----- Reklama -----

Monitor 10/10/2003

W ostatnich dwóch latach średnie roczne wydatki na leki na receptę wzrosły w Stanach Zjednoczonych 50% - z $644 do $966. W ubiegłym roku przeciętne ceny leków wzrosły o 4%, a więc dwa razy więcej niż wynosi stopa inflacji, zaś składki na indywidualne ubezpieczenie zdrowotne okazują się wyższe o 15-20%, gdy chcemy je odnowić. I nic nie wskazuje na to, że leki czy ubezpieczenia potanieją w najbliższym czasie. Zwłaszcza po przejściu na emeryturę okazuje się, jak wiele trzeba wydawać na przepisywane przez lekarza lekarstwa. Nie tylko dlatego, że wtedy właśnie zaczynamy potrzebować coraz więcej różnych leków, ale też i z tego powodu, że zakład ubezpieczeniowy stara się płacić za nie coraz mniejszą część.

Emeryci, którzy mają ubezpieczenie sponsorowane przez byłego pracodawcę, są tu jeszcze w najlepszej sytuacji, gdyż tego typu ubezpieczenie niemal zawsze pokrywa leki na receptę. Jednak tylko 37% emerytów w wieku 55-64 lat posiada takie ubezpieczenie i tylko 3 na 10 osób objętych Medicare (ubezpieczenie dla starszych osób, które ukończyły 65 lat) korzysta także z dodatkowego ubezpieczenia oferowanego przez pracodawcę. Trudna sytuacja ekonomiczna wielu firm skłania je do cięć świadczeń dla emerytów, zaś amerykańskie organy ustawodawcze i sądowe mają przed sobą jeszcze długą drogę, zanim ustalą, w jakiej formie Medicare ma objąć pokrycie kosztów leków, co proponuje administracja prezydenta Busha.

Tańsze leki z Medigap

i Medicare + Choice

Wśród osób nie posiadających ubezpieczenia ofe­rowanego przez pracodawcę, które pokrywa także leki, w najtrudniejszej sytuacji znajdują się ci, którzy przeszli na emeryturę wcześniej, w wieku 55-65 lat. Muszą oni szukać indywidualnego ubezpieczenia zdrowotnego, co nie jest sprawą łatwą, a poza tym mogą się spotkać z odmową udzielenia ubezpieczenia ze względu na istnie­jące już choroby ubiegającego się. Nieco lepsza jest sytuacja emerytów w wieku powyżej 65 lat, gdyż mogą oni wybierać między Medigap (ubezpieczenie uzupełniające Medicare) oraz tak zwane Medicare + Choice, formą zarządzanej opieki zdrowotnej (HMO) i ubezpieczenia, które może pokrywać leki na receptę.

Spośród dziesięciu pakietów ubezpieczeniowych Medigap, trzy ostatnie oznaczone literami H, I, J oferują pokrycie części kosztów leków na receptę. Dwa pierwsze pokrywają 50% kosztów do sumy $1,250, zaś pakiet J również 50%, ale do sumy $3,000. Ważne jest, by wykupić ubezpieczenie Medigap w wieku 65 lat, gdy zaczyna przysługiwać ubezpieczenie Medicare, ponieważ ktoś ubiegający się o Medigap w wieku późniejszym może się dowiedzieć, że jest tzw. " subject to underwriting", którego to eufemistycznego określenia zakład ubezpieczeń używa do odrzucenia podania ze względu na istniejącą już chorobę (pre-existing condition). Mimo, że polisy Medigap są standardowe, składki na to ubezpieczenie mogą być bardzo różne, tak że warto poświęcić czas na poszukiwanie najdogodniejszego, rozwiązania. Zakłady ubezpieczeniowe sprzedające polisy Medigap w poszczególnych stanach znajdziemy pod internetowym adresem www.medicare.gov/MGCompare/home.asp, a w stanie Nowy Jork - w sieci http://hiicap.ny.u/mgap.

Około 11% osób w wieku ponad 65 lat objętych jest ubezpieczeniem zarządzanym Medicare + Choice. Takie zakłady ubezpieczeniowe nie mogą pod żadnym pozorem odmówić ubezpieczenia ubiegającemu się, ale stopniowo redukują świadczenia, gdyż ich koszty przewyższają federalne subsydia. Wyjątek stanowi tu firma ubezpieczeniowa Aetna, która niedawno zaczęła przywracać pokrycie leków generycznych ( generics) w swych niektórych Medicare HMO na Wschodnim wybrzeżu i w południowej Kalifornii. Jednak wiele innych zakładów ubezpieczeń likwiduje swe Medicare + Choice, których liczba od roku 1988 spadła z 346 do 155 i 2.4 mln starszych osób straciło swe ubezpieczenie. Warto tu pamiętać, że jeśli ktoś znajdzie się w takiej sytuacji, ma trzy miesiące na wykupienie ubezpieczenia Medigap, a potem może znaleźć się w grupie " subject to underwriting", o czym wspomnieliśmy wcześniej.

Pomoc stanowa

Istnieją także stanowe programy pomocy w nabywaniu leków, przeznaczone dla osób, których dochody są zbyt wysokie, by objęło je ubezpieczenie Medicaid (dla ubogich), ale zbyt niskie, by pozwolić im po prostu na kupno leków w aptece po regularnych cenach. Programy takie posiadają 34 stany.

W stanie Nowy Jork istnieje ubezpieczenie Elderly Pharmaceutical Insurance Coverage ( EPIC pod internetowym adresem www.health.state.ny.us/nysdoh/ epic/faq.htm lub tel. 800-332-3742). Mogą z niego skorzystać osoby, które ukończyły 65 lat i mają dochody $35,000 lub mniej, gdy są samotne lub $50,000 lub mniej, gdy pozostają w związku małżeńskim.

Karty dyskontowe

Innym sposobem obniżenia kosztów lekarstw dla starszych osób korzystających z Medicare, których ubezpieczenie nie pokrywa leków i których dochody odpowiadają określonym limitom, jest korzystanie ze specjalnych kart (prescritpion drug cards) wydawanych przez firmy farmaceutyczne. I tak na przykład karta Together Rx (internetowy adres www.togetherrx.com) pozwala zaoszczędzić od 20 do 40% na ponad 150 lekach, jeśli osoba samotna ma dochód $28,000 lub mniej, a małżeństwo $38,000 lub mniej. Inna karta o nazwie Pfizer for Living Share Card (www.pfizerforliving.com) przeznaczona jest dla osób samotnych o dochodach $18,000 lub niższych oraz dla par z dochodami $24,000 lub niższymi. Pozwala ona na zakupy za $15 miesięcznego zapasu dowolnego leku firmy Pfizer w 51 tysiącach amerykańskich aptek.

Firmy ubezpieczeniowe, apteki oraz Amerykańskie Zrzeszenie Emerytów (AARP) wydają własne karty dyskontowe pozwalające kupować leki po obniżonej cenie. Zniżki są różne i niektóre karty wymagają wniesienia opłaty. AARP oferuje bezpłatną kartę każdemu, kto wykupi ubezpieczenie tej organizacji, a inne osoby mogą otrzymać kartę po wniesieniu rocznej opłaty $15. Firma ubezpieczeniowa Fortis Health z Milwaukee (www.etdbw.com/fh/fortishealth/index.jsp lub tel. 800-800-1212) oferuje kartę, która pozwala całej rodzinie - za miesięczną opłatą $7.95 - nabywać po obniżonych cenach między innymi okulary, aparaty słuchowe i suplementy żywnościowe. Można oczywiście zdobyć czy nabyć kilka kart dyskontowych, które łącznie obejmą więcej leków i innych artykułów medycznych.

Tańsze leki

z Internetu, Kanady i Meksyku

Nie tylko emeryci mogą znaleźć tańsze leki w Internecie. Jedną z internetowych aptek jest Cigna Tel-Drug (www.cigna.com) należąca do firmy ubezpieczeniowej Cigna. W aptece tej każda osoba w wieku powyżej 18 lat może nabyć zapas leków na 30 dni oszczędzając średnio 35% ceny detalicznej. Natomiast witryna http://benefitscheckup.org oferuje mnóstwo pożytecznych informacji odnośnie nie tylko możliwości obniżenia wydatków na leki, ale także wielu innych uprawnień i ulg przysługujących starszym osobom.

Wreszcie tańsze (czasem różnica cen jest zdumiewająca) leki można kupić, osobiście czy za pomocą Internetu, w sąsiedniej Kanadzie i Meksyku. Co prawda legalność tych transakcji stoi jeszcze pod znakiem zapytania i Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) grozi podjęciem akcji prawnej przeciw zakładom ubezpieczeń zachęcającym do takich zakupów, zarazem jednak ta sama FDA oświadczyła, że nie zamierza ścigać osób prywatnych kupujących niewielkie ilości lekarstw na własny użytek. Agencja przestrzega tylko przed ryzykiem odnośnie bezpieczeństwa lekarstw kupowanych za granicą, jednak różnica cen jest niekiedy tak ogromna, że wielu starszych i niezbyt zamożnych Amerykanów godzi się na takie ryzyko. Przykładem różnicy cen niech będzie lek przeciwnowotworowy o nazwie Tamoxifen, na który w Stanach Zjednoczonych trzeba wydać rocznie około $1,600, a w Kanadzie tylko $85.

Artykuł przedrukowano za zgodą

Polskiego Poradnika "Sukces"

Adres: 255 Park Lane; Douglaston, NY 11363,

Wielokrotnie już wspominałem, że najlepszym, a w przypadku psów wystawowych jedynym, źródłem nabycia psa są hodowcy cieszący się renomą miłośników rasy. Niejednokrotnie już odpowiadałem na pytania typu: Dlaczego nie kupować w sklepach ze zwierzętami? lub Dlaczego nie kupować z gazety? Uwierzcie mi, Drodzy Czytelnicy, że tak być powinno. Wszystkich Państwa, którzy poszukując psa zdecydowali się posłuchać mojej rady, zapraszam do skorzystania z moich wskazówek.

Po pierwsze, jak znaleźć dobrego hodowcę? Jak na ironię, nie działają tu prawa wolnego rynku, zatem nie możemy podążać śladami reklamy. Renomowani hodowcy nie potrzebują się reklamować . W Stanach Zjednoczonych, tak jak i na całym świecie, są tysiące, o ile nie miliony niechcianych zwierząt, a wśród nich znaczna część szczeniąt. Pomimo tego popyt na dobre psy zawsze przewyższa podaż, a zatem, powtórzę raz jeszcze, dobrzy hodowcy nie mają absolutnie potrzeby aby się reklamować. Z tego wypływa dla nas pierwsza wskazówka: nie powinniśmy kupować z gazety, gdyż tam na ogół znajdziecie tych, którzy przypadkowo roz­mnożyli, a teraz przerażeni ilością szczeniąt gorączkowo próbują je sprzedać. Tam również znaj­dziecie tych, którzy usiłują dorobić sobie poprzez rozmnażanie psów. Takich osób nie można określić mianem " hodowców ", są to " rozmnażacze ". Mówiąc o pie­niądzach, nawet dziecko zagłębione nieco w kynologię wie, że o ile robi się to w sposób poprawny, to często trzeba do tego "interesu" dołożyć. Muszę tu równo­cześnie uczciwie wspomnieć, że kupowanie psa "z gazety" jest dużo lepszym sposobem niż ze sklepu ze zwierzątami i przy odrobinie szczęścia można od czasu do czasu znaleźć tam coś przyzwoitego. Po co jednakże liczyć na szczęście, jeśli można skorzystać ze źródła pewnego. Jeżeli więc wiemy jakiego psiaka chcemy, to powinniśmy otworzyć strony internetowe American Kennel Club, a następnie znaleźć strony rasy. Dalej szukamy klubu rasy w Stanach Zjednoczonych oraz osoby odpowiedzialnej za udzielanie informacji o hodowcach ( breeders referrals). Kiedy już znajdziemy listę hodowców ( breeders list), szukamy tych z naszego stanu lub stanów sąsiednich (Illinois, Indiana, Wisconsin, Michigan, Ohio).

W przypadku ras bardzo popularnych na pewno będzie ich wielu, lecz w obrębie ras rzadkich być może będziemy musieli pojechać do odległego stanu aby odebrać szczenię. Nie należy się jednak obawiać dystansu. Podróż ta będzie jedyną na kilkanaście lat i jeśli miałaby przyczynić się do nabycia pięknego, zdrowego, nowego czworonożnego członka rodziny to jest niewątpliwie tego warta. W American Kennel Club znajdujemy nazwisko oraz adres, telefon lub e-mail hodowcy. Wszystkie osoby figurujące na listach klubów traktują rozmnażanie psów poważnie. Większość z nich będzie dobrym źródłem do nabycia psa, a tylko bardzo nieliczni pod przykryciem klubu próbują dorabiać na szczeniętach. Pomimo tego nadal powinniśmy postępować w myśl zasad zdrowego rozsądku, a nie kierować się emocjami. Wstępna rozmowa z hodowcą jest bardzo istotna. O ile tylko odniesiemy wrażenie, że rozmawiamy z salesmanem, a nie miłośnikiem rasy, powinniśmy odłożyć słuchawkę i poszukać kogoś innego. Generalnie to my - kupujący powinniśmy za­biegać o względy hodowcy, a nie odwrotnie. Następnym krokiem powinna być wizyta złożona hodowli. Teraz możemy bliżej poznać hodowcę oraz, co jeszcze ważniejsze, jego psy. Oglądając psy, należy szczególną uwagę zwrócić na rodziców. Prawdo­podobnie będzie to ograniczone do suki - matki, gdyż każdy prawdziwy hodowca wybiera najlepszego dostępnego psa - samca w kraju (lub na świecie), a nie kryje (tanio) swoim własnym. Należy zwrócić uwagę na poziom higieny, ilość psów (im mniej, tym lepiej) oraz sposób w jaki traktuje je hodowca.

Dobrze jest przygotować sobie wcześniej własną listę pytań do hodowcy, która powinna wyglądać mniej więcej tak:

Czy oboje rodzice są zarejestrowani w AKC, a w przypadku ras rzadkich w ARBA?

Jeśli nie, to nie ma sensu dalej kontynuować dyskusji. Pomijając już kwestię etyki takiego "hodowcy" pamiętajcie, że psy po rodzicach nie zarejestrowanych po prostu nie są rasowe, a my nabywając je popieramy jakiegoś "rozmnażacza - partacza". O ile jednak skorzystaliście z adresu hodowcy z klubu rasy, wówczas pytanie takie nie ma sensu i można je pominąć, gdyż oczywiście wszystkie psy hodowcy będą zarejestrowane.

Czy oboje z rodziców mają prześwietlone stawy biodrowe?

Konieczność w przypadku ras dużych, duży plus w przypadku ras mniejszych.

Jakie problemy zdrowotne są najbardziej typowe dla tej rasy psów?

Każdy hodowca z łatwością wyliczy problemy zdrowotne "swojej" rasy. Jeśli odpowiedź brzmi: Nie ma absolutnie żadnych problemów zdrowotnych, oznacza to, że hodowca nie jest zbyt uczciwy, gdyż nie ma na świecie rasy o perfekcyjnym zdrowiu u wszystkich osobników.

Jakie są osiągnięcia wystawowe rodziców?

Tutaj hodowca z radością powinien pochwalić się zwycięstwami co najmniej ojca. W cywilizowanym świecie kynologii rodziców bez osiągnięć się nie rozmnaża, bo i po co.

Jaki jest standard rasy według AKC?

Standard to opisowy wzorzec psa poparty liczbami ograniczającymi wzrost oraz wagę psów. Jeśli osoba podejmuje się rozmnażania psów, lecz nie zna tych najbardziej podstawowych danych, myślę że dalsza dyskusja nie ma po prostu sensu.

Jak można rozmnażać psy nie wiedząc jak powinien wyglądać prawidłowy przedstawiciel rasy, a więc co chcięlibyśmy osiągnąć?

Jakie są typowe problemy stwarzane przez przedstawicieli rasy?

Podobnie jak i w przypadku problemów zdrowotnych nie ma ras, które byłyby idealne. Jeśli hodowca powie, że jego rasa jest idealna dla każdego, to albo rozmawiamy z osobą nieuczciwą albo zaślepioną swoimi psami. Tak w jednym jak i drugim przypadku nie powinniśmy kupować szczenięcia z tego źródła.

W jakim wieku najwcześniej moglibyśmy odebrać szczenię?

Żaden hodowca nie pozwoli, aby szczenięta zostały oddzielone od matki oraz reszty miotu przed upływem ósmego tygodnia życia. Co najmniej 7 ˝ tygodnia życia. Jest to podyktowane koniecznością właściwej socjalizacji z resztą miotu oraz odpowiedniej ilości wychowawczych kontaktów z suką (ale nie koniecznością korzystania z jej pokarmu, jak niekiedy można usłyszeć na ulicy).

Myślę, że tych kilka podstawowych pytań powinno z łatwością przybliżyć nam poziom profesjonalizmu hodowcy. Powinniśmy również wystrzegać się osób, które próbują zachęcać nas do kupowania szczeniąt poprzez stwarzanie wizji przyszłych korzyści materialnych płynących rzekomo z posiadania psa rasowego. Na przykład obiecując przyszłe zarobki ze sprzedaży szczeniąt suki lub kryć psa - samca. Jeszcze raz powtórzę, korzyści materialnych nie ma, o ile robimy to poprawnie. Ktoś kto opowiada takie bzdury, albo nie jest uczciwy albo nastawiony na zysk poprzez ciągłe rozmnażanie (tzw. puppy mill). W obydwu przypadkach należy osoby takiej unikać.

Prawdopodobnie otrzymanie wysokiej klasy szczeniaka będzie również wymagało nieco czekania, gdyż prawdziwy hodowca nie rozmnaża często. Warto poczekać!

Proszę mi wierzyć, że w każdej z istniejących na świecie ras istnieją co najmniej dziesiątki jej miłośników i hodowców z prawdziwego zdarzenia. Wiem, że niekiedy dość trudno do nich dotrzeć, gdyż na ogół nigdzie się nie reklamują. Jednak wysiłek włożony w znalezienie ich będzie owocował przez następne kilkanaście lat w postaci wspaniałego psa. Zatem warto zainwestować nieco czasu i energii by dotrzeć do tego właściwego źródła.

Życzę powodzenia…

Autor artykułu, George C. Urbański jest specjalistą w dziedzinie kynologii oraz hodowcą psów. Publikuje artykuły w magazynach kynologicznych w wielu krajach.

Zajmuje się szkoleniem psów i konsultacjami.

Tel. 847-885-7946

e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Wymagania odnośnie

wymian nieruchomości

Wiele transakcji posiada cechy zarówno sprzedaży jak i wymiany. Chociaż, generalnie, istota a nie forma jest brana pod uwagę, to nie ma praktycznej różnicy pomiędzy sprzedażą ( substance of sale), a wymianą ( substance of exchange). Realizując like-kind exchange bardzo ważne jest wynajęcie pośrednika honorowanego przez Urząd Podatkowy ( qualified intermediary). Następnym ważnym elementem jest ustalenie zasad dostępu przez podatnika do pieniędzy ze sprzedaży. Dostęp podatnika do tych środków musi być ograni­czony zgodnie z restrykcjami narzuconymi przez Regulation Par. 1.1031(k)-1(g)(6). Musimy również pamiętać, iż nieruchomość otrzymana nie będzie like-kind, dopóki nie będzie zidentifikowana w ciagu 45 dni i otrzymana nie później niż 180 dni od daty transferu relinquished property (sekcja 1031 (a) (3)).

Jeśli chodzi o cenę zakupu, musi być ona równa lub większa od ceny sprzedaży nieruchomości pomniejszonej o koszty sprzedaży (net proceeds). Można wymienić dowolną liczbę, ale istnieje ograniczenie co do ilości otrzymanych nieruchomości:

- ‑maksimum trzy bez względu na wartość rynkową lub

- ‑nie ma ograniczeń co do ilości otrzymanych nieruchomości tak długo, jak ich całkowita wartość rynkowa nie przekracza 200% wartości sprzedaży.

Okres posiadania nieruchomości - nie został wprawdzie jednoznacznie sprecyzowany, ale minimum dwuletni okres posiadania powinnen być wystarczający aby zaliczyć test IRS. Okres posiadania jest tylko jednym z czynników określających zamiar podatnika co do wymiany. Im krótszy okres posiadania, tym musimy przedstawić więcej przesłanek odnośnie zamiaru wy­miany.

Aby uniknąć nieporozumień i kłopotów ze strony Urzędu Podatkowego kwestionującego wymianę w ramach sekcji 1031 należy zastosować się do określonych przez IRS wytycznych tzw. safe harbors. Regulują one miedzy innymi wspomiany wcześniej constructive receipt oraz kwestię umowy agencyjnej:

Umowa zastawu - ( security or guarantee agreement) - zobowiązanie osoby przekazującej nieruchomość może być zabezpieczone umową zastawu ( mortgage) pomiędzy kupującym a sprzedającym. Ustalenie czy podatnik faktycznie otrzymał pieniądze zanim dokonał wymiany nieruchomości będzie dokonane bez względu na to, czy umowa zastawu została zawarta czy też nie.

Konta powiernicze i umowa powiernicza ( qualified escrow accounts and qualified trust) - zobowiązanie osoby przekazującej replacement property do podatnika może być zabezpieczone pieniędzmi, jeśli umieszczone są one na koncie powierniczym ( escrow account) i zdeponowane na podstawie umowy powierniczej ( qualified trust). Zgodnie z tą umową, dostęp podatnika do środków pieniężnych powinien być limitowany w celu pożyczenia czy też zastawu, innymi słowy, otrzymania korzyści z pieniędzy zdeponowanych na escrow account.

Pośrednicy - ( qualified intermediaries) nie są agentami podatnika dla celów like-kind exchange. Umowa pomiędzy podatnikiem a pośrednikiem powinna dawać uprawnienia pośrednikowi w przeniesieniu prawa własności na podstawie pisemnego powiadomienia oraz możliwość zdeponowania pieniędzy na koncie powierniczym narzucając restrykcje w dostępie do tych środków (Regs. Par.1.1031(k)-1(g)(6)). Kilka słów o pośrednikach. Aby znaleźć właściwego pośrednika należy zrozumieć najpierw, kto nie kwalifikuje sie aby nim być. Tak zwanym disqualified party jest każdy kto był agentem podatnika lub jego pracownikiem, prawnikiem lub księgowym, doradcą inwestycyjnym lub agentem, ewentualnie brokerem realnościowym w ostatnich dwóch latach od momentu sprzedaży relinguished pro­perty, jak również krewni podatnika

W jaki sposób odszukać właściwego pośrednika? Należy skontaktować się z Federation of Exchange Accomodators (tel. 916 388-1031) lub odwiedzić stronę internetową: www.1031.org.

Interest and growth factors - podatnik jest uprawniony aby otrzymać korzyść z wymiany, jeśli wynika ona z odroczenia pomiędzy sprzedażą i zakupem. Jeśli podatnik otrzyma umożenie odsetek lub opłat bankowych, będzie to traktowane jako korzyść bez względu czy zostało zapłacone przez bank czy też nie. Podatnik powinien osiągniętą korzyść uwzględnić w dochodzie.

Zalety wymiany:

Generalnie, daje ona możliwość nabycia nowej nieruchomości w transakcji bezpodatkowej. Pozwala również na:

• konsolidację lub dywersyfikację inwestycji - podatnik, który nabył szereg nieruchomości przez wiele lat może dojść do wniosku, iż ze względu na kwestię zarządzania będzie lepiej, jeśli zamieni je na jedną nieruchomość. Z drugiej strony, podatnik może dojść do wniosku, że lepiej byłoby zdywersyfikować swój portfel inwestycyjny i zamienić jedną nieruchomość na dwie lub więcej w lepszych dzielnicach lub obniżyć koszty zarządzania, ewentualnie zmniejszyć ryzyko inwestycyjne.

• osiągnięcie wzrostu wartości inwestycji ( appreciation-leverage) - wiele osób inwestujących w nieruchomości uzyskuje większą equity dzięki pożyczonym pieniądzom (wymiana nieruchomości o wartości $500,000 obciążonej długiem hipotecznym $250,000 na nieruchomość o wartości $1,000,000 obciążonej długiem hipotecznym $750,000).

• większy przypływ gotówki ( cash-flow) - wielu podatników posiada na przykład nieuzbrojoną ziemię kupioną w celach inwestycyjnych. Ziemia ta z reguły nie przynosi żadnego dochodu, a wymaga zapłaty real estate tax. Sekcja 1031 może być użyta do zamiany na nieruchomość przynoszącą miesięczny dochód, bez płacenia podatku od zysku kapitałowego

• relokację inwestycji - po przeprowadzce do innego stanu, inwestorzy mogą zamienić swoją nieruchomość na położoną bliżej nowego domu

• uzyskanie większego odpisu podatkowego - zamiana nieruchomości o niskiej wartości ( low-basis), nie podlegającej amortyzacji (np. ziemia) na nieruchomość o wysokiej wartości ( high basis), będącej przedmiotem amortyzacji, pozwoli na osiągnięcie korzyści podatkowej

Wady wymiany:

• zmiejszona podstawa podatkowa w nowo nabytej nieruchomości - generalnie, podatnik otrzymuje taką samą podstawę podatkową, jaką miał przed wymianą ( carryover tax basis), plus zysk przyjęty do opodatkowania i tzw. boot przekazany minus boot otrzymany. Tym sposobem, podatnik będzie miał niższy roczny odpis podatkowy ( lower cost recovery deduction) od osoby, która stałaby się posiadaczem nieruchomości w tradycyjnej transakcji kupna

• zwiększone koszty wymiany - obejmują koszty closingu, pośrednika, adwokata oraz dodatkowe koszty związane z przygotowaniem rozliczenia podatkowego. Może to przeważyć korzyści, jeśli zysk, który ma być odroczony jest mały

• ograniczenia w użyciu equity - podatnik może użyć środki ze sprzedaży tylko w celu nabycia nowej nieruchomości w ramach transakcji wymiany.

Większość inwestorów dostrzega oczywistą korzyść płynącą z wymian nieruchomości w ramach sekcji 1031 prawa podatkowego - konieczność zapłaty podatku od zysku kapitałowego jest odroczona, pozwalając na bezpodatkowy wzrost wartości naszej inwestycji. Jednak niewiele osób zdaje sobie sprawę, iż jest to doskonałe narzędzie służące do osiągnięcia licznych celów inwestycyjnych.

Jaki jest sens odraczać podatek, jeśli w końcu trzeba będzie go zapłacić? Niekoniecznie. Po śmierci właściciela, nieruchomość otrzymuje stepped-up basis, a spadkobiercy mogą ją sprzedać nie płacąc podatku w ogóle. Dlatego też wymiana nieruchomości używana jest również w planowaniu spadkowym przez doradców podatkowych, gdyż teoretycznie można uniknąć zapłaty odroczonego podatku.

Jak widać, wymiana nieruchomości daje ogromne możliwości, należy tylko umiejętnie je wykorzystać. Aby w pełni skorzystać z sekcji 1031, warto odwiedzić księgowego lub adwokata doświadczonego w obrocie nieruchomości.

Autor artykułu, Mirosław Misztal, CPA

jest właścicielem biura zajmującego się podatkami

i księgowością.

True Tax & Pro Accounting, Inc.

6138 N. Milwaukee, Chicago IL 60646

Tel. (773) 774-9700

Minęło kilkanaście lat, od kiedy internet wyszedł z fazy projektu uniwersyteckiego i zaczął nabierać kształtów technologii użytkowej. Obecnie trudno jest sobie wyobrazić działalność jakiejkolwiek firmy bez szybkiego łącza internetowego. Jednakże nie mam tu na myśli tylko poczty elektronicznej jako metody szybkiej komunikacji, czy też możliwości zbierania informacji w sieci, albo prezentacji oferty handlowej firmy. Są to oczywiste funkcje, do jakich obecnie każdy z nas wykorzystuje to wspaniałe "zjawisko", jakim jest sieć internetowa. Zobaczmy, jakie możliwości daje nam szybkie łącze i jak możemy go efektywnie i bezpiecznie wykorzystać.

Rodzaje szybkich podłączeń

Obecnie dostępnych jest kilka rodzajów podłączenia firmy do sieci:

1. DSL (Digital Subscriber Line) - najpopularniejsza metoda. W skrócie wykorzystujemy istniejącą linię telefoniczną do przesyłania informacji na wysokich częstotliwościach niesłyszalnych dla ludzkiego ucha. Dzięki użyciu specjalnych metod kompresji danych jesteśmy w stanie przesłać do teoretycznie kilku Megabajtów informacji na sekundę. Ograniczeniem DSL jest jego dostępność i szybkość w zależności od odległości, w jakiej znajdujemy się od tzw. "Central Office".

2. Cable - czyli przesyłanie sygnału internetowego poprzez sieć telewizji kablowej. Podobnie jak w wypadku DSL sygnał jest przesyłany na wysokich częstotliwościach niesłyszalnych dla człowieka. Wadą połączenia kablowego jest to, że im więcej naszych bezpośrednich sąsiadów założy sobie to samo łącze, tym bardziej nasza szybkość połączenia będzie spadać.

3. Połączenia satelitarne - tam gdzie nie ma dostępnego DSL czy też "kablówki" zostaje nam satelita. Zakładamy na dach specjalną antenę z nadajnikiem i w obie strony komunikujemy się satelitą telekomunikacyjnym 40 km nad ziemią. Wadą jest duży koszt sprzętu i instalacji (~$700) i długi czas odpowiedzi (TTL), który w wypadku połączeń typu DSL jest kilkakrotnie szybszy.

4. Linia dzierżawiona.Najlepszym i jak to zwykle bywa niestety najdroższym rozwiązaniem jest podłączenie do firmy łącza T1 (lub DS1 w nomenklaturze Ameritech). Mamy tutaj szeroki wybór szybkości i konfiguracji. Łącze T1 jest najpewniejszą metodą połączenia się z siecią internetu. Koszt połączenia zaczyna się od $300 na miesiąc aż do $1000. Suma ta zależy od dostawcy i serwisu naszej linii. Ostatnio dużą popularność zyskują linie T1, w których pasmo jest dzielone pomiędzy dane i głos. Możemy wyłączyć nasze telefony z lokalnej firmy telekomunikacyjnej i wykorzystując łącze T1 dzwonić lokalnie bez ograniczeń i dodatkowych kosztów. Jeżeli posiadamy więcej niż 4 linie telefoniczne w biurze, rozwiązanie takie może drastycznie obniżyć koszt rachunków telefonicznych i do tego mamy jeszcze szybki internet. Rozwiązanie to jest stabilne i działa bez zarzutów od lat. Linia T1 jest specjalnie podłączaną do naszego biura dodatkową linią telefoniczną. Usterkowość T1 jest zwykle poniżej 0.1%.

Mając jedno z wymienionych łącz podłączamy router i rozdzielamy sygnał na wszystkie komputery w sieci. Dla miłośników komputerów przenośnych możemy dodatkowo zainstalować Wireless Router i w momencie pojawienia się notebooka w budynku mamy już dostęp do internetu, lokalnej sieci i drukarek bez wpinania jakiegokolwiek kabla. W tym miejscu warto wspomnieć o jeszcze jednej technologii dostępu do internetu w dużych ośrodkach miejskich. Operatorzy telefonii komórkowej oferują od niedawna możliwość bezprzewodowego stałego łącza internetowego. Serwis taki kosztuje około $80 na miesiąc za bezlimitowe podłączenie naszego notebooka do internetu. Musimy jedynie zainstalować specjalną kartę PCMCIA w naszym notebooku i możemy bez ograniczeń buszować po Internecie z szybkością ~100KB/s.

W wypadku połączeń biznesowych ważne jest, aby nasz serwis posiadał statyczny adres IP, co umożliwi nam komunikację z biurem z domu czy też innego biura. Dostawca usług internetowch (Provider) zaopatruje nas w modem/router, który pozwala jednemu komputerowi w naszej sieci na połączenie z internetem. Posiadając takie połączenie w bardzo prosty sposób dzielimy go na wszystkie komputery w naszym biurze (czego dostawcy nie lubią). Jednakże zanim to zrobimy powinniśmy pomyśleć o zabezpieczeniu danych na naszych kompu­terach przed innym "ciekawskimi" użytkownikami internetu. Urządzeniem, które pozwoli chronić naszą sieć jest firewall. Pozwala on na takie ustawienia, że praktycznie nasza lokalna sieć komputerowa jest zupełnie niewidoczna dla innych. Dodatkowe funkcje, które możemy osiągnąć to blokowanie określonych stron i serwisów pracownikom firmy, analiza odwiedzanych ośrodków, ochrona antywirusowa. Przykładowo możemy zablokować możliwość uczestniczenia w chat rooms, zabawy w Ebay w godzinach pracy czy programy do wymiany plików (KAZAA). Firewall tworzy plik tekstowy (Log), w którym zapisuje wszystkie połączenia z wewnątrz sieci jak również z zewnątrz. Daje nam to możliwości kontroli ruchu i aktywności pracowników. Firewall dysponuje dwoma rozwiązaniami. W pierwszym software jest być może wystarczające do użytku domowego, jednakże nie­akceptowane w użyciu komercyjnym. Sprzętowe Firewall kosztują minimum $200 i w zależności od ilości połączeń obsługiwanych osiągają koszty kilkunastu tysięcy. W cenie do $500 możemy kupić bardzo dobry Firewall z możliwością połączeń VPN.

Te tajemnicze trzy litery VPN - to przyszłość komu­nikacji. Technologia Virtual Private Network (VPN) pozwala na bezpieczne transmisje danych przez otwartą sieć internetu. Dzięki niej możemy łączyć odległe biura w jedną sieć, bezpiecznie pracować na firmowej sieci siedząc w bamboszach w domu. Zasada działania VPN jest bardzo prosta. W momencie nawiązania połączenia z naszym biurem weryfikowany jest specjalny klucz cyfrowy wysłany przez nasz komputer (czasami również adres IP naszego komputera) i po poprawnej identyfikacji połączenie jest szyfrowane według tego specjalnego klucza. Jeżeli ktoś przechwyci naszą transmisję zobaczy tylko szczątki liter i cyfr bez szansy poskładania tego w jedną całość. Obrazowo tłumacząc wyobraźmy sobie, że nasze dane to kartka papieru, która wychodząc z naszego komputera jest cięta na drobne paski, które są przesyłane przez sieć i składane z powrotem przez moduł VPN w naszym biurze. Abyśmy mogli zainstalować VPN potrzebujemy statyczny adres IP w naszym biurze. Dzięki szybkim połączeniom internetowym i technologii VPN możemy połączyć kilka, kilkanaście biur w jedną zamkniętą i bezpieczną sieć bez potrzeby wykupywania drogich połączeń bezpośrednich. Możemy na przykład spiąć nasz polski oddział firmy z serwerem w Chicago. Pracownik w Polsce nie będzie nawet wiedział gdzie fizycznie znajduje się serwer. Świat staje się mały.

Następnym bardzo praktycznym wykorzystaniem komercyjnym internetu są video - konferencje. Do niedawna jedyną metodą spotkania się z naszym partnerem biznesowym odległym o kilkaset kilometrów był zakup biletu lotniczego i po paru godzinach mogliśmy porozmawiać osobiście w sali konferencyjnej. Teraz używając sieci internet i serwis WEBEX możemy tę samą sprawę załatwić siedząc w swoim biurze przed ekranem komputera. Zasada działania serwisu jest prosta. Po zainstalowaniu prostej aplikacji tworzymy wirtualny pokój konferencyjny i przez internet możemy przeprowadzić prezentację naszego produktu. Obraz z naszego komputera lub kamery jest przekazywany uczestnikom konferencji, a głos poprzez telefon. Jest to bardzo skuteczna i coraz bardziej popularna metoda komunikacji. Koszty są nieporównywalne niskie (około $50 za godzinę) z tradycyjną metodą spotkań biznesowych.

Kolejne nowe zastosowanie sieci to przesyłanie obrazu z kamer przemysłowych. Współczesne kamery przemysłowe podłączane są do DVR (Digital Video Recorder). Urządzenie to zapisuje obraz z kilkunastu kamer na dyski twarde, a nie jak to było wcześniej na taśmę video. Dzięki temu, że DVR jest niczym innym jak specjalnym komputerem otwierają się nowe możliwości. Przede wszystkim nie ma potrzeby zmie­niania taśm i jednocześnie obraz z kilkunastu kamer jest nagrywany przez miesiąc zanim zacznie się automatyczne wymazanie starszych zapisów. Ponieważ mamy do czynienia z cyfrowym zapisem możemy bez problemów po podłączeniu systemu do sieci internet przeglądać archiwalne zapisy z domowego komputera. Sieć internetu umożliwia nam zarządzanie pracą firmy siedząc w domowym fotelu prze ekranie komputera. Przyjęło się stwierdzenie, że kamery przemysłowe są systemem bezpieczeństwa. Osobiście uważam, że w połączeniu z internetem są wspaniałym narzędziem do zarządzania i kontroli pracy. Jeżeli dana firma ma kilka oddziałów, możemy będąc w jednym miejscu obserwować i koordynować pracę innych oddziałów. W wypadku zak­ładów przemysłowych na hali produkcyjnej możemy za­insta­lować automatyczne kamery typu PTZ (Pan/Tint/Zoom) i sterować nimi poprzez DVR i internet dowolnego punktu na ziemi. Czyli w momencie problemu z maszyną czy produktem możemy przy użyciu takiej kamery obejrzeć dokładnie szczegóły i zdiagnozować problem.

Komercyjne zastosowania sieci internet można wymieniać bez końca. Wyżej wymienione przykłady miały na celu uświadomienie ogromnych możliwości jakie przynosi poprawnie zaprojektowana i wykonana sieć komputerowa w firmie. Jak widzimy, obecnie szybkie łącze internetowe jest już integralną i nierozłączną częścią każdej sieci komputerowej. Dokładnie tak jak przewidywał to Bill Gates kilka lat temu. No có¿, po raz kolejny mia³ racjê.

Autor artyku³u, Pawe³ Pustelnik jest pracownikiem firmy

procom enterprises, ltd.

6615 W. Irving Park Road, Chicago, IL 60634

tel. 773-427-0202

E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

W poprzednim artykule opublikowanym we wrześniowym wydaniu "Monitora" pisałam o różnych aspektach współuzależnienia i o jego wpływie na jakość i satysfakcję z życia. Niniejszy artykuł jest próbą wyjaśnienia dlaczego zmiana w postawie członków rodziny wobec uzależnionego może pomóc w podjęciu leczenia przez osobę dotkniętą problemem alkoholowym lub innym (narkomania, pracoholizm, seksoholizm itp.).

W związku z kimś kto nadużywa alkoholu (lub innych narkotyków, pracy, seksu, gier hazardowych i komputerowych, internetu, jedzenia, związków z innymi ludźmi i innych zachowań przymusowych) osoba współuzależniona ma często sytuację znacznie trudniejszą emocjonalnie niż osoba uzależniona, ponieważ w jej życiu nie występuje czynnik "znieczulający", taki jak alkohol, czy narkotyki, nadmierna praca i jak powyżej. Oczywiście może się zdarzyć, że współuzależnieni sięgają po takie sposoby, aby choć odrobinę doznać ulgi, ale najczęściej nie staje się to ich problemem i sposobem na życie. Jeśli doszłoby do tego, co niestety czasem się zdarza, to sytuacja w rodzinie ulega dalszej dramatycznej komplikacji. Przeważnie jednak współmałżonek, rodzic, czy dziecko osoby z problemem uzależnienia, sam nie jest uzależniony od substancji psychoaktywnych lub innych działań przymusowych, natomiast fakt, że nie dysponuje skutecznym sposobem rozładowania napięcia związanego z pozostawaniem w związku z osobą uzależnioną powoduje, że jego sytuacja jest ogromnie ciężka i stresująca. Pogarsza ją jeszcze fakt, że współuzależniony zadaje sobie ciągle pytanie "co zrobiłem złego, jakie błędy popełniłem, że mój współmałżonek (dziecko lub rodzic) pije nadmiernie lub zażywa inne narkotyki". Przeważnie w naszej przeszłości są takie wydarzenia, za które jesteśmy odpowiedzialni i które mogły spowodować u naszych bliskich różnorodne problemy, np.: "nie poświęcałem jej wystarczającej ilości czasu, nie byłem dla niej dość dobry, lekceważyłem jej potrzeby, byłem egoistą itp., lub "byłam zbyt wymagająca i zrzędliwa, nietolerancyjna, zaniedbywałam go seksualnie". Tak, to wszystko prawda, w każdym związku istnieją fakty świadczące o tym, że zachowywaliśmy się niezgodnie z oczekiwaniami partnera. Natomiast też prawdą jest, że nikt z nas nie jest na tyle doskonały, żeby nie popełniać żadnych błędów. A przecież nie wszystkie żony czy mężowie, dzieci czy rodzice piją lub uzależniają się od innych substancji. Tak robią tylko niektórzy z nich (około 10% jak wskazują badania statystyczne). Nietrudno dostrzec więc, że uzależnienie naszego bliskiego nie jest związane wyłącznie z naszą osobą i wielkim błędem byłoby twierdzenie, że uzależnił się "przeze mnie". Nie, uzależnił się dlatego, że miał ku temu specyficzne predyspozycje (nie potrafił rozwiązywać problemów w sposób konstruktywny i optymalny, ale działał niszcząco i nieprawidłowo). A za zaistnienie wyżej wymienionych predyspozycji nie jesteśmy odpowiedzialni (są za to odpowiedzialne czynniki psychofizjologiczne i społeczne). Pisałam o tym we wcześniejszych numerach "Monitora".

Czy znaczy to, że bliscy członkowie rodziny osoby współuzależnionej nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za wyżej wymieniony problem? Za samo zaistnienie problemu - tak, nie ponoszą absolutnie żadnej odpowiedzialności. Są natomiast współodpowiedzialni za trwanie w takim stanie (czasami miesiącami, a nawet latami). Są współodpowiedzialni za pozwalanie na złe traktowanie, na nadużycia fizyczne i psychiczne, na ponoszenie konsekwencji za alkoholika, np. finansowych, kiedy spłacają jego długi lub biorą na siebie ciężar utrzymania domu. Warto chyba zdać sobie sprawę z tej prostej prawdy, że ciągle powtarzane błędne działania prowadzą niestety do tych samych, niechcia­nych błędnych rozwiązań, które najmniej dotykają samego alkoholika, a w większym stopniu jego rodzinę. Poczucie winy, które w dużym natężeniu dotyczy współuzależnionych (małżonka, dzieci lub rodziców alkoholików) jest emocją destrukcyjną, to znaczy taką, która zamiast pomagać, nieuchronnie niszczy. Powoduje również, że za­miast stawiać uzależnionemu członkowi rodziny rozsądne wymagania, ciągle staramy sie zadośćuczynić błędom, które rzekomo popełniliśmy w przeszłości. "On tyle przeszedł przeze mnie, zostawiłam go samego na tyle lat, bo ogłupiały mnie te pieniądze" lub "zawsze za mało zarabiałem, a ona lubiła luksusowe życie". Tak, bierzemy na siebie wszystkie, często urojone winy, stając się bezwolnym narzędziem manipulacji, co znakomicie wykorzystywane jest przez alkoholika do kontynuacji picia. Co to znaczy, że jesteśmy manipulowani przez osobę uzależnioną? O manipulacji, która jest bardzo silnie związana z uzależnieniem mówimy wtedy, gdy jesteśmy zmuszani do zachowań na które nie mamy ochoty przy pomocy szantażu, wzbudzania poczucia winy, litości, zastraszania i przede wszystkim kłamstwa. Nawet jeśli nie mamy ochoty dzwonić do szefa i wyjaśniać, dlaczego nasza żona nie mogła dziś przyjść do pracy, to jednak dzwonimy i tłumaczymy, ponieważ usłyszeliśmy od żony "jeśli stracę pracę, to będzie to twoja wina". Albo jeśli nie chcemy wybaczyć ostatniego pobicia, to na skutek usilnych nacisków małżonka, że bez ciebie zginie, a przecież tak bardzo cię kocha - ustępujemy i jeszcze raz (ale niestety pewnie nie ostatni) wybaczamy. Taki właśnie jest mechanizm manipulacji i żaden uzależniony się przed nim nie cofnie. Oczywiście także współuzależ­nieni używają tego typu oddziaływań, żeby uzyskać od uzależnionego członka rodziny to na czym im z kolei zależy, czyli na kontrolowaniu, co jest równie niepra­widłowe. Rodzinę borykującą się z problemem alkoholowym cechują relacje oparte na nieuczciwości i manipulacjach. Choroba alkoholowa (i inne uzależnienia) jest chorobą całej rodziny i niewłaściwym jest myślenie, że można "oddać" na leczenie uzależnionego, jako "delegata do leczenia", a cała reszta rodziny może spokojnie czekać, aż go w jakimś odpowiednim ośrodku "naprawią". Wiele się pisze o tym w jaki sposób alkoholik zatruwa życie rodzinie, jak pije nadmiernie, awanturuje się, bije, okrada najbliższych, zastrasza, wymusza, nadużywa. Gdzieś natomiast na marginesie zostają współuzależnieni członkowie wspólnoty rodzinnej, których zachowania również odbiegają od normy, co utrudnia, a niekiedy wręcz uniemożliwia podjęcie leczenia całej rodzinie. Jakie to zachowania? Po pierwsze: ciagłe, bezwarun­kowe pomaganie, co wiąże się z ochroną alkoholika przed odpowiedzialnością i konsekwencjami (może więc spokojnie pić dalej, ponieważ nie dotykają go skutki nadużywania alkoholu lub narkotyków). Takie zachowania to: kłamstwa, aby nie stracił pracy lub "twarzy", telefony do szefa, że miał wypadek i nie może przyjść do pracy, ukrywanie posiniaczonej twarzy, tłumaczenie przed rodziną jego niewłaściwego zachowania - "to przez tę stresującą pracę jest taki nerwowy" i ciągłe udawanie że wszystko jest w porządku. Współuzależnieni przez lata życia z alkoholikiem wytwarzają sobie cały chory, lecz sprawnie funkcjonujący system przystosowania do ogromnie trudnej, patolo­gicznej sytuacji, jaką jest bliski związek z osobą uzależnioną. System ten jest oczywiście nieprawidłowy i rodzący dalsze nieprawidłowości. Generalnie mówiąc, my współuzależnieni zachowujemy się jak policjanci, sędziowie, prokuratorzy, nadzorcy i manipulanci w jednej osobie, ponieważ oskarżamy, osądzamy, śledzimy, kontrolujemy i manipulujemy: zrzędzimy, płaczemy, prosimy, błagamy, przekupujemy, wymuszamy, gro­zimy, wywołujemy poczucie winy i wstydu i również chronimy i kryjemy, zatajamy i oczywiście ułatwiamy nadużywanie. Jak należy wnioskować ze skutków takich zachowań, na pewno nie pomagamy skutecznie naszemu alkoholikowi wyjść z uzależnienia, ponieważ skuteczna pomoc to działania odwrotne do wyżej wymienionych. Aby pomóc alkoholikowi należy umożliwić mu doświadczenie skutków jego własnych zachowań i pomóc mu w skonfrontowaniu się z rzeczywistością (a więc osiągnięcie zupełnie innych celów niż do tej pory). Prawdziwa pomoc to umożliwienie alkoholikowi konfrontacji z własnym lękiem i cierpieniem, kiedy musi doświadczyć konsekwencji swoich czynów, a to właśnie jest skutkiem przyjęcia na siebie odpowiedzialności osoby uzależnionej za jej własne picie. Jak to zrobić? Wiem jak jest to trudne dla osoby uwikłanej w taki związek (ze współmałżonkiem, dzieckiem lub rodzi­cem). Wymaga to zgody na dokonanie głębokich zmian w życiu i konsekwentne dokonywanie tych zmian.

Autorka artykułu, Grażyna Sobiczewska, jest terapeutą rodzinnym i małżeńskim, absolwentką Wydziału Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego

ze specjalnością Psychologia Dewiacji.

Obecnie pracuje w ramach Programu Pomocy Rodzinie przy Family Counseling & Rehabilitation Center

jako Family Counselor.

Family Counseling & Rehabilitation Center

5820 W. Irving Park Road, Chicago, IL

Tel. 800 652 0005 (bezpłatny), 773 685 8482

Życie nierozłącznie jest związane ze śmiercią. Nikt z nas nie ma gwarancji na życie, za to wszyscy musimy umrzeć. Tę smutną prawdę uświadamiamy sobie z konieczności od czasu do czasu. Śmierć stanowi bardzo intymny temat na który bardzo często nie chcemy rozmawiać nawet z najbliższymi. O śmierci można rozmawiać z punktu widzenia filozofii, socjologii, etyki, kultury i religii. Ze względu na naszą przeszłość historyczną i teraźniejszość religijną można śmiało powiedzieć, że nie jesteśmy najlepiej przygotowani na nasze ostatnie godziny. Bardzo często jesteśmy zaskoczeni tym, że ktoś od nas odchodzi na zawsze i nie bardzo sobie radzimy ze sprawami, których rozwiązanie można było przygotować z dużym wyprzedzeniem. Chciał­bym Państwu przedstawić temat umierania z punktu widzenia medycyny.

Praktycznie przyjmuje się, że śmierć nastepuje w wyniku zatrzymania krążenia krwi i zatrzymania akcji oddechowej doprowadzających do nieodwracalnego uszkodzenia mózgu.

Zatrzymanie krążenia występuje w wyniku zatrzymania akcji serca (cardiac arrest), zaburzeń rytmu serca (cardiac arrhythmia) ze zbyt wolną lub zbyt szybką częstotliwością skurczów. Do zaburzeń tych najczęściej dochodzi w wyniku zawałów mięśnia sercowego, zaburzeń elektrolitowych lub zaburzeń przewodnictwa impulsów elektrycznych w sercu.

Zatrzymanie oddechu występuje często w związku ze zmianami w centralnym układzie nerwowym i zmniejszoną aktywnością ośrodka oddechowego. Jest związane z nagromadzeniem płynów w płucach (obrzęki płuc) i rozległymi stanami zapalnymi. Często dochodzi do sytuacji, w których zbyt szybkie oddychanie (tachypnea) doprowadza do zbytniego fizycznego wyczerpania i zaprzestania akcji oddechowej ze względu na zmęczenie.

Obumarcie mózgu (brain death) jest wynikiem braku dopływu wystarczającej ilości tlenu do mózgu czy to w wyniku zaburzeń krążenia, oddychania, niedoboru przenośnika tlenu we krwi hemoglobiny (wykrwawienie) lub jej nieodwracalnych zmian (np. zatrucia), ucisku przez krwiaki wewnątrzczaszkowe.

Jeżeli do zatrzymania krążenia krwi lub zatrzymania akcji oddechowej dochodzi w miejscu, w którym przebywają inni ludzie, istnieje szansa na szybką pomoc, a co za tym idzie - na uratowanie życia. Pomoc taka zazwyczaj składa się z zewnętrznego masażu serca (rytmiczny ucisk klatki piersiowej) i wymuszonego oddychania metodą usta -usta lub przy pomocy specjalnych masek podających powietrze lub tlen pod ciśnieniem. Pobudzenie akcji serca wymusza się również defibrylatorami, specjalistycznymi urządzeniemi do elektrycznej stymulacji serca, które są rozmieszczone na lotniskach, miejscach zgromadzeń, czy też w samochodach policyjnych. Jeżeli czynności pierwszej pomocy zostaną przeprowadzone szybko i poprawnie istnieje szansa na normalne życie. Często niestety, nawet w wyniku prawidłowo przeprowadzonej pomocy, dochodzi do nieodwracalnych niedotlenieniowych zmian w mózgu, a co za tym idzie, zaburzeń sprawności umysłowej i fizycznej. Jeżeli do zatrzymania akcji serca lub oddechu dochodzi nocą, w czasie snu, bardzo często pomoc przychodzi za późno. Zatrzymanie akcji serca i oddy­chania w wyniku zamrożenia zwiększa szanse na odratowanie nawet po dłuższym czasie przebywania w niskiej temperaturze.

Podobnie wygląda sytuacja w szpitalu. Szybkość przeprowadzonej akcji reanimacji (CPR-cardiorespiratory resuscitation) decyduje o przeżyciu pacjenta. Jeżeli zatrzymanie krążenia miało miejsce u pacjentów monitorowanych na oddzia­le telemetrii lub oddziale intensywnej opieki medycznej (Telemetry, Intensive Care Unit), akcję ratowniczą zaczyna się w ciągu kilku sekund. Pacjent taki jest intubowany w czasie następnych kilku minut, podłączony do tlenu i dostaje leki regulujące rytm serca, ciśnienie krwi i poprawiające krążenie. Jego serce może być zmuszane do skurczy przy pomocy wyładowań elektrycznych z defibrylatora. Funkcje życiowe pacjenta są cały czas monitorowane przez personel szpitalny, a ich zaburzenia są szybko kontrolowane i korygowane. Czasami niezbędne jest pobudzanie serca przez dłuższy czas przy pomocy zewnętrznego rozrusznika serca (cardiac pacemaker).

Jeżeli pacjent przebywa na od­dziale, w którym nie ma telemetrii (od­działy ogólnomedyczne, chirurgiczne, rehabilitacji), szanse przeżycia po zatrzymaniu oddechu i krążenia bez trwałych zmian w mózgu sa nikłe.

Zarówno lekarze jak i pielęgniarki opiekujący się pacjentami w szpitalu muszą co jakiś czas przechodzić kursy CPR. Kursy te są organizowane przez American Heart Associacion, które organizuje podobne kursy dla wszystkich, którzy chcą nauczyć udzielania pierwszej pomocy. Są zalecane i dostępne również dla rodzin pacjentów chorych na serce i inne choroby bezpośrednio zagrażające życiu.

Lekarze, którzy biorą bezpośredni udział w ratowaniu życia pacjentów szpitalnych muszą ukończyć bardziej zaawansowany kurs ACLS-Advanced Cardiac Life Support umożliwiający im kierowanie akcją reanimacji.

Problem ratowania życia bardzo ściśle łączy się z problemem umierania. Jest prawie pewnym, że pacjent, któremu w momencie zatrzymania pracy serca czy oddychania nie udzieli się pomocy będzie musiał umrzeć. Jest to bardzo ważny moment, w którym decydują się losy życia pacjenta. Jeżeli pacjent nigdy nie wyraził sprzeciwu przeciwko reanimacji, otrzyma on pełną pomoc z masażem serca, intubacją i innymi za­biegami, jeżeli zachodzi taka potrzeba. Ale często pacjent nie ma możliwości podejmowania decyzji o swojej opiece w takich momentach, gdyż jest nieprzytomny, zdezorientowany lub pozostaje pod wpływem leków uniemożliwiających mu podejmowanie decyzji w sprawie swego leczenia. Aby poprawić długoterminową opiekę nad zaintubowanym pacjentem często niezbędne jest założenie sondy dożołądkowej ułatwiającej karmienie, rurki dotchawiczej ułatwiającej higienę dróg oddechowych lub też przepro­wadzenie innych zabiegów. Wszystkie te zabiegi wymagają zgody na zabieg, wydanej przez pacjenta, jego najbliższych lub w przypadkach gdy nikt nie jest w stanie wydać takiej zgody, przez samych lekarzy.

W przypadkach kiedy pacjent nie może decydować o sobie i swoim leczeniu, odpowiedzialność spada na najbliższego członka rodziny (żona, mąż, rodzice, najstarsze dziecko). Dobrze jest wiedzieć jaka jest/była wola pacjenta przed tym zanim stracił zdolność podejmowania decyzji. Do prawnego zapisu woli pacjenta w zakresie opieki medycznej może służyć testament (last will), pełnomocnictwo osoby wskazanej przez pacjenta (The durable power of attorney for health care) lub zaświadczenie o zgodzie na przeprowadzenie resuscytacji, lub jej odrzucenie (living will). W dokumentach tych można zaznaczyć kogo wybiera się do decydowania o swoim leczeniu (surrogate). Może to być członek rodziny, ale może też być nasz przyjaciel. Dobrze jest przedyskutować ten temat na spokojnie z najbliższymi w momencie, w którym nic nam nie grozi, a koniecznie gdy wybieramy się na poważniejszy zabieg operacyjny lub też gdy mamy poważny problem medyczny. Samo przedyskutowanie tematu umierania niezmiernie pomaga najbliższym w podejmowaniu decyzji o naszym leczeniu. Podpisane przez nas dokumenty na ten temat mogą zapobiec nieporozumieniom jakie wiążą się z ustnym przekazem naszej woli. Jeżeli nie macie Państwo przygotowanych dokumentów tego typu, ryzykujecie, że mogą wystąpić rozbieżności co do waszej opieki medycznej wśród różnych członków rodziny. Nie tak rzadko zdarza się, że najbliżsi pacjenta walczą między sobą o to jak daleko opieka medyczna powinna się posunąć i w którym miejscu powinna być przerwana. Bez wyraźnych instrukcji na temat naszych ostatnich chwil możemy spowodować poważne problemy pomiędzy członkami naszej rodziny jak też i przedłużyć nasze umieranie.

Przy przyjęciu do szpitala każdy szpital umożliwia wypełnienie odpowiednich form na wypadek jakbyśmy sami nie mogli decydować o naszym leczeniu. Formy te możemy również wypełnić u prawnika i przesłać do naszego lekarza.

Podpisanie form jest potwierdzeniem naszej woli określającej w jakim zakresie chcielibyśmy być leczeni, a także wskazującej kto za nas będzie podejmował decyzje. Tak długo jak jesteśmy przytomni i świadomi tego co się dookoła nas dzieje, jesteśmy w stanie samodzielnie podejmować decyzje o zakresie naszego ratowania lub też nie. Możemy decydować, czy chcemy aby nas zaintubowano, czy też nie, aby robiono masaż serca, czy też nie, aby użyto defibrylatora, czy też nie. Bardzo ważne jest przedyskutowanie czy w ogóle chcemy aby zaczynać CPR. Jeżeli nie chcemy aby resuscytacja została podjęta, lekarz wpisuje do karty pacjenta zlecenie o DNR (do not resuscitate), co oznacza, że w przypadku zatrzymania naszych funkcji życiowych żadne procedury podtrzymujące życie nie zostaną przeprowadzone. Decyzję tą można zmieniać w zależności od naszego stanu zdrowia i postępu choroby. Pomocni tu są lekarze bezpośrednio opiekujący się pacjentami ciężko chorymi (szczególnie onkolodzy, pulmonolodzy, kardiolodzy), ale nikt nie będzie postępował wbrew waszej woli.

W dokumentach o naszej opiece możemy również zamieścić informacje o zaprzestaniu leczenia w przypadku gdy ustaje funkcja mózgu, a oddychanie i krążenie podtrzymywane są mecha­nicznie.

Podpisanie dokumentów o opiece nad nami ma również podłoże ekono­miczne. Bardzo często po odratowaniu pacjenta serce bije sprawnie, ale mózg jest nieodwracalnie uszkodzony i zachodzi potrzeba mechanicznej wentylacji z użyciem respiratora. Pacjent wymaga wysokospecjalistycznej i niesamowicie drogiej opieki medycznej, która w stosunkowo krótkim czasie może doprowadzić do wyczerpania zasobów materialnych pacjenta.

Niektóre religie i kultury charakteryzują się obojętną postawą wobec śmierci, ponieważ jest ona wpisana w życie. Wyznawcy innych religii ujawniają radość po śmierci najbliższych, którzy odeszli do lepszego życia. Niektórzy z moich starszych pacjentów wspominają, że chcieliby już umrzeć. Żartując mówię im, żeby się "nie pchali bez kolejki i czekali aż ktoś ich zawoła". Bo śmierć nie musi być zła, zwłaszcza kiedy przychodzi o czasie.

Doktor medycyny Błażej Łojewski, M.D. 

(Blazej Lojewski)



Jeżeli zaciągnąłeś na studiach Perkins Loan i wybrałeś użyteczną dla społeczeństwa, ale niekoniecznie wysoko płatną profesję, to Wujek Sam, może anulować twoją pożyczkę. Jeżeli pójdziesz do wojska i wytrzymasz 4 lata, darowana ci będzie połowa długu.

Co to jest Perkins Loan

Perkins Loan jest pożyczką udzielaną studentom na studiach przed magisterskich i magisterskich ( undergraduate i graduate) na zaledwie 5%. Pożyczkobiorca nie jest obciążony żadnymi dodatkowymi opłatami. Wysokość pożyczki zależy od zaawansowania studiów: do $4,000 rocznie na programie przed magisterskim i do $6,000 rocznie na programie magisterskim. Pożyczkę Perkinsa należy spłacić nie później niż w ciągu 10 lat zaczynając 9 miesięcy po ukończeniu lub rzuceniu szkoły.

Jakie zawody

kwalifikują cię do starania się

do anulowanie pożyczki na studia?

Służba wojskowa.

Musisz czynnie służyć co najmniej 12 kolejnych miesięcy w US Army, Navy, Air Force, Marine Corps albo Coast Guard. Anulowane ci będzie 12.5% za każdy pełny rok służby, do czwartego, razem maksymalnie do 50% zaciągniętego kredytu.

Head Start .

Pełnoetatowi nauczyciele pracujący w ramach programu Head Start przez cały rok akademicki. Ich pobory nie mogą przekraczać uposażenia pracowników na podobnych stanowiskach zatrudnionych przez lokalną edukacyjną instytucję. Anulowane jest po 15% długu rocznie, maksymalnie do 100%.

Peace Corp/VISTA.

Ażeby zakwalifikować się, trzeba przepracować pełny rok w ramach programu Peace Corp albo Domestic Voluneer Service Act od 1973 (VISTA). Trzeba być stróżem prawa ( law enforcement) w lokalnej, stanowej czy federalnej instytucji, która zajmuje się zapobieganiem przestępczości (policja, więziennictwo, kryminalne sądownictwo, probation). Zawody o charakterze administracyjnym czy pomocniczym się nie kwa­lifikują. Harmonogram eliminacji długu - jak poniżej.

- ‑15% długu przebaczane jest w pierwszym i drugim roku.

- ‑20% w trzecim i czwarty, maksymalnie - 70% pierwotnie zaciągniętego kredytu.

Employee of Child or Family Service Agency.

Pełnoetatowi pracownicy publicznej lub prywatnej (ale nie obliczonej na zysk) agencji zajmującej się pomocą zagrożonym dzieciom i rodzinom. Za zagrożone ( high risk) dzieci uważa się dzieci zaniedbane, zagrożone przestępczością albo z emocjonalnymi czy umysłowymi problemami. Perkins Loan anulowany jest w następujący sposób:

po 15% w roku pierwszym i drugim;

20% w roku trzecim i czwartym

30% w piątym roku, w sumie do 100%

‑Qualified Professional Provider of Early Intervention Service

Tylko za służbę do 7 października 1998. Osoby zatrudnione na pełen etat w ramach programów publicznych albo non-for profit, które odpowiadają Section 676(b) (a) of the Individual with Disabilities Education Act. Zawód musi być w zgodzie z Sekcją 672(2) tej ustawy. Harmonogram eliminowania długu tak jak powyżej.

Pielęgniarka.

Odpowiednio licencjonowana practical nurse, registered nurse pracująca w pełnym wymiarze czasu. Harmonogram eliminacji długu - jak powyżej.

Technik medyczny ( medical technician).

Odpowiednio licencjonowana przez stanowe wła­dze osoba pracująca pełnoetatowo w resorcie zdrowia w dziedzinie terapii, medycznej technologii, żywienia, higieny dentystycznej itp. Harmonogram przebaczenia długu: 100-procentowy, jak powyżej.

Wyżej wymienione są federalnymi programami. Stanowe i lokalne instytucje, okręgi szkolne ( school districts) i różne organizacje próbują przeciągnąć potrzebnych ludzi i mogą również pomagać w spłacie pożyczek studenckich. Nie zaszkodzi zapytać.

Więcej dowiecie się Państwo na stronie internetowej pod adresem: www.Finance.emory.edu/sfs/loancancellation.html

Gdzie dowiedzieć się więcej?

Zasady federalnej pomocy studenckiej wyjaśnia broszura The Student Guide, którą można otrzymać od U.S. Department of Education, dzwoniąc pod numer 800-4-FED-AID, 800-433-3243.

Można również broszurę bezpłatnie ściągnąć z Internetu ze strony: www.ed.gov/prog_info/SFA/ StudentGuide/2002-3 .

Pomocne są również poniższe witryny:

• www.usnews.com/usnews/edu,

• www.collegeboard.com;

• www.petersons.com;

• www.collegeview.com;

• www.finaid.org;

• www.studentservices.com/fastweb

• i wiele innych.

Artykuł przedrukowano za zgodą

Polskiego Poradnika "Sukces"

Adres: 255 Park Lane; Douglaston, NY 11363,

Interview jest najważniejszą częścią starania się o pobyt stały, naturalizację lub wizę tymczasową. Wielu z Państwa odbyło już swoje rozmowy kwalifikacyjne, wielu się dopiero do nich przygotowuje. Ze względu na zmiany w prawie, ostatnie wydarzenia na świecie i zmia­ny w biurze imigracyjnym, sposób przeprowadzania i przygotowania się do interview też drastycznie się zmienił.

Co do interview o wizy tymczasowe, które odbywa się za granicą, w konsulatach USA, to najważniesza zmiana dotyczy samego faktu, ze interview będzie teraz obowiązywało w prawie każdym przypadku. Osoby, które nie przyzwyczajone są do odbywania rozmowy kwalifikacyjnej, ponieważ mają na przykład wieloletnie wizy pracownicze lub studenckie, które muszą być przedłużone, do tej pory ograniczały swój kontakt z konsulatem do pozosta­wienia paszportu na 24 godziny i odebrania go z gotową wizą. To już zdarzać się nie będzie. Ze względu na nowe wymagania organów bezpieczeństwa USA, nowe testy, sprawdziany, dochodzenia, nowe systemy kompute­rowe, itd. konsulaty spodziewają się dużych opóźnień w wydawaniu wiz i przeprowadzaniu interview. Przygotować należy się podobnie jak w przeszłości. Należy mieć ze soba wszystkie dokumenty niezbędne by przekonać konsula, że kwalifikujemy się na wizę, o którą się staramy. Jeśli jest to wiza turystyczna, to musimy pamiętać o dokumentach udowadniających, że nie będziemy pracować w USA (typu sponsor w Stanach Zjednoczonych lub oszczędności) i o dokumentach udowadniających naszą intencję powrotu do Polski (praca, szkoła, dom, reszta rodziny, itd.). Obecnie interview na wizę jest przeprowadzane tylko po sprawdzeniu aplikanta przez FBI i lokalną policję. Mężczyźni powinni również być przygotowani na pytania dotyczące służby wojskowej. Jeśli aplikant stara się o wizę pracowniczą, a w przeszłości pracował dla minister­stwa obrony, wojska lub przemysłu zbrojeniowego, to osoba taka musi przejść dodatkowe sprawdziany FBI, które zająć mogą nawet do kilku miesięcy, blokując aplikanta za granicą. Jeśli wiedzą Państwo, że należą do tej grupy, to należy odpowiednio wcześnie złożyć podanie o aplikację wizową, aby zdążyć przyjechać przed rozpoczęciem kontraktu.

Największe zmiany w procedurze imigracyjnej dotyczą osób starających się o pobyt stały w Stanach Zjednoczonych. Dalej brak jest porozumienia i wspólnej komputerowej bazy danych między biurem imigracyjnym a FBI. Z kolei od listopada ubiegłego roku każda osoba starająca się o pobyt stały musi przejść tzw. name check, a więc sprawdzian FBI. Problem polega na tym, że FBI jest bardzo opóźnione z przeprowadzaniem tego nowego sprawdzianu, a jeszcze bardziej opóźnione jest z przekazywaniem wyników sprawdzianu z powrotem do biura imigracyjnego. Te opóźnienia spowodowały, że wiele osób nie mogło skorzystać w tym roku z wylosowanych wiz w loterii wizowej, bo FBI nie zdążyło przekazać wyników sprawdzianu do biura imigracyjnego przed 29 września 2003, kiedy to skończyły się numery wizowe na rok 2003.

Niestety, nikt nie ma wpływu na brak odzewu ze strony FBI. Jeśli name check nie jest sprawdzony do czasu rozmowy kwalifikacyjnej, to oficer imigracyjny po przeprowadzeniu interview, wytłumaczy nam, że nie może przyznać pobytu stałego dopóki nie otrzyma wyniku name check z FBI. Po otrzymaniu wyniku, i jeśli oczywiście wynik wskazuje, że konto aplikanta jest czyste, oficer, który przeprowadzał rozmowę przyśle Państwu do domu tzw. approval notice, a więc dokument przyznający pobyt stały. Z tym dokumentem należy udać się na 10 W. Jackson, do głównego biura imigracyjnego, aby wbito nam pieczątkę, że jesteśmy rezydentami Stanów Zjednoczonych zezwalającą na pracę i podróże.

Ponieważ biuro imigracyjne podzielone zostało na trzy odrębne komórki i dokumenty są transferowane pomiędzy nimi, coraz częściej zauważamy, że z teczek klientów znikają pewne wcześniej złożone dokumenty. Dlatego wybierając się na interview powinni Państwo mieć ze sobą wszystkie dokumenty poprzednio złożone, typu akty urodzenia, małżeństwa, rozwody, dokumenty na prawdziwość małżeństwa, a nawet dodatkowe zdjęcia imigracyjne, po to, by jeśli okaże się, że czegoś brakuje, od razu móc wręczyć oficerowi brakujące rzeczy. To uratuje Państwa od wielomiesięcznych opóźnień.

Interview na pobyt stały odbywają się już od roku w nowym miejscu. Jest to 23 piętro budynku federalnego im. Kluczynskiego, na 230 South Dearborn w śródmieściu Chicago. Poczekalnia biura imigracyjnego znajduje się na drugim piętrze, i tam powinni się Państwo meldować. Dopiero, kiedy oficer zgłosi telefonicznie recepcjonistce na 2 piętrze, że jest na Państwa gotowy, dostaną Państwo pozwolenie wjazdu na 23 piętro. Tam spotkacie się Państwo z oficerem, który odbędzie rozmowę kwalifikacyjną. Proszę zawsze zapamiętać nazwisko oficera, który odbywa interview, bo to on lub ona odpowiedzialna będzie za zakończenie Państwa sprawy i to do tej osoby dostarczyć należy brakujące dokumenty.

Interview na obywatelstwo jeszcze nie uległo większym zmianom, ale zmiany te zapowiadane są na przyszły rok. Pojawi się nowy test na język angielski i historię Stanów Zjednoczonych. Test jest nieporównywalnie trudniejszy od obecnego, a więc polecam, by składali Państwo swoje aplikacje o obywatelstwo jeszcze w tym roku. Nowy test oprócz bardzo trudnych pytań z dziedziny historii USA wprowadzi nowy test językowy. Jedna z jego części polegać będzie na pokazaniu obrazka, który aplikant będzie musiał własnymi słowami opisać. Oficer będzie też zadawał dodatkowe pytania dotyczące scenki na obrazku. Test ten będzie niezmiernie trudny jeśli chodzi o przygotowanie się, jak również niespra­wiedliwy, bo bardzo subiektywny, jeśli chodzi o ocenę. Od oficera zależeć będzie, czy aplikant satysfakcjonująco opisał obrazek czy nie. Trudne będą też odwołania od odmowy, ze względu na ten subiektywny charakter testu. Dużo ważniejsza będzie też obecność na interview prawnika, który będzie również niejako świadkiem zarówno odpowiedzi aplikanta jak i oceny oficera.

Na większość zmian w procesie imigracyjnym nie mamy wpływu. Wydarzenia 11 września 2001 znacznie skomplikowały i opóźniły procedury w biurze imigracyjnym. Musimy więc wszyscy uzbroić się w cierpliwość i zrozumieć, że procedura jest frustrująca dla wszystkich, Państwa, prawników, a nawet samych urzędników imigracyjnych.

Życzę cierpliwości.

Autorką artykułu jest Agata Gostyńska Frakt.

Adwokat imigracyjny i rodzinny

Tel. (312) 644-8000

Nowy adres: 100 W. Monroe, Suite 1705

Chicago, IL 60603

Od 1-go stycznia 2003 roku wszystkie paszporty 10-letnie są wystawiane w Polsce. Czekać na nie będziemy nawet do pół roku. Jednocześnie wprowadzone zostały dwa rodzaje rocznych paszportów tymczasowych wystawianych przez polskie konsulaty. Oczekiwanie na paszporty tymczasowe nie powinno przekroczyć 3 tygodni.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rzeczy­pospolitej Polskiej poinformowało, że w związku ze zmianą ustawy paszportowej z 1990 roku wszystkie paszporty zwykłe 10-letnie są wystawiane w Polsce bez względu na miejsce zamieszkania obywatela polskiego. Oznacza to, że polskie konsulaty przyjmują wnioski o wydanie paszportu, po czym przesyłają je do Warszawy, a po otrzymaniu z kraju gotowych paszportów wydają je wnioskodawcom. Cała procedura trwa nawet do pół roku. Dlatego Konsulat Generalny w Nowym Jorku zaleca składanie podań o nowy paszport co najmniej pół roku przed wygaśnięciem daty ważności starego paszportu.

Polskie konsulaty wystawiają dwa rodzaje rocznych paszportów tymczasowych, które pozwolą Polakom na wyjazd za granicę lub powrót do kraju w okresie oczekiwania na paszport 10-letni.

- ‑Pierwszy rodzaj ważnego na rok paszportu to paszport jednorazowy, który upoważnia obywateli polskich do jednorazowego przekroczenia granicy polskiej, czyli do powrotu do kraju (funkcja spełniana przez dotychczasowy paszport blankietowy).

- ‑Drugi rodzaj paszportu to paszport wielokrotnego przekroczenia granicy, który upoważnia do podróżowania po wszystkich krajach świata przez okres 1 roku.

Oba paszporty mają formę 16-stronicowej książeczki i podobnie jak paszport 10-letni ciemnoczerwony kolor. Opłaty za wydawanie paszportów pozostają na tym samym poziomie. Nowe przepisy weszły od 1 stycznia 2003 roku.

Polacy składający podanie o paszport w konsula­cie mają trzy opcje.

- ‑Mogą złożyć podanie o paszport 10-letni i czekać pół roku na jego uzyskanie.

- ‑Mogą złożyć podanie o paszport 10-letni i jednocześnie o paszport tymczasowy (jednorazowego lub wielokrotnego przekraczania granicy), który pozwoli im na podróżowanie po świecie podczas oczekiwania na paszport 10-letni.

- ‑Mogą wreszcie złożyć podanie tylko o paszport tymczasowy, który będzie ważny cały rok.

Długie opóźnienia wynikają ze skupienia wszystkich mechanizmów drukowania i wydawania paszportów w jednym miejscu na świecie, co podyktowanie jest względami bezpieczeństwa. Bardzo istotną konsekwencją zmian w prawie paszportowym jest fakt, że paszport polski jest teraz wydawany na podstawie polskich ksiąg stanu cywilnego. Oznacza to, że zmiany stanu cywilnego polskiego obywatela, np. małżeństwo za granicą RP i zmiana nazwiska, musi być zapisana w polskich księgach stanu cywilnego, zanim polskie władze wydadzą paszport. Podobnie urodzenie dziecka polskich rodziców za granicą Polski musi być najpierw zapisane w polskiej księdze stanu cywilnego, zanim dziecko takie będzie mogło otrzymać polski paszport.

Kolejną konsekwencją zmian jest potrzeba uzyskania numeru ewidencyjnego PESEL (jeśli dana osoba jeszcze go nie posiada lub go zapomniała), zanim rząd w Polsce wyda paszport. Odpowiednie druki są dostępne w polskich konsulatach i należy je wypełnić przy okazji składania podania o paszport, jak również wniosek o potwierdzenie polskiego aktu urodzenia. W praktyce osobom ubiegającym się o paszport 10-letni konsulat w Nowym Jorku wydaje paszport tymczasowy w okresie 3 tygodni, a 10-letni - za około pół roku.

Druki paszportowe są jednolite, a zdjęcia do paszportu powinny ukazywać lewy profil.

Polskie konsulaty w USA

Ambasada RP w Waszyngtonie, Wydział Konsularny, 2224 Wyoming Avenue, N.W., Washington, D.C. 20008, tel. 202-234-2501, faks 202-328-2152.

Konsulat Generalny RP w Nowym Jorku, 233 Madison Ave., New York, NY 10016. Oto nowe numery telefonów:

centrala: tel. 646-237-2100, faks 646-237-2105;

dział paszportowo-wizowy: 646-237-2122, faks 646-237-2124;

dział prawny: 646-237-2132, faks 646-237-2134;

dział polonijny: 646-237-2122, 646-237-2133, 646-237-2114

Konsulat Generalny RP w Chicago, 1530 North Lake Shore Drive, Chicago, Illinois 60610, tel. 312-337-8166, faks 312-337-7841

Konsulat Generalny RP w Los Angeles, 12400 Wilshire Blvd., Suite 555, Los Angeles, California 90025, tel. 310-442-8500, faks 310-442-8515

Artykuł przedrukowano za zgodą

Polskiego Poradnika "Sukces"

Adres: 255 Park Lane; Douglaston, NY 11363,

Masz dług na karcie kredytowej? Płacisz wysokie odsetki od pożyczki? Jeżeli tak, ten artykuł jest dla ciebie. Posiadanie $5,000 długu na karcie, która liczy 18% odsetek, kosztuje $900 rocznie. Jeżeli zmienisz kartę na taką, która liczy 10%, będziesz płacić $500 rocznie, czyli o $400 mniej. Osoby mające długi na kartach kredytowych powinny dołożyć starań, żeby znaleźć kartę o jak najniższym oprocentowaniu i przelać na nią swój bilans. Ten artykuł ma im w tym pomóc.

Dlaczego kredyt "karciany"

jest tak drogi

Jeżeli kogoś zastanawia astronomiczne oprocentowanie kart kredytowych, to słusznie. W czasie, gdy pożyczki hipoteczne na 30 lat udzielane są na 8-9%, długi na kartach kredytowych, które są z natury krótkoterminowe, są oprocentowane średnio dwa razy wyżej. Przyczyną tego zjawiska jest fakt, że emisja kart kredytowych jest intratna: banki emitujące karty otrzymują od sklepów pewien ułamek wartości zakupów, a do tego liczą klientom procenty od zaciągniętego kredytu. Jest to biznes tak lukratywny, a konkurencja wśród finansowych instytucji tak ostra, że banki przyjmują nawet klientów o nienajlepszej historii kredytowej, którzy często swoich zobowiązań nie płacą. Ponad mi­lion Amerykanów ogłasza rocznie bankructwo, a za ich długi płacimy my - solidni klienci. Dlatego właśnie karty mają takie wysokie oprocentowanie.

Dlaczego niektóre karty są tanie

Dlaczego niektóre banki pobierają 7%, a inne 18% (albo więcej) za obsługę długu? Przyczyny mogą być dwie:

1. ‑Bank tymczasowo zaniża koszt kredytu, żeby przyciągnąć nowych klientów.

2. ‑Bank wybiera tylko najlepszych klientów o dobrej wierzytelności, którzy pożyczki spłacają terminowo.

Jeżeli wybierzemy ofertę atrakcyjną z pierwszego powodu, to po upływie około pół roku oprocentowanie zostanie podniesione do znacznie wyższego poziomu. Dlatego warto poszukać wybrednego banku, który przyjmuje tylko najlepszych klientów i daje im znakomite warunki. Ale w tej sytuacji trzeba samemu posiadać kryształową historię kredytowa.

Od lat ze znakomitego oprocentowania kart kredytowych słynie AFBA Industrial Bank, (tel. 800-776-2265) i Metropolitan National Bank (tel. 800-883-2511). Warto zadzwonić tam i spytać o bieżące warunki przed podjęciem decyzji, bo oprocentowanie często się zmienia. Bardzo dobre warunki swoim klientom daje również Polsko-Słowiańska Unia Kredytowa ( 718-383-6268, 800-297-2181 - 10.9% i co również istotne, nie ma rocznej opłaty).

Jak przelać dług?

Istnieją trzy metody przelania długu z jednej karty kredytowej na drugą.

1. Balance transfer . Przelanie bilansu służy formularz zwany Balance Transfer Form. Wstawiasz tam nazwę banku, w którym posiadasz starą kartę kredytową, numer konta i kwotę długu, jaką zamierzasz przelać (najlepiej zaznaczyć ALL BALANCE). Resztę banki załatwią między sobą.

Niektóre banki przyjmą to zamówienie przez telefon, inne przyślą ci formularz.

2. Convenience checks to czeki wydawane przez bank, które można wydać w dowolny sposób, jak każde inne czeki. Wydana kwota powiększy twój dług na karcie kredytowej. AFBA Industrial Bank wydaje właśnie takie czeki. Należy poprosić o convenience check i posłać go do starego banku, by spłacić dług i zamknąć konto.

3. Cash advance polega na wybraniu gotówki z nowej karty (w banku lub automatycznej maszynie kasjerskiej - ATM). Deponujemy pieniądze na koncie w banku, wypisujemy czek i ślemy go do banku, gdzie mamy wysoko oprocentowaną kartkę. W taki właśnie prosty sposób można przenieść dług do Metropolitan Bank.

Uwaga: Wiele banków pobiera wyższe oprocentowanie za convenince checks i cash advance. Należy się wcześniej upewnić.

Które karty zlikwidować?

Nie jest wykluczone, że masz sześć lub więcej kart kredytowych. Zupełnie niepotrzebnie. Po pierwsze, płacenie wielu rachunków zabiera czas. Po drugie, w razie zagubienia portfela będziesz mieć dużo kłopotów. Po trzecie, dla niektórych duża linia kredytu jest pokusą nie do odparcia.

Powinniśmy ograniczyć liczbę kart kredytowych do najwyżej dwóch. Ze swojej kolekcji wybierzmy dwie mające najniższe oprocentowanie (jeżeli mamy na karcie dług) i świadczenia, na których nam najbardziej zależy. Rodzaj karty nie ma większego znaczenia. MasterCard i Visa są w zasadzie równoznaczne i przyjmowane w tych samych miejscach. Jeżeli mamy American Express, możemy go zatrzymać. Dokonanie zakupów na tę kartę narzuca nam dyscyplinę, bowiem American Express nie jest kartą kredytową lecz płatniczą i rachunek trzeba spłacić zaraz po jego otrzymaniu.

Jak zlikwidować kartę kredytową?

Zaprzestanie używania karty kredytowej nie jest równoznaczne z likwidacją konta kredytowego w banku. Pocięcie karty na kawałki też nie. Tymczasem zamknięcie konta jest ważne z następującego powodu. Gdy kiedyś będziemy ubiegać się o pożyczkę samochodową, hipoteczną czy inną, bank sprawdzi naszą historię kredytową. Jeżeli zauważy wiele zaciągniętych kredytów i otwartych kont kredytowych, uzna nas za zbyt ryzykownych klientów i odmówi pożyczki.

Przed zlikwidowaniem karty musimy najpierw spłacić pożyczkę, jaką na niej ewentualnie mamy. Uczynimy to przez spłacenie długu, (jeżeli mamy na to pieniądze) lub w którykolwiek sposób omówiony powyżej.

Następnie piszemy list, zwany termination letter, do każdego banku, w którym chcemy zlikwidować kartę. Jego adres i dokładną nazwę znajdziemy na comiesięcznym rachunku. Obok pokazujemy wzór takiego listu. Wstawmy tylko odpowiednie informacje w miejsce nawiasów. List podpiszmy, skopiujmy, przetnijmy kartę i włóżmy do koperty. W przeciągu miesiąca powinniśmy dostać list z banku, informujący nas o zamknięciu konta. Jeżeli takiego listu się nie doczekamy, powinniśmy zadzwonić, by potwierdzić likwidację karty.

Po kilku miesiącach poprośmy biuro kredytowe o kopię swojego raportu, by sprawdzić, czy nasze konto zostało zamknięte. Oto największe amerykańskie biura kredytowe:

• ‑Equifax, tel. 800-685-1111, adres internetowy www.equifax.com

• ‑Experian, tel. 800-682-7654, www.experian.com

• ‑Trans Union, tel. 800-916-8800, www.transunion.com

Trzeba będzie napisać list albo wypełnić wniosek ściągnięty z Internetu, a w nim podać biuru swoje dane personalne: pełne imię i nazwisko (włącznie z inicjałem drugiego imienia), obecny adres, poprzednie adresy za ostatnie 5 lat, numer Social Security i datę urodzin. Załącz też kopię jakiegoś rachunku czy prawa jazdy, który potwierdza twoje nazwisko i adres.

Z raportem kredytowym dostaniesz również broszurkę wyjaśniającą, jak go rozszyfrować.

Jan Kowalski

999 Greenpoint Ave.

Brooklyn, NY 11222

Ref: Credit card acct. no 123456

Dear Sir or Madam

I would like to inform you that I am terminating my credit card account effective immediately. Please close my (MasterCard, Visa, American Express, etc.) card, account number (tu numer konta kredytowego). Please send written confirmation that my account has been closed. Also, please notify all appropriate credit bureaus that this account has been closed at my request.

Thank you for your prompt attention to this matter.

Sincerely

Jan Kowalski

Wybór opraw i soczewek okularowych uwarunko­wany jest nie tylko ich przeznaczeniem, ale także walorami estetycznymi i predyspozycjami użytkowników. Różnorodność materiałów, powłok i konstrukcji opraw oraz soczewek okularowych może nas przyprawić o przysłowiowy zawrót głowy. Okulary bowiem nie tylko powinny korygować naszą wadę wzroku, być wygodne i jak najmniej dla nas uciążliwe, ale również pełnić funkcje estetyczne. Wyszczególniony poniżej przegląd uwarunkowań ułatwi Państwu podjęcie decyzji dotyczących właściwej oprawy i soczewek okularowych, jak również dodatków uszlachetniających.

Oprawy okularowe

Wybierając oprawy musimy brać pod uwagę wiele następujących czynników:

przeznaczenie okularów - okoliczność ta ma istotny wpływ na styl, wielkość i materiał opraw w zależności od tego czy będą to okulary do czytania, okulary ochronne czy też okulary sportowe.

budowę twarzy - generalnie przyjmuje się, że przy twarzy owalnej zaleca się oprawy okrągłe, a przy twarzy okrągłej - oprawy prostokątne. Oczywiście duży wpływ na dobór okularów ma obowiązująca moda.

rozmiary i wielkość naszej głowy oraz rozsta­wienie oczu -zalecane jest by nasze oczy znajdowały się w odpowiednim miejscu oprawy, a najlepiej w ich centrum. Ma to olbrzymi wpływ na grubość zewnętrznych części soczewek korekcyjnych, co jest szczególnie widoczne przy dużych mocach szkieł.

grubość szkieł - nie wszystkie oprawy są przystosowane do montażu soczewek o bardzo dużych mocach.

Przykładowo, modne ostatnio okulary, w których oprawę zastępują odpowiednie uchwyty mocujące soczewki dając nam złudzenie "okularów bez oprawy" nie będą estetycznie wyglądać przy mocy -10.00 D., gdyż wyeksponowana grubość soczewek występująca przy tej mocy będzie psuć estetyczny wygląd lekkości i delikatności tego rodzaju opraw.

podatność na uczulenia- niektóre oprawy metalowe w połączeniu z naszym ciałem mogą wywoływać reakcje alergiczne, czego skutkiem będą różnego rodzaju odbarwienia skóry. By tego uniknąć musimy zastąpić naszą metalową oprawę oprawą z tworzywa sztucznego lub szukać opraw antyalergicznych (bez dodatku niklu), takich jak oprawy tytanowe.

Oprawy korekcyjne

Wszystkie oprawy korekcyjne można podzielić na trzy podstawowe grupy:

oprawy z tworzyw sztucznych (plastic frames ) - bardzo plastyczne, lekkie, występujące w różnych kolorach. Oprawy tego typu zatracają z czasem swe plastyczne właściwości i twardnieją, co z kolei sprzyja pękaniu. Zalecane są dla osób ze skłonnościami alergicznymi.

oprawy metalowe - różnorodność stosowanych kształtów, materiałów oraz ich wytrzymałość czyni je najbardziej atrakcyjnymi. Oprawy tego typu zwykle są skręcane, co ułatwia wymianę soczewek nie oddziaływując negatywnie na wytrzymałość.

oprawy mieszane - tworzywo sztuczne i metal przeplata się tworząc wiele interesujących wariantów. W grupie tej spotykamy oprawy z tworzywa sztucznego z metalowymi zausznikami i na odwrót.

Soczewki korekcyjne

W ofercie salonów optycznych znajduje się wiele typów soczewek okularowych. Ich wybór uwarunkowany jest naszą wadą wzroku, jak również ich przeznaczeniem.

Ogólnie rzecz biorąc, soczewki okularowe ze względu na materiał z którego są wykonane można podzielić na kilka grup:

soczewki mineralne (glass lenses ) - tradycyjne soczewki szklane stosowane w optyce od dawna, które jednak z powodu wagi zostały całkowicie wyparte przez soczewki organiczne.

soczewki organiczne (plastic lenses) - wykonane z tworzyw sztycznych, bardzo lekkie i bezpieczne, ponieważ nie tłuką się, jakkolwiek są podatne na zarysowania. Są średnio 50% lżejsze od soczewek mineralnych.

soczewki z poliwęglanu (polycarb lenses) - soczewki o bardzo dużej wytrzymałości mechanicznej i około 25% lżejsze i cieńsze od soczewek organicznych.

soczewki o podwyższonym współczynniku załamania (high index lenses ) - tworzą osobną grupę, gdyż ze względu na swe właściwości optyczne mogą być od 30-50% lżejsze i cieńsze od soczewek tradycyjnych.

Ze względu na budowę soczewki okularowe można sklasyfikować ponadto na następujące grupy:

1. soczewki jednoogniskowe (single vision) - stosowane do korygowania jednej wartości, na przykład służące tylko do czytania lub tylko do patrzenia w dal.

2. soczewki dwuogniskowe (bifocal lenses) - zbudowane z położonych obok siebie dwóch płaszczyzn korekcyjnych: jednej - do dali, drugiej - do czytania. Wadą tego typu soczewek jest brak płaszczyzny służącej do korekcji wartości pośrednich, na przykład do pracy przy komputerze oraz widoczna linia podziału obu płaszczyzn.

3. soczewki trzyogniskowe (trifocal lenses) - składające się z trzech płaszczyzn korekcyjnych: do dali, wartości pośrednich i do bliskich odległości.

Wszystkie trzy segmenty są wyraźnie oddzielone i widoczne.

4. soczewki progresywne (progressive lenses, PAL) - zaawansowane technologicznie soczewki z płynną ogniskową, posiadające możliwości korekcji do wszystkich odległości oraz bardzo estetyczne ze względu na niewidoczne linie podziału poszczególnych segmentów.

Wszystkie rodzaje soczewek korekcyjnych mogą występować w postaci:

asferycznej - soczewka nie stanowi wycinka sfery, tak jak miało to miejsce w soczewkach tradycyjnych, lecz dzięki odpowiedniej obróbce sfery zewnętrznej i wewnętrznej soczewki i odpowiednie ich dopasowanie uzyskuje się jednakową moc optyczną w każdym punkcie soczewki, poprawiając właściwości optyczne i eliminując zniekształcenia. Wpływa to też na zmniejszenie ciężaru i grubości soczewki.

fotochromowej - soczewki zmieniające swe zabarwienie pod wpływem promieni słonecznych (jaśnieją i ciemnieją w zależności od natężenia światła) stosowane przy wrażliwych oczach lub w okularach słonecznych. Występują w trzech podstawowych kolorach: brązowym, szarym i zielonym.

Warstwy uszlachetniające

soczewki korekcyjne

Soczewki korekcyjne mogą być pokrywane warstwami uszlachetniającymi, co podnosi ich własności optyczne i wpływ na komfort. Poniżej zamieszczamy ich przegląd:

warstwa utwardzająca (scratch resistant) - powoduje wzrost odporności na zarysowania.

warstwa antyrefleksyjna (A/R, reflection free) - powłoka eliminująca odbicia światła od powierzchni soczewki, poprawiająca ostrość widzenia. Stosowana jest do pracy przy komputerach lub jeździe samochodem. Występuje w różnych odcieniach i postaciach: A/R, Crizal, Zeiss, Teflon.

warstwa hydrofobowa (antywodna) - ułatwiająca utrzymywanie soczewki w czystości i zapobiegająca zaparowywaniu soczewek.

warstwa polaryzacyjna (polarized lenses) - polaryzująca światło i zmniejszająca odbicia światła od innych przedmiotów. Stosowana głównie w okularach dla kierowców, wędkarzy i w okularach słonecznych.

warstwa UV400 - bezbarwna powłoka zabezpieczająca nasze oczy przed szkodliwym rakotwórczym promieniowaniem ultrafioletowym.

Ostateczny wybór oprawek i soczewek okularowych zależy od Państwa. W podjęciu decyzji pomocny będzie doświadczony optyk, który poinformuje Państwa o różnorodnych możliwościach zakupu.

Na koniec - porada. Nie używajmy okularów przypadkowo kupionych za przysłowiowe grosze. Nie tylko nie spełnią funkcji korekcyjnych, ale zaszkodzą oczom, co może doprowadzić do późniejszych komplikacji. Okulary powinny być dobrane specjalnie dla Twoich oczu z uwzględnieniem odpowiedniej odległości źrenic oraz odpowiedniej mocy.

Autor artyku³u, S³awomir Leœniak jest w³aœcicielem

salonu optycznego "Express Optical"

Adres: 6615 W. Irving Park Road

Chicago IL 60634

Tel. 773-427-2596

Witraże były znane w Chicago od połowy XIX stulecia. Pojawiły się wraz z europejskimi imigrantami, którzy pragnęli zdobić swoje świątynie na wzór wspaniałych katedr gotyckich. Witraże tradycyjne, zwłaszcza o tematyce religijnej, stały się domeną mistrzów niemieckich i austriackich. Potem tworzyli je tu także amerykańscy artyści i witrażyści. Niektórzy z nich - jak John La Farge, Louis Comfort Tiffany, Louis Sullivan i Frank Lloyd Wright - swym stylem i nowatorską techniką wpłynęli na sztukę witrażu.

Dynamiczny rozkwit budownictwa w Chicago po wielkim pożarze, zbiegł się z okresem odnowy tej sztuki w Europie i wzrostem jej popularności w Ameryce. Zachęceni tą sprzyjającą koniunkturą, przyjeżdżali tu doświadczeni witrażyści i otwierali swe firmy. W latach 1870-1930 miasto było największym w kraju ośrodkiem produkcji witraży.

W fascynującą historię witrażownictwa w Chicago wprowadza stała wystawa w Smith Museum of Stained Glass Windows, które trzy lata temu zostało otwarte w pawilonie na Navy Pier. Informacja w broszurze mówi, że jest to pierwsze i największe w kraju muzeum poświęcone witrażom. I w sfromułowaniu tym nie ma na pewno reklamowej fanfaronady. W ciągu galerii na niższej kondygnacji budynku można zobaczyć ponad 150 barwnych kompozycji okiennych, które niegdyś zdobiły chicagowskie świątynie, budynki publiczne i prywatne rezydencje. Wiele z tych wiktoriańskich i modernistycznych budowli, niegdyś unawanych za perły architektury, już dawno nie istnieje. Po licznych wyburzanych bezmyślnie w latach 70. i 80. zeszłego stulecia kościołach, kinach czy hotelach zachowały się tylko te "malowane światłem" szkła. Dawny czar słynnego Tivoli Theatre przywołuje urzekające kształtem i kolorystyką okno z finezyją ornamentyką roślinną. Są także powściągliwe w formie witraże Louisa Sullivana, zaprojektowane do jednego z najważniejszych dzieł wielkiego architekta - stworzonego wraz z Adlerem budynku Auditorium Theatre, który na szczęście, wbrew przeróżnym zagrożeniom, ocalał i dziś służy jako siedziba Roosevelt University.

Witraże wiktoriańskie

W pokazanych pracach można znaleźć odbicie upodobań estetycznych, zmieniających się trendów i kierunków artystycznych. Są witraże tradycyjne, modernistyczne i nowoczesne. Projektowane przez artystów ruchu Arts and Craft, Art Noveau (secesja), Art Deco, surrealistów i abstrakcjonistów.... Figuralne sceny biblijne i rodzajowe, pejzaże, kompozycje roślinne i kwiato­we, abstrakcje geometryczne i obrazy z wykorzystaniem techologii komputerowej. Szczególnie wyeksponowane zostały okna wiktoriańskie, wiraże religijne, w stylu szkoły prerii i dokonania współczesnych twórców.

Wiktoriańskie witraże nawiązujące do motywów gotyckich, renesansowych i rokokowych, wyróżniają się bogatą ornamentyką roślinną oraz żywą kolorystyką. Instalowano je w świątyniach i domach prywatnych. Stanowiły integralny element wystroju wnętrz. Przenikające przez nie światło - zarówno słoneczne, jak gazowe czy potem elektryczne - tworzyło barwne wzory na ścianach, podłogach i meblach.

W stylu szkoły prerii

Z tradycją wiktoriańską radykalnie zrywał styl prerii, zapoczątkowany przez Franka Lloyda Wrighta. Niskie, horyzontalne domy, wtopione organicznie w pejzaż, zdobiły okna w geometrycznie stylizowane formy rodzimych roślin i wzory ze sztuki Indian. Styl ten z Chicago rozprzestrzenił się na cały kaj, wywarł także wpływ na holenderski De Stijl i niemiecką szkołę Bauhausu.

Łatwo rozpoznawalne są witraże Franka Lloyda Wrighta, które projektował dla swoich budynków. W kolekcji tej znalazły się m.in. okna z Pool House Avery Coonley Complex w Riverside (1908-12), jednego z ważniejszych dzieł architekta. Witraż tworzy kompozycja geometryczna w proste i ukośne linie, prostokąty i kolorowe kwadraty. Zachowały się również okna z domu Francisa W. Little "Northome" w Minnesocie. Przestronny, liczący 55 stóp kwadratowych, pokój gościnny był jednym z majstersztyków Wrighta. Jego cechą wyróżniającą stały się dekoracje okienne złożone z przeźroczystego i kolorowego szkła. Rytmicznie ułożone małe płytki białych i matowych prostokątów, akcentowane czerwonymi kwadratami. Właściciel na początku nie był tym projektem zachwycony, ale z czasem zapewne się do niego przekonał. Przed wyburzeniem willi w 1972 roku, wiele jej elementów architektonicznych i dekoracyjnych sprzedano różnym instytucjom muzealnym i kolekcjonerom. Living room trafił do Metropolitan Museum w Nowym Jorku.

W pierwszej dekadzie dwudziestego wieku witraże w stylu prerii stały się popularnym elementem chicagowskich domów typu bungalow, budowanych przez architektów ruchu Arts and Craft. A ich popularność przyczyniła się do powstania w Chicago ważnego ośrodka produkcji geometrycznych witraży. Okna te wyróżniają się bogatą ornamentyką w części górnej - co miało także znaczenie praktyczne, gdyż eliminowało użycie zasłon. Z zewnątrz widok zasłaniał skomplikowany wzór na szybach, który był niewidoczny od środka.

"Okno z tulipanem" ( Elaborate Tulip Window) z domu przy ulicy Marquette zostało zapojektowane w stylu George"a W. Mahlera - jednego z czołowych twórców szkoły prerii. Secesyjny, wydłużony kształt łodygi kwiatu w części centralnej oraz geometryczne wzory w panelach bocznych stały się znakiem rozpoznawczym tych eklektycznych witraży.

Alegoria dziewiętnastowiecznego feminizmu

Te barwne, rzeźbione okna mówią także o historii Chicago - o ważnych postaciach i wydarzeniach. Szczególnie cenny jest tu obraz Massachusetts Mothering the Coming Woman of Liberty, Progress, and Light - najwa¿niejszy witra¿ ocala³y z World"s Columbian Exposition. Wiadomo, że stanowił środkową część tryptyku i był zainstalowany w pawilonie Woman"s Building. Przedstawia alegoryczną scenę, która wyrażała ideały i misje rodzącego się wówczas w Ameryce ruchu feministycznego. Usunięte przed wyburzeniem budynku, okno było długo przecho­wywane w jednym z chicagowskich magazynów. Potem nie wiadomo w jaki sposób znalazło się w ... stodole w Michigan, gdzie odnalazł je poprzedni właściciel.

John La Farge

Do odnowy sztuki witrażu w Ameryce pierwszy przyczynił się John La Farge - malarz pejzażysta, ilustrator, dekorator wnętrz sakralnych i wystawnych rezydencji. Kiedy w 1878 roku zaczynał wykonywać witraże, niewiele już pozostało z wielkiej europejskiej tradycji i w całych Stanach Zjednoczonych trudno było znaleźć dobry gatunek szkła. Skłoniło to LaFarge do własnych eksperymentów. Udało mu się przy pomocy chemika Luisa Heidta i szklarza z Luksemburga wynaleźć nową technologię otrzymywania kolorowego opalizującego szkła. Dawało ono trójwymiarowy efekt i nie wymagało malowania czy cieniowania. Wśród pokazanych w muzeum witraży La Farge, uwagę zwraca kompozycja kwiatowa "Floral" z roku 1890, wyróżniająca się nowatorskim wówczas językiem plastycznym. Płynna, nieregularna keska, wyczucie proporcji i świetnie dobrane kolory charakteryzowały także inne prace La Farge. Kiedy umierał w 1910, był porównywany do europejskich starych mistrzów. Potem o nim zapomniano, by w latach 80. odkryć go na nowo.

Louis Comfort Tiffany

Zwiedzając muzeum nie można pominąć Richard H. Driehaus Gallery of Stained Glass z niezwykłą kolekcją 13 witraży Louisa Comforta Tiffany"ego i jego współpracowników. Wyeksponowane teatralnie w ciemnym pomieszczeniu i podświetlone sztucznym świat­łem, ukazują mistrzowstwo stylu i techniki najwybitniejszego amerykańskiego witrażysty.

Louis Comfort Tiffany był artystą, metaloplastykiem, jubilerem przedsiębiorcą, ale największą sławę przyniosły mu niezwykłej urody wyroby ze szkła. Karierę rozpoczynał jako malarz po zakończeniu wojny secesyjnej. Wkrótce jednak porzucił to zajęcie i zajął się dekoracją wnętrz w domach prominentnych polityków i biznesmenów. W 1870 roku zaczął eksperymenty ze szkłem, a dziesięć lat potem był już największym w kraju producentem witraży. W 1893 roku otworzył nawet własną hutę szkła na Long Island. W tym czasie opracował unikalną metodę iryzacji szkła tzw. "favrill glass". Otrzymane w ten sposób opalizujące szkło - mleczne, rozbłyskujące barwami tęczy, kiedy przenikało przez nie światło - pozwalało na wydobywanie bogatych efektów fakturalnych i kolorystycznych. Jako pierwszy wprowadził także w witrażownictwie technikę łączenia kawałków szkła przy pomocy folii miedzianej zalewanej cyną, co dawało inny niż ołowiane ramki wygląd - bardziej rysunkowy i subtelny.

Tiffany był dobrze znany w Chicago. W 1884 roku założył tu nawet oddział swojej firmy - Louis. C. Tiffany and Company, Artistic Decorations. A za najwspanialsze dzieło wielkiego dekoratora uznawana była kaplica, którą zbudował ze szkła i ceramiki na Wystawę Światową w 1891 roku. Do dziś jego prace uświetniają wnętrza znanych chicagowskich budynków, m.in. Second Presbyterian Church przy 1936 South. Michigan Ave. i Chicagowskiego Centrum Kulturalnego.

Kiedy umierał w 1933 roku, jego styl wydawał się staromodny, skazany na zapomnienie. Dziś prace Tiffany"ego znów stały się cenione, niezwykle popularne i kopiowane na całym świecie.

Był mistrzem w wygrywaniu dramatycznych, teatralnych efektów. Światło stanowiło integralny składnik całej kompozycji. Inspiracje czerpał z francuskich gotyckich witraży, japońskich drzeworytów i bizantyjskich rękopisów iluminowanych. Tworzył duże witraże pejzażowe, majestatyczne sceny biblijne, impresyjne i naturalistyczne kompozycje kwiatowe.

W szczególny sposób poczucie piękna i kompozycji Tiffany"ego wyrażają jego okna pejzażowe. Choć są utrzymane w pikturalnej tradycji wiktoriańskiego neogotyku, ich nowatorstwo polega na wyakcentowaniu głęboko religijnej symboliki pejzażu. Artysta czerpał często inspiracje z Psalmu 42: "Jak łania tęskni do źródeł wód, tak dusza moja tęskni do Ciebie, Boże!" (tłumacz. Cz.Miłosz).

Przykładem fascynacji Tiffany"ego przyrodą jest "Pejzaż z wodospadem" - jedno z najbardziej natura­listycznych przedstawień kwiatów i roślin w historii witrażownictwa. Obraz ukazuje pejzaż ze strumykiem, wodospadem i górami w oddali. W tle bujna roślinność. Efekt niezwykłej naturalności autor uzyskał łącząc mistrzowsko kilka rodzajów szkła. Tiffany ze szkła uczynił samodzielne medium, za pomocą którego oddawał draperię szat, misterne detale biżuterii, lekkość piór, mgłę spowijającą szczyty gór... Potrafił jak nikt inny eksponować możliwości tkwiące w samym materiale. Witraż z obrazu malowanego na szkle stawał się obrazem tworzonym w szkle.

W

Witraż Field of Lilies z 1910 zawiera interesujące, nie spotykane wcześniej, połączenie pejzażu z tradycyjnymi, figuracyjnymi przedstawieniami w scenach biblijnych. Artysta odwołuje się tu także do wiktoriańskiej symboliki koloru. Dominująca w palecie barw biel, może wskazywać, że witraż był przeznaczony na pomnik czy grobowiec w kościele lub na cmentarzu. Choć Tiffany wykonał setki witraży o tematyce religijnej i sam o to zabiegał, nigdy nie znalazły one większego uznania w kościołach katolickich, gdyż uważano je za zbyt protestanckie

Bardziej niż te monumentalne kompozycje, urzekają nieraz małe obrazy Tiffany"ego, jak metafizyczny dyptyk z makami (w symbolice wiktoriańskej kwiat ten oznaczał rezurekcję). Subtelna kolorystyka przywołująca japońskie malowidła na jedwabiu, delikatne gałązki wydają się falować na świetlistej łące. Pejzaż wypełnia ciepłe, metafizyczne światło. Małym arcydziełem jest także misterny Filigree Screen - wzór tworzy skręcony drut ozdobiony łososiowymi kamieniami ze szkła favrill. Albo delikatna kompozycja stwo­rzona z muszelek i przezroczystych kamyczków, które sam Tiffany zbierał na plaży.

Witraż bez szkła

Na nowy kierunek, w którym być może będzie ewoluowała sztuka witrażu, wskazuje obraz na ekranie No Fumare, Por Favore ( No Smoking Please) wybitnego chicagowkiego artysty - Eda Paschke. Stworzona przy pomocą techologii cyfrowej praca łączy w sobie elementy fotografii, holografii, rzeźby i grafiki komputerowej. Paschke nie tylko stwarza iluzję trójwymiarowej przestrzeni, ale również wprowadza czwarty wymiar - czas, który jest domeną pamięci i marzenia. Ważne są także elementy interraktywne - widz zmieniając kąt widzenia, za każdym razem postrzega odmienny obraz głowy postaci.

Z

Z chicagowskimi imażystami związany był także inny znany artysta, urodzony w Alabamie - Roger Brown. Obrazy tajemniczych sylwetek, jak wycinanki z czarnego papieru ( silhouette), stały się jednym ze znaków rozpoznawczych jego twórczości. W prezentowanym witrażu wykorzystano obraz malarza Stealth Building: Takes Off, Lands, and Hides Aywhere. W galerii witraży współczesnych można zobaczyć także "powiewającą" amerykańską flagę i szklany portret Michaela Jordana. A kompozycja stworzona z butelek po wodzie sodowej to nie tylko popartowski żart.

Smith Museum of Stained Glass jest czynne od nie­dzieli do czwartku w godz. 10:00 rano - 8:00 wie­czorem, a w piątek i sobotę do 10:00 wieczorem. Wstêp wolny.

Danuta Peszyñska

Zygmunt Dyrkacz: Ja nie mialem takich dylematow. Wiedzialem do poczatku, ze jesli chcemy cos waznego w Chicago robic, to musi to byc w miejscu, ktore ma swoja historie, jest romantyczne i polozone blisko srodmiescia. A taki wlasnie jest Polski Trojkat. Sama mysl, ze po tym skwerku przechadzali sie niegdys Helena Modrzejewska i Ignacy Paderewski, juz uskrzydlala. Poza tym wierzylem, ze w przyszlosci bedzie to jeden z najpiekniejszych zaulkow Chicago.

Dlaczego jednak postawiles na teatr? Przyjechales tu przeciez, zeby robic kariere naukowa.

- Do Stanow Zjednoczonych zostalem zaproszony przez agencje rzadowa jako student biologii na jednoroczna praktyke. Po roku zaproponowano mi, zebym tu ukonczyl studia. W Michigan State University uzyskalem stopien bakalarza nauk scislych. Po czym rozpoczalem studia podyplomowe w Loyola University, ktore przerwalem, kiedy urodzilo sie nam pierwsze dziecko... A dlaczego teatr? Nierzadko sie przeciez zdarza, ze pasja bywa wazniejsza niz wyuczona profesja. Tak tez bylo w moim przypadku. Jeszcze w Polsce polknalem bakcyla teatru, wychowany na wielu znakomitych spektaklach. Rowniez bedac biernym obserwatorem walki "Solidarnosci", podobnie jak inni tutejsi imigranci, chcialem cos zrobic. Moim zdaniem teatr laczy intelektualizm z zaangazowaniem, podajac to w atrakcyjnej formie.

Dlatego kupiles budynek i rozpoczales dzialalnosc...

- Choc w Ameryce wszystko wydaje sie mozliwe, nie znaczy, ze tak latwo przychodzi. W 1990 roku kupilismy opuszczony budynek, w miejscu ktorego miala powstac stacja benzynowa. Zrujnowany dach i sciana frontalna, brak pradu i ogrzewania, piwnice zalane woda. Ale kiedy zobaczylem wnetrza, wiedzialem, ze to jest to, czego szukalem. Budynek miescil sie w sercu historycznej dzielnicy polskiej w Chicago. Dowiedzialem sie rowniez, ze zostal wybudowany w 1918 roku jako Chopin Theatre z widownia na 987 miejsc. Pomyslalem, ze bylaby to znakomita kontynuacja tradycji. Nie mialem pieniedzy na remont, dlatego zdecydowalismy sie na sprzedaz dwoch innych budynkow. Kupilem je cztery lata wczesniej za 75 tysiecy dolarow, a sprzedalem za 380 tysiecy. Namawialem wowczas wielu Polakow, takze przedstawicieli organizacji polonijnych, do podobnych inwestycji wierzac, ze dzielnica ma swietne perspektywy. Do srodmiescia niedaleko, a w poblizu w Wicker Park, zaczynaja skupiac sie artysci.

No i miales nosa. Okolica zmienila sie nie do poznania. Panuje tu chyba sprzyjajaca tworczosci atmosfera.

- Dzielnica polozona miedzy Cabrini Geen i Humbold Park uwazana byla w tym czasie za jedna z najgorszych w USA. Najwieksze zmiany nastapily, kiedy zawiazaly sie organizacje artystow i rozpoczely festiwale, jak najwiekszy obecnie w Chicago - Around the Coyote Festival. Chopin Theatre byl glownym inspiratorem i motorem tych przemian. Sytuacja sie zmienila, kiedy dzielnica poszla w gore. Kilkanascie teatrow wyprowadzilo sie, badz zamknelo swa dzialalnosc. Obecnie wprowadzaja sie tu boutiki, sklepy z antykami (3 polonijne), oryginalne restauracje z ogrodkami i kluby nocne. Tu wystepuja po koncertach muzycy zespolu Rolling Stones. Kosciol sw. Trojcy, ktory w latach osiemdziesiatych byl zamkniety i o ktorego otwarcie zabiegalismy, dzisiaj jest centrum jednej z najwiekszych polskich parafii w Ameryce. Muzeum Polskie tez w tym czasie bylo otwarte tylko kilka godzin w tygodniu. Mysle, ze za dwa-trzy lata ulica Division - od Teatru Chopina do szpitala Nazaretanek - bedzie jednym z napiekniejszych traktow w Chicago. Moze cos w rodzaju Krakowskiego Przedmiescia.

T eatr poczatkowo nosil inna nazwe. Dlaczego zdecydowales sie na zmiane?

- Nielatwo jest Polakowi prowadzic w Chicago dzialalnosc w dziedzine mediow. Z roznych powodow nas sie tu marginalizuje. Nie chcielismy sprawiac wrazenia teatru etnicznego. Postanowilismy zmienic nazwe, kiedy zorientowalismy sie, ze niewielu Amerykanow wie, kto to byl Chopin... I to okazalo sie szczesliwym posunieciem. Mysle, ze zakorzenienie w tradycji i kulturze jest bardzo wazne. To nas w jakis sposob wspoltworzy, stanowi o naszej sile. Dlatego za jeden ze swoich najwiekszych sukcesow uwazam doprowadzenie do przywrocenia w 1998 roku historycznej nazwy - Polonijny Trojkat dla skweru z fontanna znajdujacego sie naprzeciwko teatru. Okazalo sie, ze bylo to mozliwe, choc wladze miejskie Chicago wystawily juz inna nazwe. Tylko Jan Lorys, dyrektor Muzeum Polskiego, poparl inicjatywe. Polonijni liderzy stwierdzili, ze Polonia juz tam nie mieszka.

Jestes wlascicielem i dyrektorem teatru. Czy czujesz sie bardziej administratorem, czy tworca?

- Urzednikiem jestem z koniecznosci. Sam wybieram spektakle i decyduje, jaki bedzie repertuar. Czytam sztuki badz scenariusze, jezdze na przeglady i festiwale teatralne. Korzystam z rad i sugestii roznych osob.

Uwazam, ze obecnie jednym z najwiekszym problemow jest manipulacja mediow, ktore sluza roznym grupom biznesowym, religijnym czy spolecznym. Prowadzi to do groznych deformacji, czego przykladem moze byc sytuacja na Bliskim Wschodzie, monopol Microsoftu czy nieograniczony rozwoj gospodarczy. Wiele tych tematow bylo poruszanych w Chopin Theatre na dlugo zanim zainteresowala sie nimi powaznie prasa. Zorganizowalismy setki tego typu spotkan i nigdy nie bylo zadnych problemow. Ale takich miejsc w USA jest juz coraz mniej. Wszyscy komus lub czemus sluza. Podobnie i w srodowisku polonijnym. Spotkalem tutaj niewielu dzialaczy polonijnych lub urzednikow polskich, ktorzy by bezinteresowanie sluzyli sprawie polskiej w jej szerokim, wspolczesnym kontekscie. Mysle, ze Chopin Theatre jest miejscem, gdzie ta zanikajaca grupa tworcza moze sie jeszcze spotykac.

Teatr Chopina stal sie takze synonimem dobrej, ambitnej polskiej sztuki teatralnej. Wystepowalo tu kilkanascie znakomitych grup: wielokrotnie Stary Teatr, Teatr Jaracza, Teatr Montownia, chyba szesc razy wystawiane byly sztuki Boguslawa Schaeffera... A takze dziesiatki spotkan z wybitnymi tworcami polskiej kultury, jak Jozef Szajna, Beata Tyszkiewicz, Jan Englert, Franciszek Starowieyski, Andrzej Dudzinski, Jan Peszek... Czesto, jak na prezentowanym niedawno spektaklu "Zegnaj Judaszu" w wykonaniu studentow Warszawskiej Szkoly Teatralnej, sala pekala w szwach. Ale nierzadko na wazne przedstawienia czy spotkania przychodzi garstka osob. Czy taka reakcja nie zniecheca?

- Kiedy zaczynalismy , rzeczywiscie mielismy problemy z widownia. Na poczatku lat 90. Polonia chodzila do klubow nocnych i na dansingi. Potem pojawili sie rozni agenci, ktorzy pod plaszczykiem sztuki zaczeli sprzedawac rozrywke masowa w oparciu o glosne nazwiska i duze sale do wynajecia. Od okolo trzech lat mamy juz wlasna widownie i sala na ogol jest pelna. Zauwazylem, ze wyjscie do teatru stalo sie rzecza normalna, a nie - odswietna ceremonia. Ludzie sa bardziej rozluznieni, zostaja dluzej, dyskutuja. Wiem, ze stanowimy alternatywe dla imprez organizowanych w duzych salach, gdzie nawet aktora dobrze nie widac z widowni. Do nas nie przychodzi sie po to, zeby sie tylko posmiac, ale by cos waznego przezyc. I spotkac ludzi wrazliwych, inteligentnych, poszukujacych. Bo taka jest rowniez Polonia. Nie znaczy to, ze na tym zarabiamy, bo w zadnym kraju nie jest to mozliwe.

Czy nie myslales o zalozeniu Teatru Polonijnego?

- Mielismy okolo 10 polonijnych spektakli, w ktorych grala wiekszosc z 50 zamieszkalych tu polskich aktorow. Ale, zeby miec staly teatr na dobrym poziomie potrzeba duzo wiecej niz tylko budynek.

Zalezalo mi przed wszystkim na tym, by zaznaczyc nasza obecnosc w kulturze amerykanskiej. Na przyklad na wieczor poswiecony Jerzemu Grotowskiemu przyszli glownie mlodzi Amerykanie, ktorzy o nim duzo wiecej wiedza, niz o Pulaskim czy Kosciuszce. Nie mowie tego, zeby dyskredytowac naszych "etatowych" bohaterow, ale bysmy sobie uswiadomili, ze mamy takze inne postaci, z ktorych mozemy byc dumni. I warto sobie i innym o nich przypominac.

Teatr Chopina uznawany jest za jeden z najlepszych w Chicago. Odnosisz takze sukcesy jako promotor kultury polskiej (nagroda Telewizji Polonia!). Do wszystkiego sam doszedles. Dlaczego wiec tak bardzo bola cie sprawy dotyczace polonijnych organizacji? Nieraz krytycznie sie na ten temat wypowiadales...

- Utrzymujac stale kontakty z Amerykanami, mocniej odczuwam, jak niewiele znaczymy w Chicago. Jest nas tu milion. Nie wszyscy oczywiscie przyznaja sie do polskiego pochodzenia, bo chociaz skonczyly sie juz Polish jokes, pozostaly kompleksy. Wysylamy miliardy dolarow do Polski, pracujac bez konca. Zbieramy na szpitale, koscioly, domy dziecka... Ale przez te wszystkie lata nie udalo nam sie tu stworzyc silnego lobby. Jako grupa - w sensie politycznym czy kulturowym - malo mamy do powiedzenia. Czy mozemy byc za to wdzieczni naszym czolowym organizacjom?

A inteligencja, ktora przyjechala tu po 1981 roku? Nie spowodowala chyba wiekszego przelomu...

- Elita probowala i nawet odnosila sukcesy. Byly festiwale, wielkie wystawy, koncerty i spektakle w centrum miasta. Ambitne pisma i gromadne wlaczanie sie w lokalna polityke. Ale jak nie ma perspektyw, to rodzi sie zniechecenie. Wielu tworcow i animatorow kultury polonijnej musialo zaniechac swej dzialalnosci lub stad odejsc. Bo mowiac dyplomatycznie - nielatwo jest wspolpracowac ze "starymi strukturami" organizacji, ktore odziedziczyly setki milionow dolarow zbieranych z intencja "pomocy braterskiej". Poza tym wielu Polakow z tej wlasnie fali emigracji ma wszystko w nosie i zajmuje sie tylko robieniem pieniedzy.

Nieraz przyjezdzaja do nas mlodzi ludzie z Polski i mowia, zeby ich zabrac na Chamowo. Potem okazuje sie, ze chodzi o Jackowo - tradycyjna polska dzielnice, nazwana tak od kosciola sw. Jacka. Mnie to oczywiscie oburza. Bo znam tam wielu ludzi uczciwych, ktorzy ciezko pracuja, a to, iz chca mieszkac w polskim srodowisku, tylko na plus mozna im zapisac. Wydaje mi sie, ze ich zycie jest czesto ciekawsze od rezydentow Northbrook czy Glenview.

Moje "Chamowo" to jest ta rzekoma polska inteligencja, ktora zbija pieniadze na Polonii, a sama nic nie daje... Ale sa takze budujace przyklady. Tu uklon w strone redakcji Monitora, ktory jest chyba jedynym polskim pismem w Ameryce, propagujacym wsrod Polonii "wiedze u podstaw" - edukacje, ubezpieczenia, znajomosc przepisow prawnych... To powinno byc robione dwadziescia lat temu! Wiekszosc mediow woli poruszac tematy, jak z Wyspianskiego - A co tam u Chinczykow slychac?

W mediach polskich rowniez niewiele miejsca poswieca sie kulturze polonijnej. Przyjezdzajacy tu dziennikarze, ktorych niejednokrotnie sam gosciles, wola pisac o "egzotyce" Jackowa niz o sukcesach Teatru Chopina, Galerii Towarzystwa Sztuki czy o wspanialych osiagnieciach Grazyny Auguscik lub Jerzego Kenara. Wiadomo jednak, ze kazda "sensacja" lepiej sie sprzedaje.

- W telewizji polskiej emitowane sa seriale o ""robolach" i "prymitywach" z Chicago. Byc moze komus zalezy, zeby pozostal wlasnie taki obraz. A jak sie tu promuje kulture polska? My w ciagu dziesieciu lat dostalismy (od wszystkich: polskich i polonijnych sponsorow) okolo 10 tysiecy dolarow i osiem biletow lotniczych. Instytut Francuski czy Instytut Goethego otrzymuja miliony i dzialaja na duzo mniejsza skale. National Royal Theatre z Anglii organizowal u nas warsztaty. Telewizja amerykanska nakrecila tu film, ktory byl emitowany w tzw. prime time. Kilka dni temu odbywal sie w naszym teatrze National Poetry Slam, na ktory dotarlo 48 grup poetyckich z calych Stanow Zjednoczonych... Ale jak przyjechalo do Chicago we wrzesniu Biuro Podrozy, to prezentowali ich Amerykanie i Rosjanie, mimo ze my probowalismy ten teatr sprowadzic juz wiele lat temu, kiedy nikt jeszcze tu o nim nie slyszal.

Dla mnie jest oczywiste, ze Teatr Chopina wiecej robi dla promocji kultury polskiej w Ameryce niz wiele upowaznionych do tego instytucji. I wiem, ze nie jest przez wladze polonijne lub polskie holubiony czy nawet wspomagany. Ale moze to i dobrze, bo inaczej zatracilby pewnie swoj niezalezny charakter... Wrocmy wiec do sztuki. Spotkamy sie zapewne niebawem w teatrze, bo program na pazdziernik zapowiada wielkie wydarzenia.

- Wymienie tylko te najwazniejsze: Trio Andrzeja Jagodzinskiego z Grazyna Auguscik, spektakle Teatru Cogitatur z Katowic, minifestiwal sztuk Slawomira Mrozka z udzialem Teatru Starego z Krakowa. Zapraszam do Chopin Theatre, ktory we wrzesniu zostal wyrozniony trzema Critic"s Choice i nominacja do nagrody Jeffersona.

rozmawiala: Danuta Peszynska

zdjecia: archiwum Chopin Theatre

This city has ten million souls

Some are living in mansions

Some are living in holes

Yet there is no place for us

(ze spektaklu)

There is no place for us

Teatr Podróżny

Na początku września mieliśmy w Chicago okazję przeżycia spotkania z polskim teatrem alternatyw­nym. Teatr Biuro Podróży zawitał do nas ze spektaklem pod tytułem "Carmen Funebre". Tych, którzy przybyli na plenerowe widowisko w nowo otwartym Millenium Park, teatr Biuro Podróży mógł oczarować, ale i zaniepokoić. "Carmen Funebre" bowiem - czyli Pieśń Żałobna nie jest sztuką łatwą w odbiorze. Stworzona została jako rodzaj intymnego przeżycia łączącego widza i aktora. Ten ostatni wciąga zdumioną publiczność w labirynt znaków i wymownych metafor.

Wyobraźmy sobie centrum Chicago nocą - wśród tysiąca świateł, neonów i niekończącej się rzeki aut. Nagle przy dźwiękach przerażającej muzyki z mroku wyłaniają się demony wojny. Gigantyczne postaci w ognistych szatach ruszają wprost na zdumionych widzów. To oprawcy w skórzanych zbrojach - jakby żywcem wyjęci z sądu Inkwizycji. Górując nad nami (aktorzy na szczudłach - ponoć najwyższych w Europie) oświecają nasze twarze pochodniami i z tłumu wybierają ofiary rzezi. Grozę potęguje patetyczna muzyka. Narasta niepewność i lęk - każdy może być tu nieszczęśnikiem. Wreszcie garstka skulonych mężczyzn i kobiet, potykając się pod razami pejcza zostaje pop­chnięta pod ścianę. Przestrzeń zacieśnia się do oprawców i tortu­rowanych. My, niemi świadkowie, możemy jedynie obserwować bieg wydarzeń.

W ten niekonwencjonalny sposób poznański teatr Biuro Podróży włącza publiczność do uczestniczenia i utożsamienia się z opowiadaną historią. Jest to historia o wojnie i zagładzie. O losie maluczkich, przemocy i łzach. Spektakl powstał w 1993 roku na kanwie opowieści uchodźców z Bośni. Tam konflikty etniczne i religijne stały się źródłem krwawej, bezlitosnej walki. Z pewnością niełatwa była sztuka przełożenia tej refleksji na język teatru. "Carmen Funebre" przy użyciu uniwersalnych metafor piętnuje niedorzeczność i okrucieństwo wojny. W spektaklu płoną ognie, unosi się w niebo woń palonych ubrań i krzyży.

Scena gwałtu na bezbronnej dziewczynie (doskonała kreacja Marty Strzałko), którą w alkoho­lowym amoku torturują żołnierze przeszywa dreszczem zgrozy.

Końcowa scena to widok spalonego miasta. To za­razem zapowiedź następnej syzyfowej pracy jego miesz­kanców - odbudowy i lęku przed następnym atakiem wroga. Jak w wierszu Mieczysława Jastruna z 1941-go roku: "Rozkołysał się bijący na trwogę wzbu­rzo­­­nego powietrza dzwon - i nagle pękło mu ser­ce". Echo tego dźwięku towarzyszyło nam gdy opuszczaliśmy miejsce widowiska.

Wystawienie "Carmen Funebre" w Chicago posia­da zna­czenie symboliczne. Spektakl przypomina wydarzenia wrześ­nio­we 1939, a także upa­miętnia ro­cznicę wy­darzeń 11-go wrze­ś­nia. "Nad każ­dym ży­ciem wisi nie­­ustanna groźba mo­bilizacji; po­kój jest tylko na cmentarzach i prze­raża nas swoja cisza"" - napisała Ma­ria Pawlikowska-Jas­no­rzewska. Dobrze, że niekiedy ktoś nam o tym przypomina.

Teatr Biuro Podróży zawitał do Chicago po raz pierwsz na zaproszenie Performing Arts Chicago i The School of The Art Institute Of Chicago. Po występach w naszym mieście grupa odwiedzila New York, Minneapolis i Phoenix.

Teatr Biuro Podróży został założony w Poznaniu w1988 roku przez młodego psychologa - Pawła Szkotak. Dotąd większość sztuk jest jego autorstwa. Wzorem średniowiecznych trup wędrownych teatr jest grupą w drodze. Wystawia w opuszczonych rzeźniach i fabrykach Polski, Białorusi, Francji Belgii, Grecji, Korei, Kolumbii czy Meksyku. Prowadza widzów często jak przypadkowych gapiów ulicznych w zaklęte rewiry wyobraźni. Wszystko począwszy od muzyki, sztuki, rzeźby po wydarzenia polityczne może stać się początkiem niezwykłej opowieści.

Tak w 1992 roku Biuro Podróży wyruszyło w mistyczną niemal drogę z "Giordano". Historia włoskiego filozofa skazanego na śmierć za herezję miała swoj smutny epilog. Aktor odtwarzający postać Bruna zmarł tragicznie. Następnym przedstawieniem jest "Carmen", a w 1999 "Selenauci" - rzecz zains­pirowana prozą J. Verne"a. Trupa kolaborując z teatrm z Belgradu ponownie zachwyca widowiskiem pod tytułem "Milleniium Mysteries" - aluzją do Pasji i idei Wielkanocnej. W 2001 powstaje ""Rękopis Alfonsa von Wordena" o poszukiwaniu prawdy w życiu.

Teatr tworzy również sztuki sceniczne. Te, jak to określił Jacek Sieradzki w "Polityce" "inspirują poprzez refleksje bardziej niż rewolucje".

Agnieszka Sarrafian