----- Reklama -----
Monitor_dzien_dziecka

Monitor 09/15/2017

Słownik Tematyczny Branży Nieruchomości w Ameryce, część 318: Terminologia nieruchomości dochodowych

PHASE I ENVIRONMENTAL SITE ASSESSMENT – pierwsza faza środowiskowej oceny nieruchomości: wstępny raport sporządzany w celu zidentyfikowania potencjalnego zanieczyszczenia środowiskowego nieruchomości komercyjnej, obejmujący m.in. analizę aktualnego sposobu użytkowania nieruchomości, analizę aspektów hydrogeologicznych (np. ocenę ryzyka zalania lub zanieczyszczenia wód gruntowych), sprawdzenie, czy obiekty sąsiadujące nie stanowią zagrożenia środowiskowego, czy nie są magazynowane obecnie lub w przeszłości substancje niebezpieczne na terenie nieruchomości będącej przedmiotem raportu, jak również w najbliższej okolicy, itp. Druga faza (Phase II) polega na dokładnej analizie ewentualnych problemów wykrytych w pierwszej fazie (przeprowadzane są np. testy laboratoryjne wód gruntowych i gleby), natomiast trzecia faza (Phase III) odnosi się do etapu usuwania istniejących zanieczyszczeń w celu przywrócenia pierwotnego stanu środowiskowego.   

PHYSICAL DETERIORATION – fizyczne zużycie: fizyczne zużycie konstrukcji wybudowanych na danej działce, które ma wpływ na spadek wartości nieruchomości (depreciation), np. dach wymagający wymiany.

PIN (parcel identification number) – numer identyfikacyjny działki: numer identyfikujący daną nieruchomość, stosowany we wszelkich systemach informacyjnych dotyczących nieruchomości, stosowany przez administrację powiatu.  

PITI (akronim od słów principal, interest, taxes, insurance) – kwota obejmująca główną sumę pożyczki, odsetki, podatki i ubezpieczenie: podstawowe koszty posiadania domu. Instytucje udzielające kredytów hipotecznych stosują tę kwotę do określenia, na jaką sumę pożyczki kwalifikowałby się potencjalny nabywca. Np. banki udzielające pożyczek konwencjonalnych stosują zwykle dwie proporcje kwalifikujące (qualifying ratios): 1) miesięczna kwota PITI nie może przekraczać 28% całkowitego miesięcznego dochodu brutto, 2) miesięczna kwota PITI wraz ze spłatami innych pożyczek nie może przekraczać 36% całkowitego miesięcznego dochodu brutto. Według tej pierwszej formuły, aby zakwalifikować się na kupno domu za $250,000, zakładając, że nabywca ma 20% wpłaty własnej (downpayment), czyli $50,000, i nie ma innych zobowiązań pożyczkowych takich jak raty za samochód, spłaty kart kredytowych, itp., i zakładając również, że podatki za dom wynoszą $4980 rocznie a ubezpieczenie domu $792 rocznie, oraz że kredyt byłby 30-letnią stałą pożyczką oprocentowaną na 5%, nabywca musiałby zarabiać przynajmniej $5,560.64 brutto miesięcznie (miesięczna spłata głównej sumy pożyczki i odsetek =$1073.64, podatki i ubezpieczenie na miesiąc = $481; całkowita kwota PITI = $1554.64, co stanowi 28% sumy $5,552.28. Przy zastosowaniu drugiej proporcji, czyli 36% całkowitego miesięcznego dochodu brutto, należałoby dodać do kwoty PITI sumę wszystkich spłat miesięcznych dodatkowych pożyczek.

PLAT OF SURVEY – mapka nieruchomości: mapka przedstawiająca dokładne położenie i wymiary wszelkich konstrukcji (budynki, ogrodzenia, wjazdy, itp.), jeśli istnieją, znajdujących się na danej działce. Na podstawie tej mapki nabywca nieruchomości może sprawdzić, czy jakiekolwiek konstrukcje znajdujące się na działce zostały wybudowane w dozwolonych granicach, oraz czy konstrukcje znajdujące się w pobliżu nie nachodzą na teren będący przedmiotem transakcji. Według standardowego kontraktu, sprzedający zobowiązany jest przedstawić nabywcy mapkę nieruchomości, która sporządzona została przez zawodowego geodetę (professional land surveyour) w okresie 6 miesięcy przed wyznaczoną datą zamknięcia transakcji.

PLOTTAGE – łączenie działek: poprzez połączenie kilku sąsiadujących ze sobą działek w jedną większą część, można uzyskać całkowitą wartość gruntu znacznie wyższą od sumy wartości poszczególnych działek. Przykładowo, 2 sąsiadujące ze sobą działki zostały zakupione za $100,000 każda. Inwestor poniósł koszt w wysokości $40,000 związany z wyburzeniem zabudowań i połączeniem tych 2 działek w jedną, odpowiednią pod budowę restauracji. Powstały w ten sposób obszar gruntu osiągnął wartość $340,000. Różnica w wartości, dzięki połączeniu 2 działek w jedną w celu zagospodarowania terenu w nowy sposób, wyniosła zatem $100,000 (plottage value).

Zbigniew Pieńkowski – magister filologii angielskiej ze specjalizacją w kulturoznawstwie amerykańskim (Uniwersytet Warszawski, 1994 rok). Tłumacz zawodowy z 18-letnim doświadczeniem. Realtor®, Real Estate Managing Broker, właściciel firmy Caret Realty Inc. Od 2004 roku służy pomocą przy kupnie, sprzedaży oraz najmie nieruchomości.
Tel.: 773-719-3645  
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.        
Web: www.CaretRealty.com

55-letni mężczyzna został poważnie ranny podczas napadu rabunkowego, do którego doszło w sobotę nad ranem w dzielnicy Portage Park, na północno-zachodniej stronie miasta.

Tuż przed godziną 2 nad ranem do znajdującego się w okolicy 4100 Avenue North Long mężczyzny podeszło trzech napastników, którzy zażądali od niego oddania portfela. Kiedy odmówił, jeden ze złodziei wyciągnął nóż i zadał kilka ciosów, raniąc ofiarę w plecy i brzuch. Napastnicy uciekli z miejsca zdarzenia, a zaatakowany mężczyzna w stanie krytycznym został przewieziony do Advocate Illinois Medical Center.

Policja poszukuje sprawców napadu, nikogo jeszcze nie aresztowano. 

Monitor

Schronisko dla zwierząt w miejscowości Northbrook na północnych przedmieściach, zwraca się z prośbą o pomoc w odnalezieniu skradzionego szczeniaka.

Harmonee, 10-tygodniowa mieszanka terrier, została zabrana w czwartek ze schroniska Heartland Animal Shelter, w czasie, gdy można dokonywać na miejscu adopcji. Placówka oferuje nagrodę w wysokości $1,000 za informacje, które przyczynią się do bezpiecznego powrotu psa.

Pracownicy schroniska poinformowali, że suczka jest w trakcie leczenia i wymaga podawania leków, więc czas odgrywa znaczną rolę. Na adopcję psa zdecydowała się rodzina, która czekała na zakończenie procesu leczenia.

Osoby, które widziały szczeniaka ze zdjęcia lub mają informacje na temat miejsca jego pobytu, powinny kontaktować się ze Stephanie z Heartland Animal Shelter, dzwoniąc pod numer: 847-296-6400 wew. 1200 lub z departamentem policji w Prospect Heights, tel. 847-398-5511. 

Monitor

28-letnia kobieta, która była w 7 miesiącu ciąży, jest jedną z czterech osób zastrzelonych w piątek w nocy w dzielnicy Brighton Park.

Ida Arvizu, wraz z trzema mężczyznami, znajdowała się w samochodzie przy South Fairfield Avenue około godz. 8:30 wieczorem, kiedy padły strzały. Wszystkie osoby znajdujące się w środku zginęły na miejscu. Arvizu miała 7-letnią córkę. W wyniku strzelaniny zginął także jej 24-letni partner, Joel Sandoval, jego 27-letni brat, Miguel Sandoval i 21-letni Michelle Cano.

Policja podejrzewa, że atak związany był z porachunkami gangów. 

Monitor

Spokojnie, żadnych obietnic z mojej strony nie będzie. Nie muszę tego robić, bo o stanowiska polityczne się nie ubiegam. Co innego osoby, które się na to zdecydowały. Jak wiadomo jedynymi narzędziami walki o władzę są kłamstwa i obietnice. Te pierwsze już kiedyś w tej rubryce przerabialiśmy, pora więc na ciąg dalszy.

Mógłby ktoś zapytać, czy to nie to samo? Otóż nie. Bo choć jedne i drugie przychodzą politykom dość łatwo, to przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie spodziewa się od nich wypełnienia składanych obietnic. Większości wyborców wystarczy przekonanie, że chce. Nawet jeśli nie chce i każda jego kolejna decyzja to potwierdza. Kłamstwo to inna para kaloszy, jeśli jest okrutnie potworne, to niektórym ręka czasami zadrży podczas wypełniania ankiety, przelewu pieniężnego na konto wyborcze lub stawiania ptaszka na karcie do głosowania.  

Nie chcę być posądzony o mieszanie się w bieżące sprawy polityczne, ale chciałbym nieco uspokoić zwaśnione ostatnio strony sporu i przedstawić kilku kandydatów z przeszłości, których obietnice przyćmiły wszystko, co ostatnio słyszeliśmy.

Zwykle wabi się nas standardowymi tekstami o obniżeniu podatków, zmniejszeniu liczby pracowników rządowych, obniżeniu deficytu, czy stworzeniu nowych miejsc pracy. Czasami jednak to nie wystarcza i trzeba wytoczyć cięższe działa. Przykładem z ostatniej kampanii może być obietnica budowy muru na południowej granicy za pieniądze Meksyku. Jakby na to nie patrzeć, obietnica dość nietypowa, ale jeszcze nie najbardziej zwariowana.

Bo na przykład Adeline Geo Karis, która ubiegała się z ramienia republikanów o stanowisko rewidenta stanu Illinois w 1986 r. zobowiązała się do zrzucenia 50 funtów wagi. W ten sposób, jak mówiła, znalazłaby się na lepszej pozycji w negocjacjach z innymi stanami i biznesami, które dzięki jej urokowi osobistemu i zgrabnej sylwetce jak szalone zaczęłyby u nas inwestować. 68-letnia kobieta chciała symbolicznie nawiązać do zaciskania pasa i fiskalnej wstrzemięźliwości, ale jej nie wyszło. Dzięki Bogu i rozsądkowi wyborców wymarzonego stołka nie dostała.

Do swej kandydatury nie przekonał też głosujących Gabriel Green, który w latach 60. Postanowił zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych. Wydawało się to łatwe, bo miał kontakty z istotami pozaziemskimi, przewodził organizacji zrzeszającej miłośników latających talerzy i obiecywał kosmiczną przyszłość. Poza tym chciał zlikwidować gotówkę i nakazać ludziom żyć na kredyt. Co zyskało mu sporą liczbę sympatyków? Zniesienie podatków i darmowe ubezpieczenia na wszystko, łącznie ze zdrowiem. Kilka miesięcy przed wyborami wycofał jednak swą kandydaturę i poparł Johna F. Kennedy`ego. Doszedł do wniosku, że zbyt mała liczba ludzi ma jeszcze kontakty pozaziemskie i jest na niego za wcześnie. Warto dodać, iż w opinii lekarzy był w pełni władz umysłowych i nie cierpiał na żadne zaburzenia. Serio.

By ktoś nie pomyślał, że tylko w USA trafiają się wariaci, przykład z Francji. Choć było to bardzo dawno temu, bo w latach 30. i 40. ubiegłego wieku, do dziś wielu pamięta Ferdinanda Lopa, który wielokrotnie starał się o prezydenturę tego kraju. Szans na wygraną nie miał, ale cieszyło go poparcie tysięcy studentów i pławienie się w blasku reporterskich fleszy. Swój program wyborczy nazywał Lopoterapią, a jej podstawowymi założeniami było między innymi: eliminacja ubóstwa po 10 wieczorem; przeniesienie Paryża na wieś, by jego mieszkańcy mogli oddychać świeżym powietrzem; upaństwowienie domów publicznych; stworzenie ministerstw Zdrowia i Tytoniu oraz Seksu i Folkloru; wypłacanie odszkodowań wdowom po żołnierzach nieznanych. Do dziś zagadką jest, jak można 7 razy przegrać mając taki program wyborczy...

W niektórych przypadkach zwariowane obietnice prawie dawały zwycięstwo. Tak było w Aspen, niewielkiej miejscowości turystycznej w Kolorado. W latach 70. o stanowisko szeryfa ubiegał się tam dziennikarz i pisarz Hunter Thompson. Przekonywał, że reprezentuje wszystkich czubków, wariatów, kryminalistów, anarchistów, motocyklistów, kłusowników i wszelkie osoby o nietypowych i dziwnych przekonaniach. W razie wyboru na stanowisko obiecywał rozbroić biuro szeryfa, zaorać ulice w mieście, by zmusić wszystkich do chodzenia pieszo, a także zmienić nazwę miasta na Fat City. Co ciekawe, wybory przegrał nieznacznie, zabrakło mu naprawdę niewiele głosów. Thompson był jednak wyjątkiem, bo o wiele wcześniej zyskał sławę pisząc do New York Timesa, Rolling Stone, czy Playboya. Na podstawie jego najsłynniejszej książki został nakręcony film Fear and Loathing in Las Vegas, w którym sam zagrał obok Johna Deppa.

Nie sposób nie wspomnieć o człowieku, który na co dzień nosi na głowie but zamiast czapki, a w rękach wielką szczoteczkę do mycia zębów. Ma długą brodę, a za sobą niezliczone próby zdobycia oficjalnego stanowiska. Próbował na poziomie miejskim, stanowym, federalnym. Starał się kilkukrotnie o prezydenturę. Oczywiście jest to element jego wizerunku artystycznego, ale ma on swych zwolenników. Vermin Supreme, bo tak brzmi jego nowe, zmienione imię i nazwisko, działa na scenie artystycznej od lat 70, a na politycznej zaczął udzielać się niedługo później. Założenie programowe ma proste. Skoro wszyscy politycy są szkodnikami (vermins), to dlaczego nie wybrać największego wśród nich (vermin supreme)??? Proste. Przez lata złożył wiele obietnic wyborczych i chyba należy wyrazić szacunek dla osób głosujących w wybranych przez niego okręgach, że nigdy do władzy się nie zbliżył, bo nigdy nie wiadomo, które z obietnic należałoby traktować poważnie. Czy tę o legalizacji sprzedaży ludzkiego mięsa? A może o finansowaniu badań nad podróżami w czasie? Chciałby też każdemu dać kucyka i pod groźbą kary więzienia nakazać wszystkim mycie zębów. No dobrze, to ostatnie nie takie straszne...

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

W środę Metra zapowiedziała planowane podwyżki biletów na przejazdy jednorazowe, miesięczne a także weekendowe. Jeśli zostanie ona zaaprobowana, będzie to czwarty rok z rzędu, kiedy wzrosną ceny przejazdów.

Proponowana podwyżka ma przynieść 22 miliony dolarów. Cena pojedynczych biletów wzrośnie o 20-25 centów, wyższe będą też opłaty za bilety 10-dniowe, miesięczne i weekendowe.

Głosowanie w tej sprawie zaplanowane jest na listopad. 

Monitor

JP Morgan Chase poinformował, że w ciągu najbliższych trzech lat zainwestuje 40 milionów dolarów na południowej i zachodniej stronie miasta.

Firma zainwestowała 100 milionów w Detroit, powodując ożywienie miasta po upadku finansowym.

Pieniądze mają wpływ na najuboższe społeczności i dają możliwość rozwoju gospodarczego.

Przedstawiciele JP Morgan Chase spotkali się w czwartek z chicagowskimi organizacjami, rozmawiając o tym, gdzie powinny być zainwestowane przekazane fundusze. Jest kilka obszarów, na których głównie skoncentrują się działania.

Po pierwsze, pieniądze mają być przeznaczone na szkolenia przygotowujące uczniów i dorosłych do podjęcia pracy. W instytucie, który Chase wspiera od ponad 10 lat, jest kilka programów, w tym szkolenia zawodowe.

Pozostałe działania skupią się na inwestycjach w ubogie dzielnice, nauce na temat finansów i rozwijaniu małych firm.

"Z każdym rodzajem inwestycji będziemy śledzić, ile osób przechodzi szkolenia, ile osób znajduje zatrudnienie, jak rozwijają się małe biznesy, a co najważniejsze, jak wygląda zatrudnienie w danej społeczności" - powiedziała Witney Smith, z JP Morgan Chase.

Chase inwestuje w Chicago od lat, zwykle około 8 milionów dolarów rocznie. I nie chodzi tylko o pieniądze. Pracownicy Chase często angażują się w te projekty jako wolontariusze. 

Monitor

„Nigdy w dziejach wojen tak liczni nie zawdzięczali tak wiele tak nielicznym” – te słowa Winstona Churchilla o pilotach stały się symbolem Bitwy o Anglię. 15 września to w Wielkiej Brytanii dzień pamięci o tych wydarzeniach.

Późną wiosną 1940 roku Europa znalazła się pod butem Adolfa Hitlera. Upadek Francji, a wcześniej Belgii, Holandii i Norwegii sprawiły, że III Rzesza, która według powszechnych oczekiwań miała przegrać wojnę, stała się na kontynencie europejskim niekwestionowanym panem. Brytyjczycy, którzy jako drugi z aliantów zostali na placu boju, musieli w pośpiechu ewakuować się z Francji przez port w Dunkierce (co ostatnio w ciekawy sposób pokazał film Christophera Nolana). Rozgrzane wojska niemieckie szykowały się do inwazji na Wyspy Brytyjskie. Nowy premier Winston Churchill dramatycznie przygotowywał swój naród do obrony, mówiąc między innymi: „Będziemy walczyć na plażach, na polach, na ulicach, będziemy walczyć na wzgórzach; nigdy się nie poddamy”.

Zanim jednak na szybko mobilizowane brytyjskie oddziały lądowe i wyrwanych z pubów starszych obywateli, którzy mieli sformować Home Guard, uderzyć miały niemieckie czołgi, Niemcy potrzebowali przewagi na morzu – w końcu w jakiś sposób trzeba było te dziesiątki tysięcy żołnierzy armii inwazyjnej przetransportować na wyspy. Niemiecka marynarka wojenna, Kriegsmarine, była jednak zbyt słaba w porównaniu z Royal Navy, uznawaną wówczas za najsilniejszą flotę na świecie. Szansą na zapewnienie sobie przewagi byłoby więc panowanie w powietrzu i podjęcie próby zatopienia okrętów alianckich atakami bombowców. Wstępem do operacji „Lew Morski”, czyli inwazji na Wielką Brytanię, miała być więc ofensywa powietrzna – która wkrótce stała się największą w historii bitwą powietrzną.

Luftwaffe, czyli niemieckie lotnictwo, prezentowało wówczas bardzo wysoki poziom – dysponowało nowoczesnym sprzętem i dobrze wyszkolonymi pilotami, którzy atakowanie celów naziemnych, często w sposób bandycki, przećwiczyli już na hiszpańskiej Guernice, Wieluniu i Warszawie, holenderskim Rotterdamie czy francuskich i brytyjskich kolumnach we Francji. Herman Goering, bliski współpracownik Hitlera i dowódca Luftwaffe obiecywał, że wygra Bitwę o Anglię szybko, by niemieckie wojska mogły wykonać kolejne kroki inwazji.

Brytyjczycy musieli poradzić sobie z tą potęgą przy pomocy tego, czym dysponowali. Ich przemysł produkował samoloty myśliwskie, słynne myśliwce Hurricane i Spitfire, na pełnych obrotach. Problemem byli jednak piloci. Ostatecznie oprócz masowego szkolenia własnych obywateli postanowili sprowadzić do walki przedstawicieli swoich dominiów, czyli dawnych kolonii: Kanadyjczyków, Australijczyków, Nowozelandczyków czy Hindusów, ochotników z innych państw (Amerykanów) oraz sojuszników, w tym Polaków. Bitwa, trwająca ponad 3.5 miesiąca, była istną „maszynką do mięsa” – piloci Royal Air Force ginęli masowo w morderczych starciach z niemieckimi asami myśliwskimi. Wielu z tych, którzy zaczynali w lipcu walkę z Niemcami, nie dożyło końca starć w październiku.

Strategia Niemców była bardzo prosta – ich celem było zniszczenie brytyjskiego potencjału obrony powietrznej. Chodziło więc o niszczenie lotnisk, fabryk zbrojeniowych i całej infrastruktury naziemnej, oraz „wystrzelanie” wrogich myśliwców. Przez pierwszy miesiąc plan ten realizowano z morderczą skutecznością – codziennie nad wyspy nadlatywały kolejne fale samolotów z charakterystycznym czarnym krzyżem na skrzydłach i ogonie. Do walki podrywały się wtedy brytyjskie myśliwce, a na naziemnych stanowiskach obrony przeciwlotniczej obsługa szykowała się do zestrzeliwania wroga. Kolejne starcia trwały w dzień i w nocy, a Brytania wyczerpywała swoje siły.

24 sierpnia 1940 roku Niemcy zbombardowali cywilną część Londynu. Wcześniej tego nie robili, gdyż nie było takiej potrzeby – celem były przecież obiekty lotnicze. Churchill podjął decyzję o dokonaniu nalotu odwetowego na Berlin. Chociaż miał on symboliczny charakter, Hitler był wściekły – atak w jego stolicę odebrał bardzo osobiście i chciał ukarać Anglików. Od tej pory Luftwaffe bombardowało również miasta, zadając cywilom bolesne straty, jednocześnie zaś osłabiając nacisk na infrastrukturę lotniczą. RAF złapał oddech.

Ważną rolę odegrał również nowy wynalazek: radar. Brytyjczycy już przed wojną wykorzystali technologię fal radiowych do zbudowania systemu ostrzegania przed nalotami. W 1940 roku stacje z charakterystycznymi antenami ostrzegały dowództwo o tym, że zbliża się kolejny atak. W pokojach dowodzenia, w której wykwalifikowane asystentki przesuwały na ogromnych mapach pionki oznaczające siły własne i wroga, wiedziano, gdzie wysłać samoloty.

W Bitwie o Anglię zasłynęli Polacy, wychowankowie Szkoły Orląt w Dęblinie. Dobrze wykształceni trafili do Wielkiej Brytanii, sojusznicy nie dali im jednak wejść do walki, lekceważąc ich umiejętności. Na przełomie sierpnia i września słynny Dywizjon 303 wszedł do bitwy i od razu zaczął odnosić sukcesy, osiągając jedne z najlepszych wyników zestrzeleń. Polscy piloci szybko stali się brytyjskimi bohaterami.

15 września Goering próbował ostatnim atakiem powalić Brytyjczyków na kolana. Nie udało mu się to i po kolejnym miesiącu walki straciły na intensywności. Anglia była uratowana!

Tomasz Leszkowicz

W przyszłym roku wzrosną ceny biletów wstępu do chicagowskiego Field Museum.

Zarząd chicagowskich parków (The Chicago Park District Board) zatwierdził właśnie dwudolarową podwyżkę, która wejdzie w życie z dniem 1 stycznia 2018 roku.

Bilet wstępu do muzeum dla mieszkańców Chicago będzie teraz kosztować 18 zamiast wcześniejszych 16 dolarów. Dzieci poniżej 3 roku życia w dalszym ciągu wchodzą bezpłatnie.

Będzie to już druga podwyżka cen biletów w ciągu ostatnich dwóch lat. 

Monitor

Były komendant policji Garry McCarthy sonduje swoje szanse w wyborach na burmistrza Chicago. 

Już wcześniej przyznawał, że jest namawiany do tego, by wystartować w lutym 2019 roku i nie wykluczał ubiegania się o najwyższy urząd w mieście.

Wygląda na to, że wykonał pierwszy formalny ruch w tym kierunku. W Stanowej Radzie Wyborczej zarejestrowany został oficjalny komitet eksploracyjny z nazwiskiem Garry'ego McCarthy'ego. Pozwala on zbadanie szans w głosowaniu i jest zwykle pierwszym krokiem do startu w wyborach.

Na razie nie potwierdził, czy dokumenty zostały złożone przez niego lub w jego imieniu, więc nie wiadomo, czy komitet jest poważnym krokiem w stronę wyborów.

Jeżeli McCarthy podejmie taką decyzję, w wyborach w 2019 r. zmierzy się ze swoim dawny szefem, burmistrzem Rahmem Emanuelem, który zmusił go do rezygnacji ze stanowiska w grudniu 2015 roku. Było to reakcją na protesty po upublicznieniu nagrania wideo z policyjnej interwencji zakończonej śmiercią czarnoskórego 17-letniego Laquana McDonalda zastrzelonego przez byłego funkcjonariusza CPD. Drogi byłych sojuszników szybko się rozeszły. To w końcu burmistrz sprowadził McCarthy'ego ze Wschodniego Wybrzeża. Nadinspektor miał już wtedy spore doświadczenie zdobyte w Nowym Jorku, gdzie zajmował stanowisko szefa operacji tamtejszego departamentu w czasie ataków z 11 września 2001 r., a później w Newark w stanie New Jersey, gdzie był też komendantem.

Po utracie stanowiska komendanta policji w Chicago Garry McCarthy rozpoczął pracę w sektorze prywatnym, ale jego obecność w mediach, w tym w telewizji CNN (komentator ds. związanych z przestępczością), pokazuje, że nie zamierza usuwać się z przestrzeni publicznej. Wielokrotnie pozwalał sobie na krytykę władz miejskich, zwłaszcza dotyczącą strategii walki z przestępczością.

Burmistrz Rahm Emanuel jeszcze oficjalnie nie ogłosił, czy będzie walczył o trzecią kadencję w 2019 roku. 

Radni informację o tym, że McCarty przymierza się jednak do startu w wyborach na burmistrza w 2019 roku przyjęli z mieszanymi uczuciami. "Jestem zaskoczony, bo Garry McCarthy nie jest chicagowianinem" - stwierdził radny Howard Brookins.

“Coś słyszałam o tym już w zeszłym roku i sądzę, że byłby dobrym kandydatem, ponieważ ma dużą wiedzę na temat Chicago, zresztą każdy może startować. Myślę, że to zadanie dla ludzi naprawdę chcących coś zmienić w mieście" - oceniła radna Milly Santiago.

"Nie sądzę, że ma szansę, ale nigdy nie mów nigdy. Jak wiecie po wyborach prezydenta Stanów Zjednoczonych, wszystko może się zdarzyć" - konkluduje radny Brookins.

JT