----- Reklama -----

Monitor 01/10/2007

Wraz z początkiem nowego roku nadchodzi czas rozliczeń podatkowych dla większości obywateli amerykańskich, rezydentów i tych nie-rezydentów, którzy mają jakikolwiek dochód w Stanach Zjednoczonych. Do 16-go kwietnia roku 2007 mamy czas rozliczyć się jako osoby prywatne oraz spółki partnerskie (partnerships) i Limited Liability Companies (LLC), natomiast korporacje generalnie mają czas rozliczyć się do 15-go marca 2007 (w przypadku gdy rok kalendarzowy jest rokiem rozliczeniowym).

w Stopy podatkowe pozostają w takiej samej wysokości jak w roku 2005, tzn. 10%, 15%, 25%, 28%, 33% i 35%. Górna granica 10%-ej stopy podatkowej wzrasta z $7,300 do $7,550 dla osób pojedynczych i z $14,600 do $15,100 dla małżeństw, natomiast dla tzw. głowy domu (head of household) wzrasta od $10,450 do $10,750.

w Tzw. standardowe odciągniecie od dochodów (standard deduction) wzrasta do $5,150 dla osób nie pozostających w związku małżeńskim (było $5,000 w roku 2005), $10,300 dla małżeństw i kwalifikujących się wdowców (wdów) (wzrost od $10,000 w roku 2005), $7,550 ($7,300 w roku 2005) dla głów domostwa (head of household), $5,150 dla małżonków, którzy wybierają oddzielne rozliczanie. W dalszym ciągu utrzymują się ulgi dla małżeństw, wprowadzone przez administrację Busha w roku 2004, tzn. podwójne standardowe odciągnięcie od dochodów dla małżeństw w porównaniu z osobami pojedynczymi.

w Tzw. filing requirement, czyli obowiązek rozliczenia podatkowego wzrasta do $8,450 dla osób pojedynczych poniżej 65go roku życia, i do $16, 900 dla małżeństw poniżej 65-go życia. W przypadku osiągnięcia wieku 65 lat do 1-go stycznia 2007 limity te wzrastają do $9,700 dla osób pojedynczych i do 17,900 dla małżeństw w przypadku, gdy jeden z małżonków przekroczył 65 lat, i $18,900 gdy oboje przekroczą 65 lat. Chciałbym jednak dodać, że limity te obowiązują tylko w przypadku, gdy podatnik ma dochody pracownicze (tzn. gdy ma odciągane podatki) oraz dochody pasywne typu odsetki lub dywidendy. Nierozliczenie się w takim przypadku to prawdopodobnie zrezygnowanie ze zwrotu podatkowego. W przypadku osób samozatrudnionych limit wynosi tylko $400 na rok (a więc wszyscy kontraktorzy i inne osoby, które nie mają odciąganych podatków). Chciałbym dodać, że limit $400 podawany przez IRS dotyczy właściwie podatku Social Security (czyli składek emerytalnych). Limit ten dotyczy dochodów netto pomnożonych przez 92.35%, żeby skomplikować sprawę. Wystarczy powiedzieć, że osoby samozatrudnione mające dochody $432 i mniej na rok nie płacą składek emerytalnych (limit $432 został obliczony dzieląc $400 przez 92.35%). Osoby mające pasywne dochody z czynszów mają obowiązek rozliczania się, niezależnie od wysokości zarobków. Należy również dodać, że wiele stanów ma mniejsze limity dochodów poniżej których nie ma obowiązku rozliczania podatku stanowego (np. w stanie Illinois jest to $2,000 od osoby).

w Standardowy odpis wydatków na samochód w celach biznesowych wzrasta do 44.5 centa za milę. Jeżeli używamy samochodu w celach charytatywnych (np. pracując jako ochotnik ) możemy odpisać 14 centów za milę w odpisach personalnych na "schedule A". Wyjątkiem jest odpis 32 centów za milę jeśli używamy środków transportowych w akcjach charytatywnych, związanych z huraganem Katrina. Odpis medyczny 18 centów za milę dotyczy jazdy samochodem do szpitala, lekarza lub kliniki, odpisywanej wraz z innymi wydatkami medycznymi na "schedule A". Identyczna stawka procentowa dotyczy także tzw. "moving expenses" ,czyli związanych z przeprowadzkami.

w Nauczyciele oraz inni profesjonaliści pracujący przynajmniej 900 godzin w publicznych lub prywatnych szkołach podstawowych lub średnich mogą odciągnąć do $250 od kosztów poniesionych na książki, pomoce naukowe, oprogramowanie komputerowe, komputer oraz inne materiały klasowe. Jeśli obydwoje z małżonków rozliczających się wspólnie kwalifikują się do powyższej kategorii, wówczas limit wzrasta do $500. W przypadku, gdy wydatki przekroczą dopuszczalne limity, nadwyżka może być odciągnięta w odpisach personalnych na "schedule A". Ponieważ w listopadzie, gdy IRS drukował formularze nie było wiadomo, czy Kongres przedłuży prawo dotyczące tego odpisu, na formularzu podatkowym nie ma miejsca na ten odpis, tak jak w latach poprzednich. Należy go wpisać w linię 23, Archer MSA Deduction, i dodać literę E do linii na lewo of sumy odpisu.

w Limit zarobków, które są opodatkowane przez Social Security Administration wzrasta do $94,200. Nie ma limitu dla opodatkowania przez Medicare.

w W 2006 roku Kongres ustanowił wzrost zwolnienia z podatku alternatywnego (AMT Exemption), aby uchronić miliony średniej klasy podatników od stania się przedmiotem opodatkowania przez Alternative Minimum Tax. AMT exemption w 2006 wzrosło do $62,550 dla małżeństw rozliczających się wspólnie ($58,000 w poprzednim roku), $42,500 dla osób pojedynczych i tzw. głów domu ($40,250 w 2005), i $31,275 dla małżeństw rozliczających się osobno ($29,000 w 2005). Niestety, dotyczy to tylko obecnego roku. Jeśli w przyszłości nie będzie wprowadzona żadna prawna ulga dotycząca tej kwestii, wówczas AMT exemption spadnie w roku 2007 do jeszcze niższego poziomu niż w roku poprzednim, tzn. do $45,000 dla małżeństw, $33,750 dla osób pojedynczych i głów rodzin i $22,500 dla małżeństw rozliczających się osobno.

w Osoby, które pomiędzy 2006 a 2007 rokiem zainstalowały w swoich domach na terenie Stanów Zjednoczonych różnego rodzaju energooszczędne ulepszenia kwalifikują się do otrzymania kredytu podatkowego. Kredyty te są zgłaszane na formie 5695 i muszą być dołączone do ogólnej formy 1040. Maksymalny kredyt na 2006 i 2007 jest ograniczony do $500, z których nie więcej niż $200 może być przeznaczone na okna. Istnieją oczywiście inne limity na poszczególne pozycje, a mianowicie $50 na każdy kwalifikujący się wentylator, $150 na piec lub bojler, $300 na każdy klimatyzator, pompę grzewczą lub grzejnik na wodę.

w Oprócz powyższych kredytów, dodatkowo na formie 5695 można odliczyć do 30% kosztów poniesionych na zainstalowanie paneli słonecznych, instalacji słonecznych do podgrzewania wody i innych alternatywnych instalacji energetycznych tzw. fuel cell power plants. Maksymalny roczny kredyt w tego typu inwestycjach wynosi do $2,000 w latach 2006 i 2007. Kredyty są dostępne zarówno w przypadku zainstalowania ich w domach mieszkalnych jak i w domkach wakacyjnych. Niestety użycie tych technologii do ogrzewania basenu lub hot tub nie kwalifikują się do uzyskania kredytu.

w Pasywny dochód dzieci w wieku poniżej 18 lat przekraczający kwotę $1,700 podlega opodatkowaniu tzw."Kiddie Tax". W poprzednich latach dotyczyło to tylko dzieci poniżej 14 roku życia. Przepis nie dotyczy dzieci poniżej 18-go roku życia pozostających w związkach małżeńskich i rozliczających się wspólnie ze współmałżonkiem.

w W 2006 roku maksymalny kredyt podatkowy na każde kwalifikujące się dziecko poniżej 17 roku życia wynosi $1,000 i na takim poziomie utrzyma się aż do 2010 roku.

w Limit amortyzacyjny w pierwszym roku używania samochodu , który został zakupiony do biznesu w 2006 roku wynosi $2,960 dla samochodów osobowych. Dla cięższych samochodów typu van/truck limit ten wynosi $3,260. Dla samochodów z napędem elektrycznym limit ten wynosi aż $8,980 (hybrydowe samochody nie są traktowane jak samochody z napędem elektrycznym). Maksymalny kredyt dla hybryd dozwolony przez prawo wynosi $3,400. Niestety, kredyt ten nie jest jednakowy dla każdego samochodu typu hybryda, lecz waha się w zależności od rodzaju pojazdu. Trzeba jednak zaznaczyć, że tylko nabywcy nowego samochodu tego typu kwalifikują się do otrzymania kredytu. W przypadku zakupu samochodu używanego prawo to nie obowiązuje.

w Odpisy charytatywne uległy dalszemu zaostrzeniu. Z własnego doświadczenia przy sprawdzeniach podatników wiem, że IRS nigdy nie kwestionował wydatków charytatywnych poniżej $250, na które podatnik nie miał potwierdzenia, lub przynajmniej dowodu w postaci czeku. Teraz należy taki dowód posiadać, jeżeli chcemy podać wydatki charytatywne. Żeby zakwalifikować jako wydatek większy jak $500 donacje samochodu, łodzi, lub samolotu do zarejestrowanej instytucji charytatywnej, instytucja musi dostarczyć potwierdzenie daleko bardziej szczegółowe niż poprzednio. W przypadku sprzedaży przez instytucję samochodu (lub łodzi czy samolotu) możemy odpisać tylko cenę sprzedaży danego podarunku przez instytucje. Poprzednio podatnik mógł odpisywać wartość samochodu według np. "Kelly Blue Book". Jeżeli instytucja nie zamierza sprzedawać podarunku, musi to stwierdzić na piśmie i podać wszystkie numery identyfikacyjne podarunku. Za rok podatkowy 2005 nowy formularz, 1098-C jest wysyłany przez organizację charytatywną do IRS-u i do podatnika. Formularz ten wskazuje wartość odpisu jaki podatnik może odciągnąć od swoich dochodów. O ile przedtem podatnik dołączał tylko formularz 8283 do swojego rozliczenia w przypadku donacji wyższej od $500, teraz należy dołączyć jeszcze formularz 1098-C (do rozliczenia i do formularza 8283).

w Odpisy na plany emerytalne IRA zostały utrzymane przy $4,000 na osobę. Osoby powyżej 50go roku życia mogą wpłacić dodatkowo $1,000 ($500 w roku poprzednim). Jeżeli mamy inne plany emerytalne w pracy, to limit dochodów, przy których można wykupić IRA w wysokości $4,000 wynosi $50,000 dla osób pojedynczych; i wzrasta z $70,000 do $75,000 dla par małżeńskich. Limity te to tzw. "phaseout" czyli np. dla osób pojedynczych jeżeli dochód przekraczający $50,000 i mniejszy jak $60,000 kwalifikuje tylko na częściowy zakup IRA (nie całą sumę $4,000). Jeżeli dochód przekracza $60,000, to osoby pojedyncze mające inny plan w pracy nie mogą odciągnąć IRA w ogóle. Odpowiedni górny limit dla par małżeńskich wynosi $85,000.

w W planach emerytalnych oferowanych przez pracodawcę (takich jak 401(k), 403(b), SEP salary reduction maksymalna wpłata wzrasta do $15,000 (poprzednio $14,000). Dla pracowników rządowych używających planu 457 limit jest taki sam jak dla planu 401(k). Dla planów SIMPLE limit wynosi $10,000. Dla pracowników mających 50 i więcej lat dodatkowe wpłaty w wysokości $5,000 są dozwolone, gdy plan pozwala na dodatkowe kontrybucje. Dla planu SIMPLE dodatkowy limit dla starszych pracowników wynosi $2,500. Limit dla planu SEP IRA wzrasta z $42,000 do $44,000. Należy zauważyć, że choć limity dla SEP IRA są najwyższe, pensje muszą być odpowiednio wysokie żeby zakwalifikować się na takie odciągnięcie (można odciągnąć tylko do 25% pensji właściciela lub pracownika jako SEP IRA). W przypadku chęci odciągnięcia $44,000 na SEP IRA musimy ustalić pensję roczną na co najmniej $176,000.

w Wprowadzenie nowego odpisu podatkowego w 2005 roku, z tytułu prowadzenia krajowej działalności produkcyjnej (paragraf 199 Kodu podatkowego) zostało przyjęte bardzo pozytywnie przez te grupy podatników, których ten przepis dotyczy. Ponieważ panuje dosyć pokaźne zamieszanie co do odpisu, powtórzę, w jaki sposób ten odpis można wykorzystać. Odpis ten został ustanowiony w październiku 2004 roku jako część amerykańskiej uchwały o tworzeniu miejsc pracy (The American Jobs Creation Act). Odciągnięcie to jest równe 3% dochodu z działalności produkcyjnej w roku 2006, w latach 2007, 2008 i 2009 będzie wynosiło 6%, i po roku 2009 będzie równe 9% tego z dochodu. Typy działalności kwalifikujące się do tej dedukcji obejmują: działalność budowlaną, usługi inżynieryjne i architektoniczne; produkcję, wynajem, sprzedaż, wymianę czy innego rodzaju wykorzystanie: produktów do użytku personalnego, oprogramowania komputerowego, produkcji filmowej, energii, gazu czy wody.

Odpis z tytułu prowadzonej działalności produkcyjnej umożliwia oszczędność podatkową na dochodach uzyskanych z tej działalności, jeśli jest ona prowadzona na terenie Stanów Zjednoczonych. Odciągnięcie to jest częścią zysków podatnika z produkcji i wzrasta ono proporcjonalnie wraz ze wzrostem dochodu.

Odpisu tego nie można używać do dochodu pochodzącego ze sprzedaży produktów spożywczych i napojów przygotowywanych w detalicznym handlu; wynajmu własności czy z wynajmu dla użytku rodzinnego oraz dystrybucji energii elektrycznej, gazu lub wody. Sprzedaż produktów spożywczych w handlu hurtowym kwalifikuje się do odciągnięcia.

Odpisu również nie można używać do ustalenia dochodów netto uzyskanych z samozatrudnienia. Można go odciągnąć na linii 35 na formularzu 1040 dla osób fizycznych, lub linii 25 na formularzu 1120 dla korporacji. Korporacje S i spółki partnerskie nie odciągają dochodu na własnym rozliczeniu, lecz wciągają ten odpis osobno dla każdego udziałowca na formularzu K-1. Każdy udziałowiec takiej formy biznesu następnie pokazuje to odciągnięcie na swoim prywatnym rozliczeniu.

Odpis ma służyć tworzeniu nowych miejsc pracy, więc nie należy się dziwić, że Kongres wprowadził ograniczenie tego odpisu, a mianowicie można odciągać odciągnięcie z tytułu krajowej działalności produkcyjnej do 50% pensji pracowniczych podawanych na formularzu W-2 (tzn. tylko ci pracownicy, którzy mają odciągane podatki). Dla przykładu, Joe Contractor prowadzący działalność jako sole proprietor i płacący wszystkim swoim pracownikom bez odciągnięć podatkowych (a więc traktujący pracowników jak kontraktorów) nie kwalifikuje się do odpisu. Załóżmy teraz, że Joe Contractor ma sekretarkę, której odciąga podatki i płaci jej $10,000 rocznie. Kwalifikuje się wtedy do odpisu $5,000 (50% od $10,000), pod warunkiem, że odpis ten nie jest większy od 3% zysków firmy (trochę skomplikowane, hm, ale Kongres ma dużo prawników w swoich szeregach mających dużo czasu na myślenie). Jak obejść ten problem, gdy Joe zatrudnia same firmy budowlane lub rzeczywistych kontraktorów i podatków się nie da im odciągnąć? Joe musi założyć jednoosobową korporację i płacić sobie pensję dyrektorską na formularzu W-2. Jego pensja liczy się wtedy do odpisu z tytułu par. 199. Należy zauważyć, że jednoosobowe spółki typu LLC lub spółki partnerskie również nie kwalifikują się w takim przypadku do odpisu, albowiem rozliczają się identycznie jak sole proprietors, na schedule C (w przypadku spółki jednoosobowej LLC) lub na formularzu 1065 dla spółek partnerskich bez pensji typu W-2 (wieloosobowe spółki LLC również rozliczają się na formularzu 1065 dla spółki partnerskiej). W takim przypadku, dla celów podatkowych można przekształcić LLC na korporację typu S.

Można się domyślać, że przepis nowego paragrafu 199 spowoduje zresztą wzmożony pęd do zakładania korporacji dla biznesów rozliczających się do tej pory jako sole proprietors lub spółki partnerskie.

w Odpisy na wydatki edukacyjne "Hope" i "Lifetime Credit" wzrastają, tzn. maksymalny odpis $1,650 dla Hope Credit i $2,000 dla Lifetime Credit, tak samo jak limity dochodów, które pozwalają na odpis wzrastają. Odpis bezpośredni (do $4,000) jest bardziej efektywny (lub jest jedyną możliwością) dla podatnika przy wyższych dochodach. "Hope" i "Lifetime Credit" nie można odpisywać przy dochodach większych od $55,000 dla osób pojedynczych i $110,000 dla par małżeńskich. Odpowiednie limity dla "tuition deduction", czyli odpis bezpośredni wynoszą $80,000 i $160,000, przy tym należy dodać, że maksymalny odpis $4,000 można wykorzystać do dochodów $65,000 dla osób pojedynczych i $130,000 dla małżeństw. Powyżej tych dochodów, ale poniżej limitów $80,000 i $160,000 wspomnianych poprzednio, maksymalny odpis wynosi $2,000. W momencie druku formularzy 1040 w listopadzie nie było wiadomo czy Kongres przedłuży prawo dotyczące odpisu edukacyjnego, dlatego w tym roku nie ma specyficznego miejsca na ten odpis. Należy go umieścić na linii 35, zarezerwowanej dla odpisu z tytułu prowadzenia krajowej działalności produkcyjnej. Przy sumie odpisu, po lewej stronie należy dodać literkę T. Jeżeli ujmujemy oba odpisy na tej samej linii, należy umieścić literę B, zamiast T.

w Dla darowizn kwota wolna od konieczności wysłania rozliczenia (nie od podatku) wzrasta do $12,000 na osobę.

Jak co roku, przypominam, że można legalnie rozliczać się razem ze współmałżonkiem który nigdy nie był w USA. Jest to aktualne nawet wtedy, gdy osoba przebywająca w USA nie ma uregulowanego stałego pobytu (nie ma zielonej karty ). Wystarczy, że przebywa więcej jak 6 miesięcy w roku w USA, a nabywa prawa rezydenta podatkowego (nie należy mylić z legalnym pobytem według prawa imigracyjnego). Jedynym warunkiem jest, by współmałżonek przebywający za granicą podał swoje dochody z zagranicy. W większości przypadków takie wspólne rozliczanie powoduje legalne obniżenie podatków amerykańskich.

Na zakończenie chciałbym życzyć Państwu maksymalnych legalnych zwrotów lub minimalnych legalnych płatności podatkowych za rok kalendarzowy 2006.

Andrzej Chołowicz, CPA

jest właścicielem biura rozliczania podatków i księgowości C&M Tax & Accounting Services, Inc.

Tel. (773) 545 - 9990

Adres: 6906 W. Belmont,

Chicago IL 60634

Większość pacjentów zna ukryte niebezpieczeństwa związane z paradontozą, czasem określaną jako zapalenie przyzębia, gingivitis (we wczesnych jej formach), periodontitis czy pyorrhea (dawna nazwa). Wiemy, że można z jej powodu utracić zęby. Stanowi ona główną przyczynę utraty zębów u dorosłych. Nie wszyscy natomiast wiedzą, że paradontoza może powodować inne choroby.

Jakkolwiek do rozwoju paradontozy przyczynia się wiele czynników, podstawowym jest osad - lepka powłoka, która przylega do zębów i zawiera miliony bakterii. Bakterie te produkują substancje, które podrażniają dziąsła, doprowadzając do odsunięcia się ich od zębów. W konsekwencji prowadzi to do zniszczenia kości szczękowej, do której przyczepione są nasze zęby, powodując w konsekwencji ich utratę.

Pacjent jest nierzadko nieświadomy tego stanu, jako że jest to proces bezbolesny zanim dojdzie do zaawansowanego rozwoju choroby. Z doświadczenia w pracy w klinice "Dentpol" wnioskuję, że zaawansowana paradontoza jest bardzo rozpowszechniona w środowisku polonijnym. Jeśli diagnoza zostanie wystawiona wystarczająco wcześnie, istnieje wiele sposobów kontrolowania procesu chorobowego i utrzymania uzębienia przez całe życie.

Zauważyłem, że niektórzy pacjenci niechętnie odnoszą się do leczenia periodontycznego, nawet gdy zostali poinformowani, że cierpią na paradontozę. Być może ma to się dlatego, bo nie odczuwają bólu, myślą, że przeżyją ten problem w jakiś sposób, albo też zakładają, że jest już dla nich za późno na pomoc. Tymczasem statystyki brzmią alarmistycznie. Badanie opublikowane w "Journal of Periodontology" informuje, że jedna na trzy osoby w wieku ponad 30 lat cierpi na jakąś formę paradontozy.

Kiedy nic nie boli

Do najczęstszych sygnałów ostrzegawczych czy symptomów, które osoba z paradontozą może zauważyć należą: krwawiące dziąsła, zwłaszcza podczas mycia, odstępy powstające pomiędzy zębami, dziąsła napuchnięte lub nadwrażliwe, opadające (odstające od zębów), utrzymujący się nieprzyjemny oddech, wydzielina ropna pomiędzy zębami i dziąsłami, zmiana w ustawieniu zębów podczas gryzienia, zęby sprawiające wrażenie bardziej luźnych.

Niestety, pacjent może cierpieć na paradontozę i nie przejawiać żadnego z powyższych objawów. Może się o tym dowiedzieć tylko podczas rutynowej kontroli dentystycznej. Dlatego tak ważne jest dokonanie przez dentystę przeglądu pod kątem paradontozy.

Paradontoza jest chroniczną infekcją bakteryjną, która rozwija się nie tylko w dziąsłach, ale również w kości wspierającej uzębienie. Nie leczona, powoduje zniszczenie włókien podtrzymujących kości. Jeśli natomiast choroba jest zdiagnozowana we wczesnych stadiach, możliwe jest leczenie przy pomocy czyszczenia usuwającego kamień nazębny i płytkę nazębną poniżej poziomu dziąseł. Jeśli płytka nazębna nie jest usuwana codziennie przez szczotkowanie i oczyszczanie przestrzeni międzyzębowych nitką dentystyczną, twardnieje tworząc kamień, określany jako calculus. Pozbycie tego ostatniego możliwe jest jedynie podczas czyszczenia profesjonalnego w gabinecie dentystycznym. Jeśli kamienista warstwa osadza się poniżej poziomu dziąseł dokoła korzenia zęba, zwięsza ryzyko paradontozy.

Jakkolwiek płytka nazębna jest podstawową przyczyną rozwoju paradontozy, to nie jest jedyną. Do innych należą: stosowanie nikotyny, zmiany hormonalne następujące w różnych okresach życia, stres, niektóre leki, choroby systemowe takie jak cukrzyca, niedożywienie, a także zwyczaje takie jak zaciskanie czy zgrzytanie zębami.

Do niedawna stomatolodzy informowali swoich pacjentów o tym, że jeśli ich sytuacja nie ulegnie poprawie, mogą utracić zęby. Instruowaliśmy pacjentów jak schorzenie leczyć, jak mu zapobiec, jak kontrolować rozwój choroby i informowaliśmy o czynnikach wpływających na jej nasilenie. Pouczaliśmy także o niektórych medycznych warunkach, które mogą zmienić ich sytuację periodontyczną. Natomiast obecnie posiadamy więcej krytycznych danych, o których możemy informować pacjentów.

W ciągu ostatnich kilku lat badania dowiodły, że choroba periodontyczna może przyczynić się albo podwyższyć ryzyko zachorowania na kilkunaście zagrażających życiu chorób. Dlatego też stanowi ona istotne ryzyko zdrowotne dla milionów ludzi. Zakaźne bakterie zlokalizowane w jamie ustnej mogą przedostać się do krwioobiegu i dotrzeć do głównych organów. Poniżej opisuję pokrótce choroby, które paradontoza może powodować.

Choroba serca

Badania dowiodły, że osoby cierpiące na paradontozę są prawie dwukrotnie bardziej narażone na rozwój choroby naczyniowej, największego zabójcy w skali kraju. Może być to spowodowane bakteriami powodującymi wzrost skrzepów czy płytek wykształcających się wewnątrz żył. Ostatnio udowodniono, że pewna proteina, która stanowi zapowiedź zwiększonego ryzyka choroby serca, występuje w wyższym stopniu u osób z paradontozą.

Atak serca

Pacjenci z zaawansowaną formą paradontozy mogą być ponad dwukrotnie narażeni na rozwój ataku serca, który jest powodowany przez zablokowane arterie krwionośne.

Cukrzyca

Od lat wiedzieliśmy o tym, że niekontrolowana cukrzyca może wpłynąć na stan zdrowia jamy ustnej. Paradontoza występuje bardzo często u cukrzyków. Wiemy obecnie, że paradontoza może utrudniać cukrzykom kontolowanie ich zawartości cukru we krwi, narażając ich na jeszcze większe komplikacje cukrzycowe.

Choroby oddechowe (płuc)

Bakterie występujące w jamie ustnej mogą z oddechem przedostać się do płuc powodując zniszczenia i ograniczając pojemność płuc. Nowe badanie potwierdza, że paradontoza może zwiększać indywidualne ryzyko chronicznej obstrukcyjnej choroby płuc, statystycznie szóstego czynnika powodującego śmiertelność w Stanach Zjednoczonych.

Przedterminowe,

niskowagowe noworodki

Od dłuższego czasu było wiadomo, że czynniki takie, jak palenie, używanie alkoholu, narkotyków i pewne rodzaje infekcji wpływają na urodziny wcześniaków z niską wagą ciała, co stanowi 10 procent wszystkich porodów w Stanach Zjednoczonych. Ostatnie, niepokojące wyniki badań dowodzą, że kobiety ciężarne z paradontozą są siedem razy bardziej narażone na urodzenie dziecko przedwcześnie i z niedowagą, co może powodować liczne problemy zdrowotne dla dziecka.

Dlatego też, jakby utrata zębów byłaby niewystarczająca, dowiadujemy się jak wielkim zagrożeniem jest paradontoza dla ogólnego zdrowia. Tym ważniejsze staje się sprawdzenie swojej kondycji periodontycznej. Jest to istotne zwłaszcza dla cukrzyków, kobiet ciężarnych, osób z historią chorob serca czy zawałów i pacjentów cierpiących na choroby układu oddechowego.

Zmiany stylu życia wpływają na stan zdrowia periodontycznego

Większość ludzi, którzy palą, odżywiają się niezdrowo i doświadczają wielu sytuacji stresowych wie, że nie przysparzają zdrowia swoim sercom. Ale prawdopodobnie nie wiedzą, że nie przysparzają zdrowia również swojej jamie ustnej. Prawdą bowiem jest, że zmiany stylu życia mogą zwiększyć ryzyko zachorowania na paradontozę. Ludzie, którzy chcą zachować swoje zdrowe uzębienie do końca życia muszą robić znacznie więcej niż tylko mycie zębów, czyszczenie nitką dentystyczną i kontrole u dentysty. Muszą na przykład:

Przestać palić

Ostatnie badania wskazują, że palenie odpowiada za ponad połowę przypadków paradontozy u dorosłych w Stanach Zjednoczonych. Studium opublikowane w maju 2000 roku w "Journal of Periodontology" dowodzi, że obecni palacze narażeni są ponad czterokrotnie bardziej niż ludzie, którzy nigdy nie palili na zaawansowane stadia rozwoju paradontozy. Jakkolwiek, po 11 latach od zaprzestania palenia ryzyko zachorowania na paradontozę nie różniło się statystycznie od tych, którzy papierosa nigdy nie mieli w ustach.

Jeść zdrowo

Żywność z niską zawartością środków odżywczych może utrudnić zwalczanie infekcji takich jak paradontoza. Według badania opublikowanego w lipcowym wydaniu 2000 roku "Journal of Periodontology" mężczyźni i kobiety, których dzienna dawka wapnia była mniejsza niż 500 miligramów, albo około połowy rekomendowanej ilości dietetycznej, byli niemal podwójnie podatni na choroby przyzębia.

Zredukować stres

Albo radź sobie z nim w sposób racjonalny. Utrudnia on walkę organizmu z infekcją. W rzeczywistości duże kłopoty finansowe i słabe umiejętności radzenia sobie z nimi powodują podwójny wzrost ryzyka choroby dziąseł, informuje badanie opublikowane w lipcowej edycji "Journal of Periodontology". Jakkolwiek ci, którzy radzili sobie ze stresem natury finansowej w praktyczny sposób, koncentrując się na rozwiązaniu problemów, a nie unikając ich, nie mieli podwyższonego ryzyka zachorowania na paradontozę w porównaniu do pacjentów nie posiadających problemów finansowych.

"Rozmawiam z moimi pacjentami o czynnikach ryzyka w przypadku paradontozy. Niejednokrotnie nie uświadamiają sobie, że jakkolwiek konsekwencje złych nawyków mogą ujawnic się dopiero po pięćdziesiątce czy po sześćdziesiątym roku życia, to paradontoza i utrata zębów może stanowić poważne zagrożenie dla trzydziestolatków i czterdziestolatków" - konkluduje doktor Litvin.

Po więcej informacji zachęcam do odwiedzenia witryny internetowej American Academy of Periodontology pod adresem www.perio.org.

Paul Litvin, DDS, MS

jest paradontologiem specjalizującym się

w zaawansowanym leczeniu chorób dziąseł

i jamy ustnej, implantach

oraz kosmetyce dziąseł

Adres: 7407 W. Irving Park Rd.,

Chicago, IL 60634

Tel. (773) 625-2626

Wszyscy wiemy co to są "alimenty", chociaż nie jest to słowo występujące w oficjalnym języku prawniczym, ani w systemie prawa polskiego, ani w prawie stanu Illinois. Pojęcie prawa oznacza z jednej strony zaspakajanie określonych potrzeb, z drugiej zaś obowiązek ich zaspakajania. Mówimy tu o potrzebach z zakresu wyżywienia, odzieży, mieszkania, leczenia, wykształcenia, a także bezpośredniej opieki i wychowania.

Do tego ogranicza się z reguły wiedza powszechna na temat alimentów. Ponadto wiemy również, że z roszczeniem alimentacyjnym występujemy do sądu, który w swoim wyroku podejmuje decyzję dotyczącą obowiązków osoby zobowiązanej.

Co powinniśmy wiedzieć o obowiązku alimentacyjnym,

o jego podstawach,

o sposobach, łagodzenia konfliktu

i jego rozwiązaniu w sytuacji,

kiedy to sami znajdujemy się

po jednej lub drugiej

stronie konfliktu?

Alimentów (w systemie prawa polskiego) może domagać się osoba znajdująca się w niedostatku. Obowiązek alimentacyjny nie ogranicza się do zobowiązań rodziców wobec dzieci, ale dzisiaj ograniczymy się wyłącznie do tego aspektu. W stosunku do dzieci obowiązuje inna reguła. Rodzice są zobowiązani do świadczeń alimentacyjnych względem dziecka, które nie jest w stanie samodzielnie się utrzymać, chyba, że dochody z majątku dziecka są wystarczające na pokrycie kosztów jego utrzymania i wychowania. Najpierw krótko na temat tego co wchodzi w zakres obowiązku alimentacyjnego na rzecz dzieci (w języku ustawowym stanu Illinois nazywanego "child support"). Otóż alimenty albo "child support" to nie tylko dostarczanie środków utrzymania, ale także w miarę potrzeby - zapewnienie środków wychowania.

Obowiązek dostarczania środków utrzymania realizowany jest najczęściej przez płacenie określonych kwot pieniężnych w ratach, w systemie polskim najczęściej miesięcznych, w systemie stanu Illinois określonych w procentach od wynagrodzenia osoby zobowiązanej, płatnych w różnych odstępach czasu uzgodnionych przez strony bądź określonych wyrokiem sądu w zależności od okoliczności sprawy. Obowiązek alimentacyjny może jednak, zależnie od okoliczności, a zwłaszcza konkretnych potrzeb uprawnionego, polegać na dostarczaniu osobie uprawnionej określonych środków w naturze, np. Wyżywienia, zapewnieniu mieszkania, czy też osobistym trudzie polegającym na codziennej opiece nad dzieckiem, jego pielęgnacji podczas choroby itp.

Dobrze się dzieje, gdy osoby zobowiązane według prawa, mając na względzie więzi rodzinne, uczuciowe i ogólne zasady etyczno-moralne wypełniają dobrowolnie swoje obowiązki alimentacyjne. Jednakże w wypadkach, gdy zawodzi poczucie własnej odpowiedzialności wobec własnych dzieci, zachodzi konieczność dochodzenia tych świadczeń na drodze sądowej oraz przymusowego ich egzekwowania, żeby uprawnieni nie pozostali bez pomocy. To oczywiste stwierdzenie nie wymaga komentarza. Chciałabym jednak podkreślić, że dochodzenie na drodze sądowej odbywa się często również z innych powodów, nie zawsze zawinionych przez osobę zobowiązaną, wśród których chyba najczęściej spotykaną przyczyną jest nieumiejętność porozumienia się pomiędzy zobowiązanym a osobą reprezentującą uprawnionego.

Na podstawie moich doświadczeń uważam, że podział osób zobowiązanych do obowiązku alimentacyjnego na grono osób dobrze się z niego wywiązujących lub osób, które zaprzestały spełniania ciążącego na nich obowiązku, bez głębszej analizy przyczyn takiego postępowania, jest nieuzasadniony i może być krzywdzący.

W naszej codziennej pracy spotykamy się na co dzień z tymi spośród naszych rodaków, którzy są mocno związani ze swoimi dziećmi pozostałymi w Polsce i gotowi do podjęcia wszystkich czynności dla ich dobra, ale po przyjeździe do nowego kraju popadają w tarapaty, również finansowe, z najróżniejszych powodów, np. różnic kulturowych, prawnych i obyczajowych, których nie rozumieją i które powodują, że osoby takie popełniają błędy. Ich partnerzy w Polsce również ich nie rozumieją i przesądzają z góry o złej woli. Brak porozumienia pomiędzy partnerami prowadzi do bardzo negatywnych skutków, najczęściej krzywdzących dzieci. Często trudy, niepowodzenia, nierzadko straty materialne w pierwszych latach życia imigranta w Ameryce zderzają się z wyobrażeniem jego współpartnera, że Ameryka to kraj mlekiem i miodem płynący, a dolary wpływają do naszej kieszeni niemal same.

Oczywiście, bywa również i tak, że po wyjeździe z Polski osoby szukające nowego startu w życiu, wolne od codziennych obowiązków rodzinnych, czują się nagle również wolne od obowiązku łożenia na swoje dziecko/dzieci i odkładają wykonanie tego obowiązku na później, a później przekonują (skutecznie) samych siebie, że ich dzieciom nie dzieje się krzywda, bo przecież w kraju jest babcia, która i tak na to nie pozwoli. Z kolei pozostawiony w Polsce rodzic lub opiekun boryka się na co dzień z wieloma problemami, mimo pomocy babci, i nie chce takiej sytuacji zaakceptować. Często małżonek, lub już były małżonek, albo rodzic pozostały w kraju przeżywa frustracje albo z powodu własnych niepowodzeń czy rozczarowań, albo z powodu nie zawsze słusznego przekonania, że tej drugie stronie powodzi się lepiej.

W tych opisanych przykładowo sytuacjach (a życie pisze przecież niekończące się scenariusze) tak w pierwszym, jak i w drugim, powstają poważne konflikty między rodzicami czy opiekunami dziecka, które rodzą początkowo niechęć czy podejrzliwość, a z czasem doprowadzają do nienawiści i chęci działania na szkodę. Tyle tylko, że pokrzywdzonym w każdym takim przypadku jest dziecko. Kiedy dochodzi do głosu ten dodatkowy element, nie racjonalny, ale emocjonalny, jest on zawsze złym doradcą dla obu stron. Rozgoryczony rodzic w Polsce, żeby ukarać drugiego partnera sięga po dość łatwo mu dostępną broń i występuje do sądu z wygórowanymi roszczeniami alimentacyjnymi. Czasem występuje do sądu , bo nie ma innego wyjścia. Bowiem zgodnie z obowiązującym obecnie prawem polskim, warunkiem uzyskania tzw. zaliczki alimentacyjnej jest skierowanie sprawy do sądu przeciwko osobie zobowiązanej.

Mowa tu przede wszystkim o pozwie o alimenty wnoszonym do polskiego sądu.

O ile bowiem w systemie prawa stanu Illinois wysokość alimentów uzależniona jest od dochodu (netto) osoby zobowiązanej i wyrażana jest w procentach (na jedno dziecko 20%; na dwoje dzieci 25%; na troje dzieci 32%; na czworo dzieci 40%; na pięcioro i więcej dzieci 50%), o tyle w systemie prawa polskiego jest ona uwarunkowana z jednej strony poziomem tzw. "usprawiedliwionych potrzeb" osób uprawnionych, a z drugiej możliwościami zarobkowymi i majątkowymi osoby zobowiązanej. Te możliwości określa się nie według faktycznie uzyskiwanych dochodów, ale według tego jakie dochody mógłby osiągnąć zobowiązany zakładając, że dołoży on wszelkich starań i w pełni wykorzysta swoje możliwości zarobkowe. W praktyce oznacza to, że sąd weźmie właściwie pod uwagę nie to ile dana osoba zarabia, ale ile jest ona w stanie zarobić oraz jaki jest jej stan majątkowy. Jak nie trudno się domyślić, tworzy to ogromne pole do inwencji twórczej rodzica i adwokata sporządzającego pozew o alimenty do polskiego sądu.

Wśród usprawiedliwionych potrzeb znajdujemy wówczas bardzo drogą odzież sportową, tylko uznanych marek, bo inne buty ranią nogi naszej pociechy i najdroższe leki na najróżniejsze dolegliwości, o których istnieniu osoba zobowiązana do płacenia alimentów nigdy dotychczas nie wiedziała. To na przykład jest relatywnie często podawanym uzasadnieniem zwiększonych potrzeb dziecka, ale zapewniam Państwa, że widziałyśmy wiele innych włączając w to konieczność pokrycia kosztów jazdy konnej, obozów treningowych dla płetwonurków, kupna najnowszej generacji komputera, itp.

Usprawiedliwione potrzeby określa się indywidualnie, zależnie od szeregu okoliczności konkretnej sytuacji życiowej i bytowej uprawnionego. Zgodnie z orzeczeniem Sądu Najwyższego, "Przez usprawiedliwione potrzeby uprawnionego rozumieć należy potrzeby, których zaspokojenie zapewni mu - odpowiedni do jego wieku i uzdolnień - prawidłowy rozwój fizyczny i duchowy...."

W wypełnianiu obowiązku alimentacyjnego obowiązuje zasada równej stopy życiowej rodziców i dzieci, co w praktyce oznacza, iż rodzice obowiązani są zapewnić dziecku utrzymanie na takiej samej stopie, na jakiej sami żyją. Oczywiście, zastosowanie tej tezy w wyroku sądowym nastręcza niezwykle wiele trudności, bo wykazanie na jakiej stopie życiowej żyje rodzic, który przebywa poza granicami kraju jest dowodowo trudne do przeprowadzenia.

I właśnie z tego powodu łatwo jest poczynić błędne ustalenia, a w konsekwencji wydać niesprawiedliwe orzeczenie.

Znam przypadek klienta, nowo przybyłego z Polski imigranta, który, jak wielu spośród Państwa, pracował w branży budowlanej i kilka lat temu kupił dom, który wyremontował własną pracą, kosztem wypoczynku i wyrzeczenia się wszystkiego. domu nie było tzw "equity", czyli wartości, którą można by wycofać przy ewentualnej sprzedaży, bo cena kupna domu była w całości sfinansowana przez pożyczkę ("mortgage"). Zamiast spłacać pożyczkę by mieć jakiekolwiek equity, szczęśliwy ze swoich osiągnięć mąż i ojciec wydawał wszystkie zarabiane przez siebie pieniądze na remont domu i wysyłał do Polski zdjęcia tegoż domu planując przyjazd swojej rodziny do USA. Ale wszystko się zmieniło kiedy ów kontraktor popadł w kłopoty finansowe z powodu nie uzyskania zapłaty za swoją pracę (nie zabezpieczył się sporządzeniem prawidłowego kontraktu przed przystąpieniem do prac budowlanych) i bankructwa jego dłużnika. Szkody, które poniósł wyniosły kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Mając najuczciwsze zamiary wobec własnego dziecka, kontraktorów nie był w stanie przez jakiś czas płacić alimentów, bo został zupełnie bez środków do życia. Jego dom został zabrany przez bank, a on został z długami, bo cena sprzedaży nie pokryła w całości zaciągniętej pożyczki.

W krótkim czasie żona w Polsce złożyła powództwo o bardzo wysokie alimenty uzasadniając swoje roszczenie tym, że ojciec dziecka mieszka w Ameryce w luksusowym domu (na dowód czego przedłożono zdjęcia) i jego dziecko ma prawo do życia w Polsce na takim samym poziomie.

Czy w każdym przypadku możemy zapobiec powstaniu takiej sytuacji? Oczywiście, nie. Czy powinniśmy dołożyć wszelkich starań, żeby sprawy alimentacyjne były załatwiane w drodze ugody pomiędzy zainteresowanymi stronami w każdej sytuacji, zarówno wtedy kiedy sprawa nie jest jeszcze w sądzie jak i wówczas gdy dostaliśmy już pozew o alimenty i zleciliśmy naszą sprawę adwokatowi? Z całą pewnością tak. Czy próba zawarcia ugody z uwzględnieniem uzasadnionych potrzeb dziecka może przyczynić się do załagodzenia konfliktu pomiędzy jego rodzicami? Czasem tak, a czasem nie, ale mimo wszystko zawsze warto spróbować, bo jest dużo do wygrania, a nic do stracenia.

Jakie korzyści uzyskują

obie strony zawierając ugodę?

Po pierwsze, koszty sądowe w przypadku zawarcia ugody zmniejszają się do połowy. O ile w systemie prawa polskiego osoba będąca przedstawicielem ustawowym małoletniego dziecka zwolniona jest z obowiązku ponoszenia kosztów sądowych, o tyle osoba zobowiązana jest obowiązana je pokryć w całości (chyba, że wygra sprawę). W przypadku zawarcia umowy alimentacyjnej jeszcze przed wniesieniem powództwa do sądu z reguły nie ma żadnych kosztów, chyba że koszty mediatora.

Po drugie, nie tylko unikniemy lub znacznie zmniejszymy koszty sądowe i skutecznie wyeliminujemy koszty adwokackie, (bądź znacznie je obniżymy, jeśli poprosimy adwokata tylko o sporządzenie umowy), ale także wyeliminujemy konieczność podejmowania dodatkowych wysiłków zmierzających do udowodnienia swojej racji w procesie. Mam na myśli zbieranie dowodów, przekonywanie świadków, żeby wystąpili w naszej sprawie, spędzanie czasu na godzinnych konferencjach z naszym adwokatem, wizyty u lekarza, który miałby potwierdzić, że nasze dziecko cierpi na szczególną dolegliwość, której leczenie wiąże się z koniecznością poniesienia dalszych kosztów, a tym samym zwiększa potrzeby dziecka, itp. Nie ma końca tej listy, podobnie jak nie ma końca listy czynności, które w innym przypadku musielibyśmy podjąć.

Po trzecie, zawarcie ugody, a tym samym zażegnanie konfliktu i umiejętność zawarcia porozumienia w pierwszym rzędzie, daje większe gwarancje, że w taki sam sposób będą załatwiane podobne sprawy w przyszłości. Ustalenie alimentów na przyszłość nie ma charakteru "niewzruszalnego", nie musi obowiązywać w tej samej postaci do końca istnienia tego obowiązku, czyli raz na zawsze przez 18 lub 20 lub więcej lat życia dziecka. Wysokość alimentów może być zmieniona w razie zmiany stosunków i w polskich sądach wnoszenie pozwów o podwyższenie alimentów jest zjawiskiem bardzo powszechnym. Jeśli stronom uda się raz dojść do porozumienia, jest duża szansa, że uda im się to po raz drugi i trzeci, wtedy kiedy zajdzie potrzeba uregulowania obowiązku alimentacyjnego na nowo.

Po czwarte, i może nawet najważniejsze, szczególną korzyścią wypływającą z faktu zawarcia ugody w sprawach o alimenty jest to, że sprzyja ona w miarę poprawnemu ułożeniu wszelkich innych relacji pomiędzy rodzicami dziecka, a w szczególności poprawnym kontaktom, zgodnemu sprawowaniu władzy rodzicielskiej, wychowywaniu dziecka w szacunku do obu rodziców, a wszystko to jest niezmiernie ważne w procesie wychowania każdego dziecka, a zwłaszcza takiego, któremu zabrakło na co dzień obojga rodziców. Rodzice, którym uda się porozumieć w sprawie wysokości alimentów, dojdą łatwiej do porozumienia w innych sprawach i skoncentrują swoje wysiłki na działaniach zmierzających na zapewnieniu dobra dziecka/dzieci zamiast na działaniach zmierzających do wzajemnego utrudnienia życia drugiej strony.

Reasumując, alimenty płacić trzeba i trzeba podejmować wszelkie wysiłki by wywiązywać się z tego obowiązku nawet wtedy kiedy popadamy w przejściowe tarapaty. Jeśli się tak zdarzy, nie można chować głowy w piach i ukrywać się przed osobą uprawnioną, ale raczej podjąć próbę wyjaśnienia i znalezienia rozwiązania. Zachęcając z całego serca do podejmowania wysiłków zmierzających w tym kie-runku, a szczególności podjęcia działań zmierzających do zawarcia ugody, przypominamy na koniec, że zawarcie ugody w każdym przypadku prowadzi do pojednania stron. Jeśli mamy do czynienia z umową sądową, sąd po zawarciu umowy wydaje postanowienie o umorzeniu postępowania w trybie artykułu 355 Kodeksu Postępowania Cywilnego. Treść ugody powinna być w każdym przypadku bardzo starannie przygotowana i sporządzona na piśmie nie tylko dla celów dowodowych, ale także by chronić obydwie strony przed niewłaściwą interpretacją. Jeśli jest to umowa zawierana przed sądem, jej sprecyzowanie można pozostawić sądowi, ale trzeba mieć nad tym kontrolę, bo leży to przede wszystkim w interesie stron. Jeśli jest to ugoda zawierana poza salą rozpraw, to powinna być przygotowana ze szczególną starannością, najlepiej przez adwokata i powinna dokładnie określać wysokość świadczenia i zakres objętych procesem roszczeń, które mają być zaspokojone. Treść ugody musi być precyzyjna, musi zawierać datę jej zawarcia i okres na jaki ma obowiązywać, bowiem nie można przed sądem składać wniosku o jej uzupełnienie czy sprostowanie w przypadku, gdy wykonanie umowy nastręczy wątpliwości co do istoty faktycznego porozumienia stron. I proszę pamiętać również, że ustawowy przedstawiciel dziecka, jego rodzic czy opiekun, nie ma prawa zrzec się alimentów w imieniu tego dziecka. Każda tego rodzaju umowa, choćby zawarta dobrowolnie będzie nieważna z mocy prawa.

Halina M. Rolleder

magister prawa polskiego i amerykańskiego prowadzi kancelarię "LEX Corporation, polscy prawnicy i tłumacze, Co."

Biuro w McHenry: 724 W. Illinois 120 Rd,

Mc Henry, IL 60051,

Tel:. (815) 578 1701

Niemal wszyscy wiemy, że każdy pies żyje kilka lub nawet kilkanaście razy krócej od nas, ludzi. Około siódmego roku życia nasze psy stają się nieco wolniejsze, więcej śpią, a ich aktywność fizyczna maleje. Dzieje się tak ze względu na ich starszy wiek. Naturalnie, w przypadku ogromnej większości ras psów, mogą one żyć jeszcze wiele lat dłużej, lecz my poprzez odpowiednie żywienie możemy im pomóc.

Prawie wszystkie firmy produkujące żywność oferują specjalne jedzenie dla starszych psów o zmienionej zawartości składników, ze względu na mniej aktywny tryb życia starszych czworonogów. Całkiem słusznie! Jednakże szczegóły tych zmian nie mają często uzasadnienia w potrzebach naszych starszych czworonogów.

Zabawmy się w mały test i odpowiedzmy na następujące pytanie:

Która z poniższych teorii używanych przez producentów jako uzasadnienie do obniżenia poziomu proteiny w karmie jest najważniejsza?

1. Psy starsze potrzebują mniej proteiny niż młodsze.

2. Zastąpienie białka przez węglowodany w diecie starszych, mniej aktywnych psów będzie zapobiegało otyłości.

3. Zastąpienie białka przez węglowodany w diecie starszych psów pomoże chronić nieco słabsze już nerki i wątrobę.

4. Węglowodany dopomogą starszym czworonogom w osiągnięciu uczucia sytości, co spowoduje, że nie będą domagać się większych dawek jedzenia, a w rezultacie tyć.

Który numer wybrałeś? 1 czy 2? A może 3 lub 4?

Odpowiedź jest raczej prosta: Żadna z powyższych teorii nie jest prawdziwa.

Produkcja żywności dla zwierząt to ogromny wielomiliardowy biznes. Zajmujące się tym wielkie korporacje nade wszystko starają się pomnażać zyski. Obniżenie poziomu zawartości proteiny oznacza po prostu ograniczenie poziomu w karmie najdroższego jej składnika, czyli mięsa. Zastąpienie go stosunkowo niedrogimi węglowodanami (ryż, kukurydza, zboża, soja) doprowadzi do gwałtownego spadku kosztów. Ponieważ jedzenie dla starszych psów nie jest nigdy tańsze, a często jest nawet nieco droższe, zatem producent osiąga znaczne zyski. Dlatego też korporacje skwapliwie korzystają z powyższych czterech teorii jako uzasadnienie swych biznesowych posunięć.

Powyższe cztery tezy posiadają kilkudziesięcioletnią "brodę" i dziś, w świetle najnowszych badań naukowych, nie są już traktowane poważnie.

Nie jest jednak łatwo całkowicie je obalić na podstawie badań naukowych. Dlaczego?

Ponieważ badania naukowe w dzisiejszych czasach ze względu na wysokie koszta są generalnie finansowane przez korporacje. Rzecz jasna, żadna korporacja nie będzie finansowała działalności, która może doprowadzić do ograniczenia zysków.

Nieliczne niezależne badania dowiodły, że starsze psy potrzebują około 50% więcej proteiny aniżeli ich młodsi "koledzy". Dostateczny poziom proteiny wspiera system immunologiczny czyniąc je bardziej odpornymi na infekcje, wzmacnia system nerwowy, a wraz ze znajdującym się tam tłuszczem wspomaga jakość skóry i sierści.

Ubogie w proteinę pożywienie doprowadzi do szybszej utraty tkanki mięśniowej u czworonożnych "seniorów".

A co z nerkami ? Czy niższy wkład proteiny w pokarmie rzeczywiście ulży nerkom, zmniejszając ryzyko choroby tych narządów? Niestety nie! Badania przeprowadzone w latach 90. na uniwersytecie w Georgii dowiodły, że wyższy poziom proteiny nie niszczy nerek, a wyższy poziom węglowodanów wcale ich nie chroni. Dotyczy to nawet psów posiadających tylko jedną nerkę.

Wątroba? Istotnie, psy z chorą wątrobą mogą potrzebować mniej proteiny! Jednakże dotyczy to niezmiernie małego ułamka psiej populacji. Tak jak i w przypadku nas - ludzi, przytłaczająca większość starszych psów ma zdrowe wątroby i ich pożywienie powinno być bogate w białko.

Nadmierne kalorie? Jeden gram białka i gram węglowodanów po strawieniu dostarcza dokładnie taką samą ilość energii - 4 kalorie. Zastąpienie proteiny węglowodanami nie spowoduje zatem ograniczenia kalorii, a jedynie zredukuje wartość odżywczą pokarmu.

Jak zatem przedłużyć życie starszych psów?

Należy zapewnić im pożywienie obfite w proteinę, lecz równocześnie ograniczyć nieco tłuszcz w pokarmie oraz ilość dziennej dawki pokarmu, co w połączeniu z regularnym spacerem pomoże im w utrzymaniu szczupłej sylwetki.

Sugeruję by wybierać jedzenie bogate w białka pochodzenia zwierzęcego, a nie roślinnego, czyli na czele listy składników powinno znajdować się mięso.

Jeśli dostrzegłeś gwałtowne zmiany w zachowaniu starszego psa warto odwiedzić weterynarza. Być może pies jest chory, a nie tylko stary.

George C. Urbański

jest specjalistą w dziedzinie kynologii

oraz hodowcą psów. Publikuje artykuły w magazynach kynologicznych w wielu krajach. Zajmuje się szkoleniem psów i konsultacjami.

Tel. 847 885 7946

Rok 2006 przyniósł wiele zmian w prawie i procedurze imigracyjnej. Ale największa z nich dotyczy zmiany warty w Kongresie USA. Demokraci w 2007 roku objęli większość i tym samym wzrosły nadzieje na nowe, sprzyjające imigrantom, prawo imigracyjne. Trzymamy kciuki.

Nowa siedziba

biura imigracyjnego w Chicago

Lokalnie, największą zmianę stanowiło otwarcie nowego, nowoczesnego i olbrzymiego budynku biura imigracyjnego. Został on odnowiony specjalnie dla potrzeb biura imigracyjnego, co sprawiło, że znalazło się tam miejsce dla prawie wszystkich organów imigracyjnych, oprócz biura azylowego. Na pierwszym piętrze (zaraz po przejściu bramek zabezpieczających) znajdują się stanowiska tzw. urzędników informacyjnych, którzy zajmują się osobami przybywającymi do biura imigracyjnego na tzw. infopass appointment, a więc osobami, które chcą się dowiedzieć o statusie swej sprawy, starającymi się o pieczątkę w paszporcie, wymianę dokumentów, itp. Na drugim piętrze znajduje się sekcja zajmująca się przeprowadzaniem rozmów kwalifikujących na pobyt stały, a na trzecim piętrze - sekcja naturalizacji, i tam odbywają się rozmowy kwalifikacyjne na obywatelstwo. Osoby wybierające się na tego typu rozmowy muszą zarejestrować się u recepcjonistki na odpowiednim piętrze wkrótce po wejściu do urzędu. Jeśli ktoś nie zarejestruje się do 15 minut po godzinie, na którą był umówiony, to biuro imigracyjne nie przeprowadzi z nim interview tego dnia. Na wyższych piętrach budynku znajdują się inne działy, takie jak dział deportacyjny, inspekcja wjazdowa, dział dochodzeniowy i administracja urzędu.

W 2006 roku urzędowanie rozpoczęła również nowa dyrektor biura imigracyjnego, Ruth A. Dorochoff. Pani Ruth przez wiele lat pracowała dla biura imigracyjnego w Chicago jako supervisor, po czym na krótki czas objęła biuro imigracyjne w Indianapolis. Jest osobą, która zna się na prawie imigracyjnym i zna biuro chicagowskie od podszewki.

Oprócz zmiany adresu biuro imigracyjne zmieniło również trochę swoje procedury. Jedną ze zmian wprowadzonych w roku 2006 jest to, że biuro imigracyjne nie będzie stemplować pieczątki zielonej karty do paszportów po przyznaniu zielonej karty na interview. Ze względu na dużą liczbę fałszywych pieczątek w obiegu, biuro imigracyjne zlikwidowało stare pieczątki potwierdzające legalną rezydenturę i wydało nowe, które są numerowane. Każde biuro imigracyjne ma ich tylko niewielką ilość. Paszporty stemplowane są tylko w wyjątkowych sytuacjach, jak na przykład konieczność wyjazdu za granicę. Pieczątkę taką można otrzymać wyłącznie przez umówienie się do biura imigracyjnego na internecie przez tzw. Infopass. Biuro imigracyjne nie będzie również wydawało approval letters (a więc potwierdzenia przyznania pobytu stałego) po interview, ponieważ uznaje, że ponieważ karta stałego rezydenta jest produkowana teraz w ciągu kilku lub kilkunastu dni, to nie ma potrzeby wydawania pieczątek lub potwierdzeń.

Powstał również nowy dział do walki z oszustwami imigracyjnymi, tzw. Fraud Unit. Będzie on zajmował się wyszukiwaniem aplikantów, którzy składają fałszywe aplikacje, przez małżeństwo lub przez pracę, jak również likwidowaniem nieautoryzowanych agentów, którzy nie posiadając licencji adwokackiej zajmują się wypełnianiem i składaniem aplikacji imigracyjnych. Praca tego biura już zaowocowała zamknięciem kilku biur, również polonijnych. Dział ten przeprowadza również tzw. assessment interviews. W niektórych przypadkach sponsorowania przez małżeństwo lub pracę, biuro imigracyjne będzie teraz odbywać wstępne rozmowy kwalifikacyjne z aplikantami, aby ocenić prawdziwość sponsorowania. Rozmowa kwalifikacyjna jest teoretycznie dobrowolna, nierozsądnie jednak byłoby się mu nie poddać. Assessment interview odbywać się będzie na pewien czas przed regularną rozmową.

Zmiany w przedłużaniu

10-letnich kart stałego pobytu

Biuro imigracyjne zmieniło nieco procedurę przedłużania kart rezydenta (zielonych kart.) Do tej pory przedłużenie 10-letniej karty nie wiązało się z niczym, oprócz złożenia podania i opłaty obrotowej. Ostatnio jednak biuro imigracyjne zmieniło jednak tę procedurę wprowadzając wymaganie składania odcisków palców i sprawdzanie przeszłości kryminalnej. Osoby, które mają na swoim koncie sprawy kryminalne powodujące deportację do tej pory omijały biuro imigracyjne nie składając podania o obywatelstwo. Teraz jednak biuro imigracyjne sprawdza rekord kryminalny już przy przedłużaniu pobytu stałego. Jeśli odciski palców wykażą rekord kryminalny, osoba taka będzie poproszona o wyjaśnienie, i będzie musiała stawić się do biura imigracyjnego z prawnikiem, dokumentami sądowymi i kopią kodeksu wyjaśniającego skazanie. Jeśli rekord kryminalny nie powoduje deportacji, osobie takiej karta rezydenta będzie przedłużona. Jeśli rekord kryminalny zawiera skazanie powodujące deportację aplikantowi będą wydane dokumenty rozpoczynające proces deportacyjny. Osoby z rekordem kryminalnym powinny więc zasięgnąć porady prawnika imigracyjnego zanim złożą podanie o przedłużenie karty pobytu stałego.

Zmiany na lotniskach

Od ubiegłego roku również urzędnicy biura imigracyjnego na lotnisku O"Hare mają dostęp do rekordu aresztów osób przybywających do USA, w tym również podróżujących posiadaczy pobytu stałego. Rezydentom, których rekord wykaże aresztowanie, będą zatrzymane ich karty rezydenta i będą musieli oni zgłosić się do biura imigracyjnego w śródmieściu na spotkanie z urzędnikiem imigracyjnym, aby wyjaśnić swoją przeszłość kryminalną.

Nowy egzamin

na obywatelstwo

30 listopada ubiegłego roku biuro imigracyjne ogłosiło, że z początkiem 2008 roku wprowadzony zostanie nowy egzamin na obywatelstwo USA. W międzyczasie, w tym roku można jeszcze składać aplikację o naturalizację i zdawać testy na starych zasadach. Biuro imigracyjne przeprowadzi w 10 miastach USA program pilotowy nowego testu, gdzie aplikanci pytani będą już według nowych zasad. Chicago nie jest jednym z tych miast. Program pilotażowy przeprowadzony zostanie w Albany, Bostonie, Charlston, Denver, El Paso, Kansas City, Miami, San Antonio, Tuscon, Yakima.

Zasadniczo pytania są znacznie trudniejsze niż na obecnym egzaminie. Odpowiedzi są dużo bardziej rozbudowane i na niektóre pytania, szczególnie te z ustroju USA, odpowiadać trzeba pełnymi zdaniami cytując wręcz części konstytucji.

Jeśli chodzi o egzamin językowy, to obecny pisemny polega na napisaniu zdania, które oficer wybiera z listy 30 dość prostych zdań, w których powtarzają się wyrazy typu: President, Congress, flag, Washington DC. Nowy egzamin przewiduje, że zdania do napisania będą dotyczyć historii i ustroju USA. Ma być lista wyrazów do nauczenia się, i być może również lista próbnych zdań. Jeśli biuro imigracyjne poda tylko listę wyrazów a nie całe zdania, to będzie to dużo bardziej skomplikowane zadanie niż obecnie.

Zmiany w

Departamencie Stanu

Traktowanie studentów międzynarodowych w USA przez biuro imigracyjne i konsulaty USA po 11 września 2001 spowodowało spadek liczby studentów międzynarodowych w USA. W ciągu kilku ostatnich miesięcy Departament Stanu przygotował kilka nowych wskazówek, które powinny spowodować, że wizy studenckie będą w przyszłości liberalniej wydawane i przedłużane.

W swoim memorandum Departament Stanu stwierdził, że wymaganie "więzi z krajem" musi być traktowane swobodniej niż w przypadku wiz turystycznych, ponieważ studenci są zazwyczaj młodymi osobami, bez pracy, bez majątku, bez rodziny i bez oszczędności. Konsulat nie powinien więc odmawiać wiz studenckich wyłącznie ze względu na brak tych rzeczy. Jeśli aplikant otrzyma taką odmowę, powinien się od niej odwołać na podstawie tego memorandum. Co do drugiego wymagania, intencji powrotu, konsulaty instruowane są aby intencje powrotu oceniać na dzień rozmowy, a nie na przyszłość. Po pierwsze dlatego, ze studenci bardzo często nie mają jeszcze sprecyzowanych planów na życie, a po drugie dlatego, że wizy studenckie są przyznawane na długi okres czasu (kilka lat) i jest rzeczą naturalną, że intencja studenta co do powrotu do kraju kiedyś może się zmienić. W związku z tym, jeśli student wydaje się mieć uczciwy zamiar powrotu do kraju w dniu rozmowy kwalifikacyjnej, to powinno to być wystarczające, aby spełnić wymaganie intencji nieimigracyjnej. Ta nowa interpretacja intencji nieimigracyjnej w przypadku wiz studenckich jest rzeczywiście bardzo poważnym zwrotem. Departament Stanu już od dawna nie miał tak wyrozumiałych i racjonalnych wskazówek co do wydawania wiz.

Wyżej wymienione memorandum zachęca również konsulaty do przedłużania wiz studenckich. Departament Stanu uważa, że studenci mają prawo podróżować do domu w czasie studiów, co więcej, powinni być do tego zachęcani, bo powoduje to utrzymywanie więzi z rodziną i krajem.

A te zwiększają prawdopodobieństwo, że student wróci do kraju po ukończeniu studiów. Podczas gdy, jeśli studenci boją się podróżować do domu, bo konsulaty niechętnie przedłużają wizy studenckie, wtedy pozostają w USA, wiążą się z krajem, i chętniej zostają w USA na stałe.

Memorandum nakazuje również konsulom jednakowe traktowanie studentów bez względu na instytucję edukacyjną, do której będą uczęszczać. Tak samo powinni być traktowani studenci, którzy przybywają na krótki program językowy do podrzędnej szkoły jak i ci, którzy przybywają na pełne studia czteroletnie do reputowanych uczelni.

Pod koniec roku Departament Stanu wydał również przepisy wykonawcze, które pozwalają konsulom na przedłużenie wiz tymczasowych bez rozmowy kwalifikacyjnej, poprzez aplikację złożoną listownie, jeśli aplikant już taką wizę wcześniej posiadał, po złożeniu podania niedługo po wygaśnięciu poprzedniej wizy, i jeśli konsul nie ma powodu podejrzewać, że aplikant złamał kiedykolwiek warunek wizowy (np. nielegalna praca, przedłużony pobyt).

Departament Stanu poprawił poziom swoich usług wprowadzając Legalnet. Jest to oficjalna droga kontaktowania się z konsulatami USA (Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. ), a więc program internetowy Departamentu Stanu. Departament szacuje, że otrzymuje około 630 oficjalnych zapytać miesięcznie i odpowiada na nie w zależności od sytuacji w ciągu kilku dni lub kilku tygodni, ale stara się nie przekraczać miesiąca.

Zmiany w prawie

o gwarancji finansowej

Pod koniec ubiegłego roku weszły w życie przepisy dotyczące gwarancji finansowej w przypadku sponsorowania na pobyt stały przez członka rodziny. Wprowadzony został nowy formularz gwarancji finansowej, a w zasadzie cztery różne formularze, w zależności od sytuacji sponsora i osoby sponsorowanej. Ponieważ zmiany w tej dziedzinie są znaczne i dotyczą wielu aplikantów, będą one przedmiotem mojego następnego artykułu.

Agata Gostyńska-Frakt

Adwokat imigracyjny i rodzinny

Tel. (312) 644 8000

Adres: 100 W. Monroe, Suite 1705 Chicago, IL 60603

Każdy marzy o wygraniu na loterii czy spadku po bogatym wujku. Takie przypadki zdarzają się rzadko, ale bywają inne bardziej prawdopodobne okazje do otrzymania pieniędzy, np. odszkodowania, odprawy z pracy czy jednorazowej emerytury. Niekiedy nagły uśmiech losu może przydać sporo problemów, szczególnie podatkowych.

Darowizny, spadki

Darowizny: Od darowizny nie płacimy podatków, bowiem jest za nie odpowiedzialny ofiarodawca. Dary do $11,000 rocznie (od 2002 roku, poprzednio do $10,000) na osobę są zwolnione od podatków. Kochający rodzice mogą podarować żonatemu synowi do $44,000 np. na zakup domu, bowiem ojciec daje po $11,000 synowi i synowej i matka czyni to samo.

Spadki: Spadkobierca nie płaci podatków federalnych, bowiem wszelkie podatki od spadków reguluje administrator masy spadkowej. Niektóre stany nakładają niewielkie podatki od spadków. Staniemy się natomiast odpowiedzialni za podatki dochodowe od zysków zarobionych przez otrzymane środki (np. za odsetki banowe), czy za podatki od przyrostu kapitału. Musimy też płacić podatki nieruchomościowe od otrzymanego domu.

Przedmioty majątkowe przechodzą w Twoje ręce z podwyższoną podstawą podatkową (stepped up tax basis), czyli po wartości z dnia ich otrzymania. Gdy sprzedasz otrzymany przedmiot majątkowy, przyjdzie Ci zapłacić podatek (capital gain) od kwoty, która stanowi różnicę pomiędzy ceną sprzedaży a podstawą podatkową danego waloru.

Przykład: Wuj kupił 100 akcji po $20. Ty odziedziczyłeś je po cenie $50 (100x $50=$5,000). Gdybyś sprzedał je natychmiast, nie zapłaciłbyś żadnych podatków. Jeżeli odczekasz, aż akcje zwyżkują do $60, to po sprzedaży zapłacisz podatek od $1,000 ($6,000 - $5,000).

Rada: Zachowaj dokumenty poświadczające podstawę podatkową otrzymanych czy odziedziczonych walorów.

Odziedziczone konta emerytalne

Jedynymi walorami, od których spadkobierca musi płacić podatki, są odziedziczone konta emerytalne, od których podatki były odroczone (tax defferred retiremet plans). Przykładem jest normalne konto IRA, 401(k), SIMPLE, ale nie Roth IRA. Jeżeli spadkodawca nie zaznaczył w testamencie, że podatki od kont emerytalnych mają być zapłacone przez masę spadkową, to obowiązek ten przypada osobie, która odziedziczyła konto IRA, co poważnie uszczupli jej schedę.

Odziedziczone konto IRA możesz zlikwidować natychmiast, ale wtedy zapłacisz wysokie podatki dochodowe. Bardziej opłaca się jak najbardziej spowolnić wybieranie pieniędzy. Oto jak można to uczynić.

1. Jeżeli jesteś wdową lub wdowcem właściciela konta IRA, to możesz traktować IRA zmarłego jako swoje własne.

2. Inne osoby (nie będące małżonkiem zmarłego) mogą wybierać pieniądze stopniowo zgodnie ze swoim terminarzem (life expectancy of the beneficiary).

Bardzo ważne: Jeżeli po śmierci właściciela konta nie uczynisz nic, będzie się to równało z likwidacją konta i z podatkami. Musisz przerejestrować konto IRA na swoje nazwisko jako odziedziczone (inherited IRA).

Niezależnie od wieku beneficjenta, nie zapłaci on kary od kwot podjętych z konta (dla właściciela konta kara wynosi 10% pieniędzy wybranych przed ukończeniem 59.5 roku).

Odszkodowania

Otrzymanie odszkodowania za ubezpieczenie na życie nie jest radosną okazją, niemniej dobrze wiedzieć, że jako beneficjenci nie musimy od niego płacić podatków.

Uwaga: Jeżeli uległeś wypadkowi, to odszkodowanie ma być zabezpieczeniem na resztę życia. Rozporządzaj nim rozsądnie.

Płatności ubezpieczenia medycznego czy samochodowego nie są opodatkowane, bo stanowią zwrot poniesionych przez nas wydatków.

Świadczenia za niezdolność do pracy (disability payments), wypłacone przez ubezpieczenie samochodowe czy zdrowotne przeważnie nie podlegają opodatkowaniu. Są opodatkowane tylko, gdy pracodawca opłacał ubezpieczeniowe składki.

Odszkodowanie przyznane przez sąd (damages from lawsuit) za szkody na zdrowiu i majątku, za dyskryminację czy oszczerstwo nie są opodatkowane. Natomiast trzeba zapłacić podatki od odszkodowań kompensacyjnych (punitive damages). Porozmawiaj na ten temat ze swoim księgowym.

Uwaga: Jeżeli ubiegasz się w sądzie o odszkodowanie, Twój prawnik powinien sformułować roszczenia tak, by płatności były jak najmniej opodatkowane.

Podział majątku przy rozwodzie

Płatności będące wynikiem rozwodowego podziału majątku (property settlement) nie są opodatkowane. Jednakże małżonek będzie musiał zapłacić podatek przy sprzedaży, jeżeli przedmiot majątkowy znacznie wzrósł na wartości.

Powiedzmy, że żona otrzymała w wyniku podziału majątku dom wartości $300,000, kupiony przed wielu laty za $100,000. Gdy go sprzeda, będzie musiała zapłacić podatek od $200,000 zysku, chyba że dom ten był jej głównym miejscem zamieszkania przez conajmniej 2 lata w ostatniej pięciolatce. Wtedy aż do $250,000 zysku na domu na osobę jest zwolnione od podatków ($500,000 na małżeństwo).

Wygrane na loterii

Loterie wypłacają większe wygrane z reguły w rocznych ratach przez 20 lat i 20-30% pieniędzy potrącają tytułem zaliczki podatkowej. Jeżeli zdecydujesz się wybrać pieniądze w jednej kwocie, dostaniesz znacznie mniej, a po odliczeniu podatków Twoja pula zmaleje do 1/3 wygranej. W rezultacie wygrana rzędu miliona dolarów może dać roczne raty w wysokości tylko parudziesięciu tysięcy dolarów rocznie - z pewnością zbyt małe, by rzucić pracę i żyć jak milioner.

Zastanów się, czy warto przyjąć roczne raty czy też wszystko w jednej kwocie.

Uwaga: Jeżeli wygrałeś w gry hazardowe to możesz "zneutralizować" wygraną udokumentowanymi stratami hazardowymi, nawet innego rodzaju. Na przykład straty na wyścigach mogą być odliczone od wygranych na loterii. Również straty hazardowe męża i żony mogą być zsumowane, jeżeli małżonkowie rozliczają się z podatków razem.

Wygrane w loterii fantowej (raffles czy contest) są opodatkowane w zależności od rynkowej wartości wygranego przedmiotu. Organizatorzy loterii fantowej powinni wysłać nam formularz 1099 z wartością wygranej. Taki sam druk słany jest do Urzędu Podatkowego - podatków więc nie unikniemy.

Uwaga: Jest w interesie ofiarodawców i organizatorów podawanie jak najwyższej wartości fantów. Powiedzmy, że wygraliśmy brylantowy pierścionek, jego wartość została podana jako $5,000. Należałoby od tego fantu zapłacić podatki, które mogą wynieść ok. jednej trzeciej, czyli ok. $1,600, albo i więcej. Zanim zapłacimy ponad półtora tysiąca dolarów warto dać pierścionek do wyceny, a może się okazać, że jest on wart o wiele mniej. Urząd Podatkowy zezwala na to, byśmy zapłacili podatek nie od kwoty podanej na druku 1099 przez organizatora loterii, lecz od kwoty, jaką my sami zapłacilibyśmy za dany przedmiot. Musimy tylko dobrze udokumentować tę rozbieżność, czyli przedstawić kilka niezależnych wycen.

Pieniądze emerytalne z pracy

Wypłata pieniędzy emerytalnych w jednej kwocie (lump sum distribution) jest opodatkowana. Nieświadome osoby czasem płacą dziesiątki tysięcy dolarów niepotrzebnie, bowiem jest sposób uniknięcia podatku. Zamiast likwidować konto emerytalne, przelej pieniądze na swoje konto IRA, a unikniesz podatku aż do czasu, gdy zaczniesz pieniądze stamtąd wybierać.

Za każdym razem, gdy mamy do czynienia z większą kwotą pieniędzy, powinniśmy skonsultować się z księgowym by dowiedzieć się, czy powinniśmy płacić podatki, a jeżeli tak, to jak można je zminimalizować. Prawo podatkowe zostało napisane przez ludzi bogatych i jest dla nich wyrozumiałe. Im więcej mamy pieniędzy, tym więcej istnieje możliwości unikania podatków.

Co robić

Statystyka mówi, że odbiorcy niespodziewanych pieniędzy wydają je szybko i beztrosko. Nie ma nic złego w tym, by użyć trochę życia, pod warunkiem jednak, że nie zapomnisz o długoterminowych potrzebach. Oto co powinien zrobić szczęśliwy odbiorca niespodziewanych pieniędzy:

• Spłać długi - te najwyżej oprocentowane najpierw. Jeżeli jesteś dłużny parę tysięcy na karcie kredytowej, która pobiera od Ciebie 20%, krok ten jest równoważny z zainwestowaniem pieniędzy na 20%!

• Spłać bieżące i zaległe rachunki, np. czesne za szkołę dziecka, zaległe podatki, rachunki medyczne, pożyczkę hipoteczną.

• Odłóż pieniądze na nadchodzące wydatki: studia dzieci, zakup nowego domu, samochodu, emeryturę.

Dopiero wtedy, gdy pospłacasz długi, bieżące rachunki i zatroszczysz się o przyszłość, możesz zacząć szastać pieniędzmi.

Nowe obowiązki

Oprócz przyjemności pieniądze przynoszą również obowiązki, o których nie myślałeś nawet, gdy byłeś biedniejszy.

• Sporządź plan spadkowy, by ochronić majątek przed podatkami spadkowymi.

• Przeanalizuj swoje polisy ubezpieczeniowe. Jako osoba zamożna będziesz bardziej łakomym kąskiem dla osób, które zechcą Cię pozwać do sądu. Zafunduj sobie polisę "parasolkę" na co najmniej $1 mln. Jeżeli będzie ona dodatkiem do polisy ubezpieczeniowej domu, nie zapłacisz za nią dużo.

• Zainwestuj pieniądze. Spraw, by nowo znalezione skarby starczyły Ci na całe życie. W tym celu musisz je zainwestować bardzo mądrze. Znajdź doradcę inwestycyjnego, który Ci w tym pomoże.

Słowo do reszty z nas

Zazwyczaj nadmiar pieniędzy nie jest problemem dla przeciętnej osoby, lecz przetarcie drogi do majątku i kariery. A droga ta w nowym kraju może być niełatwa, szczególnie jeżeli zaczyna się ją w obcym kraju od zera.

Elżbieta Baumgartner

jest autorką wielu książek - poradników.

Tel.: (718) 224 3492,

Adres: 255 Park Lane, Douglaston, NY 11363

www.PoradnikSukces.com

Czy tancerz to artysta czy po prostu bardziej wygimnastykowana jednostka? Czy taniec to sport czy dar bogów? Czy nasza egzystencja i samopoczucie zależy od odrobiny ruchu? Wszystko wskazuje na to, że tak. Lepiej czujemy się i lepiej wyglądamy właśnie wtedy, kiedy nasze ciało się rusza.

Dlaczego tańczymy? Można pewnie powiedzieć, że taniec jako sztuka należy do dziedziny życia nazwanej kulturą, lecz jak wtedy nazwać taniec, który jest żywiołem, opętaniem, instynktem, czystą atawistyczną naturą?

Czy aby dobrze, profesjonalnie tańczyć trzeba być utalentowanym, czy wystarczy ciężka praca? Pewnie, jak w każdej innej dziedzinie życia, jest to kombinacja tych dwóch czynników.

Czy może taniec to magia? Często odbieramy ten gatunek sztuki jako coś efemerycznego. Taniec można nazwać poezją ciała, a i poezja często oddaje mu hołd.

Federico Garcia Lorka tak pisał o bliskim mu flamenco: "Głębsze niż wszystkie studnie i morza otaczające świat. Gorętsze niż mury arabskich zamków nagrzanych w palącym słońcu Andaluzji. Piękne, zmysłowe, mistyczne i tajemnicze. Przeszywające jak szpada wbita w kark byka. Dźwięk gitary, krzyk muezzina, żyda i cygana rozcinający krajobraz na pół. Rytualny taniec ognia i wody, pełen dumy i dzikości wyrażający szaleństwo i pragnienie. Flamenco..." Tak, flamenco to nie tylko taniec, to poezja, instytucja czy wręcz religia. Pod koniec stycznia w Chicago rozpoczyna się kolejny już festiwal flamenco.

Taniec przemawia do naszych zmysłów, lecz potrafi również porywać masy. Tańce rytualne, wojenne, religijne nie są tym samym, co pląsy w dyskotece. Dziś nawet tak zwane tańce towarzyskie potrafią manipulować milionami. Któż z nas, choć raz nie obejrzał programu "Taniec z gwiazdami" czy "Dancing with the Stars"?

Moja koleżanka Sandra Adrian nie mogła się doczekać kolejnych odcinków. Oceniała uczestników z punktu widzenia profesjonalistki. Właściwie to wolałaby, żeby nikt nie odpadał a wszyscy tańczyli do ostatniego odcinka, spierali się z własnym wysiłkiem, ulepszali swoje niedawno nabyte umiejętności taneczne.

Sandra poza tańcem świata nie widzi. Poświęciła swojej pasji życie prywatne, pracę a nawet przyszłe świadczenia emerytalne. Ślepo wierzyła, czuła, że musi tańczyć.

Tancerka przyznaje, że tańczyć nie jest łatwo. Sama skończyła szkołę baletową, by później szkolić się w stylach jazz, flamenco i tango. Tańczyła w Oak Park Civic Balet, w Lyric Opera of Chicago i w "Dziadku do orzechów" na scenie Arie Crown Theater.

Teraz uczy baletu dla początkujących w Old Town School of Folk Music. Prowadzi klasy dla dzieci i dla dorosłych. Mówi, że dorośli przychodzą głównie z nudy, chcą coś zrobić z wolnym czasem, spotkać nowych ludzi. Szkoła tańca to świetna alternatywa dla singli, dla ludzi samotnych albo po prostu dla tych, dla których głośny bar czy klub nie są odpowiednią formą rozrywki.

Sandra jest przekonana, że taniec może być formą terapii. Miała w swojej grupie starszego mężczyznę chorującego na raka. Właściwie lekarze przeciwni byli jego uczestnictwu w zajęciach do momentu, kiedy jego stan zdrowia zaczął się poprawiać. Mężczyzna żył tańcem, sam wymyślał kroki i figury, próbował łączyć style, był przy tym zupełnym amatorem. On po prostu miał taniec w sobie.

Z dorosłymi początkującymi tancerzami raczej nie można wiązać nadziei na profesjonalne osiągnięcia. Co innego z dziećmi. Od czasu do czasu na zajęcia trafia cudowne dziecko, które instynktownie czuje muzykę, jego ruchy są pełne gracji, bezwiednie układa stopy tak, jakby było szkolone od dawna. Wtedy wszystko zależy od rodziców. W ich mocy pozostaje czuwanie nad talentem pociechy, posłanie do odpowiedniej szkoły, no i oczywiście opłacenie jej, a nie są to małe pieniądze.

Taniec dla niektórych dzieci, często tych lekko upośledzonych, autystycznych, może stać się idealna formą ekspresji, niszą, w której potrafią się odnaleźć, sposobem na skupienie się, odnalezienie w świecie.

Sandra przetańczyła swoje młode lata, dwudzieste i trzydzieste. Nie ma męża ani dzieci, bo nie myślała o tym, kiedy był na to czas. Na pewno nie żałuje tego wyboru.

Pracowała, a po pracy biegła na trening. Aby jednak móc ćwiczyć dwa razy dziennie po dwie godziny zrezygnowała z dobrze płatnej pracy na cały etat, która oferowała jej wszystkie świadczenia i spokojną przyszłość z emeryturą.

Nie liczyły się dla niej sukcesy, nie łaknęła sławy. Po prostu chciała tańczyć i czuć to, co czuła kiedy idealnie, w jej przekonaniu, wykonała wyćwiczony układ. Dla tego wrażenia warto było poświęcić wszystko.

Lata mijały. Życie tancerza jest kruche jak życie motyla. Przychodzi taki czas, że trzeba przestać tańczyć, przynajmniej profesjonalnie. Nie pozwalają na to zbolałe stawy, powykręcane palce u stóp, czy złamane żebra. Ciężko jest odzwyczaić ciało od wieloletniej treningowej rutyny. Brakuje codziennych zajęć, blichtru strojów, występów przed publicznością. To tak, jakby narkomana pozbawić jego narkotyku, bo taniec uzależnia. Kiedy Sandra słyszy jakąkolwiek muzykę jej ciało instynktownie jej się poddaje. Wydaje się, że robiąc wszystko inne, cały czas tańczy. Taniec całkowicie wziął kontrolę nad jej życiem.

Iza Głuszak

Elżbieta i Krzysztof Kasperowiczowie - zawodowi nauczyciele tańca. Byli trenerzy kadry narodowej, mistrzowie Polski w tańcach standardowych i latynoamerykańskich. Sędziowie klasy międzynarodowej, założyciele szkoły tańca towarzyskiego Kasper Dance Studio, organizatorzy turnieju tańca "Windy City Open".

Danuta Peszyńska: Jakie cechy musi posiadać kandydat na dobrego tancerza?

Elżbieta Kasperowicz: Tańczyć może każdy, tak jak każdy może nauczyć się gry na instrumencie. Nie każdy jednak może zostać wirtuozem. Taniec rządzi się podobnymi prawami. Żeby być dobrym tancerzem, trzeba posiadać koordynację ruchu, dobry słuch i poczucie rytmu. Niektórym osobom dodatkowo pomaga w tym talent, a więc nieprzeciętne zdolności zapamiętywania, naśladowania, a także odpowiednia budowa ciała. Poza cechami wrodzonymi dobry tancerz powinien być zdyscyplinowany i zacząć swoje szkolenie bardzo wcześnie. Inne jednak cechy powinien posiadać ktoś, kto chce się nauczyć dobrze tańczyć. W tym przypadku wiek nie gra tak wielkiej roli. Można zacząć naukę tańca dobrze po pięćdziesiątce. Konieczne są jednak poczucie humoru i chęć dobrej zabawy.

Co państwu pomogło dojść do mistrzowskich umiejętności ?

Krzysztof Kasperowicz: Po pierwsze mieliśmy szczęście, że pracowali z nami dobrzy nauczyciele. Bez nich nie wiedzielibyśmy, że tkwią w nas jakieś talenty ruchowe. Oni "zarazili" nas do tej formy tańca, wpoili dyscyplinę i nauczyli jak iść przez życie.

Pokazali, że taniec może przynieść wiele radości. Nauczyli nas wiary w siebie. To od nas jednak zależało, czy do czegoś dojdziemy.

Ile godzin dziennie ćwiczyliście? Czym był dla was wówczas trening?

KK: Dopóki taniec był tylko zabawą, spotykaliśmy się na zajęciach parę razy w tygodniu. Kiedy przyszły pierwsze osiągnięcia i postanowiliśmy na poważnie zająć się tańcem turniejowym, zaczęliśmy trenować codziennie po dwie do czterech godzin. W klubie mówiło się "trening zrobiony, dzień zaliczony". Jako że nie mieliśmy z tego żadnych korzyści finansowych, tańczyliśmy dla przyjemności. Można nas było spotkać na treningu tak w dni powszednie, jak i w święta. Nie byliśmy jednak żadnymi wyjątkami. Wszyscy tancerze turniejowi tak trenują, podobnie jak gimnastycy czy pływacy.

Jaki był państwa największy sukces taneczny?

KK: Trzykrotne zdobycie tytułu wicemistrza Polski i wielokrotne pierwsze miejsca na mistrzostwach krajowych i zagranicznych można zapewne uznać za sukces. My jednak bardziej cieszyliśmy się z osiągnięć w pracy wychowawczej. W związku z tym, że bardzo wcześnie zdecydowaliśmy się na rozpoczęcie pracy pedagogicznej, pozostawiliśmy trochę na boku własną karierę. Więcej przyjemności odnaleźliśmy w nauczaniu młodych tancerzy. Kiedy trzeba było przygotować ich do turniejów, często nie starczało czasu i siły na własny trening. Udało się nam doprowadzić ponad piętnaście par do najwyższej międzynarodowej klasy tanecznej. Wiele z nich zdobyło tytuły amatorskich i zawodowych mistrzów Polski.

Nasi byli tancerze stanowią teraz czołówkę polskich nauczycieli tańca i sędziów. Paru z nich pracuje za granicą. Także w Stanach Zjednoczonych trzy szkoły tańca prowadzą nasi byli tancerze.

Przygoda państwa z tańcem zaczęła się w legendarnym "Mirażu" w Olsztynie. Jak wspominacie lata "przetańczone" w tym klubie?

EK: Tak się złożyło, że pozostałam już chyba jedyną, czynnie uprawiającą ten zawód osobą spośród grona twórców tego klubu.

Amatorski Klub Tańca Towarzyskiego "Miraż" przy Wojewódzkim Domu Kultury założyła w 1973 roku pani Mariola Jolanta Felska, która swą pasją i zaangażowaniem sprawiła, że w krótkim czasie stał się on najbardziej znanym klubem tanecznym w Polsce, a Olsztyn zaczęto nazywać stolicą polskiego tańca. Klub "Miraż" składał się z grupy baletowej i par tańca towarzyskiego.

KK: Ja rozpocząłem swoją przygodę z tańcem w pierwszej klasie liceum. Na jednym z turniejów szkół średnich zostałem zauważony przez członków klubu "Miraż"

Podczas pierwszej rozmowy z Elżbietą Jagiełło (moją przyszłą żoną) zostałem zaproszony na próbę do sławnego olsztyńskiego klubu tańca. Okazało się, że miałem zacząć tańczyć w grupie baletowej, która właśnie przygotowywała nowy układ "Kung Fu". Z tą grupą uczestniczyłem w największych turniejach za granicą. To tam zetknąłem się z tańcem towarzyskim na najwyższym poziomie. Wtedy postanowiłem rozpocząć naukę także tej formy tańca.

EK: Po dwóch latach tańczenia z innymi partnerami nasza trenerka doszła do wniosku, że stworzy nową parę: Krzysztof Kasperowicz i Elżbieta Jagiełło.

Od początku tańczyliśmy w krajowych turniejach tańca towarzyskiego. Zdobywaliśmy kolejne klasy taneczne, a po osiągnięciu klasy międzynarodowej zaczęliśmy reprezentować Polskę na turniejach międzynarodowych w Niemczech, Jugosławii, Czechosłowacji, Danii, Norwegii, Hiszpanii i Włoszech.

KK: W 1980 roku odeszła z Mirażu pani Felska i padło na nas, żeby przejąć funkcję trenera. Zadanie było bardzo trudne. Najlepszy klub w Polsce, organizator jednego z najbardziej prestiżowych turniejów tańca. Nie było wyjścia, trzeba było trzymać obrany kurs. Od tego też czasu nasze wysiłki koncentrowały się już głównie na pracy trenerskiej. Nasze pary zdobywały coraz wyższe klasy taneczne. Wiele z nich tytuły mistrzowskie. Mając dużo par wysokiej klasy postanowiliśmy stworzyć formację tańca towarzyskiego "Miraż", która była przez wiele lat najlepszym zespołem w Polsce, trzecim w Europie i czwartym w świecie.

EK: Pierwszym, najważniejszym występem formacji tańców standardowych "Miraż" był udział w Mistrzostwach Świata w Berlinie w 1985 roku. Przez kolejne pięć lata, aż do naszego przyjazdu do Chicago, "Miraż" zdobył pięciokrotnie tytuł mistrza Polski Formacji, tytuł drugiego wicemistrza Europy, a także czwarte miejsce na Mistrzostwach Świata. Były to wspaniałe lata dla nas i tancerzy naszego klubu. Występowaliśmy we Francji, w byłej Jugosławii, Hiszpanii. Dwudziestoosobowa grupa młodzieży miała niecodzienną okazję zobaczenia prawie całej Europy.

KK: Sukcesy zespołu spowodowały zaproszenie nas do prowadzenia programów telewizyjnych na temat tańca. Coraz więcej par tanecznych z Polski zaczęło przyjeżdżać do Olsztyna na lekcje tańca. Na organizowany przez nas turniej tańca przybywały pary z całego świata. Międzynarodowa federacja taneczna przyznała nam po raz pierwszy w polskiej historii organizowanie Mistrzostw Europy Formacji Tanecznych.

EK: Za szczególne osiągnięcia na polu tańca towarzyskiego, a w szczególności za wyniki formacji tanecznej "Miraż" Krzysztof otrzymał nagrodę im. Stanisława Wyspiańskiego, która przyznawana była młodym twórcom kultury. Była to pierwsza nagroda tego typu z dziedziny tańca towarzyskiego.

Dlaczego zdecydowali się państwo na przyjazd do Stanów Zjednoczonych?

KK: Przylecieliśmy do Chicago w 1990 roku na zaproszenie szkoły tańca Interclub.

Nie była to dla nas łatwa decyzja. W Polsce osiągnęliśmy prawie wszystko, co było do zdobycia. Wyznaczaliśmy kierunki rozwoju ruchu tanecznego. Jako trenerzy reprezentacji kraju uczyliśmy tancerzy i nauczycieli tańca. W głębi jednak pozostaliśmy studentami, którzy chcieli się dalej rozwijać i podnosić swoje kwalifikacje zawodowe. Doszliśmy do wniosku, że przyjazd do Chicago umożliwi nam dalszy rozwój.

Byliśmy już wtedy rodzicami małego Maćka i musieliśmy pomyśleć także o jego przyszłości. Po pięciu latach, w 1995 roku, założyliśmy własną szkołę tańca "Kasper Dance Studio", która w tym roku obchodzić będzie swoje dwunastolecie.

Jaki jest program działalności Kasper Dance Studio? Czym wyróżnia się wśród innych chicagowskich szkół tańca?

KK: Nasza szkoła prowadzi zajęcia wielokierunkowo. Podstawą działalności są kursy tańca towarzyskiego tzw. użytkowego, na których uczymy tańców standardowych i latynoamerykańskich. Zajmujemy się również szkoleniem adeptów tańca towarzyskiego turniejowego. Trzon tego zespołu tworzą wychowankowie naszych kursów tańca. Istotną częścią działalności naszej szkoły są zajęcia dla dzieci, prowadzone w różnych kategoriach wiekowych. Na początku przeważa zabawa, a dopiero potem elementy techniki tanecznej. W większości dzieci zaczynają naukę tańca za namową rodziców. Potem same nabierają chęci do zajęć tanecznych. Mamy nadzieję, że w przyszłości młodzi tancerze będą sięgać po najwyższe tytuły. Kasper Dance Studio słynie w Chicago z nauczania międzynarodowego stylu tańca, który dominuje na całym świecie.

Poza lekcjami grupowymi prowadzimy także indywidualne lekcje tańca. Przygotowujemy przyszłych małżonków do pierwszego tańca, a także szkolimy indywidualnie tancerzy turniejowych. Tancerze naszej szkoły uczestniczą w wielu turniejach tańca w całych Stanach Zjednoczonych.

Wydaje się, że w ostatnich latach znacznie zwiększyło się zainteresowanie tańcem towarzyskim. Czy zaobserwowali państwo to zjawisko również w Kasper Dance Studio?

EK: Popularność tańca towarzyskiego zdecydowanie wraca do łask. Bezsprzecznie spowodowane jest to zainteresowaniem mediów. Wywodzący się z Anglii program telewizyjny "Taniec z gwiazdami" doczekał się swoich produkcji w wielu krajach świata (sędziowie polskiego programu: Iwona Pawlovic i Piotr Galiński to także byli tancerze olsztyńskiego "Mirażu").

W związku z tym bardzo wzrosło zainteresowanie nauką tańca. Mówią o tym chociażby liczby osób zapisujących się obecnie na kursy.

Nasza szkoła stara się podążać z duchem czasu. Musimy wciąż dbać o poziom i atrakcyjność zajęć. Tancerze mają możliwość trenowania nie tylko z nami, ale również z wieloma najlepszymi nauczycielami z całego świata, których zapraszamy gościnnie do Chicago.

Ludzie przychodzą do nas nie tylko po to, żeby nauczyć się tańca, ale również po to, by spędzić miło i ciekawie czas. Zawiązują się tutaj znajomości, przyjaźnie, które często przeradzają się w stałe związki.

W każdy ostatni piątek miesiąca organizujemy wieczorki taneczne, które są doskonałą okazją do powtórzenia nauczonych kroków tanecznych, a także do spotkania i miłego spędzenia czasu z przyjaciółmi. Każda zabawa taneczna uświetniona jest pokazami tańca w wykonaniu tancerzy naszej szkoły. Spotykają się tutaj ludzie różnych narodowości, ras, wieku, profesji i wykształcenia.

Oprócz prowadzenia szkoły zajmują się państwo szerszą działalnością na forum Amerykańskiej Federacji Tańca Towarzyskiego.

KK: Zanim zostaliśmy uznani za nauczycieli tańca w amerykańskiej federacji, musieliśmy potwierdzić swoje umiejętności, zdając egzaminy kwalifikujące nas jako nauczycieli i sędziów. Musieliśmy poznać reguły amatorskiego i zawodowego ruchu tanecznego, by według nich uczyć pary przygotowujące się do turniejów.

Od początku pobytu w Stanach Zjednoczonych marzyło nam się zorganizowanie wielkiego turnieju tańca na wzór europejski. Po latach starań zdobyliśmy licencje i w sierpniu 2006 roku po raz pierwszy zorganizowaliśmy "Windy City Open".

Udało nam się zaprosić znakomite pary taneczne i doborowe grono sędziów. W pokazach wystąpili mistrzowie świata Maxim Kozhevnikov i Yulia Zagoryuchenko. Zainteresowanie widowni przeszło nasze oczekiwania. Podczas występów mistrzów świata w pokazach sala pękała w szwach i musieliśmy dostawiać krzesła. Turniej otworzyliśmy Polonezem w wykonaniu zespołu "Wici", który potem zatańczył również znakomitego mazura. Tym samym widowisko sportowe zmieniło się w imprezę artystyczną. W przygotowaniu tego turnieju bardzo pomogła nam Polonia chicagowska - większość sponsorów wywodziła się z naszego środowiska, a na widowni było dużo Polaków. Turniej wszedł już do stałego kalendarza imprez Amerykańskiej Federacji Tańca Towarzyskiego. Tegoroczna edycja odbędzie się w terminie od 31 sierpnia do 2 września, czyli w Labor Day Weekend, w hotelu Hyatt McCormick Place w centrum Chicago.

E.K: Od dziesięciu lat prowadzimy zajęcia w organizowanym przez Centrum Kultury "Summer Dance" w parku Granta. Ta inicjatywa stała się bardzo popularna, a na prowadzone przez nas lekcje przychodzi 300 i więcej osób.

Łączy państwa ta sama pasja i ta sama profesja. Od tak wielu lat zawsze jesteście razem. Jaka jest tajemnica waszego sukcesu - także tego osobistego?

KK: Eli z pewnością należy się medal za wytrwałość. Wkrótce obchodzić będziemy 26. rocznicę ślubu. Jeżeli mówi się, że taniec łączy - my możemy być tego dobrym przykładem. Również w domu nasze życie obraca się wokół tańca. Oglądamy filmy z turniejów, przygotowujemy nowe układy choreograficzne i muzykę. Ela jest zupełnie zwariowana na punkcie tańca, i to nie tylko towarzyskiego. Interesuje ją wszystko, co dotyczy tej dziedziny sztuki.

EK: Taniec był moją pasją od najmłodszych lat. Fascynowała mnie muzyka, choreografia, połączenie ruchu z muzyką. Starałam się nie przegapić żadnego programu w telewizji na ten temat, dużo czytałam. Taniec dawał mi zawsze ogromną radość.

KK: Ja podobnie jak wielu młodych chłopców grałem w piłkę nożną. Byłem nawet reprezentacyjnym bramkarzem województwa olsztyńskiego juniorów. Potem, kiedy już zacząłem tańczyć, nie mogłem połączyć tych dwóch pasji. Wybrałem taniec, i tak już pozostało. Oboje z Elą wciąż fascynujemy się tym, co robimy na co dzień. Hobby przerodziło się w zawód, ale zapał pozostał ten sam.

Zapał również w pracy pedagogicznej. Jakimi cechami - państwa zdaniem - powinien odznaczać się dobry nauczyciel tańca?

KK: Nie każdy ma predyspozycję, żeby być nauczycielem. Często wspaniali tancerze nie potrafią i nie lubią uczyć.

Mnie nauczanie sprawia przyjemność. Długo przed ukończeniem Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie wiedziałem, że będę nauczycielem. Lubię pracować z jedną osobą, a także z dużymi grupami.

W pracy wychowawczej nie tyle ważne są słowa, co czyny. Jeżeli nauczyciel prowadzi zajęcia z pasją i przekonaniem, tancerze podobnie do tego podejdą. Nie można wymagać punktualności, a jednocześnie zaczynać zajęcia później. Wiele osób zapisujących się do naszej szkoły wątpi w swoje zdolności. Często słyszę zdanie "mnie to chyba nie można nauczyć". Twierdzę, że w 95 procentach trudności w nauczaniu wynikają ze złej metody nauczania, a nie z winy ucznia

EK: Taniec wyczynowy oprócz pasji musi być poparty intensywnym treningiem i ciągłym doskonaleniem. Zadaniem pedagoga jest obudzenie w tancerzu chęci do pracy i zdyscyplinowanie. Jest to niezbędne do osiągnięcia sukcesu.

Z dużej grupy tancerzy tylko niewielu zostaje dobrymi nauczycielami. Ze "starej" grupy mirażowej zostało parę osób, które wciąż kontynuują pracę nauczycielską. My sami nadal się doskonalimy - jeździmy na seminaria, turnieje, korzystamy z rozmaitych konsultacji... Technika tańca tak bardzo się rozwinęła, że mistrz świata sprzed piętnastu lat dziś prawdopodobnie nie wszedłby do ćwierćfinałów.

Mają państwo znakomite doświadczenia, wiele satysfakcji i sukcesów. Co jeszcze chcielibyście osiągnąć?

KK: Moim marzeniem jest zbudowanie Centrum Tańca w Chicago, w którym byłoby miejsce nie tylko na taniec towarzyski, ale również na inne formy taneczne. Miejsce, gdzie można by było wypocząć, zrzucić wagę czy z przyjaciółmi wypić w kawiarence kawę. W tym roku zamierzamy otworzyć sklep taneczny, gdzie będzie można kupić nagrania z muzyką taneczna, buty a także zamówić stroje. Ela od wielu lat projektuje i szyje sukienki taneczne - zarówno dla siebie, jak i dla tancerzy naszej szkoły.

E.K Chcielibyśmy wprowadzić taniec towarzyski do chicagowskich przedszkoli i szkół. Zamierzamy opracować program nauczania obejmujący podstawy tańca, do wykorzystania przez szkolnych nauczycieli. Taniec uczy nie tylko kroków, koordynacji ruchów, postawy, ale również ogólnej kultury: poproszenia partnerki do tańca, sposobu zachowania, podziękowania czy odprowadzenia partnerki po zakończonym tańcu. Nauka tych reguł rozpoczęta wcześnie w szkole przyda się na długie lata.

KK: Taniec naprawdę przydaje się w życiu. Nigdy nie wiadomo, kiedy zajdzie potrzeba wykorzystania tych umiejętności. Uczestnicy zajęć tanecznych uczą się punktualności, dyscypliny, współżycia w grupie.

Znacie państwo doskonale wiele tańców. Które z nich najbardziej odpowiadają waszemu temperamentowi, waszej osobowości?

EK: Z tańców latynoamerykańskich najbardziej lubię rumbę. Jest wolna, zmysłowa, adorująca mężczyznę. Natomiast w tańcach standardowych moim faworytem jest tango. Ma wspaniałą muzykę i energię. Poza tym taniec ten pozwala partnerowi poprowadzić kobietę zdecydowanie i odważnie.

Tak, jak pewnie życzyłybyśmy sobie tego również w życiu. A pan, panie Krzysztofie, jakie tańce preferuje?

KK: Ja lubię zarówno tańce standardowe, jak i latynoamerykańskie. Ze względu na wiek preferuję tańce wolne. Dlatego wybieram fokstrota i rumbę. Fokstrot to trudny, ale wspaniały taniec. Jak spacer po parku.... Można w nim znaleźć spokój, poezję, melancholię. Rumba jest bardzo zmysłowa i erotyczna. Jeśli chodzi o pokazanie swojej osobowości i charakteru dobrze spełniam się w tangu. Mogę obejmować partnerkę i zgodnie z rytmem tańca prowadzić ją po parkiecie.

rozmawiała Danuta Peszyńska

zdjęcia z archiwum Elżbiety i Krzysztofa Kasperowiczów

Naród polski był zawsze bardzo świadomy swojej historii i jej znaczenia. Czy w kraju, czy na wychodźstwie, Polacy dbali o przekazywanie wiedzy historycznej kolejnym pokoleniom. Polonia amerykańska również pielęgnowała pamiątki historyczne i budowała struktury organizacji, które zapewniały przetrwanie źródłom historycznym, jak na przykład istniejące od 1935 roku Polskie Muzeum w Ameryce z siedzibą w Chicago. Gromadzenie pamiątek i materiałów, ich udostępnianie i ekspozycja to ważny, ale nie jedyny sposób zachowywania świadomości historycznej. Źródła i dokumenty muszą być analizowane i interpretowane przez historyków, aby mogły dać nam zadawalającą odpowiedź na pytania na temat naszych dziejów i naszej tożsamości narodowej i etnicznej.

Pierwsza zawodowa organizacja historyków polonijnych powstała w okresie drugiej wojny światowej. W roku 1942 w Nowym Jorku utworzony został Polski Instytut Naukowy (PIN, a w języku angielskim Polish Institute of Arts and Sciences in America, czyli PIASA), zrzeszający polskich naukowców, którzy znaleźli się w tym czasie poza granicami kraju. Zdawali oni sobie sprawę, że niemiecki i sowiecki okupant w kraju świadomie niszczy polską kulturę i naukę. Kontynuacja badań naukowych, jak również prezentacja osiągnięć nauki i sztuki polskiej na arenie światowej stały się ważnymi i pilnymi prerogatywami wygnańców z Polski. PIN, dotowany przez rząd polski w Londynie, szybko rozwinął bogatą działalność wykładową i zaczął publikację "Biuletynu PIN" (dzisiejszy The Polish Review). W trzydziestą rocznicę istnienia Instytutu, Damian Wandycz tak napisał o wojennej działalności PIN: "Zburzono mur milczenia, jakim okupanci otoczyli myśl polską w Kraju. Głos nauki polskiej nie zamilkł. Mimo wszystkie przeszkody, słowo mówione i pisane było w wolnym świecie słyszane i czytane."

Jedną z części PIN była Sekcja Historyczna i Nauk Politycznych, kierowana od początku przez wybitnego historyka polskiego, Oskara Haleckiego. Już w jesieni 1942 roku, Halecki zasugerował utworzenie osobnej komisji do badań nad historią Polonii amerykańskiej i zwerbował do jej organizacji Mieczysława Haimana, historyka polonijnego i dyrektora Muzeum Polskiego w Chicago. Współpraca pomiędzy Haimanem i Haleckim układała się pomyślnie i już w rok później Komisja do Badań nad Emigracją Polską z siedzibą w Muzeum Polskim w Chicago zorganizowała swoją pierwszą konferencję, na którą zaproszono przedstawicieli American Historical Association i innych znanych historyków amerykańskich. Od 1944 roku Komisja zaczęła organizować coroczne konferencje i rozpoczęła pracę nad przygotowaniem własnej publikacji, którą później nazwano Polish American Studies (PAS). Kiedy mocarstwa zachodnie cofnęły swoje poparcie rządowi polskiemu w Londynie, skończyła się finansowa pomoc dla PIN, a od 1948 roku historycy polonijni podjęli niezależną od PIN działalność w ramach Polish American Historical Association, czyli PAHA.

Od śmierci Haimana w 1949 roku, PAHA miała swoją siedzibę w St. Mary"s College w Orchard Lake, Michigan. Ks. Józef Swastek przejął przywództwo organizacji i został głównym redaktorem Polish American Studies. W latach pięćdziesiątych PAHA zdominowana była przez środowisko polskich księży i zakonnic, którzy stanowili większość zarówno wśród władz, jak i członków organizacji. Byli oni również autorami artykułów drukowanych w PAS. W tych wczesnych latach istnienia PAHA, publikowane badania miały często charakter antykwaryczny, genealogiczny i biograficzny, pozostawiając wiele do życzenia z punktu widzenia zawodowych historyków.

W następnej dekadzie PAHA została zreorganizowana, a wśród aktywnych członków znalazło się większe grono świeckich zawodowych historyków. Profesjonalizacja organizacji postępowała nadal pod przewodnictwem ks. dr. M. J. Madaja, który wywarł wielki wpływ na kierunek rozwoju PAHA w latach siedemdziesiątych i wczesnych latach osiemdziesiątych. Ufundowano wówczas pierwsze nagrody i sponsorowano wydanie kilku pozycji książkowych. Od połowy dekady lat osiemdziesiątych proces przekształcenia PAHA w zawodową organizację historyków uległ zakończeniu.

Nie znaczy to jednak, że tylko zawodowi historycy mogą do PAHA należeć. Przeciwnie, organizacja zrzesza członków zwyczajnych, którzy historią się interesują i dla których zadanie zachowania historii Polonii jest po prostu ważne. Obecnie PAHA liczy ponad sześciuset członków, w większości ze Stanów Zjednoczonych, ale także z Polski i innych krajów polskiej diaspory. Co roku w pierwszy weekend stycznia PAHA organizuje swoją konferencję naukową, na której prezentowane są referaty na rozmaite tematy związane z szeroko rozumianą historią i kulturą Polonii. Konferencja ma miejsce w tych samych miastach, w których swoje obrady organizuje American Historical Association, największa organizacja zawodowa historyków amerykańskich. W tym roku na przykład konferencja odbyła się w Atlacie, Georgia, a w przyszłym roku będzie miała miejsce w Waszyngtonie. Uczestnikami konferencji są często członkowie lokalnych społeczności polonijnych, jak również studenci i historycy amerykańscy. Obrady toczą się w języku angielskim, który jest oficjalnym językiem urzędowym PAHA.

PAHA szczyci się też szerokim programem nagród, które przyznawane są co roku w czasie konferencji. Nagroda imienia Mieczysława Haimana przyznawana jest za wybitny dorobek naukowy w dziedzinie badań nad historią i kulturą Polonii amerykańskiej. Nagroda imienia Oskara Haleckiego przyznawana jest za najlepszą książkę naukową na temat polonijny, a Nagroda imienia Józefa Swastka za najlepszy artykuł opublikowany w Polish American Studies. Distinguished Service Award otrzymują ci, którzy wyróżnili się szczególnymi zasługami w pracy dla PAHA. Wyróżnieniem Creative Arts Award wynagradzani są ci, którzy mają specjalne osiągnięcia w dziedzinie sztuk pięknych. Ważną nagrodą jest również Nagroda imienia Kulczyckiego, która przyznawana jest autorowi lub autorce najlepszej rozprawy doktorskiej na temat polonijny. Nowszą, ale szczególnie miłą nagrodą jest Amicus Poloniae, który nadawany jest osobie niepolskiego pochodzenia, która zasłużyła się w pracy dla zrozumienia i propagowania historii i kultury Polonii. I wreszcie tzw. Civic Achievement Awards nadawane są osobom z lokalnych polonijnych społeczności, które wyróżniają się w pracy kulturalnej dla Polonii.

PAHA kontynuuje wydawanie dwa razy w roku Polish American Studies, czasopisma naukowego poświeconego badaniom nad historią i kulturą Polonii. Członkowie organizacji dostają je razem z organizacyjnym biuletynem, PAHA Newsletter. PAHA wspiera też finansowo różne publikacje. Na przykład w 1993 roku pod egidą PAHA wyszło angielskie tłumaczenie historii Polonii opublikowane przez księdza Wacława Kruszkę w 1908 roku. Obecnie PAHA wspiera wydawanie książek w serii Studiów Polskich i Polonijnych Ohio University Press. Wyszło już osiem książek w tej serii, a w przygotowaniu są następne.

Jedną z największych, ale i najciekawszych inicjatyw PAHA w ostatnim okresie jest publikacja Encyklopedii Polonii Amerykańskiej. Polonia jest prawie jedyną tak liczną grupą etniczną w Stanach Zjednoczonych, która nie doczekała się jeszcze naukowej encyklopedii wiedzy o jej historii i kulturze. To zaniedbanie należy jak najszybciej naprawić. Obecnie trwają wczesne prace edytorskie, ale postęp limitowany jest finansami; PAHA jest w trakcie kampanii zbiórki funduszów na wydanie Encyklopedii Polonii.

PAHA jest również szczególnie zainteresowana sprawami zachowania polonijnych źródeł historycznych i współpracuje z polonijnymi - i polskimi - instytucjami archiwalnymi i muzealnymi. Zbyt wiele ważnych dokumentów rodzinnych, listów, fotografii i rozmaitych pamiątek niestety kończy na śmietniku. Zbyt wiele zbiorów dokumentów organizacji, które albo wygasły, albo zmieniły siedziby, zawierusza się gdzieś po drodze i znika. Wiele osób, szczególnie ze starszego pokolenia, zapisuje i dokumentuje swoje dzieje, na przykład w postaci pamiętników. Niestety, te pamiętniki rzadko trafiają do archiwów, pozbawiając przyszłych historyków bezcennych informacji historycznych. PAHA nawołuje więc do ochrony tych pamiątek i do deponowania ich do archiwów polonijnych na pożytek historii polskiej.

W tym roku w Atlancie historycy zebrani na konferencji uczestniczyli w sześciu sesjach naukowych. Obrady otworzyła sesja na temat dziejów i zadań etnicznych towarzystw historycznych. Oprócz PAHA reprezentowane były towarzystwa chińskie, włoskie, żydowskie i holenderskie. Okazuje się, że mają one ze sobą wiele wspólnego. Jednym z najistotniejszych zadań jest połączenie programu poważnych badań naukowych i popularyzacji historii. Wszystkie towarzystwa również borykają się z bazą finansową, potrzebną do rozwinięcia programów stypendiów czy publikacji. Inne sesje poruszały równie ciekawe tematy, na przykład dzieje lokalnych społeczności polonijnych w Nowej Anglii, rolę Polonii w okresie międzywojennym w stosunkach pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Polską, oraz wizerunek Polaków i przedstawicieli innych narodów w podręcznikach szkół polonijnych.

Szczególnie wymowna okazała się specjalna sesja poświęcona poezji polsko-amerykańskiej, w czasie której sześciu poetów i poetek prezentowało swoje utwory i opowiadało o tym, jak rozumieją swoją inspirację polskością. Dla jednych ta inspiracja wyrosła z doświadczeń dzieciństwa, albo opowiadań rodziców. Dla innych była rezultatem podroży do Polski jako kraju przodków i spotkania z rodziną i krajobrazem Polski. Zadawano wiele pytań o tożsamość, podkreślając, że poezja jest poszukiwaniem samych siebie, również w wymiarze kulturowym i narodowym.

W czasie bankietu kończącego konferencję wręczono nagrody. Kilka z nich uhonorowało wybitnych przedstawicieli Polonii z Atlanty. Uczestnicy konferencji i osoby słuchające referatów zgodzili się, że historia Polonii jest żywą i ważną częścią zarówno historii Polski jak i Stanów Zjednoczonych.

Anna Jaroszyńska - Kirchmann

Department of History

Eastern Connecticut State University

e-mail Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

[W artykule wykorzystano m.in.: Damian S. Wandycz, Polski Instytut Naukowy w Ameryce: W Trzydziestą Rocznicę, 1942-1972 (Nowy Jork: PIN, 1974); John Bukowczyk, "Harness for Posterity the Values of the Nation - Fifty Years of the Polish American Historical Association and Polish American Studies," Polish American Studies, 50, nr. 2 (1993), str. 5-100. Więcej informacji na temat działalności PAHA można znaleźć na stronie: www.polishamericanstudies.org.

Danuta Peszyńska: Pana debiut książkowy "Follow the Light" jest zbiorem świetnych fotografii i poezji. Czy zamieszczone w niej prace były już wcześniej publikowane?

Marek Wagner: Nie, nigdy wcześniej o tym nie myślałem. Planowałem, że kiedy przejdę na emeryturę, wydam książkę, w której będę mógł podzielić się z innymi swoimi dokonaniami. Ale stało się to niespodziewanie znacznie wcześniej. Na początku książka miała być tylko o fotografii. Mój pierwszy zamysł był taki, żeby zamieścić w niej około 300 zdjęć. Ale musiałem znacznie zredukować tę liczbę. Postanowiłem więc dołączyć również swoje teksty - wiersze, aforyzmy, prozę poetycką. Nie jest to jakaś wielka poezja... To tylko moje przemyślenia na temat

tego, co dla mnie ważne - miłości, Boga, języka.

Wszystkie teksty są w języku angielskim. Czy tak oryginalnie zostały napisane?

- Zdecydowałem się na ten język, dlatego że pisanie po angielsku sprawia mi wciąż dużą trudność. Było to więc ćwiczenie, i to bardzo intensywne. Zdaję sobie jednak sprawę, że często wychodzą braki formalnego wykształcenia. Do Ameryki przyjechałem w 1989 roku, i choć od początku uczyłem się angielskiego, to jest to tylko mój drugi język. Pomyślałem jednak, że skoro mieszkam w tym kraju, to powinienem posługiwać się językiem angielskim, także w swojej twórczości. Na pewno nie kierowałem się wizją dotarcia do tzw. szerokiego odbiorcy. Nie mam wielkich oczekiwań, gdyż konkurencja w tej dziedzinie jest bardzo duża. Ale nie mam również kompleksów. To są zupełnie osobiste prace. Powstało coś spontanicznego bez jakichś wielkich zamiarów. Jedynie żałuję, że nie mogłem w tej książce zamieścić więcej fotografii.

Czy fotografia to pana pasja, czy też profesja?

- Fotografia mnie zawsze fascynowała. Pamiętam zdjęcia rodzinne, które mój ojciec robił zorką. On nie był żadnym mistrzem, ale zdołał mnie zarazić fotografią. Sam poważnie zainteresowałem się tą dziedziną sztuki wiele lat potem. Sporo czytałem, jeździłem na kursy, warsztaty, spotkania. Ostatnio byłem np. na spotkaniu ze Stevem McCurry"ym z magazynu "National Geographic" (dostałem od niego pozwolenie na opublikowanie w książce tego zdjęcia). Zapisałem się do dobrej korespondencyjnej szkoły, zwanej New York Institute of Photography. Najważniejszą jednak rolę w mojej fotograficznej edukacji odegrał Trevor Reisz, znakomity fotograf i instruktor, który pracował dla kompanii Nikon. To on wprowadzał mnie w tajniki tej sztuki. I tak to zajęcie przerodziło się w moją wielką pasję. Fotografia jest dla mnie formą medytacji.

Na co dzień zajmuje się zupełnie innym zawodem - od 1996 roku prowadzę własną firmę. Myślę jednak o tym, żeby otworzyć studio fotograficzne. Nie obawiam się konkurencji. Ja nie patrzę na świat takimi kategoriami - przegram czy wygram. Uważam, że zdrowa konkurencja jest bardzo motywująca. To prawdziwa ewaluacja tego, kim jesteśmy.

Co pana szczególnie interesuje w fotografii?

- Ludzie, kolory, kształty. Chciałbym oczywiście pojechać na drugą półkulę, gdzie są inne kultury i tam fotografować wspaniałe pejzaże. Ale ludzie są wszędzie fascynujący. Dlatego uważam - oczywiście jeśli chodzi o fotografię - że można zadowolić się będąc nawet w pustym pokoju. Nigdy nie zawiesiłbym aparatu na wieszaku, dlatego że nie mogę pojechać na przykład na Alaskę czy do Indii. Fotografię bowiem można realizować wszędzie.

Wydaje się jednak, że fotografie zamieszczone w pana książce pochodzą także z dalekich podróży?

- Wykonane były w Chicago, Illinois i w pobliskich stanach. Jedna jest tylko z podróży na Florydę. Chciałbym oczywiście zwiedzić inne zakątki tego kraju. Ktoś powiedział, że w Ameryce każdy stan jest jak inny kraj, i ma to na pewno głębokie uzasadnienie. Myślę jednak, że dobrze jest otworzyć się na to, co jest wokół nas. Dopóty nie mieszkałem w Krakowie i tylko przyjeżdżałem w odwiedziny do rodziny, w spontaniczny sposób obserwowałem wszystko dookoła. Z chwilą jednak, kiedy tam zamieszkałem, zauważyłem, że już nie patrzę na to miasto z takim samym instynktem ciekawości jak poprzednio, chociaż zawsze Kraków podziwiałem i kochałem. Tak już chyba jest, że będąc w jakimś miejscu, chcielibyśmy wędrować gdzieś dalej. Ale wielkie rzeczy, które podziwiamy w innych zakątkach globu, często mamy w pobliżu. Chicago jest niezmiernie ciekawym miastem - zarówno pod względem architektury jak i ludzi.

A fotografia dziewczynki o egzotycznych rysach twarzy nad brzegiem morza czy jeziora? Kojarzy się z odległymi pejzażami, kulturami.

- To zdjęcie mojej córki Wiktorii, która jest z pochodzenia Koreanką. Miała wówczas chyba dwa latka. Odpoczywaliśmy na wydmach w Michigan (bardzo lubię tam jeździć, gdyż przypomina mi to pejzaż nad Bałtykiem). Był ciepły, letni dzień, powoli jednak zapadał zmierzch. Narzuciłem więc na Vicki moją żółtą koszulę. Cały czas panowała bezwietrzna pogoda. Natomiast w momencie, kiedy zacząłem robić zdjęcia, zerwał się wiatr i popchnął koszulkę do tyłu. Kilka minut później wszystko ustało. To jedno z moich ulubionych zdjęć.

Interesujące są pana fotografie bezdomnych, zwłaszcza zdjęcie dwóch mężczyzn leżących w przejściu między budynkami.

- Chciałem, żeby ta książka wzbudzała także refleksję. Na tym zdjęciu utrwalony został jakiś fragment naszej rzeczywistości. Ale mówi ona także o kontraście pomiędzy dwoma światami. Jest więc ulica, gdzie ludzie żyją swoim standardowym życiem, chodzą do pracy, zarabiają, wychowują dzieci, budują domy... A z drugiej strony mamy ludzi, którzy nie zmieścili się w tym standardzie. Zamierzałem pokazać, że ta rzeczywistość nie jest wcale taka gładka, jakbyśmy często chcieli ją widzieć.

Jakim aparatem pan się posługuje?

- Najczęściej aparatem cyfrowym Fuji S2 Pro. Mam również kilka dobrych aparatów analogowych, ale głównie koncentruję się na fotografii cyfrowej.

W książce przedstawia pan także fotografie czarno-białe. Jaką rolę ta fotografia odgrywa w pana twórczości?

- Uwielbiam czarno-białą fotografię. Zwłaszcza w portretach i ogólnie w fotografii ludzi. Natomiast w pejzażach wolę fotografię kolorową. Wydaje mi się, że pozbawianie natury kolorów nie spełnia swojej roli. Staram się raczej wydobyć niesamowite różnice w barwach, tonach. Czasami są one bardziej nasycone, kiedy indziej delikatne, subtelne. Obserwując nawet gołym okiem rzeczywistość, widać jak każda chwila różni się od następnej.

A to jeszcze bardziej uwydatnia fotografia.

A fotografując ludzi, co stara się pan utrwalić?

- Przede wszystkim uczuciowość. Czy chcemy tego, czy nie - nie jesteśmy w stanie kontrolować swoich emocji. Gdziekolwiek się obejrzymy, tam zobaczymy inne natężenie radości, lęku, obojętności. Ktoś dawno temu powiedział - i miał rację - że każdy człowiek jest osobnym universum. Każdy z nas jest tak bardzo unikalny, że gdybyśmy znaleźli się na wyspie bezludnej i pojawiłby się tam jeszcze jeden człowiek, to można by go "przerabiać" w nieskończoność, i zawsze byłby ciekawy. Tak, że ten aspekt mnie interesuje. Wydaje mi się, że codzienność jest tak bardzo ciekawa i absorbująca, iż można w nieskończoność czerpać z niej pomysły i inspiracje.

Fotografia jest przede wszystkim percepcją rzeczywistości. To chyba najlepsza definicja, jaką znam. Trzeba oczywiście opanować pewne techniczne zasady, przede wszystkim, jak zrobić zdjęcie, żeby nie było płaskie. Jednym z najlepszych treningów jest obserwacja starych czarno-białych filmów. Ich twórcy byli prawdziwymi mistrzami światła i cienia

Czy sam pan opracowywał wszystkie fotografie?

- Niektóre zdjęcia powstały zupełnie naturalnie. Moja rola polegała tylko na tym, żeby w odpowiedniej chwili nacisnąć przycisk kamery. Inne wymagały znacznych korekt. Przygotowywałem je sam w domu, korzystając z programu Photoshop. Jest to fantastyczne narzędzie, ale bywa często nadużywane. Kiedyś pewien nauczyciel zwrócił mi uwagę na różnicę między fotografią a ilustracją. Obecnie komputerowe programy fotograficzne pozwalają na takie "manipulacje", że zaciera się nieraz ta różnica. Jedne moje zdjęcia były "opracowywane" minimalnie, inne wymagały licznych korekt. Niektóre z nich wyglądają jak zdjęcia, ale moim zdaniem to są już ilustracje. Część z nich jednak pozostała w "dziewiczej" formie. Mam nadzieję, że uda mi się zredukować do minimum proces manipulacji zdjęciem.

Jak powstała fotografia słynnej "fasolki"... na rowerze?

- Trudno jest robić zdjęcia obiektów, które są powszechnie znane. Dobry fotograf potrafi oczywiście pokazać je zawsze inaczej, świeżo, zaskakująco. Tym razem jednak to był zupełny przypadek. Zobaczyłem coś, zrobiłem zdjęcie i poszedłem do domu. Gdybym ja ten rower postawił, to zdjęcie byłoby jeszcze lepsze, ponieważ koła dokładnie dotykałyby podstawy rzeźby.

Jedą z moich ulubionych prac jest fotografia mężczyzny, który wyciąga rękę. Zazwyczaj nie robię zdjęć, jeśli ktoś sobie nie życzy, ale powstało ono także przypadkowo. Zdarzają się takie sytuacje nie do przewidzenia. Nieraz wydaje się, że powstanie bardzo przeciętne zdjęcie. Potem, oglądając je na ekranie monitora widać, że jest w nim o wiele więcej niż na początku widzieliśmy.

Jak doszło do publikacji książki?

- Od dawna myślałem o wydaniu książki dla dzieci. Wyszukałem więc w internecie adresy wydawnictw i kompanii, które się tą działalnością zajmują. Zostawiłem swój adres e-mailowy i czasami dostawałem od nich informacje. Kiedyś otrzymałem telefon od amerykańskiego wydawnictwa Xlibris z propozycją wydania u nich książki. Warunki mi odpowiadały, dlatego zdecydowałem się na publikację. Książka "Follow the Light" ukazała się na jesieni zeszłego roku.

Czy równocześnie narodził się pomysł wersji na DVD? Bardzo mi się podoba ta realizacja - przemyślane połączenie fotografii z poezją i muzyką.

- W trakcie publikacji książki, otrzymałem katalog kompanii, która zajmuje się duplikacją DVD. Pomyślałem sobie, że skoro w książce nie mogłem zamieścić wszystkich wybranych fotografii, to teraz mogę je pokazać w tej formie. Trafiłem na program komputerowy, który pomógł mi zrealizować ten projekt. To jest oczywiście bardzo prosta prezentacja. W trakcie pracy okazało się, że niestety nie będę mógł skorzystać z oryginalnego nagrania muzycznego. Kupiłem więc następny program, gdzie znalazłem różne dźwięki do wykorzystania. Zrobiłem z tego kompilację, którą wykorzystałem jako podkład muzyczny. Mój przyjaciel Trevor zgodził się przeczytać teksty, i tak, zupełnie domowym sposobem, powstał zapis na DVD.

rozmawiała Danuta Peszyńska

Czy Anne Frank pisałaby blog zamiast dziennika, gdyby w czasie II wojny światowej istniały komputery personalne oraz serwisy internetowe i były one tak powszechnie dostępne jak są teraz?

Tak postawione pytanie stawia natychmiast sporo znaków zapytania między innymi o kształt wojny, w czasie której ludzie na okupowanych terenach mają szeroki dostęp do mediów elektronicznych, ale obserwując współczesne konflikty militarne i znając nieskończoną pomysłowość ludzi w wynajdowaniu coraz to ciekawszych metod wzajemnego zabijania się, nie widzę szczególnego problemu w potwierdzeniu tezy, iż Anne Frank mogłaby pisać blog zamiast dziennika. Niewiele to ma do rzeczy, ale warto chyba wspomnieć, iż sam internet jest przecież u swych początków wynalazkiem sensu stricto wojskowym.

Poza tymi ogólnościami trzeba również zwrócić uwagę na szczególne cechy osobowościowe nastoletniej autorki Dziennika, która była niesłychanie inteligentna, oczytana i literacko utalentowana. Jej pasja mówienia, argumentowania, zabaw literackich, układania drzew genealogicznych, badania biografii, zamiłowania do historii, nieustannego czytania i uczenia się języków obcych była czymś tak naturalnym, że trudno sobie wyobrazić, iż nie czuła ogromnej potrzeby dzielenia się z innymi tym wszystkim, co dla niej było ważne. To właśnie chęć komunikowania się, dzielenia z kimś, pokazywania i przekazywania komuś swoich doświadczeń, przeżyć, przemyśleń, doznań, opinii i sądów leży u podstaw zarówno pisania dzienników jak i ostatnio szalenie popularnych blogów. Zawrotna kariera internetowego blogu wynika z jego nieskończonej praktycznie dostępności i prawie natychmiastowej interaktywności. Jakkolwiek początkowo test blogowy kierujemy do anonimowego odbiorcy to bardzo szybko możemy nawiązać konkretny kontakt z bardzo określonym jednostkowym lub grupowym odbiorcą. Wchodzimy tym samym w wirtualny dialog zależności piszącego i czytających pokonując tym samym, przynajmniej częściowo, poczucie osamotnienia i wyalienowania.

Podobne, a w zasadzie identyczne założenie leżało przecież u podstaw Dziennika, który postanowiła pisać trzynastoletnia Anne w czasie niemieckiej okupacji Holandii - była nim chęć i próba pokonania albo przezwyciężenia samotności wynikająca w przypadku Anne z nieoczekiwanej i kompletnie niezasłużonej konieczności życia w zamknięciu. Opisywanie spraw i problemów codziennego życia oraz opatrywanie ich komentarzami działo się czy też miało miejsce w sytuacji nieustannej konieczności przebywania wśród ludzi. Ten kontekst "skazania" na ciągłe bycie z innymi wcale nie zmieniał jednak istotnego faktu, iż Anne czuła się dotkliwie samotna i nierozumiana, nawet przez swych najbliższych. Dlatego wymyśliła przecież fikcyjną przyjaciółkę Kitty, której była w stanie zupełnie zaufać i powierzać najbardziej intymne i skryte przemyślenia na temat swojej matki, ojca, swej seksualności, pierwszej miłości, przyjaciół, szkoły a potem wojny i Żydów a nawet polityki. Oczekiwała od Kitty zrozumienia, współczucia, wyrozumiałości, a przede wszystkim akceptacji w świecie obcym, nieprzyjaznym, groźnym, niebezpiecznym i trudnym, jeśli w ogóle możliwym, do zaakceptowania przez nastolatkę. Praktycznie identyczne kategorie opisujące świat determinują bardzo wielu współczesnych autorów blogów do ich pisania.

Jak bardzo blisko siebie sytuują się te dwa, pozornie tylko odległe od siebie sposoby zapisywania swoich przeżyć pokazują ich definicje:

Dziennik (diariusz, dyariusz) - zapiski bieżące, rodzaj pamiętnika, sporządzane dla potrzeb własnych, lub w charakterze twórczości literackiej (publikowanej na bieżąco, lub później w postaci zbiorczej). Od zapisywania wspomnień dotyczących tych samych czasów, dziennik odróżnia się tym, że jest sporządzany na bieżąco, co w praktyce przejawia się zupełnie inną optyką - inne rzeczy są uznawane za warte upamiętnienia i inaczej są uwypuklane. Dziennik, w porównaniu ze wspomnieniami, ma większą wartość historyczną jako tekst źródłowy.

Weblog (w skrócie blog) jest to rodzaj strony internetowej, na której autor umieszcza datowane wpisy, wyświetlane kolejno, zaczynając od najnowszego. Blogi zazwyczaj posiadają system archiwizacji wpisów, możliwość komentowania wpisów przez czytelników, a także zestaw linków (tradycyjnie umieszczany w bocznej kolumnie): do blogów polecanych przez autora (tzw. blogroll) i innego rodzaju stron WWW. Blogi najczęściej mają osobisty charakter i służą jako internetowe pamiętniki. Takie blogi zawierają osobiste przemyślenia, uwagi, komentarze, rysunki, a nawet nagrania, przedstawiając w ten sposób światopogląd autora.

Obydwa sposoby opisu jednostkowej rzeczywistości wewnętrznej i zewnętrznej autora są oczywiście metodą, często nieuświadomionej albo podświadomie stosowanej terapii pozwalającej na oswojenie swoich lęków i problemów, głównie wynikających z faktu bycia samotnym i to bez względu na rodzaj czy typ samotności.

Są oczywiście również fundamentalne różnice pomiędzy tekstem Anne Frank i jakimkolwiek blogiem współczesnego nastolatka. Pomińmy oczywiście wybitną inteligencję i wiele talentów autorki, które to cechy nie zawsze, albo raczej bardzo rzadko, da się przypisać autorom blogów - żeby skoncentrować się na rzeczy podstawowej - my znamy dalsze losy nastoletniej Żydówki i to jest jeden z istotnych, jeśli nie najistotniejszy aspekt, który determinuje nasze nastawienie i sposób odbioru Dziennika.

Jedna z czytelniczek napisała w komentarzach do najnowszego, uzupełnionego o pięć odnalezionych w 1998 roku stron, wydania Dziennika, iż:

"Czytając "Dziennik" Anne Frank, czułam się jak przestępca wkradający się w czyjeś życie. Jednak wiem, że Anne chciała, by jej dziennik został wydany. Czuję się usprawiedliwiona. Lektura tej książki nie jest łatwa. Od początku wiedziałam, że Anne zginęła, że kryjówka jej rodziny została wykryta. Ciężko było mi poznawać Anne, przeżywać z nią trudy i strach związane z koniecznością ukrywania się, jak i jej pierwszą miłość, kłótnie z rodzicami. Anne marzyła jak każda nastolatka, miała plany i cele. Myślała o swoim życiu po wojnie. Ja wiedziałam, że to tylko marzenia…

To bardzo osobista relacja, zresztą jak każdy dziennik, ale jednocześnie wyjątkowa. Do końca żywiłam nadzieję, że może coś się zmieni, że może jednak oni przeżyją."

Ale nawet ta modyfikacja czy też kontrowersyjne metody redagowania zachowanych wersji tekstu Dziennika nie zmienia podstawowego założenia tego artukułu, iż Anne Frank jest jedną z najbardziej fascynujących "blogerek" prekursorek - jest po prostu "blogerką" kultową.

Zbyszek Kruczalak

www.domksiazki.com

Dziennik (Oficyna),12 czerwca 1942 - 1 sierpnia 9144, Anne Frank, Znak, Kraków 2003, s.314.

Kilka tygodni temu zmarł James Brown i skończyła się pewna epoka. Jego śmierć to istotna cezura dla świata muzyki i tańca. Czy ktoś tak kreatywny i szalony będzie jeszcze chodził po ziemi? James Brown był człowiekiem - rewolucją, dał początek r"n"b, soul i funky. Był wariatem na scenie i tyranem dla swoich muzyków. Dziwacznością sto razy przebijał Michaela Jacksona, który zresztą sam uznaje się za jego epigona. Moon Walk z pewnością powstał w wyniku inspiracji starszym kolegą po fachu.

Jeśli ktoś kiedykolwiek widział występy Browna, szczególnie te z lat sześćdziesiątych, wie jak niezapomniane potrafił dać widowisko. On również stworzył pierwszy taniec dowolny czyli tak zwany Freestyle. Wylansował go promując podczas telewizyjnych show i koncertów swoje częste płyty, w tym The Good Foot. Murzyn z Georgii wykonywał wygibasy, dzięki którym później stał się sławny. Taniec ten szybko znalazł naśladowców i w tętniących jeszcze wtedy imprezowym życiem gettach zaczęto tańczyć Good Foot. Freestyle zaczął się naturalnie rozwijać w Nowym Yorku, w czarnym Harlemie, a przede wszystkim w Bronxie. Był to taniec oparty zasadniczo na improwizacji, niemniej jednak zaczęły powstawać pierwsze figury: "drops" i "spins". Kolejnym etapem było powstawanie pracy nóg, czyli "foot work" i podstawowe figury gimnastyczne. Ponieważ nowe elementy dodali tancerze z Brooklynu, następcę "good foot" nazwano "Brooklyn rock", co w wersji późniejszej dało "Uprocking". Gdy pierwsze ruch zostały ustalone przyszedł czas na style i początkowe elementy ideologii, których reprezentantami były ekipy: Nigger Twins, Clark Kent, Zulu Kings.

Do połowy lat siedemdziesiątych w tworzenie kultury break dance zaangażowani byli wyłącznie czarni tancerze, ci jednak, zainteresowani bardziej samą rytmiką, niż nowymi technikami tańca, pod koniec dekady oddali pałeczkę tancerzom pochodzącym z Portoryko, a ci znowu wytyczyli dalszą drogę stylu. W 1978 roku Jo-Jo, breakdance-boy z Nowego Yorku, założył RockSteady Crew, w którym tańczył wraz z Jimmy Lee. To właśnie oni zainspirowani wschodnimi sztukami walki, a w szczególności kung-fu prezentowanym w popularnych wtedy filmach z Brucem Lee, wymyślili pierwsze "power moves" między innymi "windmills".

Złotym wiekiem b-boyingu, czy jak kto woli break dancu były lata osiemdziesiąte. Popularność rosła dzięki filmom z udziałem ówczesnych sław Rocksteady: Crazy Legs, Prince Ken Swift, Baby Love, Kuriaki i Dose. A te popularne obrazy to "Wild Style" z 1982, "StyleWars" dokument o grafitti z 1983 czy "Flash Dance", którego wpływy można zauważyć w dzisiejszej modzie pret-a-porter. Pod koniec lat osiemdziesiątych popularność, choć już nie tak dużą, zdobyły "Breakin", B i "Beat Street". Ten drugi zawiera legendarną już dla dzisiejszego Hip-Hopu scenę bitwy pomiędzy NY City Breakers i Rocksteady Crew.

Martwy sezon dla break dance"u przyszedł po 1986 roku. Media potraktowały temat jak tymczasową modę i break zniknął z piedestału. Okazało się to bolesnym doświadczeniem dla zaawansowanych tancerzy, których ambicją było zdobycie jak największego rozgłosu, nie tylko wśród publiczności zaangażowanej w subkulturę. Wtedy to tancerze wierni kulturze a zarazem żądni sławy stworzyli słynne "Geetoriginal", ekipę, której zadaniem i celem było upowszechnienie break"a w kręgach kultury masowej. Członkowie tej grupy wystąpili przed prezydentem Reaganem w Kennedy Center na Viena Dance Festival i w Theatry Jean Vilar w Paryżu. Niektórzy tancerze zajmowali się również choreografią do musicali na Broadwayu. Break dance odżył dopiero na początku lat dziewięćdziesiątych za sprawą zaangażowanych tancerzy w Nowym Yorku, Los Angeles, Wielkiej Brytanii, Włoszech a przede wszystkim w Tokio, gdzie powstały odłamy RockSteady Crew. Ówcześnie najbardziej kreatywną sceną break dance była scena japońska, na której królowały RSC Tokio, prowadzone przez weteranów hip-hop: Crazy-A i Electrick Truble. W Stanach prawdziwe oblicze break dance odsłania się kilka razy do roku w organizowanych przez weteranów imprezach Rocksteady Anniwersary czy B.Boy Summit. Większość wiodących dziś ekip, to tancerze profesjonalni wynajmowani do spektakli, teledysków. Tak jak na przykład: Elite Force, w którego skład wchodzą tancerze: Buddah Streatch, Link, Loose Joint i E-Joy. Można zobaczyć ich na teledyskach Mariach Carey czy Michaela Jacksona.

Break dance zaczął się mieszać z różnymi stylami takimi jak rap, reagge czy capoeira, również z fitness. Pod koniec lat osiemdziesiątych osiągnął swój cel, jakim była popularność i zaistniał na całym świecie, również i w Polsce.

O jego zakorzenieniu w kulturze niech świadczy chociażby fakt, że właśnie przed kilkoma dniami Fisz i Emade dostali prestiżową nagrodę Paszport Polityki. Duet Fisz i Emade - czyli bracia Piotr i Bartosz Waglewscy - zwyciężyli w dziedzinie pop-rock-estrada. Muzyków nagrodzono za "twórcze poszukiwania i wyznaczanie standardów na krajowej scenie, nową definicję hip-hopu i konsekwentny kurs pod prąd". Synowie Wojciecha Waglewskiego, twórcy VooVoo, kontynuują rodzinną tradycję ale i sami, tak jak kiedyś ojciec, przecierają nowe ścieżki w polskiej muzyce. Ścieżki bezpośrednio wywodzące się z hip hopu i break dance"u. Nawet papież Jan Paweł II miał okazję podziwiać b-boy"ów i ich twisty.

W Chicago jest szkoła break"a: Breakdance Chicago. Są to tancerze, którzy wypracowali swój styl- breakfit- połączenie break"a i fitness, bardzo częsta i modna ostatnio kombinacja.

Glosariusz breakdance"a:

Toprock - od tego elementu każdy prawdziwy b-boy powinien rozpoczynać swojego seta (wyjście b-boya). Nazwy figur to 4 Corners, Dead Leg Style, Indian Step, Indian Crosover, Apache, Salsa Step, Latino Rock, Bounce Roller Skate Step. Tłumaczenie na polski nie ma sensu i wydaje się śmieszne.

Power moves - figury rotacyjne, wymagające najwięcej siły, kondycji oraz zaangażowania: Backspin, Grill, 1990, Swipes, Continous Backspin / Windmill.

Freezes - element polegający na zatrzymaniu się na kilka sekund w jakiejś pozycji: Baby Freeze Open, Baby Freeze Close, Chair Freeze, Turtle Freeze, Air Baby, Air Jordan.

Drop (Go down) - przejścia z Toprock do Footwork: Half Swipe, Front Swipe, Back Swipe, Cross Swipe, Knee Drop, W, Cork Screw.

Footwork - poruszanie nogami na parkiecie podpierając się rękami: Six Step, Four Step, Three Step, Baby Love, C.C., Bounce C.C., Baby Swipes, Bicycle Pupms, Scrambles

Iza Głuszak

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Zaczynamy nowy rok bardzo ciekawą listą książek, które z końcem grudnia zdobyły serca czytelników i w styczniu opanowały naszą listę.

Pierwszym tytułem, i to nie jest zaskoczenie, jest Pachnidło autorstwa Patricka Süskinda, które tak naprawdę nigdy nie opuściło list bestsellerów literackich, aczkolwiek nie zajmowało na nich od dawna tak wysokiej pozycji jak teraz. Pomogła w tym rzecz jasna ekranizacja powieści, której akcja toczy się w XVIII wiecznym Paryżu. Dosłowność i genialność opisów miasta, ludzi i przede wszystkim zapachów jednych poraża i odstręcza, innych zachwyca. Znakomicie napisana opowieść o poszukiwaniu doskonałości przez niedoskonałego bohatera, jest poruszającą parabolą ludzkiego losu.

Na drugim miejscu, i to też było do przewidzenia, wdarła się najnowsza książka Rafała Ziemkiewicza pod wszystko wyjaśniającym tytułem "Michnikowszczyzna - zapis choroby". Autor, kontrowersyjny i przez to oczywiście interesujący - jakkolwiek nie zawsze - dziennikarz i publicysta, zwolnił nas z konieczności czytania samego tekstu - już sam tytuł wszystko wyjaśnia.

Bardzo wysoko wspięła się też w tym miesiącu na naszej liście kapitalna, często zabawna i równie często "przerażająca" opowieść o relacjach ludzko -zwierzęcych zatytułowana "Marley i ja" - kto ma psa wszystko zrozumie i będzie zakochany w książce i jeszcze bardzie w swoim psisku. Kto nie ma zwierzęcia w domu i nigdy nie miał niech sobie szybko kupi bo nie wie ile traci.

Ciągle dobrą pozycję zajmuje "Dziecko w czasie" Iana McEwana, znakomitego, brytyjskiego pisarza, którego każda nowa książka od razu staje się wydarzeniem literackim. Przypominam tylko, że jego "Pokuta" uznana została przez wielu krytyków z różnych krajów za najlepszą, jak do tej pory, powieść XXI wieku.

Proszę też koniecznie zwrócić uwagę na znakomitą powieść Haruki Murakamiego "Norwegian Wood"" - ten fascynujący Japończyk/Amerykanin/Europejczyk na pewno niebawem dostanie Nobla.

1. Pachnidło

Patrick Susking,

Świat Książki, 2006

Genialny, a zarazem potworny człowiek, Jan Baptiste Grenouille posiada węch absolutny: swoje otoczenie rozpoznaje powonieniem lepiej niż inni ludzie oczyma. Jego fenomenalna pamięć przechowuje miliony woni... Odkąd Grenouille odkrywa, że jego przeznaczeniem jest zostać największym perfumiarzem wszech czasów, nie opuszcza go marzenie o wydestylowaniu wonności nad wonnościami... pachnidła z dziewiczego ciała kobiecego. Jeśli nawet uświadamia sobie, że u podstaw tego marzenia legło morderstwo, jest mu to najzupełniej obojętne. Powieść utrzymywała się przez ponad trzy lata na liście bestsellerów światowych i została przełożona na ponad 20 języków..

2. Michnikowszczyzna

- zapis choroby

Rafał A Ziemkiewicz Red Horse, 2006

Rafał A. Ziemkiewicz - po "Viagrze mać", "Frajerach" i "Polactwie" proponuje polskiemu czytelnikowi kolejną dawkę kontrowersyjnej publicystyki w swojej najnowszej książce pt. "Michnikowszczyzna. Zapis choroby", gdzie wnikliwie analizuje działalność Adama Michnika i bezpardonowo rozprawia się z wizerunkiem redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" jako głównego ideologa postkomunizmu. Nie oszczędza również ludzi z nim związanych.

Ziemkiewicz odpowiada na pytania:

- jaki rzeczywisty wpływ miał Adam Michnik na kształtowanie "nowej" Polski po 1989 roku?

- w jaki sposób wykorzystywał potencjał "Gazety Wyborczej", jednego z najpoczytniejszych dzienników, do kreacji sposobu myślenia jej odbiorców?

- dlaczego tylu ludzi z jego otoczenia bezwzględnie uległo jego wpływowi i bezkrytycznie przyjmowało jego słowa, uznając je za prawdziwe i niepodważalne?

3. Dziecko w czasie

Ian McEwan,

Albatros, 2006

Nagrodzona Whitbread Award powieść czołowego brytyjskiego prozaika. Poruszające studium bólu i radzenia sobie z cierpieniem. Jedna chwila nieuwagi w supermarkecie i trzyletnia Kate zostaje porwana, niemal na oczach swojego ojca, Stephena. Zdarzenie to wywiera druzgocący wpływ na jego życie i małżeństwo. Staje się pretekstem do podróży w głąb siebie, do świata pragnień i wspomnień.

4. Gottland

Mariusz Szczygiel, Czarne, 2006

Gottland to kraj horroru, smutku i groteski. Mariusz Szczygieł opowiada o ikonach czeskiej świadomości zbiorowej, nieznanych szerzej w Polsce: o "wyzyskiwaczu" Tomaszu Bacie - producencie butów, który o 10 lat wyprzedził Orwella i stworzył samośledzące się miasto, czy o "kolaborantce" Lidzie Baarovej - aktorce, przez którą płakał Göbbels. Reporter bada też losy postaci nieznanych nawet w Czechach: siostrzenicy Franza Kafki, która wypożyczała swoje nazwisko; pisarza, który usunął i zastąpił sam siebie; czy też rzeźbiarza, który zaprojektował największego Stalina na kuli ziemskiej i popełnił samobójstwo tuż przed odsłonięciem swojego dzieła. Gottland to kraj, którego nie wymyśliłby Kafka.

5. Marley i ja - życie miłość i najgorszy pies świata

John Grogan,

Wyd. Pierwsze, 2006

Marley, wyjątkowo wielki i silny labrador retriever, cierpi na nadmiar energii, demoluje dom i ogródek, kompromituje swoich właścicieli - młode, rozwojowe małżeństwo dziennikarzy. Połyka wszystko, co znajdzie się w zasięgu jego pyska, wyleciał ze szkoły tresury za brak postępów i panicznie boi się burzy.

A jednocześnie jest kochanym, wrażliwym i wiernym psem, zdolnym pokazać swojemu panu, co naprawdę liczy się w życiu. Rozbawia i wzrusza do łez - pisali krytycy o tej książce, która ukazała się po raz pierwszy przed rokiem w Stanach Zjednoczonych. Biografia psa Marleya spisana przez jego właściciela szybko podbiła serca czytelników i trafiła na pierwsze miejsca list bestsellerów, gdzie utrzymuje się niezmiennie od niemal roku.

6. Lux Perpetua

Andrzej Sapkowski, Supernowa 2006

Reynevan, główny bohater tomów Narrentum i Boży wojownicy, nadal ma kłopoty, ciągle ktoś dybie na jego życie bądź przedstawia mu propozycję nie do odrzucenia. Prześladują go prozaiczni agenci wywiadu oraz siły nieczyste, wcale nie ukrywające swej diabelskiej proweniencji. Ale Reynevan żyje przecież w okrutnych i niebezpiecznych czasach. Na Śląsku i w Czechach, gdy przez ziemie te przetaczały się krucjaty i husyckie wyprawy odwetowe. Gdy nie znano słowa: "Litość" i z imieniem Boga na ustach wyrzynano tysiące niewinnych. Reinmar wierzy w religijną odnowę, staje po stronie zwolenników Husa, nawet gdy ci dokonują niewiarygodnych zbrodni. Cel uświęca środki. Reynevan chce pomścić śmierć brata. On, medyk i zielarz, idealista i bezinteresowny obrońca chorych i cierpiących, musi wcielić się w rolę husyckiego szpiega, dywersanta, zabójcy i bezlitosnego mściciela.

7. Sieć -

ostatni bastion SS

Bogusław Wołoszański, Wołoszański, 2006

Tamten czas, ostatnie dni drugiej wojny światowej, pozostawił niewyobrażalnie wiele tajemnic. Ocieramy się o nie, patrzymy i nęka nas ciekawość. Czemu miały służyć betonowe tunele pod zamkiem Książ? Po co tysiące więźniów drążyło podziemne korytarze w rejonie Walimia? Można tam pojechać, zobaczyć wielkie podziemne komory i długie chodniki. Co przewoził podwodny okręt U-234? Co stało się z generałem Hansem Kammlerem, który z ramienia SS nadzorował prace nad tajną bronią i w maju 1945 roku zniknął; razem z nim zniknął trzeci prototyp samolotu Ju-390, zadziwiający ogromnym zasięgiem. Czy nigdy nie poznamy prawdy o tajemnicach końca wojny?

8. Niewinny

John Grisham,

Amber, 2006

Ron Williamson był pierwszym zawodnikiem ze stanu Oklahoma wybranym do głównej ligi baseballowej. Opuścił rodzinne miasteczko, by ścigać marzenia na najsłynniejszych amerykańskich stadionach. Wrócił sześć lat później, ze zwichniętymi marzeniami, niesprawną ręką i złymi nałogami: alkohol, narkotyki, kobiety rozmyły wizję kariery. W 1982 roku w miasteczku zgwałcono i zamordowano młodą kelnerkę i przez pięć lat policja nie potrafiła rozwiązać zagadki jej śmierci. Podejrzenie padło na Rona Williamsona i jego przyjaciela. W 1987 aresztowano ich i oskarżono o morderstwo. Bez żadnych dowodów prokurator oparł akt oskarżenia na poszlakach, na zeznaniach więźniów i donosicieli. Dennis Fritz został uznany za winnego i skazany na dożywocie, Ron Williamson wysłany do celi śmierci...

9. Norwegian Wood

Haruki Murakami,

Muza S.A., 2006

Powieść "Norwegian Wood", opublikowana w 1987 przyniosła Maruki Hurakami ogromny rozgłos. Jest książką, którą przeczytał "każdy" w Japonii. Sam autor mówi, że było to dla niego wyznanie - "Nigdy nie napisałem tego typu prostej powieści i chciałem się sprawdzić". Wiele osób myślało, że jest to powieść autobiograficzna, ale tak nie jest. "Gdybym napisał prawdę o moim własnym życiu, powieść nie miałaby więcej niż 15 stron." Akcję umieścił autor w latach 60-tych, bohaterem jest młody człowiek Toru, zafascynowany piękną Naoko. Ich uczucie jest obciążone samobójczą śmiercią wspólnego przyjaciela i słabą konstrukcją psychiczną Naoko. Dramatyczne przeżycia bohaterów robią na czytelniku duże wrażenie.

10. Śnieg

Orhan Pamuk,

Wyd. Literackie, 2006

Orhan Pamuk z Turcji otrzymał literacką Nagrodę Nobla, za to, że jest pisarzem, który w poszukiwaniu melancholijnej duszy swojego rodzinnego miasta odkrył nowe symbole zderzenia i przenikania się kultur.

W "Śniegu" młody poeta, Ka wraca po 12 latach emigracji w Niemczech do ojczystej Turcji na pogrzeb matki. W małym anatolijskim miasteczku Kars podejmuje próbę odzyskania młodzieńczej miłości, i pisze artykuł na temat serii samobójstw wśród młodych dziewcząt, którym zakazano noszenia muzułmańskich chust...

Zbyszek Kruczalak

MUZEA I GALERIE

Muzeum Polskie w Ameryce

984 N.Milwaukee Ave.

Tel. (773) 384-3352

Rewolucja Węgierska 1956 - wystawa poświęcona patriotycznemu zrywowi narodu węgierskiego sprzed 50 lat. Próba obalenia ustroju komunistycznego w tym kraju zakończyła się rozlewem krwi, zaostrzeniem reżimu i wygnaniami z kraju. Przygotowana przez utworzony w Chicago Komitet Obchodów 50 Rocznicy Rewolucji Węgierskiej 1956, ekspozycja potrwa do 25 stycznia.

Muzeum Fielda

1400 South Lake Shore Drive

Tel. (312) 922-9410, www.fieldmuseum.org

Treasures of the Titans - kunsztowne wyroby jubilerskie i akcesoria, które należały do znanych postaci ze świata sztuki, polityki, rozrywki i przemysłu. Podobnie jak inne osobiste przedmioty, odzwierciedlają one charakter i osobowość właścicieli. Wśród prezentowanych są m.in. brylantowy naszyjnik i kolczyki, które dla Sofii Loren zaprojektował Bulgari, inkrustowna rubinami złota puderniczka Vivien Leight, bransoleta z panterą księżnej Aga Khan, zapalniczka Elvisa Presleya i diamentowa tiara księżnej Monaco.

Wystawa pokazana zostanie w Galerii Graigner Hall of Gems w terminie od 26 stycznia do 3 czerwca. Wstęp wolny z biletem do muzeum ($12 i $7 - seniorzy, studenci i dzieci).

Godziny otwarcia Field Museum: codziennie od godz. 9 rano do 5 po południu.

Chicagowski Instytut Sztuki

111 S. Michigan Ave.

Tel. (312) 443-3600,

www.artic.edu/aic

Cezanne to Picasso: Ambroise Vollard, patron of the Avant-Garde - specjalna wystawa poświęcona słynnemu marszandowi paryskiemu i mecenasowi sztuki, który w znacznej mierze przyczynił się do promocji awagardowej sztuki z początku XX wieku.

Godziny otwarcia muzeum: pon., wt. 10:30 rano do 5 po południu, czwartki i piątki 10:30 rano - 9:00 wiecz.; sobota i niedziela: 10:00 rano - 5:00 po południu. W czwartki i piątki wstęp wolny w godz. 5:00 po południu - 9:00 wieczorem.

Bilety: $12 i $7 - dzieci poniżej 6 lat, studenci i seniorzy. Dla członków muzeum wstęp bezpłatny.

Muzeum Nauki i Techniki

5700 S. Lake Shore Dr i 57th St.

Tel. (773) 684-1414,

www.msichicago.org

"Hungry Planet: What the World Eats?" - na wystawę składa się około 120 fotografii, obrazujących zwyczaje związane ze spożywaniem posiłków w różnych częściach globu.

Muzeum jest czynne od poniedziałku do soboty od 9:30 rano do 4:00 po południu. W niedziele od 11:00 rano do 4:00 po południu. Bilet wstępu $11. Dla mieszkańców Chicago zniżka.

Smart Museum of Art

5550 S. Greenwood Ave.

Tel. (773) 702-02200

"Cosmophilia: Islamic Art From the David Collection, Copenhagen" - znaczenie ornamentyki w sztuce religijnej i świeckiej Islamu na przykładzie prac pochodzących z jednego z największych w świecie zbiorów sztuki islamskiej.

Wystawa potrwa od 1 lutego do 20 maja

Mary and Leigh Block Museum of Art

40 Arts Circle Drive, Evanston

Tel. (847) 491-4000

"From the Trenches to the Street: Art From Germany, 1910-1920" - sztuka okresu dadaizmu i związani z nią niemieccy artyści. Na wystawie prezentowane są prace - malarstwo, rysunki, grafika - takich artystów jak Otto Dix, George Grosz, Max Beckmann. Ekspozycja czynna będzie od 19 stycznia do 18 marca.

Museum of Contemporary Photography

Columbia College

600 S. Michigan Ave.

Tel. (312) 663-5554,

www.mocp.org

Robert Heinecken: Sex and Food - wystawa poświęcona twórczości zmarłego w zeszłym roku znanego artysty fotografa, który przez lata mieszkał i pracował w Chicago. Liczne prace artysty koncentrują się wokół tematyki seksu w środkach masowego przekazu, jak np. satyryczne przedstawienia fotografii mody.

Misty Keasier: Japanese Love Hotels - finezyjne fotografie japońskich "domów schadzek". Skupiając się na detalach wystroju i wyposażenia wnętrz, autorka w dyskretny sposób odkrywa przed widzem świat erotycznych fantazji, z którymi kojarzą się te miejsca.

Wszystkie wystawy prezentowane są od 19 stycznia do 24 marca. Wstęp wolny.

Chicago History Museum

1601 N. Clark Stret

Tel. (312) 642-4600

Ed Paschke - retrospektywa prac jednego z najwybitniejszych i najbardziej znanych chicagowskich artystów. Można zobaczyć ponad 60 obrazów artysty oraz rekonstrukcję jego pracowni. Wystawa potrwa do 19 lutego.

Chicago Roots Music - Chicago kojarzy się z legendarnymi muzykami, wspaniałymi klubami i festiwalami muzycznymi. Wystawa opowiada o historii chicagowskiego jazzu, bluesa i innych gatunków muzyki. Ekspozycja czynna będzie do lata tego roku

Dior: The New Look- prezentowana w nowej, liczącej ponad 1,300 stóp kwadratowych Galerii Tkanin i Kostiumów, wystawa zapoznaje ze słynną kolekcją francuskiego projektanta mody.

Muzeum jest czynne od poniedziałku do środy, w piątek i sobotę w godz. 9:30 -4:30, w niedzielę od południa do godz.5.00, a w czwartek od 9:30 rano do 8:00 wieczorem. Cena - $12 i $10 (seniorzy i studenci).

TEATR

Trap Door Theatre

Symphony Center

220 South Michigan Ave,

Tel. (312) 294-300; www.cso.org

Alice in Bed - znany z inscenizacji ambitnych i rzadko wystawianych sztuk TDT przedstawia obecnie utwór znakomitej amerykańskiej pisarki i eseistki Susan Sontag. Autorem reżyserii jest Dado. W rolach głównych występują: Noah Durham, Karen Foley, John Gray, Carolyn Hoerdemann, Simone Jubyna, Kim McKean, Elston Tortuga, Doug Vickers, Nicole Wiesner, Jenny Zohn. Spektakl wystawiany będzie do 17 lutego w czwartki, piątki i soboty o godz.8:00 wieczorem, a w niedziele o 5:00 po południu. Bilety $20 (w czwartek jeden bilet na dwie osoby

dp