----- Reklama -----

Monitor 11/01/2004

Niniejszy artykuł dotyczy zachowań rodziców wobec własnych dzieci oraz pomyłek, jakie popełniane są przez rodziców w procesie wychowania. Problem ten dotyczy niemalże każdej rodziny posiadającej dzieci, bez względu na ich wiek.

Bycie rodzicem - to niezmiernie złożone, skomplikowane zadanie, o takim stopniu trudności, że potrzebne są do pełnienia tej roli najwyższe kwalifikacje, porównywalne do kwalifikacji w zawodzie fizyka, ekonomisty, czy psychologa. Oczywiście, nigdy nawet nie przyszedłby nikomu do głowy pomysł, aby pracować w takich zawodach bez przygotowania. Inaczej jest z obowiązkiem rodzicielskim. Zdecydowana większość ludzi wydaje się akceptować pogląd, że kwalifikacje rodzica otrzymuje się automatycznie, naturalnie, niejako w sposób wrodzony i nie trzeba robić niczego, aby je posiadać. Rzeczywiście posiadamy bardzo wiele wzorców wyniesionych z domu, w którym każdego dnia obserwowaliśmy postępowanie naszych rodziców czy dziadków. Zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że w wielu przypadkach prezentujemy wątpliwej jakości wzorce. Nasi rodzice najczęściej również nie posiadali kwalifikacji, aby być dobrymi rodzicami, ponieważ popełniali błędy nie wiedząc, jak właściwie postępować, gdyż naśladowali swoich rodziców lub dziadków, którzy również nie mieli właściwego przygotowania. Zdarza mi się słyszeć protesty, dotyczące obrony sposobów wychowawczych rodziców: "ojciec bił mnie często i, proszę, wyrosłem na porządnego człowieka". Tak, na porządnego, ale czy na szczęśliwego?

Niestety, umiejętności właściwego wypełniania obowiązków rodzicielskich - co, jak napisałam, jest zachowaniem niezmiernie złożonym - nie nabywamy w sposób naturalny. Do prawdy tej każdy dochodzi indywidualnie i czasem wiąże się to z dramatycznymi wydarzeniami w naszym życiu, kiedy czujemy się nie przygotowani do roli rodzica, kiedy trudności nas przerastają, rodzą się w nas uczucia niepewności, lęku, złości na samych siebie, że nie potrafimy tej "naturalnej" roli sprostać. Często zazdrościmy innym, którzy radzą sobie, naszym zdaniem, lepiej. Cierpi nasze poczucie własnej wartości, bo myślimy, że jest z nami już bardzo źle, skoro nawet w tak prostej sprawie zawodzimy samych siebie i innych. Prawda wygląda tak, że prawie wszyscy rodzice nie mają wielkich szans bezproblemowo wychować swoich dzieci opierając się tylko na instynkcie. Do tego, jak do wszystkich skomplikowanych zadań w naszym życiu, potrzebna jest wiedza i umiejętności. Bycie rodzicem nie jest, niestety, stanem naturalnym, tak jak byśmy chcieli to widzieć.

Zdarza się, że rodzice mają ogromną wiarę w potęgę miłości, jaką odczuwają wobec dziecka: "jeśli będę kochała je wystarczająco mocno, to dobrze je wychowam". Oczywiście, wyrażanie miłości wobec dziecka ma ogromny wpływ na jego prawidłowy rozwój, jest on właściwie niemożliwy bez zaspokojenia tej sfery emocji. Jednakże rodzice czasem niewłaściwie pojmują, co to znaczy kochać własne dziecko. Dla nich oznacza to bezmiar akceptacji dla wszystkich zachowań dziecka, co wyraża się w całkowitym pobłażaniu i lekceważeniu norm, do tej pory uważanych za ważne. Tacy rodzice często stają się ofiarami własnych nieprawidłowych reakcji, pozwalając tym samym własnym dzieciom na nadużycia wobec siebie i innych, na nieuczciwości i manipulacje. "Może nie jest dobre, ale moje i kocham je takim, jakie jest" myślą tacy rodzice i nie są w stanie stosować żadnych własnych zasad wobec dziecka, ponieważ ma ono w imię miłości wielką moc forsować swoje zasady, czyli takie, jakie jemu są wygodne. Bałwochwalcza, bezkrytyczna miłość wobec własnego dziecka przynosi jemu samemu najwięcej strat. Takie dzieci mają tendencję do lekceważenia otoczenia, wymuszając przy pomocy różnorodnych manipulacji posłuch innych, aby osiągnąć swoje korzyści. Są też bardzo skoncentrowane na sobie, nie licząc się z interesami innych ludzi. Na opór otoczenia reagują agresją, za wszelką cenę forsując swoje zdanie.

Do niewłaściwych postaw rodzicielskich niejako na drugim biegunie należy postawa surowej dyscypliny, kiedy dziecko nieustannie doświadcza krytyki, gróźb i kar cielesnych. Dzieci w takich rodzinach traktowane są z obojętnością, oschłością, brakiem akceptacji, a ich zachowanie sterowane jest nieustannym lękiem przed karą oraz poczuciem winy.

Dzieci z takich rodzin (tzw. autorytarnych) zachowują się nieufnie wobec innych, są zamknięte w sobie, mają zmienne nastroje, łatwo wpadają w przygnębienie i szybciej załamują się w sytuacjach kryzysowych. Nietrudno wyobrazić sobie całą niedolę dziecka, które jest źle traktowane, nie szanowane i nie rozumiane. Nietrudno też zrozumieć, że taki młody człowiek prędzej sięgnie po pierwszy kieliszek, żeby ulżyć sobie w trudnej sytuacji niż inna osoba, która ma w domu zrozumienie, szacunek i miłość. Niestety, wielu rodziców wierzy w korzystne oddziaływania wychowawcze metody surowej dyscypliny mimo konkretnych dowodów, że dzieje się wręcz przeciwnie.

Niekorzystnym wychowaczo oddziaływaniem rodziców jest zachowanie związane z nadmiernymi oczekiwaniami wobec dziecka, którym ono nie potrafi sprostać. Rodzic taki nigdy nie jest zadowolony z zachowania dziecka czy też z jego osiągnięć, domagając się ciągle to więcej i więcej, bez przerwy korygując zachowanie dziecka, koncentrując się na jego brakach i niedociągnięciach. Dziecko w takiej sytuacji prawie nigdy nie jest chwalone, ponieważ jeśli zrobi coś dobrze, to jest to oceniane jako normalne, jako jego powinność i pomijane milczeniem. Konsekwencją takiego zachowania rodziców są zaburzenia emocjonalne dziecka, które cierpi na niską samoocenę, ciągły niepokój, ma skłonności do depresji, wykazując smutek i przygnębienie. Zdarza się, że u dziecka wytwarza się postawa nadmiernej ambicji, co wiąże się z poczuciem klęski w przypadku nawet drobnego niepowodzenia. Wydaje się, że większość rodziców nie zdaje sobie sprawy z faktu, że koncentracja na brakach, uchybieniach i nieprawidłowościach w postępowaniu dziecka nie wyeliminuje tych zachowań automatycznie, spowoduje jednak, że dziecko poczuje się "nic nie warte, głupie i beznadziejne". Jeśli już musimy ingerować we wszystko, co robi nasze dziecko, niczego nie mogąc "odpuścić", to dla przeciwwagi nieodzowna jest pochwała tego, co robi ono dobrze. Mam nadzieję, że większość rodziców ma już świadomość tego, że znacznie lepiej działają wzmocnienia korzystnych zachowań (pochwała tego, co nam się podoba w zachowaniu dziecka) niż piętnowanie niewłaściwego postępowania.

Duże spustoszenie w emocjach dziecka czyni też niekonsekwencja w postępowaniu rodziców, co wiąże się z płynnością zasad panujących w domu. Dziecko raz jest karane za jakieś zachowanie, innym razem reakcja jest obojętna, a czasem nawet dostaje za to samo zachowanie nagrodę, na przykład dziecko na polecenie rodzica mówi, że rodzica nie ma w domu. Zwykle za kłamstwo byłoby ukarane, ale tym razem słyszy dumę w głosie rodzica: "ale jesteś dobrym aktorem". Co myśli takie dziecko? Myśli, że rodzic nie jest kimś godnym zaufania, że jego zdanie można lekceważyć i rodzic taki traci autorytet i szacunek dziecka. Jest to oczywiście ze szkodą dla dziecka, które czuje, że nie musi się z rodzicem liczyć, ale też traci oparcie, bo nie może oprzeć się na kimś, komu nie może ufać i kogo nie może szanować. Taki sam efekt powoduje sytuacja, w której między rodzicami istnieje różnica zdań, dotycząca postępowania z dzieckiem i kiedy dziecko wchodzi w koalicję z tym rodzicem, który popiera jego zdanie. W ogóle wszelka koalicja między dzieckiem a którymkolwiek z rodziców przeciwko drugiemu jest sytuacją zawsze nieprawidłową, przynoszącą całej rodzinie szkodę. Zdarza się, że jedno z rodziców chce być "lepsze" dla dziecka niż drugie. Pamiętajmy, że dzieje się to zawsze kosztem dziecka, ponieważ ono potrzebuje mieć oboje rodziców, do których ma zaufanie i szacunek. Jeden rodzic dobry i wartościowy - to dla niego za mało do prawidłowego rozwoju. Nie zapominajmy o tym, kiedy przyjdzie nam ochota ośmieszyć współmałżonka przed dzieckiem: "a niech dziecko wie, jaka ona czy on jest naprawdę".

Dziecko niekoniecznie potrzebuje znać prawdę (tym bardziej, że prawda ta nie zawsze jest obiektywna). Jego wielką potrzebą jest posiadanie rodziców, na których zawsze może się oprzeć i którzy reprezentują spójny system wartości, to znaczy taki, w którym nie ma sprzeczności. Dziecko czasem może sprawiać wrażenie osoby, której chodzi o doraźne korzyści i na przykład konsekwentnie stara się skłócić rodziców lub "rozmiękczyć" matkę, aby zgodziła się na coś, na co nie chce się zgodzić (na przykład na późny powrót do domu). Dziecko jednak potrzebuje rodziców mocnych, postępujących zgodnie z ustalonymi zasadami. Wtedy jego świat jest harmonijny i bezpieczny, ponieważ zna podstawy rodzicielskich zachowań.

Autorka artykułu, Grażyna Sobiczewska,

jest terapeutą rodzinnym i małżeńskim.

Family Counseling & Rehabilitation Center

5820 W. Irving Park Road, Chicago, IL

Tel. 800 652 0005, 773 685 8482 www.helpfamily.com

Choroba Alzheimera jest najczęstszą postacią zaburzeń pamięci i osobowości u osób dojrzałych po 65 roku życia. Pomimo jej rozpowszechnienia u pięciu milionów ludzi w Stanach Zjednoczonych, jest to choroba ciągle lekceważona i nierozpoznawana u ponad połowy chorych. Nawet po wystawieniu diagnozy, pacjenci często nie otrzymują odpowiedniego leczenia.

W wieku powyżej 65 roku życia ryzyko zachorowania na chorobę Alzheimera podwaja się co pięć lat, i w wieku 85 lat dotyczy już co trzeciej osoby. Ze względu na szybkie starzenie się społeczeństwa amerykańskiego przyjmuje się, że do roku 2050 liczba chorych na chorobę Alzheimera sięgnie około 14 milionów.

Już teraz koszty związane z opieką nad pacjentami z chorobą Alzheimera są ogromne. Ze względu na upośledzenie sprawności umysłowej, choroba ta w końcowym stadium doprowadza do całkowitej zależności pacjenta od opieki z zewnątrz. Koszty tejże opieki ponoszone przez najbliższych lub społeczeństwo są olbrzymie. Jest to trzecia najdroższa choroba w Stanach, której koszta oblicza się na ponad 100 miliardów dolarów rocznie. Dochodzą do tego dodatkowe koszty związane z utratą produkcyjności osób dotkniętych tą chorobą, które szacuje się na 36 miliardów dolarów. Wydatki na opiekę nad jednym pacjentem z chorobą Alzheimera wynoszą przeciętnie 174.000 dolarów w trakcie jego życia. Powyższe dane statystyczne są obliczane na podstawie analizy sytuacji tylko połowy pacjentów ze zdiagnozowaną chorobą Alzheimera, z których tylko nieznaczna część jest leczona. Całkowite wydatki przy zapewnieniu wszystkim pacjentom z chorobą Alzheimera pomocy byłyby prawdopodobnie około czterokrotnie większe.

Problem z diagnozą choroby Alzheimera polega na tym, że jest to choroba zdefiniowana jako zaburzenie cytopatologiczne komórek nerwowych i jest diagnozowana na podstawie badania mikroskopowego komórek mózgowych. Nikt jednak nie pobiera wycinków mózgu do badań histopatologicznych po to aby rozpoznać chorobę Alzheimera jeszcze za życia pacjenta. Wywiad medyczny, badanie fizykalne, neurologiczne, badanie stanu umysłowego pacjenta, dodatkowe badania laboratoryjne i badanie tomograficzne lub magnetyzmu rezonansowego mózgu zezwala na zdiagnozowanie choroby Alzheimera z dokładnością 80-90%.

Kryteria potrzebne do zdiagnozowania choroby Alzheimera to zaburzenia pamięci i jedno z poniższych: utrata zdolności wysławiania się w mowie, piśmie, znakach (aphasia), utrata zdolności wykonywania rutynowych czynności (np. ubieranie się, jedzenie - apraxia), utrata zdolności analizowania bodźców płynących z naszych narządów zmysłów (agnosia) lub niemożliwość wykonywania poleceń (executive dysfunction).

Zgodnie z definicją choroby Alzheimera powyższe zaburzenia muszą powodować zaburzenia w czynnościach życiowych pacjenta i stopniowo pogarszać się z upływem czasu. Zaburzenia te nie mogą być powodowane przez ostre stany zaburzeń świadomości (delirium), jak też i inne choroby centralnego układu nerwowego, choroby ogólnoustrojowe, nadużywanie alkoholu lub narkotyków, depresje lub jakiekolwiek inne zaburzenia psychiatryczne.

Upraszczając, choroba Alzheimera to powolny i pogarszający się zanik pamięci doprowadzający do zaburzeń w wykonywaniu codziennych czynności (activities of daily living-ADL), zachowania się i zdolności umysłowych (cognition).

Same zaniki pamięci nie są wystarczające do zdiagnozowania choroby Alzheimera. Muszą im towarzyszyć zaburzenia językowe, motoryczne, jak też analityczne. Powolny początek i stopniowe pogarszanie się powyższych czynności jest również niezbędne do postawienia trafnego rozpoznania. Z tego też względu rozpoznanie i wystawienie diagnozy choroby Alzheimera może trwać nawet kilka lat.

Z drugiej strony, ze względu na częstotliwość występowania, choroba Alzheimera jest najczęstszą przyczyną zaników pamięci i zaburzeń funkcjonowania pacjentów. Zaburzenia psychiatryczne często towarzyszą chorobie Alzheimera. Około 70% pacjentów z chorobą Alzheimera wykazuje objawy depresji, socjalnego wycofania, myśli samobójczych już na dwa lata przed diagnozą. Halucynacje, paranoje, deluzje, oskarżenia dotyczą około 45% pacjentów w momencie diagnozy, a ponad 81% pacjentów jest rozdrażnionych, nadmiernie pobudzonych i agresywnych 10 miesięcy po zdiagnozowaniu.

W klinikach stosuje się kilka testów ułatwiających diagnozę choroby Alzheimera. Najważniejszy z nich - to test na minimalne badanie stanu świadomości (Mini-Mental State Exam - MMSE), już od dziesiątek lat używany w Stanach. Badanie to, w formie testu, składa się ze standardowych pytań i poleceń. Test ten jest taki sam we wszystkich klinikach, i za każdym razem jest przeprowadzany w taki sam sposób, w tej samej kolejności. Bardzo ważnym jest, aby test, wykonany na przestrzeni lat nawet przez różne osoby na tym samym pacjencie, dał się porównać do jego wcześniejszych testów. Najszybszym testem przesiewowym jest przeliterowanie do tyłu wyrazu "świat" (world). Osoby, które mają z tym problem powinny przejść przez cały, trzydziestopunktowy test. Ze względu na różnice językowe, test ten powinien być wykonywany w języku, w którym pacjent ma najmniejsze problemy komunikowania się (ojczystym). Możecie państwo zastosować ten test na sobie lub swoich bliskich.

Innym testem pomocnym przy diagnozowaniu choroby Alzheimera jest test rysowania zegara (clock-drawing test). Pacjent dostaje czystą kartkę papieru z poleceniem narysowania tarczy zegara z napisanymi wszystkimi numerami od jednego do dwunastu odpowiadającymi prawidłowemu rozłożeniu na tarczy zegara. Po wykonaniu tego polecenia pacjent powinien narysować wskazówki zegara w położeniu na godzinie 11:10.

Powyższe testy mogą się wydać Państwu łatwe, ale pacjentom z chorobą Alzheimera sprawiają one dosyć dużo kłopotów, a po ich wykonaniu pacjenci są często poddenerwowani, że musieli odpowiadać na "głupie" pytania.

Powyższe testy nie są doskonałe, i jak już wcześniej wspomniałem, powolny i często kilkuletni postęp choroby jest niezbędny do postawienia trafnej diagnozy. Wynik badania MMSE zależy również od wieku i wykształcenia. Pacjenci z wykształceniem wyższym lepiej sobie radzą z tym testem.

Badania laboratoryjne w celu wykluczenia innych przyczyn zaburzeń pamięci, a zalecane przez Amerykańską Akademię Neurologiczną (American Academy of Neurology), to morfologia krwi, stężenie elektrolitów we krwi, poziom cukru, mocznika, kreatyniny, witaminy B12, badanie funkcji wątroby, tarczycy. Badania przesiewowe w kierunku wykrycia depresji również powinny być przeprowadzone. Historia urazów głowy, udarów mózgu, padaczki, nowotworów, nietrzymanie moczu lub kału, jakiekolwiek objawy ogniskowe (np. niesymetryczna słabość kończyn, niesymetryczne odruchy ze ścięgien), nagłość wystąpienia objawów, jak też ich szybki postęp powinny być zbadane przy pomocy tomografii komputerowej lub badań rezonansu magnetycznego mózgu. Testy, które mogą przynieść dodatkowe informacje na temat zaników pamięci pacjenta, ale które nie powinny być rutynowo stosowane przy jego ewaluacji, to badania na kiłę, badanie elekroencephalograficzne (EEG), badania genetyczne.

Podstawą opieki chorych na chorobę Alzheimera jest zapewnienie im bezpieczeństwa, szacunku, higieny psychicznej i strukturyzacji życia (safety, serenity, sanity and structure).

Bezpieczne otoczenie, to takie, w którym pacjent może funkcjonować bez ryzyka zranienia się. Używa się takich samych zabezpieczeń jak dla dzieci (w zależności od stanu zdrowia pacjenta ogranicza się dostęp do urządzeń i narzędzi niebezpiecznych takich jak żelazka, noże, kuchenki gazowe i elektryczne). Powinno się ograniczyć lub wykluczyć konieczność jazdy samochodem i możliwość podejmowania jakichkolwiek decyzji finansowych.

Szacunek do pacjenta powinien być zachowany, gdyż pacjenci najczęściej pozytywnie reagują i słuchają poleceń wydawanych w ciepłym, przyjaznym tonie. Opiekunowie powinni zachowywać się spokojnie w obecności chorych, aby nie wywoływać zbędnych lub nadmiernych napięć.

Zasada higieny psychicznej dotyczy tak samo pacjenta jak też i jego opiekunów. Osoby opiekujące się chorymi na chorobę Alzheimera bardzo często są przez otoczenie lub też przez siebie samych izolowane od spo-łeczności. Większe zrozumienie istoty choroby przez otoczenie może zapewnić lepszą opiekę dla pacjenta i jego opiekuna. Opiekun powinnien mieć również czas do swego wyłącznego użytku.

Strukturyzacja życia pacjenta z chorobą Alzheimera polega na zapewnieniu mu regularnych zajęć zgodnych z rozkładem dnia. Rutyna w wykonywaniu czynności dnia codziennego pozwala pacjentom na funkcjonowanie na możliwie najwyższym poziomie ich sprawności umysłowej i fizycznej. Napisy na szafkach i podpisane zdjęcia bliskich są niezbędne w późniejszym stadium choroby.

Do leczenia farmakologicznego choroby Alzheimera używa się leków z grupy inhibitorów acetylocholinoesterazy i butyrylcholinesterazy. Leki te pozwalają pacjentom żyć dłużej i niezależniej. Co więcej, w trakcie pierwszego roku od rozpoczęcia leczenia, leczeni pacjenci wykazują pewną poprawę czynności umysłowych i fizycznych w porównaniu do pacjentów nieleczonych. Niestety, nie ma ścisłej zależności pomiędzy leczeniem pacjentów, a postępem choroby i ich śmiercią. W większości przypadków leki te tylko istotnie zwalniają przebieg choroby. Leczenie choroby Alzheimera musi być jednak ciągłe, gdyż po zaprzestaniu leczenia lekami szybko dochodzi do utraty uzyskanej przy ich pomocy poprawy.

Większa świadomość problemów związanych z dbaniem o osoby z chorobą Alzheimera, jak też i większe wsparcie otoczenia dla osób opiekujących się tymi chorymi może zapewnić lepsze funkcjonowanie i jednych i drugich. Wielu naszych rodaków zetknęło się lub się zetknie z tą chorobą czy to pracując z osobami chorymi na Alzheimera, czy też mając kogoś w rodzinie. Nasze społeczeństwo również się starzeje, i niestety chorych z chorobą Alzheimera będzie nam tylko przybywać.

Mini-Mental State Examination (MMSE).

Zadawaj pytania w określonej kolejności.

Zorientowanie:

1. "Jaki mamy (rok), (porę roku), (datę), (dzień), (miesiąc)?" - za każdą odpowiedź 1 punkt, maksymalnie 5.

2. "Gdzie jesteśmy (stan), (powiat), (miasto), (szpital, biuro), (piętro)?" - za każdą odp. 1 punkt - maksymalnie można uzyskać 5 punktów.

Zapamiętywanie:

Zapytaj pacjenta czy możesz przetestować jego pamięć. Podaj nazwy 3 nie związanych ze sobą obiektów, mów wyraźnie i powoli, przeznaczając około jednej sekundy na każdy z nich (np: "jabłko", "stół", "pieniądze"). Następnie poproś pacjenta, aby je powtórzył. Pierwsze powtórzenie decyduje o punktacji (0-3), ale poproś o powtarzanie wszystkich 3 do 6 prób.

Uwaga i liczenie:

Poproś pacjenta, aby zaczął liczyć do tyłu od 100 za każdym razem odejmując 7. Przestań po 5 odjęciach (93, 86, 79, 72, 65). Daj po jednym punkcie za każdą poprawną odpowiedź. Jeśli pacjent nie jest w stanie tego wykonać, albo nie wykonał poprawnie wszystkich 5 prób, poproś go o przeliterowanie słowa "Świat" od tyłu. Liczba punktów zależy od poprawności przeliterowania (na przykład: "Taiwś" - 5 punktów; "Tiwś" - 4; "Twś" - 3, "Tw" - 2; "Tiaśw" - 1).

Pamięć:

Poproś pacjenta, aby powtórzył trzy rzeczy powtarzane poprzednio (np. "jabłko", "stół", "pieniądze") (3 punkty)

Język:

Nazywanie: Pokaż pacjentowi zegarek na rękę i spytaj co to jest. O to samo zapytaj pokazując ołówek. (2 punkty)

Powtarzanie: Poproś pacjenta, żeby powtórzył zdanie: "Żadnego jeżeli, i lub, albo". (1 punkt)

Polecenie trójstopniowe: Daj pacjentowi pustą kartkę papieru i poproś aby "wziął kartkę do prawej ręki, złożył na pół, położył na podłodze." Daj jeden punkt za każdą część poprawnie wykonaną. (max. 3 punkty)

Czytanie: Na czystej kartce papieru napisz zdanie: "ZAMKNIJ OCZY" literami na tyle dużymi, żeby pacjent mógł odczytać. Poproś go o przeczytanie i wykonanie polecenia. Daj jeden punkt tylko wtedy, jeśłi zamknie oczy. (1 punkt)

Pisanie: Daj pacjentowi czystą kartkę papieru i poroś go o napisanie zdania. Nie dyktuj zdania, powinno być napisane spontanicznie. Musi zawierać podmiot i czasownik i musi być rozsądne. Poprawna gramatyka i interpunkcja nie są konieczne. (1 punkt)

Kopiowanie: Poproś pacjenta, aby skopiował dwa przecinjące się pięciokąty dokładnie tak, jak są narysowane. Pacjent musi narysować wszystkie 10 kątów, z których 2 muszą się przecinać tworząc formę 4 bocznej figury, aby uzyskać jeden punkt. Drżenie ręki przy rysowaniu i obracanie figury można zignorować.

Maksymalna ilość punktów - 30

Upośledzenie częściowe w stopniu:

Lekkim: wskaźnik MMSE większy lub równy 21 punktów.

Średnim: MMSE 10-20 punktów.

Ciężkim: MMSE 9 lub mniej punktów.

Doktor medycyny Błażej Łojewski, M.D. 

(Blazej Lojewski)

Od momentu wprowadzenia opodatkowania dochodów osobistych, co w Stanach Zjednoczonych miało miejsce w roku 1913, szczególnego znaczenia nabrało planowanie podatkowe. Na czym ono polega? Jest to działalność podatnika, która w ramach istniejącego prawa podatkowego (a więc legalnie), zmierza do zminimalizowania podatku osobistego. Każdy podatnik może przedsięwziąć takie działania, które doprowadzą do obniżenia podatku w przyszłych latach. Często działania, które podejmujemy w danym roku, mają swój skutek dopiero w latach przyszłych, ale zaniechanie planowania może skończyć się zapłaceniem o dużo więcej podatku niż w przypadku, gdybyśmy planowali zawczasu. Planowanie podatkowe dotyczy także planowania co się będzie działo w przypadku naszego zejścia z tego świata. Niedopilnowanie tych czynności prowadzi raczej do wzbogacenia skarbu państwa niż naszych spadkobierców. Wyjaśnię to na prostym przykładzie. John i Mary Kowalski oboje mają po 80 lat. Wartość ich majątku wynosi równo $2,000,000 (dwa miliony dolarów). Oboje nie przejmują się za bardzo planowaniem podatkowym. Ich wspólny testament stwierdza, że w przypadku śmierci jednego z nich drugi współmałżonek otrzymuje cały majątek, a w przypadku śmierci drugiego współmałżonka dzieci otrzymają cały majątek. W roku 2004 umiera John i cały majątek przejmuje Mary. W następnym roku umiera Mary i ich dzieci otrzymują w spadku majątek. Dzieci muszą zapłacić podatek spadkowy w wysokości $435,000. Co by się stało, gdyby jednak John i Mary zaplanowali swoje zejście z tego świata (oczywiście w ramach prawa podatkowego) i postanowili w testamencie, że w przypadku śmierci jednego z nich połowę majątku otrzymują dzieci, a drugą połowę współmałżonek? Podatek spadkowy wynosi w takim przypadku zero zarówno po odejściu pierwszego jak i drugiego współmałżonka! Gdyby testament był jeszcze zrobiony w formie tzw. "living will" spadkobiercy otrzymują następną oszczędność w postaci uniknięcia kosztów Probate Court (sądu zajmującego się spadkami), które mogą sięgać 3-4 procent wartości majątku.

Przykład ten ilustruje dwie prawidłowości dotyczące planowania podatkowego. Pierwsza z nich pokazuje, że zaniechanie planowania podatkowego będzie nas kosztować w przyszłości. Druga z nich, niestety, że planowanie podatkowe dotyczy raczej osób bardziej zamożnych i samozatrudnionych. Przeciętny zjadacz chleba, który ma odciągane podatki w pracy, ma raczej ograniczone pole do manewru w swoim planowaniu podatkowym. Również w przypadku śmierci każdy majątek poniżej jednego miliona dolarów nie jest opodatkowany.

Wprawdzie przykład powyższy dotyczył osób z majątkiem wielomilionowym, lecz wielu podatników posiadających małe biznesy lub samozatrudnionych staje przed koniecznością planowania podatkowego. Wyjaśnię to na przykładzie Adama, agenta od sprzedaży nieruchomości. Administracja Busha wprowadziła możliwość zwiększonych odpisów amortyzacyjnych, między innymi dla samochodów ważących więcej niż 6,000 funtów "gross weight" i używanych więcej jak 50% w biznesie. Nowe samochody używane w biznesie można odpisywać nawet w 100%, jeżeli cena nowego auta nie przekracza $100,000, a waga samochodu przekracza 6,000 funtów. Adam zamierza kupić nowy Lincoln Navigator, którego zamierza używać wyłącznie do swojego biznesu sprzedaży nieruchomości. Adam zamierza również odpisać w całości swojego nowiusieńkiego Lincolna ciesząc się z możliwości zaoszczędzenia na podatku osobistym.

Zakładając cenę $50,000 za Lincolna, Adam powinien zaoszczędzić około $18,000 na podatku osobistym przy swoich dochodach netto $80,000 na rok. Czy Adam rzeczywiście zaoszczędzi na podatku kupując cięższy samochód, który spala prawie dwa razy więcej benzyny niż samochód osobowy? Adam jeździ wiele mil rocznie (powyżej 20,000) w swojej działalności i taka decyzja nie przychodzi mu łatwo. Wyliczmy to na przykładzie z następującymi założeniami: Adam zarobi w roku 2004 $80,000 po odliczeniu wszystkich wydatków (oprócz Lincolna, jeszcze nie kupionego). Każdego następnego roku dochód netto Adama będzie się zwiększał o 5%. Dla uproszczenia zakładamy, że w następnych latach obowiązują takie same stopy podatkowe co w roku 2004.

Obliczając normalną amortyzację zakładamy amortyzację w linii prostej, a więc 10% w pierwszym i ostatnim (szóstym) roku, i 20% od roku drugiego do piątego roku.

Adam odpisując całą wartość samochodu w roku 2004 zaoszczędził $15,988 na podatku federalnym w porównaniu z sytuacją, gdyby odpisywał Lincolna normalną metodą przez sześć lat, i około $18,000 w porównaniu, gdyby nie kupił Lincolna w ogóle. Przy tym Adam może odpisać całą wartość Lincolna ($50,000), nawet gdyby kupił samochód w grudniu i zapłacił tylko $10,000 downpayment. Cała jednak oszczędność jest zniwelowana w latach następnych, gdy zabraknie odpisu amortyzacyjnego za Lincolna. Co więcej, gdy policzymy sumę podatku za całość okresu odpisów amortyzacyjnych okaże się, że Adam zapłaci w sumie więcej podatku ($154,993 przez sześć lat zamiast $154,067) w przypadku gdy odpisze swój samochód w całości w pier- wszym roku! Przy tym różnica ta jest większa przy większych dochodach podatnika. Tak więc oszczędność podatkowa jest tylko pozorna i prowadzi do błędnej decyzji finansowej. W przypadku Adama miraż dużego odpisu amortyzacyjnego doprowadził Adama do kupna samochodu zużywającego dużą ilość benzyny. Gdyby Adam policzył swoje koszta eksploatacyjne okazałoby się, że mimo wszystko opłaca się bardziej kupić bardziej oszczędny samochód osobowy.

Dla samochodów ważących mniej jak 6,000 funtów w dalszym ciągu pozostają zwiększone odpisy amortyzacyjne, które powodują, że branie samochodów w leasing stało się dużo mniej korzystne niż poprzednio.

Powyższy przykład pokazuje jak ważne podatkowo staje się planowanie wydatków w biznesie. Obliczając dochody Adama zakładaliśmy, że będą się zwiększać w latach przyszłych (co jest prawdą w większości biznesów). Niekorzystny wynik podatkowy dla całkowitego odpisu wynika między innymi z faktu, że w USA obowiązuje progresywny system podatkowy, a więc gdy odpiszemy środki trwałe w całości w jednym roku, zabraknie nam odpisów w latach następnych, gdy będziemy mieli wyższe dochody i wyższe stopy podatkowe. Jeżeli więc w danym roku mamy z jakichkolwiek powodów wyjątkowo wysoki dochód w biznesie w danym roku i przewidujemy, że dochód ten spadnie w latach przyszłych, kupno środków trwałych w grudniu i ich całkowity odpis może się okazać dobrą strategią podatkową. Należy przy tym pamiętać, że to w jakim stopniu odpiszemy swoje środki trwałe zależy wyłącznie od nas.

Tak więc biznes transportowy kupując ciężarówkę o wartości $100,000 w grudniu i płacąc tylko $10,000 downpayment może w całości odpisać $100,000 (pomimo, że właściwy wydatek był tylko $10,000). Pytanie tylko jest czy taki wysoki jednorazowy odpis jest potrzebny.

Mam nadzieję, że tych kilka przykładów wyjaśni Państwu pokrótce ideę planowania podatkowego.

Jest to temat tak obszerny, że w ramach jednego artykułu jest niemożliwe podanie wielu sytuacji często spotykanych przez podatników. Wiele z nich dotyczy przeciętnych sytuacji życiowych każdego Amerykanina jak na przykład sprzedaż domu, itp. Postaram się podać dalsze interesujące przykłady z planowania podatkowego w następnym wydaniu miesięcznym "Monitora".

Autor artykułu, Andrew Chołowicz, CPA

jest właścicielem biura rozliczania podatków i księgowości C&M Tax & Accounting Services, Inc.,

6906 W. Belmont, Chicago IL 60634

Tel. (773) 545-9990

Nowi właściciele psa niejednokrotnie stają w obliczu pytania co kupić tak, aby zapewnić prawidłowy byt dla czworonoga, a równocześnie nie kupować dziesiątek rzeczy niepotrzebnych. Piszę o tym, gdyż zauważyłem, że nowi właściciele szczeniąt w emocji towarzyszącej nabyciu szczeniaka po prostu "tracą głowę" i wydają bez potrzeby setki dolarów na przedmioty praktycznie bezużyteczne przy późniejszym wychowaniu szczenięcia. Błąd taki ułatwia niezliczona mnogość towarów ofero-wanych przez "pet stores", katalogi, sprzedaż internetową itd.

Osoby nabywające młodego psiaka od odpowiedzialnego hodowcy z reguły otrzymają również listę zakupów i będą w uprzywilejowanej sytuacji. Ta grupa osób może pominąć czytanie reszty mojego artykułu.

Oto moja lista zakupów dla pozostałych:

Puppy food

Jedzenie dla szczeniąt

Polecam suche, gdyż nie ma potrzeby "rozpuścić" szczeniaka podając mu puszki. W dodatku gryzienie grudek suchej karmy sprzyja prawidłowemu rozwojowi szczęki.

Niektórzy hodowcy ras dużych sugerują podawanie jedzenia dla dorosłych psów z pominięciem jedzenia dla szczeniąt. Jest to dopuszczalne, gdyż mniejsza zawartość proteiny w jedzeniu dla psów spowoduje nieco mniej gwałtowny (czytaj: bezpieczniejszy) wzrost szczeniaka dając czas na właściwy rozwój kośćca. Jest również w sklepach jedzenie dla szczeniąt ras dużych (large breed puppy food). Pisałem już o tym wielokrotnie, że jakość jedzenia idzie w parze z ceną, niestety.

Puppy snacks

Przekąski dla szczeniąt

Tutaj wyodrębniłbym dwie grupy:

w przekąski na nagrody, które powinny być niewielkich rozmiarów oraz miękkie

w przekąski dla zabicia czasu oraz zaspokojenia potrzeby gryzienia powinny być twarde, więc naturalnym wyborem będą psie suchary.

W przypadku przekąsek cena nie zawsze jest wyznacznikiem jakości. Na górze listy składników powinno znajdować się mięso, a nie kukurydza, soja lub odpadki (by products). Pamiętajmy, aby przekąski stanowiły tylko niewielki procent jedzenia szczenięcia, a nie na przykład 1/3 czy 1/4. Pamiętajmy również, że na każdą nagrodę psiak powinien zapracować. Nie ma sensu podawać mu przekąski za to tylko "że istnieje".

Miska dla psiaka

Wbrew powszechnemu przekonaniu nie potrzebujemy dwóch misek, jednej na wodę, a drugiej na jedzenie. Zakładam naturalnie, że nie posiadamy psa o dwu głowach, który mógłby jeść i pić w tym samym czasie. Tylko posiadacze psów z dwiema głowami potrzebują dwie miski. Po podaniu psu jedzenia odczekujemy do 5 minut, a następnie zabieramy miskę i po starannym jej wymyciu nalewamy do niej swieżej, zimnej wody, do której pies powinien zawsze mieć dostęp. Takie postępowanie zapewnia regularną wymianę, a więc świeżość wody dla zwierzęcia.

Nabywając miskę, niech będzie ona większa raczej aniżeli mniejsza, gdyż pies będzie rozchlapywał jedzenie lub wodę dookoła naczynia o ile będzie ono napełnione po brzegi.

Dobrze jest również nabyć miskę ciężką, tak aby psiak nie był w stanie popychać jej dookoła naszego domu w trakcie jedzenia. W przypadku większych psów można również pokusić się o nabycie podstawki pod miskę, która pozwoli na uniknięcie szybko rosnącemu szczenięciu schylania się, więc naporu na nadgarstki.

Chew Toys

Zabawki do gryzienia

Najlepsze są plastykowe kości Nylabone oraz Gumabone, gdyż długo wytrzymują niszczycielską działalność szczęk psiaka. Sprasowane ścięgna (compressed rawhide) są również bardzo dobre. Osobiście polecam także zabawki typu Kong, które pomimo nie najniższych cen są bardzo trwałe. Kongi można wypełnić atrakcyjnym przysmakiem, który zachęci szczenię do wyciągania go poprzez lizanie i żucie, zabijając tym samym nudę na co najmniej na jedną godzinę.

Zabawki do gryzienia są jedynymi niemal całkowicie bezpiecznymi przedmiotami, które można pozostawić w klatce z psiakiem bez nadzoru. Chew toys są również bardzo lubiane przez psy dorosłe.

Autor artykułu, George C. Urbański jest specjalistą w dziedzinie kynologii oraz hodowcą psów. Publikuje artykuły w magazynach kynologicznych w wielu krajach. Zajmuje się szkoleniem psów i konsultacjami.

Tel. 847-885-7946; e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Zdarzenie, podczas którego pewna osoba fizyczna lub prawna doznaje szkody w efekcie czyjejś działalności - amerykańscy prawnicy nazywają tort. Sformułowanie tort zostało wywiedzione z łacińskiego słowa "tortus" oznaczającego krzywdę, szkodę, zły uczynek. Prawo tort zajmuje się egzekwowaniem odszkodowania za powstałą szkodę.

Stronami w procesach tort mogą być zarówno osoby prawne jak i fizyczne - na przykład władze miasta Nowy Jork na podstawie przepisów tego prawa mogą pozywać jak i być pozywane. Prawo tort może być wykorzystane podczas sądzenia władz stanowych, federalnych, a nawet rządów obcych państw. Jego sednem jest określenie przez sąd wysokości rekompensaty finansowej, którą zobowiązany jest zapłacić winowajca, by zadośćuczynić za krzywdy wyrządzone poszkodowanemu. Szkoda może być uczyniona umyślnie (intentional) albo przez nieumyślne zaniedbanie (negligence).

O ile do odpowiedzialności za szkodę popełnioną z premedytacją łatwo szkodzącego pociągnąć - o tyle udowodnienie, że powstała z czyjegoś zaniedbania będzie wymagało przeprowadzenia pewnego logicznego dowodu na sali sądowej. Jednak z punktu widzenia prawnika, dowodzenie zaniedbania może być bardziej interesujące i - przede wszystkim - bardziej intratne.

Jak już wspomniałem sednem prawa tort jest finansowe odszkodowanie. Spełnia ono podwójną funkcję. Przede wszystkim jest próbą zrekompensowania poszkodowanej osobie doznanych krzywd, przywrócenia tych walorów zarówno zdrowotnych jak i majątkowych, które posiadała zanim doszło do szkody. Egzekwowanie tego prawa ma być również lekcją moralności. Ferowaniem wyroków w sprawach tort - wymiar sprawiedliwości przedstawia społeczeństwu jakie zachowania nie są akceptowane i zostaną ukarane.

Sprawy o odszkodowanie na podstawie prawa tort toczą się zazwyczaj przed sądami stanowymi chociaż - w szczególnych wypadkach - mogą być prowadzone również przez sądy federalne.

Prawo tort stara się elastycznie reagować na pojawiające się wciąż nowe zagrożenia w życiu społecznym. Można powiedzieć, że nie jest gotowym produktem prawnym ujętym w formie kodeksu, lecz jest stale uzupełniane, wywodzi się z angielskiego common law, które tworzą nie tylko akty normatywne parlamentu lecz również wyroki sędziów rozpatrujących poszczególne sprawy. Rola precedensu sądowego jest w tego rodzaju prawie trudna do przecenienia.

Pewną szczególną cechą tort law jest również to, że na postanowienia prawne wydane, na przykład, przez sądy amerykańskie, może się powoływać sędzia brytyjski, kanadyjski, australijski - i odwrotnie. Prawo Anglików rozwija się więc we wszystkich krajach, które założyli.

Należy pamiętać, że:

Prawo tort nie jest prawem kryminalnym

Ten sam uczynek może być przedmiotem oceny zarówno prawa kryminalnego jak i prawa tort - jednak oba postępowania diametralnie różnią się od siebie pod względem stosowanych reguł. Różnice najlepiej zilustrować przykładem.

Przypuśćmy, że patrol policyjny pojmał napastnika, który uderzył pięścią przygodnie napotkaną osobę i złamał jej nos. Napastnik stanie przed sądem. Będzie sądzony za naruszenie obowiązujących norm współżycia społecznego, na straży przestrzegania których stoją władze. Stanowy prokurator oskarża go w imieniu społe- czeństwa, a nie wyłącznie poszkodowanej osoby. Jakakolwiek kara pieniężna, która zostanie nałożona na obwinionego będzie przekazana władzom. Ofiara napastnika nie otrzyma żadnego odszodowania.

Po zakończeniu procesu kryminalnego ofiara napastnika może mu wytoczyć sprawę o odszkodowanie na podstawie przepisów prawa tort. Dopiero podczas tego postępowania sąd oszacuje wartość zadośćuczynienia, jaką powinna otrzymać poszkodowana osoba za szkody doznane podczas napaści.

W sprawach kryminalnych należy ponad wszelką wątpliwość dowieść winę oskarżonego. Każda niejasność dowodowa interpretowana jest na jego korzyść. Natomiast w sprawach tort sąd "waży dowody" - wyrok może być wydany wyłącznie na podstawie uznania, że ważkość dowodów przedstawionych przez poszkodowanego przebija te, które przestawił pozwany.

Chyba wszyscy jeszcze pamiętamy głośne procesy wytoczone O.J. Simpsonowi. Został on oskarżony o popełnienie 12 czerwca 1994 roku zabójstwa swojej żony Nicole Simpson (z domu Brown) oraz jej przyjaciela Ronalda Goldmana. Podczas procesu kryminalnego Simpsonowi nie udowodniono winy, ponieważ istniały wątpliwości, czy podczas zbierania dowodów prowadzący śledztwo funkcjonariusze zachowywali się obiektywnie.

Tuż po wydaniu wyroku przez sąd kryminalny O.J. Simpson został pozwany przez rodziny zabitych, które sformułowały pozew na podstawie przepisów prawa tort, domagając się finansowej rekompensaty za życie bliskich. I Simpson przegrał ten proces. Na podstawie przedstawionych dowodów sąd uznał go najbardziej prawdopodobnym zabójcą. Został skazany na wypłacenie rodzinom zamordowanych 33.5 miliona dolarów odszkodowania.

Reasumując: wprawdzie O.J. Simpson nie trafił na krzesło elektryczne, to jednak został faktycznie skazany za śmierć cywilną. Do końca życia będzie ścigany przez adwokatów egzekwujących prawomocne wyroki o odzskodowanie.

Intentional tort - świadomie wyrządzona szkoda

Zdarzenie, kiedy osoba fizyczna lub prawna celowo działa na szkodę innej osoby fizycznej lub prawnej - prawnicy nazywają intentional tort. Badając tego rodzaju zdarzenie sąd przyznaje rekompensatę jeżeli uzna, że akt szkodzenia faktycznie miał miejsce, został dokonany umyślnie, poszkodowany doznał uszkodzeń ciała oraz/ lub uszczerbków na zdrowiu oraz/lub strat materialnych. Fakt zaistnienia szkody należy dowieść przedkładając rachunki za pobyt w szpitalu czy za remont uszkodzonego domu lub samochodu.

Finansowa rekompensata należy się również za celowe rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji (defamation) w środowisku poszkodowanego. W tym przypadku dobrze jest dowieść przed sądem, że utrata dobrego imienia miała/mogła mieć konkretny wymiar finansowy - na przykład z niesprawiedliwie oskarżaną i domagającą się zadośćuczynienia osobą zerwali kontakty jej partnerzy w inetersach. Zaznaczam - sąd nie będzie się zajmował tym, co jedna pani powiedziała drugiej pani w przypływie złego humoru...

Negligence tort - szkoda przez zaniedbanie

Sprawy, podczas których rozpatruje się szkody powstałe w efekcie czyjegoś niedpatrzenia, zaniedbania obowiązków - określa się mianem negligence tort. Do prawnika poszkodowanego będzie należało dowiedzenie, że pozwany miał obowiązek zachowywać się odpowiedzialnie, w pewien określony sposób, często regulowany stosownymi przepisami. Wchodząc w interakcje z innymi osobami miał obowiązek zachowywać się odpowiedzialnie (duty of care).

Na przykład - obowiązkiem kierowcy podczas prowadzenia samochodu jest przestrzeganie przepisów drogowych.

Pozwany jednak nie przestrzegał swoich obowiązków, nie zachowywał się tak, jak powinien, w efekcie czego doszło do wypadku, ktoś został poszkodowany. Sprawcą wypadku może być, na przykład, kierowca, który zamiast zwracać uwagę na to co dzieje się na drodze co chwilę odwraca się do pasażera na tylnym siedzeniu, prowadząc z nim rozmowę. Tymczasem kierowca ma przede wszystkim obowiązek wykazania dbałości wobec innych uczestników ruchu drogowego.

Reprezentujący interesy poszkodowanego w sprawach negligence tort prawnik będzie musiał dowieść, że w rezultacie zaniedbania swoich obowiązków przez pozwanego - niechże nim będzie ów gadatliwy kierowca - doszło do wypadku, którego uczestnicy doznali uszczerbku na zdrowiu i ponieśli straty majątkowe. Gadatliwy kierowca miał wobec poszkodowanych obowiązek odpowiedzialnego postępowania. Złamał ten obowiązek zachowując się nieodpowiedzialnie.

Oprócz dowiedzenia istnienia związku przyczynowo skutkowego między samą szkodą a nieodpowiedzialnym zachowaniem się pozwanego - prawnik reprezentujący poszkodowanego będzie musiał dowieść, że sama szkoda rzeczywiście miała miejsce. Na przykład okazać sądowi rachunki za pobyt w szpitalu swojego klienta.

Artykuł przedrukowano za zgodą

Polskiego Poradnika "Sukces"

Adres: 255 Park Lane; Douglaston, NY 11363

Co warto wiedzieć zmieniając pracę

Pracę w Ameryce zmienia się dość często: co roku przechodzi do innego przedsiębiorstwa 25% zatrudnionych, w sumie około 15 milionów rocznie. Statystyczny Amerykanin zmienia pracę 5 razy w życiu, średnio co 8 lat. Imigranci są jeszcze bardziej ruchliwi, bo zaczynają pracę w nowym kraju na niezbyt wdzięcznych stanowiskach i szukają swego miejsca w życiu. Skoro więc czeka nas przejście przez kilka przedsiębiorstw, warto wiedzieć na ten temat jak najwięcej.

Zakwalifikuj się do zasiłku dla bezrobotnych

Nie zakładaj z góry, że zasiłek dla bezrobotnych należy ci się niezależnie od sposobu, w jaki rozstałeś się z pracodawcą. Ażeby dostać unemployment, musisz utracić pracę nie ze swojej winy, czyli zostać zwolnionym. Jeżeli sam zrezygnujesz z pracy, porzucisz ją czy zostaniesz wyrzucony dyscyplinarnie (fired), nie należy ci się ani cent tytułem bezrobocia. I nie radzę zatajać prawdy, bo Unemployment Office pisze do pracodawcy, prosząc o potwierdzenie wszystkich informacji.

Gdy zwalniasz się z powodów osobistych, nie licz na to, że pracodawca pójdzie ci na rękę żebyś mógł otrzymywać zasiłek dla bezrobotnych, bowiem sporo by go ta przysługa kosztowała w formie podwyższonych stawek. Unemployment insurance jest ubezpieczeniem opłacanym z kieszeni pracodawców, a wysokość stawek zależy od tego, jak często pracodawcy zwalniają ludzi i jak dużo pobierają oni świadczeń.

Uniknij luki w ubezpieczeniu zdrowotnym

Opuszczając pracę pamiętaj, że możesz przez 18 miesięcy korzystać z medycznego ubezpieczenia pracodawcy, płacąc 102% grupowych składek, co zawsze wynosi znacznie mniej niż koszt indywidualnej polisy. Prawo to przysługuje pracownikom na mocy przepisu federalnego zwanego COBRA i dotyczącego przedsiębiorstw zatrudniających 20 lub więcej osób. Warto skorzystać z przepisu COBRA, nawet jeżeli natychmiast podejmujesz nową pracę, bowiem nowa polisa może nie obejmować pierwszych 3 miesięcy, a dotychczasowe dolegliwości (preexisting conditions) czasami nie są uznawane przez dłuższy czas. Masz 60 dni na skorzystanie z programu COBRA. Jeżeli nawet zachorujesz czy ulegniesz wypadkowi w ciągu tych dwóch miesięcy, ubezpieczenie cię obejmie, gdy zapłacisz zaległe składki.

Zaległe zarobki

Rozstając się z pracodawcą, powinieneś otrzymać wszelkie zaległe zarobki. Nie ma z tym problemu w dużych, szanujących się przedsiębiorstwach, które same wyliczą pieniądze co do grosza i przyślą ci czek. Gorzej bywa z małymi firmami. Zdarza się, że pracodawca złośliwie wstrzymuje ostatnie zarobki odchodzącego pracownika.

Co robić wtedy? Można poprosić o interwencję lokalny Labor Department. W Nowym Jorku wszelkie informacje znajdziesz w witrynie www.labor.state.ny.us. Ściągasz odpowiedni formularz, zwany Claim for Unpaid Wages (druk numer LS 223), wypełniasz go i posyłasz pod odpowiedni adres. Jeżeli pracodawca zalega ci z wypłatą jakichś świadczeń, to stosujesz formularz Claim for Unpaid Wage Supplements (LS-425, oczywiście poszczególne stany mają swoje własne formularze). Powiaty Bronx, Kings, New York, Queens i Richmond obsługiwane są przez New York City District (345 Hudson Street, New York, NY 10014, tel. 212-352-6700, faks 212-352-6593). Powiatom Nassau i Suffolk służy Department of Labor w Garden City, 400 Oak Street, Suite 101, Garden City, NY 11530-6551, tel. 516-794-8195, faks 516-794-1046.

Departament pracy ma obowiązek pomóc w odzyskaniu pieniędzy. W Nowym Jorku trwa to bardzo długo i wiele osób woli samodzielnie pozwać pracodawcę do sądu. Jeżeli roszczenie nie jest duże, najlepiej udać się do sądu małych roszczeń (small-claims court), gdzie sprawy rozpatrywane są szybko, w przeciągu kilku tygodni, i można się obyć bez prawnika .

W Nowym Jorku prawo do roszczeń zaległych zarobków wygasa po 2 latach z wyjątkiem przypadków celowego wykroczenia pracodawcy (willful violation), które to wygasa po 3 latach.

Co z niewykorzystanym urlopem?

Czy pracodawca jest zobowiązany do wypłacenia pieniędzy za niewykorzystany urlop? Tak, jeżeli zobowiązał się do udzielenia takiego urlopu. Należy jednak pamiętać, że żadne prawo, ani federalne, ani stanowe nie nakazuje pracodawcy dawania pracownikom płatnego urlopu. Średnie i większe przedsiębiorstwa dają płatne wakacje (przeciętnie do 10 dni w USA), ale małe, kilkuosobowe firmy często nie. Ale jeżeli zakład zobowiązał się na piśmie do wakacji, dni chorobowych, dni osobistych, to musi dotrzymać słowa i wypłacić zaległe świadczenia. Labor Department pomaga w tej dziedzinie tak samo jak w przypadku zaległych wynagrodzeń.

Twój program emerytalny

Wraz z rezygnacją z pracy, prawdopodobnie przepadnie ci tradycyjna emerytura (defined benefit plan), opłacana przez pracodawcę. Są pewne programy emerytalne, w których zakumulowane pieniądze możesz wziąć ze sobą. Najpopularniejszym z nich jest program 401(k). Niezależnie od przyczyny odejścia, zawsze możesz zabrać fundusze, które ty wpłaciłeś. Pieniądze, które pracodawca ci dopłacał należą do ciebie tylko wtedy, gdy są vested, czyli gdy nabrałeś do nich prawa, co przeważnie następuje po 5 latach. Jeżeli niewiele brakuje ci do 5 lat uczestnictwa w programie 401(k), może warto się uzbroić w cierpliwość, by wybrać więcej ze swojego konta 401(k).

Nie wybieraj pieniędzy emerytalnych, lecz koniecznie otwórz konto IRA i tam je wpłać (możesz mieć kilka kont IRA). Jeżeli pieniądze wpłacisz na zwyczajne konto, będzie to równoznaczne z likwidacją planu emerytalnego i przyjdzie ci zapłacić podatek dochodowy od wybranej kwoty plus 10% kary. Być może będziesz w stanie kupić nowy samochód, ale pozbawisz się zabezpieczenia na starość. Aż trudno zrozumieć dlaczego aż 68% osób po czterdziestce zmieniających pracę likwiduje swoją emerytalną pulę i aż 84% osób młodych.

Targuj się o odprawę

Odprawa (severance pay) jest wypłacana przez większe przedsiębiorstwa odchodzącym nie ze swojej winy pracownikom. Aż 83% firm płaci równowartość jedno-, dwutygodniowych zarobków za każdy przepracowany rok. Wykorzystaj poczucie winy szefa i wytarguj wyższą odprawę. Postaraj się zamienić na gotówkę świadczenia, z których nie zamierzasz korzystać. Na przykład, jeżeli twój zakład pracy oferuje usługi outplacement firm (rodzaj agencji pośrednictwa pracy), z której usług korzystać nie będziesz, zasugeruj podniesienie ci odprawy.

Rozstań się w zgodzie

Niezależnie od twoich prawdziwych nastrojów, rozstań się w zgodzie z właścicielem, szefem i kolegami. Poproś o referencje szefa czy znaczniejszych klientów. Przydadzą się w przyszłości, gdy będziesz poszukiwał pracy. Jeżeli w twojej kartotece spoczywają jakieś pochwały i wyróżnienia, postaraj się o ich kopie. W zasadzie personnel files należą do pracodawcy, ale panienki w dziale kadr chętnie pozwolą na ich skopiowanie.

Artykuł przedrukowano za zgodą

Polskiego Poradnika "Sukces"

Adres: 255 Park Lane; Douglaston, NY 11363

Oto kilka podstawowych prawd i faktów, które należy znać, jeśli odłożyłeś trochę pieniędzy i zastanawiasz się, jak je zainwestować, żeby przyniosły trochę więcej, niż skromne procenty oferowane przez bank.

Ryzykowne inwestycje na ogół

przynoszą większe zyski

niż inwestycje bezpieczne.

Oczywiście pod warunkiem, że losy inwestycji układają się po naszej myśli. Inwestorzy domagają się wyższych zwrotów w zamian za podejmowanie ryzyka i to jest jednym z powodów, dlaczego akcje - uważane za inwestycje bardziej ryzykowne niż obligacje - przynoszą na ogół większe zyski niż obligacje. Z tej samej przyczyny obligacje długoterminowe przysparzają nam więcej pieniędzy niż krótkoterminowe. Im dłużej inwestor musi czekać na zysk z inwestycji, tym większe jest prawdopodobieństwo, że zdarzy się coś, co wpłynie negatywnie na wartość i los inwestycji.

Na dłuższą metę akcje

okazywały się lepsze

od innych form inwestowania.

W latach 1926-2002 (czyli na przestrzeni ponad siedemdziesięciu lat) rynek akcji przynosił średni roczny zysk 10.2%. Tak więc historycznie inwestowanie w akcje okazywało się daleko bardziej intratne niż wszystkie inne rodzaje inwestycji. Na drugim miejscu na liście najlepszych form inwestycji uplasowały się obligacje, z których roczny zysk wynosił średnio 5.8%.

Na krótką metę

akcje są ryzykowne.

W ciągu jednego "czarnego dnia" na giełdzie, 19 października 1987 roku, tak zwany wskaźnik DowJones (stanowiący barometr rynku akcji wielkich, ustabilizowanych firm zgrupowanych głównie na giełdzie nowojorskiej) spadł o 508 punktów, co oznaczało, że w ciągu jednego dnia wartość akcji spadła o 22.6% i był to największy jednodniowy spadek w historii rynku akcji. Niemal dokładnie po upływie dziesięciu lat, 27 października 1997 roku, przyszedł kolejny krach - tym razem DowJones spadł aż o 554 punkty, co oznaczało jednodniowy spadek wartości akcji o 7.2%. Jeśli mówimy tu o krótkoterminowym inwestowaniu w akcje, to chodzi nam o okres kilkuletni, a nie o tygodnie czy miesiące. Gdy ktoś zainwestował swe pieniądze w indeksowym funduszu Nasdaq (elektroniczna giełda grupująca głównie firmy zaawansowanej technologii) w marcu 2000 roku, a więc w okresie szczytowania rynku akcji, a następnie sprzedał je po upływie trzech lat - stracił trzy czwarte zainwestowanej sumy.

Na dłuższą metę

o losach akcji

decydują zyski firmy.

W danym dniu, w ciągu tygodni czy miesięcy, na kształtowanie się ceny akcji danej firmy mogą wpływać najróżniejsze czynniki: złe i dobre wiadomości polityczne i gospodarcze, kształtowanie się stopy dyskontowej, pogoda, a nawet plotki krążące po giełdzie. Jednak na dłuższą metę liczą się zyski firmy, której współwłaścicielami stajemy się kupując jej akcje. Jeśli w ciągu 10 lat zyski firmy wzrosły - znajduje to odbicie we wzroście ceny akcji tej firmy.

Inflacja jest

największym wrogiem

długoterminowych inwestycji.

Mimo że nagły krach na giełdzie może stanowić katastrofę dla inwestycyjnego portfela, zwłaszcza inwestorów krótkoterminowych, jednak zawsze, jak do tej pory, rynek wychodził z krateru powstałego po takim krachu, a po pewnym czasie wspinał się na nowy, historyczny szczyt. Inaczej jest z inflacją. Inflacja pożerała w przeszłości średnio 3.2% wartości pieniędzy rocznie i rzadko oddawała to, co już zabrała. Dlatego ważne jest lokowanie naszych oszczędności z myślą o emeryturze w takich inwestycjach, gdzie przewidywane są najwyższe zwroty długoterminowe.

Zdywersyfikowany portfel

jest pewniejszy.

Dywersyfikacja portfela inwestycyjnego - lokowanie pieniędzy w wielu, różnorodnych formach inwestycji - zmniejsza ryzyko inwestowania, bowiem jeśli tracimy pieniądze na pewnych inwestycjach, zyski w innych mogą nam zrekompensować te straty. Gdy natomiast ulokujemy wszystkie swe zasoby na przykład w akcjach jednej firmy, jej nagłe niepowodzenie może stanowić dla nas katastrofę finansową. Z drugiej strony (zgodnie z zasadą, że im mniej ryzykujemy, tym mniejszych zysków możemy oczekiwać) istnieje mniejsze prawdopodobieństwo, że zdywersyfikowany portfel osiągnie znacznie lepsze wyniki niż cały rynek w danym okresie.

Obligacje skarbowe.

Powszechnie się uważa, że amerykańskie obligacje skarbowe (U.S. Treasury bonds - papiery dłużne rządu federalnego USA) są najbardziej bezpiecznymi instrumentami finansowymi na świecie. Opiera się to na historycznej sile amerykańskiej gospodarki, no a poza tym rząd zawsze może wydrukować więcej pieniędzy by spłacić dłużników, jeśli zajdzie taka potrzeba. W związku z tym oprocentowanie obligacji skarbowych uważa się za pozbawione ryzyka, ale z drugiej strony inne inwestycje typu fixed-income (o ustalonym zysku) mogą przynieść więcej, proporcjonalnie do stopnia związanego z nimi ryzyka. Zyski z obligacji skarbowych ucierpią jednak również, gdy zostanie podniesiona stopa dyskontowa.

Indeksowe fundusze powiernicze

często wygrywają z funduszami

aktywnie zarządzanymi.

Ulokowanie pieniędzy w dobrym funduszu powierniczym uchodzi za dobry start dla początkującego inwestora. Istnieje wiele rodzajów funduszy powierniczych. Jak wskazują statystyki, indeksowe (pasywne) fundusze powiernicze, obejmujące akcje wchodzące w skład któregoś z indeksów rynkowych (jak np. Standrad & Poor"s 500), często przynoszą większe zyski niż tak zwane aktywnie zarządzane fundusze. Wynika to między innymi z faktu, że niewielu menadżerom zarządzającym funduszami tego drugiego typu udaje się rok po roku z powodzeniem wybierać akcje dla swych funduszy, by nie tylko pokryć koszty związane z częstym kupowaniem i sprzedawaniem akcji, ale także przynieść zyski posiadaczom udziałów danego funduszu

Artykuł przedrukowano za zgodą

Polskiego Poradnika "Sukces"

Adres: 255 Park Lane; Douglaston, NY 11363

Departament Stanu ponownie ogłosił program i zasady corocznie organizowanej loterii wizowej, tym razem na rok budżetowy 2006, a więc nazwano ją DV 2006 (Diversity Lottery 2006). Polska po raz kolejny znalazła się na liście krajów, które będą brały w niej udział.

Loteria, podobnie jak w roku ubiegłym, odbędzie się wyłącznie drogą elektroniczną, to znaczy że aplikacje trzeba będzie składać drogą internetową, a fotografie dołączane będą cyfrowo. Okres składania podań w tym roku wyznaczony został na ponad dwa miesiące, od 5 listopada 2004 do 7 stycznia 2005.

Loteria wizowa jest programem Departamentu Stanu, który ma na celu wprowadzić różnorodność etniczną imigrantów przybywających do USA. Kraje takie jak Meksyk, Chiny, Rosja, Indie, Wielka Brytania czy Kanada mają już w Stanach Zjednoczonych dość liczną grupę swoich reprezentantów. Loteria wizowa ma umożliwić obywatelom innych krajów łatwą drogę imigracji.

Co roku Departament Stanu przeprowadza kalkulację liczby niedawno przyjętych imigrantów i krajów ich pochodzenia. Na podstawie tych obliczeń statystycznych co roku podejmowana jest decyzja, które kraje będą brać udział w loterii. Do programu nie kwalifikują się kraje, z których liczba imigrantów do USA w ciągu ostatnich 5 lat przekroczyła 50 tysięcy. W tym roku, na przykład, w loterii wizowej nie uczestniczą obywatele Rosji.

Loteria wizowa przeprowadzana jest w trzech etapach, z których każdy będzie w tym artykule szerzej opisany.

Pierwszym etapem jest zgłoszenie swojej kandydatury. Zgłoszenia trzeba dokonać elektronicznie (a więc przez Internet) pomiędzy 5 listopada 2004 a 7 stycznia 2005. Na zgłoszenie mamy ponad 60 dni. Formularz, który należy wypełnić, będzie znajdował się na stronie internetowej pod adresem www.dvlottery.state.gov. Będzie on udostępniony dopiero 5 listopada. Proszę jednak nie zwlekać aż do ostatnich dni loterii, bo tak jak w ubiegłym roku, Departament Stanu przewiduje, że może mieć kłopoty z elektroniczną transmisją podań wszystkich zainteresowanych, którzy czekają na ostatnią chwilę. Najlepiej aplikację złożyć w listopadzie lub grudniu.

Komputerowa selekcja zgłoszonych kandydatów odbędzie się wiosną 2005, a zawiadomienia do wylosowanych szczęśliwców wysyłane będą między majem a lipcem 2005. Osoby wylosowane będą mogły starać się o pobyt stały dla siebie i swych rodzin pomiędzy 1 października 2005 a 30 września 2006. Aby skorzystać z wylosowanej wizy, osoba wylosowana musi zakończyć całą procedurę (musi zostać rezydentem USA) przed 30 września 2006, stąd nazwa DV 2006.

Do programu kwalifikują się osoby urodzone w Polsce (lub innych krajach Europy oprócz Wielkiej Brytanii i Rosji), ktore ukończyly szkołę średnią. Zamiast świadectwa ukończenia szkoły średniej można przedstawić, że w ciągu ostanich 5 lat aplikant przepracował przynajmniej 2 lata na pozycji pracownika wykwalifikowanego. Jakie pozycje zaliczają się do wykwalifikowanych trzeba sprawdzić w Departamencie Pracy, w ich systemie O net. Do samego zgłoszenia nie należy załączać żadnych świadectw. Dopiero, jeżeli osoba zostanie wylosowana, świadectwo takie trzeba będzie przedstawić podczas interview na pobyt stały.

Zgłoszenia.

Gdzie?: Zgłoszenia trzeba będzie wysyłać wyłącznie drogą elektroniczną (przez Internet) na następujący adres: http://www.dvlottery.state.gov

Formularz: W tym roku, podobnie jak w ubiegłym, mamy konkretny formularz loteryjny. Będzie on udostępniony pod wyżej wymienionym adresem internetowym, gdzie należy go wypełnić, dołączyć fotografie zrobione drogą cyfrową i złożyć elektronicznie.

Potwierdzenie: Podobnie jak w ubiegłym roku, otrzymamy również potwierdzenie złożenia formularza loteryjnego. W minionych latach musieliśmy polegać na rzetelności poczty. W tym roku, zaraz po elektronicznym złożeniu podania, otrzymamy potwierdzenie złożenia, które będziemy mogli sobie wydrukować. Jest to ważne szczególnie dla tych z Państwa, którzy korzystać będą z usług kogoś innego. Mają Państwo możliwość sprawdzenia, czy podanie Państwa rzeczywiście było złożone.

Kiedy?: Zgłoszenia będą uznane za prawidłowe tylko wtedy, jeżeli nadejdą na powyższy adres internetowy w okresie od 5 listopada 2004 (piątek) do 7 stycznia 2005 (piątek).

Jak?: Po pierwsze, dozwolone jest złożenie tylko jednej aplikacji przez jedną osobę. Jednak jeżeli mamy do czynienia z rodziną, to mąż może złożyć jedno zgłoszenie, a żona swoje własne. Zwiększa to szanse rodziny podwójnie. Mąż i żona traktowani są jako oddzielni aplikanci. Jeżeli ta sama osoba złoży więcej niż jedną aplikację, to będzie ona zdyskwalifikowana. Zgłoszenia muszą być składane elektronicznie pod adresem interentowym: www.dvlottery.state.gov. Wysyłamy tylko zgłoszenie oraz fotografie wszystkich członków rodziny wymienionych na aplikacji.

Formularz: Rejestracja na tegoroczną loterię wizową odbywać się będzie wyłącznie przez wypełnienie formularza EDV Entry Form (Electronic Diversity Visa Entry Form), który znajdą Państwo pod wskazanym wyżej adresem internetowym w okresie pomiędzy 5 listopada 2004 a 7 stycznia 2005.

Formularz ten zawiera następujące informacje o Państwu:

1. Pełne imię i nazwisko.

2. Datę urodzenia: dzień, miesiąc, rok.

3. Płeć.

4. Miasto urodzenia.

5. Kraj urodzenia. Kraj urodzenia to kraj, w którym obecnie znajduje się miasto urodzenia. Jeśli na przykład urodzili się państwo w Wilnie, to krajem urodzenia jest Litwa. Osoby urodzone we Lwowie, jako kraj urodzenia muszą podać Ukrainę.

6. Fotografia aplikanta (o fotografiach poniżej).

7. Adres korespondencyjny aplikanta.

8. Numer telefonu (nie wymagany).

9. Adres internetowy (nie wymagany).

10. Kraj pochodzenia, jeśli nie ten gdzie się osoba urodziła (tylko w przypadku osób, ktore urodziły się w krajach nie zaliczonych do loterii, na przykład w Wielkiej Brytanii, Rosji). W to miejsce wpisujemy kraj, pod którym się zgłaszamy, ale tylko, jeśli nie jest to kraj naszego urodzenia. Na przykład w przypadku osoby, która urodziła się w Wielkiej Brytanii, która nie bierze udziału w loterii. Jeśli osoba taka ma małżonka urodzonego w Polsce, to może zgłosić swą narodowość jako polską, która jest krajem urodzenia małżonka. W ten sposób osoba, która się nie kwalifikuje przez kraj swego urodzenia może się kwalifikować przez kraj urodzenia małżonka lub rodzica.

11. Stan cywillny.

12. Ilość dzieci w wieku poniżej 21 roku życia (stanu wolnego).

13. Informacje o małżonku (imię, nazwisko, datę urodzenia, płeć, miejsce urodzenia i fotografię małżonka).

14. Informacje o dzieciach (imię, nazwisko, datę urodzenia, płeć, miejsce urodzenia i fotografię dziecka).

UWAGA: W tym roku pominięcie małżonka lub dzieci na zgłoszeniu nie tylko uniemożliwi im staranie się o pobyt nawet jeżeli aplikant byłby wylosowany, ale również spowoduje w ogóle odrzucenie zgłoszenia aplikanta. Formularz zawiera pytania o liczbę dzieci i stan cywilny, aby sprawdzić, czy czyjeś informacje lub fotografia nie zostały pominięte. Jeśli pominiemy zdjęcie nawet jednego dziecka, nasza aplikacja będzie odrzucona. Nie możemy pominąć żadnych dzieci, nawet, jeśli z nimi nie mieszkamy lub nie chcemy, by z nami imigrowały. Wszystkie dzieci rodzone i adoptowane oraz dzieci z poprzedniego małżeństwa naszego małżonka (pasierb lub pasierbica) do 21 roku życia i stanu wolnego muszą być wymienione i ich fotografie muszą być zamieszczone w naszym podaniu. Jedynym wyjątkiem są tu dzieci, które są już obywatelami USA lub legalnymi rezydentami USA (posiadaczami zielonej karty). Takie dzieci można pominąć. Nie możemy pominąć małżonka, nawet jeśli żyjemy w legalnej separacji. Jeśli tylko nie było rozwodu, małżonek musi być wymieniony i jego fotografia zamieszczona, w przeciwnym wypadku nasza aplikacja będzie zdyskwalifikowana.

Fotografie: Jak już wcześniej nadmieniłam, do zgłoszenia należy dołączyć jedną fotografię aplikanta oraz każdego wymienionego członka rodziny (małżonka i dzieci.) Fotografia nie może być grupowa. Każdy członek rodziny musi mieć swoją osobną. Fotografia w tym roku musi być cyfrowa (digital), ponieważ dołączona będzie do naszego elektronicznego podania. Proszę dokładnie przeczytać instrukcje dotyczące zdjęć i jak je dołączyć cyfrowo.

Poza: Osoba musi patrzeć prosto w obiektyw (inaczej niż na zdjęciach na zieloną kartę, gdzie pokazuje się prawy półprofil). Głowa nie może być zwrócona w żadną stronę lub pochylona. Głowa powinna zajmować około 50% zdjęcia. Zdjęcie wykonane musi być na jasnym, neutralnym tle. Osoba nie może mieć ani nakrycia głowy ani ciemnych okularów. Fotografia może byc kolorowa lub w skali szarości (grayscale).

Podpis: Podpis nie jest wymagany. Autentyczność podania sprawdzana jest na podstawie zdjęć. Ponieważ podpis nie jest wymagany, to możemy złożyć podanie członkom rodziny, którzy są w Polsce jeśli tylko dostaniemy od nich odpowiednie infomacje i fotografie. Pominięcie któregokolwiek z powyższych wymogów spowoduje natychmiastową dyskwalifikację zgłoszenia. Na szczęście, jeśli coś w aplikacji nie jest wypełnione poprawnie, to natychmiast program nas o tym poinformuje i będziemy mieli okazję poprawić błąd. Jeśli nasza aplikacja jest zdyskwalifikowana, to będziemy o tym natychmiast poinformowani.

Jakie trzeba spełniać warunki imigracyjne,

a więc jaki trzeba mieć status imigracyjny, aby brać udział w losowaniu?

Jeżeli chodzi o osoby zamieszkałe w Polsce, to starać mogą się wszystkie osoby spełniające warunki edukacyjne, które nie mają żadnych zakazów imigracyjnych powrotu, na przykład zakaz po deportacji, czy 10 letni zakaz powrotu za nielegalny pobyt w USA.

Spośród osób przebywających w USA, w loterii wizowej uczestniczyć mogą następujące grupy osób:

n Osoby przebywające w USA legalnie na ważnych wizach studenckich, pracowniczych, itd. Wizy te muszą być ważne jednak nie tylko w momencie złożenia zgłoszenia, lecz również po wylosowaniu i w momencie złożenia końcowych dokumentów o pobyt stały (tzw. adjustment of status).

n Osoby, które przebywają w USA nielegalnie, lecz które zakwalifikowały się na płacenie kary $1,000, a więc mogą korzystać z sekcji 245(i), ponieważ złożone dla nich zostały petycje imigracyjne przed 30 kwietnia 2001 roku (osoby te muszą również spełniać drugi warunek ostatniej ustawy, to znaczy musiały również przebywać w USA przed 21 grudnia 2000). Osoby takie, jeśli oczywiście zostaną wylosowane, będą mogły złożyć końcowe dokumenty o pobyt stały i zapłacą $1,000 kary za nielegalny pobyt.

Osoby, które przebywają w USA nielegalnie i nie podlegają sekcji 245(i), ponieważ nie zostały dla nich złożone petycje przed 30 kwietnia 2001, na dzień dzisiejszy nie będą mogły złożyć końcowych dokumentów na pobyt stały (adjustment of status), nawet jesli będą wylosowane. Należy jednak pamiętać, że obecnie w Kongresie USA znajduje się propozycja przywrócenia sekcji 245(i) i kary $1,000, co może nastąpić dopiero po okresie loteryjnych zgłoszeń, i na zgłoszenie będzie już za późno. Każdy z Państwa musi więc podjąć własną decyzję, czy zaryzykuje i zgłosi się w nadziei, że kara $1,000 i sekcja 245(i) będzie przywrócona, czy nie będzie brać udziału w loterii.

UWAGA: W tym roku ewentualne ryzyko związane ze składaniem aplikacji na loterię jest większe. Do tej pory wszystkie nie wylosowane zgłoszenia listowne były niszczone i nie wykorzystywane. W tym roku jednak zgłoszenia odbywają się drogą komputerową, co spowoduje, że Departament Stanu, biuro imigracyjne i inne agencje państwowe będą miały olbrzymią bazę danych osób, które starały się o losowanie. Obawiamy się, że informacje te mogą potem być przez biuro imigracyjne wykorzystane do innych celów. Na przykład starając się w przyszłości o wizę turystyczną będziemy musieli udowodnić, że nie mamy intencji wyjazdu do USA na stałe. Ponieważ Departament Stanu będzie miał dostęp do listy osób starających się o loterię i może zobaczyć tam nasze nazwisko, nasze podanie o loterię może spowodować odmowę wizy, itd. Na dzień dzisiejszy nie wiemy jeszcze w jaki sposób ta wielka baza danych może być wykorzystana. Sam fakt jednak, że po raz pierwszy nazwiska, dane osobowe i zdjęcia wszystkich składających będą zebrane w programie komputerowym i łatwo dostępne, budzi pewne niepokoje wśród nas, prawników. Proszę zauważyć, że formularz nie zawiera pytań o adres zamieszkania, lecz o adres korespondencyjny. Wydaje mi się, że w przypadku osób przebywających w USA nielegalnie bezpiecznym byłoby podanie polskiego adresu, jako tego do korespondencji, unikając w ten sposób niepotrzebnego narażania się na kłopoty z biurem imigracyjnym.

Nie ma żadnej opłaty związanej ze zgłoszeniem. Wszystkie poprawnie przygotowane i złożone zgłoszenia wezmą udział w losowaniu.

Nikt nie ma wpływu na wyniki losowania. Proszę nie wierzyć osobom, które utrzymują, że znają kogoś związanego z loterią i mogą pomóc. Jest to bzdura. Losowanie odbywa się komputerowo i osoby, które będą wylosowane, zostaną powiadomione w maju, czerwcu lub lipcu 2005.

Tylko osoby, które zostaną wylosowane, otrzymają stosowne powiadomienia. Departament Stanu nie informuje osób, które nie zostały wylosowane. Jeśli więc nie otrzymają Państwo żadnej korespondencji, a złożyliście poprawnie swoje zgłoszenia, oznacza to po prostu, że nie zostali Państwo wylosowani.

Jak co roku, pozostaje mi tylko życzyć Państwu powodzenia. Good Luck.

Autorką artykułu jest Agata Gostyńska Frakt.

Adwokat imigracyjny i rodzinny

Tel. (312) 644-8000

Adres: 100 W. Monroe, Suite 1705 Chicago, IL 60603

Na Rosehill po raz pierwszy byłam dwa lata temu. Trafiłam tam przypadkowo, zaintrygowana fantazyjną bramą wejściową, wmurowaną w budowlę stylizowaną na gotycki zamek z wieżyczkami. Dalszą ciekawość rozbudziły udostępnione mi w dyrekcji cmentarza informacje i materiały. Na początku jednak zapytano mnie nieco nieufnie, czy to będzie artykuł...

o duchach. Szybko wyjaśniłam, że interesuje mnie przede wszystkim historia, sztuka sepulkralna, atmosfera. Owszem, uwielbiam opowieści o duchach, ale na cmentarzach bardziej poruszające i frapujące wydają mi się historie żywych osób, zapisane tam w wystawnych pomnikach i prostych stelach nagrobnych. Odczytujemy w nich ludzkie tragedie, dramaty, spełnione życiorysy. Ale pozwalają nam również lepiej poznać przeszłe czasy, dzieje miast, regionów czy nawet całych narodów. Dlatego też lubię zwiedzać stare chicagowskie nekropolie. Może nie są tak melancholijnie piękne jak wiele polskich cmentarzy, ale niektóre mają także swój nieodparty urok. Pisałam już na łamach "Monitora" o Graceland, teraz zachęcam do odwiedzenia innego zabytkowego cmentarza - Rosehill przy 5800 North Ravenswood Avenue.

Nekropolie chicagowskie

Cmentarz Rosehill

Rosehill jest największym i jednym z najstarszych wśród cmentarzy Chicago. Powstał w 1859 roku, kiedy właśnie zamykano dawny cmentarz komunalny położony nad samym brzegiem jeziora Michigan. Zgodnie z nowymi wymaganiami, znajdował się daleko, bo aż 7 mil na północ od opłotków miasta. Architekci zieleni zadbali, aby zachować naturalny charakter tego miejsca - wielkiego parku z rozmaitymi gatunkami drzew, głównie dębów i klonów, pofałdowanym terenem, małymi jeziorkami, w których pływają dzikie kaczki i gęsi. Pięć lat po otwarciu Rosehill została zbudowana wspomniana już brama wejściowa. Autorem tej architektonicznej fantazji (obecnie wpisanej do rejestru zabytków) był William Boyington, twórca słynnej Water Tower.

Nieopodal murów cmentarza biegną tory kolejowe linii Chicago & North Western Railway. W czasach, kiedy nikomu jeszcze nie śniło się, że samochody będą jeździć po alejkach cmentarza, a groby bliskich odwiedzało się znacznie częściej niż dziś, Rosehill miał własny przystanek na linii C&NW oraz stację zaprojektowaną w stylu harmonizującym z bramą Boyingtona. Istniały nawet specjalne pociągi pogrzebowe, trumny transportowano także w wagonach bagażowych regularnych pociągów. Kiedy połączenie kolejowe okazało się zbyteczne, stację zlikwidowano. Jedynym śladem dawnej działalności pozostała winda, służąca niegdyś do podnoszenia trumien.

Jedno z najlepszych miejsc na cmentarzu, zaraz na wprost głównej bramy, przypadło Charlesowi J. Hullowi (1820-1902), który "siedzi" tam na krześle na wysokim postumencie. Wykonany z brązu portret (w rozmiarach większych niż żywy model), dłuta Richarda Henry Parka, oddaje z detalami podobieństwo jednego z pierwszych przedsiębiorców budowlanych i filantropów w Chicago. Niewiele osób pewnie by już o nim pamiętało, gdyby nie to, że w jego miejskiej willi, sławnym Hull House przy ulicy Halsted, Jane Addams urządziła w 1889 roku pierwszy dom opieki społecznej dla bezdomnych i ubogich imigrantów.

Wkrótce po otwarciu cmentarza rozpoczęła się wojna domowa i na Rosehill zaczęto zwozić ciała zabitych żołnierzy Unii. Pochowano tu kilkunastu generałów i setki żołnierzy, których mogiły, często bezimienne, znaczą stele z prostą inskrypcją "U.S. Soldier". Rzędy takich białych tabliczek widnieją za pomnikiem generała Thomasa E. G. Ransoma, legendarnego bohatera tej wojny, zwanego "Phantom General". W symboliczny sposób pamięć poległych (wszak tylko Jankesów) uczczona została wysokim na 30 stóp pomnikiem dedykowanym "Naszym Bohaterom". Zainstalowane na postumencie plakiety z brązu ilustrują przedstawicieli czterech formacji wojskowych: kawalerii, piechoty, artylerii i marynarki. Autorem tego patriotycznego dzieła był rzeźbiarz Leonard Volk, który stworzył również inny rozpoznawalny pomnik tego cmentarza. Figura strażaka z trąbką w jednej ręce i wężem gaśniczym przewieszonym przez ramię drugiej na szczycie doryckiej kolumny upamiętnia męstwo 15 członków Ochotniczego Pogotowia Straży Pożarnej. Pomnik został ufundowany w 1864 roku, sześć lat po zastąpieniu przez władze miejskie ochotniczych formacji zawodową strażą pożarną.

Ostatnim dziełem Volka na Rosehill był autoportret stworzony na własną mogiłę. Rzeźba przedstawia nobliwego dżentelmena z laseczką i kapeluszem przy boku, odpoczywającego podczas wycieczki w plenerze. Leonard Wells Volk urodził się w Nowym Jorku, studiował sztukę w St. Louis, Nowym Jorku i Rzymie. Był jednym z pierwszych rzeźbiarzy, którzy rozpoczęli działalność w Chicago (założył tu swoje studio w 1857 roku). Największy rozgłos przyniosły mu wykonane w 1860 roku gipsowe odlewy twarzy i dłoni prezydenta Abrahama Lincolna, które obecnie znajdują się w Smithsonian Institution.

hhh

Szumią stare klony. Wiatr zdmuchuje liście z nagrobków, odsłaniając kolejne karty dziejów Chicago. Znaczą je nazwiska dobrze znanych - i wielu już zapomnianych - polityków, biznesmenów, filantropów.

Na Rosehill pochowano kilkunastu pierwszych włodarzy Chicago. Największą kwaterą i najwyższym pomnikiem (70 stóp) na chicagowskich cmentarzach szczyci się burmistrz "Long John" Wentworth (1815-1888), który liczył 6 stóp sześć cali wzrostu i ważył 300 funtów. Ponoć wyróżniał się nie tylko godną posturą, ale również zręcznością polityczną i przedsiębiorczością - to właśnie za jego kadencji doszło do utworzenia zawodowej straży pożarnej. Był bohaterem wielu anegdot, niektóre z nich ubarwiał, gdyż miał talent gawędziarski i lubił rozgłos. Powiadano na przykład, że spacerując chodnikami miasta ustawicznie zawadzał o nisko zawieszone szyldy. Kiedyś musiał mocniej walnąć głową, bo zarządził, żeby policja natychmiast usunęła wszystkie te przeszkody... Poszkodowani właściciele biznesów podnieśli larum, no i znowu było w mieście o czym mówić. Wentworth zadbał również o to, żeby intrygować nawet po śmierci, zamawiając ten gigantyczny granitowy pomnik za ponad 30 tysięcy dolarów. Życzył sobie ponoć nawet, by nie umieszczać na nim żadnej inskrypcji. Rodzina widocznie jednak zignorowała jego wolę, bo nazwisko jest mocno wyryte i do dziś widoczne.

Rzeźbione w kamieniu pomniki w kształcie drzewa czy obumarłego pnia można spotkać na wielu chicagowskich cmentarzach. Na Rosehill także znajdziemy liczne przykłady nagrobków w tym stylu. Jeden z nich jednak jest szczególnie oryginalny. W wykonanej z jednej części piaskowca kompozycji, zwraca uwagę miniaturowy wagon pocztowy wjeżdżający w wykuty w pniu drzewa tunel. Pomnik poświęcony jest George"owi S. Bangsowi (1877), asystentowi poczmistrza, który zaprojektował pierwszy ekspresowy wagon pocztowy. U.S. Railway Mail Service wprowadził inny chicagowianin - George B. Armstrong.

hhh

Inskrypcje na wielu nagrobkach przypominają o dokonaniach chicagowskich handlowców, producentów, wielkich filantropów, o których pamięć przetrwała w nazwach produktów, znanych sklepach czy ufundowanych dzięki ich wspaniałomyślności instytucjach kulturalnych. Na wieczne czasy wprowadzili się tu między innymi: Ignaz Schwinn (1860-1948), imigrant niemiecki, który dał światu świetne rowery; Otis Ward Hinckley (1861-1924) i George Schmitt (1866-1931), duet kojarzący się z popularną wodą do picia; Robert S. Scott - trzeci muszkieter w kompanii Carson i Pirie. Jest także Julius Rosenwald (1862-1932), jeden z twórców potęgi finansowej Sears, Roebuck & Co., któremu zawdzięczamy powstanie Muzeum Nauki i Techniki.

Podobnie jak na cmentarzu Graceland, tu również najbardziej wykwintne pomniki i kapliczki rodzinne wystawiono wokół niewielkiego, malowniczego jeziorka w głębi nekropolii. Jednym z najświetniejszych przykładów grobowców w stylu egipskim na chicagowskich cmentarzach jest kaplica Dariusa Millera, dawnego dyrektora chicagowskich kolei i miłośnika sztuki egipskiej. Natomiast do architekury Panteonu nawiązuje budowla upamiętniająca miejsce spoczynku założycieli Banku Harrisa. Prosta, wysoka iglica wznosi się ponad grobami Goodricha, magnata opon samochodowych. Świat wielkiej polityki reprezentuje Charles Gates Dawes (1865-1951), chicagowski prawnik i bankier, który został wiceprezydentem USA i laureatem Pokojowej Nagrody Nobla.

Niedaleko jeziora położona jest neoromanistyczna kaplica May Chapel. Ufundowała ją w 1889 roku wdowa po Horaciuszu Mayu, prominentnym handlarzu kawą i herbatą. W oryginalnie zdobionych wnętrzach tej budowli znajduje się m.in. komora, która niegdyś służyła do przechowywania zimą zwłok.

Najbardziej okazałą strukturą na cmentarzu są katakumby, zwane Community Mausoleum. Otwarte w 1914 roku były pierwszą pomyślaną na tak wielką skalę komunalną kryptą w Chicago. Zaprojektowana przez Sidneya Lovella budowla utrzymana jest w poważnym, neoklasycystycznym stylu. Od frontu zdobią ją cztery kolumny doryckie i fryz przedstawiający mitologiczne sceny pogrzebowe. Wewnątrz znajduje się wielopoziomowy labirynt z korytarzami, których marmurowe ściany do sufitu są wypełnione kryptami. Tajemnicze piękno i elegancję tego miejsca pokreślają liczne witraże, przez które przenika "mistyczne" światło. Ponad tuzin tych barwnych kompozycji szklanych to dzieła Luisa Comforta Tiffany"ego.

Splendor katakumb od początku przyciągał znaczących i zamożnych chicagowian. Tu pochowano Miltona Florsheima, producenta i właściciela sieci sklepów z butami, których marka do dziś cieszy się uznaniem. Spotkamy także tumby właścicieli sieci popularnych sklepów i pionierów sprzedaży wysyłkowej: Richarda Warrena Searsa (1863-1914) oraz jego rywala - Aarona Montgomery"ego Warda (1843-1913). Naprzeciwko głównego wejścia, za majestatyczną kolumnadą, znajduje się kaplica Johna Shedda. Pochodzący z New Hampshire, Shedd przybył do Chicago w 1850 roku, gdzie rozpoczął błyskotliwą karierę w sklepie Marshalla Fielda, dochodząc jako następca założyciela do funkcji prezydenta kompanii w 1906 roku. Choć już za życia cieszył się powodzeniem i poważaniem, nieśmiertelną sławę zapewniło mu ufundowanie (przeznaczył na ten cel kwotę 3 mln dolarów) "największego akwarium w świecie". Filantrop zmarł w 1926 roku, na cztery lata przed otwarciem Akwarium jego imienia nad brzegiem jeziora Michigan. Fascynacja Shedda życiem podwodnym widoczna jest nawet w ornamentyce jego krypty, wypełnionej niebieskawym światłem, przenikającym o zachodzie słońca przez witraż Tiffany"ego.

hhh

Spacerując po alejkach mijamy rzędy podobnych nagrobków, masywnych, prostych kapliczek, liczne przykłady wiktoriańskiej sztuki nagrobnej, pokryte zielonkawą patyną białe anioły, tajemnicze postaci mnichów, krzyże celtyckie, kamienie w kształcie ludzkich kości... Wiele, bardzo wiele malutkich nagrobków, mówiących o dziewiętnastowiecznej pladze śmiertelności wśród niemowląt, o strasznych epidemiach, nieuleczalnych chorobach, o rozmaitych wypadkach... Jest także grób ofiary jednej z najgłośniejszych zbrodni w Chicago. W 1924 roku 14-letni Bobby Franks został zamordowany przez sąsiadów, dwóch studentów Uniwersytetu Chicago - Nathana Leopolda i Richarda Loeba, którzy zafascynowani pismami Fryderyka Nietzschego chcieli popełnić zbrodnię doskonałą. Mordercy uniknęli kary śmierci, dzięki brawurowej obronie słynnego adwokata Clarence"a Darrowa podczas tak zwanego "procesu stulecia". Grób z wiadomych względów nie jest oznaczony w żadnym przewodniku i można natknąć się na niego tylko przypadkowo.

Jeden z najpiękniejszych pomników tego cmentarzu, uznany za dzieło sztuki sepulkralnej, to wykonana w białym marmurze rzeźba kobiety leżącej z malutką córeczką przy boku. Można podziwiać wdzięk i harmonię kompozycji, finezję i delikatność modelunku, a także kunszt rzemiosła, z dokładnie oddanymi detalami nie tylko rysów twarzy, ale również np. draperii sukien. Autorem pomnika był Chauncey Ives, którego wyraźna sygnatura jest do dziś widoczna z tyłu pracy. Nie wiemy, jaki dramat, jaka ludzka historia kryje się za tym poruszającym dziełem. Wiadomo tylko, że kobieta nazywała się Frances Pearce i zmarła w 1864 roku. Oryginalnie pomnik ten, zamówiony przez pogrążonego w żalu męża i ojca - Horaciusza Stone"a, umieszczony był na dwóch grobach na starym cmentarzu miejskim. Po przeniesieniu ciał na Rosehill, rzeźbę zabezpieczono szklaną gablotą. Szkło chroni również kamienny portret młodziutkiej Lulu Fellows, która zmarła w 1883 roku w wieku 16 lat. Ekspresję tej naturalistycznej kreacji - dziewczynka wydaje się jak żywa - podkreśla przejmujące epitafium: Many Hopes Lie Buried Here. Cóż, taka jest tajemnica śmierci.

Tekst i zdjęcia Danuta Peszyńska

(W artykule wykorzystano informacje zawarte m.in.w książkach, Graveyards of Chicago, Chicago"s Public Sculpture oraz w artykule Toma McGanna Chicago"s Rosehill Cemetry: Rooted in the Past, It Looks to the Future.)

Prezentujemy trzecią już listę najbardziej "uznanych" tytułów książkowych, jakie ukazały się ostatnio. Jak zapowiadaliśmy w poprzednim wydaniu wraz z publikacją pierwszej listy bestsellerów wydawniczych "Monitora" drukowanie comiesięcznych zestawień najlepszych, najciekawszych, najbardziej popularnych i najgłośniejszych książek będzie teraz stałym zwyczajem edytorskim "Monitora". Stwarzamy tym samym pierwszą chicagowską listę bestsellerów książkowych. Będzie ona drukowana zawsze w tym samym miejscu w miesięcznej edycji "Monitora", wraz z sekcją zwaną "Monitor - Plus" i będzie zawsze prezentowała piętnaście tytułów wraz ze zdjęciami okładek.

Lista jest przygotowywana na podstawie różnych danych określających popularność poszczególnego tytułu [liczba sprzedanych egzemplarzy, ilość recenzji jakie się ukazały, wpływ adaptacji czy tłumaczenia, popularność oryginału itd.].

Jeśli Państwo macie własne sugestie i chcecie typować tytuły swoich ulubionych książek, zapraszamy do wzięcia udziału w redagowaniu tej listy.

1. KOD LEONARDA DA VINCI

Dan Brown, Albatros, 2004

Ta książka będzie dla miłośników spiskowych bajek świetną zabawą. "Łyka się" ją za jednym zamachem. Zagadki z podwójnym dnem są specjalnością Browna. Dan Brown jest niewątpliwie miłośnikiem spiskowych teorii dziejów.

Robert Langdon, szacowny wykładowca Harvardu i specjalista od symboliki religijnej, znany już polskim czytelnikom z "Aniołów i demonów", jest podejrzany o morderstwo kustosza Luwru. Ofiara zabójstwa Jacques Sauniere pozostawił wskazówki, które podobno dotyczą mordercy - ciąg liczb i anagram. Z przekazu zmarłego Langdon domyśla się, że był on tajnym strażnikiem najbardziej chyba poszukiwanej relikwii chrześcijaństwa Świętego Graala. Kilkudniowy pobyt profesora z wykładami w stolicy Francji zamienia się w pościg, a w śledztwie - podobnie jak w "Aniołach i demonach" - wspiera go piękna kobieta, tym razem Sophie Neveu, kryptograf i wnuczka zamordowanego. Absolutny przebój sezonu.

2. Z GŁOWY

Janusz Głowacki, Świat Książki, 2004

Głowacki to mistrz celnej anegdoty, i gdyby chcieć zacytować najlepszą, trzeba by przepisać wszystkie! Podobno został krytykiem, by dopiec swoim profesorom-aktorom, którzy go wyrzucili ze szkoły teatralnej, a pisarzem, by mieć powodzenie u kobiet jak Marek Hłasko... O swoim ciekawym życiu opowiada w krótkich, zwartych epizodach, z ogromnym poczuciem humoru, ale i z bezlitosnym dystansem do siebie i do innych. Dziesiątki historyjek z rodzinnego PRL"u i Nowego Jorku, w którym mieszka od lat, powodują, że od lektury trudno się oderwać. "Z głowy" jest jak legendarny SPATIF, w którym dyskutowało się Heideggera i aktualny kurs dolara, szanse odzyskania niepodległości i napicia nie rozcieńczonego jarzębiaku, zrobienia dobrego filmu i okradzenia bogatego Szweda przy barze. Powstała autobiografia, która dla jednych będzie kolejnym wielkim skandalem mistrza prowokacji, a dla drugich - samym życiem.

3. POLACTWO

Rafal A. Ziemkiewicz, Fabryka Słów , 2004

"Chamuś w gumofilcach, podkoszulku i beretce, jak z satyrystycznych rysunków Krauzego, stał się polskim bożkiem i wyrocznią. To on mówi elitom, czego chce na ród. To pod jego kątem układa się polityczne programy, to na jego rozum przykrawają świat media. Nawet Kościół, przestraszony wybuchem antyklerykalizmu w początku lat dziewięćdziesiątych i nieskrywaną gotowością chamusia do przetrzepania biskupich szkatuł, pilnie uważa, by nie narazić mu się zbyt rygorystycznym stawianiem spraw."

4. ROZBUCHANA WYOBRAZNIA OLIVII JOULES

Helen Fielding, Zysk i S-ka, 2004

Oto Olivia Joules - nieustraszona, olśniewająco piękna, niezależna dziennikarka, pisząca o sprawach związanych z modą i urodą, która niespodziewanie przeistacza się w super szpiega - nowa bohaterka na miarę XXI wieku, stworzona przez Helen Fielding, twórczynię Bridget Jones. W palącym słońcu Miami, Los Angeles, królestwie implantów, na połyskliwych wodach Karaibów i pustyniach Arabii, Olivia Joules, uzbrojona w szpilkę do kapelusza, ostry jak brzytwa dowcip i stanik ze specjalnymi fiszbinami staje do walki z siłami terroru. Wraz z Olivią wybierz się na zapierającą dech w piersiach, szarpiącą nerwy wyprawę samolotem, motorową łodzią, helikopterem i konno, wraz z nią odwiedź luksusowe hotele, ekologiczny ośrodek wypoczynkowy i podwodną jaskinię w tym błyskotliwym współczesnym thrillerze najwyższej klasy, od którego nie sposób się oderwać...

5. LOS POWTÓRZONY

Janusz L. Wiśniewski, Prószyński i s-ka, 2004

Ludzki los to nie tylko prosta suma wydarzeń w życiu człowieka. To przede wszystkim zapis stanów emocjonalnych - buntu wobec przeznaczenia, pogodzenia się z losem, rozpaczy wobec nieuchronności tego, co przed nami, ale także walki, aby się nie poddać. Ukazując galerię losów współczesnych Polaków, Janusz Wiśniewski stara się przedstawić i uzasadnić ich postawy wobec spraw najważniejszych: miłości, rodziny, cierpienia, nadziei, wierności, pożądania, uczciwości, przyjaźni, honoru i śmierci. Z typową dla siebie wrażliwością snuje niezwykłą historię dwojga ludzi, która tym razem jest opowieścią o poświęceniu i jego granicach w obliczu wyboru między miłością i samotnością. Tworząc współczesną sagę rodzinną, Wiśniewski pozostaje wierny znanej z "S@motności w Sieci" fascynacji wiedzą i mądrością - podgląda i analizuje świat z różnych perspektyw w poszukiwaniu odpowiedzi na najważniejsze jego zdaniem pytanie: Jak dobrze przeżyć raz dane nam życie?

6. BOŻY BOJOWNICY

Andrzej Sapkowski, SuperNOWA, 2004

Rok nastał Pański 1427. Pamiętacie co przyniósł? Wiosną wonczas, ogłosił papież Marcin V bullę Salvatoris omnium, w której konieczność kolejnej krucjaty przeciw Czechom kacerzom proklamował. W miejsce Orsiniego, który leciwy był i haniebnie nieudolny, obwołał papa Marcin kardynałem i legatem Henryka Beauforta. Beaufort aktywnie bardzo sprawy się ujął. Wnet krucjatę postanowiono, która mieczem i ogniem husyckich apostatów pokarać miała. Gorące, skwarne było lato roku 1427. A co, pytacie na to Boży bojownicy? Cóż, kontynuują oni swoją misję. Po rejzach ich oddziałów pozostają jeno zgliszcza i trupy. Reynevan, medyk z wykształcenia i powołania, bierze udział w krwawych bitwach. Jest wielokrotnie brany w niewolę, ale ze wszystkich opresji wychodzi cało. Z zadziwiającą gorliwością nastają na niego wszyscy: i Inkwizycja, i złowrogi Pomurnik, i pospolici raubritterzy, których nikt nie przekona, że Reynevan nie miał nic wspólnego z napadem na wiozącego znaczną sumę pieniędzy poborcę podatków. A także wyjątkowo nań zawzięty Jan von Biberstein, pan na zamku Stolz, obwiniający Reynevana o zniewolenie jego córki. Pan Jan obiecuje, że napcha gwałciciela prochem i wystrzeli w powietrze. U boku Bożych bojowników Reynevan walczy za prawdziwą wiarę, mści się za doznane krzywdy, i odnajduje wreszcie miłość swego życia.

7. KOMPLEKS SĘDZIEGO DI

Dai Sijie, Muza, Październik 2004

Muo, adept teorii freudowskich powraca do Chin w roku 2000 po dłuższym pobycie we Francji. Postanowił wyciągnąć z więzienia swą narzeczoną, aresztowaną za rozpowszechnianie poza krajem zakazanych zdjęć. Dla osiągnięcia celu Muo musi pozyskać przychylność okrutnego sędziego Di. Dysponuje tylko jedną bronią: psychoanalizą, dotąd nieznaną w Chinach, ciągle jeszcze naznaczonych maoistycznym materializmem i feudalizmem. W jego walce medycyna duszy okaże się bardzo pomocna. Muo zostaje wędrownym psychoanalitykiem.

Autor jest Chińczykiem, od pewnego czasu mieszkającym we Francji, tak więc jego nowoczesne myślenie splata się z doskonałą znajomością mentalności chińskiej. Jest świetnym obserwatorem, ma wyczucie psychologii, zaskakuje wyobraźnią. Jego poprzednia powieść "Balzak i mała chińska Krawcówna" została przez niego przeniesiona na ekran.

8. SEKRETNE ŻYCIE PSZCZÓŁ

Sue Monk Kidd, Albatros, 2004

Ciepła, napawająca optymizmem powieść o kobiecej przyjaźni i solidarności, która potrafi wskrzesić nawet najbardziej wypaloną ludzką duszę.

W pierwszej dziesiątce amerykańskiej listy bestsellerów nieprzerwanie od początku 2003 roku. Pierwszym wspomnieniem 14-letniej Lily Owens, mieszkającej z nieczułym prymitywnym ojcem na brzoskwiniowej farmie w Karolinie Południowej, jest dzień, kiedy zginęła jej matka. Lily miała wówczas 4 lata. Po matce pozostało tylko zdjęcie i obrazek Czarnej Madonny z nagryzmoloną nazwą miejscowości - Tiburon. Kiedy opiekująca się Lily czarnoskóra niania zostaje pobita przez miejscowych rasistów i wtrącona do więzienia, rezolutna nastolatka pomaga jej zbiec. Uciekinierki docierają do odległego o kilkadziesiąt mil Tiburtonu i zatrudniają się w miejscowej pasiece. Prowadzące ją trzy czarne kobiety pomagają Lily przezwyciężyć poczucie winy i uwierzyć w siebie, w to, że jest kimś wyjątkowym. Będzie jej to bardzo potrzebne, kiedy odkryje prawdę o swojej matce...

9. OSTATNI SĘDZIA

John Grisham, Amber, 2004

Grishama znają i czytają wszyscy: miłośnicy literatury popularnej i wytrawni znawcy literatury. Ulubiony pisarz świata, mistrz thrillerów prawniczych (z których większość została zekranizowana) w ciągu 16 lat wydał 17 największych corocznych światowych bestsellerów. Najnowsza książka nie powiela formuły żadnej poprzedniej powieści. Grisham prezentuje tu swoje "podwójne" pisarskie oblicze: "Ostatni sędzia" to thriller prawniczy w tradycji największych przebojów mistrza i literacki, refleksyjny, wymowny portret amerykańskiego Południa - "zaginionego świata", gdzie prawa nie zawsze oznacza sprawiedliwość.

"Dorwę każdego z was" zapowiada Danny Padgitt sądzony za gwałt i morderstwo. Jego groźby nie powtrzymują jednak sędziów przysięgłych przed wydaniem wyroku. Trudno przecież bać się kogoś skazanego na dożywocie. Ale w Missisipi dożywocie może równie dobrze oznaczać dziewięć lat. Bo właśnie dziewięć lat później Danny Padgitt wychodzi na wolność...."

10. TYLKO JA SAMA

Roma Ligocka,

Wydawnictwo Literackie, 2004

Książka Romy Ligockiej, autorki słynnej "Dziewczynki w czerwonym płaszczyku" to - zamknięta czasowo w ramy jednego roku - autobiograficzna opowieść łącząca historię dojrzałej kobiety ze wspomnieniami z dzieciństwa. Bezpośrednim impulsem do napisania książki stał się - opublikowany przez polski dziennik - artykuł i wysuwane w nim oskarżenia wobec ojca Romy - rzekomo kapo w obozie koncentracyjnym. Autorka dokonuje prywatnego śledztwa, dociera do prawdy o ojcu, jego obozowej przeszłości, rekonstruuje historię jego niesprawiedliwego oskarżenia i uwięzienia po wojnie. Drugi wątek powieści to przeżywany przez autorkę współcześnie, w wieku dojrzałym, romans. Dawida bohaterka poznaje w Krakowie, na Festiwalu Kultury Żydowskiej. Jest on - tak jak Roma - ocalonym dzieckiem Holokaustu. Każdy rozdział powieści to zapis wydarzeń z poszczególnego miesiąca, co nadaje książce szczególnie charakterystyczny, intymny ton.

11. GNÓJ

Wojciech Kuczok, W.A.B., 2003

Paszport Polityki 2003 i Nagroda Literacka Nike 2004.

Gnój to wstrząsająca, a chwilami tragikomiczna historia rodzinnego piekła, opowiadana przez dziecko, które jest jednocześnie obiektem przemocy i jej obserwatorem. Narrator opisuje rodzinny rytuał przemocy: metodyczne, przypominające tresurę bicie, które jest wyłącznie przyspieszonym kursem buntu i nienawiści. Gnój to studium rodzinnych patologii, przede wszystkim kalekiego ojcostwa - niedojrzałego emocjonalnie, niezdolnego do komunikacji i do wyjścia poza układ słabszy - silniejszy, a także widziana oczami dziecka panorama współczesnego, jak i historycznego Śląska, próba zatrzymania jego niepowtarzalnego kolorytu, ale i ukazania tego, co zwykle wstydliwie skrywane.

12. PODRÓŻE Z HERODOTEM

Ryszard Kapuściński, Znak, 2004

Kiedy Ryszard Kapuściński wyruszał w swoją pierwszą zagraniczną podróż, dostał w prezencie "Dzieje" Herodota. Dzieło starożytnego historyka towarzyszyło mu w wędrówkach po Indiach, Chinach, Azji Mniejszej i Afryce. W swojej najnowszej książce sławny reporter opowiada o wielu fascynujących wydarzeniach politycznych i historycznych, których był naocznym świadkiem, zestawiając je z faktami opisywanymi przez Herodota. Zastanawia się, jak sposób podróżowania, przekazywania wiadomości i opisywania dziejów wpływa na rozumienie świata. I choć wydawać by się mogło, że od czasów Herodota w pracy reportera zmieniło się prawie wszystko, to jednak i współcześnie, mimo natłoku informacji z różnych części globu, trudno zrozumieć bieg historii. Dla tych, którzy chcą podjąć ten wysiłek, książka Ryszarda Kapuścińskiego jest wspaniałym przewodnikiem, przede wszystkim dlatego, że nie udziela gotowych odpowiedzi, a uczy stawiać mądre pytania.

13. POWSTANIE "44

Norman Davies, Znak, 2004

W przedmowie do wydania polskiego Norman Davies pisze: "Po pierwsze uważałem, że sprawą o podstawowym znaczeniu jest umieszczenie Powstania na tle długiej chronologii zdarzeń i uwzględnienie faktów, które nastąpiły przed rokiem 1944 i później. Główny trzon książki objął zatem okres od roku 1939 do roku 1956, z dość obszernym rozszerzeniem narracji na czas od roku 1956 do dziś. Po drugie dosyć szybko doszedłem do przekonania, że podstawową wadą istniejących opracowań - zwłaszcza w przypadku polskich autorów - jest minimalizacja roli sojuszu aliantów, do którego Polska przecież należała, i kierowanie krytyki niemal wyłącznie przeciwko bezpośrednim polskim uczestnikom dramatu. W rezultacie przeanalizowałem wydarzenia i niedociągnięcia agend działających nie tylko w Berlinie i w Warszawie, ale także w Londynie, Waszyngtonie i Moskwie. Ostatecznie zdecydowałem, że podstawowe pytanie, jakie należy postawić, brzmi nie "dlaczego powstańcy nie zdołali osiągnąć swoich celów?", lecz "dlaczego w ciągu dwóch miesięcy wahań i deliberacji zwycięscy alianci nie zorganizowali pomocy?". Książkę Daviesa otwiera piękna dedykacja: "WARSZAWIE oraz wszystkim, którzy walczą z tyranią bez względu na wszystko". Dzieło - bardzo obszerne - składa się z trzech podstawowych części: "Przed Powstaniem", "Powstanie" i "Po Powstaniu", treść poszczególnych rozdziałów uzupełniają - podobnie jak wcześniej w "Europie" - "migawki" i "kapsułki". Całość zamyka "Raport przejściowy", w którym autor sformułował swoje wnioski. Sensacja wydawnicza w Polsce.

14. OSTATNIE HISTORIE

Olga Tokarczuk, Wydawnictwo Literackie, 2004

Po sześciu latach ukazuje się nowa powieść znakomitej polskiej prozaiczki Olgi Tokarczuk. Książka ta dotyka problemów dla człowieka najbardziej uniwersalnych. Przenosi w trzy światy, które niepokoją swoją bliskością i coraz mocniej zaczynają dominować w wyobraźni czytelnika. Są to trzy opowieści, w pierwszej ocenie nie powiązane ze sobą, bo pokazane w niezależnym od siebie czasie i przestrzeni, ukazujące w niezwykle barwny sposób najtajniejsze zakątki duszy trzech, blisko ze sobą związanych kobiet; bohaterka - jej matka, bohaterka - jej córka. Trzy zupełnie inne światy, trzy zupełnie różnie tła i jeden, uniwersalny problem. Problem śmierci i przemijania. Jest to proza Tokarczuk bardziej wyciszona, bardziej kontemplacyjna, jeszcze bardziej intymna niż pozostałe jej wcześniejsze powieści. Autorka doskonale rysuje charaktery kobiet, w oryginalny i bardzo wyszukany, subtelny sposób prezentuje problem przemijania, upływu czasu w życiu człowieka. Książka jest wspaniale napisana i chociaż traktuje o kobietach, o kobiecym patrzeniu na świat, doskonale trafi również do męskiej wyobraźni.

15. ZERWAĆ PĄKI, ZABIĆ DZIECI

Kenzaburo Oë, Amber, 2004

Trwa wojna. Ewakuowani do górskiej wioski chłopcy z domu poprawczego są traktowani przez wieśniaków jak wrogowie - poniżani, bici, a wreszcie pozostawieni samym sobie w odciętej od świata osadzie. W obliczu głodu, zarazy i śmierci muszą stworzyć własne prawa, które pozwolą dzieciom przeżyć dorosły koszmar. Znakomita, wstrząsająca powieść japońskiego laureata literackiej Nagrody Nobla o nieskończonej i niemożliwej do pokonania samotności, nawet w obliczu miłości.

Na następne wydanie listy bestsellerów wydawniczych w Chicago zapraszamy za miesiąc, w kolejnym wydaniu "Monitora".

opracowanie: Zbyszek Kruczalak

D & Z Dom Książki Muzyki i Kawy

Tel. 773-282-4222

www.domksiazki.com

Chicagowskie ciepłe dni należą ponownie do przeszłości. Nadeszła kolejna pora roku. Ta cokolwiek melancholijna, szaro - bura, złociście - purpurowa, pomarańczowa jesień, dla wielu będąca czasem szczególnej zadumy, wspomnień, nostalgii, dla innych okazuje się początkiem maratonu niekończącego się świętowania. Jako Europejka nie znoszę jesieni. Jest przedsmakiem długich i mroźnych zimowych wieczorów, jest dżdżysta i smutna, cmentarna. Jako świeżo upieczona Amerykanka, powoli zaczynam się przyzwyczajać do świątecznego sezonu i rozumieć logikę dwumiesięcznej zabawy i ucztowania, które właśnie rozpoczęło się wraz z Halloween. Przebrani w duchy i potwory, czarownice i zjawy, mężczyźni za kobiety, kobiety za zwierzęta, bardzo często kotki, bawią się do białego rana w iście dionizejskim nastroju, nie rzadko roztrzaskując okoliczne dynie, które w tym okresie przeżywają swoje piętnaście minut sławy i zahaczyć o nie można, jeżeli tylko okiem, dosłownie wszędzie.

Wchodzimy w okres kiedy natura uprzykrza nam naszą ziemska egzystencję, lecz my śmiejemy jej się w nos, bo choć nie dane będzie nam pieścić ciało promieniami słońca, nie troszczyć się o przyodziewek i gwizdać na grypę, wynagrodzimy to sobie długimi wieczorami w towarzystwie gruszek, śliwek, kukurydzy, etc., delektowaniem się tradycyjną kuchnią i bliskością rodziny i przyjaciół. Takie hedonistyczne podejście do życia jest mi bardzo ma rękę.

Listopad. Liście już na pewno opadły. Miesiąc długi i ponury. Święto Dziękczynienia idealnie go uatrakcyjnia. No bo proszę sobie wyobrazić tradycyjny dziękczynny obiad: uroczyście nakryty stół, płonące świeczki i wykwintna zastawa używana tylko na specjalne okazje, wokół stołu kochająca się rodzina, a w samym centrum indyk, wypełniony chlebowym farszem, obok przeróżne sosy, desery z dyni, słodkich ziemniaków i marshmellows i oczywiście żurawina.

Święto Dziękczynienia jest przede wszystkim celebracją obfitych zbiorów, będących zapowiedzią spokojnej zimy. Tradycja dziękowania za płody ziemi towarzyszy ludzkości od zarania dziejów. Grecy czcili Demeter, boginię ziemi, płodności i pór roku, która wiosną radośnie witała swą córkę Persefonę powracającą z zaświatów, gdzie ta spędzała 6 miesięcy u boku swego męża, a jesienią opłakiwała jej kolejne odejście. Mieszkańcy Hellady składali swej bogini w ofierze zebrane zboże i świeże pieczywo, owoce, mięso, w nadziei, że bogini Matka zapewni im pomyślność i obfitość płodów następnego roku.

W starożytnych Chinach dożynkowy festiwal Chung Ch"ui obchodzono piętnastego dnia, ósmego miesiąca, w czasie pełni księżyca. Dzień ten był uważany za urodziny Kiężyca. Rodziny zbierały się przy zastawionym stole, aby podziękować za dary natury, ucztując przy pieczonym prosiaku, zebranych owocach i warzywach oraz "księżycowych ciasteczkach", okrągłych i żółtych jak Księżyc. Na ciasteczku znajdował się rysunek królika, gdyż Chińczycy na tarczy ziemskiego satelity widzieli królika, w przeciwieństwie do kultury zachodniej wyobrażającej sobie twarz człowieka. Wierzono, że podczas trzydniowego ucztowania z Księżyca spadną kwiaty, a tym, którzy je zobaczą, będzie się w życiu dobrze wiodło.

Również w tradycji judaistycznej, co roku, na jesieni, od ponad 3000 lat, obchodzony jest Succot - celebracja zbiorów. Succot rozpoczyna się 15 dnia hebrajskiego miesiąca Tishri, 5 dni po Yom Kippur, najpoważniejszym święcie żydowskim. Słowo succot po hebrajsku znaczy szałas, a święto jest ustanowione ku pamięci tułaczki Izraelitów, pod przywództwem Mojżesza, w poszukiwaniu Ziemi Obiecanej. Dzisiaj w ciągu trwającego osiem dni święta, Żydzi budują małe szałasy i wieszają w nich jabłka, gruszki, winogrona, kukurydzę i inne warzywa. W drugą noc Succot rodziny spożywają swój posiłek w szałasie pod wieczornym niebem.

Cała ta antyczna tradycja występuje w każdej kulturze pod różnymi postaciami. Angielskie przysłowie, w mniej więcej dosłownym tłumaczeniu, mówi, że " kiedy w Rzymie czyń jak Rzymianie". Chcąc być wierną temu powiedzeniu, które w wielu przypadkach może stać się mottem życiowym, aczkolwiek należy wystrzegać się zawartej w nim oportunistycznej nuty, postanowiłam nie tylko objadać się ciastem z dyni i żurawiną, ale również poznać genezę tego listopadowego, jakby nie było, obżarstwa mieszkańców Ameryki Północnej.

Historia będzie o Pielgrzymach, którzy przypłyneli do tego kraju na pokładzie statku Mayflower. Jako członkowie sekty purytańskiej Angielskiego Kościoła Separatystycznego doznawali oni wielu nieprzyjemności w swoim kraju, dlatego postanowili uciec do tolerancyjnej religijnie Holandii, która, niestety, była dla nich zbyt tolerancyjna obyczajowo. Uważali, że Holendrzy żyją i postępują bezbożnie, i dlatego muszą znlaeźć lepsze miejsce na ziemi.

Pielgrzymi osiedlili się w Plymouth Rock w grudniu 1620 roku. Pierwsza zima była tragiczna w skutkach, z głodu wymarła połowa przybyłych, a druga część przetrwała jedynie dzięki pomocy Indian. Na szczęście jesień roku 1621 była bardzo urodzajna. Do tego stopnia, że ocaleli Pielgrzymi zrobili obfite zapasy na zimę i uczcili tę hojność natury trzydniową ucztą. Według podań nie objadali się oni jeszcze indykiem i ciastem z dyni, jednakże dzikie ptactwo znalazło drogę do pielgrzymskich żołądków. Menu przede wszystkim składało się z ryb, jagód, chociaż prawdopodobnie nie żurawiny, suszonych owoców, dziczyzny, dyń i kolb kukurydzy.

Przybliżając się trochę do czasów nam współczesnych warto wspomnieć, że w 1777 r. po raz pierwszy 13 stanów obchodziło Święto Dziękczynienia, również dla upamiętnienia zwycięstwa nad Brytyjczykami pod Saratogą, w której to bitwie wzięło udział wielu polskich oficerów, a książę Józef Poniatowski miał wątpliwą przyjemność zginąć. Była to jednak jednorazowa celebracja, gdyż Święto Dziękczynienia stało się konstytucyjnie świętem narodowym dopiero w roku 1863. Prezydent Abraham Lincoln uchwalił ostatni czwartek listopada narodowym Dniem Dziękczynienia.

Później każdy kolejny prezydent Stanów Zjednoczonych uchwalał Świeto Dziękczynienia, kilka razy zmieniano jego datę. Do czasu kiedy Franklin D. Roosevelt, chcąc wydłużyc czas zakupów świątecznych cofnął datę święta do trzeciego czwartku w listopadzie. Wzburzona opinia publiczna zmusiła prezydenta do przywrócenia oryginalnej daty święta, a w 1941 r. Kongres usankcjonował Święto Dziękczynienia jako legalne narodowe święto przypadające na czwarty czwartek listpada.

Tyle mówi historia, a jak jest dzisiaj? Dziś dla większości mieszkańców USA dzień ten to tradycyjny obiad z rodziną badź przyjaciółmi, lecz również mecz football"u w telewizji i inicjacja szału zakupów świątecznych. Moje pierwsze Thanksgiving obchodziłam z przyjaciółmi. Choć lubię narażać moje kubki smakowe na nowe doświadczenia, do owego wieczoru byłam nastawiona sceptycznie, spodziewając się, z niewiadomego powodu, wielu tłustych mięsnych dań. Och, jakiej rozkoszy doznało moje podniebienie, kiedy w przestworzach mojego przełyku znikały jedno po drugim słodkie ziemniaki, ciasto z dyni, tłuczone ziemniaki, kukurydza, i przepyszny indyk z odrobiną żurawinowej marmolady, chcę przez to powiedzieć, że choć faktem jest, że Purytanie przybyli do Ameryki z Anglii, potrawy te zdecydowanie przewyższają standardy stereotypowej kuchni angielskiej.

Kluczem do idealnego menu na Święto Dziękczynienia jest wybranie potraw, które reprezentują ideę dziękowania za dobry rok, za pomyślne zbiory, które dzielimy z bliskimi. Jedynym ograniczeniem w przygotowaniu dziękczynnego obiadu jest własna wyobraźnia i kreatywność.

A oto przepis, który być może przyda się w tegorocznej "zabawie w Pielgrzyma": klasyczny farsz do indyka.

Składniki:

1 średnia cebula, posiekana

3 laski selera, posiekane

1 łyżka stołowa masła

4 bułki razowe, pokrojone w kostkę

pół łyżeczki suszonej pietruszki

pół łyżeczki suszonej szałwi

pół łyżeczki suszonego tymianku

szklanka (250ml) wywaru z kurczaka lub z indyka

pół szklanki orzechów różnego rodzaju

1 tarta jabłkowa pokrojona w kostkę

Sposób przygotowania:

Na maśle udusić do miękości cebulę i seler, dodać zioła, zamieszać. W dużej misce wymieszać chleb i pozostale składniki z miksturą cebulową, zalać równomiernie wywarem .

Farsz można włożyć do indyka i piec razem z nim, lub piec w żaroodpornym naczyniu przez pół godziny.

Smacznego.

W Galerii Domu Książki, Muzyki i Kawy D&Z prezentowana jest obecnie wystawa rysunków politycznych Marka Hapona pt. "Budujemy nowy Irak". Oto co na temat swoich ostatnich prac znany chicagowski artysta powiedział Agnieszce Sobczyk.

Agnieszka Sobczyk: Wystawa nosi ironiczny tytuł "Budujemy nowy Irak", i choć rzeczywiście większość prac podejmuje wątek aktualnej wojny w Iraku, to jednak nie wszystkie. Wyczuwam w tych rysunkach ważniejszą myśl przewodnią, jeszcze głębszą krytykę naszego społeczeństwa. Czy takie były pana intencje?

Marek Hapon: Otóż prawie każdy rysunek jest bardziej lub mniej oczywistą krytyką społeczeństwa amerykańskiego, a zwłaszcza tej części, za której zgodą kolejny rząd USA przeprowadził następną inwazję. Pierwszy rysunek na wystawie dotyczy płonących wież Światowego Centrum Handlu. Atak z 11 września był zapalnikiem do przystąpienia do działań wojennych, najpierw w Afganistanie a później w Iraku. Administracja George"a W. Busha podtrzymywała błędne przekonanie społeczeństwa, że sprawcą był również Sadam Husejn. Do dzisiaj połowa Amerykanów twierdzi, że Sadam był wplątany w zbrodnie z jedenastego września. Pomimo tego, że nie znaleziono broni masowego rażenia, Irak nadal jest uważany za wroga, który dokonał napadu na USA. Natomiast według ONZ najazd na Irak jest aktem łamiącym prawo międzynarodowe. Wiele z moich prac potępia zabijanie ludności irakijskiej. Obecnie wiemy, że od początku najazdu zginęło już 100 tysięcy Irakijczyków, w tym połowa to kobiety i dzieci. Z tego powodu "Irak" jest dla mnie symbolem pesymistycznej przyszłości, którą przedstawiam w końcowych rysunkach.

Niektóre postawy przedstawione w pana rysunkach mogą wstrząsać, ale mam przekonanie, że nie robi pan tego dla łatwego chwytu szokowania lub budzenia kontrowersji - chwytu zresztą zbyt popularnego we współczesnej sztuce - lecz dla ... no właśnie dlaczego?

- Jeżeli rysunki są wstrząsające to znaczy, że temat jest wstrząsający. Wojna irakijska - czyli systematyczne niszczenie jednego narodu i bankrutowanie drugiego - jest tragedią, której łatwo można było uniknąć. Popieranie tego przedsięwzięcia przez polski rząd, biorąc pod uwagę, że Polska przez lata była ofiarą okupacji hitlerowskiej i sowieckiej, jest również skandalem. W tych pracach nie zamierzam budzić kontrowersji. Jeśli się ktoś do tej pory nie obudził, to życzę smacznego snu.

Można pana więc nazwać wiecznym kontestatorem, czy też wręcz dysydentem. Jest pan kimś kto zwraca uwagę na zjawiska, które albo szersza publika nie zauważa, albo woli ignorować dla własnego dobrego samopoczucia. W jednym z rysunków prowadzi pan rozrachunki nawet z Bogiem w postaci Jahwy, Jezusa, i Allaha.

- Wojna w Iraku ma również podłoże religijne. Dla amerykańskich fundamentalistów chrześcijańskich jest ona krucjatą w obronie Ziemi Świętej. Dla wielu muzułmanów jest ona dżihadem przeciwko innowiercom. Natomiast w Izraelu sporo ludzi wierzy, że Ziemia Obiecana ma ciągnąć się aż do Eufratu. Judaizm, chrześcijaństwo i islam sprawiły już ludzkości niejedną rzeź... Teraz ponownie te trzy religie stanęły do jawnej rywalizacji ze sobą, a biorąc pod uwagę broń jądrową może się to dla ludzkości źle skończyć.

Skąd czerpał pan inspiracje do tych prac?

- Natchnienia dostarczała mi prasa międzynarodowa i amerykańskie media. Sprzeczne wiadomości sygnalizowały, że ktoś gdzieś kłamie. Wtedy czytałem więcej na dany temat, ażeby znaleźć oszustwo. Okazuje się, że oszustwa w większości przypadków pochodziły z mediów amerykańskich. No ale nie mogło być inaczej, w końcu Amerykanie mają najwięcej do ukrycia.

W jaki sposób stara się pan dotrzeć ze swymi rysunkami do szerszej publiczności? Czy były już pokazywane na innych wystawach, bądź publikowane w prasie?

- Tak, jeden ukazał się na głównej stronie polskiego pisma satyrycznego, "Twój Dobry Humor". Wkrótce będzie można oglądać ich więcej na stronie internetowej www.dobryhumor.pl. Dwa są prezentowane przez "Colorado Campaign for Middle East Peace" www.ccmep.org Natomiast gazeta "Palestine Chronicle" (http://snapshots.palestinechronicle.com/snapshots.php) praktycznie stworzyła mi galerię, umieszczając w niej tuzin moich rysunków.

Jakiej techniki używał Pan do wykonania tej serii?

- Rysunki z tej wystawy powstały w programie komputerowym Photoshop i są rysowane myszką w stylu kreskówek. Komputer pozwalał mi na szybkie nakładanie kolorów, ułatwiał zmiany w kompozycji i upraszczał proces łączenia rysunków z tekstami. Dzięki tej technice mogłem stworzyć dużą ilość prac. Te, które uznałem za najlepsze, są prezentowane na wystawie. Jest ich aż trzydzieści pięć.

Przeważająca większość prac wymaga cierpliwego widza, czyli takiego, który nie szuka prostego humoru, który wie sporo na temat polityki międzynarodowej, historii, nawet filozofii, oraz potrafi dostrzec niuanse, by następnie połączyć je w całość. Jak można zachęcić mniej wtajemniczonych do obejrzenia tej wystawy?

- Mam nadzieję, że jeśli ktoś już doczytał do tego fragmentu wywiadu i uważa moje wypowiedzi za interesujące, a tematykę wojny w Iraku za ważną, to skusi się wystawę obejrzeć.

W przeszłości mogliśmy już oglądać pana grafikę, szkice, fotografie i obrazy. Tematy też były przeróżne, np. polskie Pomorze, słowiańscy bogowie, erotyka. Ciągle rozwija się pan artystycznie. A czego możemy się spodziewać w przyszłości?

- Mam dwa pomysły. Pierwszy, to stworzenie serii rysunków przedstawiających życie uliczne miasta Chicago. Ten cykl zainspirowały średniowieczne ryciny ukazujące życie miast europejskich. Drugi pomysł to kolekcja malowanych kolorowymi tuszami i akrylami obrazów, tym razem bardziej abstrakcyjnych, poświęconych przewodnim tematom w historii manieryzmu europejskiego. Idea ta zrodziła się pod wpływem słynnej książki Gustawa Hocke"a "Świat jako labirynt".

Tymczasem dziękuję za rozmowę i raz jeszcze wszystkich Czytelników zapraszam do oglądania wystawy Marka Hapona w Galerii Domu Książki, Muzyki i Kawy D&Z do końca listopada br. Księgarnia mieści się przy 5714 West Belmont Avenue, tel. (877) 282-4222. Wstęp wolny.

rozmawiała Agnieszka Sobczyk

zdjęcia z archiwum artysty

"W wiosce spali lub nie mogli zasnąć

porzuceni i niepochowani;

poza wioską spali snem sprawiedliwych

źli ludzie." [s. 50.]

Ta poruszająca powieść pod niesamowitym tytułem robi na czytającym ogromne wrażenie. Historia, na której jest osnuta nie jest szczególnie oryginalna.

Wojenna zawierucha powoduje, iż japoński sierociniec zostaje ewakuowany do zabitej dechami wioski gdzieś w górach. Piętnastu młodych, acz już w części zdeprawowanych chłopaków, jeszcze praktycznie dzieci, dostaje się pod kuratelę prymitywnych, głupich i zawistnych wieśniaków, którzy traktują ich jak przedmioty i zdecydowanie gorzej niż swoje zwierzęta. W wiosce wybucha zaraza i chłopi opuszczają swoje domy uciekając w góry. Chłopcy zostają pozostawieni swojemu losowi. Zaczynają po raz pierwszy swoje samodzielne życie bez nadzoru dorosłych w wiosce. Wiąże się to z podejmowaniem decyzji w wielu nieznanych im do tej pory sprawach. Po powrocie wieśniaków do wioski następuje zasadnicze rozliczenie i podjęcie ostatecznych decyzji.

Porzucone i zostawione samym sobie dzieci były literacko "wykorzystane" wielokrotnie i to na wiele różnych sposobów. Najgłośniejszym chyba tego przykładem jest kultowy "Władca much" Williama Goldinga, w którym autor drastycznie rozprawia się z mitem dziecięcej niewinności i tęsknotą do świata niezmąconej, pierwotnej natury, która pozwala odnaleźć człowiekowi jego prawdziwą, szlachetną i nie zniekształconą kulturowo istotę.

Kenzaburo OË opowiada natomiast historię porzuconych "gdzieś w górach" japońskich sierot w sposób odmienny i bardzo szczególny, bo szalenie intymny i kameralny. Nie koncentruje się w ogóle na "społecznych" aspektach organizacji życia chłopców tak, jak robi to Golding, ale skupia naszą uwagę na postaci głównego bohatera i przez jego świadomość filtruje to wszystko, co poznajemy i czego wraz z nim doświadczamy nie szczędząc nam przy tym zupełnie skrajnych sytuacji poczynając od niezwykle drastycznych, okrutnych, przerażających i bolesnych, po urzekająco liryczne, intymne i poetyckie.

Autor nie pozostawia nam złudzeń - świat jest zły, w każdym wymiarze - zarówno w tym wielkim, w którym toczy się globalna wojna:

"Był to czas zabijania. Jak niekończąca się powódź, wojna wdzierała się swym masowym szaleństwem w najskrytsze zakamarki ludzkich serc i ludzkich ciał, w lasy, ulice i w niebo.[...] Na świecie jest teraz tyle pól bitewnych - ilu ludzi zginie? Ile grobów będzie trzeba, by ich wszystkich pochować? Wydało mi się w tej chwili, że nasz pojedynczy grób ogarnie kiedyś cały świat." [s.8/55/56]

Jak i w tym małym, "wioskowym świecie", w którym przyszło jego bohaterom chwilowo "zamieszkać":

"Czekaliśmy na odjazd w wąskiej, pochlapanej wapnem kołysce wagonika, śmiertelnie zmęczeni, siedząc nieruchomo jeden przy drugim jak bezpańskie psy, schwytane przez hycla. [...] Będziecie chronić pola w górach, a nie lenić się! - krzyknął nagle naczelnik ostrym głosem na zakończenie swej przemowy. - A kto będzie kradł, palił ogień albo się awanturował, tego zatłuczemy na śmierć. Nie zapominajcie, że dla nas jesteście robactwem. Mimo to damy wam dach nad głową i jedzenie. Pamiętajcie, że jesteście dla nas bezużytecznym robactwem." [s.17, 18 i 21]

Nie tylko skomplikowany świat dorosłych jest zły, nieprzychylny i okrutny. Również rzeczywistość wewnętrzna grupy, którą stanowi piętnastu osieroconych chłopców, jest naznaczona okrucieństwem, cynizmem i egoizmem. W nielicznych wprawdzie, ale emocjonalnie ważnych momentach powieści wyraźnie dochodzą do głosu te kategorie ludzkiej natury, które z reguły umieszczamy po stronie oznaczonej znakiem minus.

Szczególnie widać to w dwu różnych sytuacjach opartych na destrukcyjnej sile wpływania na innych, jaką miał Minami, jedna z najbardziej cynicznych postaci powieści.

Główny, bezimienny bohater, który jest zarazem tym, kto całą historię nam opowiada został wybrany na szefa grupy w sposób przypadkowy i niezamierzony.

"- Kto tu jest szefem? - zapytał niskim, szorstkim głosem. - Kto tu rządzi?

Speszony, podbechtywany i namawiany przez kolegów, wykrztusiłem wreszcie:

- Ja, ale to bez znaczenia." [s.31]

Minami wielokrotnie pokazał, że potrafi zlekceważyć wspólne uzgodnienia i wykorzystywać innych do swoich celów. Pierwszy raz było to widoczne w momencie porzucenia chłopców przez wieśniaków, którzy uciekli z wioski przed zarazą. Chłopcy zostali sami.

"-To może my też powinniśmy uciec razem z nimi? - zapytał Minami.

Strażnik ma tu przyprowadzić drugą grupę [dzieci z sierocińca] - powiedziałem.

Mam to gdzieś. Wieśniacy uciekają, to my biegnijmy za nimi." [s.38]

Drugi raz podobna, aczkolwiek znacznie bardziej drastyczna, sytuacja zdarza się w zakończeniu powieści, gdy wszyscy chłopcy przechodzą na stronę wieśniaków za namową Minamiego. Ta fatalna decyzja skazuje głównego bohatera na absolutną samotność, wygnanie, a może nawet śmierć.

"Zamknąłem oczy i skinąłem głową. Poczułem na rzęsach gorzkie łzy. Zrozumiałem, że zostałem sam w największej biedzie." [..] "A więc wygnano mnie z miejsca bez wyjścia, w którym mnie przedtem uwięziono. Ale gdzie indziej też będę jak w wiezieniu. I nigdy nie uda mi się uciec. Wszędzie czekają cierpliwie silne palce i potężne ręce, by wycisnąć ze mnie życie, zadusić na śmierć." [s.118/119]

Cytowane fragmenty powieści pokazują przy okazji bardzo mocne fascynacje i inspiracje autora egzystencjalizmem, w myśl którego "istnienie ludzkie jest zawieszone pomiędzy przeszłością, której już nie ma, a przyszłością, której jeszcze nie ma, stąd towarzyszy mu poczucie przemijalności, niespełnienia i cierpienia."

Egzystencjalizm funkcjonuje w powieści OË na różnych poziomach, a w przytoczonym fragmencie jest nieomalże cytatem z tekstu "Dżumy" Alberta Camus"a. Dalsze porównania obu powieści mijają się jednak z celem, gdyż podobieństwo ogranicza się jedynie do symbolicznego wymiaru "miejsca odizolowanego i naznaczonego zarazą" natomiast przyczyny i konsekwencje tego stanu są zupełnie odmienne dla bohaterów obu książek.

Wszechobecne w powieści Kenzaburo OË zło wdziera się wszędzie, nawet do tych niesamowicie lirycznych i intymnych sytuacji, w których wzruszenie odkrywa nowe twarze bohaterów i umieszcza je w kontekście dobra. Tragiczna i niezwykle piękna w swej czystej intymności jest historia wzajemnej uczuciowej

zależności pomiędzy głównym bohaterem i jego bratem;

"Wsunąłem rękę między ściśnięte ciała, szukając i w końcu znajdując drobną, miękką dłoń mojego brata. Ciepło jego palców, z całych sił zaciskających się na moich, i jego tętno dziecka niosły mi kruchą, choć niepożytą żywotność, taką, jaka drzemie w ciele królika czy wiewiórki. Podobne uczucie musiało płynąć ku niemu ode mnie." [s.18]

Znacznie młodszy od innych brat głównego bohatera, porzucony z premedytacją przez rodziców jest zadziwiająco niewinny, nie zepsuty i autentyczny w swych relacjach z ludźmi i zwierzętami. Zapewne dlatego musi też zginąć, jako ofiara ślepej głupoty i ludzkiej zawiści. Historia brata i jego psa jest jedną z niewielu w powieści, w której wyraźnie widać "społeczne zachowania i motywacje grupy rówieśniczej". Uwielbiany i wierny pies zostaje zakatowany z inspiracji Minamiego, który złośliwie podjudzał innych i sugerował bezpodstawnie, że pies jest nosicielem zarazy. Główny bohater nie wystąpił w obronie swego ukochanego brata ani jego psa, by nie skompromitować się w oczach kolegów.

"Mój brat zatoczył się do przodu, zagryzając wargi, z oczami pełnymi łez, wstrząsany szlochem, ale nie mógł patrzeć na rzucającego się w drgawkach psa, którego czarna krew powoli sączyła się już przez futro za uszami. Brat trząsł się z wściekłości i żalu. Przemógł się jednak i wykrztusił:

- Kto wie na pewno, że Leo [pies] był zarażony? No, kto?

Odbiegł z płaczem, ze spuszczoną głową. Wszyscy patrzyli za nim, na jego wstrząsane szlochem ramiona. Zawołałem, by wracał, ale on nie wrócił. Pomyślałem, że zdradziłem własnego brata." [s.95]

Podobnie poruszający, aczkolwiek znacznie bardziej intensywny uczuciowo jest związek głównego bohatera z dziewczynką odnalezioną przy zwłokach swojej matki w wiejskiej szopie. Pierwsze seksualne doświadczenia, pierwsze uczucia i miłosne doznania są naznaczone od początku tego związku śmiercią.

"W milczeniu zsunąłem spodnie i podciągnąłem jej spódniczkę. I rzuciłem się na jej dziewczęce ciało. Jęknąłem, gdy wzwiedziony jak dojrzały szparag członek utknął mi w bieliźnie i prawie zgiął w pół. A potem dotyk zimnej, suchej, jakby papierowej powierzchni łona, i cofnięcie się z lekkim dreszczem. [...] ale spod tego wszystkiego zaczynało dobywać się inne, słodkie, intensywne uczucie. Gdy pobiegłem do siebie, w górę zbocza, oczy miałem pełne łez. Musiałem z całej siły napinać mięśnie twarzy, by strumienie nie płynęły mi po policzkach [s.73]

Intymne, pierwsze, niepokojące uczucie kończy się wraz ze śmiercią dziewczynki, która zarażona prawdopodobnie przez matkę, umiera na oczach swej pierwszej miłości.

Nie tylko zło, ale i śmierć jest stale obecna w powieści Kenzaburo OË. Umierają ciągle jacyś ludzie, chłopi uciekają przed zarazą, chłopcy zakopują ciała swoich kolegów i rozkładające się trupy zwierząt w wielkich ilościach, umierają też osoby, z którymi główny bohater miał najbardziej intymny i wspaniały kontakt. Śmierć jest w jego świecie oczywistością, nad którą nikt się nie zastanawia, i której nikt nie dostrzega, mimo że jest tak powszechna.

"Śmierć była dla mnie nieistnieniem za sto lat, a za sto lat - nieistnieniem przez całą bezkresną przyszłość." [s.50] Zagrożenie śmiercią i jej powszedniość nie miały bezpośredniego wpływu na codzienną sytuację chłopców. Oni mieli inne problemy. Przede wszystkim chcieli, aby wieśniacy wrócili i by znowu mogli podlegać wydawanym odgórnie poleceniom. Ich sposób myślenia i bycia był niezwykle odległy od przekonania, iż "człowiek jako jedyny spośród wszystkich bytów wyłącznie sam tworzy się tym, kim jest, dokonując własnych wewnętrznych wyborów, w których wyraża się wolność jako atrybut człowieczeństwa." Ich wolność, była raczej ucieczką od podejmowania indywidualnych wyborów, za które trzeba ponosić odpowiedzialność.

"Pozbawieni straży nie mieliśmy nic do roboty. Nie wiedzieliśmy, co robić, więc powoli i uparcie łaziliśmy tam i z powrotem po wiejskiej drodze. [...] Czas jednak wlókł się i wcale nie chciał płynąć [...] Czas jest jak koń czy owca. Nie ruszy z miejsca bez polecenia dorosłych. [...] Dom naczelnika [...] Ten jedyny porządny dom w całej wiosce był dla nas symbolem moralnego porządku. Dlatego właśnie nie złupiliśmy go tak, jak inne domy po ucieczce wieśniaków. Teraz po raz pierwszy zrozumieliśmy, jak bardzo to dla nas ważne. [s.40/52/91]

"Zerwać pąki, zabić dzieci" nie jest jednak ani o śmierci, ani o tym, że zło jest wszędzie, ani o "ucieczce od wolności". Ostatni paragraf tej niezwykłej książki utwierdza w przekonaniu, że OË pisze o rozdzierającej samotności dziecka. Główny bohater zostaje skazany zbiegiem wielu wypadków na samotność, która jest konsekwencją odrzucenia, niezrozumienia, braku akceptacji, zła wpisanego w istotę człowieka i strachu przed śmiercią.

"Ale nie miałem pojęcia, gdzie potem pędzić po lesie w noc, jak uciec przed zwierzęcą brutalnością wieśniaków, jak się ratować. Nie wiedziałem nawet, czy mam jeszcze dość sił, by uciekać. Byłem tylko dzieckiem - zmęczonym, opętańczo gniewnym, zapłakanym, trzęsącym się z głodu i zimna dzieckiem. Nagle powiał wiatr, przynosząc bliski już odgłos kroków - wieśniacy zachodzili mnie z dwóch stron. Wstałem, zacisnąłem zęby i rzuciłem się w głębszy mrok, między drzewa i ciemniejsze zarośla." [s.119]

Wszystkie cytaty pochodzą z: "Zerwać pąki, zabić dzieci", Kenzaburo OË, wyd. Amber, Warszawa 2004, s.118.

opr. Zbigniew Kruczalak

D & Z Dom Książki Muzyki i Kawy