----- Reklama -----

Monitor 07/01/2004

W niniejszym artykule - ciąg dalszy problemu dotyczącego zaostrzenia choroby alkoholowej, czyli tak zwanego nawrotu. Oczywiście, nie odbywa się on nagle, niepostrzeżenie i niezrozumiale. Zaostrzenie choroby alkoholowej poprzedzają najczęściej bardzo konkretne, ściśle dające się zidentyfikować objawy, które, jeśli chory nie podejmie działań interwencyjnych - nieuchronnie prowadzą do "nawrotu". Na temat działań interwencyjno-zapobiegawczych pisałam w poprzednich wydaniach "Monitora", dzisiaj - więcej na temat objawów, które zwiastują nadejście kryzysu i na które już w małym nasileniu należy zwrócić uwagę, ponieważ są groźne i nie należy ich lekceważyć. Aby przedsięwziąć środki zaradcze, trzeba je znać, rozpoznać i potraktować poważnie. Nie zawsze jest to łatwe, ponieważ osoba z problemem alkoholowym przywykła do nadużywania nie tylko alkoholu, ale też mechanizmów obronnych, takich jak zaprzeczanie i racjonalizacja i z powodu wyżej wymienionych mechanizmów nie jest w stanie prawidłowo zdiagnozować swojego stanu. Najczęściej bywa tak, że jako ostatnia w rodzinie dotrzega zagrożenie i próbuje szukać pomocy. Bliscy alkoholika od dawna widzą, że schodzi on nieuchronnie po równi pochyłej i oczywiście robią wszystko, żeby go zatrzymać. Niestety, budzi to tylko agresję uzależnionego: "Jak nie przestaniesz mi wmawiać, że "pęknę i się napiję, to zaraz pójdę i to zrobię". Oczywiście, chcę to mocno podkreślić, metody perswazyjne nie działają. W ogóle wyżej wymienione metody są wobec uzależnionego zupełnie nieskuteczne i stosowanie ich, niestety, mija się z celem, o czym zdają się zapominać bliscy alkoholika, upominając, prosząc, grożąc, argumentując, potem płacząc i robiąc jeszcze tysiące bezsensownych rzeczy, tracąc czas i "nerwy".

Jakie są objawy zwiastujące nawrót choroby i umożliwiające przygotowanie się do właściwej reakcji na problem? Bardzo poważnym objawem zapowiadającym "nawrót" jest wzrastająca irytacja i drażliwość. Osoba reaguje nieadekwatnie do sytuacji. Nawet drobne incydenty mogą doprowadzić do prawdziwego "wybuchu", ale też coraz częściej dają się zauważyć drażliwe reakcje na zupełnie normalne wydarzenia i związana z nimi nie dająca się opanować irytacja. Trudno z taką osobą przebywać, ponieważ mówi podniesionym głosem i jest ciągle zdenerwowana. Dalszym objawem jest napięcie o niezidentyfikowanych przyczynach: "Ciągle mnie nosi, nie wiem dlaczego i nie wiem czego chcę i co mam robić". Bliscy alkoholika często widzą, jak miota się on po domu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca ani zajęcia.

Innym objawem, świadczącym o tym, że choroba alkoholowa weszła w fazę zaostrzenia, jest powrót do obwiniania otoczenia o swoje picie (czego już alkoholik przez jakiś czas nie robił) oraz poddawanie w wątpliwość swojego uzależnienia ("Nie piję już dwa miesiące, gdybym był alkoholikiem, to bym przecież nie wytrzymał" lub "Przesadzacie z tym uzależnieniem, każdy chłop musi się przecież napić - jeden kieliszek lub jedno piwo jeszcze nikomu nie zaszkodziło".

Alkoholik zaczyna czasem także poddawać w wątpliwość sens leczenia: "Poradzę sobie sam, co ci terapeuci wiedzą o alkoholizmie" lub "Już jestem zdrowy - szkoda czasu i pieniędzy na terapię, jak się zawezmę, to wytrzymam".

Wyżej wymienionym objawom towarzyszą także myśli podważające sensowność abstynencji i leczenia, a także odrzucające nadzieję, która wcześniej towarzyszyła procesowi leczenia. W tej niełatwej sytuacji alkoholik często odczuwa stany depresyjne, które jeszcze bardziej utrudniają możliwość podejmowania konstruktywnych decyzji, a także obsesyjne wyobrażenia na temat picia. Wszystkie te objawy świadczą niezbicie o tym, że osoba uzależniona znalazła się znów na równi pochyłej i kroczy prostą drogą do punktu wyjścia. Stanowi temu towarzyszą też takie myśli, że można wrócić do kontrolowanego picia: "Wypiję jedno, dwa piwa i na tym koniec", "Mam się na zawsze pozbawić dobrej zabawy i towarzystwa?". Istotą choroby alkoholowej jest właśnie utrata kontroli, więc myślenie, że się tę kontolę odzyska jest właśnie symptomem nawrotowym. Jeszcze raz przypomnę powiedzenie alkoholików, że nie da się zrobić z ogórka kiszonego - świeżego i że ten proces jest nieodwracalny.

Jedna z najtrudniejszych spraw, związanych z decyzją o niepiciu to pogodzenie się ze straszną dla alkoholika prawdą, że już do końca życia nawet jednego łyka piwa. Targowanie się ze sobą o ten jeden łyk - to właśnie wyraźny objaw, że weszliśmy w fazę zaostrzenia choroby alkoholowej.

Warto zdawać sobie sprawę z tego, że jeśli podjęliśmy odważną decyzję o życiu w trzeźwości, to konsekwencją tej decyzji będzie także przechodzenie przez fazy zaostrzenia. Nie jest możliwe uniknięcie zaostrzeń, ponieważ one wraz z remisjami są integralnymi częściami składowymi choroby. Pisałam już o tym, ale przypominam o tym raz jeszcze, ponieważ zrozumienie tej prawidłowości może bardzo pomóc w leczeniu choroby alkoholowej nie tylko alkoholikowi, ale też jego rodzinie, która miała nadzieję, że "jeśli przestanie pić - to wszystko będzie dobrze". Czasem okazuje się, że nie jest dobrze, a nawet bywa jeszcze gorzej niż przed leczeniem - dlaczego tak się dzieje napiszę w następnym wydaniu "Monitora". Na zakończenie pragnę przypomnieć, że choroba alkoholowa jest chorobą przewlekłą i w pewnym sensie nieuleczalną, ponieważ nie można wrócić do kontrolowanego picia. Celem terapii jest wykształcenie umiejętności radzenia sobie w czasie długich okresów remisji i krótkich zaostrzenia, a więc prowadzenie aktywnego i wartościowego życia, będąc ciągle osobą chorą.

Autorka artykułu, Grażyna Sobiczewska,

jest terapeutą rodzinnym i małżeńskim.

Family Counseling & Rehabilitation Center

5820 W. Irving Park Road, Chicago, IL

Tel. 800 652 0005 (bezpłatny), 773 685 8482

www.helpfamily.com

Ostatnie decyzje czołowych producentów aparatów fotograficznych o zakończeniu produkcji klasycznych aparatów małoobrazkowych ostatecznie wskazały kierunek w jakim zmierza fotografia. Jest to zdecydowanie technologia cyfrowa. Przysłowiowym gwoździem do trumny klasycznej techniki robienia zdjęć jest możliwość nie tylko drukowania zdjęć na drukarce, ale także naświetlanie (czytaj procesowanie) w profesjonalnych serwisach fotograficznych. Fakt, że nie musimy wywoływać wszystkich zdjęć aby odrzucić te nieudane i jednocześnie możemy otrzymać taką samą jakość zdjęcia zdecydowanie popycha rynek "cyfrówek" do przodu. Miesięcznie ci znani i nieznani producenci wypuszczają na rynek kilkanaście nowych modeli. Ciężko jest się w tym gąszczu połapać i podjąć decyzję o zakupie konkretnego aparatu cyfrowego. Celem poniższego tekstu jest omówienie podstawowych parametrów, którymi należy się kierować przy wyborze aparatu cyfrowego.

Podstawowym podziałem stosowanym przez wszystkich producentów jest ilość pikseli. Brzmi to bardzo enigmatycznie, ale już spieszę z wyjaśnieniami. Jak pewnie wszyscy wiedzą, proces powstawania zdjęcia na światłoczułej kliszy fotograficznej polega na jej naświetleniu. Przez obiektyw aparatu wpada na ułamek sekundy światło odbite od obrazu, który fotografujemy i tak powstaje zdjęcie. W fotografii cyfrowej jest to dokładnie identyczny proces z tą różnicą, że światłoczuła emulsja na kliszy została zastąpiona przez elektroniczną światłoczułą matrycę złożoną z milionów fotodiod (Mega Pixeli- MP). Ich zadaniem jest zamiana światła (tego samego jak w klasycznym aparacie) na impulsy elektryczne przetworzone następnie przez procesor w obraz. Przetworzone, czyli złożone w jedną całość zrozumiałą dla komputera i oczywiście dla nas. Reasumując klasyczny aparat różni się od cyfrowego końcową fazą powstawania zdjęcia. Cały układ optyczny jest identyczny w obydwu przypadkach. No dobrze, więc skąd biorą się tak kolosalne różnice cenowe aparatów i jakościowe wykonanych zdjęć? Czynników wpływających na to jest bardzo wiele i po kolei postaram się je przedstawić.

Tym najbardziej podstawowym jest właśnie ilość pikseli. Jeżeli w wypadku światłoczułej emulsji naświetlany obraz był zawsze w takiej samej rozdzielczości, tak w wypadku aparatów cyfrowych rozdzielczość zależy bezpośrednio od ilości, jakości i wielkości matrycy. Każdy z nas na pewno próbował wydrukować jakieś zdjęcie ze strony internetowej. Dobrze wyglądające na ekranie zdjęcie drukuje się tragicznie. Jest to właśnie związane z rozdzielczością. Aby obraz był dobrze widoczny na ekranie komputera wystarczy rozdzielczość 72 kropek na cal (DPI), niestety przy wydruku lub powiększeniu gołym okiem będziemy widzieli kwadraty z których zbudowane jest zdjęcie - są to właśnie piksele. Im bardziej będziemy to zdjęcie powiększać, tym piksele będą wyraźniejsze, a zdjęcie mniej czytelne. Dokładnie to samo dzieje się w światłoczułej matrycy: im więcej pikseli, tym dokładniejsze odwzorowanie szczegółu i możliwość wydrukowania (naświetlenia) większej odbitki (patrz tabela 1).

Jak wynika z tej tabeli, potrzebne nam jest około 3 milionów pikseli aby otrzymać dobrej jakości zdjęcie w formacie 5"-7". Dobrej jakości, czyli takie że gołym okiem nie jesteśmy w stanie zauważyć żadnych kolorowych kwadratów z których zbudowany jest obraz. Rynek zmierza dokładnie w tym kierunku, czyli interesują nas aparaty od 3 do 8 megapikseli. Można powiedzieć, że dla użytku domowego w celu zastąpienia klasycznego najprostszego aparatu 35 mm (compact) wystarczy nam 3 MP odpowiednik cyfrowy. Wszyscy ci, którzy poważniej podchodzą do fotografii i wymieniają tzw. "lustrzankę" na wersję cyfrową powinni szukać aparatów o matrycy 5 i więcej MB. Jeżeli nie planujemy powiększać swoich zdjęć do rozmiarów plakatu i nasz budżet jest bardzo ograniczony, 3 MP aparat będzie dla nas równie dobry jak jego droższa 5 MP wersja.

Kilka słów wyjaśnienia na temat sposobu odtwarzania obrazu w matrycy CCD: podobnie jak ludzkie oko matryca nie odróżnia kolorów. Kolor jest tworzony poprzez połączenie trzech podstawowych barw odebranych przez fotodiody w matrycy (tak jak w oku przez komórki czułe na te trzy kolory). Są to kolory: czerwony, zielony i niebieski. Połączenie tych trzech barw w odpowiednich proporcjach daje nam miliony kolorów, które widzimy okiem, a matryca swoimi diodami. Technicznie więc każda sąsiednia fotodioda jest wyczulona na odczytywanie innego koloru i dopiero złożenie poziomu sygnału z trzech lub więcej diod daje nam kolor jednego piksela. Należy tu wspomnieć o problemie z odwzorowaniem koloru zielonego. Aby obraz na zdjęciu był zbliżony do rzeczywistego producenci umieszczają więcej fotodiod odczytujących barwę zieloną niż pozostałych dwóch kolorów. Firma Sony aby zwiększyć jeszcze bardziej nasycenie barw na zdjęciach użyła w swoim nowym aparacie DSC F-828 czwarty kolor podstawowy - niebieskozielony (Emerald). Matryca w tych aparatach posiada filtr RGBE, a nie RGB. Efekt tego zabiegu jest widoczny. Strukturę filtru RGB i RGBE przedstawiam na rysunku 1.

Obecnie na rynku mamy dwa rodzaje matryc światłoczułych:

CCD (Charge Coupled Device) - obecnie najpopularniejsze rozwiązanie, wadą jego jest czas potrzebny na odświeżenie się układu i pobór mocy potrzebny do wykonania zdjęcia.

CMOS (Complementary Metal-Oxide Semiconductor) - do niedawna układy tego typu ze względu na swój niski koszt produkcji stosowane były w najtańszych, słabych aparatach. Ostatnio jednak Canon wymyślił metodę wzmocnienia sygnału i redukcji szumów w tych matrycach i zastosował ją w swoich profesjonalnych aparatach EOS 10D i 300D. Matryce CMOS pobierają znacznie mniej mocy, są mniejsze i czas rekcji jest szybszy niż w CCD.

Zamykając temat rozdzielczości, chciałem przybliżyć zagadnienie rozdzielczości interpolowanej. Termin ten jest stosowany w celach marketingowych przez wielu producentów i należy na niego zwracać szczególną uwagę. Interpolacja polega na sztucznym zwiększaniu ilości pikseli przy jednoczesnym zmniejszaniu ich wielkości. Jednakże nie mając odpowiedniej ilości informacji z rzeczywistej matrycy wprowadzane są wartości pośrednie i nasze zdjęcie traci ostrość, głębie kolorów i kontrast. Przy wyborze aparatu interesuje nas rzeczywista, fizyczna rozdzielczość matrycy, a nie interpolowana.

Następnym bardzo ważnym czynnikiem wpływającym na jakość zdjęć jest porządna optyka, czyli obiektyw. Nikomu chyba nie trzeba tłumaczyć, że oczywiście musi być szklany, nie plastikowy i najlepiej markowy. Od jakości obiektywu zależy czy strumień światła padający na matrycę będzie spójny i geometria obrazu będzie zachowana. Jednocześnie ważne jest aby nasz aparat posiadał zmienną ogniskową, czyli tzw. zoom optyczny. Obecnie najczęściej jest to trzykrotny zoom, ale są też aparaty z 10-12 krotnym zoomem. Inną ważną cechą obiektywu jest jego jasność i długość ogniskowej. Generalnie im jaśniejszy obiektyw, tym lepiej. Dlatego też jeżeli obiektyw ma parametr jasności f:2:0 jest znacznie lepszy od f:2.8. Długość ogniskowej podawana jest dla odwzorowania z aparatem małoobrazkowym 35 mm. Im mniejsza wartość dolna tym lepiej. Obiektyw o zakresie 35-105 jest lepszy niż 38-114. Po raz kolejny działy marketingowe wielu firm wypisują dużymi literami wartość zoomu cyfrowego (Digital Zoom). Parametr ten jest zupełnie nieistotny, ważny jest tylko i wyłącznie zoom optyczny. Jeżeli na aparacie widzimy 21. krotny zoom cyfrowy oznacza to bardzo często 3x zoom optyczny i 7x powiększenie programowe.

Praktycznie wszystkie aparaty cyfrowe mają wbudowaną lampę błyskową. Oświetla ona fotografowaną scenę w odległości od 0.5 - 3m. W tańszych modelach może występować wada polegająca na emisji zbyt dużej ilości światła i obiekty znajdujące się z przodu są zbyt mocno oświetlone w porównaniu z obiektami na dalszym planie. Każdy aparat powinien mieć również redukcję efektu "czerwonych oczu", czyli efektu odbicia światła lampy od tęczówki.

Typ obudowy powoduje kolejne podziały "cyfrówek". Obecnie wyróżniamy:

- ‑kompakty o kształcie prostopadłościanu, które ważą zwykle około 250 g, łatwo mieszczą się do kieszeni czy torebki

- ‑ultrakompakty - jeszcze mniejsze niż powyższe o wadze około 100-150g ,

- ‑cyfrowy SLR, który swoją budową podobny jest do tradycyjnych lustrzanek. Coraz częściej droższe półprofesjonalne modele mają wymienne obiektywy.

Trzeba jednocześnie zauważyć, że plastiki stosowane obecnie przez producentów są coraz bardziej odporne na zarysowania i rozbicia.

Wyświetlacz w aparacie cyfrowym pozwala na nawigację po poszczególnych poziomach menu i przeglądanie zrobionych zdjęć. Jakość jego nie wpływa na samo zdjęcie, a jedynie na komfort pracy. Ważne jest abyśmy widzieli na nim fotografowany obraz w słoneczny dzień

Obecnie na rynku mamy do wyboru kilka różnych rodzajów kart pamięci. Ściślej rzecz biorąc wybierając aparat decydujemy się na określony rodzaj karty. Najkorzystniejszy stosunek pojemności karty do jej ceny uzyskamy kupując karty 128 lub 256MB. Oczywiście, dla tych z grubym portfelem są dostępne karty o pojemności 4-8GB. W mniejszych aparatach stosowane są karty typu Smart Media lub Secure Digital. Firma Sony we wszystkich swoich produktach lansuje Memory Stick. Fuji i Olimpus używają najnowszego i szybkiego typu kart xD-Picture. Cenowo wszystkie te karty są zbliżone dla tych samych pojemności.

Możliwość nagrywania filmów przy użyciu aparatów cyfrowych można włożyć między bajki. Jakość filmu w rozdzielczości 320x240 czy 640x480 pikseli jest ledwie wystarczająca dla potrzeb Internetu, nie wspominając nawet o oglądaniu tego na ekranie telewizora. Natomiast ciekawą opcją jest wyjście na telewizor pozwalające na nim przeglądać zrobione zdjęcia. Lepsze modele aparatów mają laserowy pomiar odległości od fotografowanych przedmiotów, co umożliwia automatyczne ustawienie parametrów zdjęcia nawet w całkowitej ciemności.

Po zrobieniu zdjęć musimy je przenieść na komputer i skatalogować, poodwracać i czasami zretuszować. Wydaje mi się, że ciekawym programem jest bezpłatny Cam2PC dostępny z adresu http://www.nabocorp.com/ cam2pc/download.php, a do retuszu zdjęć Gimp 2.1.0 dostępny ftp://ftp.cs.umn.edu/pub/gimp/v2.1/ . Jeżeli chcemy przenieść je na papier możemy zanieść CD do dowolnego punktu 1 Hour Photo wykonującego klasyczne zdjęcia i zamówić odbitki na papierze fotograficznym w cenie od 19 centów do 29 centów za odbitkę 4"x 6". Wydaje mi się że jest to tańsze niż drukowanie zdjęć, a i jakość jest znacznie lepsza.

Życzę miłej zabawy przy fotografii cyfrowej i milionów udanych zdjęć. Poniżej jeszcze ranking najlepszych aparatów w podstawowych kategoriach według serwisu www.steves-digicams.com/.

Autor artykułu, Paweł Pustelnik jest pracownikiem firmy

procom enterprises, ltd.

6615 W. Irving Park Road, Chicago, IL 60634

tel. 773-427-0202

E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Sprawa uprawnień tłumaczy i ich kwalifikacji jest źródłem ciągłych nieporozumień. Częściowo winna jest celowa dezinformacja, częściowo - niezrozumienie przez klientów różnic pomiędzy systemami obowiązującymi w Polsce i w USA. Postanowiłem zabrać głos w tej sprawie w imieniu swoim i kolegów tłumaczy, znużonych odpowiadaniem setki razy na pytanie "proszę pana, a czy pan jest tłumaczem przysięgłym". Jak wyjaśnię za chwilę, jest to pytanie, na które wyjątkowo trudno znaleźć uczciwą odpowiedź.

Wydaje mi się, że mam szczególne uprawnienia do wypowiadania się w tej sprawie. Od 10 lat posiadam akredytację Amerykańskiego Stowarzyszenia Tłumaczy (ATA). Od dwóch lat jestem członkiem komisji egzaminacyjnej Stowarzyszenia i odpowiadam za egzamin akredytacyjny z języka angielskiego na polski. Trzykrotnie prowadziłem takie egzaminy w imieniu ATA, a po raz czwarty poprowadzę egzamin w Chicago 4 września - wszystkich zainteresowanych zachęcam do przystąpienia do niego, szczegóły poniżej.

Zimą tego roku Konsulat RP w Chicago zwrócił się do mniej z prośbą o pomoc w przygotowaniu listy tłumaczy, którzy swoimi kwalifikacjami gwarantowaliby fachowość usług. Na liście tej umieściłem wszystkich tłumaczy posiadających akredytację ATA, jak również dwie osoby, których pracę widziałem wielokrotnie, i których profesjonalizm i standardy usług w zakresie tłumaczenia dokumentów urzędowych nie budzą moich najmniejszych wątpliwości. Żadna z osób umieszczonych na tej liście nie oferowała mi żadnych korzyści materialnych za włączenie jej nazwiska, ja również nie narzucałem się Konsulatowi z tym pomysłem - przeciwnie, inicjatywa wyszła od Konsulatu i wzięła się ze znużenia przeglądaniem setek tłumaczeń wykonanych źle, niechlujnie i w sposób niemożliwy przez Konsulat do przyjęcia.

Mimo to znalazły się osoby, które zwietrzyły w tym aferę. Pewna pani z biura podróży/pośrednictwa pracy/porad dla przyjezdnych/ tłumaczeń z Lawrence Avenue (zachęcam wszystkich do sceptycznego podchodzenia do jakości usług, kiedy ich oferta jest aż tak szeroka) straszyła mnie nawet policją za robienie ciemnych geszeftów z Konsulatem.

A jednocześnie od kilkunastu lat jestem "praktykującym" tłumaczem, jak wielu moich kolegów po fachu, dzielącym czas pomiędzy tłumaczenia dla firm amerykańskich (mam imponującą listę klientów, obejmującą kilkadziesiąt największych amerykańskich korporacji, szereg prestiżowych organizacji, związków zawodowych, itp.) i służenie klientom polonijnym tłumaczeniami dokumentów, jak również tłumaczeniami ustnymi w sądach i rozmaitych urzędach. Wszystkie te formy działalności traktuję równie poważnie i uważam, że nasi rodacy w pełni zasługują na równie fachowe usługi tłumaczeniowe, jak Citigroup czy General Electric.

Wymagania formalne

Wymagania formalne pod adresem tłumaczy w tym kraju są doprawdy minimalne. Mówiąc szczerze, moim zdaniem są one zbyt niskie. Wiele razy byłem świadkiem występów tłumaczy o żenującym wręcz poziomie zawodowym. Gdyby szukać porównania z innych fachów, odpowiadałoby to podłączeniu rury gazowej do kranu i rury wodnej do piecyka gazowego. Za coś takiego kontraktor miałby sprawę sądową. Kiepscy tłumacze natomiast z jakichś powodów są w stanie wytrwać w tym fachu czasem latami, dukając, kalecząc oba języki, pomijając połowę tego, co świadek mówi, wtrącając swoje trzy grosze... Podobnie wygląda sprawa z tłumaczeniami pisemnymi, nawet dokumentów tak prostych jak świadectwo urodzenia.

Jedynie w nielicznych sytuacjach wymagane są jakieś formalne kwalifikacje. Oto przykłady:

** tłumacze sądowi i urzędowi; we wszystkich sprawach kryminalnych, łącznie z wykroczeniami drogowymi, sąd zapewnia tłumacza, który ma za sobą pewne minimalne przeszkolenie i egzamin kwalifikacyjny; uwaga - zabieranie ze sobą własnego tłumacza na sprawę kryminalną nie ma sensu - i tak nie zostanie on dopuszczony do głosu.

W sprawach cywilnych sąd również zapewnia czasem tłumaczy, nie można jednak na to liczyć i każdy rozsądny adwokat będzie namawiał klienta na przyprowadzenie własnego tłumacza. Choć nie ma wymogu posiadania żadnych konkretnych kwalifikacji, sędzia albo adwokat strony przeciwnej może spytać tłumacza o wykształcenie i doświadczenie zawodowe - i w uzasadnionych przypadkach zakwestionować jego zdolność do należytego spełnienia tej roli.

Uwaga - dwujęzyczny adwokat nie może być jednocześnie tłumaczem. Nie ma formalnego zakazu korzystania z pomocy członka rodziny w sądach cywilnych, jednak wielu sędziów patrzy na to niechętnie. Owszem, zdarzają się naturalne talenty, w większości przypadków jest to jednak niemal gwarancja amatorszczyzny najgorszego gatunku. Sędziowie spodziewają się po tłumaczach zachowania pewnych manier i form i czasami sprawa przybiera nieprzyjemny obrót, gdy ich oczekiwania nie są spełniane. Jeżeli sprawa zostanie przez to odroczona, dodatkowe koszty adwokackie będą kilkakrotnie wyższe niż honorarium tłumacza. Do Państwa należy rozważenie, czy taka próba oszczędności ma sens.

Oto kilka elementów, na które należy być szczególnie wyczulonym w przypadku tłumaczenia sądowego:

- mówienie w pierwszej osobie ; tłumacz wciela się w rolę osoby, którą tłumaczy; innymi słowy, nie mówi: "ona powiedziała, że jechała w stronę skrzyżowania z Belmont..." lecz "Jechałam w stronę skrzyżowania z Belmont"; wynika to z przysięgi, że będzie się przekazywać w drugim języku dokładnie to, co się słyszy, bez dodatków i upiększeń; wydaje się to całkiem proste, lecz amatorzy miewają opory przez "podszywaniem" się pod osoby płci przeciwnej, czy też np. alkoholików.

- tłumaczenie, a nie streszczanie; osoba, którą tłumaczymy, mówi często chaotycznie - zdenerwowana sądem, usiłująca sobie przypomnieć zdarzenia sprzed lat, a czasem celowo gmatwająca proste rzeczy, aby uniknąć prawdy; nie do tłumacza należy oddzielanie ziarna od plew, cenzurowanie nieparlamentarnych słów, zmiana tonu, aby świadek brzmiał mądrzej po angielsku niż po polsku. Nie pomagamy w ten sposób świadkowi - różnice takie są dość ewidentne, nawet jeśli nie zna się języka. Czasem trudno jest zapamiętać długi potok słów. Prawdziwi zawodowcy robią notatki - z mojego doświadczenia wynika, że wystarczy zanotować kilka kluczowych słów z każdego zdania, aby nie pogubić elementów wypowiedzi. W przeciwnym razie może dojść do sytuacji żenującej dla każdego szanującego się tłumacza - po dwuminutowej tyradzie świadka, tłumacz kwituje ją trzema zdaniami.

- nie bawmy się w adwokatów ; chęć pomagania człowiekowi, który nas wynajął i zapłacił nam niemałe pieniądze, często jest silniejsza niż zdrowy rozsądek i strach przed karą za krzywoprzysięstwo (tłumacz zostaje przecież zaprzysiężony, że będzie wiernie przekazywać słowa świadka - i nic więcej). Znam osobę, która wpadła przez to w poważne tarapaty przed komisją sekretarza stanu decydującą o oddaniu prawa jazdy osobom skazanym za prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwym. Pani ta wiedziała, jak jest "prawidłowa" odpowiedź na pytanie komisji i podawała ją niezależnie od tego, co mówił jej klient. Udawało się jej, dopóki nie trafiła na kogoś mówiącego po polsku...

- szacunek wobec sądu; amerykańska tradycja wymaga zachowania w sądzie określonych form - wstawania przy wchodzeniu i wychodzeniu sędziego z sali, tytułowania go "Your Honor", itp. Tłumacz, który nie przestrzega tych zasad może wręcz zaszkodzić swojemu klientowi

Uwaga - są pewne sytuacje, w których członek rodziny nie zostanie dopuszczony do tłumaczenia.Najlepszym przykładem jest Urząd Imigracyjny oraz wstępna ewaluacja (przed sprawą sądową) osób złapanych na jeździe po alkoholu.

** tłumacze dokumentów; po pierwsze, chciałbym powiedzieć z całą odpowiedzialnością: w Stanach Zjednoczonych nie istnieje instytucja tłumacza przysięgłego! Jeżeli ktoś posiada takie uprawnienia z Polski, to bardzo dobrze, jednak nie mają one żadnego znaczenia dla amerykańskich urzędów. Jeżeli ktoś ogłasza się jako tłumacz przysięgły, to, ściśle rzecz biorąc, mówi nieprawdę. I muszę wyznać, że sam jestem winny tego uchybienia w swoim ogłoszeniu w Informatorze Polonijnym. Dlaczego? Bo miałem dość tłumaczenia, na czym polega różnica pomiędzy akredytacją (oferowaną przez Stowarzyszenie Tłumaczy Amerykańskich, a więc organizację zawodową, nie zaś urząd federalny czy stanowy) a egzaminem państwowym, nieznanym tu w Stanach, a wymaganym w Polsce od ludzi, którzy tam mogą posługiwać się tytułem i pieczęcią tłumacza przysięgłego. Co więcej, tutaj tłumaczenia urzędowe są właściwie "przysięgłe" - ponieważ tłumacz umieszcza pod nimi odpowiednią formułę urzędową, przysięgę jego kwalifikacji oraz wierności tłumaczenia. Takie oświadczenie tłumacza potwierdza notariusz - to jego pieczęć stanowi o oficjalnym charakterze tłumaczenia. Innymi słowy, tłumacz jest "przysięgły" bo składa przysięgę pod każdym dokumentem, nie zaś dlatego, że jakaś komisja potwierdziła jego kwalifikacje i nadała mu ten tytuł.

Wszelkie urzędy, które wymagają od Państwa tłumaczenia wykonanego przez tłumacza przysięgłego (łącznie z pewnym biurem paszportowym na Południu) popełniają nieścisłość - powinni mówić, że chcą tłumaczenia wykonanego przez firmę zawodowo zajmującą się tłumaczeniami, opatrzonego takim właśnie oświadczeniem tłumacza, zaprzysiężonym przed notariuszem.

** Notariusz; Często widzi się, że tłumacz pieczętuje swoje oświadczenie o prawdziwości i wierności tłumaczenia własną pieczątką notarialną. Choć wiele urzędów przymyka na to oko, jest to nielegalne i stanowi poważne wykroczenie przeciwko Ustawie o Notariuszach Publicznych. Może wręcz stanowić podstawę do odebrania uprawnień notarialnych! Bowiem jedyną osobą, której zeznań notariusz nie ma prawa zaprzysięgać jest bowiem on sam. Gorąco zachęcam Państwa do nalegania, aby pod tłumaczeniem znajdowały się dwa osobne podpisy - jeden tłumacza, drugi notariusza.

Chciałbym również zwrócić uwagę na wielką różnicę pomiędzy uprawnieniami notariusza w Polsce i w Stanach. Polski notariusz to adwokat o szerokich uprawnieniach do przyjmowania oświadczeń i zeznań, potwierdzania zawarcia kontraktów, sporządzania wpisów do ksiąg wieczystych, itp. Tutejszy notariusz to ktoś, kto nie musi mieć najmniejszego pojęcia o prawie, a jego jedyną funkcją jest potwierdzenie pieczątką i podpisem, że ktoś złożył przed nim oświadczenie dowolnej treści. Nie wnika w prawdziwość, legalność czy poprawność takiego oświadczenia, po prostu potwierdza pieczątką, że ktoś gotowy był przysiąc na jego prawdziwość.

Za taką usługę notariusz ma prawo pobrać jednego dolara. Urząd przyznający te uprawnienia zachęca do zgłaszania przypadków, gdy notariusze pobierają za te usługę więcej - może być to podstawą do surowych kar grzywny i odebrania uprawnień.

** Akredytacja; Leszek Mickiewicz w swoim ogłoszeniu zamieszczonym w Monitorze z zeszłego miesiąca mówił prawdę: do Amerykańskiego Stowarzyszenia Tłumaczy może wstąpić praktycznie każdy. Choć ATA wymaga złożenia oświadczenia, że będzie się przestrzegać zasad profesjonalizmu, nie jest to w żaden sposób egzekwowane i całkowity amator może mydlić oczy w swojej reklamie członkostwem tej szacownej organizacji. To samo dotyczy biur tłumaczeń - wystarczy opłacić składkę, żadne formalne kwalifikacje nie są wymagane.

Pewną gwarancją profesjonalizmu jest zdanie niełatwego egzaminu akredytacyjnego. Jest to test umiejętności językowych, a co ważniejsze, zrozumienia, na czym polega proces tłumaczenia, łączący w sobie wierność wobec oryginału i poprawność językową produktu końcowego. Tadeusz Boy-Żeleński napisał kiedyś, że "z tłumaczeniem jak z kobietami - albo wierne, albo piękne". ATA wymaga wierności, i choć nie spodziewa się po tłumaczeniu piękna, nie toleruje też tekstów szpetnych. Jako członek komisji akredytacyjnej, miałem okazję czytać kilkanaście takich egzaminów i muszę powiedzieć, że najczęstszym powodem oblania kandydata jest niezrozumienie tego podstawowego wymogu - przetłumaczony tekst musi zachowywać "ducha i literę" oryginału, a jednocześnie być poprawny językowo.

Niedawno Stowarzyszenie wprowadziło dodało dodatkowy wymóg - osoby przystępujące do egzaminu akredytacyjnego muszą wykazać się albo "advance degree" (w praktyce magisterium lub doktoratem - w dowolnej dziedzinie), licencjatem z dziedziny tłumaczenia z uznanej szkoły wyższej, licencjatem z innych dziedziny wspartym dwoma laty doświadczenia zawodowego jako tłumacz, bądź pięcioma laty doświadczenia zawodowego. Ten niewygórowany wymóg okazał się trudny do spełnienia - w tym roku nie mieliśmy ani jednego kandydata.

Czym jest akredytacja?

Z pewnością nie jest stuprocentową gwarancją profesjonalizmu. Na przykład kilku najlepszych tłumaczy kabinowych, z jakimi kiedykolwiek w życiu zdarzyło mi się pracować, z jakichś powodów nigdy nie przystępowało do tego egzaminu. Miałem też okazję widzieć bardzo nieprofesjonalne tłumaczenia, których dopuścili się tłumacze akredytowani. Ale przecież nawet prawo uprawiania medycyny nie daje gwarancji, że spotkamy znakomitego lekarza, a nie konowała, a mimo to chodzimy do ludzi, którzy mają przy nazwisku "MD", a nie do znachorów. W tym samym stopniu akredytacja tłumacza znacznie zwiększa prawdopodobieństwo, że trafimy na zawodowca, szanującego ten fach i swoich klientów.

American Translators Association wysyła co roku karty swoim członkom, z zaznaczeniem ich statusu. Active Member - Członek Czynny to status osoby, która zdała egzamin kwalifikacyjny. "Associate Member" oznacza jedynie członkostwo, zapłacenie składki, bez potwierdzenia uprawnień. W razie wątpliwości, można poprosić tłumacza o pokazanie takiej karty, albo sprawdzić jego uprawnienia na stronie internetowej www. atanet.org.

Osoby myślące poważnie o zawodzie tłumacza zachęcam do przystąpienia do egzaminu akredytacyjnego, który odbędzie się 4 września w Chicago. Szczegóły znaleźć można również na stronie internetowej ATA.

Tomasz Popławski świadczy od ponad 10 lat

pełny zakres usług tłumaczeniowych.

Jego biuro znajduje się pod adresem:

5728 N. Kostner Ave.,

Chicago IL 60646, tel. 773-725-2535

 

 

 



W serii trzech artykułów omawiamy sposoby, w jakie młodzież z Polski może pojechać do USA, legalnie pracować, a także zwiedzać kraj. W poprzednim numerze opisaliśmy program Au-pair, a w kolejnym Camp America. Ten artykuł poświęcamy programowi zwanemu Work and Travel.

Na czym polega program

Work and Travel to oficjalny program rządu USA, który umożliwia studentom z całego świata legalną pracę wakacyjną w tym kraju. Można pracować do czterech miesięcy, a potem do 30 dni podróżować po Stanach. Program nadzoruje Amerykański Departament Stanu - każdego roku rozdziela pulę dokumentów wizowych (podstawa do wydania wizy programu wymiany J-1 - exchange visa) organizacjom typu non-profit. Rekrutują one uczestników programu poprzez swoich przedstawicieli w krajach, z których pochodzą studenci. Co roku do USA przyjeżdża ok. 100,000 osób z całego świata. W 2003 roku na Work and Travel do Stanów pojechało ok. 16,000 Polaków.

Dla kogo

Program przeznaczony jest dla studentów (studia dzienne, wieczorowe lub zaoczne, nie krótsze niż dwa lata) w wieku od 18 do 30 lat. Wymagany angielski przynajmniej w stopniu średnio zaawansowanym (poziom jest sprawdzany podczas rozmowy kwalifikacyjnej (bądź egzaminu). Studenci piątego roku studiów mogą wziąć udział w programie tylko wtedy, gdy termin obrony ich pracy magisterskiej przypada we wrześniu lub październiku. Studenci trzeciego roku studiów licencjackich pojadą pod warunkiem, że przedstawią zaświadczenie o ciągłości studiów.

Jaka praca

Uczestnicy programu pracują najczęściej w kurortach, hotelach, parkach rozrywki, restauracjach, kasynach, sklepach. Czasem na miejscu można znaleźć pracę dodatkową, ale bywa z tym trudno, bo wielu studentów garnie się do pracy. Każdy może pracować tyle, na ile pozwala mu czas, siły i zobowiązania wobec pierwszego pracodawcy. Z pierwszej pracy teoretycznie nie można zrezygnować, ale w praktyce można się z pracodawcą dogadać.

O zmianie pracy należy poinformować dotychczasowego pracodawcę, także o nowym miejscu pracy i zamieszkania. To konieczne, bo każdy student wjeżdżający do Stanów jest rejestrowany przez program SEVIS (stworzony ze względów bezpieczeństwa po 11 września). Jeżeli pracodawca zgłosi, że student już u niego nie pracuje i nie podał, gdzie przebywa, to wiza może być cofnięta. A to grozi deportacją do kraju.

Warianty programu

Zazwyczaj biura pośrednicz mają w ofercie dwa warianty. Dla osób, które jadą po raz pierwszy: tańszy - uczestnik sam załatwia pracę, i droższy - pracę znajduje pośrednik. Dla osób, które chcą pojechać jeszcze raz, niektóre biura uruchomiły wariant programu dla tzw. second-timers (bardzo rzadki wariant).

Czas pracy i zarobki

Praca od 35 do 45 godzin tygodniowo. Czasem pracodawcy proponują nadgodziny (150 proc. podstawowej stawki godzinowej - minimum to $5.15). na stanowiskach, na których można otrzymywać napiwki (średnio $5-10), zwykle stawka jest niższa od minimalnej - ok. $3. wypłata jest najczęściej co dwa tygodnie. Każdy student zobowiązany jest do płacenia podatku federalnego, stanowego oraz miejskiego (w sumie nawet do 20%). Nie płaci się podatku Social Security (amerykański odpowiednik ZUS), Medicare (ubezpieczenie zdrowotne) i Unemployment (podatek na bezrobocie). Każdy ma możliwość otrzymania zwrotu płaconych podatków dochodowych po powrocie do kraju (trwa to od trzech do pięciu miesięcy).

Dokumenty

Pośrednicy Work and Travel wymagają najczęściej: CV (resume) i listu motywacyjnego po angielsku w formie elektronicznej, zaświadczenia z uczelni potwierdzającej status studenta, zjęć legitymacyjnych (od dwóch do pięciu), kserokopii paszportu, karty ISIC (International Student Identity Card) lub Euro26 (jak ktoś nie ma, to trzeba wyrobić). Paszport musi być ważny przynajmniej przez sześć miesięcy od planowanej daty powrotu.

Wiza

Gdy student ma zagwarantowaną pracę, otrzymuje od pośrednika dokument wizowy DS. 2019 oraz wypełnia wnioski wizowe. Następnie z paszportem udaje się do najbliższego konsulatu amerykańskiego i składa wniosek o przyznanie wizy programu wymiany J-1. Otrzymanie wizy nie jest automatyczne, decyzję podejmuje konsul. Niektóre biura same wyrabiają wizy swoim uczestnikom. Wiza i dokument DS. 2019 to podstawa do legalnej pracy w USA oraz przyznania numeru Social Security. O numer Social Security występuje się zwykle podczas spotkania organizacyjnego, tzw. orientation, lub w jednym z biur Social Security na terenie całych Stanów. Numer jest przyznawany dożywotnio, więc jeśli jedziemy po raz drugi, korzystamy z numeru przyznanego za pierwszym razem.

Dojazd

Bilety lotnicze można rezerwować samemu lub za pośrednictwem biura. Cena zależy od daty wylotu, miejsca docelowego, klasy podróży, linii lotniczej (ok. $500-700 - należy doliczyć do tego opłaty lotniskowe i podatki). Uczestnik programu musi na własny koszt dotrzeć z lotniska do pracodawcy.

Zakwaterowanie i wyżywienie

Uczestnik zwykle sam organizuje sobie mieszkanie i wyżywienie. Niektórzy pracodawcy zapewniają studentowi lokum (od $150 do $400 miesięcznie plus kaucja, która przepada, jeśli uczestnik wyprowadzi się przed zakończeniem pracy). Zmiana mieszkania jest możliwa za zgodą pracodawcy pod warunkiem podania nowego adresu. Inna możliwość to tani hotel (od $180 do $300 miesięcznie) albo wynajęcie mieszkania z innym uczestnikiem programu (od $100 do $300 od osoby). Niewielu pracodawców zapewnia wyżywnienie (restauracje i hotele zezwalają swoim pracownikom na korzystanie ze stołówki bezpłatnie lub za obniżoną cenę).

Ubezpieczenie

Uczestnik objęty jest obowiązkowym ubezpieczeniem wypadkowym oraz zdrowotnym na cztery miesiące (w cenie programu). Zakres ochrony i wysokość odszkodowania - w zależności od pośrednika.

Studenci, którzy po ukończeniu pracy planują podróże po Stanach przez 30 dni, muszą przedłużyć swoje ubezpieczenie.

Uwaga!

Ubezpieczenie nie dotyczy prowadzenia samochodu - trzeba kupić dodatkową polisę lub legitymować się kartą ISIC lub Euro26.

Pieniądze

Potrzeba od 5 do 7 tys. złotych (mniej, gdy samemu znajdzie się pracę). Cena zawiera wpisowe (ok. 500 zł.), opłatę za program (ok. 500 zł), koszt wizy ($100), przelot do Stanów Zjednoczonych (ok. $500-700).

Uwaga!

Należy mieć ze sobą co najmniej $500 kieszonkowego na utrzymanie się do pierwszej wypłaty i na tzw. czarną godzinę.

Prawa i obowiązki uczestnika

programu Work and Travel

Fundacja prowadząca program W&T musi znaleźć uczestnikowi pracodawcę, jeśli się do tego właśnie zobowiązała.

Biuro W&T musi załatwić wnioski wizowe oraz wizę (w niektórych biurach student sam zgałasza się do ambasady), ubezpieczenie, kupić bilet lotniczy (można samemu), pomóc w znalezieniu pracy (jeśli jest to wariant programu, w którym to biuro szuka pracy).

Uczestnik programu po przyjeździe do Stanów Zjednoczonych musi przede wszystkim zgłosić się do swojego pracodawcy.

Artykuł przedrukowano za zgodą

Polskiego Poradnika "Sukces"

Adres: 255 Park Lane; Douglaston, NY 11363

Nie przepłacaj!

Jeżeli masz dobrą historię kredytową, to nie ma powodu, żeby płacić kilkanaście procent za dług na karcie kredytowej. Pożyczki na kartach kredytowych są najdroższe ze wszystkich, gdyż są niezabezpieczone ( unsecured loan), a więc najbardziej ryzykowne dla wierzycieli. Ale skoro tysiące instytucji oferuje niezliczoną liczbę przeróżnych kart, warto wybrać najlepszą ofertę. W wyborze pomogą ci następujące strony internetowe: www.bankrate.com, www.cardratings.com, www.creditcards.com

Witryny te podają najlepsze karty w różnych kategoriach: bez rocznych opłat, o najniższym oprocentowaniu, karty częstego podróżnika, karty które zwracają pieniądze itp.

Teraz omówimy kilka pułapek, by mogli Państwo ich uniknąć.

Dlaczego niektóre

karty są tańsze

Przeciętna karta kredytowa jest oprocentowana na ok. 13%, ale ludzie płacą od kilku do dwudziestu kilku procent. Oto dlaczego:

Niektóre banki stosują umiarkowane procenty, bo przyjmują tylko ludzi o bardzo dużej historii kredytowej. Tacy ludzie sumiennie spłacają długi, więc bank nie ponosi strat i może utrzymać niskie procenty.

Banki stosują stawki na przynętę, czyli tzw. teaser rates, które obowiązują przez wstępny okres ( introductory period) przeważnie przez pół roku, po czym szybują do wysokości podanej drobnym drukiem ( default rate). Ponadto teaser rate może wzrosnąć nawet we wstępnym okresie, jeżeli stawka jest ruchoma, przypisana np. do stopy podstawowej ( prime rate).

Banki podwyższają oprocentowanie karty ludziom, którzy opóźniają się ze spłatami. Nawet jeżeli zaniedbałeś spłaty innej pożyczki, bank dowie się o twojej popsutej wierzytelności od biura kredytowego i podniesie oprocentowanie, gdyż stałeś się dla niego ryzykownym klientem.

Wniosek:

Jeżeli masz dobrą wierzytelność, a płacisz kilkanaście procent odsetek za dług na karcie kredytowej, to płacisz za grzechy innych klientów banku.

Porównaj opłaty

Banki starają się utrudniać klientom odejście, jak również starają się unikać klientów, którzy przychodzą tylko po to, by skorzystać ze wstępnej oferty. Dlatego też, jeżeli chcesz zamienić karty, szczególnie gdy przynosisz dług, przeczytaj uważnie umowę kredytową, szczególnie drobny druk.

Oto trzy najważniejsze liczby, którym musisz się przyjrzeć:

- ‑początkowa stawka procentowa ( initial inserest);

- ‑‑ile czasu początkowa stawka będzie obowiązywać;

- ‑jakie procenty płacić będziesz potem.

Oto inne sprawy, o których koniecznie musisz się dowiedzieć:

- ‑Jaka jest opłata za przeniesienie bilansu długu ( balance transfer fee). Czy jest to stała kwota, czy pewien procent? American Express na przykład stosuje 3%, maksymalnie do $50. Przy procentowej opłacie, im większy balans, tym droższe byłoby jego przeniesienie. Niektóre firmy znoszą opłaty w ramach promocji, albo za " initial balance transfer".

- ‑Czy poprzedni bank pobierze opłatę za zamknięcie konta?

- ‑Czy wstępna stawka dotyczy tylko przeniesionego bilansu, czy też nowych zakupów?

- ‑W jakich okolicznościach bank może podwyższać wstępną stawkę?

- ‑Jakie są opłaty i konsekwencje za opóźnioną płatność ( late fee).

- ‑Czy karta ma roczną opłatę ( annual fee)?

Karta nagle drożeje

Jest możliwe, że otrzymaliśmy wyższe oprocentowanie niż początkowo myśleliśmy. Powiedzmy, że skorzystaliśmy z pocztowej oferty na atrakcyjną kartę kredytową. Ale po otrzymaniu karty i pierwszego wyciągu stwierdzamy, że płacimy znacznie więcej niż było obiecane.

O co chodzi:

Niektórzy emitenci ustalają wysokość oprocentowania długu na karcie na podstawie profilu finansowego klienta i jego historii kredytowej. Jeżeli nie mieścimy się w najlepszej kategorii, dostaniemy gorsze warunki bez uprzedzenia. Prawdę mówiąc, początkowa oferta ostrzega nas przed tym, ale te fragmenty są spisane "maczkiem". Ponadto nie będziemy znali przyznanych nam warunków aż do czasu otrzymania karty.

Samoobrona:

Wraz z kartą kredytową dostaniemy umowę ( card- holder agreement). Sprawdźmy wysokość oprocentowania i rocznej opłaty. Jeżeli nie pokrywają się one z naszymi oczekiwaniami, należy zadzwonić, a jeszcze lepiej napisać i anulować kartę. Jeżeli zrobimy to przed użyciem karty, nie będziemy winni rocznej opłaty.

Wstępna niska stawka znika

bez wypowiedzenia

Daliśmy się skusić na atrakcyjne wstępne warunki karty kredytowej ( introductory rate). Nagle się okazuje, że płacimy o wiele więcej.

O co chodzi:

Bank może podwyższyć nasze stawki wskutek najmniejszego opóźnienia płatności. Wystarczy posłać czek o jeden dzień później, a nasza promocyjna atrakcyjna stawka zwyżkuje nawet podwójnie. Ludzie są przyzwyczajeni do opłat wynikających z opóźnienia ( late fees), ale rzadko wiedzą,że opóźnienie stanowi naruszenie umowy z bankiem i ze ma on prawo ustalić nowe warunki współpracy, oczywiście, korzystne dla siebie.

Samoobrona:

Ażeby uniknąć nieprzewidzianych opóźnień, powinniśmy uzgodnić z emitentem karty, by pobierał płatności automatycznie, bezpośrednio z naszego konta czekowego.

Za dużo kart - niedobrze

Po wyrobieniu sobie nowej karty nie zapomnij zamknąć starej. Każdy z nas potrzebuje tylko dwóch kart - nie więcej.

Jeżeli przestaniesz używać jakiejś karty, a nawet gdy przeniesiesz dług na nową kartę, to stara karta nadal będzie istnieć i figurować w twojej kredytowej kartotece. Jeżeli będziesz ubiegać się np. o pożyczkę hipoteczną, to dużo otwartego kredytu działa na twoja niekorzyść. Bank bowiem patrzy ma kartę czy konto z linią kredytu ( overdraft protection) jak na potencjalny kredyt. Powiedzmy, że masz tylko 1,000 długu na swoich pięciu kartach, ale w sumie dają ci one 30,000 linii kredytu. Urzędnik w banku rozpatrujący przyznanie ci pożyczki hipotecznej nie będzie tym zachwycony.

Po spłaceniu całego długu albo przeniesieniu długu na nową kartę, powinieneś napisać list do banku z prośbą o zamknięcie karty i poinformowanie biura kredytowego, że karta została zlikwidowana na twoje życzenie.

Oto przykładowy list:

Dear Sir or Madam:

I would like to inform you that I am terminating my credit card account effective immediately. Please close my (MasterCard, Visa, American Express, etc.) card, account number (tu numer konta kredytowego). Please send written confirmation that my account has been closed. Also, please notify all appropriate credit bureaus that this account has been closed at my request.

Thank you for your prompt attention to this matter.

Sincerely

Jan Kowalski

Sugestia

Zamiana drogiej karty kredytowej na nisko oprocentowaną może oszczędzić ci setki, nawet tysiące dolarów, w zależności od stanu twojego zadłużenia. Wykorzystaj tę okazję do pospłacania długów i odłożenia pewnej kwoty na czarną godzinę.

Artykuł przedrukowano za zgodą

Polskiego Poradnika "Sukces"

Adres: 255 Park Lane; Douglaston, NY 11363

Brak podstawowych dokumentów, których klienci nie zachowali zawsze wprowadza mnie w zdumienie, a ich w kłopoty. Wjeżdżając do Stanów Zjednoczonych często nie zdajemy sobie sprawy z ważności otrzymywanych w czasie przekraczania granicy dokumentów. Wielu klientów, kiedy po paru latach od wjazdu prosimy ich o dokumenty imigracyjne mówi, że pozbyli się ich tłumacząc: "nikt nam nie powiedział, że powinniśmy je zachować." W związku z tym postanowiłam w niniejszym artykule opracować listę dokumentów, które każdy imigrant powinien mieć dostępne w każdej chwili i przechowywać w bezpiecznym miejscu.

Paszport.

I to ważny paszport. Wydawałoby się, że jest to dość jasna sprawa, ale niestety codziennie spotykamy się z klientami, którzy nie dbają o przedłużanie swego paszportu. Proszę pamiętać, że większość z nas jest imigrantami w obcym kraju i naszym obowiązkiem jest posiadanie ważnego paszportu. Ważny paszport potrzebny jest również do załatwiania spraw imigracyjnych. Biuro imigracyjne nie może przedłużyć wizy, jeśli paszport Państwa nie jest ważny przez przynajmniej następnych 6 miesięcy. Do USA nie można również wjechać, jeśli paszport w momencie wjazdu nie jest ważny na przynajmniej 6 miesięcy. Nie pomoże fakt, że mamy dziesięcioletnią wizę. Jeśli paszport nie jest ważny na co najmniej 6 miesięcy, Biuro Imigracyjne odmówi nam wjazdu. Dbajmy więc o przedłużanie naszego paszportu.

Paszport, na którym wjechaliśmy do USA.

Wielu imigrantów jest już tutaj od wielu lat i przynajmniej raz wymieniło paszport. Należy jednak pamiętać, że ten oryginalny paszport, na którym wjechaliśmy będzie nam potrzebny, jeśli chcemy starać się o pobyt stały. Paszport potrzebny jest z wielu powodów. Po pierwsze, dobrze jest mieć oryginalną wizę i pieczątkę wjazdową. Po drugie, w przypadku osób, które wjechały przez granicę nielegalnie ważne jest mieć wizę kanadyjską, meksykańską (jeśli wjeżdżaliśmy dawno temu, kiedy wizy od Polaków były wymagane) lub pieczątki wjazdowe z Meksyku lub wysp Bahama. Jeśli więc wymieniamy paszport, to stary zostawmy w domu lub zażądajmy, aby po wydaniu nowego był nam zwrócony.

I-94.

Tak, ta mała, biała karteczka, którą wypełniamy w samolocie przed lądowaniem. To najważniejszy dokument imigracyjny. Z kilku powodów. Po pierwsze jest dowodem na legalny wjazd do USA. A od udowodnienia legalnego wjazdu zależeć może powodzenie sprawy. Na przykład w przypadku osoby, która stara się o pobyt stały przez małżeństwo z obywatelem USA. Jeśli osoba taka wjechała do USA legalnie, to nie potrzebuje ustawy 245 (i), aby dostać pobyt stały, ale musi przedstawić I-94. Po drugie, legalny wjazd udowadnia, że osoba nie używała fałszywych dokumentów, aby przekroczyć granicę USA. Brak I-94 jest dla wielu oficerów imigracyjnych sytuacją podejrzaną. Wiele osób wjeżdża do USA na fałszywych paszportach lub z fałszywymi wizami. Takie osoby muszą starać się o tzw. waiver (odstępstwo od prawa), aby móc otrzymać pobyt stały. Waiver jest przypadkiem skomplikowanym i w większości odmawianym, w związku z tym, aby ominąć konieczność składania podania o waiver musimy zadbać, aby posiadać karteczkę I-94, która udowodni legalny wjazd. Po trzecie, I-94 pokazuje Biurowi Imigracyjnemu, na jakiej wizie i na jak długo aplikant wjechał do USA. To jest bardzo ważne, szczególnie w przypadkach, gdy wiza jest jeszcze ważna i staramy się ją przedłużyć lub w przypadkach kiedy składamy aplikację o pobyt stały i chcielibyśmy w międzyczasie wyjechać z USA (tylko niektóre osoby kwalifikują się na taki wyjazd). I-94 jest więc bardzo ważna. Wiele osób gubi karteczkę I-94, ponieważ przedłuża paszport polski i oddaje go do konsulatu polskiego razem z I-94. Konsulat polski zawsze przestrzega, że nie jest odpowiedzialny jeśli I-94 się u nich zgubi. Konsulat prosi, aby aplikant wyciągnął kartkę I-94 i zostawił ją sobie w domu zanim wyśle paszport do konsulatu polskiego po przedłużenie.

Duplikat zgubionego I-94.

Czasem Biuro Imigracyjne jest w stanie wydać duplikat karteczki I-94. Aby duplikat uzyskać należy złożyć w Biurze Imigracyjnym w Nebrasce formularz I-102 (Application for Replacement/Initial Non-immigrant Arrival-Departure Record) z opłatą $155, z kopią paszportu i wizy amerykańskiej i z kopią pieczątki wjazdowej. Dobrze jest również dołączyć wytłumaczenie okoliczności zgubienia oryginalnego I-94. Wydanie duplikatu zajmuje około 6 miesięcy, a więc trzeba mieć to na uwadze i nie odkładać tego na kilka dni przed interview. Jeśli ktoś nie ma kopii swego paszportu z wizą, na której wjechał, to Biuro Imigracyje może nie być w stanie wydać duplikatu i trzeba wtedy szukać innych dokumentów na legalny wjazd, na przykład kopii biletu lotniczego do USA, wydanego na nazwisko aplikanta. Czasem na podstawie takich właśnie dokumentów dodatkowych, CIS (Biuro Imigracyjne) wyda duplikat I-94.

Bilety wjazdowe.

Jeśli ktoś zgubił I-94 i nie ma już paszportu z wizą, to bilety wjazdowe często mogą uratować sytuację i pozwolić CIS na wydanie duplikatu I-94. Bilety są szczególnie ważne jednak w przypadku osób, które do USA wjechały nielegalnie, przez Kanadę, Meksyk lub wyspy Bahama. Aby ominąć składania wyżej wymienionego waiver, osoby te muszą udowodnić, że wjechały nielegalnie, bez fałszywych dokumentów i nie kłamiąc przed inspektorem biura imigracyjnego. Często jeśli nie ma wizy lub pieczątki wjazdu do Kanady, Meksyku lub na Bahama, urzędnik CIS będzie usatysfakcjonowany samymi biletami do tych krajów. Również inne dokumenty obecności w tych krajach, nawet zdjęcia, jakieś rachunki hotelowe czy z restauracji są pomocne, aby umiejscowić taką osobę w tych krajach i tym samym udowodnić, ze wjechała ona przez granicę nielegalnie, a nie na fałszywych dokumentach.

Bilety wyjazdowe.

To dotyczy osób, które były tutaj na wizach tymczasowych i wyjechały na czas. Czasem biuro imigracyjne nie zauważy ich wyjazdu, bo zgubi I-94 i może im robić problemy w przypadku ponownego wjazdu. Kopia biletu powrotnego nieraz uratowała klienta. Podobnie w przypadku osób, które były w USA i starają się teraz o pobyt stały przez konsulat USA w Polsce. Konsulat może wymagać udowodnienia, że osoba ta nie przesiedziała w USA dłużej niż 180 dni i nie podlega zakazom powrotu. Warto więc bilety zachować. Celnicy polscy nie wbijają normalnie Polakom pieczątki wjazdowej do kraju, a czasem nawet odmówią jak się ich o to poprosi, w takiej sytuacji mając bilety możemy udowodnić kiedy wróciliśmy z USA.

Oryginalne petycje.

Chodzi tutaj o oryginalne zatwierdzenia petycji, tzw. Approval notice. Jeśli mają Państwo również receipt notice, to jest to bardzo przydatne. Oryginalne receipt notice jest dowodem na to, kiedy dokumenty zostały złożone. To z kolei jest bardzo ważne na przykład, aby udowodnić, że kwalifikujemy się pod ustawę 245 (i). Jeśli mają Państwo jedynie kopię approval notice, bo na przykład jest to petycja bardzo już stara i oryginał się zapodział, to istnieje możliwość uzyskania duplikatu approval notice, składając podanie w biurze imigracyjnym w Nebrasce na formularzu I-824 (Application for Action on an Approved Application or Petition) z opłatą $195.

Dokumenty na prawdziwość małżeństwa.

Każda osoba starająca się o pobyt stały przez małżeństwo musi udowodnić prawdziwość tego małżeństwa. Dokumenty o tym świadczące to: wspólne konta bankowe, wspólny majątek, wspólne podatki, zdjęcia z różnych okazji, wspólne ubezpieczenia, itd. Wiele osób stara się o pobyt stały przez małżeństwo, które rozpada się zanim aplikant otrzyma pobyt stały. Kilka lat później aplikant stara się przez nowe małżeństwo albo przez pracę. W takiej sytuacji Biuro Imigracyjne może zażądać dokumentów prawdziwości pierwszego małżeństwa, aby sprawdzić, czy małżeństwo to nie było fałszywe i zawarte wyłącznie dla otrzymania pobytu stałego. Dokumenty potwierdzające prawdziwość małżeństwa należy więc trzymać nawet jeśli małżeństwo przestanie istnieć. Czasem o te dokumenty CIS poprosi nawet przy obywatelstwie, szczególnie, jeśli małżeństwo, które dało nam pobyt stały już nie istnieje. Nawet osoby, które starają się przez małżonków, którzy są sponsorowani przez pracę lub którzy wylosowali zieloną kartę powinni zbierać tego typu dokumenty, ponieważ biuro imigracyjne traktuje ich aplikację jako aplikację przez małżeństwo, gdzie prawdziwość małżeństwa musi być udowodniona.

Świadectwa ukończenia szkół

i świadectwa pracy.

Te dokumenty są bardzo istotne szczególnie w przypadku sponsorowania przez pracę lub przy wylosowaniu. Otrzymanie odpisu świadectwa może trwać bardzo długo, a zaświadczenie o pracy, w przypadku, kiedy praca nie istnieje, może być niedostępne. Każdy imigrant powinien mieć ze sobą te dokumenty, ponieważ od tego kiedyś zależeć może ich przyszłość w tym kraju.

Odpisy aktów urodzenia, małżeństwa,

rozwody, akty zgonu poprzednich małżonków.

A więc tzw. dokumenty biograficzne. Są one zawsze niezbędne przy staraniu się o pobyt stały, a czasem nawet wizę, jeśli staramy się o wizę towarzysząca dla małżonka lub dzieci. Odpis powinien być zupełny. Jeśli chodzi o rozwody, to najlepiej jest mieć kopię wyroku sądowego. Dobrze jest również mieć ich tłumaczenia na język angielski.

Kopie dokumentów złożonych

w biurze imigracyjnym.

Wielokrotnie przychodzą do nas klienci, którzy składali dokumenty sami lub w biurach podróży i nie mają kopii dokumentów, które złożyli. Jest to bardzo niebezpieczna sytuacja, ponieważ osoby takie nie pamiętają co złożyły, co wpisały, jak odpowiedziały na pytania w aplikacji. Jest to bardzo ważne, aby jeśli w aplikacji wystąpiły błędy, być na to przygotowanym i umieć wyjaśnić nieścisłości na interview. Jeśli nie mają Pańswo kopii swoich dokumentów, to przed interview należy się udać do prawnika imigacyjnego, aby ten składając. tzw. FOIA (Freedom of Information Act) Request) wydobył od Biura Imigracyjnego kopię Państwa teczki w CIS. To jednak trwa kilka miesięcy, więc nie można czekać i robić tego przed samym interview.

Rozliczenia podatkowe.

Biuro Imigracyjne może wymagać przedstawienia kopii wszystkich podatków, jakie składaliśmy w USA. Proszę je mieć więc w domu, bo wyciągnięcie ich z IRS może zająć miesiące.

Oryginały korespondencji z CIS.

Wszelka korespondencja z CIS (Biura Imigracyjnego) taka jak receipt notice (dowód, że petycja wpłynęła), approval notice, odpowiedź na inquiry (zapytanie o status), appointment notice, receipt z odcisków palców, itd. zawsze powinna być bardzo przez Państwa pilnowana. Proszę również zachować kopię Państwa wysyłek do CIS wraz z numerem przesyłek, aby potem umieć się wybronić przed ewentualną odmową, jeśli CIS oskarży nas, że czegoś nie wysłaliśmy do nich w określonym czasie. I oczywiście proszę wszystko do CIS wysyłać zawsze za potwierdzeniem, a więc express mail, registered mail, certified mail, FedEx, UPS, itd.

Dokumenty dotyczące ustawy 245 (i).

Ustawa 245 (i) wymaga udowodnienia, że złożyliśmy dokumenty sponsorowania przed 30 kwietnia 2001 i że byliśmy w USA przed 21 grudnia 2000. Musimy więc trzymać wszystkie oryginalne receipts na dokumenty złożone przed 30 kwietnia 2001 i jakieś rachunki z naszym nazwiskiem z datą przed 21 grudnia 2000.

Dokumenty sądowe.

Jeśli mają Państwo na swoim koncie oskarżenia kryminalne, to obojętnie jak się one skończyły powinni Państwo wyciągnąć z sądu tzw. certified court disposition natychmiat po zakończeniu sprawy. Zawsze będzie to wymagane i przy interview na pobyt stały i przy interview na obywatelstwo. Teraz dodatkowo jest to również wymagane od osób, które nie są jeszcze obywatelami, a podróżują za granicę, np. od rezydentów lub osób na wizach tymczasowych. Biuro imigracyjne na lotniskach ma teraz dostęp do kartoteki kryminalnej podróżujących i często, jeśli osoba nie ma przy sobie certified court disposition, aby wytłumaczyć swą sytuację, biuro imigracyjne zatrzyma zieloną kartę i skieruje nas na appointment na 10 W. Jackson na tzw. Deferred inspection. Jest to niepotrzebna komplikacja i nerwowa sytuacja, którą łatwo można obejść mając odpowiednie dokumenty w momencie wjazdu.

Dowód na płacenie alimentów.

Wymagany zarówno przy staraniu się o pobyt stały jak i przy interview na obywatelstwo. Proszę trzymać w domu dowody na transfer pieniędzy przeznaczony na alimenty.

Posiadanie w domu wyżej wymienionych grup dokumentów znacznie ułatwi, a w niektórych wypadkach w ogóle umożliwi Państwu staranie się o przywileje imigracyjne, od wiz tymczasowych po obywatelstwo. Pamiętajmy, że procedura imigracyjna to procedura prawna, które nie tylko wymaga pomocy prawnika imigracyjnego, ale również przedstawienia dowodów. To na nas spoczywa ciężar dowodowy, a nie na Biurze Imigracyjnym.

Autorką artykułu jest Agata Gostyńska Frakt.

Adwokat imigracyjny i rodzinny

Tel. (312) 644-8000

Adres: 100 W. Monroe, Suite 1705

Chicago, IL 60603

Poniżej publikujemy kontynuację artykułu zamieszczonego w poprzednim numerze "Monitora" na temat: Jak zostać nauczycielem w stanie Illinois?

Czy absolwenci programów szkoleniowych w

innych stanach mogą otrzymać licencję w Illinois?

Stan Illinois jest sygnatariuszem umowy wzajemnej z kilkoma innymi stanami. Zgodnie z umową absolwent akredytowanego programu w danym stanie może otrzymać certyfikat w Illinois.

W celu uzyskania wykazu stanów - sygnatariuszy umowy międzystanowej należy skontaktować się z regionalnym biurem edukacji Illinois.

Absolwenci akredytowanych programów, posiadający ważną licencję wystawioną w stanie członkowskim umowy, kwalifikują się po zdaniu testów certyfikacyjnych Illinois, do otrzymania porównywalnej licencji i akredytacji w Illinois. Wraz z podaniem o akredytację należy przedłożyć formularz weryfikacyjny " State Approved Program Verification Form" oraz kopię certyfikatu pozastanowego, jak również oficjalne odpisy wyników nauki. Kandydaci, którzy ukończyli akredytowany program i posiadają ważną licencję wydaną poza granicami stanu Illinois, lecz którzy nie zaliczą testów, kwalifikują się do otrzymania tymczasowego certyfikatu Illinois. Należy następnie zaliczyć wszystkie wymagane testy w terminie nie późniejszym niż dziewięć miesięcy od daty wystawienia tymczasowego certyfikatu, w przeciwnym razie zostanie on unieważniony. Osoba, której certyfikat zostaje unieważniony nie ma prawa pracować jako nauczyciel do czasu ponownego złożenia podania, zaliczeniu testów i zakwalifikowania się do uzyskania normalnego certyfikatu.

Jeżeli stan pochodzenia kandydata jest sygnatariuszem umowy międzystanowej, lecz kandydat nie ukończy akredytowanego programu, może on nadal zakwalifikować się do otrzymania normalnej licencji Illinois jeżeli posiada 27 miesięcy doświadczenia pracy nauczycielskiej zdobyte w czasie ostatnich siedmiu lat i jeżeli zda testy certyfikacyjne.

Do podania należy dołączyć oficjalne dokumenty potwierdzające posiadanie doświadczenia zawodowego oraz kopię licecnji uzyskanej poza Illionois. Jeżeli kandydat nie zaliczy testów certyfikacyjnych, może on nadal zakwalifikować się do otrzymania certyfikatu tymczasowego. W takim przypadku konieczne będzie zdanie testów w terminie nie późniejszym niż dziewięć miesięcy od daty wystawienia tymczasowego certyfikatu, w przeciwnym razie zostanie on unieważniony. Osoba, której certyfikat zostaje unieważniony nie ma prawa pracować jako nauczyciel do czasu ponownego złożenia podania, zaliczeniu testów i zakwalifikowania się do uzyskania normalnego certyfikatu.

Jeżeli dany stan nie jest sygnatariuszem umowy międzystanowej, lecz kandydat z tego stanu posiada certyfikat porównywalny z certyfikatem o który ubiega się w stanie Illinois, kandydat może zostać ewaluowany jeżeli dostarczy kopię posiadanego certyfikatu. Kandydaci ponadto odpowiadają indywidualnie za wypełnienie warunków dotyczących wykształcenia zawodowego. Aktualny poziom wykształcenia może okazać się niewystarczający. Kandydat, który uzyskał certyfikat zbliżony do certyfikatu wydanego poza Illinois, kwalifikuje się do uzyskania tymczasowego (na okres 2 lat) certyfikatu Illinois. Większość braków można zlikwidować w obrębie dwóch lat, z wyjątkiem brakujących testów, które należy zaliczyć w ciągu 9 miesięcy od daty ważności certyfikatu. W przeciwnym razie certyfikat zostanie unieważniony.

Pochodzę ze stanu innego niż Illinois i ubiegam się o certyfikat na poziomie podstawowym lub średnim. Czy na certyfikacie uzyskanym w Illinois otrzymam taki sam rodzaj akredytacji jak na certyfikacie uzyskanym w miejscu pochodzenia?

Warunki akredytacji dotyczące niektórych obszarów różnią się znacznie w zależności od stanu. Jeżeli warunki spełnione przez kandydata w miejscu pochodzenia nie okażą się bardzo zbliżone do warunków stawianych kandydatom w Illinois, akredytacja certyfikatu podstawowego lub średniego nie będzie możliwa.

Rozumiem, że w Illinois obowiązują konkretne warunki uzyskania certyfikatu na poziomie średnim. Jeśli pochodzę z innego stanu i nie zaliczyłem/am kursów na poziomie średnim, czy mam szansę na uzyskanie akredytacji w Illinois?

Każda osoba ubiegająca się o akredytację na poziomie klas 5-8 musi spełnić warunki kwalifikacyjne do pracy na poziomie średnim. Warunki szczegółowo wyjaśnia rozdział - Kwalifikacje Personelu.

Ukończyłem/am alternatywny program w moim rodzinnym stanie, który jest sygnatariuszem umowy międzystanowej. Czy zakwalifikuję się do otrzymania certyfikatu w Illinois?

W stanie Illinois obowiązują warunki ustawowe i regulaminowe. Jeśli ewaluacja wykształcenia kandydata wykaże, że alternatywny program te warunki spełnia, certyfikat zostanie wydany. Każde podanie tego rodzaju jest rozpatrywane odrębnie.

Czy można zostać zwolnionym z konieczności wypełnienia warunków?

Ewaluacja odpisów wyników może zwolnić z wypełnienia warunków. W przypadku kandydata kwalifikującego się do uzyskania certyfikatu w ramach umowy międzystanowej (czyli kandydata, który posiada ważny, porównywalny certyfikat otrzymany w stanie będącym sygnatariuszem umowy i który jest absolwentem akredytowanego programu), wszystkie warunki kwalifikacyjne, z wyjątkiem zaliczenia testów zostaną usunięte. Jeżeli dany kandydat nie kwalifikuje się w ramach umowy międzystanowej, lecz jest absolwentem akredytowanego programu edukacji nauczycielskiej w Illinois lub innym stanie, zakończonego uzyskaniem porównywalnego certyfikatu, odpowiadać będzie wyłącznie za ukończenie kursów wykształcenia zawodowego, wypełnienie określonych warunków obszaru specjalizacji i testy certyfikacyjne.

W przypadku osób ubiegających się o kolejny certyfikat, które zaliczyły pięć godzin semestralnych nauczania praktycznego, warunek dodatkowego kursu praktyki nauczycielskiej zostanie usunięty jeżeli kandydat zademonstruje trzy miesiące doświadczenia zawodowego. Kandydaci zainteresowani licencją kwalifikującą do pracy z dziećmi małymi, którzy zaliczyli pięć godzin semestralnych praktyki nauczycielskiej na poziomie żłobka prekindergarten lub szkoły podstawowej (K-3), nie muszą zaliczać praktyki na poziomie przedszkolnym preschool. Warunek posiadania doświadczenia praktycznego może zostać usunięty w przypadku kandydata wykazującego się co najmniej 100 godzinami zegarowymi zawodowego doświadczenia nauczycielskiego na poziomie klasy lub w ramach przedmiotu certyfikatu o jaki się ubiega. Warunek posiadania doświadczenia może również zostać usunięty na podstawie adekwatnego doświadczenia nauczycielskiego lub doświadczenia w roli asystenta nauczyciela, na poziomie i z przedmiotu jak certyfikat o który się ubiega.

Aby zakwalifikować się do unieważnienia warunku posiadania doświadczenia praktycznego i doświadczenia klinicznego, należy przedstawić oryginał listu potwierdzającego posiadanie doświadczenia nauczycielskiego podpisanego przez osobę upoważnioną w rejonie kandydata do autoryzacji kwestii personalnych. List powinien wyszczególniać przedmiot/ przedmioty, których nauczał kandydat, okres prowadzenia zajęć i poziom klasy.

Mój uniwersytet zniósł niektóre wymagania dotyczące kursów. Czy rada stanowa edukacji zniesie taką samą liczbę niezbędnych wymogów?

Rada unieważni wymogi kredytowe wyłącznie wtedy, gdy punkty kredytowe unieważnione przez uniwersytet odnoszą się do obszaru ewaluacji, gdzie unieważnienie nastąpić może poprzez samą ocenę odpisu wyników. Rada nie może unieważnić istniejących wymogów tylko ze względu na ich unieważnienie przez uniwersytet.

Czy istnieją certyfikaty, do otrzymania których nie jest konieczne ukończenie studiów wyższych?

Tak. Tymczasowy certyfikat zawodowy, tymczasowy prowizoryczny certyfikat zawodowy oraz tymczasowe certyfikaty na pracę w niepełnym wymiarze godzin nie wymagają ukończonych studiów.

Jak długo ważny jest rezultat ewaluacji?

Ewaluacja uznawana jest przez trzy lata od daty wystawienia jej sporządzenia. Jeżeli kandydat w tym czasie nie zakwalifikuje się do otrzymania certyfikatu, musi złożyć ponowne podanie i spełnić wszystkie ewentualne dodatkowe warunki powstałe od daty ewaluacji.

Czy obowiązują inne limity czasowe?

Należy pamiętać o kilku istotnych terminach. Certyfikat tymczasowy jest ważny przez maksymalnie dwa lata szkolne. W obrębie tego czasu należy spełnić wszystkie warunki brakujące do normalnego certyfikatu. Brakujące testy należy zaliczyć w ciągu dziewięciu (9) miesięcy od daty wystawienia certyfikatu tymczasowego. W przypadku niezaliczenia brakujących testów w obrębie wymaganych dziewięciu miesięcy, tymczasowy certyfikat zostaje unieważniony i procedura podania o certyfikat powtórzona, z warunkiem uzupełnienia braków. W przypadku zaliczenia brakujących testów okres ważności certyfikatu tymczasowego zostaje przedłużony na pozostałość dwóch lat szkolnych. W tym czasie należy uzupełnić wszystkie braki. Przykładowo, pierwszy rok ważności certyfikatu wydanego w grudniu kończy się w następnym roku 30 czerwca. Certyfikat traci ważność po upływie drugiego roku szkolnego. Należy wtedy złożyć podanie o normalny certyfikat pamiętając o konieczności uzupełnienia wszystkich braków.

Opłata za podanie o tymczasowy certyfikat jest uznawana w czasie pierwszego roku fiskalnego. Po 30 czerwca pierwszego roku fiskalnego, należy ponownie złożyć podanie i wpłacić wymaganą kwotę, by zakwalifikować się do otrzymania normalnego certyfikatu.

Artykuł został przygotowany przez biuro "Eureka"

zajmujące się tłumaczeniem dokumentów

i przygotowaniem do nostryfikacji.

Adres: 6601-15 W. Irving Park Rd. Suite #204

Chicago, IL 60634 tel. 773-545-1700

Opublikowano wyniki czternastej już dorocznej ankiety dotyczącej zabezpieczenia amerykańskich pracowników na czas emerytury, przeprowadzonej przez American Savings Education Council ( ASEC), Employee Benefit Research Institute ( EBRI) oraz Mathew Greenwald & Associates Inc. Tak jak w poprzednich laach wyniki te dowodzą, że oczekiwania amerykańskich ludzi pracy odnośnie ich sytuacji finansowej po przejściu na emeryturę niestety odbiegają od realiów dnia dzisiejszego i prognoz eksperymów co do finasowego zabieczenia ludzi starszych w Ameryce, w przyszłości.

Co prawda aż 85 procent ankietowanych oświadczyło, że oszczędzają na starość, ale z odpowiedzi na inne pytania wynika, że oszczędzają oni za mało, no i 42 procent nie odkłada w ogóle pieniędzy na czas emerytury. Zasoby finansowe aż 45 procent ankietowanych plasują się na poziomie poniżej $25,000 (pomijając wartość domu). 54 procent obecnych pracowników planuje, że będą pracować do osiągnięcia wieku 65 lat, a nawet później, jednak statystyka mówi, że Amerykanin przechodzi na emeryturę w wieku 62 lat i wielu przestaje pracować wcześniej niż planowało - ze względu na stan zdrowia lub redukcję siły roboczej przez pracodawców.

Myśląc o starości nie powinniśmy liczyć za bardzo na to, że państwo się o nas zatroszczy, gdyż brak dobrych wiadomości i prognoz w tej dziedzinie. Federalny program Medicare, który finansuje opiekę zdrowotną nad osobami starszymi i niezdolnymi do pracy, stoi w obliczu finansowej katastrofy. Z ostatniego raportu ekspertów wynika, że zasoby finansowe Medicare mogą się wyczerpać przed rokiem 2019, zaś podatki dochodowe będą pokrywać w przyszłości tylko 73 procent świadczeń wypłacanych z konta Social Security - innego źródła finansowego wsparcia dla amerykańskich emerytów.

Tegoroczne badania przeprowadzone przez Opinion Research Corp. wykazały, że 60 procent ankietowanych w wieku poniżej 65 lat nie ma pewności, że Social Security będzie w ogóle istnieć, gdy przejdąo oni na emeryturę. Takie same obawy żywi aż 73 procent osób w grupie wiekowej 25 do 44 lat. Z innych badań przeprowadzonych przez LIMRA International wynika, że 54 procent Amerykanów "żywi poważne obawy", iż przyszłe świadczenia Social Security będą niższe od tych obiecywanych obecnie. Zarazem tylko 27 procent uczestników tej samej ankiety wyraziło możliwość zwiększenia, w związku z taką perspektywą, oszczędności na starość.

Tymczasem tym, którzy już dziś troszczą się o swą sytuację finansową po przejściu na emeryturę, spieszy z pomocą witryna internetowa www.choosetosave.org, gdzie można między innymi znaleźć ponad 100 różnych kalkulatorów finansowego planowania dla osób w różnych grupach wiekowych.

Znajdziemy tam również 10 dobrych rad, jak się nie dać zaskoczyć kalendarzowi i przygotować na czas emerytury:

• ‑Ustal swoje potrzeby w okresie emerytury. Emerytura jest kosztowna. Zdaniem ekspertów, potrzebujesz około 70% swych dochodów z okresu przed emeryturą, gdy należałeś do grupy o niższych dochodach i 90 lub więcej procent, gdy plasowałeś się w grupie osób o wysokich dochodach - by zachować swój standard życia, gdy przestaniesz pracować.

• ‑Dowiedz się, ile dostaniesz od Social Security. The Social Security Administration płaci średnio około 40% dochodów z okresu pracy. Obecnie wysyła ona automatycznie zestawienie " Your Social Security Statement" do wszystkich pracowników w wieku powyżej 25 lat przęcietnie na trzy miesiące przed ich dniem urodzin. Telefon do Social Security Administration: 800-772-1213.

• _‑Dowiedz się, jaki plan emerytalny lub plan udziału w zyskach ( profit sharing plan) oferuje twój pracodawca. Jeśli oferuje takowy, zorientuj się, co taki plan może ci zapewnić. Większość pracodawców może przedstawić ci indywidualne zestawienie korzyści z takiego planu. Zanim zmienisz pracę, dowiedz się, co się stanie z twym planem emerytalnym, w jakim stopniu możesz go przenieść do nowego miejsca pracy i czy będziesz upoważniony do korzystania z planu emerytalnego współmałżonka.

• ‑Wpłacaj na uprzywilejowane podatkowo konta emerytalne, takie jak 401(k), jeśli oferuje je pracodawca. Będziesz płacić niższe podatki, twoja firma może coś dołożyć, a cały proces oszczędzania będzie ułatwiony przez automatyczne potrącanie wpłat.

• ‑Poproś pracodawcę o założenie planu emerytalnego, jeśli go jeszcze nie oferuje. Tak zwane uproszczone plany ( simplified plans) moga być założone przez niektórych pracodawców. Mowa jest o tym w publikacji IRS numer 590.

• _‑Wpłacaj pieniądze na konto IRA. Możesz wpłacać rocznie $3,000 na konto IRA ( Individual Retiremet Account) i płacić podatki od tej inwestycji dopiero po przejściu na emeryturę. Jeśli nie masz planu emerytalnego (albo masz go, ale zarabiasz poniżej pewnego minimum) - możesz skorzystać z potrącenia podatków z tytułu wpłat na konto IRA. Informacje o IRA znajdziesz również w publikacji IRS nr 590.

• ‑Nie dotykaj swych oszczędności emerytalnych. Stracisz nie tylko je, ale także oprocentowanie i możesz utracić związane z nimi korzysci podatkowe.

• ‑Zacznij oszczędzać już teraz. Im wcześniej zaczniesz, tym więcej czasu będziesz mieć na pomnożenie swych pieniędzy. Nadaj swym oszczędnościom emerytalnym charakter priorytetowy. Opracuj plan oszczędzania, wytycz sobie cele i nie odstępuj od nich. Pamiętaj także, że nigdy nie jest za późno na rozpoczęcie oszczędzania.

• ‑Bierz pod uwagę podstawowe zasady inwestowania. To, jak oszczędzasz może być równie ważne jak to, ile oszczędzasz. Inflacja i rodzaje inwestowania odegrają ważną rolą w tym, ile pieniędzy będziesz mieć w momencie przejścia na emeryturę. Dowiedz się, jak inwestowane są twe pieniądze objęte planem emerytalnym czy oszczędnościowym. Finansowe zabezpieczenie i wiedza idą ręka w rękę.

• ‑Zawsze zadawaj pytania. Powyższe zasady mogą ci wskazać właściwy kierunek, lecz potrzebujesz więcej informacji. Zadawaj pytania swemu pracodawcy, przcdstawicielowi banku, związku zawodowego i swemu finansowemu doradcy. Zadawaj pytania i zadowalaj się odpowiedziami tylko wtedy, gdy brzmią one dla ciebie sensownie.

Artykuł przedrukowano za zgodą

Polskiego Poradnika "Sukces"

Adres: 255 Park Lane; Douglaston, NY 11363

Sprawa uprawnień tłumaczy i ich kwalifikacji jest źródłem ciągłych nieporozumień. Częściowo winna jest celowa dezinformacja, częściowo - niezrozumienie przez klientów różnic pomiędzy systemami obowiązującymi w Polsce i w USA. Postanowiłem zabrać głos w tej sprawie w imieniu swoim i kolegów tłumaczy, znużonych odpowiadaniem setki razy na pytanie "proszę pana, a czy pan jest tłumaczem przysięgłym". Jak wyjaśnię za chwilę, jest to pytanie, na które wyjątkowo trudno znaleźć uczciwą odpowiedź.

Wydaje mi się, że mam szczególne uprawnienia do wypowiadania się w tej sprawie. Od 10 lat posiadam akredytację Amerykańskiego Stowarzyszenia Tłumaczy (ATA). Od dwóch lat jestem członkiem komisji egzaminacyjnej Stowarzyszenia i odpowiadam za egzamin akredytacyjny z języka angielskiego na polski. Trzykrotnie prowadziłem takie egzaminy w imieniu ATA, a po raz czwarty poprowadzę egzamin w Chicago 4 września - wszystkich zainteresowanych zachęcam do przystąpienia do niego, szczegóły poniżej.

Zimą tego roku Konsulat RP w Chicago zwrócił się do mniej z prośbą o pomoc w przygotowaniu listy tłumaczy, którzy swoimi kwalifikacjami gwarantowaliby fachowość usług. Na liście tej umieściłem wszystkich tłumaczy posiadających akredytację ATA, jak również dwie osoby, których pracę widziałem wielokrotnie, i których profesjonalizm i standardy usług w zakresie tłumaczenia dokumentów urzędowych nie budzą moich najmniejszych wątpliwości. Żadna z osób umieszczonych na tej liście nie oferowała mi żadnych korzyści materialnych za włączenie jej nazwiska, ja również nie narzucałem się Konsulatowi z tym pomysłem - przeciwnie, inicjatywa wyszła od Konsulatu i wzięła się ze znużenia przeglądaniem setek tłumaczeń wykonanych źle, niechlujnie i w sposób niemożliwy przez Konsulat do przyjęcia.

Mimo to znalazły się osoby, które zwietrzyły w tym aferę. Pewna pani z biura podróży/pośrednictwa pracy/porad dla przyjezdnych/ tłumaczeń z Lawrence Avenue (zachęcam wszystkich do sceptycznego podchodzenia do jakości usług, kiedy ich oferta jest aż tak szeroka) straszyła mnie nawet policją za robienie ciemnych geszeftów z Konsulatem.

A jednocześnie od kilkunastu lat jestem "praktykującym" tłumaczem, jak wielu moich kolegów po fachu, dzielącym czas pomiędzy tłumaczenia dla firm amerykańskich (mam imponującą listę klientów, obejmującą kilkadziesiąt największych amerykańskich korporacji, szereg prestiżowych organizacji, związków zawodowych, itp.) i służenie klientom polonijnym tłumaczeniami dokumentów, jak również tłumaczeniami ustnymi w sądach i rozmaitych urzędach. Wszystkie te formy działalności traktuję równie poważnie i uważam, że nasi rodacy w pełni zasługują na równie fachowe usługi tłumaczeniowe, jak Citigroup czy General Electric.

Wymagania formalne

Wymagania formalne pod adresem tłumaczy w tym kraju są doprawdy minimalne. Mówiąc szczerze, moim zdaniem są one zbyt niskie. Wiele razy byłem świadkiem występów tłumaczy o żenującym wręcz poziomie zawodowym. Gdyby szukać porównania z innych fachów, odpowiadałoby to podłączeniu rury gazowej do kranu i rury wodnej do piecyka gazowego. Za coś takiego kontraktor miałby sprawę sądową. Kiepscy tłumacze natomiast z jakichś powodów są w stanie wytrwać w tym fachu czasem latami, dukając, kalecząc oba języki, pomijając połowę tego, co świadek mówi, wtrącając swoje trzy grosze... Podobnie wygląda sprawa z tłumaczeniami pisemnymi, nawet dokumentów tak prostych jak świadectwo urodzenia.

Jedynie w nielicznych sytuacjach wymagane są jakieś formalne kwalifikacje. Oto przykłady:

** tłumacze sądowi i urzędowi; we wszystkich sprawach kryminalnych, łącznie z wykroczeniami drogowymi, sąd zapewnia tłumacza, który ma za sobą pewne minimalne przeszkolenie i egzamin kwalifikacyjny; uwaga - zabieranie ze sobą własnego tłumacza na sprawę kryminalną nie ma sensu - i tak nie zostanie on dopuszczony do głosu.

W sprawach cywilnych sąd również zapewnia czasem tłumaczy, nie można jednak na to liczyć i każdy rozsądny adwokat będzie namawiał klienta na przyprowadzenie własnego tłumacza. Choć nie ma wymogu posiadania żadnych konkretnych kwalifikacji, sędzia albo adwokat strony przeciwnej może spytać tłumacza o wykształcenie i doświadczenie zawodowe - i w uzasadnionych przypadkach zakwestionować jego zdolność do należytego spełnienia tej roli.

Uwaga - dwujęzyczny adwokat nie może być jednocześnie tłumaczem. Nie ma formalnego zakazu korzystania z pomocy członka rodziny w sądach cywilnych, jednak wielu sędziów patrzy na to niechętnie. Owszem, zdarzają się naturalne talenty, w większości przypadków jest to jednak niemal gwarancja amatorszczyzny najgorszego gatunku. Sędziowie spodziewają się po tłumaczach zachowania pewnych manier i form i czasami sprawa przybiera nieprzyjemny obrót, gdy ich oczekiwania nie są spełniane. Jeżeli sprawa zostanie przez to odroczona, dodatkowe koszty adwokackie będą kilkakrotnie wyższe niż honorarium tłumacza. Do Państwa należy rozważenie, czy taka próba oszczędności ma sens.

Oto kilka elementów, na które należy być szczególnie wyczulonym w przypadku tłumaczenia sądowego:

- mówienie w pierwszej osobie ; tłumacz wciela się w rolę osoby, którą tłumaczy; innymi słowy, nie mówi: "ona powiedziała, że jechała w stronę skrzyżowania z Belmont..." lecz "Jechałam w stronę skrzyżowania z Belmont"; wynika to z przysięgi, że będzie się przekazywać w drugim języku dokładnie to, co się słyszy, bez dodatków i upiększeń; wydaje się to całkiem proste, lecz amatorzy miewają opory przez "podszywaniem" się pod osoby płci przeciwnej, czy też np. alkoholików.

- tłumaczenie, a nie streszczanie; osoba, którą tłumaczymy, mówi często chaotycznie - zdenerwowana sądem, usiłująca sobie przypomnieć zdarzenia sprzed lat, a czasem celowo gmatwająca proste rzeczy, aby uniknąć prawdy; nie do tłumacza należy oddzielanie ziarna od plew, cenzurowanie nieparlamentarnych słów, zmiana tonu, aby świadek brzmiał mądrzej po angielsku niż po polsku. Nie pomagamy w ten sposób świadkowi - różnice takie są dość ewidentne, nawet jeśli nie zna się języka. Czasem trudno jest zapamiętać długi potok słów. Prawdziwi zawodowcy robią notatki - z mojego doświadczenia wynika, że wystarczy zanotować kilka kluczowych słów z każdego zdania, aby nie pogubić elementów wypowiedzi. W przeciwnym razie może dojść do sytuacji żenującej dla każdego szanującego się tłumacza - po dwuminutowej tyradzie świadka, tłumacz kwituje ją trzema zdaniami.

- nie bawmy się w adwokatów ; chęć pomagania człowiekowi, który nas wynajął i zapłacił nam niemałe pieniądze, często jest silniejsza niż zdrowy rozsądek i strach przed karą za krzywoprzysięstwo (tłumacz zostaje przecież zaprzysiężony, że będzie wiernie przekazywać słowa świadka - i nic więcej). Znam osobę, która wpadła przez to w poważne tarapaty przed komisją sekretarza stanu decydującą o oddaniu prawa jazdy osobom skazanym za prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwym. Pani ta wiedziała, jak jest "prawidłowa" odpowiedź na pytanie komisji i podawała ją niezależnie od tego, co mówił jej klient. Udawało się jej, dopóki nie trafiła na kogoś mówiącego po polsku...

- szacunek wobec sądu; amerykańska tradycja wymaga zachowania w sądzie określonych form - wstawania przy wchodzeniu i wychodzeniu sędziego z sali, tytułowania go "Your Honor", itp. Tłumacz, który nie przestrzega tych zasad może wręcz zaszkodzić swojemu klientowi

Uwaga - są pewne sytuacje, w których członek rodziny nie zostanie dopuszczony do tłumaczenia.Najlepszym przykładem jest Urząd Imigracyjny oraz wstępna ewaluacja (przed sprawą sądową) osób złapanych na jeździe po alkoholu.

** tłumacze dokumentów; po pierwsze, chciałbym powiedzieć z całą odpowiedzialnością: w Stanach Zjednoczonych nie istnieje instytucja tłumacza przysięgłego! Jeżeli ktoś posiada takie uprawnienia z Polski, to bardzo dobrze, jednak nie mają one żadnego znaczenia dla amerykańskich urzędów. Jeżeli ktoś ogłasza się jako tłumacz przysięgły, to, ściśle rzecz biorąc, mówi nieprawdę. I muszę wyznać, że sam jestem winny tego uchybienia w swoim ogłoszeniu w Informatorze Polonijnym. Dlaczego? Bo miałem dość tłumaczenia, na czym polega różnica pomiędzy akredytacją (oferowaną przez Stowarzyszenie Tłumaczy Amerykańskich, a więc organizację zawodową, nie zaś urząd federalny czy stanowy) a egzaminem państwowym, nieznanym tu w Stanach, a wymaganym w Polsce od ludzi, którzy tam mogą posługiwać się tytułem i pieczęcią tłumacza przysięgłego. Co więcej, tutaj tłumaczenia urzędowe są właściwie "przysięgłe" - ponieważ tłumacz umieszcza pod nimi odpowiednią formułę urzędową, przysięgę jego kwalifikacji oraz wierności tłumaczenia. Takie oświadczenie tłumacza potwierdza notariusz - to jego pieczęć stanowi o oficjalnym charakterze tłumaczenia. Innymi słowy, tłumacz jest "przysięgły" bo składa przysięgę pod każdym dokumentem, nie zaś dlatego, że jakaś komisja potwierdziła jego kwalifikacje i nadała mu ten tytuł.

Wszelkie urzędy, które wymagają od Państwa tłumaczenia wykonanego przez tłumacza przysięgłego (łącznie z pewnym biurem paszportowym na Południu) popełniają nieścisłość - powinni mówić, że chcą tłumaczenia wykonanego przez firmę zawodowo zajmującą się tłumaczeniami, opatrzonego takim właśnie oświadczeniem tłumacza, zaprzysiężonym przed notariuszem.

** Notariusz; Często widzi się, że tłumacz pieczętuje swoje oświadczenie o prawdziwości i wierności tłumaczenia własną pieczątką notarialną. Choć wiele urzędów przymyka na to oko, jest to nielegalne i stanowi poważne wykroczenie przeciwko Ustawie o Notariuszach Publicznych. Może wręcz stanowić podstawę do odebrania uprawnień notarialnych! Bowiem jedyną osobą, której zeznań notariusz nie ma prawa zaprzysięgać jest bowiem on sam. Gorąco zachęcam Państwa do nalegania, aby pod tłumaczeniem znajdowały się dwa osobne podpisy - jeden tłumacza, drugi notariusza.

Chciałbym również zwrócić uwagę na wielką różnicę pomiędzy uprawnieniami notariusza w Polsce i w Stanach. Polski notariusz to adwokat o szerokich uprawnieniach do przyjmowania oświadczeń i zeznań, potwierdzania zawarcia kontraktów, sporządzania wpisów do ksiąg wieczystych, itp. Tutejszy notariusz to ktoś, kto nie musi mieć najmniejszego pojęcia o prawie, a jego jedyną funkcją jest potwierdzenie pieczątką i podpisem, że ktoś złożył przed nim oświadczenie dowolnej treści. Nie wnika w prawdziwość, legalność czy poprawność takiego oświadczenia, po prostu potwierdza pieczątką, że ktoś gotowy był przysiąc na jego prawdziwość.

Za taką usługę notariusz ma prawo pobrać jednego dolara. Urząd przyznający te uprawnienia zachęca do zgłaszania przypadków, gdy notariusze pobierają za te usługę więcej - może być to podstawą do surowych kar grzywny i odebrania uprawnień.

** Akredytacja; Leszek Mickiewicz w swoim ogłoszeniu zamieszczonym w Monitorze z zeszłego miesiąca mówił prawdę: do Amerykańskiego Stowarzyszenia Tłumaczy może wstąpić praktycznie każdy. Choć ATA wymaga złożenia oświadczenia, że będzie się przestrzegać zasad profesjonalizmu, nie jest to w żaden sposób egzekwowane i całkowity amator może mydlić oczy w swojej reklamie członkostwem tej szacownej organizacji. To samo dotyczy biur tłumaczeń - wystarczy opłacić składkę, żadne formalne kwalifikacje nie są wymagane.

Pewną gwarancją profesjonalizmu jest zdanie niełatwego egzaminu akredytacyjnego. Jest to test umiejętności językowych, a co ważniejsze, zrozumienia, na czym polega proces tłumaczenia, łączący w sobie wierność wobec oryginału i poprawność językową produktu końcowego. Tadeusz Boy-Żeleński napisał kiedyś, że "z tłumaczeniem jak z kobietami - albo wierne, albo piękne". ATA wymaga wierności, i choć nie spodziewa się po tłumaczeniu piękna, nie toleruje też tekstów szpetnych. Jako członek komisji akredytacyjnej, miałem okazję czytać kilkanaście takich egzaminów i muszę powiedzieć, że najczęstszym powodem oblania kandydata jest niezrozumienie tego podstawowego wymogu - przetłumaczony tekst musi zachowywać "ducha i literę" oryginału, a jednocześnie być poprawny językowo.

Niedawno Stowarzyszenie wprowadziło dodało dodatkowy wymóg - osoby przystępujące do egzaminu akredytacyjnego muszą wykazać się albo "advance degree" (w praktyce magisterium lub doktoratem - w dowolnej dziedzinie), licencjatem z dziedziny tłumaczenia z uznanej szkoły wyższej, licencjatem z innych dziedziny wspartym dwoma laty doświadczenia zawodowego jako tłumacz, bądź pięcioma laty doświadczenia zawodowego. Ten niewygórowany wymóg okazał się trudny do spełnienia - w tym roku nie mieliśmy ani jednego kandydata.

Czym jest akredytacja?

Z pewnością nie jest stuprocentową gwarancją profesjonalizmu. Na przykład kilku najlepszych tłumaczy kabinowych, z jakimi kiedykolwiek w życiu zdarzyło mi się pracować, z jakichś powodów nigdy nie przystępowało do tego egzaminu. Miałem też okazję widzieć bardzo nieprofesjonalne tłumaczenia, których dopuścili się tłumacze akredytowani. Ale przecież nawet prawo uprawiania medycyny nie daje gwarancji, że spotkamy znakomitego lekarza, a nie konowała, a mimo to chodzimy do ludzi, którzy mają przy nazwisku "MD", a nie do znachorów. W tym samym stopniu akredytacja tłumacza znacznie zwiększa prawdopodobieństwo, że trafimy na zawodowca, szanującego ten fach i swoich klientów.

American Translators Association wysyła co roku karty swoim członkom, z zaznaczeniem ich statusu. Active Member - Członek Czynny to status osoby, która zdała egzamin kwalifikacyjny. "Associate Member" oznacza jedynie członkostwo, zapłacenie składki, bez potwierdzenia uprawnień. W razie wątpliwości, można poprosić tłumacza o pokazanie takiej karty, albo sprawdzić jego uprawnienia na stronie internetowej www. atanet.org.

Osoby myślące poważnie o zawodzie tłumacza zachęcam do przystąpienia do egzaminu akredytacyjnego, który odbędzie się 4 września w Chicago. Szczegóły znaleźć można również na stronie internetowej ATA.

Tomasz Popławski świadczy od ponad 10 lat

pełny zakres usług tłumaczeniowych.

Jego biuro znajduje się pod adresem:

5728 N. Kostner Ave.,

Chicago IL 60646, tel. 773-725-2535

Już niejednokrotnie pisałam o konieczności przestrzegania zasad higieny jamy ustnej. Od dzieciństwa jesteśmy uczeni prawidłowego czyszczenia zębów i nitkowania. Reklamy w telewizji codziennie bombardują nas wiadomościami o nowych, coraz lepszych szczoteczkach i pastach do zębów.

Pomimo tego dorośli nadal walczą z chorobami przyzębia, a dzieci nadal mają ubytki próchnicowe i nic nie wskazuje na to, aby próchnica zębów miała być całkowicie wyeliminowana.

Aby skutecznie walczyć z chorobami przyzębia dobrze jest mieć podstawowe wiadomości o nich.

Co je powoduje?

Płytka bakteryjna jest podstawową przyczyną chorób dziąseł i próchnicy zębów. Jest to kleista żółta substancja, która przykleja się do powierzchni zębów i dziąsła. Niektóre z bakterii wydzielają toksyny, które uszkadzają dziąsła i kość. Jeżeli płytka nie zostanie usunięta w przeciągu 24 lub 48 godzin, łączy się ona z substancjami śliny i innymi materiałami, tworząc twardy kamień. Może formować się on nad i pod dziąsłem. Kamień poddziąsłowy jest trudniejszy do usuwania i tylko dentysta lub higienistka w trakcie rutynowego czyszczenia może go usunąć. Jest on przyczyną pogłębiania się choroby przyzębia. Dobre czyszczenie i nitkowanie zapobiega jego formowaniu się.

Oczywiście, bakterie są podstawowym podłożem parodontozy, ale i inne czynniki odgrywają tutaj bardzo dużą rolę. Ważne jest podłoże genetyczne. Od genetyki zależy bowiem sposób, w jaki organizm zareaguje na bakterie. Jeżeli dziadkowie lub rodzice cierpieli na tę chorobę i utracili w jej wyniku zęby, my też możemy być na nią bardziej podatni.

Inne ważne czynniki to stres, nieprawidłowe odżywinie, zaciskanie i zgrzytanie zębami, palenie papierosów, AIDS, cukrzyca, ciąża, niektóre steroidy, leki nasercowe, antydepresyjne. Ważne jest aby w trakcie rutynowego czyszczenia pacjent poinformował o swojej kondycji zdrowotnej i stosowanych lekach.

Pierwszym stadium choroby przyzębia jest stan zapalny dziąseł ( gingivitis). Stan ten leczy się najłatwiej i najszybciej. Charakterystyczne jest krwawienie z dziąseł. Zdrowe dziąsło nie krwawi. Niektórzy pacjenci twierdzą, że przyzwyczaili się już do ciągłego krwawienia w trakcie czyszczenia w domu i ich to już nie martwi. Leczenie stanu zapalnego polega na ruynowym, częstym czyszczeniu w gabinecie i częstszym, dokładniejszym czyszczeniu w domu. Bardzo trudno jest przekonać niektórych pacjentów do przestrzegania dokładnej higieny. W tych przypadkach pacjent musi częściej przychodzić do gabinetu na czyszczenie. Nieleczony stan zapalny dziąsła pogłębia się i problem staje się bardziej skomplikowany.

Parodontoza jest już chorobą kości otaczającej ząb. Cała tkanka jest już w stanie zapalnym, nieodwracalnym. Toksyny uszkodziły już ją i odstaje ona od zęba. W kieszonce tej gromadzi się kamień poddziąsłowy, bakterie i obumarłe komórki. Im głębsza kieszonka, tym trudniej się ją czyści. Dziąsło opada, powierzchnia korzenia jest odsłonięta, pokrywa się płytką nazębną, staje się wrażliwa na zmiany temperatury, zwłaszcza zimno i pojawić się może na niej próchnica. W zaawansowanej parodontozie dochodzi do wypadania zębów. Leczenie jest długotrwałe i uciążliwe. Nie jest możliwe naprawienie szkód spowodowanych tą chorobą. Można ją jedynie zatrzymać lub spowolnić jej przebieg poprzez doskonałą higienę w domu. Do prawidłowego zdiagnozowania pacjenta potrzebne są zdjęcia rentgenowskie wszystkich zębów oraz mierzenia wszystkich kieszonek przy zębach specjalnym zgłębnikiem.

Objawy choroby, na które każdy z nas musi zwracać uwagę to:

- ‑krwawienie z dziąseł, zaczerwienione, obrzmiałe, wrażliwe dziąsła (zdrowe są różowe), odstawanie dziąsła od zęba,

- ‑ropa wypływająca z kieszonki po jej przyciśnięciu, przykry zapach z ust lub dziwny smak, zęby zaczynające się przesuwać i odchodzić od siebie,

- ‑zęby tracą kontakt z przeciwległym łukiem zębowym, proteza przestaje dobrze leżeć.

Co powoduje próchnicę zębów?

Oczywiście płytka bakteryjna. Przyklejona na powierzchni zęba zawiera mnóstwo różnorodnych bakterii i niektóre z nich zaczynają rozkładać cukry z pokarmu na kwas. Odczyn szkliwa się zmienia i zostaje ono rozpuszczone w kwaśnym środowisku powodując pojawienie się dziur w zębie. Kwasy zaczynają być wytwarzane przez płytkę już w parę minut po przyjęciu jedzenia. Dlatego ważne jest czyszczenie zębów prawie natychmiast po jedzeniu lub przynajmniej żucie gumy, które przyspiesza przepływ śliny i wypłukuje kwasy z powierzchni. Trzeba zapamiętać, że cukier + płytka bakteryjna = kwas, kwas + podatny ząb = próchnica

Jak zapobiegać próchnicy?

Najważniejsze jest regularne szczotkowanie i flosowanie, zwłaszcza po jedzeniu. Słodycze powinne być przyjmowane w czasie posiłku, a u osób z podatnymi na próchnicę zębami ich jedzenie powinno być ograniczone. Pasty do zębów powinny zawierać fluor. Jest to związek pod działaniem którego kryształy szkliwa stają się większe i odporne na kwasy.

Przy wyborze szczotki do zębów należy zwracać uwagę na to, aby była miękka lub bardzo miękka. Należy wymieniać je na nowe jak tylko włosie zacznie zmieniać kształt lub w zmieniać kolor. U dzieci należy zmieniać szczotki częściej, a po każdej infekcji dziecięcej należy je wyrzucać. Nie jest ważna nazwa firmy produkującej szczotki. Ważne byśmy lubili nią myć i często ją używali. Zęby u osób zdrowych powinne być myte 2-3 razy dziennie. U osób z chorobami przyzębia zalecane jest częstsze, nawet 4-krotne mycie. Ważna jest technika mycia. Szczotka powinna zawsze leżeć na dziąśle w okolicy szyjki zęba. Dociskając ją lekko do zęba należy wykonać koliste wymiatające ruchy, parę razy w tym samym miejscu. I tak powoli przesuwać się do przednich zębów. Należy zawsze pamiętać o językowych wewnętrznych powierzchniach zębów. Czyszczenie powinno trwać około 2 minuty. Konieczne jest nitkowanie między zębami. Ponieważ szczotka nie dociera do powierzchni międzyzębowych nitka musi być tam wsunięta i wchodząc głęboko pod dziąsło usuwać płytkę. Choroba przyzębia zaczyna się między zębami. Pacjenci nie wiedzą jak ważne jest oczyszczanie całej powierzchni zęba. Nitkowanie jest łatwe. Można używać dodatkowe utrzymywacze nitki. Aby uprzyjemnić flosowanie nitki są pokryte woskiem, czasami mają różne smaki, a nawet nasycone są substancjami wybielającymi. Nitki z fluorem mają najwyższe notowania.

Pasty do zębów zawierają różne składniki. Wybór pasty zależy od indywidualnych preferencji. Powinniśmy używać pasty delikatne, mniej ścierne, zawierające fluor. Przypominam o tym jak ważny jest fluor w codziennym szczotkowaniu. W przypadkach nadwrażliwych zębów pasty należy używać przez dłuższy czas, aby sprawdzić efekt ich działania. Dopiero po dłuższym ich używaniu nadwrażliwość zębów się zmniejsza.

W kontroli płytki bakteryjnej pomagają płukanki. Popularną jest Listeryna. Wyprodukowana na bazie alkoholu ma nieco piekący smak. Ma za zadanie ograniczenie poziomu bakterii w jamie ustnej. U osób ze zmniejszoną ilością śliny płukanki na bazie alkoholu nie powinny być stosowane. W parodontozie przepisuje się mocniejsze bakteriobojcze płukanki zawierające chlorheksydynę. Powinny być one używane po czyszczeniu i nitkowaniu zębów.

W utrzymaniu higieny bardzo pomagają szczoteczki elektryczne, o zaletach których już wcześniej Państwu przypominałam. Szczególnie zalecane są one pacjentom posiadających stałe aparaty ortodontyczne, w przypadku których czyszczenie szczoteczką jest uciążliwe i długotrwałe.

Ważne jest zgłaszanie się na wizyty kontrolne i czyszczenie zębów dwa razy w roku. Nie mogę zrozumieć bardzo wykształconych i mądrych ludzi z naszego starego kraju, którzy twierdzą, że po czyszczeniu wypadają plomby, niszczy się szkliwo, zęby stają się bardziej żółte. Mamy tutaj przecież dostęp do najlepszej światowej dentystyki, a my nie chcemy wkroczyć w XXI wiek. Utrzymanie higieny jamy ustnej jest bardzo ważne dla zdrowia całego organizmu, dla naszego dobrego samopoczucia gdy w uśmiechu możemy pokazać piękne, zadbane, zdrowe zęby, bez przykrego zapachu. Unikamy w ten sposób wydatków na ustawiczne leczenie nowych ubytków i leczenie parodontozy

Autor artykułu, Barbara Truszkowska, DDS

jest lekarzem stomatologiem,

specjalistą stomatologii zachowawczej.

Adres: 5545 N. Milwaukee Avenue, Chicago

tel. 773-792-0123

Opublikowano wyniki czternastej już dorocznej ankiety dotyczącej zabezpieczenia amerykańskich pracowników na czas emerytury, przeprowadzonej przez American Savings Education Council ( ASEC), Employee Benefit Research Institute ( EBRI) oraz Mathew Greenwald & Associates Inc. Tak jak w poprzednich laach wyniki te dowodzą, że oczekiwania amerykańskich ludzi pracy odnośnie ich sytuacji finansowej po przejściu na emeryturę niestety odbiegają od realiów dnia dzisiejszego i prognoz eksperymów co do finasowego zabieczenia ludzi starszych w Ameryce, w przyszłości.

Co prawda aż 85 procent ankietowanych oświadczyło, że oszczędzają na starość, ale z odpowiedzi na inne pytania wynika, że oszczędzają oni za mało, no i 42 procent nie odkłada w ogóle pieniędzy na czas emerytury. Zasoby finansowe aż 45 procent ankietowanych plasują się na poziomie poniżej $25,000 (pomijając wartość domu). 54 procent obecnych pracowników planuje, że będą pracować do osiągnięcia wieku 65 lat, a nawet później, jednak statystyka mówi, że Amerykanin przechodzi na emeryturę w wieku 62 lat i wielu przestaje pracować wcześniej niż planowało - ze względu na stan zdrowia lub redukcję siły roboczej przez pracodawców.

Myśląc o starości nie powinniśmy liczyć za bardzo na to, że państwo się o nas zatroszczy, gdyż brak dobrych wiadomości i prognoz w tej dziedzinie. Federalny program Medicare, który finansuje opiekę zdrowotną nad osobami starszymi i niezdolnymi do pracy, stoi w obliczu finansowej katastrofy. Z ostatniego raportu ekspertów wynika, że zasoby finansowe Medicare mogą się wyczerpać przed rokiem 2019, zaś podatki dochodowe będą pokrywać w przyszłości tylko 73 procent świadczeń wypłacanych z konta Social Security - innego źródła finansowego wsparcia dla amerykańskich emerytów.

Tegoroczne badania przeprowadzone przez Opinion Research Corp. wykazały, że 60 procent ankietowanych w wieku poniżej 65 lat nie ma pewności, że Social Security będzie w ogóle istnieć, gdy przejdąo oni na emeryturę. Takie same obawy żywi aż 73 procent osób w grupie wiekowej 25 do 44 lat. Z innych badań przeprowadzonych przez LIMRA International wynika, że 54 procent Amerykanów "żywi poważne obawy", iż przyszłe świadczenia Social Security będą niższe od tych obiecywanych obecnie. Zarazem tylko 27 procent uczestników tej samej ankiety wyraziło możliwość zwiększenia, w związku z taką perspektywą, oszczędności na starość.

Tymczasem tym, którzy już dziś troszczą się o swą sytuację finansową po przejściu na emeryturę, spieszy z pomocą witryna internetowa www.choosetosave.org, gdzie można między innymi znaleźć ponad 100 różnych kalkulatorów finansowego planowania dla osób w różnych grupach wiekowych.

Znajdziemy tam również 10 dobrych rad, jak się nie dać zaskoczyć kalendarzowi i przygotować na czas emerytury:

• ‑Ustal swoje potrzeby w okresie emerytury. Emerytura jest kosztowna. Zdaniem ekspertów, potrzebujesz około 70% swych dochodów z okresu przed emeryturą, gdy należałeś do grupy o niższych dochodach i 90 lub więcej procent, gdy plasowałeś się w grupie osób o wysokich dochodach - by zachować swój standard życia, gdy przestaniesz pracować.

• ‑Dowiedz się, ile dostaniesz od Social Security. The Social Security Administration płaci średnio około 40% dochodów z okresu pracy. Obecnie wysyła ona automatycznie zestawienie " Your Social Security Statement" do wszystkich pracowników w wieku powyżej 25 lat przęcietnie na trzy miesiące przed ich dniem urodzin. Telefon do Social Security Administration: 800-772-1213.

• _‑Dowiedz się, jaki plan emerytalny lub plan udziału w zyskach ( profit sharing plan) oferuje twój pracodawca. Jeśli oferuje takowy, zorientuj się, co taki plan może ci zapewnić. Większość pracodawców może przedstawić ci indywidualne zestawienie korzyści z takiego planu. Zanim zmienisz pracę, dowiedz się, co się stanie z twym planem emerytalnym, w jakim stopniu możesz go przenieść do nowego miejsca pracy i czy będziesz upoważniony do korzystania z planu emerytalnego współmałżonka.

• ‑Wpłacaj na uprzywilejowane podatkowo konta emerytalne, takie jak 401(k), jeśli oferuje je pracodawca. Będziesz płacić niższe podatki, twoja firma może coś dołożyć, a cały proces oszczędzania będzie ułatwiony przez automatyczne potrącanie wpłat.

• ‑Poproś pracodawcę o założenie planu emerytalnego, jeśli go jeszcze nie oferuje. Tak zwane uproszczone plany ( simplified plans) moga być założone przez niektórych pracodawców. Mowa jest o tym w publikacji IRS numer 590.

• _‑Wpłacaj pieniądze na konto IRA. Możesz wpłacać rocznie $3,000 na konto IRA ( Individual Retiremet Account) i płacić podatki od tej inwestycji dopiero po przejściu na emeryturę. Jeśli nie masz planu emerytalnego (albo masz go, ale zarabiasz poniżej pewnego minimum) - możesz skorzystać z potrącenia podatków z tytułu wpłat na konto IRA. Informacje o IRA znajdziesz również w publikacji IRS nr 590.

• ‑Nie dotykaj swych oszczędności emerytalnych. Stracisz nie tylko je, ale także oprocentowanie i możesz utracić związane z nimi korzysci podatkowe.

• ‑Zacznij oszczędzać już teraz. Im wcześniej zaczniesz, tym więcej czasu będziesz mieć na pomnożenie swych pieniędzy. Nadaj swym oszczędnościom emerytalnym charakter priorytetowy. Opracuj plan oszczędzania, wytycz sobie cele i nie odstępuj od nich. Pamiętaj także, że nigdy nie jest za późno na rozpoczęcie oszczędzania.

• ‑Bierz pod uwagę podstawowe zasady inwestowania. To, jak oszczędzasz może być równie ważne jak to, ile oszczędzasz. Inflacja i rodzaje inwestowania odegrają ważną rolą w tym, ile pieniędzy będziesz mieć w momencie przejścia na emeryturę. Dowiedz się, jak inwestowane są twe pieniądze objęte planem emerytalnym czy oszczędnościowym. Finansowe zabezpieczenie i wiedza idą ręka w rękę.

• ‑Zawsze zadawaj pytania. Powyższe zasady mogą ci wskazać właściwy kierunek, lecz potrzebujesz więcej informacji. Zadawaj pytania swemu pracodawcy, przcdstawicielowi banku, związku zawodowego i swemu finansowemu doradcy. Zadawaj pytania i zadowalaj się odpowiedziami tylko wtedy, gdy brzmią one dla ciebie sensownie.

Artykuł przedrukowano za zgodą

Polskiego Poradnika "Sukces"

Adres: 255 Park Lane; Douglaston, NY 11363

Brak podstawowych dokumentów, których klienci nie zachowali zawsze wprowadza mnie w zdumienie, a ich w kłopoty. Wjeżdżając do Stanów Zjednoczonych często nie zdajemy sobie sprawy z ważności otrzymywanych w czasie przekraczania granicy dokumentów. Wielu klientów, kiedy po paru latach od wjazdu prosimy ich o dokumenty imigracyjne mówi, że pozbyli się ich tłumacząc: "nikt nam nie powiedział, że powinniśmy je zachować." W związku z tym postanowiłam w niniejszym artykule opracować listę dokumentów, które każdy imigrant powinien mieć dostępne w każdej chwili i przechowywać w bezpiecznym miejscu.

Paszport.

I to ważny paszport. Wydawałoby się, że jest to dość jasna sprawa, ale niestety codziennie spotykamy się z klientami, którzy nie dbają o przedłużanie swego paszportu. Proszę pamiętać, że większość z nas jest imigrantami w obcym kraju i naszym obowiązkiem jest posiadanie ważnego paszportu. Ważny paszport potrzebny jest również do załatwiania spraw imigracyjnych. Biuro imigracyjne nie może przedłużyć wizy, jeśli paszport Państwa nie jest ważny przez przynajmniej następnych 6 miesięcy. Do USA nie można również wjechać, jeśli paszport w momencie wjazdu nie jest ważny na przynajmniej 6 miesięcy. Nie pomoże fakt, że mamy dziesięcioletnią wizę. Jeśli paszport nie jest ważny na co najmniej 6 miesięcy, Biuro Imigracyjne odmówi nam wjazdu. Dbajmy więc o przedłużanie naszego paszportu.

Paszport, na którym wjechaliśmy do USA.

Wielu imigrantów jest już tutaj od wielu lat i przynajmniej raz wymieniło paszport. Należy jednak pamiętać, że ten oryginalny paszport, na którym wjechaliśmy będzie nam potrzebny, jeśli chcemy starać się o pobyt stały. Paszport potrzebny jest z wielu powodów. Po pierwsze, dobrze jest mieć oryginalną wizę i pieczątkę wjazdową. Po drugie, w przypadku osób, które wjechały przez granicę nielegalnie ważne jest mieć wizę kanadyjską, meksykańską (jeśli wjeżdżaliśmy dawno temu, kiedy wizy od Polaków były wymagane) lub pieczątki wjazdowe z Meksyku lub wysp Bahama. Jeśli więc wymieniamy paszport, to stary zostawmy w domu lub zażądajmy, aby po wydaniu nowego był nam zwrócony.

I-94.

Tak, ta mała, biała karteczka, którą wypełniamy w samolocie przed lądowaniem. To najważniejszy dokument imigracyjny. Z kilku powodów. Po pierwsze jest dowodem na legalny wjazd do USA. A od udowodnienia legalnego wjazdu zależeć może powodzenie sprawy. Na przykład w przypadku osoby, która stara się o pobyt stały przez małżeństwo z obywatelem USA. Jeśli osoba taka wjechała do USA legalnie, to nie potrzebuje ustawy 245 (i), aby dostać pobyt stały, ale musi przedstawić I-94. Po drugie, legalny wjazd udowadnia, że osoba nie używała fałszywych dokumentów, aby przekroczyć granicę USA. Brak I-94 jest dla wielu oficerów imigracyjnych sytuacją podejrzaną. Wiele osób wjeżdża do USA na fałszywych paszportach lub z fałszywymi wizami. Takie osoby muszą starać się o tzw. waiver (odstępstwo od prawa), aby móc otrzymać pobyt stały. Waiver jest przypadkiem skomplikowanym i w większości odmawianym, w związku z tym, aby ominąć konieczność składania podania o waiver musimy zadbać, aby posiadać karteczkę I-94, która udowodni legalny wjazd. Po trzecie, I-94 pokazuje Biurowi Imigracyjnemu, na jakiej wizie i na jak długo aplikant wjechał do USA. To jest bardzo ważne, szczególnie w przypadkach, gdy wiza jest jeszcze ważna i staramy się ją przedłużyć lub w przypadkach kiedy składamy aplikację o pobyt stały i chcielibyśmy w międzyczasie wyjechać z USA (tylko niektóre osoby kwalifikują się na taki wyjazd). I-94 jest więc bardzo ważna. Wiele osób gubi karteczkę I-94, ponieważ przedłuża paszport polski i oddaje go do konsulatu polskiego razem z I-94. Konsulat polski zawsze przestrzega, że nie jest odpowiedzialny jeśli I-94 się u nich zgubi. Konsulat prosi, aby aplikant wyciągnął kartkę I-94 i zostawił ją sobie w domu zanim wyśle paszport do konsulatu polskiego po przedłużenie.

Duplikat zgubionego I-94.

Czasem Biuro Imigracyjne jest w stanie wydać duplikat karteczki I-94. Aby duplikat uzyskać należy złożyć w Biurze Imigracyjnym w Nebrasce formularz I-102 (Application for Replacement/Initial Non-immigrant Arrival-Departure Record) z opłatą $155, z kopią paszportu i wizy amerykańskiej i z kopią pieczątki wjazdowej. Dobrze jest również dołączyć wytłumaczenie okoliczności zgubienia oryginalnego I-94. Wydanie duplikatu zajmuje około 6 miesięcy, a więc trzeba mieć to na uwadze i nie odkładać tego na kilka dni przed interview. Jeśli ktoś nie ma kopii swego paszportu z wizą, na której wjechał, to Biuro Imigracyje może nie być w stanie wydać duplikatu i trzeba wtedy szukać innych dokumentów na legalny wjazd, na przykład kopii biletu lotniczego do USA, wydanego na nazwisko aplikanta. Czasem na podstawie takich właśnie dokumentów dodatkowych, CIS (Biuro Imigracyjne) wyda duplikat I-94.

Bilety wjazdowe.

Jeśli ktoś zgubił I-94 i nie ma już paszportu z wizą, to bilety wjazdowe często mogą uratować sytuację i pozwolić CIS na wydanie duplikatu I-94. Bilety są szczególnie ważne jednak w przypadku osób, które do USA wjechały nielegalnie, przez Kanadę, Meksyk lub wyspy Bahama. Aby ominąć składania wyżej wymienionego waiver, osoby te muszą udowodnić, że wjechały nielegalnie, bez fałszywych dokumentów i nie kłamiąc przed inspektorem biura imigracyjnego. Często jeśli nie ma wizy lub pieczątki wjazdu do Kanady, Meksyku lub na Bahama, urzędnik CIS będzie usatysfakcjonowany samymi biletami do tych krajów. Również inne dokumenty obecności w tych krajach, nawet zdjęcia, jakieś rachunki hotelowe czy z restauracji są pomocne, aby umiejscowić taką osobę w tych krajach i tym samym udowodnić, ze wjechała ona przez granicę nielegalnie, a nie na fałszywych dokumentach.

Bilety wyjazdowe.

To dotyczy osób, które były tutaj na wizach tymczasowych i wyjechały na czas. Czasem biuro imigracyjne nie zauważy ich wyjazdu, bo zgubi I-94 i może im robić problemy w przypadku ponownego wjazdu. Kopia biletu powrotnego nieraz uratowała klienta. Podobnie w przypadku osób, które były w USA i starają się teraz o pobyt stały przez konsulat USA w Polsce. Konsulat może wymagać udowodnienia, że osoba ta nie przesiedziała w USA dłużej niż 180 dni i nie podlega zakazom powrotu. Warto więc bilety zachować. Celnicy polscy nie wbijają normalnie Polakom pieczątki wjazdowej do kraju, a czasem nawet odmówią jak się ich o to poprosi, w takiej sytuacji mając bilety możemy udowodnić kiedy wróciliśmy z USA.

Oryginalne petycje.

Chodzi tutaj o oryginalne zatwierdzenia petycji, tzw. Approval notice. Jeśli mają Państwo również receipt notice, to jest to bardzo przydatne. Oryginalne receipt notice jest dowodem na to, kiedy dokumenty zostały złożone. To z kolei jest bardzo ważne na przykład, aby udowodnić, że kwalifikujemy się pod ustawę 245 (i). Jeśli mają Państwo jedynie kopię approval notice, bo na przykład jest to petycja bardzo już stara i oryginał się zapodział, to istnieje możliwość uzyskania duplikatu approval notice, składając podanie w biurze imigracyjnym w Nebrasce na formularzu I-824 (Application for Action on an Approved Application or Petition) z opłatą $195.

Dokumenty na prawdziwość małżeństwa.

Każda osoba starająca się o pobyt stały przez małżeństwo musi udowodnić prawdziwość tego małżeństwa. Dokumenty o tym świadczące to: wspólne konta bankowe, wspólny majątek, wspólne podatki, zdjęcia z różnych okazji, wspólne ubezpieczenia, itd. Wiele osób stara się o pobyt stały przez małżeństwo, które rozpada się zanim aplikant otrzyma pobyt stały. Kilka lat później aplikant stara się przez nowe małżeństwo albo przez pracę. W takiej sytuacji Biuro Imigracyjne może zażądać dokumentów prawdziwości pierwszego małżeństwa, aby sprawdzić, czy małżeństwo to nie było fałszywe i zawarte wyłącznie dla otrzymania pobytu stałego. Dokumenty potwierdzające prawdziwość małżeństwa należy więc trzymać nawet jeśli małżeństwo przestanie istnieć. Czasem o te dokumenty CIS poprosi nawet przy obywatelstwie, szczególnie, jeśli małżeństwo, które dało nam pobyt stały już nie istnieje. Nawet osoby, które starają się przez małżonków, którzy są sponsorowani przez pracę lub którzy wylosowali zieloną kartę powinni zbierać tego typu dokumenty, ponieważ biuro imigracyjne traktuje ich aplikację jako aplikację przez małżeństwo, gdzie prawdziwość małżeństwa musi być udowodniona.

Świadectwa ukończenia szkół

i świadectwa pracy.

Te dokumenty są bardzo istotne szczególnie w przypadku sponsorowania przez pracę lub przy wylosowaniu. Otrzymanie odpisu świadectwa może trwać bardzo długo, a zaświadczenie o pracy, w przypadku, kiedy praca nie istnieje, może być niedostępne. Każdy imigrant powinien mieć ze sobą te dokumenty, ponieważ od tego kiedyś zależeć może ich przyszłość w tym kraju.

Odpisy aktów urodzenia, małżeństwa,

rozwody, akty zgonu poprzednich małżonków.

A więc tzw. dokumenty biograficzne. Są one zawsze niezbędne przy staraniu się o pobyt stały, a czasem nawet wizę, jeśli staramy się o wizę towarzysząca dla małżonka lub dzieci. Odpis powinien być zupełny. Jeśli chodzi o rozwody, to najlepiej jest mieć kopię wyroku sądowego. Dobrze jest również mieć ich tłumaczenia na język angielski.

Kopie dokumentów złożonych

w biurze imigracyjnym.

Wielokrotnie przychodzą do nas klienci, którzy składali dokumenty sami lub w biurach podróży i nie mają kopii dokumentów, które złożyli. Jest to bardzo niebezpieczna sytuacja, ponieważ osoby takie nie pamiętają co złożyły, co wpisały, jak odpowiedziały na pytania w aplikacji. Jest to bardzo ważne, aby jeśli w aplikacji wystąpiły błędy, być na to przygotowanym i umieć wyjaśnić nieścisłości na interview. Jeśli nie mają Pańswo kopii swoich dokumentów, to przed interview należy się udać do prawnika imigacyjnego, aby ten składając. tzw. FOIA (Freedom of Information Act) Request) wydobył od Biura Imigracyjnego kopię Państwa teczki w CIS. To jednak trwa kilka miesięcy, więc nie można czekać i robić tego przed samym interview.

Rozliczenia podatkowe.

Biuro Imigracyjne może wymagać przedstawienia kopii wszystkich podatków, jakie składaliśmy w USA. Proszę je mieć więc w domu, bo wyciągnięcie ich z IRS może zająć miesiące.

Oryginały korespondencji z CIS.

Wszelka korespondencja z CIS (Biura Imigracyjnego) taka jak receipt notice (dowód, że petycja wpłynęła), approval notice, odpowiedź na inquiry (zapytanie o status), appointment notice, receipt z odcisków palców, itd. zawsze powinna być bardzo przez Państwa pilnowana. Proszę również zachować kopię Państwa wysyłek do CIS wraz z numerem przesyłek, aby potem umieć się wybronić przed ewentualną odmową, jeśli CIS oskarży nas, że czegoś nie wysłaliśmy do nich w określonym czasie. I oczywiście proszę wszystko do CIS wysyłać zawsze za potwierdzeniem, a więc express mail, registered mail, certified mail, FedEx, UPS, itd.

Dokumenty dotyczące ustawy 245 (i).

Ustawa 245 (i) wymaga udowodnienia, że złożyliśmy dokumenty sponsorowania przed 30 kwietnia 2001 i że byliśmy w USA przed 21 grudnia 2000. Musimy więc trzymać wszystkie oryginalne receipts na dokumenty złożone przed 30 kwietnia 2001 i jakieś rachunki z naszym nazwiskiem z datą przed 21 grudnia 2000.

Dokumenty sądowe.

Jeśli mają Państwo na swoim koncie oskarżenia kryminalne, to obojętnie jak się one skończyły powinni Państwo wyciągnąć z sądu tzw. certified court disposition natychmiat po zakończeniu sprawy. Zawsze będzie to wymagane i przy interview na pobyt stały i przy interview na obywatelstwo. Teraz dodatkowo jest to również wymagane od osób, które nie są jeszcze obywatelami, a podróżują za granicę, np. od rezydentów lub osób na wizach tymczasowych. Biuro imigracyjne na lotniskach ma teraz dostęp do kartoteki kryminalnej podróżujących i często, jeśli osoba nie ma przy sobie certified court disposition, aby wytłumaczyć swą sytuację, biuro imigracyjne zatrzyma zieloną kartę i skieruje nas na appointment na 10 W. Jackson na tzw. Deferred inspection. Jest to niepotrzebna komplikacja i nerwowa sytuacja, którą łatwo można obejść mając odpowiednie dokumenty w momencie wjazdu.

Dowód na płacenie alimentów.

Wymagany zarówno przy staraniu się o pobyt stały jak i przy interview na obywatelstwo. Proszę trzymać w domu dowody na transfer pieniędzy przeznaczony na alimenty.

Posiadanie w domu wyżej wymienionych grup dokumentów znacznie ułatwi, a w niektórych wypadkach w ogóle umożliwi Państwu staranie się o przywileje imigracyjne, od wiz tymczasowych po obywatelstwo. Pamiętajmy, że procedura imigracyjna to procedura prawna, które nie tylko wymaga pomocy prawnika imigracyjnego, ale również przedstawienia dowodów. To na nas spoczywa ciężar dowodowy, a nie na Biurze Imigracyjnym.

Autorką artykułu jest Agata Gostyńska Frakt.

Adwokat imigracyjny i rodzinny

Tel. (312) 644-8000

Adres: 100 W. Monroe, Suite 1705

Chicago, IL 60603

Takiej wystawy jeszcze w Instytucie Sztuki nie było. Poświęcono ją jednemu obrazowi i to w dodatku dziełu, które od 80 lat znajduje się w zbiorach tego muzeum. Sławna, podziwiana i lubiana Niedziela na Grande Jatte -1884, najwybitniejsze płótno pointylizmu, jest bowiem bohaterką tej niezwykłej ekspozycji.

Kiedy Georges-Pierre Seurat (1859-91) rozpoczynał pracę nad obrazem miał 24 lata, w dorobku wiele znakomitych rysunków i jedno wielkie płótno. Ukończona dwa lata potem kompozycja stała się sensacją ósmej i ostatniej wystawy impresjonistów, inicjując neoimpresjonizm - najbardziej rewolucyjny ruch artystyczny z końca XIX stulecia.

Ś

Światowe zainteresowanie dziełem Seurata rozpoczęło się jednak wiele lat po przedwczesnej śmierci artysty w 34 roku życia. Dokładnie datuje się od 1924 roku, kiedy nabył je w Paryżu "niemalże cudem" chicagowski kolekcjoner Frederick Clay Barlett i wkrótce przekazał w darze Instytutowi Sztuki. Od 1958 roku obraz nie opuszcza gmachu muzeum, w związku z czym nie uczestniczył nawet w wielkiej retrospektywie Seurata na początku lat 90. zeszłego stulecia.

M

Mimo powszechnego uznania i popularności, płótno dopiero niedawno stało się przedmiotem dokładniejszych studiów i analiz. Wynikiem tych zakrojonych na szeroką skalę badań jest wystawa Seurat and the Making of La Grande Jatte , prezentowana w galeriach Instytutu Sztuki do 19 września. Ekspozycja obejmuje ponad 130 obrazów i prac na papierze Seurata oraz artystów, z którymi łączyły go artystyczne relacje, m.in. Moneta, Renoira, Pissarro i Signaca. Zgromadzone w 11 salach prace pozwalają prześledzić rozwój wizji artysty i metody pracy, ukazują także historię obrazu i jego znaczenie dla sztuki modernistycznej.

E

Ekspozycję otwiera rysunek - Akt akademicki - pochodzący z czasów, kiedy Seurat studiował w prestiżowej Ecole des Beaux-Arts. Szkołę porzucił po niecałych dwóch latach, zaciągając się na rok do służby wojskowej. Po powrocie do sztuki, kontynuował samodzielne studia, kopiując w Luwrze starych mistrzów oraz zgłębiając dzieła teoretyczne, dotyczące wiedzy o kolorach, psychologii i fizjologii widzenia. W tym okresie oddawał się przede wszystkim twórczości rysunkowej, osiągając z czasem niebywałe rezultaty. Po inspirację sięgał do Rembrandta, Goi, Daumiera, Milleta i Redona. Ryciny tych mistrzów wypełniają boczne ściany jednej z pierwszych galerii.

Można zobaczyć tam również karykatury Honore Daumiera, które wpłynęły na kształtowanie wyobraźni plastycznej artysty. Rysunki samego Seurata z lat 1881-1885, prezentowane na wolnostojącej ściance w środku sali ( Kobieta z bukietem), ukazują rozwój jego niepowtarzalnego stylu i techniki. Operując czernią i bielą, Seurat stworzył język bardzo osobisty, pełen kontrastów, uproszczonych form, tajemnicy i poetyckiego niedopowiedzenia.

W pracach tych dawał wyraz fascynacjom studiom koloru, zwłaszcza pracom Michela-Eugene"a Chevreula, który sformułował zasadę kontrastów tonów (W tajniki teorii wprowadza audio-wizulna prezentacja w aneksie galerii). Doświadczenia te staną się podstawą jego późniejszych wielkich dzieł malarskich.

J

Już we wczesnych obrazach Seurat realizował prawo równoczesnego kontrastu, nanosząc na płótno malutkie punkciki barw czystych mieszających się optycznie. W twórczości malarskiej, podobnie jak w rysunku, sięgał po inspiracje do dzieł innych artystów. Najpierw natchnieniem był mu Delacroix, a potem impresjoniści, którzy zaintrygowali go paletą barw czystych, rozproszonym światłem i techniką nanoszenia farby na płótno. Historia tego dialogu stanowi jeden z najbardziej fascynujących rozdziałów wystawy.

O

Oglądając zgromadzone w jednej sali płótna Pierre"a-Auguste Renoira, Camille"a Pissarra i Claude"a Moneta oraz - zainstalowane na oddzielnej ściance w środku sali - obrazy Seurata (znakomite pejzaże z wybrzeża Normandii (1884/1885)) zobaczymy, jak artysta czerpiąc z doświadczeń impresjonistów, przetwarzał je we własną wypowiedź. Zasadnicza różnica polegała na tym, że rezultaty, do których impresjoniści dochodzili spontanicznie - jak systematyczne dzielenie tonów - Seurat opierał na metodzie naukowej (nawet wybór rodzaju dotknięcia pędzla dostosowany był odpowiednio do wymiarów płótna). Impresjoniści porzucili akademicką praktykę studiów przygotowawczych i malowali bezpośrednio w plenerze. Taka żywiołowość nie leżała jednak w naturze Seurata. Postanowił w ten spontaniczny świat wprowadzić rygor dyscypliny, uzyskując niezwykłe efekty, które pozwoliły mu "zespolić trwałość z przemijaniem, impresjonistyczną wibrację z klasyczną stabilnością". Wiele pokazanych tu prac pierwotnie pełniło funkcję studiów przygotowawczych.

P

Pierwszą dużą kompozycją Seurata była La Baignade ( Kąpielisko) z 1883 roku, prezentowana na wystawie w reprodukcji, albowiem dzieło nie jest wypożyczane z Galerii Narodowej w Londynie. Już sam temat jest odmiennie potraktowany. W odrożnieniu od Moneta czy Renoira, malujących beztroskich letników, Seurat pokazał na plaży robotników z paryskiego przedmieścia Asnieres. Impresjonistyczna spontaniczność została zastąpiona podejściem bardziej metodycznym i 13 studiami przygotowawczymi. Był to bardzo pracochłonny proces, wymagający zarówno malowania w plenerze, jak rysunków dokładnie modelowanych w pracowni. "Kąpielisko" zostało odrzucone przez jury Salonu Impresjonistów w 1884, co przyśpieszyło powstanie Salonu Artystów Niezależnych, na którym obraz został wystawiony wiosną tegoż roku. Już wówczas zwrócił uwagę krytyków, którzy dostrzegli w nim połączenie tradycyjnej sztuki z nowatorstwem impresjonizmu.

P

Pełny wyraz synteza ta znalazła w drugim wielkim projekcie artysty. W Kąpielisku kilka postaci spogląda w kierunku "zielonej" wysepki na Tamizie. W tym, "odkrytym" już przez impresjonistów pejzażu - tam właśnie Manet namalował w 1878 roku kilka obrazów, m.in. Wiosnę na Grande Jatte - Seurat zaczął tworzyć Niedzielę na Grande Jatte. Obraz w zmienionej ramie i na nowo oszklony stanowi centralny punkt chicagowskiej ekspozycji. W najbliższym sąsiedztwie znajdują się prace, które bezpośrednio doprowadziły do jego powstania.

P

Przygotowania do La Grande Jatte trwały dwa lata. W tym czasie Seurat wykonał 28 szkiców olejnych, 28 rysunków i trzy obrazy, które pokazane razem stanowią jedyną w swoim rodzaju dokumentację procesu twórczego. Są tam studia pejzażu, poszczególnych postaci, a nawet małp w klatce. Seurat wielokrotnie wprowadzał, zmieniał i eliminował różne elementy, podobnie jak reżyser podczas castingu dobierał postacie. Kierował się nie tylko chłodną kalkulacją, ale również intuicją, np. małpa została dodana w ostatniej chwili.

O

Oprócz programowych założeń artysty, metody pracy podyktowane były także trudnościami samej kompozycji. Sama scena jest skomplikowana. Ukazuje 8 łodzi, żaglówek i parostatków, 3 psy oraz 48 osób, które w niedzielne popołudnie odpoczywają czy "paradują" na łonie natury. Nastrój obrazu poważny i uroczysty, postaci monumentalne - jak z antycznych fryzów - i "modernistycznie" wyalienowane, co w kontekście samego wydarzenia, nabiera pewnej ironicznej wymowy. Aspekt humorystyczny potęgują modne stroje - zwłaszcza postaci na pierwszym planie - z detalami odtwarzane. Seuratowi udało się utrwalić moment, a zarazem nadać scenie charakter ponadczasowy. Inspiracje czerpał z wielu źródeł - starożytnych i współczesnych, poważnych i komicznych. Niektóre z nich można zobaczyć w reprodukcjach: egipskie fryzy, plansze mody, ilustracje dla dzieci i karykatury.

La Grande Jatte miała być pokazana na Salonie Niezależnych w marcu 1885 roku. Kiedy ekspozycja została odwołana, artysta po kilku miesiącach powrócił do pracy nad płótnem, modyfikując je zgodnie z nowymi przemyśleniami na temat koloru. Zmienił także kształt niektórych figur, wprowadzając do całości bardziej płynny, sinusoidalny rytm. W rezultacie obraz po raz pierwszy został pokazany na ósmej wystawie impresjonistów, gdzie swoje malarstwo prezentowali również Camille Pissarro, jego syn Lucien oraz Paul Signac. Prace tej grupy artystów, skłaniających się ku dywizjonizmowi zostały wówczas wyeksponowane w oddzielnej sali. Obecnie także zestawione razem mówią o wzajemnych pokrewieństwach i różnicach.

J

Jednym z największych walorów La Grande Jatte są świetliste, wibrujące barwy obrazu. Okazuje się jednak, że niektóre kolory nienaturalnie pociemniały. Proces ten rozpoczął sie już za życia artysty. Seurat korzystając bowiem z rady Pissarra, zastosował nietrwały pigment, który spowodował, że oryginalna żółć cytrynowa nabrała brązowawych odcieni. Dzięki najnowszym badaniom naukowym i nowoczesnej technologii cyfrowej, Instytut Sztuki zaprezentował w naturalnych wymiarach reprodukcję obrazu, tak jak wyglądał po raz pierwszy pokazany.

S

Seurat zmarł w marcu 1891 roku na dyfteryt, ale historia jego obrazu w pewnym sensie dopiero się zaczynała. Te fascynujące, zwłaszcza dla chicagowian, dzieje przywołują zdjęcia i teksty przedstawione w ostatniej sali - tradycyjnej "czytelni", gdzie dostępne są również egzemplarze wydanego z tej okazji albumu.

Danuta Peszyńska

Lato kojarzy się nie tylko z zawieraniem nowych znajomości, ale także z pewną "lekkością bytu". Stąd też ten trochę frywolny temat naszego artykułu.

Sztuka flirtu, czyli - jak podają słowniki - "uwodzenia", "zalecania", "kokieterii", znana była od najdawniejszych czasów. Ludzie zawsze flirtowali, żeby zdobyć partnera (partnerkę) na całe życie, albo na jedną noc. Ale czynili to także bez żadnego z tych powodów, znajdując rozkosz w samej grze. Dzisiaj "rytuał" ten często trywializowany, a nawet demonizowany, stracił wiele z dawnego uroku. Nie znaczy to jednak, że zaniknął, czy przestał być potrzebny

"Flirt jest procesem negocjacyjnym, który zazwyczaj rozpoczyna się pod wpływem mocnego impulsu" - pisze dr Steven W. Gangestad, psycholog z Uniwersytetu New Mexico. Dwoje ludzi przekazuje w ten sposób informację, że są dla siebie atrakcyjni. Mogliby to sobie po prostu powiedzieć, ale wtedy nie byłoby tego samego efektu. Podobnie jak w każdym innym języku, komunikat ten można wyrazić w sposób subtelny lub prostacki. Ale cel jest ten sam: chodzi o to, aby zareklamować się wybranej osobie.

Wiadomo, że rodzimy się już ze zdolnością i potrzebą kokieterii. Wyraża się ona w skomplikowanym języku gestów, mimiki, aluzji i symboli. Wiedeński naukowiec, Irenaus Eibl-Eibesfeld zaobserwował, że przedstawiciele odmiennych kultur, podczas zalotów posługują się repertuarem podobnych znaków. Kobiety z prymitywnych społeczności kokietują podobnie jak profesjonalistki z Wall Street. Eibesfeld posługując się ukrytą kamerą zarejestrował sekwencję typowych sygnałów mimicznych: kobieta uśmiecha się do mężczyzny, podnosi brwi, otwiera szeroko oczy, szybko opuszcza powieki, pochyla lekko głowę, odwraca głowę w geście nieśmiałości,+ następuje kontakt wzrokowy, dotyka dłońmi okolicy ust, na jej twarzy pojawia się uśmiech. Oprócz tych standardowych sygnałów, zaobserwowano także szereg innych dodatkowych ruchów mimicznych: kobiety wyciągają szyję, wzruszają ramionami, kręcą głową. Mężczyźni "przeszywają wzrokiem", wypinają klatkę piersiową, śmieją się głośno, lekko pochylają głowę. Etolodzy twierdzą także, że w czasie flirtu zachowaniem ludzi kieruje " archaiczna", "zwierzęca" część mózgu.

Psychologia ludzka jest jednak bardziej skomplikowana, niż chcieliby to nam wmówić zwolennicy teorii ewolucji. Chociaż pewien rodzaj gestów dzielimy ze zwierzętami, flirtujemy także ze świadomą kalkulacją.

Psycholog Monica Moore z Webster University w St. Louis spędziła ponad dwa tysiące godzin, obserwując zchowanie kobiet w restauracjach, barach i na przyjęciach. Jej badania wykazały, że kobiety są bardziej aktywne i do nich należy częściej inicjatywa. Mężczyzna może być przekonany, że to on rozpoczyna kontakt, ale tylko dlatego że kobieta pozwala mu w to uwierzyć. Typowa scenka rozgrywa się mniej więcej w ten sposób: kobieta na początku rozgląda się po sali - zatrzymuje wzrok na upatrzonym "obiekcie"- jej spojrzenie jest krótkie i głębokie - szybko odwraca się - potem znów patrzy. I tak kilkakrotnie powtarza ten taniec spojrzeń. Mężczyzna odpowiada podobnym repertuarem znaków mimicznych. Zachowanie to, w zależności od uczestniczących w grze osób, może być subtelne, eleganckie, prostackie, agresywne. Prawdopodobnie nikt nie jest stroną dominującą. W rzeczywistości następuje subtelna i rytmiczna wymiana spojrzeń, która kulminuje w synchronizacji ruchów. Kiedy on podnosi filiżankę, ona również unosi ją do góry, kiedy ona odwraca głowę, on także przechyla szyję. Ale to kobieta kontroluje przebieg akcji. Jeżeli zależy jej, żeby zwolnić tempo, unika kontaktu wzrokowego, odsuwa się, składa ręce na piersiach. Kiedy chce zakończyć flirt, ziewa, porusza głową jakby mówiła "nie" i patrzy w przestrzeń. Okazuje się także, że największym powodzeniem cieszą się kobiety które "wysyłają" odpowiednią ilość sygnałów mimicznych

W naszym pospiesznym rytmie życia, coraz mniej mamy czasu zostaje na przyjemności, na delektowanie się samą urodą życia. Czy jeszcze możemy pozwolić sobie na taki luksus, jak flirt? Niewinny flirt daje dużo radości. Pozwala na chwilę zapomnieć o całej rutynie - powiadają jedni indagowani. Inni zastrzegają, że "flirt kojarzy im się ze zdradą i skandalem", ale nie mają nic przeciwko subtelnej kokieterii. Bez tego - twierdzą - nudne byłoby życie. Wszyscy są zgodni, że kobiety i mężczyźni muszą okazywać sobie zainteresowanie, inaczej wyginąłby nasz ród. Coraz więcej jednak ludzi ubolewa nad faktem, że zanika to, co nazywamy sztuką flirtu. Gdzież te nieśmiałe spojrzenia spoza wachlarza, tajemnicze uśmiechy przy stole, lekki uścisk dłoni, unoszenie rąbka długiej do ziemi sukni?

Znawcy twierdzą, że sztuka flirtu, która niegdyś ożywiała znudzone matrony i zblazowanych dandysów, przeszła już do historii. Podobnie jak mit rycerskiej miłości. O flircie dzisiaj znów dużo się mówi, ale najczęściej w negatywnym kontekście. Demonizuje się i trywializuje się jego znaczenie. Od czasu wybuchu epidemii tzw. " seksulanych nadużyć", bardziej ostrożnie traktuje się nawet niewinną kokieterię. Istotą flirtu jest niepewność i wieloznaczność, stąd też zawsze występuje pewne ryzyko, że sygnały, które wysyłamy, zostaną opacznie odebrane. Dlatego też coraz więcej osób ucieka w "sferę wolną od flirtu". Tracimy w ten sposób uroczy etap w całym rytuale poznawania się. Flirt w dawnej, klasycznej postaci był "sposobem na sprawdzenie, czy pojawią się iskry, bez rozpalania ogniska". Pozwalał zachować doskonałą równowagę pomiędzy elementem podniecenia i intelektualnym opanowaniem. Nieraz przynosił całkowite zaspokojenie, dlatego też . nazwano flirt "najbezpieczniejszym seksem".

"Jest atencją bez intencji" - mawiał mistrz paradoksów, Oscar Wilde. Nie ma w nim kalkulacji i wyrachowania. Za to jest wdzięk, finezja, delikatność, umiejętność przeżywania zachwytu i cieszenia się pięknem. Pobudza działania twórcze i poczucie humoru.

We flircie można odnaleźć jeszcze jakiś czar "rycerskiej miłości". "Śmiały rycerz dowodził swej wartości, zwyciężając najpotężniejsze smoki - swą niezależność, żądzę seksualną i dumę. Powinien panować nad sobą: wielbić ukochaną, nie posiadając jej fizycznie. Takie rozwiązanie miało ważne znaczenie praktyczne, ponieważ dama należała do męża, a rycerz, wielbiąc damę, pragnął doskonalić swe cnoty. (...) Taka nieustannie podniecająca gra wymagała panowania nad zmysłami oraz namiętnej dyscypliny, możliwej dzięki cierpliwości i zręczności, i wykluczała amatorów szybkiego seksu" - czytamy w książce Diane Ackerman "Historia naturalna miłości".

Flirt kojarzy się z kontaktem osobistym. Wcale tak jednak nie musi być. Niegdyś w przepływie fluidów pomagały listy. Dziś taką rolę odgrywa internet, poza tym są jeszcze SMS-y. Wydaje się, że sztuka okazywania "atencji bez intencji" nie zaniknęła, tylko przeniosła się w inną rzeczywistość... wirtualną, oczywiście... Ale to już temat na inne opowiadanie

Opracowała Danuta Peszyńska na podstawie m.in. artykułów zamieszczonych w Psychology Today, luty 1999 oraz książki Komunikacja niewerbalna, Sztuka czytania z twarzy, Wrocław 1997.