----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

“Stanowią one magiczną liczbę dla nowej administracji” – tak w 1974 r. zaczynał się list sporządzony w Białym Domu i wymieniający wczesne osiągnięcia prezydenta Geralda Forda, który w dość niespodziewany sposób objął władzę po rezygnacji Richarda Nixona. Może właśnie ten nietypowy tryb przejęcia rządów sprawił, iż dla Forda pierwsze sto dni było tym „magicznym” okresem tuż po inauguracji, mającym pokazać możliwości i dojrzałość nowego prezydenta. Nie tylko dla niego.

Symboliczne 100 dni nawiązuje pierwotnie do postaci Napoleona i dokonań od powrotu z zesłania na Elbie do ponownej abdykacji. Dziś w wielu krajach świata, w tym Stanach Zjednoczonych, okres ten służy do oceny dokonań rządów, premierów, prezydentów.

W USA zwyczaj zapoczątkował w 1933 r. Franklin Roosevelt, bardzo pracowity od początku kadencji. Do tego stopnia, że gdy wiele lat później, bo w 1965 r. władzę w kraju przejmował Lyndon Johnson, nakazał on swym strategom wykorzystanie każdego, najmniejszego wydarzenia, by przekonać ludzi, iż zrobił więcej, niż Roosevelt w swoich 100 dniach, gdy wcielił w życie aż 76 ustaw i zapoczątkował federalny program zatrudnienia.

Dokonania pierwszych dni można oceniać różnie. Zwykle wywołują one sporo kontrowersji. Skuteczny prezydent to ten, który wywiąże się w tym okresie z jak największej liczby obietnic wyborczych, porozumie z parlamentarzystami, przekona do swoich racji, zdobędzie wysokie poparcie. Dla kilku prezydentów pierwsze dni w Białym Domu oznaczały kryzys międzynarodowy i konieczność rozwiązania nagłego konfliktu.

Pamiętać jednak należy, iż realizacja jakiejś obietnicy niekoniecznie wiąże się z zadowoleniem całego społeczeństwa. W przypadku Donalda Trumpa niewątpliwym osiągnięciem jest na przykład skuteczne mianowanie konserwatywnego sędziego Sądu Najwyższego, Neila Gorsucha. Spełnił on obietnicę przedwyborczą, doprowadził do jego zaprzysiężenia, a więc zadowolił swych wyborców i sympatyków, choć jednocześnie przeciwna tej nominacji była liberalna część społeczeństwa i Kongresu.

Kontrakt z wyborcami

W czasie kampanii obecny prezydent wielokrotnie powoływał się na pierwsze 100 dni. Stworzył nawet tzw. kontrakt z wyborcą, w którym opisał swe plany na ten okres. Jeśli ktoś nie pamięta treści dokumentu, to w formacie pdf. dostępny jest tutaj: https://assets.donaldjtrump.com/_landings/contract/O-TRU-102316-Contractv02.pdf

Sześć punktów dotyczyło walki z korupcją i grupami interesu w Waszyngtonie. Siedem opisywało sposoby na ochronę pracowników i miejsc pracy. Kolejne pięć było obietnicą przywrócenia bezpieczeństwa i konstytucyjnych praw. Resztę stanowiły zobowiązania dotyczące między innymi obniżenia podatków, likwidacji i wymiany Obamacare, reformy szkolnictwa, czy nałożenia ceł granicznych. Realizacja tego kontraktu na razie nie przebiega pomyślnie. Z kilku obietnic już zrezygnowano, kilka odłożono na później, części treść zmieniono. Udało się zrealizować zaledwie niewielką ich część. Dlatego wiele osób ze zdziwieniem przysłuchiwało się wypowiedzi prezydenta, który kilka dni temu stwierdził, iż „w okresie prezydenckich pierwszych 100 dni, nikomu nie udało się nigdy osiągnąć nawet w przybliżeniu tyle, co jego administracji”.

Na szlaku kampanii Trump zapowiadał drastyczne zmiany w Waszyngtonie już w pierwszych miesiącach urzędowania. Były one rzeczywiście widoczne, choć nie takie, jakich spodziewali się wyborcy. Zaskoczył gwałtownym stylem wypowiedzi i niektórych decyzji, ale dokonania legislacyjne ma jak dotąd niewielkie. Do najważniejszych zaliczyć można wspomnianą wcześniej nominację do Sądu Najwyższego, wycofanie z Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji, a także unieważnienie szeregu regulacji wprowadzonych przez administrację Baracka Obamy, choćby dotyczących wydobycia węgla i innych surowców naturalnych.

W tym samym czasie nie udało się wymienić Affordable Care Act na własną wersję ustawy o ubezpieczeniach zdrowotnych, reforma podatkowa jest w powijakach, budowa muru na południowej granicy odłożona została na później, a sądy skutecznie zablokowały dekrety dotyczące wjazdu muzułmanów do USA. Oczywiście każda z tych spraw może ruszyć już niedługo, jednak zgodnie z opublikowanym przed wyborami „kontraktem z wyborcą” administracja powinna te sprawy mieć już za sobą lub w zaawansowanym stadium.

Wyborcy mogą mu mieć też za złe, iż od objęcia stanowiska ani razu nie powrócił do tematu umowy z Iranem, czy nałożenia ograniczeń kadencji w Kongresie. Zresztą tematów, które nagle po wyborach zniknęły jest więcej.

Skrzydło Kushnera

Trzeba jednak przyznać, że Donald Trump potrafi zaskoczyć. Najpierw wygrywając wybory, których według sondaży i w opinii ekspertów politycznych wygrać nie miał prawa. Zapowiadana przez jego przeciwników zapaść gospodarki nie nastąpiła, wskaźniki są coraz lepsze. Obawiano się populistycznych, nacjonalistycznych haseł kojarzonych ze Stevenem Bannonem z Breitbart News. Dziś Bannon został nieco odsunięty od władzy, bo jego podpowiedzi nie służyły prezydentowi w sondażach, a miejsce czołowego doradcy stopniowo zajmuje Jared Kushner, prywatnie zięć prezydenta, osoba obarczona wieloma zadaniami w nowej administracji. Do realizacji tych zadań Kushner dobrał sobie grono współpracowników i doradców, z których większość stanowią osoby o poglądach zdecydowanie liberalnych i stanowią elitę finansową do tej pory niezaangażowaną w politykę. Zachodnie Skrzydło Białego Domu, tzw. West Wing, to część mieszcząca biuro prezydenta i pion administracyjny, czyli najważniejszą część siedziby głowy państwa. Tam też urzęduje Kushner i jego ludzie, a ze względu na wielki wpływ, jaki mają na decyzje Donalda Trumpa, West Wing nieoficjalnie nazywany jest „Kushner Wing”. Mamy więc do czynienia z nietypową i dotąd niespotykaną konfiguracją, gdy w Białym Domu zasiada konserwatywny, republikański prezydent słuchający podpowiedzi ludzi o odmiennych poglądach na wiele spraw.

Sondaże, liczby, statystyki

Trudno jest oceniać kogoś po zaledwie 100 dniach, ale skoro tak się przyjęło, nie ma co zmieniać zwyczajów. Po pierwszych trzech miesiącach sporo pracy mają agencje badania opinii i analitycy. Każdy dzień przynosi kolejne zestawienia, porównania i wnioski. Jedną z najważniejszych liczb jest poparcie. Jeszcze do niedawna wynosiło ono zaledwie 36 procent, wzrosło po amerykańskim ataku rakietowym na lotnisko w Syrii i użyciu potężnej bomby w Afganistanie. Wzrosło wprawdzie do 43 proc. ale w dalszym ciągu jest najniższe jeśli chodzi o współczesnych prezydentów w historii USA. Obama na tym etapie cieszył się 62 proc. poparciem, George W. Bush posiadał 63 procent.

Badania różnych mediów pokrywają się, choć istnieją w nich kilkupunktowe różnice. Posłużmy się więc najbardziej prezydentowi przyjaznym, opublikowanym przez FOX News i przeprowadzonym specjalnie na okoliczność pierwszych 100 dni, które i tak doradcom oraz strategom administracji przysparza wielu nieprzespanych nocy.

- Nieco ponad 40 proc. wyborców uważa, że prezydent wprowadza jakiekolwiek zmiany w Waszyngtonie, ponad 50 proc. jest odmiennego zdania.

- 46 proc. widzi, iż próbuje dotrzymywać obietnic przedwyborczych, 44 proc. uważa, iż się z nich nie wywiązuje.

- Według tego samego sondażu FOX News aż 52 proc. badanych przekonanych jest, iż Stany Zjednoczone budzą w świecie mniejszy respekt, niż rok temu. Zaledwie 29 proc. uważa, że większy.

- 51 proc. pytanych z obawą patrzy na najbliższe cztery lata, 45 proc. optymistycznie.

- Coraz więcej osób przestaje interesować się bieżącymi wydarzeniami w kraju. W lutym, a więc w pierwszych tygodniach po inauguracji, 52 proc. badanych przyznawało, że częściej słucha wiadomości i interesuje się polityką. Dziś jest to 33 proc.

- Z badania dowiedzieć się też można, iż wiceprezydent Mike Pence cieszy się większym zaufaniem wyborców. Uzyskał poparcie 50 proc. i krytykę ze strony 33 proc. Pozostali nie mieli na jego temat wyrobionego zdania.

Przedstawione powyżej wyniki sondaży nie są najlepsze dla prezydenta. Więc może kilka liczb dla Białego Domu pozytywnych:

- Dwie trzecie wyborców poparło atak rakietowy w Syrii (67%)

- Liczba osób oceniających stan gospodarki jako kiepski jest najniższa od dziesięciu lat.

- Po raz pierwszy od 2004 roku ponad połowa społeczeństwa zauważa zdecydowaną poprawę na rynku pracy.

- Coraz więcej osób ma wrażenie, że gospodarka nabiera tempa i poprawia się sytuacja ich rodzin.

- 37 proc. badanych przekonanych jest, iż decyzje prezydenta pomagają w poprawie ekonomicznej, podczas gdy 25 proc. uważa, iż szkodzą.

Gdy chodzi o terroryzm, opinie są w miarę wyrównane. 38 proc. respondentów w sondażu FOX uznało działania prezydenta za poprawiające bezpieczeństwo kraju i jego mieszkańców, ale niewiele mniej, bo 34 proc. ma zdanie odmienne.

Donald Trump najlepiej oceniany jest w sprawach walki z ISIS i terroryzmem, a także ekonomicznych.

Najgorzej wyborcy oceniają prezydenta w sprawach podatków, polityki zagranicznej i imigracji, przy czym absolutnie najniższe noty uzyskał w sondażu za sposób, w jaki poradził sobie z reformą ubezpieczeń zdrowotnych (35% poparcia – 56% krytyki).

Ostatnie tygodnie mogą wskazywać, że złakniona większego poparcia społecznego administracja Donalda Trumpa nieco zmieniła swą politykę i priorytety. Powrócono do tematu ubezpieczeń zdrowotnych, zaczyna się mówić o pozostawieniu klimatycznych umów paryskich, wzmożono działania antyterrorystyczne. Sondaże wykazały, iż najważniejsza dla wyborców jest gospodarka, następnie opieka zdrowotna, terroryzm, zmiany klimatyczne i polityka zagraniczna. Podatki i ich reforma ważna jest dla zaledwie 3 procent badanych.

Aż 80 procent mieszkańców kraju, niezależnie na kogo głosowali w ostatnich wyborach, chce by Donald Trup osiągnął sukces. To tylko nieco niższy wynik od uzyskanego na tym samym etapie prezydentury przy tym pytaniu przez Baracka Obamę (84%).

Fox News zapytał też w sondażu o to, co by wyborcy zrobili, gdyby mogli zagłosować jeszcze raz. Okazało się, że 36 proc. ponownie oddałoby głos na Trumpa, 55 proc. na kogoś innego. Tyle liczby, a teraz zobaczmy

Co mówią ludzie

Opiniotwórczy tygodnik The Atlantic zapytał swych czytelników o opinie na temat pierwszych 100 dni prezydenta. Oto fragmenty kilku wypowiedzi:

„Powiedzmy sobie szczerze, standard stu dni jest dziennikarską próbą oceny postępów prezydenta. Prosta, ale chyba skuteczna próba określenia jego wpływu na kraj. Jeśli zapytamy, czy jest nam lepiej niż 3-4 miesiące temu, odpowiedź brzmi nie” – Jim Young

„Wydaje mi się, że dobrze realizuje swój plan. Kongres musi się do niego dostosować i spełnić prezydenckie wymagania. Wygrał głosząc określone hasła. Tego chcą ludzie. Ma jeszcze sporo pracy przed sobą” – Michael Porcaro

“To bolesna prawda, ale widać że jego doświadczenie biznesowe nie pomaga. Nie jest promotorem przedsiębiorczości, nie jest kreatorem. Nie ma udziałowców, czy rady dyrektorów, przed którą musi odpowiadać. Nie otoczył się najbystrzejszymi i najlepszymi i nie ufa osobom o silnej osobowości, posiadającym większe doświadczenie, niż on” – Pat Bindrim.

Na podst.: foxnews.com, theweek, wsj.com, donaldjtrump.com,
opr. Rafał Jurak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location