----- Reklama -----

Monitor 09/29/2017

…obok wiosny, lata i zimy moja ulubiona pora roku. Wszystko spowalnia i uspokaja się. Poza wiewiórkami, które jak szalone zbierają wszystko, co nadaje się do zjedzenia i zakopują na później. Trawnik za domem przypomina powierzchnię księżyca. Same kratery.

Obserwowałem kiedyś przez chwilę taką akcję: Wytrwale biegająca pomiędzy drzewami wiewiórka nagle zatrzymała się i zaczęła szaleńczo kopać w ziemi. Robiła przerwy, czujnie się rozglądała, po czym kontynuowała ciężką pracę. Po kilku minutach wyciągnęła na wierzch orzech. Duży. Włoski chyba. Ona lub jej koleżanka musiały go tam wcześniej zakopać, bo ani u mnie, ani u sąsiadów w promieniu pięciu mil drzew rodzących takie owoce nie ma. Chyba zadowolona, trzymając w pyszczku zdobycz zaczęła biegać wokół właśnie wykopanego dołka robiąc coraz większe koła. Gdy ich średnica wynosiła już kilka metrów i zahaczała o trawnik, zaczęła nagle znów kopać. Do stworzonej dziury wrzuciła orzech i przykryła ziemią. Odbiegła. Wróciła. Odbiegła. Znów wróciła. Poprawiłem się w ogrodowym krześle, odłożyłem na bok książkę, bo akcja zapowiadała się ciekawie. Zaczęła znów kopać. Wyjęła orzech. Odbiegła na kilka metrów. Wróciła. Zaczęła kopać dwa metry od ostatniej skrytki. Schowała. Odbiegła. Wróciła. Wydobyła. Znów dwa koła. Znów potrzeba wykopania dziury w trawniku. I tak przez kilkadziesiąt minut. Zwieńczeniem tej pracy było ukrycie orzecha w tej samej dziurze, z której go pierwotnie wydobyła. Mnie pozostał zryty trawnik. Nie miałem jednak o to pretensji, bo z wszelkimi formami przyrodniczymi żyję raczej w zgodzie...

Z wyjątkiem opadłych liści. W pierwszej chwili zachwycony jestem zmieniającymi się kolorami. O! Czerwone! Piękne! Jejku! Brązowe! Śliczne! O, spadają! Cho-le-ra!!!

Jeśli spadają na czyjejś posesji to mnie to nie wzrusza. Podobnie w parku. U siebie odbieram to inaczej. Gdy kupowaliśmy dom korona kilkudziesięciu drzew otaczających działkę wydawała się zieloną oazą w środku miasta. Cieszyły też niezliczone krzewy. Dziś wydaje mi się, że to kara za jakieś grzechy. Od października do pierwszych opadów śniegu kilka godzin w każdy weekend poświęcam na uprzątanie liści. Każdy. Są ich miliardy. Liści oczywiście. Gdy wiosną topnieje śnieg, pierwszą czynnością jest zbieranie nieuprzątniętych do końca liści z jesieni. Wiem, że nie jestem sam, pozdrawiam współcierpiących. Poszukującym właśnie domu sugeruję, by wybierać te z drzewami iglastymi. Jesienią znacznie mniej roboty, choć latem bieganie boso po działce tylko dla wytrwałych.

Ach...jesień... Piękna pora roku, gdy każdą wolną chwilę poświęcić należy na przygotowania do zimy. Otulić trzeba wątłe rośliny ogrodowe, dokarmić ziemię, zabezpieczyć i naoliwić narzędzia, przygotować silniki spalinowe do długiego snu, wyczyścić rynny, sprawdzić dach, uszczelnić okna, dokonać przeglądu pieca, zwinąć węże do podlewania, schować słoneczne parasole, drewniane meble ogrodowe, itd. Jesień jest krótka. Jeśli większość wolnego czasu poświęcimy na takie prace wokół domu, to nie mamy już okazji, by się najpiękniejszą, podobno, porą roku nacieszyć...

Otóż nie. Wraz ze zmianami pór roku mamy okazję, by jesiennie upiększyć dom. Podobno wielu osobom sprawia to nawet przyjemność. Mnie też, choć to zależy od rodzaju dekoracji. Weźmy takie dynie i tykwy. Tykwy to bardzo brzydkie, pomarszczone i poplamione odmiany dyń, służące naszym przodkom do wyrobu naczyń, nam do ozdoby. Przodkowie byli chyba bardziej praktyczni, przynajmniej w pożyteczny sposób te brzydactwa wykorzystywali. My rozkładamy je w domu w różnych miejscach, zwykle grupując po kilka. Mało rozwinięci artystycznie starają się coś z nich stworzyć, cierpliwie układając w koszyczkach, na gzymsach kominków i obok drzwi wejściowych. Obdarzeni wyczuciem piękna rzucają byle gdzie i byle jak i jest równie dobrze, a może nawet lepiej. Według mnie wszystkie powinny zwisać pod sufitem. W ten sposób nie będą zajmować użytkowej powierzchni na kuchennym stole lub szafce. Poza tym jak sznurek lub nitka są bardzo krótkie, to nawet ich nie widać. I o to chodzi. By ozdób jesiennych nie było widać. Również tych na zewnątrz. Dynia położona obok wejściowych drzwi wytrzymuje 12 godzin. Potem zostają z niej strzępy przypominające wnętrzności jakiegoś potwora z filmów grozy. To oczywiście robota wiewiórek, które zajmują się bezsensownym kopaniem dołków        i potrzebują coś zjeść dla nabrania sił.

A tak poważnie, to każda pora roku cieszy na swój sposób. Jesień to okres, gdy naprawdę tęsknię za rodzinnymi stronami w Polsce, parkowymi alejkami w zapadającym powoli w sen parku Saskim. Gdy każdy dzień pracy zamieniłbym na długi spacer w lesie, lub pobyt nad wodą. Gdy chłodniejsze wieczory nakazują rozpalenie ogniska, otulenie się cieplejszym odzieniem i wnikliwe wpatrywanie w ulatujące w niebo iskry. Niby to samo co latem, a jednak inaczej. Wcześniejsze i dłuższe przez to wieczory kojarzą mi się z odłożoną na lepszy moment książką, gorącą herbatą i trudnymi do odtworzenia w innym czasie zapachami i smakami jesieni. Nawet te brzydkie dynie cieszą i widok szalejącej w pogoni za zapasami wiewiórki. Co do opadłych liści zdania na razie nie zmienię.

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

27 września obchodzony jest jako Dzień Polskiego Państwa Podziemnego. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wyjątkowe były dokonania cywilnej konspiracji w czasie II wojny światowej.

Dzień przed kapitulacją oblężonej przez Niemców Warszawy, w nocy z 26 na 27 września 1939 roku, w stolicy powstała Służba Zwycięstwu Polski, konspiracyjna organizacja, która miała organizować opór i walkę podziemną z okupantem. Na jej czele stanął piłsudczyk, gen. Michał Karaszewicz-Tokarzewski. Zarówno on, jak i wielu jego podkomendnych, dwadzieścia kilka lat wcześniej działało w podobnej organizacji konspiracyjnej – Polskiej Organizacji Wojskowej, która w czasie I wojny światowej i w czasie walk o granice Rzeczpospolitej działała na rzecz sprawy polskiej.

Podziemną organizację tworzyło wielu ludzi, którzy w kolejnych latach zasłyną dzielnością i dowodzeniem. Jednym z wysokich oficerów SZP był płk Stefan Rowecki, przed wojną uznany pisarz wojskowy, a we Wrześniu dowódca Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej. Już wkrótce stanie on na czele całej wojskowej konspiracji, organizując Armię Krajową. Dowódcą jednego z okręgów został płk Stanisław Sosabowski, dowódca 21. Pułku Piechoty „Dzieci Warszawy”, który zasłynął w czasie obrony stolicy skutecznymi walkami na Pradze. Pod koniec 1939 roku wyruszy jako kurier na Zachód, by wkrótce zostać dowódcą Samodzielnej Brygady Spadochronowej, która walczyła pod Arnhem.

Służbę Zwycięstwu Polski tworzyli jednak ludzie związani z obozem piłsudczykowskim, który przed 1939 rokiem rządził Polską metodami dyktatorskimi. Premierem Rządu na Uchodźstwie został tymczasem gen. Władysław Sikorski, który od lat 20. pozostawał w sporze z Józefem Piłsudskim. Do władzy doszli politycy związani do tej pory z opozycją, którzy uznawali piłsudczyków za winnych klęski w wojnie z Niemcami. Dlatego też należało poszerzyć zaplecze polityczne organizacji, która w listopadzie 1939 roku przekształciła się w Związek Walki Zbrojnej, który w 1942 roku został Armią Krajową.

Zbrojna konspiracja to jednak jedna strona medalu. Wraz z SZP tworzyły się także struktury cywilne. Najważniejszą była reprezentacja polityczna, która powstała już w październiku 1939 roku. Polityczny Komitet Porozumiewawczy tworzyły cztery główne partie antypiłsudczykowskie: Polska Partia Socjalistyczna (konspiracyjny kryptonim „Koło”), Stronnictwo Ludowe („Trójkąt”), Stronnictwo Narodowe („Kwadrat”) i chrześcijańscy demokraci ze Stronnictwa Pracy („Romb”). Mieli oni reprezentować najważniejsze grupy polityczne pod okupacją i wspólnie działać na rzecz konspiracji. W 1944 roku na tej bazie utworzono rodzaj podziemnego parlamentu – Radę Jedności Narodowej, na czele której stanął socjalista Kazimierz Pużak, pseudonim „Bazyli”. W marcu tego roku wydała ona odezwę „O co walczy naród polski?”, w której zarysowano program przebudowy społeczno-gospodarczej po wyzwoleniu spod okupacji. Jak wiadomo, pomysłów tych nie udało się ich twórcom zrealizować...

O ile cztery partie tworzyły rodzaj parlamentu, o tyle władzę wykonawczą sprawował Delegat Rządu na Kraj, będący przedstawicielem Rządu na Uchodźstwie. Funkcję tę sprawowali kolejno Cyryl Ratajski (1940-1942), Jan Piekałkiewicz (1942-1943), Jan Stanisław Jankowski (1943-1945), Stefan Korboński (od marca do czerwca 1945) i Jerzy Braun (od czerwca do lipca 1945). Delegat, posiadający rangę wicepremiera, był najważniejszym przedstawicielem polskich władz w konspiracji. Dysponował całą siecią administracyjną, która działała w podziemiu – przedstawicielami w terenie (w województwach i powiatach) oraz departamentami, które odtwarzały strukturę dawnych ministerstw. Jedne z nich prowadziły bardzo bieżącą pracę (raportowały o sytuacji w terenie, odpowiadały za życie podziemne), inne przygotowywały plany działania na okres odbudowy kraju po zakończeniu okupacji.

Dwa najważniejsze sukcesy cywilnego podziemia to aparat sądowy oraz edukacyjny. W konspiracji działały sądy, które wydawały wyroki „w imieniu Rzeczypospolitej”. Wiemy dobrze o tym, że w czasie okupacji dochodziło do likwidacji zdrajców i kolaborantów – warto jednak pamiętać, że nie działo się to dlatego, że likwidator podjął taką decyzję, a dlatego, że działał w imieniu prawa. Sądy wydawały też wyroki honorowe, np. utraty dobrego imienia, ale mogły także uniewinnić niesłusznie oskarżonych. Jeszcze ważniejsze były podziemne szkoły, czyli tzw. tajne komplety. Niemcy zlikwidowali szkoły średnie i uniwersytety, dlatego edukację trzeba było organizować tajnie. Szacuje się, że takim nauczaniem w samym Generalnym Gubernatorstwie objęto 1.5 miliona dzieci. Kolejne tysiące młodych ludzi rozpoczynało podziemne studia. Ta ich praca została zatwierdzona po wojnie, gdy „podziemne matury” i egzaminy były całkowicie uznawane przez państwo.

Istniały podziemne pomoc społeczna, życie artystyczne, prasa i wydawnictwa (np. „Biuletyn Informacyjny wydawany przez Aleksandra Kamińskiego, autora „Kamieni na szaniec”, również wydanych po raz pierwszy w konspiracji). Było to całe Podziemne Państwo, zorganizowane na wzór podobnej struktury z czasów powstania styczniowego. Pomogło ono zachować Polakom ciągłość państwową i wspierały naród w ciężkich czasach okupacyjnych. Było fenomenem na skalę światową. Dziś często zapominamy o tej cywilnej pracy, bardziej ceniąc walkę. A przecież te tysiące ludzi zaangażowanych w PPP zasługuje na nasz szacunek.

Tomasz Leszkowicz

Z Trampem przez Amerykę

Krokodyle jaja znalezione na bagnach i odebrane dzikim plemionom zanim te zrobią sobie z nich obfity, posiłek stanowią zalążek przyszłej hodowli. W Indiach, podobnie jak wszędzie tam, gdzie gady te są na wymarciu powstają stacje hodowlane, skąd wypuszcza się je następnie na wolność w rezerwatach przyrody. 

Starożytni Egipcjanie przyozdabiali kończyny krokodyla złotymi bransoletami. Założyli też niepospolite miasto Crocodilopolis, aby jak głosi legenda, uczcić to zwierzę. Kiedy grecki geograf Strabo odwiedził „miasto krokodyla” ujrzał w nim kapłanów otwierających szczęki wygrzewających się na słońcu świętym krokodylom, aby nakarmić je mięsem, ciastem i napoić winem zmieszanym z miodem. W pobliżu Tebtynis w Egipcie, archeolodzy odkryli tysiące krokodylich grobów. Każdy z nich zawierał zabalsamowaną krokodylą rodzinę – samca, samice i sześcioro młodych. Groby te były prawdopodobnie kopane przez pielgrzymów w celu uzyskania łask nadprzyrodzonych. Ani Nil, ani inne rzeki w Afryce nie obfitują już w krokodyle jak dawniej. Krokodyl nilowy, to klasyczny krokodyl, ten który ronił krokodyle łzy, i ten który „wykończył” kapitana Hooka w bajce o Piotrusiu Panie. 

Życiem krokodyli rządzą przepisy rytualne i terytorium. Wśród żyjących na wolności zawsze jeden samiec ma przewagę w kolonii rzecznej lub bagiennej. Kontroluje on nawet to, gdzie i kto wygrzewa się na słońcu. Każdy przechodzący obok samiec musi unieść łeb i odsłonić gardziel sygnalizując w ten sposób uległość i posłuszeństwo, by nie narazić się na wściekłość dominującego osobnika. Agresywność wielkich krokodyli i aligatorów ujawnia się szczególnie silnie w okresie składania jaj przez samice. Zdarza się wtedy, że samiec atakuje i pożera przypadkowego intruza zakłócającego spokój na jego terytorium. Krokodyle nie przeżuwają swoich ofiar połykając je prawie w całości. Połykają też kamienie, które mielą pokarm wewnątrz ich żołądków, wydzielających silne kwasy umożliwiające trawienie kości i chrząstek. Czasami przed zjedzeniem swej ofiary krokodyle obdzierają je ze skóry, robiąc to z zadziwiającą delikatnością i precyzją w porównaniu do wielkości ich szczęk. Mimo iż gady te czasami zachowują się jak bestie, są one oddanymi rodzicami. 

Wszystko zaczyna się od „zalotów” trwających do kilku tygodni, po których samica ulega swojemu partnerowi unosząc głowę i otwierając szeroko szczęki. Po około 40 dniach składa w gnieździe 40 do 70 jaj przykrywając je mułem. Odgłosy wykluwających się młodych skłaniają ją do odkrycia gniazda i przeniesienia ich niejako do „żłobka”, gdzie uczą się odżywiania rybami, owadami i żabami. Podczas całej tej operacji tata stoi na straży. Młode pozostają pod opieką rodziców przez około dwa miesiące. Powyższe zachowanie potwierdza aktywną rolę, jaką odgrywają zarówno samiec jak i samica w ochronie gniazda i młodych przed ptakami brodzącymi, takimi jak czaple lub jaszczurki, mangustami czy innymi drobnymi zwierzątkami. Zagrożenie dla dorosłych osobników stanowią lwy, lamparty, rozwścieczone hipopotamy no i oczywiście człowiek. Natura nie stwarza krokodylom łatwego życia, a człowiek jeszcze bardziej je komplikuje.  

Podczas, gdy większość afrykańskich rządów zakończyła zorganizowane zabijanie tych zwierząt, kłusownictwo nadal stanowi poważne zagrożenie dla życia gadów. Prawdopodobnie największe skupisko krokodyli w Kenii rozkoszuje się słońcem wokół jeziora Turkana, dzikiego i przerażającego jednocześnie, które znajduje się około dwóch godzin lotu od Nairobi. Jeszcze nie tak dawno żyło tu kilkanaście tysięcy krokodyli, jednak wiele z nich wyginęło w wyniku ochrony praw rybaków. Ponadto tamtejsze krokodyle posiadają kościste narośla na podbrzuszu, co obniża ich wartość. Wprawdzie ochrona tych gadów w Kenii na początku lat 50-tych ubiegłego wieku sprawiła, że wróciły one do kilku rzek, niemniej ich sytuacja wygląda dramatycznie. Przy wzroście zaludnienia o około 4% rocznie, rzeki tego kraju ulegają zanieczyszczeniu. Poza tym krokodyle nilowe stanowią poważne zagrożenie dla ludzi, gdzie corocznie w ich paszczach ginie kilkudziesięciu Kenijczyków. Afrykańskie krokodyle rzeczne są wyjątkowo agresywne, ponieważ przyzwyczajone są do ataków na duże ssaki przychodzące do wodopojów. Tylko krokodyle z jeziora Turkana rzadko atakują ludzi. 

Zarówno aligatory, jak również wiele innych ciekawych zwierząt Ameryki Północnej można zobaczyć i dowiedzieć się o nich więcej, korzystając z usług biura podróży Tramp Travel, które już od 1988 roku organizuje autokarowe wycieczki po terenie całego kraju.

Marek Brzeziński
Tel. 414-207-3800
www.tramptravelusa.com

Słownik Tematyczny Branży Nieruchomości w Ameryce, część 320: Terminologia nieruchomości dochodowych

PRESCRIPTIVE EASEMENT (inna nazwa: easement by presciption) – udogodnienie / służebność przez przedawnienie / zasiedzenie: Strona starająca się o uzyskanie udogodnienia przez przedawnienie lub zasiedzenie musi wykazać, że nieprzerwanie korzystała z czyjejś własności przez okres ustalony przez prawo (prescriptive period). W zależności od stanu, okres ten wynosi pomiędzy 10 a 21 lat (w Illinois – 20 lat). Służebność gruntowa uzyskana przez przedawnienie często dotyczy własności letniskowych, które są rzadko pilnowane i odwiedzane przez właścicieli. Przykładowo, sąsiad korzystający z czyjejś prywatnej drogi w celu dojazdu na skróty do drogi publicznej może uzyskać udogodnienie po upływie okresu ustalonego przez prawo stanowe pod warunkiem, że korzystał z tej drogi regularnie i nieprzerwanie (continuous use), bez zgody właściciela (adverse use), oprócz właściciela był jej wyłącznym użytkownikiem (exclusive use), oraz że korzystał z niej w sposób jawny i notoryczny (notorious use), tzn. w taki sposób, że na pewno właściciel drogi musiał o tym wiedzieć. Kiedy mija ustawowy termin, korzystanie z udogodnienia bez zgody właściciela ulega przedawnieniu i może uzyskać status udogodnienia bezterminowego. Aby przeciwdziałać uzyskaniu udogodnienia przez przedawnienie / zasiedzenie, właściciel nieruchomości wystawia znak informujący, że korzystanie z jego własności jest dozwolone. Wtedy strona starająca się o udogodnienie nie będzie w stanie spełnić warunku „korzystania bez zgody właściciela” (adverse use).  

PRIORITY OF LIENSpierwszeństwo prawa zatrzymania / zastawu: termin, który odnosi się do kolejności, według której zostają zaspokojone poszczególne roszczenia finansowe, kiedy sąd wydaje nakaz sprzedaży nieruchomości w celu spłaty zadłużeń, które ją obciążają. Ogólna zasada stanowi, że pierwszeństwo ma to roszczenie, które zostało najwcześniej zarejestrowane w archiwach powiatu, w którym położona jest nieruchomość. Wyjątkiem od tej reguły są podatki od nieruchomości oraz specjalne podatki od ulepszeń publicznych (special assessment tax), które zawsze mają pierwszeństwo przed innymi roszczeniami bez względu na to, kiedy zostały zarejestrowane.  

PRIVATE WELL WATER TEST badanie wody z prywatnej studni: test laboratoryjny, który powinien być przeprowadzony raz w roku na zlecenie właściciela nieruchomości z prywatną studnią; badanie wykrywa obecność w wodzie bakterii, ołowiu (lead), azotanu (nitrate), lotnych związków organicznych (volatile organic compounds), pestycydów (pesticides), radu (radium), arszeniku (arsenic), itp.; przeprowadzenie testu jest zwykle wymagane przez potencjalnych nabywców nieruchomości oraz przez instytucję udzielającą pożyczki hipotecznej finansującej kupno.

PROFESSIONAL INSPECTIONS AND INSPECTION NOTICES profesjonalne inspekcje i zawiadomienia o inspekcjach: klauzula w kontrakcie kupna / sprzedaży nieruchomości określająca prawo nabywcy do przeprowadzenia profesjonalnych inspekcji, (np. inspekcji stanu technicznego domu, obecności farb ołowiowych, radonu, pleśni, itp.), oraz sposobu zawiadamiania właściciela nieruchomości o terminie planowanych inspekcji.

PROGRESSION podwyższenie wartości przez sąsiadujące nieruchomości: nieruchomość o niskim standardzie i jakości, znajdująca się w pobliżu domów o wysokim standardzie, zyskuje na swojej wartości.

PROMISSORY NOTE weksel, skrypt dłużny: dokument zawierający obietnicę spłacenia określonej sumy określonej osobie lub instytucji na zasadach ustalających okres spłacania długu, metodę spłat oraz oprocentowanie. Przy zaciągnięciu pożyczki hipotecznej (mortgage loan) jest to jeden z dokumentów podpisywanych przez pożyczkobiorcę podczas zamknięcia transakcji kupna nieruchomości.

PROPERTY MANAGEMENT zarządzanie nieruchomością: specjalizacja skupiającą zarządców nieruchomości (property managers), zatrudnionych głównie przez właścicieli budynków czynszowych (apartment buildings) i nieruchomości inwestycyjnych. Zakres ich obowiązków określony jest w umowie o zarządzie nieruchomością (property management agreement), i zwykle obejmuje szukanie i kwalifikowanie nowych lokatorów, zamawianie niezbędnych napraw, odbieranie od lokatorów czynszu (rent money), prowadzenie rachunkowości dotyczącej wynajmu, płacenie rachunków za użyteczności, itp.  

Zbigniew Pieńkowski – magister filologii angielskiej ze specjalizacją w kulturoznawstwie amerykańskim (Uniwersytet Warszawski, 1994 rok). Tłumacz zawodowy z 18-letnim doświadczeniem. Realtor®, Real Estate Managing Broker, właściciel firmy Caret Realty Inc. Od 2004 roku służy pomocą przy kupnie, sprzedaży oraz najmie nieruchomości.
Tel.: 773-719-3645   
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.        
Web: www.CaretRealty.com

 

Insanae et vanae curae invadunt mentes nostras,
saepe furore replent corda, privata spe.

/próżne i puste myśli ogarniają nasze umysły,
często w furii atakują nasze serca, odzierając nas z nadziei/

(Słowa chóru “Svanisce in un momento” z oratorium “Il ritorno di Tobia” Josepha Haydna)

Ten cudowny fragment z Haydna (który swą potęgę zdradza dopiero, gdy wykonany jest chóralnie) wprowadza nas doskonale w tekst książki Ajahna Brahma zatytułowanej „Medytacja buddyjskiego mnicha – życzliwość która wraca”. Ta niewielka rozmiarami publikacja pozwala każdemu czytelnikowi, baz względu na wiek i doświadczenie, zajrzeć w techniki medytacyjne, które autor, Brytyjczyk wykształcony w Cambridge i wyświęcony na buddyjskiego mnicha w Bangkoku, uprawia z wielką skutecznością.

Dlaczego zaczynamy od fragmentu z Haydna, który na pierwszy rzut oka nie ma nic wspólnego z buddyjką medytacją? Otóż dlatego, że wprawdzie nie wprost, ale pośrednio, Ajahn Brahm zaczyna od tego samego, stwierdzając, iż:

„kiedy zdamy sobie sprawę, że większość naszego myślenia jest tak naprawdę bezcelowa, prowadzi donikąd i tylko przyprawia nas o ból głowy, z wielką chęcią i łatwością zaczniemy spędzać czas w wewnętrznej ciszy” (s.41)

To właśnie cisza pozwala nam skłonić się ku temu, co sensowne. Tak się dziwnie składa, że tego, co istotne i ważne nie znajduje się w hałasie świata, ale w ciszy. To cisza otwiera nas na sprawy podstawowe, sprawy pierwszej kolejności. Hałas wytrąca człowieka z rytmu poszukiwań i daje jedynie pozory sensu, w gruncie rzeczy skazując na życie w złudzeniu. Wystarczy przecież, by hałas opadł na chwilę, byśmy od razu poszukiwali kolejnego jego źródła. Cisza bowiem jest wymagająca, trzeba się z nią zmagać, by nabrała sensu. Hałas nie jest wymagający, hałas doskonale zagłusza niewygodną i dojmującą pustkę samotności.

Przyjęliśmy za normę istnienie kłębowiska myśli, w którym kotłujemy się nieustannie.

W gruncie rzeczy nie ma takiego momentu w naszym świadomym funkcjonowaniu (pomijając istnienie podświadome i nieświadome), w którym nasze myśli nas opuszczają. Wygląda to na paranoidalną sytuację, w której bardziej one nas kontrolują i nami powodują, niż my potrafimy to robić z nimi. W zasadzie trzeba by powiedzieć, że bez przerwy przez nasz umysł przepływają niekontrolowane w żaden sposób myśli. Jesteśmy ich niewolnikami. Jesteśmy ich poddanymi i zakładnikami.

To właśnie wewnętrzna mowa obraca się w urojenia, które powodują cierpienia"

Czasami zakładamy, że przez wewnętrzne komentarze poznajemy świat. Tak naprawdę jednak nasza wewnętrzna mowa nic nie wie o świecie. Wewnętrzna mowa powoduje, że gniewamy się na naszych wrogów i tworzymy niebezpieczne relacje ze swoimi bliskimi. Wewnętrzna mowa powoduje wszystkie życiowe problemy.

Ona buduje strach i poczucie winy, lęk i depresję. Buduje te złudzenia równie zgrabnie, jak zręczny aktor manipuluje publicznością, by wywołać u niej strach bądź łzy.

[…]

Poprzez mądre usuwanie znaczeń, jakie pewnym sprawom nadają nasze myśli, możemy w większym stopniu zdać sobie sprawę z wartości świadomości osadzonej w ciszy, i tym samym otworzyć drzwi do wewnętrznego wyciszenia”. (s.36)

Nie trzeba nikogo specjalnie przekonywać, ani nikomu szczególnie udowadniać, że kłębowisko myśli plączące się nieustannie w naszych głowach jest bardzo często albo bezużyteczne, albo toksyczne. Ile energii zabiera nam przekonywanie siebie, że to my mamy rację, a ktoś inny jest głupi, albo obmyślanie tego, co zrobimy, albo powinniśmy zrobić temu, kto nas wyprzedził na autostradzie, zwrócił nam uwagę czy też w jakikolwiek sposób zaszedł nam za skórę.

Dziwnym zbiegiem okoliczności znacznie łatwiej (i chyba perwersyjnie przyjemniej) jest nam poddać nasze umysły błotnistej rzece negatywności, aniżeli skierować je ku nauczeniu się czegoś, czytaniu czy innym intelektualnie wymagającym wyzwaniom.

Dlatego też medytacja zalecana przez Ajana Brahma ma wiele poziomów i wymaga konsekwentnego uczenia się w przechodzeniu z jednego stanu umysłu do drugiego. Cała sztuka medytacji, którą opisuje Brahm w książce „Medytacja buddyjskiego mnicha” opiera się na ćwiczeniu się w małych krokach, które ostatecznie doprowadzą nas (lub nie) ku wyłączeniu (stopniowemu) bałaganu myślowego, który nie pozwala nam się wyciszyć i skoncentrować tylko i wyłącznie na tym, co tu i teraz. Aby chwila obecna stała się kategorią dominującą, musimy zmagać się z odrzuceniem tego, co było i tego, co będzie.

Bo co to jest medytacja?

„Buddha uznawał, że nie potrafimy doświadczać prawdziwego szczęścia w naszym życiu. Zaczynamy zdawać sobie sprawę, że nawet gdy warunki materialne stają się bardziej komfortowe lub ogólnie osiągamy jakiś sukces w naszym życiu, to tak naprawdę nie o to w tym chodzi, coś jest nie tak, odczuwamy jakiś brak.

Buddha porównał tę sytuację do wiadra lub innego pojemnika z dziurami w środku. Im więcej się wlewa do środka, tym więcej z niego ucieka. Zatem Buddha nie umniejszał znaczenia życia w świecie oraz tego jak się zachowujemy. Wprost przeciwnie.

Twierdził jednak, że najważniejsze jest to, by uporać się z naszym sercem, z własnym umysłem. Dlatego też Buddha dał nam wiele zręcznych środków, by móc poradzić sobie z tym, jak działają nasze umysły, by znaleźć… dostrzec sposób, w jaki sami sobie stwarzamy cierpienie, oraz sposób, w jaki możemy załagodzić to cierpienie.

Buddha mówił, że tego rodzaju rozwój duchowy posiada dwie strony tego samego medalu. Jedną stroną jest spokój, cisza, stabilność umysłu. Drugą stroną jest jasność i wgląd jak też przejrzyste dostrzeganie, co jest czym. Te dwie charakterystyki [umysłu] nie mogą być rozdzielone. Dzięki temu buddyjska medytacja ma na celu znalezienie sposobów, by odpuszczać lub rezygnować z niewłaściwych sposobów myślenia, tak by móc konstruktywnie radzić sobie z negatywnymi emocjami, aż umysł osiągnie punkt jasności i spokoju. Mając wystarczającą moc, jasność, przejrzystość i integralność, umysł będzie w stanie widzieć rzeczy takimi, jakie po prawdzie są. Ten rodzaj dostrzegania rzeczywistości, widzenia rzeczy takimi, jakie są jest niezbędny dla rozwoju, dla medytacji w buddyzmie”.(za: sasana.pl)

Kontynuacja za tydzień.

Zbyszek Kruczalak

Do śmiertelnego wypadku z udziałem trzech ciężarówek, w tym dwóch należących do firmy FedEx, doszło we wtorek rano na autostradzie nr 80 w miejscowości Joliet.

W wypadku zginęła 50-letnia Sami S. Guzick, która pracowała jako kierowca dla FedEx.

Stanowa policja próbuje ustalić przebieg i przyczyny zdarzenia.

Według wstępnych policyjnych ustaleń, jedna z ciężarówek firmy FedEx stała na poboczu w wyniku awarii. Wtedy zatrzymała się przy niej druga tej samej firmy z zamiarem udzielenia kierowcy pomocy. W tym momencie nadjeżdżająca ciężarówka firmy West Side Transport, z siedzibą w Cedar Rapids w stanie Iowa, uderzyła w oba zaparkowane pojazdy. W wyniku uderzenia doszło do eksplozji i pożaru.

Kierowca ciężarówki West Side doznał poważnych poparzeń i został przewieziony do St. Joseph Hospital, a stamtąd helikopterem przetransportowany do Loyola University Medical Center w Maywood.

Według dokumentów Departamentu transportu, ciężarówki należące do firmy West Side w ciągu ostatnich dwóch lat brały udział w 43 wypadkach. W danych nie ma informacji o zgonach, ale w co najmniej 14 przypadkach doszło do obrażeń ciała. Najgorsza katastrofa miała miejsce w lutym, w stanie Ohio, kiedy rannych zostało siedem osób. Pomimo tego całkowita liczba wypadków nie wydaje się odbiegać od normy dla takiej firmy jak West Side. Dziewięć z tych 43 wypadków miało miejsce w Illinois, w tym dwa w Rockford oraz w Worth, Melrose Park, Naperville i Olympia Fields.

Firma FedEx opublikowała we wtorek oświadczenie. "Przede wszystkim przesyłamy nasze najgłębsze wyrazy współczucia rodzinie i przyjaciołom osób dotkniętych tym tragicznym zdarzeniem. Współpracujemy teraz w pełni z organami prowadzącymi dochodzenie w tej sprawie". 

Monitor

Krystyna Bańkowska została laureatką tegorocznej edycji konkursu piękności Miss Polonia Illinois 2018.

26-latka z Schiller Park zyskała również największe uznanie publiczności. Tytuł pierwszej wicemiss zdobyła Joanna Antoniak, a drugą wicemiss wybrano Michalinę Karpisiak, która została również wyróżniona tytułem Miss Foto. Wśród internautów największe uznanie zyskała Olivia Celińska. W wyborach uczestniczyło 12 uroczych dziewcząt.

Ubiegłoroczna miss Karolina Jaśko, zdobywczyni tytułu Miss Illinois USA 2018 koronuje swoją następczynię na tronie najpiękniejszej Polki w stanie Illinois, Krystynę Bańkowską - zdjęcie: Andrzej Baraniak/NEWSRP

Choć na dworze wciąż 90-stopniowe upały i trudno nam wyobrazić sobie śnieg, Chicago przygotowuje się już do okresu świątecznego, przyjmując zgłoszenia na oficjalną choinkę, która stanie w Millennium Park.

Oferty będą przyjmowane do 20 października. Rodzina, która zdecyduje się przekazać drzewko, weźmie udział w uroczystości zapalenia światełek, które odbędzie się 17 listopada.

Zgłaszane drzewa muszą mieć co najmniej 55 stóp wysokości, znajdować się w odległości nie większej niż 100 mil od centrum miasta, najlepiej jeśli to będzie świerk lub jodła. Sosny nie będą akceptowane, ponieważ nie są wystarczająco wytrzymałe. Oferty, które nie spełniają kryteriów, nie będą brane pod uwagę.

Wysyłane zgłoszenia muszą zawierać takie dane, jak nazwisko, adres, telefon i email właściciela, oraz co najmniej dwie fotografie, jedno zbliżenie oraz zdjęcie wykonane z daleka, a także krótką informację na temat drzewa i dlaczego właśnie ono powinno zostać wybrane na oficjalną chicagowską choinkę.

Nominacje można przesyłać pocztą elektroniczną na adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. lub pocztą na adres:

Department of Cultural Affairs and Special Events,
ATTN: Christmas Tree Contest,
78 E. Washington Street, Chicago, IL. 60602.

Więcej informacji na stronie: cityofchicago.org/dcase.

Monitor

Chicagowska policja wydała ostrzeżenie dotyczące próby porwania, do której doszło w dzielnicy West Lawn w połowie miesiąca.

15 września 14-letnia dziewczyna szła w stronę przystanku autobusowego około godz. 7:20 rano, kiedy podjechał do niej samochód i próbował przekonać ją, aby wsiadła do środka. Nastolatka pobiegła w stronę najbliższego biznesu, a mężczyzna krążył dookoła, zanim nie odjechał z miejsca zdarzenia.

Policja ujawniła zdjęcie z nagrań monitoringu, na którym widać pojazd podejrzanego. Mężczyzna jechał białym czterodrzwiowym samochodem, prawdopodobnie Toyotą, z numerem rejestracyjnym z Illinois: Q992822.

Policja poinformowała, że podejrzany to czarny mężczyzna w wieku około 25-30 lat. Miał krótkie ciemne włosy i przystrzyżoną brodę. W momencie zdarzenia ubrany był w ciemnoszarą koszulę.

Policja prosi o kontakt osoby, które mogą posiadać informacje na temat podejrzanego, tel. 312-747-8380. 

Monitor

32-letni mężczyzna został oskarżony po tym, jak przyznał się do zabicia swojej byłej dziewczyny i jej 4-letniego syna. Do brutalnego ataku doszło w czwartek w nocy w miasteczku Stone Park, na zachodnich przedmieściach.

Pochodzący z Melrose Park Daniel Barraza usłyszał dwa zarzuty morderstwa pierwszego stopnia. Został aresztowany o godz. 8:50 wieczorem w sobotę, kiedy powrócił do domu, w którym 31-letnia Marian Cruze Hurtado i jej 4-letni syn Corbin Dallas Barraza, zostali znalezieni martwi.

Przeprowadzone w sobotę autopsje wykazały, ze dziecko zmarło w wyniku wielu ran kłutych na piersi, a matka z powodu obrażeń odniesionych w czasie napadu. Oba zgony uznane zostały za zabójstwa.

Szef policji w Stone Park poinformował, że morderstwa były wynikiem "odizolowanego incydentu przemocy domowej". 

Daniel Barraza pojawił się w sądzie w Maywood w poniedziałek na przesłuchaniu dotyczącym możliwości ustalenia kaucji.

Monitor