mają akcjonariuszy („shareholders”), ale mają członków („members”), którzy pomagają kierować korporacją. Fundusze które korporacja niedochodowa może zrealizować poprzez – w dużej mierze – darowizny, musi wykorzystać w swoich operacjach. Korporacja niedochodowa nie może dokonywać dystrybucji.

Oprócz korporacji, prawo stanu Illinois uznaje również spółki osobowe („partnerships”), spółki powiernicze („trusts”), oraz spółki z ograniczoną odpowiedzialnością („Limited Liability Companies” lub „Limited Liability Partnerships”). Spółki osobowe („partnerships”) oraz spółki powiernicze („trusts”) są jednymi z najbardziej podstawowych jednostek przedsiębiorczych, ponieważ niekoniecznie wymagają złożenia dokumentów u Sekretarza Stanu. Lecz brak złożenia dokumentów u Sekretarza Stanu może spowodować brak ochrony przed odpowiedzialnością osobistą.

Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością („Limited Liability Companies” lub „Limited Liability Partnerships”) oferują ochronę podobną do ochrony przed odpowiedzialnością osobistą w przypadku korporacji, ale wymagają złożenia bardziej skomplikowanych dokumentów u Sekretarza Stanu wraz z wyższymi opłatami. Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością („Limited Liability Companies” lub „Limited Liability Partnerships”) mogą mieć bardziej skomplikowane relacje pomiędzy właścicielami, którzy są nazywani członkami („members”) lub partnerami („partners”). Zwykle płatność podatków, lub elementy związane z podatkami, wpływają na to, które z tych jednostek przedsiębiorczych mogą być najbardziej korzystne dla danej osoby.

Poprzez korporacje oraz inne jednostki przedsiębiorcze uznane według prawa w Stanie Illinois, oraz działanie za pośrednictwem tych jednostek, osoby mogą chronić swoje mienie osobiste.

Powyższe informacje nie powinny być traktowane jako porady prawne w jakiejkolwiek istniejącej sprawie, oraz nie powinny być traktowane jako tworzenie formalnej relacji adwokat-klient.

Brukalo Law, P.C.
Tel. 312-450-3630
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
www.BrukaloLaw.com
Dwie lokalizacje – Chicago (Downtown) i Park Ridge

Sędzia federalny z Kalifornii zablokował decyzję prezydenta Donalda Trumpa o zakończeniu programu DACA, który daje ochronę przed deportacją młodym nieudokumentowanym imigrantom. Administracja już zapowiedziała apelację.

Sędzia federalny William Alsup rozpatrywał pięć różnych pozwów złożonych w sądzie federalnym Dystryktu Północnej Kalifornii. Alsup orzekł, że prawnicy reprezentujący tzw. Dreamersów jasno wykazali, że ci młodzi imigranci przywiezieni nielegalnie do tego kraju przez rodziców, kiedy byli dziećmi, "mogą ponieść poważną, nieodwracalną krzywdę bez interwencji sądu". Jego orzeczenie zakazuje administracji zakończenie programu DACA (Deferred Action for Childhood Arrivals). Administracja prezydenta Trumpa już zapowiedziała apelację. Według sędziego Alsupa jego orzeczenie powinno być wprowadzane w życie w całym kraju. Przedstawiciele organizacji proimigracyjnych podkreślali w środę, że będzie to zależeć od Departamentu Bezpieczeństwa Kraju, który prowadzi program.

Demokratyczny senator z Nowego Jorku, Chuck Schumer, przestrzegał w środę na Twitterze, że orzeczenie sędziego federalnego nie powinno wpłynąć na negocjacje w Kongresie z republikanami.

"To orzeczenie z zeszłej nocy w żaden sposób nie zmniejsza pilności rozwiązania problemu DACA" - napisał rano w środę Schumer. "W związku z tym zgadzamy się z @WhiteHouse (Białym Domem), który twierdzi, że orzeczenie nie zmniejsza zobowiązania Kongresu."

We wrześniu ub. roku prokurator generalny Jeff Sessions ogłosił zakończenie programu DACA, z którego korzysta prawie 800 tys. młodych nieudokumentowanych imigrantów. Prezydent Trump dał czas Kongresowi do marca na wypracowanie alternatywnych przepisów.

We wtorek na spotkaniu z demokratami i republikanami w Białym Domu mówił, że reforma imigracyjna musi być ponadpartyjna. Trump zapowiedział, że podpisze ustawę wynegocjowaną przez demokratów i republikanów, nawet jeśli nie wszyscy jego zwolennicy będą usatysfakcjonowani.

"Uważam, że udział demokratów w pracach nad ustawą z nami jest bardzo ważny, bo to musi być ponadpartyjna ustawa. To musi być ustawa pełna miłości" - stwierdził prezydent.

Dał jednak do zrozumienia, że ustawa musi zawierać zapis o przekazaniu 18 mln dolarów na budowę muru na granicy z Meksykiem.

Podczas spotkania w Białym Domu obie partie zadeklarowały chęć osiągnięcia kompromisu. Nowojorski demokratyczny senator Chuck Schumer zapewniał już wcześniej, że "wielu republikanów w wyższej izbie Kongresu chce, by ochrona gwarantowana programem DACA stała się prawem, podobnie jak wielu demokratów chce uchwalenia dodatkowego zabezpieczenia granicy". "Mądrego, rozsądnego i praktycznego prawa. Ta sprawa może zostać rozwiązana, jeżeli obie partie przystąpią w dobre wierze do negocjacji" - stwierdził.

JT

Zbliża się południe. Jedziemy autostradą do centrum Casablanki przystając na początek przy nadmorskim bulwarze znanym tutaj (jak też w innych arabskich krajach) jako Corniche. Po szybkim lunchu z wyśmienitych "owoców morza" spacerujemy alejką pośród palm chłonąc widoki atlantyckiego wybrzeża, plaż, hotelików, restauracji i panoramy miasta w oddali, gdzie ponad dachami wznosi się najwyższy na świecie minaret (210 metrów wysokości) i jednocześnie najwyższa budowla w Maroku. Ta wieża należy do kompleksu jednego z architektonicznie najciekawszych meczetów świata arabskiego. Meczet króla Hassana II został zbudowany w 1993 roku w fantastycznej, morskiej scenerii na ziemi odzyskanej z Oceanu Atlantyckiego. Stanie się dzisiaj największą naszą atrakcją turystyczną i jednocześnie obiektem z najwyższej światowej półki.

Meczet jest najważniejszą budowlą religijną dla muzułmanów; miejscem przeznaczonym przede wszystkim na modlitwę. Zazwyczaj czworoboczna świątynia otoczona jest murem, przez który brama (tam zostawia się obuwie) lub kilka bram prowadzi na obszerny dziedziniec z fontanną służącą do rytualnego obmycia. Do dziedzińca przylega zadaszone pomieszczenie z niszą w ścianie wskazująca kierunek świętego miasta Mekka. Tylko i wyłącznie w tym właśnie kierunku należy się kłaniać i modlić. Obok niszy jest ambona, skąd imam wygłasza kazanie. Nisza mihrab i ambona minbar są często bogato zdobione, podobnie jak ściany i sufit, a posadzka wyłożona płytkami z marmuru lub granitu, może być też przykryta cennymi dywanami, w miarę zasobności świątyni wykonanymi ręcznie w Persji! Na terenie meczetu jest co najmniej jedna wieża zwana minaretem, ze szczytu której muezzin, pięć razy dziennie przez głośniki nawołuje wiernych do modlitwy. W większości krajów islamu minaret ma okrągły przekrój, ale w Maroku i w całym regionie Maghrebu minarety są zupełnie odmienne - kwadratowe! Absolutną ciekawostką stała się dla mnie wiadomość, że te minarety były wzorowane na wczesnochrześcijańskich wieżach kościołów w Damaszku, w Syrii!

Wszystkie meczety w Maroku są zamknięte dla niemuzułmanów z wyjątkiem dwóch: Tin Mal w górach Atlasu Wysokiego oraz tego właśnie w Casablance. Za opłatą można kilka razy dziennie zwiedzać meczet Hassana II z lokalnym, anglojęzycznym przewodnikiem. Jest co podziwiać! Budowla była spełnieniem marzeń króla Hassana II, wyrażonych na jego 60. urodziny. Projektem zajął się francuski architekt Michel Pinseau doprowadzając w 1993 do oddania do użytku największej budowli w kraju i trzeciego co do wielkości meczetu świata islamskiego. Pionierskim zastosowaniem jest ruchomy dach, otwierany podczas modlitw przy upale i ładnej pogodzie. Innowacją są również szklane fragmenty podłogi, gdzie można delektować się widokiem fal Atlantyku rozbryzgujących się tuż pod świątynią. We wnętrzu głównego pomieszczenia śmiało mogła by się zmieścić katedra Notre Dame, nie mówiąc już o 25 tysiącach wiernych (pozostałe 80 tysięcy ma miejsce na zewnętrznym dziedzińcu). Do budowy użyto lokalnych surowców; marmuru z Agadiru, granitu z Tafraoute i cennego drewna cedrowego z gór Atlasu. Wysoki kunszt marokańskich rzemieślników widoczny jest tu w każdym calu; w rzeźbach, sztukaterii i mozaiki zellidż misternie składanej z glazurowych płytek.

Przez godzinę podziwiamy całokształt i detale tej wspaniałej budowli, aby w końcu ruszyć do Rabatu, stolicy królestwa, gdzie mamy nocleg w centrum miasta. Hotel jest świetny, a ponieważ tuż obok znajduje się katedra św. Piotra, to oczywiście, przed kolacją i spaniem, ruszamy na wieczorny obchód miasta. Kiedy okazało się, że katedra jest otwarta, wchodzimy do środka i trafiamy na próbę kościelnego chóru przygotowującego się do występów - sami czarni Afrykańczycy! To był długi dzień. Dobranoc! 

Tekst i zdjęcia: Andrzej Kulka

 

Autor jest właścicielem chicagowskiego biura podróży EXOTICA TRAVEL, organizującego wycieczki z polskim przewodnikiem po całym świecie, również do Afryki. Bliższe informacje na stronie internetowej www.andrzejkulka.com lub pod nr tel. 773 237 7788.

Słownik Tematyczny Branży Nieruchomości w Ameryce, część 335: Terminologia nieruchomości dochodowych

UTILITY EASEMENT – udogodnienie dla potrzeb usługi komunalnej: prawo do korzystania z nieruchomości należącej do kogoś innego przez zakłady użyteczności publicznej do poprowadzenia przez czyjeś grunty rurociągu gazowego, przewodów wysokiego napięcia, kabli telekomunikacyjnych, itp.

WAIVER – zrzeczenie się praw: klauzula w kontrakcie stanowiąca zrzeczenie się przysługującego prawa, np. prawa do przeprowadzenia inspekcji na obecność farb ołowiowych (lead-based paint inspection waiver).

WARRANTY OF HABITABILITY – gwarancja zamieszkalności: zapewnienie właściciela nieruchomości dochodowej, że dany lokal nadaje się do najmu i zamieszkania pod względem wymogów bezpieczeństwa.

WASTING ASSETS – aktywa zużywalne: własność, która ulega zniszczeniu z upływem czasu, np. wszelkie ulepszenia działki są traktowane jako aktywa zużywalne, które nie trwają wiecznie, w odróżnieniu do samej ziemi, na której zostały zbudowane.

WATER RIGHTS – prawa dostępu do wody: prawo dostępu do wody, z którego może korzystać właściciel nieruchomości położonej nad jeziorem, morzem lub oceanem (littoral rights), oraz położonej nad rzeką lub strumieniem (riparian rights). 

WHITE ELEPHANT – chybiona inwestycja, kosztowne przedsięwzięcie: w branży nieruchomości to idiomatyczne wyrażenie (dosłownie „biały słoń”), odnosi się do nieudanej inwestycji w nierentowny budynek, który jest zbyt kosztowny w utrzymaniu i nie jest w stanie przynieść jakichkolwiek dochodów.

YIELD – przychody, rentowność: zysk z danej inwestycji, obliczany zwykle w skali rocznej lub miesięcznej.

ZONING – podział na strefy zagospodarowania przestrzennego: mechanizm prawny stosowany przez administrację na szczeblu lokalnym, który reguluje użytkowanie prywatnych nieruchomości zgodnie z obowiązującym w danej miejscowości planem zagospodarowania przestrzennego.

ZONING BOARD OF APPEALS (inna nazwa: zoning hearing board) – komisja odwoławcza d.s. zagospodarowania przestrzennego: komisja rozpatrująca odwołania dotyczące podziału na strefy, dozwolonych sposobów użytkowania nieruchomości, oraz wydająca wyjątkowe zezwolenia (variances) i zezwolenia na warunkowe użytkowanie (conditional-use permits) po wysłuchaniu publicznym (public hearing).

ZONING MAP – mapa podziału na strefy: mapa przedstawiająca podział miejscowości na strefy zagospodarowania przestrzennego, dostępna w urzędzie miasta lub na stronie internetowej urzędu. Chicagowska mapa podziału na strefy (gisapps.cityofchicago.org/zoning/) jest przykładem mapy interaktywnej, która pozwala użytkownikowi na szybkie zidentyfikowanie strefy danej nieruchomości poprzez wpisanie adresu, skrzyżowania, lub numeru identyfikacyjnego działki (parcel identification number).

ZONIN ORDINANCE – zarządzenie dotyczące podziału na strefy: zarządzenie wydanie przez władze miejskie określające szczegółowo, jakiego typu nieruchomości mogą znajdować się w danej strefie. Strefy mieszkalne (residential zones) podzielone są na kilka kategorii. Np. w strefie mieszkalnej o niskim zagęszczeniu (low density residential zone) znajdują się wyłącznie domy jednorodzinne, natomiast w strefie o wysokim zagęszczeniu (high density residential zone) budynki apartamentowe i bloki mieszkalne. Każde miasto wydaje swoje własne zarządzenia, więc nie istnieje jednolite nazewnictwo poszczególnych stref. Np. w Arlington Heights strefa domów jednorodzinnych określana jest jako one family dwelling district, w Schaumburgu natomiast podobna strefa to single family residence district. Podział na strefy ma wpływ na takie kwestie jak m.in. dozwolony sposób użytkowania nieruchomości (permitted use), rozmiar działek, wysokość budynków, minimalne odstępy pomiędzy budynkami a granicami działki (setbacks), gęstość zabudowania, rodzaj, styl oraz wygląd budynków.

Zbigniew Pieńkowski – magister filologii angielskiej ze specjalizacją w kulturoznawstwie amerykańskim (Uniwersytet Warszawski, 1994 rok). Tłumacz zawodowy z 20-letnim doświadczeniem. Realtor®, Real Estate Managing Broker, właściciel firmy Caret Realty Inc. Od 2004 roku służy pomocą przy kupnie, sprzedaży oraz najmie nieruchomości.
Tel.: 773-719-3645  
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.       
Web: www.CaretRealty.com

Temat przestępczości w Chicago nie schodzi z pierwszych stron gazet i nadal jest głównym tematem wiadomości wieczornych. Nie minęło parę godzin nowego roku, kiedy zamordowano już pierwszą osobę, nota bene naszego rodaka. Kto popełnia zdecydowaną większość morderstw w Chicago? Czarni. Uuuu – powiało rasizmem, tak? Nie – to są fakty, zebrane przez Biuro Statystyki Sprawiedliwości (Bureau of Justice Statistics), agencji federalnej, która z założenia jest apolityczna, a już na pewno nie rasistowska.

Oczywiście jest to temat bardzo niewygodny i zasadniczo unikany jak ogień przez media głównego nurtu. Wynika to przede wszystkim z tego, że media te są w przeważającej mierze lewicowe, i co za tym idzie, muszą lansować pewien stereotyp światopoglądowy, do którego ni jak nie pasuje fakt, że za większością przestępstw stoi jedna, konkretna grupa rasowa. Samo poruszanie tego typu tematu spowodowało ostracyzm, a nawet i utratę pracy przez wielu naukowców i badaczy. W obecnych czasach lewicowego (pseudo) moralnego terroru, wiele osób woli się na ten temat w ogóle nie wypowiadać. Ale przecież dopóki nie nazwiemy po imieniu choroby – jak mamy zabrać się za jej leczenie? Bo celem tego artykułu jest nie tylko pokazanie prawdy o przestępczości w Chicago, ale również pobudzenie konstruktywnej dyskusji na temat polepszenia jakości życia w mieście.

Uwaga na wstępie – dla tych, którym nie podoba się fakt, że używam określenia rasowego “czarny”, pragnę powiadomić, że jest to dokładne tłumaczenie z angielskiego. Ponadto, jak tylko przedstawiciele mojej rasy zaczną być nazywani euro-amerykanami, ja zacznę używać określenia afro-amerykanie. Ale dopóki jesteśmy określani jako biali, to tamci będą – czarni.

Zacznijmy od tego, że czarni są zabijani sześciokrotnie częściej niż biali i Latynosi razem. Nie jest zatem przesadą, kiedy niektórzy działacze i naukowcy mówią o czarnym ludobójstwie. Zaskakujące jest jednak, że organizacja, która podobno powstała w celu ochrony życia czarnych w USA, Black Lives Matter (BLM), nic w tym temacie nie robi. W 2017 roku w Chicago zostało postrzelonych 4,300 osób. Jedna osoba co dwie godziny! I tak – zgadliście państwo – ogromna większość to byli czarni. Co by było, gdyby co dwie godziny była postrzelona jedna biała osoba? Godzina policyjna? Stan wyjątkowy? Wojsko na ulicach? Zapewne. Ale dlatego, że ofiarami byli czarni, i nie zostali zastrzeleni przez policję lub białych – nikt się tym nie przejmuje. Tak na marginesie – policja zastrzeliła w 2017 roku 25 osób, co wynosi 0.6 procent przypadków śmiertelnych za cały rok.

Kto morduje czarnych mieszkańców Chicago? Jak pokazują jednoznacznie statystki – nie biali, nie policja, ale inni czarni. W skali krajowej, czarni popełniają morderstwa siedem razy częściej niż biali lub Latynosi razem. Czarni w wieku od 14 do 17 lat – dziesięć razy częściej niż ich biali czy latynoscy rówieśnicy. Opowieści o białych policjantach wyżynających jakoby czarną młodzież są totalną bzdurą, wyssaną z lewackiego podręcznika widzenia świata. Prawda pokazuje ponownie, że jest na odwrót. W 2015 12 procent wszystkich białych i Latynosów, którzy stracili życie z rąk innej osoby, zostali zabici przez policję. W wypadku czarnych, ta liczba wynosi jedynie 4 procent…

Również to nie biali, jako rasa, są odpowiedzialni za akty przemocy dokonywane na czarnych. Jest, de facto, na odwrót. W latach 2012-2015 zanotowano ponad 631 tysięcy przestępstw gwałtownych (takich jak napady z bronią w ręku, porwania samochodów, gwałty, uprowadzenia, ciężkie pobicia). Czarni popełnili ponad 85 procent tych przestępstw na białych. Biali popełnili 14 procent tych przestępstw na czarnych… Wynika z tego, że czarni nie ryzykują napadów na swoją grupę rasową, ale jeżeli chodzi o morderstwa, to nie mają już takich zahamowań.  

W Chicago biali, czarni i Latynosi stanowią mniej więcej po jednej trzeciej liczby ludności. Zgodnie ze statystykami, czarni dokonują 80 procent wszystkich strzelanin, podczas gdy biali – nieco ponad 1 procent. Co oznacza, że czarny mieszkaniec miasta prawdopodobnie 80 razy prędzej użyje nielegalnie broni niż jego biały rezydent.

Dla tych z państwa, którzy wewnętrznie sprzeciwiają się tym statystykom, spieszę wyjaśnić bardzo istotny fakt. Przeważająca większość czarnych mieszkańców miasta to ciężko pracujący, przestrzegający prawo, porządni ludzie. Oni też chcą, aby ich dzieci dotarły i wróciły ze szkoły całe i zdrowe, oni też pragną, aby rodzina mogła pojechać na zakupy, bez obawy, że zostanie ostrzelana ot tak, za nic, oni też chcą wygodnie obejrzeć wieczorem telewizję siedząc na kanapie, a nie leżąc na podłodze w obawie przed świstającymi kulami. I ci właśnie ludzie chcą jak najwięcej policji w ich rejonie. Tylko że mamy problem. Jest politycznym faux pas powiedzieć prawdę, że nieproporcjonalna ilość przestępstw jest popełniana przez mały procent czarnego środowiska, a zetem jakie są przesłanki, aby wysyłać do czarnych okolic więcej policji? Czyż nie zakrawa to na szykanowanie i rasizm? 

Jesteśmy zatem w sytuacji patowej. Jakiekolwiek głosy (zapewne włącznie z moim), które próbują w racjonalny sposób określić problem, a co za tym idzie – znaleźć rozwiązanie – będą zapewne okrzyczane rasistowską intrygą. Biały eszelon kierowniczy policji nie ma odwago ruszyć tego tematu. Dla czarnych mieszkańców gett, bombardowanych od lat przez lewacką maszynę propagandową, solidarność rasowa jest ważniejsza niż bezpieczeństwo osobiste, a zatem do wyjątków należą głosy popierające obecność policji. A co robi policja? O tym (i innych ciekawych sprawach) – już za dwa tygodnie…

Marcin Vogel

Marcin Vogel jest chicagowskim policjantem, wykładowcą na Akademii Policyjnej. Ma tytuł Master of Art z psychologii. Występuje w audycji "Kwadrans Policyjny" w środy o 16:45 na Polskim FM, prowadzi audycję radiową "Sprawa dla policjanta" w czwartki o 17:25 na 1080 AM oraz podcasty "Marcin Vogel prezentuje" na YouTube.