----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Wśród wielu niewiadomych związanych z polityką imigracyjną prezydenta Donalda Trumpa pojawia się pytanie: co stanie się z około 7 lub 8 mln nieudokumentowanych pracowników, a także z pracodawcami, którzy polegają na pracy imigrantów utrzymując dzięki temu niskie koszty produkcji i usług.

Choć nieudokumentowani imigranci stanowią zaledwie około 5 procent siły roboczej w całych Stanach Zjednoczonych, to jednak stanowią podstawowe zaplecze pracowników w niektórych branżach.

Dwóch profesorów ekonomii z University of New York obliczyło, że amerykański produkt krajowy brutto spadłby o $434 miliardów rocznie, czyli 2.6 procent, gdyby prezydent Donald Trump zrealizował mało prawdopodobny scenariusz deportowania 11 milionów nieudokumentowanych imigrantów. 

Niektóre branże i stany ucierpiałyby z tego powodu jeszcze bardziej. Najbardziej odczułyby to gospodarki stanów: Kalifornia, Floryda, Teksas, Nowy Jork i New Jersey.

W Illinois - w tym zestawieniu na szóstej pozycji - produkt krajowy brutto (GDP) spadłby o $21.9 mld. W naszym stanie nieudokumentowani imigranci stanowią 5.8 procent wszystkich pracowników.

W Illinois przebywa około 475,000 nieudokumentowanych imigrantów, z których 350,000 pracuje - wynika z badania ośrodka Pew Research Center.

Sektor produkcyjny w Illinois ucierpiałby najbardziej, gdyby został pozbawiony siły roboczej nieudokumentowanych imigrantów, tracąc około $5.6 mld z rocznego PKB po 5.8-procentowym spadku - prognozuje Center for American Progress, które w swoich badaniach wzięło pod uwagę dane zgromadzone przez ośrodek badań non-profit - National Bureau of Economic Research.

Dziesięć procent pracowników sektora produkcyjnego w Illinois stanowią osoby o nieudokumentowanym statusie imigracyjnym - podał ośrodek badań Pew po analizie danych za 2012 rok.

Hotelarstwo, turystyka i sektor rozrywki zatrudniają około 11 procent pracowników bez udokumentowanego statusu w USA. Gdyby przestali oni pracować, PKB mógłby spadać o $3 mld rocznie.

Budownictwo, handel hurtowy i detaliczny, a nawet sektor usług finansowych także odczułyby dotkliwy spadek PKB, przy takim scenariuszu.

Choć nieudokumentowani imigranci często wykonują prace za niskie wynagrodzenie, mają wpływ na kondycję sektora usług finansowych, który obejmuje bankowość czy firmy ubezpieczeniowe - podkreślił współautor badania Ryan Edwards.

W badaniu nie określono, w jaki sposób pracodawcy mogliby zapełnić etaty zajmowane obecnie przez nieudokumentowanych imigrantów, ale Edward przewiduje, że na pewno musieliby podnosić płace, aby przyciągnąć pracowników amerykańskich do sektora produkcyjnego, co z kolei przełożyłoby się na wyższe koszta. Jego zdaniem z czasem firmy zmniejszyłyby liczbę pracowników poprzez zmniejszenie produkcji, działalności lub automatyzację.

Phillip Foss, kucharz i właściciel chicagowskiej restauracji El Ideas, przewiduje katastrofalny los branży restauracyjnej w przypadku masowych deportacji.

"Szczerze mówiąc położyłoby to całą branżę, nie tylko dlatego, że nie byłoby kucharzy czy ludzi do mycia naczyń w restauracjach" - mówił Foss - "Najbardziej odczuwalny byłby wzrost kosztów produkcji, bo kto pracowałby na farmach przy uprawie i zbiorach?".

Chociaż tak naprawdę pierwsze miesiące prezydentury pokażą, jak kształtować się będzie polityka imigracyjna Trumpa, w kampanii wyborczej mówił o legalnej, jak i nielegalnej imigracji w kontekście niskich płac i bezrobocia wśród niektórych Amerykanów. 

Po wygranych wyborach uspokajał, że w pierwszej kolejności jego administracja zajmie się deportacją tych nielegalnych imigrantów, którzy dopuścili się przestępstw kryminalnych.

Trump podał, że zamierza deportować od 2 do 3 milionów przestępców, ale Instytut Polityki Migracyjnej szacuje, że ok. 800,000 nielegalnych imigrantów ma wyroki skazujące za przestępstwa kryminalne. Administracja Obamy deportowała nawet ponad 400,000 osób rocznie, połowa z nich została złapana na granicy z Meksykiem.

Aby osiągnąć swój cel Trump mógłby poszerzyć definicję przestępstw i zaliczyć do tej kategorii np. drobne wykroczenia drogowe, a także deportować nielegalnych imigrantów, którzy zostali oskarżeni, ale nie usłyszeli wyroku.

Randy Capps, dyrektor programu badań Instytutu Polityki Migracyjnej, uważa że deportacje kryminalistów nie miałyby wpływu na gospodarkę.

Nie przewiduje także powrotu masowych nalotów agentów służb imigracyjnych na miejsca pracy, zresztą Trump nie sygnalizował, że planuje to zrobić. Możliwe, że jego administracja skupi się na federalnym systemie E-Verify, w ramach którego pracodawcy potwierdzają status nowych pracowników.

Sam Toia, prezes Illinois Restaurant Association oraz członek Illinois Business Immigration Coalition, koalicji biznesmenów która działa na rzecz kompleksowej reformy imigracyjnej, wstrzymuje się na razie z komentarzem do wypowiedzi Trumpa dotyczących deportacji.

"On jest biznesmenem i rozumie branżę hotelarską" - stwierdza Toia. Ten sektor i branża restauracyjna "nie istnieją" bez imigrantów - dodaje. 

Pam McDonough, prezes i dyrektor generalna Alliance for Industry and Manufacturing z siedzibą w Chicago,przewiduje, że Trump złagodzi swoje stanowisko w sprawie imigracji, kiedy zda sobie sprawę, jak ważna jest dla przemysłu, który obiecał wskrzesić.

Producenci walczą o solidnych i utalentowanych pracowników, a młode pokolenie Amerykanów nie jest zainteresowane pracą w fabrykach.

Nik Theodore, profesor urbanistyki na Uniwersytecie Illinois w Chicago, przewiduje za prezydentury Trumpa rozszerzenie wizowych programów dla pracowników. Już za Baracka Obamy program H-2A, pozwalający producentom rolnym na ściąganie ludzi do pracy z zagranicy i przyznawanie im wiz, powiększył się w ostatnich latach.

Podczas swojej kampanii w wyścigu prezydenckim, Trump pokazał swoje rygorystyczne stanowisko dotyczące spraw imigracji, w tym plany budowy muru na amerykańsko-meksykańskiej granicy. Ale równocześnie wysyłał sprzeczne komunikaty, dzięki czemu wiele osób teraz zastanawia się, co dokładnie zamierza zrobić jako prezydent.

"To problem z Trumpem, prawda? On jest całkowicie nieprzewidywalny" - powiedział jeden z organizatorów ostatniego protestu w Chicago, Lawrence Benito, szef koalicji na rzecz praw imigrantów i uchodźców w Illinois. "On mówi jedną rzecz, potem się z niej wycofuje. Nie wiem, czego się spodziewać". Dodał, że zamierza obserwować pierwsze 100 dni Trumpa bardzo dokładnie.

"Zamierzamy być przygotowani - na to, co możemy przewidzieć - jeśli sytuacja będzie wymagać walki" - powiedział Benito.

"Niepewność dotycząca przyszłości i determinacja, aby to zmienić sprawiła, że ponad 1,000 osób wzięło udział w ub. sobotę w wiecu zorganizowanym w Chicago, protestując przeciwko propozycjom imigracyjnym głoszonym przez prezydenta elekta, Donalda Trumpa.

Protestujący skandowali: "Nie ma sprawiedliwości, nie ma pokoju" i nieśli transparenty z napisem: "Zamierzamy tu zostać”. Protest był częścią akcji zorganizowanej w kilkudziesięciu innych amerykańskich miastach.

JT

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Skomentuj artykul jako pierwszy

Skomentuj

Komentuj jako gosc.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location