----- Reklama -----

Monitor 11/10/2017

Wyczytałem dziś, że muzyka mi szkodzi. Naukowcy nie mają wątpliwości. Nie każda, ale gatunek świąteczny. Tak jest, te wesołe, bogate w dzwoneczki nagrania towarzyszące nam w okresie Bożego Narodzenia. Okres ten, jak doskonale wiemy, trwa od Halloween do początku stycznia, z krótką przerwą na zakupy podczas czarnego piątku wypadającego tuż po Thanksgiving. W niektórych sklepach nawet dłużej, bo przecież trzeba upchnąć towar. Choinki, światełka i ozdoby nam nie szkodzą. Tylko muzyka. Wytłumaczono to tak...

Każdy z nas ma wiele problemów. W okresie świąt jest ich więcej, bo trzeba się odpowiednio przygotować, czyli: kupić prezenty, ozdobić dom lub mieszkanie, wysłać kartki, ugotować coś, przybrać stół, zaprosić rodzinę i znajomych, znosić zaproszone towarzystwo przez kilka godzin i siedzieć cicho gdy zaczynają się polityczne rozważania wujków i ciotek. Do tego pod koniec roku w większości firm trwają porządki i podsumowania. Wyrzucą, nie wyrzucą? Zabiorą miejsce parkingowe koło drzwi, czy nie? Czy dodatek świąteczny wystarczy na rodzinne wakacje na Hawajach? Podobno takie pytania zadają sobie niektórzy, więc mamy poważny stres prywatny i zawodowy. Nie pomaga nam też pora roku, gdyż brak światła i niskie temperatury wywołują depresję.

Jednak tak długo, jak nie zdajemy sobie sprawy z nadchodzących świąt, nasza psychika nie cierpi. Podobno. Głęboki stres uwalnia dopiero muzyka świąteczna, która zaczyna nas prześladować na każdym kroku. Zamiast cieszyć się najpiękniejszym podobno świętem w roku, zaczynamy myśleć o obowiązkach, problemach, upływającym czasie. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale skoro grono znakomitych psychologów i psychiatrów doszło do takich wniosków, nie będę się sprzeczał. Ja to nic, czasami włączę radio i posłucham świątecznych nagrań, czasem wpadną w ucho podczas zakupów. Najbardziej narażeni na utratę zdrowia psychicznego są pracownicy sklepów i centrów handlowych. Muzyka świąteczna non stop. Każdego dnia przez 3 miesiące. Od dziś, dzięki naukowcom, najgorszy okres w roku.

My, ludzie, i tak mamy dobrze. Tylko przez chwilę coś nam szkodzi. Na przykład bombowcom strategicznym B2 pogoda szkodzi przez cały rok. Jest to w sumie trochę śmieszna historia.

Najpierw na zlecenie rządu amerykańskie firmy zbrojeniowe wymyśliły samolot zdolny do przenoszenia wielkich ładunków jądrowych głęboko w teren przeciwnika. Były to lata 80. więc chodziło o Rosję. Stworzono samolot o charakterystycznym wrzecionowato-trójkątnym kształcie, ultra nowoczesny, szybki, pojemny, nafaszerowany elektroniką. Wyprodukowano ich 21 sztuk kosztem kilkudziesięciu miliardów dolarów. Drogo, ale dobre rzeczy kosztują. Ich kadłuby zostały pokryte specjalną farbą zmniejszającą odbicie na radarach. Tak powstały „niewidzialne” samoloty bojowe. Sukces! Miały być rozmieszczone w kilku bazach na terenie całego świata i stanowić zabezpieczenie na wypadek jakiegoś konfliktu zbrojnego. Tak zrobiono.

Jednak dość szybko okazało się, że po każdym locie, a nawet dłuższym postoju na płycie lotniska, farbę trzeba nakładać ponownie, bo byle podmuch wiatru i kilka kropli deszczu skutecznie likwidowało jej właściwości. Im samolot szybciej i dłużej leciał, tym bardziej był widoczny. Można powiedzieć, że lot szkodził tym samolotom. Rzuciły się do pracy tęgie umysły. Co robić? Co robić?? Po żmudnych, drogich badaniach okazało się, że niewiele można zrobić. Należy zapewnić samolotom jak najlepsze warunki, nie latać byt często i nakładać kolejne warstwy niewidzialnej farby. Jednak to kosztowało strasznie dużo, więc wymyślono co innego. Wycofano wszystkie bombowce B2 z baz rozsianych po świecie i umieszczono je w jednym miejscu, bazie lotniczej w stanie Missouri. Tam klimat jest odpowiedni, do tego wybudowano specjalne hangary z klimatyzacją, w których B2 spędzają większość swego życia. Nie narzeka też obsługa, bo w ramach obniżania kosztów lotów jest niewiele, więc pracy też nie za dużo. Społeczeństwo przekonano, iż samolot ten jest w stanie z terenu Missouri zaatakować każdy punkt na ziemi. Nie powiedziano, że natychmiast, ale że taka możliwość istnieje. Nie jestem specjalistą, więc nie będę przekonywał, że jest inaczej. Skoro twierdzą, że do Moskwy jest taka sama odległość z Missouri jak ze Szwecji, niech będzie.

W tym tygodniu jeszcze jedna informacja utkwiła mi w pamięci. Wpis na blogu pewnej młodej Brytyjki sugerował, że wszyscy, którzy urodzili się przed powstaniem internetu to dinozaury nierozumiejące budowy świata i współczesnego społeczeństwa. Młoda dziewczyna broniła swego prawa do spoglądania w telefon wszędzie i o każdej porze. Na przejściu dla pieszych, w kolejce po iPhona, podczas posiłków i w kinie na pierwszej randce. Przekonywała, że nie zawsze są to portale społecznościowe, ale czasami poważne artykuły i opracowania. Jasne... Starzy, czyli ja, kompletnie tego nie rozumieją i chcieliby cofnąć czas... W pierwszym odruchu chciałem szukać tego bloga i odpisać coś w obronie starszego pokolenia, ale na szczęście miałem inne problemy – szybko jechałem samochodem, padał deszcz, niewidzialna farba zaczynała mi schodzić z karoserii, byłem coraz bardziej widoczny dla policyjnych radarów... Chciałem napisać, że któregoś dnia może zabraknąć prądu, padnie internet, zamilkną satelity. Wtedy młode pokolenie z przerażeniem pochowa się po kątach i ze łzami w oczach stukać będzie w martwe ekrany nieprzydatnych do niczego telefonów. Starsze pokolenie wyjdzie na zewnątrz, popatrzy w niebo, odetchnie głęboko... W tym momencie dotarł do mnie bezsens własnych myśli. A jak naprawdę zabraknie prądu???

Miłego weekendu

Rafał Jurak
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

100 lat temu miało miejsce wydarzenie, które znacząco wpłynęło na historię całego świata. W Rosji doszło do tak zwanej Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej, w wyniku której władzę zdobyli komuniści. Problem w tym, że do żadnej rewolucji nie doszło.

Do 1917 roku w Rosji rządzili carowie z dynastii Romanowów. Zasiadali oni na tronie od początku XVII wieku i w zasadzie od tego czasu nie zmienili swoich metod rządzenia (a jeśli już, to na bardziej „twarde”). Władcy największego państwa świata, rozciągającego się przed wybuchem I wojny światowej od Warszawy do Kamczatki, trzymali rządy silną ręką, bez wpływu parlamentu, z podporządkowaną sobie cerkwią prawosławną, opierając się na arystokracji i armii. Państwo było co prawda kolosem na glinianych nogach – dziesięć lat przed wybuchem wojny światowej przegrało konflikt z Japonią – jednak liczyło się scenie międzynarodowej. Bardzo powoli się też modernizowało, a pośrodku bezkresnych przestrzeni wiejskich, lasów i gór tworzyły się miasta, a w nich nowoczesny przemysł.

Rosja był jednak wciąż krajem wielkiej biedy i nierówności społecznych. Arystokracja żyła jak za dawnych czasów, opływając bogactwem, przepychem i życiem na poziomie takim jak na Zachodzie (dodając do niego nutę egzotyki). Wyzyskiwała przy tym podległą ludność, utrzymywaną w posłuszeństwie anarchicznym systemem społecznym i małymi możliwościami awansu. Problemy te pogłębił wybuch I wojny światowej, w której Rosja wystąpiła obok Wielkiej Brytanii i Francji przeciwko Niemcom i Austro-Węgrom. Już od początku konfliktu imperium carów ponosiło bolesne porażki, tracąc sporą część obszarów na Zachodzie (w tym Królestwo Polskie). Niepowodzenia spowodowały problemy gospodarcze, które jeszcze bardziej pognębiły los Rosjan.

8 marca 1917 roku wybuchła rewolucja lutowa (w Rosji używano wówczas kalendarza juliańskiego, który był przesunięty o kilkanaście dni do tyłu – według niego rewolucja wybuchła 23 lutego). Była ona skierowana przeciwko władzy cara i rozpoczęła się od strajków w wielkich zakładach przemysłowych Piotrogrodu (Petersburga). Początkowo władze próbowały tłumić protesty siłami wojskowymi, po pierwszych starciach również żołnierze odmówili wykonywania rozkazów. Car Mikołaj II postanowił więc zrzec się tronu (abdykować) na rzecz swojego brata, wielkiego księcia Michała Aleksandrowicza, ten jednak nie podjął się przyjęcia władzy. Rosja stała się republiką...

Władzę formalnie przejął Rząd Tymczasowy, który tworzony był przez różne partie i stronnictwa – byli tam konserwatywno-liberalni przedstawiciele burżuazji, demokraci oraz bardzo silni przedstawiciele lewicy socjalistycznej, tak zwani eserowcy. Rząd Tymczasowy postanowił kontynuować wojnę z Niemcami i Austro-Węgrami, co sprawiło, że tracił na popularności. Próbowano w jego ramach tworzyć instytucje republikańskie i demokratyczne, państwo było jednak słabe i skonfliktowane wewnętrznie. Problemem było zwłaszcza istnienie Piotrogrodzkiej Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich – organu rewolucyjnego, reprezentującego masy, które zbuntowały się przeciw caratowi. Wpływy w nich miała lewica, zarówno eserowcy, jak i bardziej radykalni mienszewicy i bolszewicy. Rada miała wpływy na najbardziej aktywne środowiska, dysponowała ogromną siłą, dysponowała też kontaktami z radami w innych miastach.

Jak się okazało, kluczową rolę na scenie politycznej Rosji mieli odegrać bolszewicy – frakcja rewolucyjnych socjaldemokratów, na czele której stał Włodzimierz Lenin, a czołówkę tworzyli tacy przyszli dygnitarze komunistyczni jak Józef Stalin, Lew Trocki, Aleksander Kamieniew czy Gieorgij Zinowjew. Lenin przerobił postulaty Karola Marksa, który twierdził, że rewolucja socjalistyczna wybuchnie w kraju najbardziej rozwiniętym przemysłowo. Lider bolszewików twierdził, że będzie odwrotnie i rewolucja wybuchnie w kraju słabo uprzemysłowionym, czyli Rosji. Był zwolennikiem „centralizmu demokratycznego”, czyli silnej władzy kierownictwa partii oraz dążył z całych sił do rewolucji. Sam został przetransportowany przez Niemców do Rosji (przez Finlandię) w specjalnie zamkniętym wagonie – w Berlinie myślano, że wprowadzi on tam tyle chaosu swoją rewolucyjną działalnością, że pomoże wygrać Niemcom wojnę.

Przez cały rok 1917 sytuacja w Rosji była trudna – konflikt wewnętrzny narastał, w wojnie nadal ponoszono porażki, Rząd Tymczasowy radził sobie słabo, narastała też bieda. Bolszewicy zdobywali sobie coraz większe poparcie, powoli przejmując kontrolę nad radami delegatów robotniczych i żołnierskich. Postanowili sięgnąć po władzę, która według niektórych „leżała na ulicy”.

W nocy z 6 na 7 listopada 1917 roku (24-25 października według kalendarza juliańskiego) w Piotrogrodzie wierne bolszewikom oddziały zbrojne (Czerwona Gwardia) opanowały główne punkty miasta. Ostatnim elementem ataku miał być Pałac Zimowy – siedziba Rządu Tymczasowego. Wbrew propagandowej wizji narysowanej w późniejszym czasie, pałacu nie zdobyto szturmem przy salwie z krążownika „Aurora”. Atak bolszewików był niemrawy, a jego załoga po prostu się rozeszła. Cała rewolucja była w istocie zamachem stanu, zorganizowanym przy bierności większości Rosjan i słabości Rządu Tymczasowego.

Wkrótce bolszewicy rozgonili demokratycznie wybrany parlament w którym mieli mniejszość. Uchwycili mocno władzę i rozpoczęli wprowadzanie w życie rewolucyjnych ideałów. Zaczęła się wojna domowa, a po niej ponad 70 lat krwawych rządów komunistycznych.

Tomasz Leszkowicz

Słownik Tematyczny Branży Nieruchomości w Ameryce, część 326: Terminologia nieruchomości dochodowych

SHORT SALE ADDENDUM uzupełnienie kontraktu dotyczące sprzedaży bez pokrycia: dodatkowa klauzula w kontrakcie kupna / sprzedaży nieruchomości uzależniająca ważność umowy od zatwierdzenia jej przez instytucję finansową, która jest właścicielem weksla hipotecznego (mortgage note); zawiera między innymi opcję unieważnienia kontraktu (termination option) przez strony umowy w przypadku odrzucenia warunków kontraktu przez bank, który udzielił pożyczki hipotecznej sprzedającemu.

SHORT SALE PACKAGE pakiet dokumentów dotyczących sprzedaży bez pokrycia: zestaw dokumentów, na podstawie których wierzyciel pożyczki hipotecznej (bank lub inna instytucja finansowa będąca w posiadaniu weksla hipotecznego – mortgage note) zatwierdza sprzedaż bez pokrycia; pakiet zawiera m.in.: list o trudnościach finansowych (hardship letter), kontrakt z brokerem dotyczący marketingu nieruchomości (listing agreement), porównawczą analizę rynkową (comparative market analysis) przygotowaną przez brokera prowadzącego marketing nieruchomości, kontrakt sprzedaży / kupna (purchase contract), list upoważniający brokera lub adwokata do prowadzenia negocjacji z bankiem (authorization letter), dokumenty dotyczące bieżącej sytuacji finansowej właściciela, np. wyciągi z kont bankowych (bank statements), odcinki z czeków pracowniczych (payroll stubs), rozliczenia podatkowe (tax returns), itp.

SHORT SALE SUPPLEMENT TO EXCLUSIVE MARKETING AGREEMENT suplement umowy marketingu nieruchomości z wyłącznym prawem sprzedaży dotyczący sprzedaży bez pokrycia: dodatek do kontraktu zawartego pomiędzy brokerem i właścicielem nieruchomości wystawionej na sprzedaż, w którym właściciel nieruchomości informuje brokera, że sprzedaż nieruchomości może okazać się sprzedażą bez pokrycia (short sale), która będzie uzależniona od zgody banku będącego w posiadaniu weksla hipotecznego (mortgage note).

SMART BUILDING (inna nazwa: intelligent building) – inteligentny budynek: budynek, który jest bardzo zaawansowany pod względem technicznym, wyposażony w system komputerowy sterujący wszystkimi instalacjami, łącznie z ogrzewaniem i chłodzeniem, w celu maksymalnego wykorzystania energii.

SOFT MARKET (inna nazwa: buyer’s market) – rynek preferujący kupujących: rynek, w którym kryzys ekonomiczny znacznie osłabił popyt na nieruchomości i doprowadził do spadku cen, sprawiając, że kupujący ma duży wybór i jest w stanie wynegocjować atrakcyjne ceny; rynek charakteryzujący się wysokim procentem sprzedaży bez pokrycia (short sales) oraz dużą ilością nieruchomości odebranych przez banki (foreclosures).

SPECIAL ASSESSMENT DISTRICT (w skrócie SAD) – okręg specjalnego opodatkowania: rejon, w którym nieruchomości zostają obciążone specjalnym podatkiem od ulepszeń publicznych (special assessment tax), np. obszar, gdzie zostanie zainstalowana kanalizacja i wodociągi.

SPECIAL ASSESSMENT TAX (inna nazwa: improvement tax) – specjalny podatek od ulepszeń publicznych: specjalne dodatkowe opodatkowanie nieruchomości w celu sfinansowania publicznych projektów, które przynoszą bezpośrednie korzyści opodatkowanym nieruchomościom, np. położenie nowych chodników i krawężników, lub instalacja kanalizacji i wodociągów. Ulepszenia te podnoszą wartość nieruchomości, jednak rzadko w stopniu zapewniającym zwrot inwestycji. Specjalne opodatkowanie może przyjąć formę dobrowolnego obciążenia (voluntary lien), kiedy mieszkańcy sami składają wniosek o ulepszenie publicznej własności (public improvement) i zgodzą się zapłacić za realizację projektu. Jeśli projekt ulepszeń jest zainicjowany przez miejscową administrację, wtedy podatek przyjmuje formę mimowolnego obciążenia (involuntary lien). Bez względu na formę obciążenia, wysokość opodatkowania danej nieruchomości może być oparta na udziale procentowym (np. koszt zainstalowania lamp ulicznych rozłożony jest równo na wszystkie nieruchomości), lub na długości strony działki przyległej do ulicy (właściciele szerszych działek ponoszą wtedy większe koszty).  

SPECIAL WARRANTY DEED specjalny gwarantowany akt przekazania własności: typ aktu przekazania własności gwarantujący nowemu właścicielowi (grantee), że darczyńca (grantor) posiada tytuł własności, który nie został obciążony w czasie, gdy był w jego posiadaniu.  

Zbigniew Pieńkowski – magister filologii angielskiej ze specjalizacją w kulturoznawstwie amerykańskim (Uniwersytet Warszawski, 1994 rok). Tłumacz zawodowy z 18-letnim doświadczeniem. Realtor®, Real Estate Managing Broker, właściciel firmy Caret Realty Inc. Od 2004 roku służy pomocą przy kupnie, sprzedaży oraz najmie nieruchomości.
Tel.: 773-719-3645  
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.       
Web: www.CaretRealty.com

Kochamy jeść. Jemy dużo, jemy nieustannie. Nie tylko jemy od rana do wieczora, ale też od rana do wieczora myślimy o jedzeniu, a w nocy, jeśli nie śnimy o jedzeniu, to często budzimy się, żeby coś zjeść. Wydaje się nawet, że jedzenie sprawia nam więcej przyjemności, niż seks, co jest skądinąd zupełnie zrozumiałe, biorąc pod uwagę ilość ograniczeń nałożonych przez kulturowe obwarowania na naszą seksualność. Jedzenie pozostaje stale, ale nie zupełnie, pozbawione tych obostrzeń i ciągle możemy jeść publicznie, co jednak z seksem nie uchodzi.

W gruncie rzeczy, jeśli przyjrzeć się temu powszechnemu upodobaniu człowieka do jedzenia, to rzuca się w oczy niezwykłe tegoż upodobania podobieństwa do tego, co kochają nasi bracia mniejsi. Przecież mój pies o niczym innym nie myśli, tylko o jedzeniu i może jeść bez przerwy i tak długo, aż zaje się na śmierć, co jest przypadłością charakterystyczna dla wielu z nas. Tak kochamy jeść, że dobrze nam tak – za karę chorujemy z otyłości na serce, nadciśnienie i cukrzycę. Trawią nas choroby wątroby, nerek, skóry i wszelakie inne – w zasadzie wszystko, co złego sprawiamy naszemu organizmowi, wynika w ogromnej mierze z nadmiaru tego, co jemy.

Nadmiar jest kategorią charakterystyczną dla naszego konsumpcyjnego sposobu istnienia. Chorujemy z potrzeby nadmiaru, niszczymy z potrzeby nadmiaru i zabijamy z potrzeby nadmiaru. Więcej, więcej i jeszcze więcej. Czy w istocie potrzebujemy czegoś ciągle więcej? Oczywiście, że nie, ale wielkie i małe korporacje muszą zarabiać i wypracowywać zyski, by płacić dywidendy swoim akcjonariuszom, ażeby zarabiać, trzeba sprzedawać, ażeby sprzedawać dużo i szybko, trzeba produkować dużo i tanio. To zaklęte i przeklęte błędne koło sprawia, że żyjemy w paranoi konieczności kupowania ciągle i więcej! W rezultacie niszczymy otoczenie wycinając resztki dżungli, lasów i puszcz, zatruwamy wody i powietrze, by pomnożyć zyski korporacji, zabijamy miliony zwierząt, by otłuszczać nasze wątroby mięsem pełnym hormonów i wszelkich chemikaliów, uprawiamy genetycznie / chemicznie zmodyfikowane rośliny, które zabijają pszczoły, hodujemy zwierzęta w sposób bestialski i okrutny. Wszystko po to, by móc kupić więcej i taniej!

Dlaczego tak się dzieje i dlaczego zgadzamy się na ten horrendalny proceder samozniszczenia? Głównie dlatego, że bezmyślnie ulegamy manipulacji mediów i społecznego otoczenia, których wyrafinowane sposoby nakłaniania nas do kupowania więcej i więcej są niebywale skuteczne i niezwykle agresywne, bo żyjemy w społeczeństwie, w którym nowe i lepsze ma z nas uczynić ludzi szczęśliwszych. Nadmiar ma nas uszczęśliwić, dać wrażenie, że jesteśmy lepsi, że odnieśliśmy sukces – bo mamy więcej!!! Gdzie miejsce na myślenie krytyczne, na myślenie analityczne, na refleksję – na myślenie w ogóle? Wydaje się, że tego miejsca jest coraz mniej, a przecież, jak pisał w jednej ze swych mądrościach tekstów profesor Tadeusz Gadacz:

/Warunkiem umiejętnego życia jest myślenie. Ono właśnie odróżnia człowieka od zwierząt. Dlatego „bezmyślnym życiem żyć człowiekowi nie warto”. Myśląc o życiu, możemy uczyć się go, gdyż na tę umiejętność nigdy nie jest za późno”

Szukanie sensu życia jest naszym obowiązkiem. „Żyć to musieć określać sens swego istnienia” – pisze dalej Gadacz. Z tego obowiązku nikt nas nie zwolni i nikt nam tego sensu naszego własnego życia za nas nie znajdzie/. (z: O ulotności życia)

Łatwość, z jaką pozbawiamy się sami umiejętności myślenia i krytycznego spojrzenia na to, co dzieje się wokół nas, można z łatwością zrzucić na wszystko inne i wszystkich innych, co jednakowoż w żaden sposób nie zwalnia nas od odpowiedzialności za nasze wybory i nasze decyzje. To my sami ostatecznie jesteśmy ofiarami nadmiaru. To my sami ostatecznie ponosimy konsekwencje bezmyślnego sposobu istnienia, bo to my kupując dużo i tanio:

- zapadamy na różnego rodzaju choroby cywilizacyjne, które niszczą nasze zdrowie

- zapętlamy się w niemożliwe często do rozwikłania kredyty i długi, które niszczą nasze życie

- nie mamy czasu nie tylko na myślenie, a także na odpoczynek i życie rodzinne, ponieważ musimy pracować ponad miarę na kupowanie ciągłe nowych produktów, a potem na ich spłacanie

- budujemy potęgę ponadnarodowych korporacji, które nie płacą w większości podatków w krajach, w którym my kupujemy ich produkty

- pozwalamy, by zatrudniano dzieci i nieletnich do produkcji taniochy

- sprawiamy, że ogromne rzesze ludzi skazane są na niewolniczą i horrendalnie nisko płatną pracę

To wszystko nie dotyczy tylko sytuacji posiadania / kupowania rzeczy. Nakłada się na wszystko, także na to, co jemy, a jemy dużo, tanio i byle co – głównie zresztą przetworzoną genetycznie kukurydzę. Pozór różnorodności, z jaką spotykamy się w wielkich supermarketach pęka, jak bańka mydlana, gdy zaczynamy czytać skład danego produktu. Z ogromną dozą prawdopodobieństwa można założyć, że kukurydza (w różnej postaci) zawsze wchodzi w ów skład. To samo nakłada się na zmodyfikowaną soję czy pszenicę. 

Kochamy jeść, kochamy rozkoszować się jedzeniem, ciągle myślimy o jedzeniu, a kupujemy i jemy byle co, byle jak i byle gdzie? Dlaczego? Odpowiedź jest super prosta! Bo jedzenie mądre, przyprawiające nas o rozkosz podniebienia, a nie o choroby, wymaga pracy, a praca wymaga wysiłku. Wysiłek jest z kolei czymś sprzecznym z ludzką naturą. Człowiek chce, by wszystko byle od razu, tu i teraz, by było łatwo! Łatwizna zabija oryginalność, zabija wyjątkowość, zabija osobowość. Czyni z nas organizmy spożywająco-wydalające.

Życie na szczęście zawsze sprawia nam niespodzianki i ciągle stawia przed nami wyzwania. Jeśli je podejmiemy, możemy wyzwolić się z tej powszechnej bylejakości i odnaleźć zupełnie niebywałe pomysły na to, co i jak jeść, by żyć w zgodzie z natura i innymi, żyć niebanalnie, zdrowo i pysznie. Pisze o tym Omraam Mikhael Aivanhow w „Jodze odżywiania”:

„Książka ta nie jest podręcznikiem dietetyki. Nie poruszono w niej kwestii diety, gdyż dla Omraama Mikhaëla Aivanhova najważniejszym jest jak jeść i jak traktować żywność, a nie co lub ile jeść. Czytelnik będzie być może zaskoczony oryginalnością myśli, która stara się wszystkimi środkami wyrwać akt jedzenia ze swojej codziennej banalności i zwrócić mu mistyczne znaczenie, jakie osiągnął podczas Ostatniej Wieczerzy. Nawet ktoś, komu obcy jest ten duchowy aspekt, zrozumie, iż dzięki swojemu sposobowi traktowania żywności, może lepiej zgłębić tajemnice relacji między człowiekiem a naturą. To natura daje człowiekowi pożywienie, jednakże człowiek, dzięki swojej myśli i swoim uczuciom, może czerpać z tej żywności najsubtelniejsze elementy, które przyczynią się do jego wszechstronnego rozwoju”.

Kontynuacja za tydzień.

Zbyszek Kruczalak

Detektywi próbują ustalić, czy znalezione we wtorek ludzkie ramię, które zostało wyrzucone na brzegu jeziora Michigan na północ od plaży dla psów przy Montrose Beach, należy do starszej kobiety, której syn przyznał się do zabicia matki i wyrzucenia części jej ciała w zeszłym tygodniu.

Fragment ludzkiego ciała odkrył przechodzień około godziny 1:20 po południu.

Zespoły nurków z Chicago od kilku dni przeczesują linię brzegową, poszukując torby zawierającej rozczłonkowane ciało, głowę i ramiona zamordowanej 76-letniej Gail Peck.

Jej syn, 55-letni Brian Peck, przyznał się policji, że zabił swoją matkę w ich domu w Elgin, kiedy skarżyła się, że zbyt głośno grał muzykę Jimi Hendrixa.

Dwie obciążone torty zawierające tułów i nogi ofiary zostały odkryte w stawie w Lincoln Park, na wschód od zoo, kiedy jeden z rybaków przypadkowo zahaczył torbę haczykiem wędki.

Jednak trzecia torba, zawierająca ramiona i głowę Gail Peck, którą według zeznań na policji, Brian Peck wyrzucił do jeziora, nie została odnaleziona.

Chicagowska policja uznała, że odnalezienie szczątków ciała kobiety jest ich priorytetem.

Brian Peck został oskarżony o morderstwo pierwszego stopnia i ukrywanie dowodów zbrodni. Sędzia powiatu Cook odmówił ustalenia kaucji warunkowego zwolnienia w jego przypadku.

Monitor

Dzisiaj już wiemy, że Miami to nie jest nasze miejsce na ziemi, pomimo tego iż poznaliśmy tam fantastycznych, hojnych, szczerych ludzi i też tam kupiliśmy naszego mini vana, którym przemierzamy stany USA. Miami oznacza dla nas przyjaźnie na całe życie! Niesamowite jest to, jak praktycznie obcy ludzie troszczą się o nas w podróży. Miło od czasu do czasu dostać wiadomość od kogoś, kto bezinteresownie zapyta: “Hey guys! How are you and how is your trip? We are following you and it looks amazing.” Niby kilka słów, ale jak ogromne znaczenie mają dla nas ludzi.

Planując naszą podróż dookoła stanu Floryda, nie braliśmy pod uwagę wielu parków, ale w trasie nie sposób było pominąć Everglades National Park, gdzie jest okazja zobaczyć bagienne tereny oraz aligatory, bo gdzie zobaczymy je w Polsce lub we Włoszech? Chyba tylko w zoo. Liczyliśmy, że uda nam się popływać z krowami morskimi w tzw. springs (Manatee Springs State Park), czyli naturalnych basenach, których kolor wody razi w oczy, niczym laguna z błękitnymi prześwitami (Rainbow Springs). Niestety tym razem nie mieliśmy tyle szczęścia, ale widzieliśmy je z daleka. Trzeba przyznać, że woda jest bardzo orzeźwiająca a momentami lodowata, ale to tylko wyjdzie nam na zdrowie i wpłynie na lepsze samopoczucie oraz nasz układ immunologiczny.

Nie zapomnę tego momentu, jak w St. Petersburg (FL) jeden z naszych hostów podczas wieczornej rozmowy przy stole, nastraszył nas, żebyśmy uważali, ponieważ w wielu springs pływasz na własne ryzyko, gdyż mogą pojawić się aligatory, które będą pływać w pobliżu. Wtedy pomyślałam: “Nie ma opcji, że wejdę!”, ale nie potrafiłam odmówić sobie tego “pierwszego razu”, wskakując kilkakrotnie do lazurowych źródeł, czując się jak kilkuletnie dziecko.

W wielu parkach oraz przejeżdżając przez park Everglades widzieliśmy wiele gatunków ptaków oraz wielkie żółwie, które nie lubią, jak zakłóca się ich spokój podczas wygrzewania na słońcu.

Ta podróż pokazała nam również, że są piękniejsze plaże na Florydzie niżeli te w Miami. Zdecydowanie zachwyciły nas plaże w okolicy Panama City i Pensacola - biały piasek, krystaliczna woda, przyjemny wiatr oraz mniej ludzi, w niektórych miejscach plaża tylko dla nas.

***

Kilkugodzinna podróż przez Teksas może być nudna, ponieważ jego krajobraz się nie zmienia, dlatego też polecamy niedoceniony Big Bend National Park, który ku naszemu zaskoczeniu ma wiele do zaoferowania. Był on jednym z najmniej zatłoczonych parków USA podczas sezonu wakacyjnego, dlatego też jest to bezkonkurencyjnie najlepsze miejsce do kontemplowania i złapania oddechu od aglomeracyjnego życia w biegu.

Do Big Bend mamy duży sentyment - to tam zaczęła się nasza kilkumiesięczna przygoda z górami i hikingiem. Za nami setki kilometrów w nogach, kilkadziesiąt cudownych widoków, wodospadów, romantycznych zachodów słońca, kąpieli w jeziorach, spotkań z dziką przyrodą, głębokich oddechów od codziennych problemów i spokój, który znaleźliśmy właśnie w górach.

Wybierając się do Big Bend National Park, nie możecie przegapić kilku szlaków: Window Trail, Lost Mine Trail oraz kilka kanionów takich jak Boquillas oraz Santa Elena.

Spodobała Ci się galeria zdjęć? Masz pytania dotyczące miejsc, które warto odwiedzić na Florydzie lub Parku Narodowego Big Bend? Zapytaj w komentarzu.

Ewelina Orzech
podróżniczka, autorka bloga One Way 2 Freedom
www.oneway2freedom.com