----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

30 rocznica wprowadzenia stanu wojennego skłania do refleksji nad burzliwymi wydarzeniami z zimy 1981 roku. Stałym elementem ówczesnej rzeczywistości, obok aresztowań, wojska na ulicy i poczucia niepewności była agresywna propaganda, rysująca obraz absolutnego wroga. Były nim Stany Zjednoczone, główna siła światowego imperializmu.

Każda propaganda potrzebuje wroga. Tworzy go, by przypisać mu wszystko to co najgorsze (spiskowanie, działanie na szkodę, złe intencje itp.) oraz by pokazać, że to „my” jesteśmy tymi dobrymi, którzy walczą ze złem. Propaganda komunistyczna już od początku swego istnienia starała się tworzyć wrogów, na których wszystko dało się zwalić. Był więc gruby burżuj symbolizujący kapitalizm, leniwy bumelant, „zapluty karzeł reakcji” z opaską AK. W czarno-białym świecie taką postać zawsze można było do czegoś wykorzystać.

Już od końca lat 40. propagandziści w Polsce Ludowej szczególnie upodobali sobie jako źródło ataków Stany Zjednoczone, głównego przeciwnika Związku Radzieckiego. W latach 50. Amerykanie mieli rzekomo zrzucać nad Polską stonkę ziemniaczaną i budować bomby atomowe po to, by obrzucić nimi obóz socjalistyczny. Później głównym motywem stała się wojna w Wietnamie i prześladowania czarnej ludności. W latach 70. ta negatywna propaganda raczej osłabła (prezydenci Nixon, Ford i Carter przyjechali nawet do Warszawy).

Jednak już w następnej dekadzie, gdy gen. Jaruzelski wyprowadził na ulicę żołnierzy, okazało się, że znów wszystkiemu winni są Amerykanie. Bez wątpienia duży wpływ na to miała twarda polityka prezydenta Reagana wobec PRL. Sankcje gospodarcze (wstrzymanie dostaw żywności i pasz, nieprzedłużenie licencji lotniczych LOT-u, ograniczenie kredytowe) bardzo zabolały ekipę gen. Jaruzelskiego, zwłaszcza, że jednocześnie USA materialnie i duchowo wspierało podziemną „Solidarność”.

Obraz Stanów Zjednoczonych, rozpropagowany w „Trybunie Ludu” i Dzienniku Telewizyjnym, był jednoznacznie ciemny – to właśnie za oceanem znajdować się miało samo centrum decyzyjne sił wrogich PRL, prowadzących „antypolską kampanię”. Dlaczego? I w jaki sposób o tym opowiadano?

Zło, jak to zło – chciało niszczyć i osłabiać. Poprzez swoje knowania „amerykański imperializm” próbował wywołać w Polsce zamęt, a przez to osłabić „siły światowego pokoju”, czyli blok socjalistyczny ze Związkiem Radzieckim na czele. Ta prosta z pozoru konstrukcja mogła uzasadniać w zasadzie wszystko, łącznie z decyzją o wprowadzeniu stanu wojennego.

W świecie przedstawionym propagandy stanu wojennego na „amerykańskim pasku” znajdować miały się wszystkie środowiska, które sprzeciwiały się władzy komunistów, zwłaszcza podziemna „Solidarność” oraz Radio Wolna Europa, za pomocą którego CIA miało przekazywać dyspozycje swoim agentom w Polsce. Kim byliby nieliczni ukrywający się ekstremiści bez politycznego, materialnego i propagandowego wsparcia Zachodu? – pytali autorzy broszurki propagandowej z 1983 r. – Skąd czerpaliby motywacje do swoich działań? W jaki sposób ich nierozumne hasła docierałyby do społeczeństwa? [...] Gdy w podziemiu zabrakło programów i koncepcji, gotowe scenariusze demonstracji i akcji protestacyjnych fabrykowano na Zachodzie. Tzw. solidarnościowe podziemie w Polsce przez cały czas stanowi jedynie instrument zewnętrznych manipulacji, instrument tworzenia sztucznego polskiego problemu. Plakat propagandowy pt. „Prawdziwe oblicze” pokazywał prezydenta Reagana trzymającego marionetkę z biało-czerwoną opaską. Prawie każdy odbiorca domyślał się, że ta kukła symbolizuje podziemną „Solidarność”.

Jednocześnie zarzucano USA hipokryzje i brutalność – przypominano wszystkie działania CIA w Ameryce Południowej, Afryce i na Bliskim Wschodzie, popieranie apartheidu w RPA, wreszcie nieradzenie sobie z własnymi problemami społecznymi (konflikt ze związkami zawodowymi, bieda). Pojawiły się nawet porównania Stanów Zjednoczonych do hitlerowskiej Trzeciej Rzeszy.

Do cna złej polityce rządu amerykańskiego przeciwstawiano tradycyjną przyjaźń polsko-amerykańską. I sekretarz KC PZPR przypominał w jednym ze swoich przemówień, że w przeszłości wielu Polaków osiadło za oceanem, znajdując tam chleb i pracę. Najwyższy stopień absurdu osiągnął jednak plakat z Dolnego Śląska, nawiązujący do wstrzymania dostaw do Polski amerykańskich pasz. Napis na afiszu głosił: Myśmy dali im Kościuszkę, oni odebrali nam kukurydzę.

Władza robiła wszystko, by oczernić władze amerykańskie i solidarnościowe podziemie, rzekome będące na usługach CIA. W wyobraźni Polaków jednak cały czas USA jawiło się jako to dobre państwo, bogate i prawdziwie wolne. Społeczeństwo nie zaakceptowało wizji Stanów Zjednoczonych jako ostoi wszelkiego, imperialnego zła. Podobnie zresztą jak nie uwierzyło słowom gen. Jaruzelskiego...

(Artykuł inspirowany książką J. Olaszka, „Nieliczni ekstremiści”. Podziemna Solidarność w propagandzie stanu wojennego, Europejskie Centrum Solidarności, Gdańsk 2010)

Tomasz Leszkowicz – historyk, publicysta portalu internetowego "Histmag.org". Specjalizuje się w historii Polski XX wieku.

 

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location

----- Reklama -----

Ważne i ciekawe tematy

----- Reklama -----