----- Reklama -----

czyli jak USA wpływały na wybory innych

Gdy kilka federalnych agencji, w tym CIA i FBI, potwierdziło informację o prawdopodobnym zaangażowaniu Rosji w amerykańskie wybory prezydenckie, w niektórych mediach oraz wśród części polityków zapanowała prawdziwa histeria. Nie bez powodu, bo świadomość, że jakiekolwiek obce państwo może mieć wgląd w listy i tajne dokumenty wysoko postawionych polityków którejkolwiek z partii, a dzięki temu być może wpływ na decyzje wyborców, dla wielu powinno być niepokojące. Amerykanie mają więc prawo się tym przejmować i skrupulatne dochodzenie w tej sprawie powinno być prowadzone, ale… Jak zauważają niektórzy, USA tylko w niewielkim stopniu doświadczyły na własnej skórze tego, czym same zajmują się od dziesięcioleci.

Historia wtrącania się rządu Stanów Zjednoczonych w zagraniczne wybory jest długa i wielu przypadkach niosła za sobą znacznie większe konsekwencje od tego, co podobno przytrafiło się Hillary Clinton. Jak zwracają uwagę specjaliści od tematu, hakerskie kradzieże dokumentów z serwerów i podawanie ich do publicznej wiadomości w celu ośmieszenia jakiejś partii bądź kandydata trudno nazwać fałszowaniem wyborów, nawet jeśli w jakimś stopniu pomogło to politycznemu przeciwnikowi. Jak dotąd nie stwierdzono, by zakłócone zostały procedury wyborcze, złamane prawo, czy podmienione karty do głosowania. Ewentualny wpływ Rosji na wynik wyborów w USA trudno więc na przykład porównać do akcji CIA i rządu brytyjskiego w Iranie w 1953 roku, gdy demokratycznie wybrany premier tego kraju siłą usunięty został ze stanowiska, a prozachodni szach Mohammad Reza Pahlawi przejął władzę absolutną. Choć chodziło wówczas o wpływy brytyjskiego przemysłu petrochemicznego i dostęp do złóż ropy naftowej, to pucz przyczynił się do poprawy sytuacji geopolitycznej USA. Iran obok należącej do NATO Turcji stał się drugim proamerykańskim rządem państwa graniczącego z ZSRR w tym regionie świata.

Rok później w Gwatemali CIA oficjalnie wystąpiło w obronie interesów potężnej spółki handlującej owocami. Obalono wtedy demokratycznie wybrany lewicujący rząd Jacobo Arbenza Guzmána którego reformy zagroziły amerykańskiej United Fruit Company, znanej dziś jako Chiquita Brands. Firma, posiadająca przez dużą część XX wieku faktyczny monopol na handel bananami i ananasami uprawianymi w krajach Trzeciego Świata (głównie Ameryki Centralnej), często oskarżana była o praktyki neokolonialistyczne, stała się symbolem międzynarodowego kapitalizmu, a państwa, w których działała, określane były mianem republik bananowych. Wydarzenia z 1954 r. zapoczątkowały 37-letnią wojnę domową w Gwatemali, w której życie straciło około 200 tysięcy osób.

Jest jeszcze Chile i rok 1973, czy Kongo w 1960. W Haiti CIA zmieniało władzę kilkukrotnie w okresie ostatnich kilkudziesięciu lat. Lista jest długa.

Powodów mieszania się w wybory w innych krajach było wiele. Czasami kierowały CIA i rządem w Waszyngtonie interesy korporacji naftowych, czy eksporterów owoców cytrusowych, zwykle jednak chodziło o walkę z komunizmem lub wprowadzenie zależnych od siebie rządów. Zwykle też nie były to tak spektakularne akcje, ale ciche przekazywanie gotówki, materiałów propagandowych, czy ośmieszanie przeciwników politycznych.

Choć wiele działań amerykańskich agencji poza granicami można dziś uznać za niewłaściwe, wręcz krwawe w swych skutkach, nie wszystkie miały taki charakter. Ponad 30 lat temu powołana została do życia organizacja o nazwie National Endowment for Democracy, która w sposób jawny dokonywać miała tego, czym przez lata potajemnie zajmowała się CIA. Każdego roku kilkadziesiąt milionów dolarów przekazywane jest za jej pośrednictwem partiom politycznym, związkom zawodowym, mediom i opozycji w wielu krajach świata. Organizacja finansowała ruchy społeczne i protest we Francji, Paragwaju, na Filipinach, czy w Panamie. Pomagała umiarkowanym partiom w Północnej Irlandii, Boliwii, Kostaryce i Portugalii.

W latach 80. National Endowment for Democracy przekazała 5 milionów dolarów na rzecz Solidarności w Polsce i pomagającym opozycji polskim środowiskom emigranckim w USA. W byłej Czechosłowacji organizacja wsparła sumą prawie pół miliona dolarów partie popierające kandydaturę Vaclava Havla na prezydenta.

Podczas wyborów prezydenckich w 1996 r. pojawiły się podejrzenia, iż Chiny próbowały za pomocą sporych sum przekazywanych różnym organizacjom i partiom w USA wpłynąć na wyniki wyborów. Do dziś nie wiadomo, czy podejrzenia te były słuszne. Wiadomo jednak, że niemal w tym samym czasie USA za pośrednictwem National Endowment for Democracy wydały kilka milionów dolarów próbując wpływać na sytuacje polityczną w Chinach. Prawie 2 miliony pochłonęły programy wzmacniające różne instytucje pozarządowe w tym kraju, znacznie więcej audycje nadawane zza granicy przez rozgłośnię Voice of America i wymianę kulturalną, co miało poprawić wizerunek Stanów Zjednoczonych w tamtej części Azji.

To tylko nieliczne przykłady, jakie poznaliśmy dzięki odtajnieniu przez Kongres części dokumentów i zapisów z przesłuchań przed różnymi komisjami.

Od zakończenia II Wojny Światowej Stany Zjednoczone, zwykle potajemnie i przy pomocy CIA, na każdym kontynencie obalały i zaprowadzały rządy, pomagały partiom sojuszników, organizowały przewroty, rozpowszechniały fałszywe informacje, przekupywały polityków i wydawały miliardy dolarów na sterowanie nastrojami wyborczymi.

Jak zaznaczają jednak działacze National Endowment for Democracy, w większości przypadków chodziło o pomoc opozycji pozbawionej głosu, otwarcie politycznego dialogu, pomoc grupom i osobom pozbawionym podstawowych praw. Choć oczywiście nie zawsze tak było. Nawet zwolennicy amerykańskich interwencji politycznych poza granicami przyznają, że w wielu przypadkach posunęły się one za daleko, miały nieprzewidziane, krwawe skutki i przyczyniły się do zwiększenia liczby wrogów USA.

Od prezydenta Trumana po współczesnych gospodarzy Białego Domu zawsze istniało usprawiedliwienie dla zagranicznych interwencji wszelkiego typu w imię demokracji, walki z komunizmem, totalitaryzmem, czy w ramach wzmacniania roli Stanów Zjednoczonych w świecie.

Gdy po wojnie powstała Centralna Agencja Wywiadowcza, jeden z jej założycieli, Allen Dulles, powtarzał iż demokratyczne kraje muszą zwalczać “ogień ogniem”, by odpowiednio odpowiedzieć na ekspansję komunizmu. Za największe sukcesy agencji w pierwszych latach jej działalności uznaje się akcje we Francji i we Włoszech tuż po wojnie, gdy agresywne i posiadające sporo pieniędzy partie komunistyczne i podległe im związki zawodowe niemal przejęły władzę. USA przeznaczyły wtedy miliony dolarów na rzecz centroprawicowych ugrupowań i konserwatywnych unii zmieniając bieg wyborów.

Po tych sukcesach CIA otrzymało więcej swobody, a jednocześnie przez kolejne kilkadziesiąt lat zaczęło realizować własne, ambitne plany na całym świecie. Wpływy agencji i stosowane przez nią metody nie przysporzyły jej sławy. Choć czasy się zmieniły, do dziś uznawana jest w USA za jedną z najmniej lubianych i niezbyt godnych zaufania.

Również kraje sojusznicze nie były wolne od amerykańskich wpływów wyborczych. W latach 1950 – 1960 Stany Zjednoczone potajemnie wspomagały japońską Partię Liberalno-Demokratyczną i jej przywódców. Odtajnione w latach 90. dokumenty ilustrują ze szczegółami cały proces. W listach i depeszach dyplomatycznych przesyłanych pomiędzy Departamentem Stanu, wojskiem, wywiadem i dyplomatami nikt nie zastanawia się, czy wpływać na wyniki wyborów w Japonii, ale dyskusja dotyczy wyłącznie metod, jakimi należy to robić. Wszystkie strony uznawały amerykańskie prawo do tajnego wtrącania się w wewnętrzne sprawy polityczne sojusznika.

W połowie lat 70. powołano w Senacie komisję pod przewodnictwem demokraty z Idaho, Franka Church`a. Jej głównym zadaniem było zbadanie doniesień o przestępstwach i nadużyciach dokonywanych przez CIA poza granicami USA, ale o szpiegowaniu na terenie kraju. We wnioskach z pracy komisji zaznaczono między innymi, iż wiele działań agencji przynosiło odmienny od zamierzonego skutek. Za błędne i szkodliwe uznano siłowe zmiany rządów w Iranie i Gwatemali na początku lat 50. Wydarzenia te przyniosły represje miejscowej ludności i opozycji, a także zaowocowały wzrostem nastrojów antyamerykańskich, które wzmagają się do dziś.

“Te wydarzenia nie były sukcesami CIA, jak je wówczas nazywano” – mówił po latach senator Church, wtedy już nie polityk, a prawnik w nowojorskiej kancelarii Cravath, Swaine & Moore – “Były to aroganckie nadużycia władzy i siły”.

To tylko niewielka liczba przykładów z niewielkiej liczby znanych przypadków amerykańskich interwencji w zagraniczne wybory i życie polityczne. U wielu krajowych działaczy i dziennikarzy wiedza na ten temat wydaje się jednak niedostateczna. Wskazują na to komentarze pojawiające się po ujawnieniu informacji na temat prawdopodobnego udziału Rosji w kradzieży dokumentów z serwerów partii demokratycznej i wykorzystaniu ich do wpływu na decyzje wyborców. Jedni pisali, iż jest to niedopuszczalne, inni domagali się powtórzenia wyborów. 

Dziennikarka i komentatorka kanału MSNBC, Joy Reid, wręcz ośmieszyła się, gdy na Twitterze ogłosiła publicznie, że “gdyby inne kraje przyłapały USA na mieszaniu się w ich wybory, wówczas na pewno by je powtórzyły”. Pod jej wpisem usłużni użytkownicy portalu sporządzili listę kilkudziesięciu powszechnie znanych interwencji Stanów Zjednoczonych w polityczne procesy w innych krajach. W tym podejrzenia o pomoc USA w organizowanie manifestacji przeciw Władimirowi Putinowi w 2011 i 2012 roku.

Komentując wydarzenia ostatnich tygodni wielu polityków i dziennikarzy amerykańskich przyznaje, że publiczne narzekania na zagraniczne próby wpływania na politykę w USA, dotyczące Rosji w czasie ostatnich wyborów, czy Chin podczas wcześniejszych, są przejawem hipokryzji w obliczu wieloletnich działań USA na arenie międzynarodowej.

Niektóre zagraniczne media i politycy mówią z kolei, że niebezpiecznie jest mieszać się w wybory w USA, ale równie niebezpiecznie jest narzekać na mieszanie się USA w politykę innych krajów. Wszyscy o tym mówią, niektórzy się z tego śmieją. W Ameryce Łacińskiej, chyba najczęściej doświadczanej działaniami CIA, funkcjonuje nawet taki dowcip:

– Dlaczego w Stanach Zjednoczonych nigdy nie doszło do politycznego przewrotu?
– Bo w Waszyngtonie nie ma amerykańskiej ambasady.

Większość interwencji politycznych kończyła się wzrostem antyamerykańskich nastrojów. Zresztą takie same skutki przynosiły dla innych krajów ich własne, podobne działania, więc jest to uniwersalne dla wszystkich. Rosja powinna jednak być ostrożna, bo jeśli doniesienia o zaangażowaniu w amerykańskie wybory potwierdzą się, prawdopodobnie nie pozostanie to bez odpowiedzi. Nawet, gdy prezydentem będzie już popierany przez Putina Donald Trump.

Na podst. theweek, nytimes, bbc.co.uk, huffingtonpost, Wikipedia
opr. Rafał Jurak

Komentarze

  • Brak komentarzy

Komentuj jako gość

Attachments

Location

0