----- Reklama -----

Monitor 11/24/2017

Polska to kraj o tragicznej historii. Nie chodzi tu jednak o wszystkie nieudane powstania, przegrane wojny i ogromne zniszczenia. To wszystko jest pochodną geopolitycznego położenia, które kraj nad Wisłą stawia zawsze w środku burzy dziejów.

Przez wieki dzisiejsze ziemie polskie znajdowały się gdzieś daleko poza biegiem wielkiej historii. Przecież z perspektywy Mezopotamii (dzisiejszego Iraku), Egiptu czy Grecji były to ziemie gdzieś na końcu świata, gdzie według fantastycznych geografów musieli żyć nie normalni ludzie, a potwory. Niewiele lepiej było też w czasach Rzymu, gdy centrum polityczne Europy znajdowały się w basenie Morza Śródziemnego. „Cywilizacja” kończyła się na Dunaju i Renie, dalej byli groźni Germanie, a dopiero gdzieś dalej ziemie polskie, które były potrzebne tylko do tego, by znad Bałtyku sprowadzać bursztyn.

Potem nastąpił upadek Rzymu, centra polityki przeniosły się najpierw do Bizancjum, czyli Konstantynopola (dzisiejszego Stambułu), stolicy potężnego do czasu cesarstwa wschodniorzymskiego, a potem do zachodniej Europy. Chrzest Mieszka I formalnie włączył Polskę w krąg chrześcijański, jednak wciąż były to peryferie. Stan ten trwał gdzieś do końca średniowiecza, gdy w wyniku wojen, kryzysów gospodarczych i przede wszystkim epidemii dżumy Zachód popadł w regres. Europa Zachodnia tymczasem kwitła gospodarczo, a potem politycznie, na czym skorzystała Polska.

Przez chwilę, w sojuszu z Litwą, mogła ona odgrywać rolę geopolitycznie ważnego państwa. Silna monarchia rozciągała się od Gdańska i Rygi nad Bałtykiem aż po brzegi Morza Czarnego. W jej obrębie znalazły się Warszawa i Kraków, Wilno, Mińsk i Kijów. Na zachodzie były słabe, rozbite na wiele księstw i księstewek Niemcy. Na wschodzie – w końcu zjednoczona, ale orientalna i słaba Rosja. Na południowym wschodzie – Imperium Osmańskie, wielkie zagrożenie dla Europy, z którym Rzeczpospolita raz toczyła wojny, a raz współpracowała.

Niestety, wszystko zaczęło się intensywnie zmieniać w XVIII wieku. Już wcześniej zaczęły się niekorzystne dla Polski procesy gospodarcze – na Łabie wyrosła faktyczna granica pomiędzy bogatą w miasta, rodzący się przemysł i kapitał Europę Zachodnią, a rozległą, bogatą w surowce i płody rolne oraz opartą o duże gospodarstwa należące do szlachty Europą Wschodnią. Zbożem nie dało się zbudować proto-kapitalizmu, wobec czego Polska zaczęła coraz bardziej słabnąć. Dodatkowo zmieniło się też otoczenie międzynarodowe – Rosja pokonała Szwecję i Turcję i zdobyła mocną pozycję na wschodzie, tworząc imperium, które miało pozostać w głowie Rosjan na zawsze. Na zachodzie główną potęgą stały się Prusy, które dzięki sprawnemu zarządzaniu i doskonałej armii w ciągu stu lat zdominowały i zjednoczyły Niemcy. Na południu coraz bardziej wzmacniała się Austria Habsburgów, którzy władali w Czechach, Słowacji, Węgrzech, Chorwacji, zachodniej Rumunii i północnych Włoszech.

Nieprzypadkowo te trzy państwa w 1772, 1793 i 1795 roku dokonały rozbioru Polski. Silniejsi sąsiedzi zjedli słabe państwo pośrodku. Rosja zrealizowała cel, który przyświecał jej od początku XVI wieku – zebrała pod swoim władaniem dawne ziemie ruskie, należące w średniowieczu do Rusi Kijowskiej, a więc tereny Białorusi i Ukrainy. Prusy-Niemcy widziały zaplecze swojego rozwoju na wschodzie, który miał stanowić dla nich zaplecze rolne rozwijającej się gospodarki. Trzy, solidarnie współpracujące ze sobą państwa, zawładnęły ziemiami polskimi uznające je za swoją strefę wpływów. Inne mocarstwa nie były zainteresowane tym, by bronić prawa Polski do niepodległości – Francja i Wielka Brytania interesowały się bardziej całym światem, w którym posiadały swoje kolonie.

Bieg spraw odwrócił się w wyniku I wojny światowej. Rosja załamała się pod wpływem wielkiego wysiłku wojennego, straciła ziemie Polski, Białorusi i Ukrainy i stanęła w obliczu rewolucji, która wyłączyła ją z gry mocarstw. Wielonarodowa Austria sama rozpadła się na wiele państw, których mieszkańcy nie chcieli już dłużej walczyć za cesarza. W końcu Niemcy przegrały krwawą wojnę z Francją, Wielką Brytanią i USA. Z tych trzech klęsk w Europie Środkowej znowu narodziła się Polska, mocno ulokowana na swoich rdzennych ziemiach i kontrolująca wciąż spore obszary Litwy, Ukrainy i Białorusi. Młode państwo próbowało najpierw oprzeć się na sojuszu ze zwycięską Francją, potem zaś prowadzić politykę równych odległości względem Niemiec i ZSRR. W końcu jednak musiała sprzymierzyć się z Wielką Brytanią.

Obydwaj wielcy sąsiedzi Polski pałali żądzą zemsty za klęskę w I wojnie światowej. Ich przywódcy, Hitler i Stalin, chcieli zbudować silne imperia, które zawładnęłyby Europą i stały się supermocarstwami. Wybitny amerykański historyk Timothy Snyder w swojej książce pt. „Bloodlands” (w Polsce wydanej jako „Skrwawione ziemie”) stwierdził, że najokrutniejsze wydarzenia II wojny światowej i czasu przed i po niej rozegrały się właśnie na ziemiach między Niemcami a Rosją. Czyli na ziemiach ówczesnej Polski.

Po wojnie Polska za zgodą Zachodu wpadła w orbitę wpływów ZSRR, który kontrolę nad Europą Środkową traktował w kategoriach bezpieczeństwa swojego imperium. „Czerwone imperium” było straszakiem regionu przez prawie pół wieku. Dopiero jego upadek dał wolność Polsce. Dziś jednak wciąż trzeba pamiętać, że jej położenie wymaga nie tylko przemyślanej, ale i mądrej polityki. Bo gdy rusza historia, słabi i samotni skazani są na zjedzenie przez silnych.

Tomasz Leszkowicz

W większości domów zaczęło się wielkie gotowanie. Wkroczyliśmy bowiem w okres wzmożonych spotkań rodzinnych przy okazji różnych świąt, które jak doskonale wiemy, składają się głównie ze spożywania posiłków, popijania ich różnymi płynami i oglądania telewizora. Początkowo telewizor jest zwykle wyłączony, by nie rozpraszać domowników oraz gości i pozwolić im na prowadzenie swobodnych konwersacji, wymianę poglądów, itd. Co kilka chwil każdy jednak ukradkiem spogląda na martwe szkło w nadziei ujrzenia jakiegoś światełka, potem zaczyna robić to otwarcie. Tematy do rozmów na wyczerpaniu, obiad nie jest jeszcze gotowy, głupio też przed posiłkiem wypić cały kompot. Podjęta zostaje wspólnie decyzja o wywołaniu obrazu na ekranie.

Każdy ma nadzieję ujrzeć co innego, zwykle kończy się na jakimś sportowym przekazie. Ma to swoje dobre strony. Mężczyźni przestają plątać się po kuchni i przeszkadzać w przygotowaniach. Panie przekonane, że nikt ich nie słyszy, zaczynają rozmawiać na ważne dla siebie tematy. O ile kobiety zwykle orientują się o co toczy się gra, jaki kolor koszulek mają nasi i dlaczego właśnie w tym momencie panowie podnieśli głos, o tyle mężczyźni poruszanych przez swe partnerki tematów nie rozumieją, nie próbują zrozumieć i na wszelki wypadek udają głuchych na wszystko. Co nie znaczy, że zapytani lub nie, nie wyrażą swojej zdecydowanej i niepodlegającej dyskusji opinii.

Plotka głosi, że to mężczyźni w kuchni dają sobie radę lepiej. Na dowód tego przytaczany jest jeden fakt: większość znanych kucharzy na świecie to faceci. Karmimy tą informacją dzieci od maleńkości, a one później idą w świat i to powtarzają. Tylko... czy ktoś wspomina kiedykolwiek pierogi dziadka? Albo dziadkową pomidorówkę? Nie? Dziwne…

W każdym razie my, mężczyźni, przekonani jesteśmy o swojej wyższości w przyrządzaniu wszelkich potraw. Jak wszyscy wielcy kucharze ograniczamy się więc zwykle do krytyki podwładnych, czyli wskazania na niewłaściwy stosunek soli do reszty posiłku. Pokazalibyśmy jak się to robi, ale właśnie oglądamy mecz. Od czasu do czasu ruszy nas sumienie i rzucimy głośno pytanie, czy możemy w czymś pomóc? Ponieważ nasza pomoc w kuchni jest nie tylko niewskazana, wręcz szkodliwa, to słyszymy zaprzeczenie i prośbę, by zamiast tego przypilnować biegających z krzykiem po domu dzieci, może wyjść z potrzebującym spaceru psem. Zapewniamy, że nie ma sprawy i wracamy do głównego pokoju, zwanego czasami salonem, czyli miejsca gdzie występuje największy w domu odbiornik tv. Chwilę potem pogrążeni jesteśmy w rozmowie z kolegą, szwagrem lub bratem na temat szans naszej drużyny lub też, jeśli dana dyscyplina sprawia nam nieco kłopotów, ukradkiem staramy się dowiedzieć o co właściwie chodzi.

Przygotowania do rodzinnego obiadu trwają. W przerwie sportowego spotkania ktoś z nudów lub ciekawości kliknie kanałami. Zwykle trafia na jakiś rodzinny teleturniej. Prowadzący prezentuje kilka propozycji najśmieszniejszych nagrań, po czym widzowie w studio i telewidzowie w domach, zwykle za pomocą telefonów komórkowych głosują. W ciągu paru minut zbiera się kilka milionów głosów, ogłasza zwycięzcę, który odjeżdża do domu nowym samochodem.

W tym momencie zaczynamy się zastanawiać, dlaczego na przykład wybory prezydenckie nie są organizowane w ten sam sposób. Umawiamy się wszyscy we wtorek w południe, włączamy telewizor. Kandydaci zaczynają prezentację swych programów. Za pomocą smsów stopniowo eliminujemy większość z nich. Pozostałych na placu boju sadzamy przy stole i zaczynają debatować. Jest 2 po południu. Kolejne głosowanie i zostaje dwóch. Po krótkiej przerwie zaczyna się pokaz talentów. Mogą tańczyć, śpiewać, recytować, bo jakiekolwiek inne umiejętności we współczesnym świecie przestają mieć znaczenie. O godzinie 3 następuje ostateczne głosowanie za pomocą smsów, kwadrans później jest po wyborach. Szybko, tanio i równie skutecznie. Oczywiście znajdą się tacy, którym ta metoda się nie spodoba. No cóż, nie da się zadowolić wszystkich.

Wracamy jednak do przygotowań posiłku. Obiad zaczyna przybierać formę np.: pieczeni z ziemniakami i baterią surówek. Zapachy zaczynają docierać w okolice telewizora. Wchodzimy więc do kuchni z planem kontroli. Napotykamy ostre spojrzenie. Następuje odwrót na wcześniej okupowane miejsce. Wychodząc, w ostatniej chwili zauważamy, że pod stołem grzecznie leży pies, a w kącie klockami bawią się dzieci. Aaaa…tu są! Kamień spada nam z serca, bo przecież nie widzieliśmy tej zgrai od godziny. Wychodząc jeszcze wpada nam w ucho kilka zdań kontynuowanej przez panie rozmowy. Właśnie wymieniają uwagi na temat samochodów, ich osiągów, pojemności kabiny, wygody siedzeń i łatwości manewrowania. Hmmm... próbujemy sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz rozmawialiśmy z innym facetem o samochodach… dawno.

W pokoju, czy też salonie, widoczne odprężenie. Nasi tuż przed przerwą nadrobili straty, w związku z czym na ekranie znów teleturniej. Zgromadzeni tam mężczyźni wyglądają wspólnie przez okno. A wiecie, w zeszłym roku posadziłem dwa drzewka owocowe i nic – mówi jeden. Ja dałem sobie spokój, teraz tylko kwiaty – mówi drugi. Włączamy się do rozmowy, by poinformować o stoczonej niedawno walce z chwastami w ogródku. Zaczyna się dyskusja o smaku domowych pomidorów, wyższości tulipanów nad krokusami i skutecznych sposobach na osy. Tak nas wciąga, że zapominamy o meczu. Chwilę później siadamy do wspólnego obiadu. Panie dyskutują o cenach ubezpieczeń, wychowaniu dzieci, planach emerytalnych. Dzieci grzeczne, pies spokojny, telewizor cicho mruczy. A my ciągle żyjemy w przekonaniu, że bez nas świat się zatrzyma. Zaskoczeni, nieco zagubieni, okazuje się że również w przygotowaniach rodzinnego spotkania niezbyt potrzebni, powracamy do odgrywania roli szefa domu.

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

„Joga odżywiania” to nie jest książka kucharska. Nie ma w niej przepisów, które mówią, co i jak gotować, natomiast są w niej sugestie dotyczące tego, jak mądrze jeść. Co to znaczy mądrze jeść? Zdecydowanie nie znaczy to, że mamy jeść dużo, szybko, byle co i byle jak. Jak zatem powinniśmy jeść?

Jak pisze autor, Omraan Mikhael Aivanhov, spożywanie pokarmów powinno nas otwierać na miłość do całego świata, na uczucie szczęśliwości, pokoju i na życie w harmonii z Naturą.(s.17) Łatwo to sobie wyobrazić, jedząc w samochodzie coś, co kupiliśmy w okienku korporacyjnego „fast foodu”, co smakuje jak tektura i co głównie składa się z chemicznych ulepszaczy i polepszaczy, ponieważ same produkty owego posiłku niewiele ma ją spójnego ze zdrową, smaczną i bogatą w naturalne minerały i witaminy, żywnością.

Co niezwykle ciekawe w tej książce, to fakt, iż autor nie mówi tylko o kosmicznym związku miedzy nami, naturą i tym, co jemy, ale wskazuje również na istotność uważnego, wspólnego jedzenia. Nie w samotności przed komputerem czy z telefonem w drugiej ręce, nie w pośpiechu i byle gdzie, ale razem i w odpowiednim otoczeniu. „Ludzie są niezdolni żyć we wspólnocie, gdyż nie mają żadnego respektu, nie mają żadnego względu jedni wobec drugich. Wspólne jedzenie jest więc wspaniałą okazją do rozwoju i poszerzenia swojej świadomości”. (s.29) Możemy sobie tylko wyobrazić, ile można by uniknąć niepokoju i okropieństw, gdyby wrogo do siebie nastawieni ludzie usiedli do rozmów, przy emanującym dobrą energią pokarmów, stole. My jednakowoż wolimy najadać się mięsem zabitych w cierpieniach zwierząt, a potem ten ból przekazywać w różnej formie dalej. Autor nie ma wątpliwości, że wiele agresji i złości, jaka dotyka wzajemnych relacji miedzy ludźmi we współczesnym świecie ma swe źródło w spożywaniu naznaczonego bólem, cierpieniem i rozpaczą mięsa zwierząt, hodowanych i zabijanych nieludzko.

Jest takie wspaniałe opowiadanie Karen Blixen „Uczta Babette”, które w magiczny sposób pokazuje istotność odpowiednio przegotowanego i podanego jedzenia. Według tego tekstu powstał zresztą oscarowy film, równie znakomity, jak samo opowiadanie. Rzecz dzieje się w XIX-wiecznej Danii. „Dwie dorosłe siostry mieszkają w odizolowanej wiosce wraz ze swoim ojcem, który jest pastorem niewielkiego protestanckiego kościoła. Pomimo szansy opuszczenia wioski, siostry postanowiły zostać z ojcem i służyć kościołowi. Jedna z sióstr odrzuca możliwość występu na paryskich scenach operowych, do czego namawia ją przebywający we wsi francuski śpiewak. Po wielu latach zaprzyjaźniona ze śpiewakiem Babette – uciekinierka z ogarniętego rewolucją Paryża – pojawia się w wiosce i błaga siostry, aby ją przygarnęły, jako służącą. Tak też się staje, i Babette pozostaje w Berlevaag przez następne 14 lat. Gdy zbliża się setna rocznica urodzin pastora, siostry pragną w jakiś sposób uczcić ten dzień. W tym samym czasie Babette wygrywa na loterii 10 tysięcy franków i przekonuje siostry, aby to ona zajęła się przygotowaniem uroczystej kolacji. Kobieta przygotowuje ucztę życia dla sióstr i zaproszonych gości, serwując najwykwintniejsze potrawy kuchni francuskiej”. (za:Wikipedia)

Jak już kiedyś pisałem przy okazji zachwytów nad tekstem Beli Hamvasa „Filozofia wina”; religijni ortodoksi, usztywnieni i określeni przez protestanckie normy religijnego postępowania doświadczają cudu radości i przyjemności życia przez uczestnictwo w wyrafinowanej uczcie, w której magiczne połączenie potraw i wina zmieniło fundamentalnie ich nastrój i nastawienie do życia. Oto fragment jadłospisu, który Babette przygotowała i ugotowała:

Zupa żółwiowa/ sherry Amontillado
Bliny Demidoff / szampan Veuve Cliquot 1860
Cailles en sarcophagi (przepiórki w sarkofagach)/ Clos Vougeot 1846 jeden z najznakomitszych burgundów
Winogrona, gruszki i świeże figi

Jak łatwo zauważyć, potrawy i wina tworzą w tym zestawieniu harmonijną, idealną, perfekcyjną całość. To właśnie dzięki owej magicznej harmonii, temu nieomalże mistycznemu, wzajemnemu uzupełnianiu się, czy raczej dopełnianiu się, ucztujący mogą doświadczyć czegoś nieomalże transcendentnego, czegoś co nie tylko poszerza ich osobowość, ale katapultuje ich w nową rzeczywistość istnienia. Jak się okazuje, nie trzeba specjalnie racjonalizować swej pozycji w rzeczywistości, w której przyszło nam żyć, wystarczy odpowiednio dobrać wino do jedzenia i we właściwym towarzystwie możemy się otworzyć na światy do tej pory dla nas niedostępne.

Autor „Jogi odżywiania” i wielu innych nauczycieli życia świadomego, czy raczej życia oświeconego, proponują – w przeciwieństwie do Babette - wyrzucić z naszego jadłospisu mięso i wszystko inne, co wymaga uśmiercenia, by nadawało się do jedzenia i możemy wtedy dopiero zacząć naszą magiczną podróż ku ucztowaniu mądremu. Nie jest to absolutnie przedsięwzięcie wymagające nadludzkiego wysiłku, czy jakichkolwiek wyrzeczeń. Nie jest jednakowoż zupełnie łatwe, lekkie i przyjemne. Musimy jedynie trochę pomyśleć, musimy się zastanowić i co najgorsze w tym wszystkim – musimy dokonać wyboru tego, co kupić, gdzie i z kim zjeść, a to zawsze jest bolesne, bo musimy sami na siebie wziąć za ten wybór odpowiedzialność, a tego nikt nie lubi. Lepiej oskarżać wielkie korporacje sprzedające śmieciowe jedzenie, lepiej oskarżać firmy chemiczne i farmaceutyczne za szpikowanie produktów i zwierząt hodowlanych chemią i lekami, lepiej narzekać na zanieczyszczenie powietrza i gleby, a nade wszystko wskazywać na to, że jest drogo. Kochamy przecież taniochę, bo kupić tanio i byle co, to nasz sport narodowy, który kończy się dla wielu z nas nie na podium do wręczania medali, ale w gabinecie lekarskim. Trudno nam się bowiem przemóc, by zobaczyć i uwierzyć w to, że świat roślin oferuje nam znacznie więcej ciekawych, zdrowych i pysznych produktów do naszej uczty, niż oferuje to świat zwierząt. To zafiksowanie kulturowe powoli jest neutralizowane przez młodych i ambitnych fascynatów kuchnią niezwykłą, kuchnią niebanalną, kuchnią nowych pomysłów i inspiracji.

Pojawiła się ostatnio unikalna książka, w zasadzie dwie osobne książki o jedzeniu rzeczy, o których by nam do głowy nie przyszło, że można je jeść. Już same tytuły mogą zadziwić: „Pyszne chwasty”  i „Smakowite drzewa”. Czy to opracowania dotyczące gotowania dla Polaków, przez Polaków z polskich produktów? Trudno w to uwierzyć, ale tak właśnie jest. Małgorzata Kalemba-Drożdż wydała fantastyczne publikacje dotyczące mądrego, pysznego, a przede wszystkim niebanalnego jedzenia, która to niebanalność jest rzecz jasna jest swoistym wyzwaniem, dla kultury kulinarnej zasadzającej się na gloryfikacji schabowego i rosołu z makaronem. Może dlatego autorka pozostawia jednak w swych przepisach śladowe ilości mięsa, by dać każdemu szansę, a warto z tej szansy skorzystać. Jak napisała Dominika Wójciak w recenzji do książki „Smakowite drzewa”:

„Od lat suszę kwiaty lipy na ziołowy napar, zbieram kwiaty bzu na syrop i nalewkę, chętnie kulinarnie wykorzystuję młode pędy sosny. Mimo to po lekturze Smakowitych drzew czuję, że jak dotąd ominęło mnie najlepsze! Mam ochotę z miejsca spakować koszyk oraz nożyce i ruszyć do lasu w poszukiwaniu smakołyków! Czekam na klonowe noski i pąki lipy, by zakisić je i podawać do ulubionych dań, wypatruję listków klonu na domową fermentowaną herbatkę i już nie mogę się doczekać wiosny. Młode listki lipy i brzozy będę dodawać do sałatek codziennie.”

Zbyszek Kruczalak

Słownik Tematyczny Branży Nieruchomości w Ameryce, część 328: Terminologia nieruchomości dochodowych

STATUTE OF FRAUDS przepis dotyczący oszustw: prawo, które wymaga, aby pewne kontrakty, w tym umowy dotyczące transakcji kupna i sprzedaży nieruchomości, były sporządzone na piśmie w celu zapewnienia ich wykonalności.

STATUTE OF LIMITATIONS przepis o przedawnieniu: prawo określające okres, po którym osoba poszkodowana nie może złożyć pozwu sądowego z powodu przedawnienia.

STEERING sterowanie: namawianie potencjalnych nabywców przez agentów obrotu nieruchomościami do zakupu lub wynajmu domu w określonej dzielnicy lub zniechęcanie ich do szukania nieruchomości w danej okolicy, w oparciu o rasę, wyznanie, narodowość lub z innych względów. W każdej sytuacji jest to niezgodne z prawem, gdyż ogranicza rozważenie wszystkich możliwości przez potencjalnych nabywców.

STRAIGHT LOAN (inne nazwy: term loan; non-amortized loan) – pożyczka niezamortyzowana: rodzaj pożyczki, która składa się z dwóch oddzielnych części: sumy głównej pożyczki (principal) oraz odsetek (interest), które spłacane są oddzielnie – część odsetkowa w pierwszej kolejności. Pożyczkobiorca dokonuje ratalnych spłat odsetek, po czym zobowiązany jest do zapłacenia pełnej sumy zaciągniętej pożyczki.

STRAIGHT-LINE METHOD (inna nazwa: economic age-life method) – liniowa metoda obliczania spadku wartości: najmniej precyzyjna metoda obliczania deprecjacji, która oparta jest na założeniu, że spadek wartości następuje w równym tempie. Przykładowo, jeśli założymy, że dana nieruchomość posiada wartość $250,000 (wartość działki wynosi $150,000, natomiast budynku $100,000), oraz że budynek przeznaczony jest do użytku na 50 lat, to stosując metodę liniową możemy stwierdzić, że roczny spadek wartości budynku wynosi $2,000 ($100,000 podzielone na 50).

STRUCTURAL INSPECTION inspekcja strukturalna: inspekcja przeprowadzona przez inżyniera budowlanego (structural engineer), której celem jest sprawdzeniem najważniejszych elementów strukturalnych budynku, takich jak fundamenty, konstrukcja ścian, dachu, itp. – inspekcja strukturalna jest niezbędna, kiedy istnieje podejrzenie defektu strukturalnego (structural defect), np. na podstawie pęknięć w fundamentach lub ścianach, zapadającego się dachu, itp.

SUBJECT PROPERTY wyceniana nieruchomość: nieruchomość będąca przedmiotem wyceny (appraisal); jej wartość szacowana jest na podstawie porównania z tzw. nieruchomościami porównywalnymi (comparable properties – w skrócie comps).

SUBLEASE (inna nazwa: subletting) – podnajem: udostępnienie przez najemcę / lokatora wynajmowanego lokalu osobie trzeciej, która określana jest jako podnajemca (sublessee / subtenant). Podnajem może nastąpić za pisemną zgodą właściciela lokalu lub jeśli zostało to określone w umowie wynajmu zawartej pomiędzy właścicielem (landlord / lessor) a najemcą / lokatorem (lessee / tenant).

SUBSURFACE RIGHTS prawo do złóż naturalnych: prawo właściciela nieruchomości do wszelkich bogactw naturalnych znajdujących się pod ziemią w granicach jego działki.

SURVEY (inna nazwa: plat of survey) – mapka nieruchomości: mapka przedstawiająca dokładne położenie i wymiary wszelkich konstrukcji (budynki, ogrodzenia, wjazdy, itp.), jeśli istnieją, znajdujących się na danej działce. Na podstawie tej mapki nabywca nieruchomości może sprawdzić, czy jakiekolwiek konstrukcje znajdujące się na działce zostały wybudowane w dozwolonych granicach, oraz czy konstrukcje znajdujące się w pobliżu nie nachodzą na teren będący przedmiotem transakcji. Według standardowego kontraktu, sprzedający zobowiązany jest przedstawić nabywcy mapkę nieruchomości, która sporządzona została przez zawodowego geodetę (professional land surveyour) w okresie 6 miesięcy przed wyznaczoną datą zamknięcia transakcji.

SURVIVORSHIPprzejęcie nieruchomości po śmierci współwłaściciela: cecha wyróżniająca formy posiadania nieruchomości typu połączone posiadanie (joint tenancy) oraz małżeńskie połączone posiadanie (tenancy by the entirety) polegająca na tym, że w przypadku śmierci współwłaściciela lub współmałżonka, cała nieruchomość przechodzi w posiadanie pozostałego przy życiu współwłaściciela lub współmałżonka.

Zbigniew Pieńkowski – magister filologii angielskiej ze specjalizacją w kulturoznawstwie amerykańskim (Uniwersytet Warszawski, 1994 rok). Tłumacz zawodowy z 18-letnim doświadczeniem. Realtor®, Real Estate Managing Broker, właściciel firmy Caret Realty Inc. Od 2004 roku służy pomocą przy kupnie, sprzedaży oraz najmie nieruchomości.
Tel.: 773-719-3645   
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.        
Web: www.CaretRealty.com