----- Reklama -----
  • "Przerysowanie" granic okręgów wyborczych

    Monitor 01/06/2017

    Na kartach wyborczych do głosowania w listopadzie ub. roku pojawiło się wiele pytań referendalnych, ale nie to, dzięki któremu mieszkańcy Illinois mogliby się wypowiedzieć w sprawie zmiany podziału stanu na okręgi wyborcze. 

    Sąd Najwyższy stanu Illinois odrzucił wniosek o rewizję swojej decyzji w sprawie konstytucyjność tego pytania referendalnego. Orzeczenie było interpretowane jako zwycięstwo sił politycznych powiązanych z demokratycznych przewodniczącym stanowej Izby Reprezentantów, Michaelem Madiganem, który od ponad trzech dekad zachowuje swoje stanowisko i wpływy na Kapitolu. Gubernator Bruce Rauner, główny przeciwnik Madigana, wspierał pytanie referendalne.

    Według projektu grupy Independent Map Amendment, to 11-osobowa komisja podejmowałaby decyzje w sprawie granic okręgów legislacyjnych w stanie, zamiast – jak jest to obecnie – liderów partii. 

    W ostatnich wyborach w wielu okręgach o stanowiska walczyły pojedyncze osoby. Wielu wartościowych, silnych kandydatów nie mogło wystartować właśnie z powodu podziału na okręgi wyborcze. Zwolennicy wprowadzenia reformy zapowiadają dalsze naciski na ustawodawców w Springfield.

    JT

    Czytaj wiecej
  • „Uczciwe błędy” Aarona Schocka

    Monitor 12/16/2016

    – były kongresmen nie przyznaje się do winy

    Oskarżony o korupcję były republikański kongresmen Aaron Schock, określany w przeszłości jako wschodząca gwiazda partii GOP, nie przyznaje się do winny i podkreśla, że "sprawiedliwość zwycięży". 

    35-letni polityk z Peorii w poniedziałek pierwszy raz stanął przed sądem federalnym w Springfield. Miesiąc wcześniej usłyszał 24 zarzuty dotyczące korupcji, kradzieży rządowych funduszy, składania fałszywych zeznań, oszustw podatkowych oraz manipulowania rozliczeniami funduszy kampanijnych.

    Aaron Schock nie przyznał się do postawionych zarzutów i powiedział, że w trakcie procesu, którego datę sąd ustalił na 7 lutego, udowodni, że jest niewinny.

    "Jak już powiedziałem wcześniej, mogliśmy popełnić kilka błędów przy rozliczaniu tysięcy transakcji finansowych, ale były to uczciwe błędy – nikt nie zamierzał złamać żadnego prawa" – mówił miesiąc tego, kiedy przedstawiono mu akt oskarżenia.

    Sędzia zdecydował, że Schock będzie mógł podróżować zagranicę w ramach obowiązków służbowych, ale będzie musiał 24 godziny po powrocie oddawać swój paszport oraz wcześniej informować wyznaczonego z urzędu kuratora o planowanym wyjeździe.  

    Jego prawnicy odrzucili sugestie, że w przypadku Schocka istnieje ryzyko ucieczki. "On na pewno nie porzuci swojego życia w wieku 35 lat, by uciec" – powiedział adwokat Jeffrey Lang, który poinformował, że głównym miejscem zamieszkania Schocka jest wciąż Peoria, chociaż również ma dom w Los Angeles.

    Obrona nie wyklucza, że ze względu na obszerny materiał dowodowy będzie ubiegać się o przesunięcie daty rozpoczęcia procesu z lutego na sierpień. Sędzia federalna Sue E. Myerscough powiedziała, że jest skłonna taki wniosek zaakceptować.

    Co ciekawe, Myerscough, niegdyś sędzia sądu apelacyjnego, była wymieniana jako demokratyczna kandydatka na miejsce w Kongresie, które po wyborach w 2008 roku zajął Aaron Schoock. Poza tym już na samym początku posiedzenia sędzia Sue E. Myerscough ujawniła, że jej córka jest zaręczona z prawnikiem, który jest zatrudniony w tej samej kancelarii, co jeden z obrońców byłego kongresmena.

    W odpowiedzi na pytanie sędzi, czy w związku z tą sytuacją oskarżony ma jakieś obiekcje, Schock tylko odpowiedział: "Gratulacje".

    Aaron Schock swoją rezygnację z miejsca zajmowanego w Kongresie ogłosił w marcu 2015 roku, kiedy wszczęto śledztwo w jego sprawie. Wtedy po sześciu latach pożegnał się z waszyngtońską polityką, w której miał szansę zająć znaczące miejsce.

    Zanim trafił do Waszyngtonu był najmłodszym członkiem stanowej Izby Reprezentantów, do której został wybrany w wieku 23 lat.

    Kiedy został po raz pierwszy wybrany do Izby Reprezentantów w 18. dystrykcie w Illinois w 2009 roku był najmłodszym członkiem Kongresu; pierwszym, który urodził się w latach 80-tych ubiegłego wieku.

    Młody, przystojny, wysportowany, modnie ubrany i fotogeniczny. Schock potrafił wykorzystać swoje mocne strony. Już w kilka miesięcy po przybyciu do Waszyngtonu zaistniał na okładce poczytnego magazynu GQ, a w 2011 roku magazyn Men’s Health uznał go za najbardziej wysportowanego amerykańskiego kongresmena.

    Śledztwo w sprawie rozrzutności kongresmena z Illinois poprzedziła publikacja dziennika "Washington Post", który doniósł o ekstrawaganckim wystroju biura Schocka. Była to kopia jednego z pokoi rezydencji z serialu „Downton Abbey”.

    Nie o gust kongresmena chodzi, a o to, w jaki sposób remont sfinansował. Waszyngtońska grupa Citizens for Responsibility and Ethics (CREW) zwróciła się do biura etyki Kongresu USA, by przesłuchała Schocka w związku ze skorzystaniem przez niego z darmowych usług projektanta wnętrz przy dekorowaniu jego biura.

    Tym projektantem była żona jednego z darczyńców wpierających jego kampanię. Ponoć za tę usługę nie pobrała pieniędzy. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, członkowie Kongresu nie mogą przyjmować żadnych prezentów, ani korzystać z żadnych darmowych usług, których wartość przekracza $50.

    Dziennik "USA Today" wyliczał, że kongresmen Aaron Schock wydał $100,000 na dekorację swojego biura, w tym na skórzane meble i podłogę z drewna. Schock zwrócił $35,000 oraz zapłacił projektantce wnętrz $5,000.

    Agencja Associated Press (AP) donosiła, że 33-letni kongresmen z Illinois zbudował swoje finansowe imperium, dzięki właśnie powiązaniom z inwestorami na rynku nieruchomości, którzy byli głównymi darczyńcami jego kampanii politycznej.

    Firma, która wspierała kongresmena finansowo, sfinansowała budowę kompleksu apartamentowego w Peorii, a następnie odkupiła budynek od Schocka. Kongresmen zwrócił się także do komisji wydatków publicznych o dofinansowanie projektu tej samej firmy.

    Przedmiotem dziennikarskiego śledztwa stały się także zagraniczne podróże kongresmena z Peorii. Aaron Schock od początku 2014 roku odwiedził przynajmniej 9 krajów. Zdjęcia ze swoich podróży z upodobaniem publikował na portalu Instagram.

    Pod koniec lutego 2015 r. na portalu "Politico" pojawiła się informacja, że Schock w okresie od października do grudnia wydał $15,000 z pieniędzy podatników na bilety lotnicze dla celów prywatnych.

    W trwającym kilka lat śledztwie pojawiły się także inne wątki. W 2012 roku Aaron Schock poprosił lidera partii republikańskiej w Kongresie, Erica Cantora, o wyasygnowanie $25,000 z kasy politycznego komitetu partii na reklamy wyborcze mające pomóc Adamowi Kinzingerowi w walce ze swoim rywalem Donem Manzullo.

    Przepisy federalne mówią w takim przypadku o możliwości sfinansowania podobnych wydatków do kwoty $5,000. W październiku 2016 roku Schock zgodził się na zapłatę $10,000 kary nałożonej na niego przez federalną komisję wyborczą.

    JT

    Czytaj wiecej
  • 250 tysięcy osób wzięło udział w Marszu Kobiet

    Monitor 01/27/2017

    Organizatorzy sobotniego Marszu Kobiet szacują, że wzięło w nim udział około 250,000 osób, frekwencja była wielokrotnie większa od tej zakładanej. Był to jeden z największych wieców poza tym organizowanym w Waszyngtonie.

    "Jesteśmy ruchem i nie zamierzamy pozwolić się zatrzymać" - powiedziała Elaine Spicer, uczestniczka marszu.

    Protest rozpoczął się o godzinie 10 rano w Grant Park przy skrzyżowaniu ulic Columbus i Jackson Boulevard. Wśród uczestników znalazły się między innymi prokurator generalny Lisa Madigan, prezes rady powiatu Cook Toni Precwinkle, chicagowskie radne Pat Dowell, Susan Garza i Michelle Smith.

    Z powodu tak dużej liczby uczestników marsz w stronę Jackson Federal Plaza został odwołany, ale pomimo oficjalnej rezygnacji z przejścia, wielu protestujących udało się w stronę Federal Plaza.

    Wiec w Grant Park zakończył się około godz. 1 po południu, ale wielu uczestników w różowych czapkach i z transparentami chodziło po ulicach miasta przez kilka kolejnych godzin.

    Wielu mężczyzn również brało udział w proteście.

    "To bardzo ważne, abyśmy stanęli w obronie praw dyskryminowanych grup społecznych. Myślę, że kobiety są w dalszym ciągu traktowane gorzej. Mam żonę, mam matkę, mam dwie siostry. Wielu moich uczniów to młode kobiety i zasługują one na przestrzeganie ich praw" - powiedział Elliot Michel.

    Jedna z organizatorek marszu, Jessica Scheller powiedziała: "To coś więcej niż wybory prezydenckie, to sposób myślenia, który doprowadził do jego wyboru".

    "Naszą misją jest wyeliminowanie rasizmu i umożliwienie kobietom awansu społecznego. Jestem zaszczycona byciem częścią tego komitetu i tym, że możemy wspólnie walczyć o prawa kobiet" - powiedziała Jacqueline Priego, członek komisji organizującej Marsz Kobiet w Chicago.

    Organizatorzy imprezy poinformowali, że są w pełni świadomi potencjalnych problemów i zagrożeń i choć oczekują, że marsz przebiegnie spokojnie, zapewniono dodatkowe środki ostrożności i zabezpieczenia.

    "Ponieważ liczba uczestników wzrosła tak bardzo, nasze plany logistyczne były kilkukrotnie zmieniane i w związku z tym byliśmy w ciągłym kontakcie z departamentem policji w Chicago i władzami miasta ustalając nową trasę i miejsce zgromadzenia" - dodała Danica Milich.

    Chicagowski marsz był jednym z 600 organizowanych w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie w sobotę, łącznie z największym w Waszyngtonie, gdzie pojawiło się ponad pół miliona osób. We wszystkich amerykańskich miastach protestowało nawet 2 miliony osób.

    Monitor

    Czytaj wiecej
  • 39 kandydatów na komendanta policji w Chicago

    Monitor 01/22/2016

    Trzydziestu dziewięciu kandydatów, w tym wielu z doświadczeniem w zarządzaniu policją w dużych miastach, wyraziło gotowość objęcia stanowiska komendanta w Chicago. Wyłoniona osoba będzie następcą nadinspektora Garry'ego McCarthy'ego, który stanowisko stracił po protestach związanych z upublicznieniem nagrania wideo ze śmierci 17-letniego Laquana McDonalda zastrzelonego przez chicagowskiego policjanta w październiku 2014 roku.

    Nowy komendant policji w Chicago będzie mógł liczyć na roczną pensję w wysokości $260,004 rocznie. Były komendant, 56-letni Garry McCarthy z rocznymi zarobkami $260,210 był najlepiej zarabiającym urzędnikiem w Chicago. Dostawał o $43,794 więcej od burmistrza Rahma Emanuela.

    Podania można było składać do 15 stycznia. Teraz spośród 39 zgłoszonych kandydatów zarząd chicagowskiej policji (Chicago Police Board) wybierze od 5 do 10 kandydatów, których zaprosi na rozmowę kwalifikacyjną. Do następnego etapu przejdzie ścisła trójka, która zostanie przedstawiona – prawdopodobnie pod koniec lutego, burmistrzowi Rahmowi Emanuelowi.

    Lori Lightfoot, przewodnicząca Chicago Police Board poinformowała, że wśród kandydatów jest dużo osób z doświadczeniem w zarządzaniu departamentami policji w dużych miastach i jest wielu Afro-amerykanów. "Prawie jedna trzecia z nich ma doświadczenie pracy w chicagowskim departamencie policji, pozostali pochodzą z innych miejsc" – dodała Lightfoot. Nie podała jednak nazwisk kandydatów, bo takie informacje na tym etapie mają charakter poufny.

    "Potrzebujemy nowego lidera, który uzdrowi sytuację, zjednoczy nas i będzie zapewniać nam bezpieczeństwo w tych niepewnych czasach" – stwierdziła. Jej zdaniem wybór nowego komendanta jest najważniejszy w historii Chicago.

    Radni już są podzieleni w tej sprawie. Latynosi domagają się kandydata reprezentującego ich mniejszość. Chcą, by na stałe mianować wyznaczonego na tymczasowego zastępcę Garry’ego McCarthy’ego detektywa Johna Escalante. Ich zdaniem to doświadczony policjant z 29-letnim stażem pracy. Wcześniej kierował pracami detektywów, był zastępcą szefa patrolu rejonu Area North, komisarzem 14. dystryktu oraz dowódcą oddziału saperów.

    Radni z tzw. Black Caucus domagają się mianowania czarnoskórego komendanta, bo ich zdaniem zdobędzie większe zaufanie ogarniętego przemocą południa Chicago. Ich zdaniem musi to być osoba, która wyeliminuje "zmowę milczenia" wśród policjantów i odbuduje zaufanie czarnoskórych obywateli do tego departamentu; ponieważ to głównie oni wyszli na ulice.

    Wbrew oczekiwaniom podania nie złożył Charles Ramsey, były zastępca komendanta w Chicago, który był szefem policji w Waszyngtonie i Filadelfii. Ramsey zresztą był pierwszym wyborem Rahma Emanuela w 2011 roku, ale rozmowy wtedy upadły, bo domagał się pensji w wysokości $400,000 rocznie, a miasto oferowało $260,000.

    Wśród 50 największych miast w kraju tylko w 13 stanowisko komendanta sprawuje Afro-amerykanin. Wśród nich Charles McClelland w Houston, niedawno mianowany na komendanta policji w Filadelfii Richard Ross, David Brown w Dallas, George N. Turner w Atlancie, Ronald White w Denver, Calvin D. Williams w Cleveland, Michael Harrison w Nowym Orleanie oraz jedyna kobieta w tym gronie Cassandra DeckBrown w Raleigh w Karolinie Północnej.

    Do ogłoszonego w 2011 roku konkursu na stanowisko komendanta policji w Chicago zgłosiło się 44 kandydatów. Wtedy burmistrz Rahm Emanuel, który też tyle co objął stanowisko, wybrał z tego grona Garry'ego McCarthy'ego. Nadinspektor miał już wtedy spore doświadczenie zdobyte w Nowym Jorku, gdzie zajmował stanowisko szefa operacji tamtejszego departamentu w czasie ataków z 11 września 2001 r., a później w Newark w stanie New Jersey, gdzie był komendantem.

    Jego wybór krytykowali zwolennicy opcji "człowieka z Chicago". Burmistrz postawił wtedy na człowieka z zewnątrz, bo chciał większej przejrzystości w pracy departamentu policji i rozbicia skorumpowanych wewnętrznych układów. Trudno powiedzieć, jakimi teraz będzie kierować się kryteriami w sytuacji, kiedy w związku z sytuacją w policji jest wzywany do rezygnacji.

    JT

    Czytaj wiecej
  • Akcja ostrzegawcza nauczycieli 1 kwietnia?

    Monitor 03/11/2016

    Przewodnicząca związków zawodowych chicagowskich nauczycieli (CTU) Karen Lewis stwierdza, że rodzice uczniów mają powody, by się niepokoić po zapowiedziach akcji ostrzegawczej na 1 kwietnia. Natomiast do strajku nauczycieli mogłoby dojść w połowie maja. Ciągle trwają negocjacje nad umowami zatrudnienia nauczycieli.

    Związkowcy z CTU są zawiedzeni decyzją kuratora oświaty CPS, Forresta Claypoola, za to, że wprowadza trzy dni bezpłatnego urlopu w czasie ciągle trwających negocjacji nad umowami zatrudnienia, które wygasły 30 czerwca ub. roku. W dodatku Claypool zapowiedział, że w marcu CPS zatrzyma odprowadzenie z budżetu składki emerytalnej w wysokości 7 procent dla nauczycieli i innych pracowników CPS - taka wpłata była dokonywana od 1980 roku. Związki zawodowe uważają, że przekład się to na cięcia płacy o 7 procent.

    Kuratorium oświaty ogłosiło też, że uczniowie chicagowskich szkół publicznych (CPS) nie będą mieli lekcji w Wielki Piątek, 25 marca. Kolejne dwa dni bezpłatnego urlopu dla nauczycieli i pracowników szkolnych wyznaczono na 22 i 23 czerwca. Ponadto kuratorium zapowiedziało przymusowe wolne dni od pracy 21 i 22 kwietnia dla pracowników administracyjnych szkół publicznych.

    Te dni bezpłatnego urlopu pozwolą zaoszczędzić $30 milionów - podliczyło kuratorium CPS. 

    Dla związkowców oznacza to cięcia wynagrodzenia w wysokości 1.6 procent - stwierdziła przewodnicząca CTU Karen Lewis. Związek zawodowy chicagowskich nauczycieli zapowiedział akcję ostrzegawczą na 1 kwietnia. Jednak rzeczniczka chicagowskiego dystryktu szkolnego, Emily Bittner, powiedziała, że "1 kwietnia jest regularnym dniem zajęć szkolnych i oczekujemy, że uczniowie i nauczyciele będą tam jak zwykle. CPS stara się zrobić wszystko, aby osiągnąć ostateczne porozumienie w sprawie sprawiedliwych umów zatrudnienia".

    Poza tym prawnik reprezentujący CPS stwierdził, że strajk nauczycieli przed połową marca byłby nielegalny i sprawa na pewno zakończyłaby się w sądzie. 

    Z wypowiedzi przewodniczącej Lewis wynika, że 1 kwietnia może odbyć się akcja ostrzegawcza. Jako możliwą datę rozpoczęcia strajku 27 tysięcy związkowców CTU wymieniła 16 maja. Lewis winą za zaistniałą sytuację obarczyła gubernatora i stanowych ustawodawców, którzy doprowadzili do impasu budżetowego. Jej zdaniem nauczyciele i uczniowie są zakładnikami w toczącej się batalii budżetowej. 

    Gubernator Bruce Rauner także zabrał głos w tej sprawie i stwierdził, że wobec zaistniałej sytuacji przejęcie przez stan CPS byłoby "właściwym" rozwiązaniem. Dodał, że ostatnie wydarzenia związane z odrzuceniem przez związki zawodowe CTU propozycji umowy zatrudnienia przygotowanej przez kuratorium pomoże zdobyć większe poparcie w stanowym Kongresie dla ustawy, którą przedstawili dwa tygodnie temu republikańscy politycy.

    W projekcie ustawy złożonym przez stanową senator Christine Radogno (przywódczyni republikanów w Senacie) i stanowego kongresmena Jima Durkina (lider republikanów w Izbie Reprezentantów) jest zapis, że kontrolę nad Chicago Public School, trzecim co do wielkości dystryktem szkolnym w Stanach Zjednoczonych, przejęłaby Stanowa Rada Edukacyjna.

    Taki krok pozwoliłby na likwidację Chicagowskiej Rady Edukacyjnej, a co za tym idzie, zlikwidowanie rozbudowanej biurokracji. Stan powołałby na jej miejsce niezależne władze, które kierowałyby CPS aż do czasu wyjścia chicagowskiego szkolnictwa publicznego z zapaści finansowej.

    Prezydent stanowego Senatu, John Cullerton, powiedział, że ustawa w sprawie CPS na pewno nie przejdzie w Kongresie. Projekt ostro krytykuje burmistrz Rahm Emanuel, który w sprawie przyszłości CPS różni się z gubernatorem.

    Izba Reprezentantów stanu przygniatającą większością głosów przegłosowała ustanowienie wybieralnej rady nadzorczej chicagowskich szkół publicznych. Za głosowało 110 ustawodawców, przy zaledwie 4 głosach sprzeciwu.

    Zgodnie z obecnymi przepisami, siedmioosobową radę nadzorczą chicagowskich szkół publicznych wybiera burmistrz Rahm Emanuel. Jednak w ubiegłym roku mieszkańcy Chicago w referendum zdecydowanie opowiedzieli się za utworzeniem wybieralnej Rady Edukacyjnej. Referendum, które zostało przeprowadzone z inicjatywy związków zawodowych chicagowskich nauczycieli (CTU) nie miało jednak mocy wiążącej, stąd konieczne jest stworzenie odpowiedniego prawa przez stanową legislaturę. Projekt ustawy o stworzeniu wybieralnej Rady Edukacyjnej od 2018 roku przygotował stanowy kongresmen z dzielnicy Jefferson Park, Robert Martwick.

    Aby ustawa weszła w życie musi zostać jeszcze zatwierdzona w stanowym Senacie oraz podpisana przez gubernatora. Jednak zdecydowane poparcie, jakie projekt ten zyskał wśród ustawodawców pozwala sądzić, że nawet w przypadku weta ze strony Bruce Raunera, stanowy Kongres będzie w stanie je odrzucić.

    Joanna Trzos

    Czytaj wiecej
  • Amerykańskie wybory z Rosją w tle

    Monitor 07/29/2016

    Republikański kandydat do Białego Domu tylko w ostatnich kilku dniach wyraził otwartość dla usankcjonowania rosyjskiej inwazji na Krym, zaapelował o zmniejszenie pomocy dla Ukrainy, zniesienie sankcji wobec Moskwy, wyraził negatywną opinię o Konwencji Genewskiej, pochwalił tortury i pomylił demokratycznego kandydata na wiceprezydenta z politykiem z New Jersey, choć to ostatnie to już osobna sprawa. Wcześniej uznał NATO za niepotrzebne i zapowiedział, iż w razie ataku Rosji na będące członkami Sojuszu kraje bałtyckie, USA nie przyjdzie im z pomocą. W tym czasie demokraci przeżywali podczas konwencji kryzys związany z upublicznieniem wewnętrznych e-maili wskazujących na zaplanowane działanie partii przeciw Bernie Sandersowi. Co ważne, listy te zbierane były od dawna przez hakera, który według ustaleń FBI niemal z pewnością współpracował z rządem rosyjskim. Wszystko przyćmiła jednak konferencja prasowa, podczas której Donald Trump wyraził nadzieję, że władze obcego państwa posiadają wykradzione, tajne dokumenty dotyczące swej przeciwniczki w wyborach, po czym poprosił o ich ujawnienie.

    Środowa konferencja prasowa była nietypowa, nawet wedle standardów narzuconych od niedawna przez republikańskiego kandydata. Do tego stopnia nietypowa, iż wielu jego zwolenników zaczęło się zastanawiać co jest silniejsze - ich miłość do kraju, lojalność wobec partii, czy też poparcie dla kandydata. Wielu wciąż się zastanawia.

    Najdziwniejszy był moment, gdy zapytany został o podejrzenia, iż to rosyjscy hakerzy dokonali włamania na serwery partii demokratycznej i opublikowali wybrane listy, a także późniejsze sugestie, iż jest to próba wpływania przez reżim Putina (w przeszłości chwalonego przez Trumpa) na wynik wyborów w USA i wspieranie go w walce o prezydenturę.

    Trump najpierw poddał w wątpliwość odpowiedzialność i winę Rosji, po czym powiedział, że ma nadzieję, iż udało im się też ukraść listy Hillary Clinton z okresu, gdy sprawowała funkcję Sekretarz Stanu:

    "Przy okazji, jeśli się włamali, prawdopodobnie mają 33 tysiące e-maili. Mam nadzieję, że mają. Prawdopodobnie mają 33 tysiące e-maili, które zgubiła i skasowała. Bo w nich pewnie można znaleźć wiele fajnych rzeczy."

    Kilka minut później powrócił do tego tematu zwracając się bezpośrednio do osób urzędujących na Kremlu:

    "Powiem tak: Rosjo, jeśli słuchasz. Mam nadzieję, że jesteś w stanie znaleźć 30 tysięcy zagubionych e-maili."

    Wydarzyło się coś niebywałego - kandydat na stanowisko prezydenta USA nawołujący rządy obcych państw nie tylko do włamania się na konta swego przeciwnika politycznego i opublikowanie zdobytych w ten sposób informacji, ale kandydat na prezydenta USA wyrażający nadzieję, że Rosjanie wykradli listy wysoko postawionych osób w kraju zawierające być może tajne informacje.

    Próba uporządkowania informacji na temat relacji Trumpa z Putinem, a także jego opinii na temat Rosji jest niemożliwa. Najpierw krytykuje bowiem włamanie na serwery demokratów, po czym nawołuje do opublikowania zdobytych w ten sposób informacji. W odpowiedzi na inne pytanie mówi, że "nie zamierza mówić Putinowi, co ma robić", po czym stwierdza, iż nie ma z nim nic wspólnego, nic o nim nie wie, ale wie, że Putin będzie go szanował.

    Jakiś czas temu Donald Trump publicznie stwierdził, iż dobrze zna prezydenta Rosji, bo obydwaj występowali w tym samym programie "60 minut". Potem okazało się, iż nagrania były od siebie niezależne i mężczyźni nigdy nie spotkali się na planie telewizyjnym.

    We wtorek w udzielonym Newsweekowi wywiadzie Trump powiedział, iż nie prowadzi żadnych interesów z Rosją. Jednak w 2008 r. Donald Trump Jr. powiedział publicznie, iż "Rosjanie stanowią sporą grupę inwestorów" oraz "Widzimy mnóstwo pieniędzy płynących z Rosji".

    Wcześniejsze doniesienia prasowe wskazywały na powiązania finansowe i polityczne z Rosją najważniejszych osób w otoczeniu kandydata. Choćby Paul Manafort, szef sztabu wyborczego i menadżer kampanii politycznej Trumpa. Nie jest żadną tajemnicą, iż przez lata jego firma doradcza świadczyła usługi wszystkim, których na to było stać, często dyktatorom z różnych części świata. Ostatnio jednak specjalizowała się w doradztwie partiom i politykom związanym z Kremlem. Wielkim dokonaniem Manaforta było ożywienie podupadającego politycznie Wiktora Janukowycza i pomoc w odzyskaniu prezydentury Ukrainy w 2010 roku, dzięki czemu kraj ten powrócił na orbitę wpływów Moskwy. Do końca rządów Janukowycza Manafort trzymał się blisko, był nawet jego partnerem podczas partyjek tenisa.

    Rosja próbuje mieszać się w sprawy innych krajów nie od dziś. W okresie minionej dekady wspomagała prawicowe, populistyczne partie w Europie. Dobrze udokumentowane jest pożyczanie pieniędzy Marine Le Pen we Francji podczas jej starań o prezydenturę tego kraju. Moskwa wspomagała również polityków włoskich, choćby Berlusconiego, który dorobił się niemałej fortuny na umowach energetycznych pomiędzy tymi krajami. Prywatnie z Putinem wzniósł toast 240-letnim winem z Krymu, a na co dzień sypia w łożu podarowanym mu przez prezydenta Rosji.

    Cel takich działań jest wyraźny: Putin stara się w niewidoczny, ale skuteczny sposób pomagać politykom przeciwnym Unii Europejskiej i nawołującym za rozwiązaniem NATO. W Grecji wspierał Złoty Świt, czyli grecką skrajnie prawicową partię i organizację neonazistowską. W Bułgarii na pomoc Rosji może liczyć ATAKA, partia polityczna o charakterze nacjonalistycznym utworzona w 2005 r. Na Węgrzech Putin pomagał nacjonalistycznej partii Jobbik, wielokrotnie określanej mianem neofaszystowskiej. Przykładów jest więcej, o wielu przypadkach nie wiemy.

    Wielu politologów wskazuje na te działania, jako sposób na zerwanie wewnętrznych więzi zachodu i osłabienie siły militarnej NATO. Wspomagane przez Kreml partie to nic innego, jak narzędzia służące jednemu - przywróceniu siły i potęgi Rosji poprzez tworzenie pęknięć i rozłamów w wewnętrznych strukturach innych krajów i międzynarodowych organizacji.

    Od wspomagania nacjonalistycznych partii europejskich do wpływania na prezydenckie wybory w USA droga daleka, przynajmniej teoretycznie. Ale czy jest to tak absurdalna myśl, że doskonale działająca i skuteczna propaganda Kremla nie próbuje tego robić?

    Kiedy Donald Trump zapytany został przez dziennikarza CNN, czy poprosi Putina, by nie wtrącał się w amerykańskie wybory prezydenckie, kandydat na to stanowisko odpowiedział, iż nie zamierza mówić Putinowi co ma robić. Po publicznym apelu do Rosji o opublikowanie zagubionych e-maili, próbował nieco załagodzić sytuację pisząc na Twitterze, że jeśli rzeczywiście ktoś ma te listy, to niech przekaże je FBI. O ile pierwszy apel był nieco przerażający, o tyle ten drugi był już po prostu śmieszny.

    Chwilę później Newt Gingrich, były przewodniczący Izby Reprezentantów i wielki zwolennik kandydatury Trumpa, przekonywał w programie telewizyjnym, iż słowa kandydata, choć niezbyt fortunne, mają jednak mniejsze znaczenie i wagę od nieporadności Hillary Clinton w zarządzaniu własną pocztą podczas sprawowania wysokiej funkcji państwowej.

    Tak, trzeba z całą stanowczością przyznać, iż wybory dokonane przez Clinton podczas pełnienia funkcji Sekretarz Stanu zasługują na naganę. Mogło się zdarzyć, że jakieś tajne informacje dostały się w niepowołane ręce, zwłaszcza obcych agencji wywiadowczych. W związku z tym istnieje jakieś prawdopodobieństwo, iż może ona być narażona na szantaż lub manipulację. Na razie to jednak tylko domysły. Nie wiemy tego.

    Z drugiej strony Trump zachowuje się coraz częściej jak reprezentant interesów Kremla. Nie chodzi już nawet o jego wielokrotne pochwały pod adresem Putina i sposobu sprawowania władzy. Kandydat ten realizując polityczne ambicje naraża bezpieczeństwo kraju, podkopuje sojusznicze umowy i odrzuca gwarancje militarne USA. Ostatni raz Stany Zjednoczone były świadkami czegoś podobnego w 1948 roku, gdy o prezydenturę starał się Henry Wallace, który otwarcie popierał w czasie kampanii interesy obcych, często wrogich krajów.

    Jak zauważa wielu komentatorów politycznych, również zrzeszonych z partią republikańską lub z nią sympatyzujących, patriotyzm to coś więcej, niż wskazywanie na niewystarczającą liczbę amerykańskich flag na podium podczas Konwencji Demokratycznej, czy wpinanie jej miniaturki w klapę marynarki podczas telewizyjnych wywiadów. To również dbanie o interesy kraju w każdej sytuacji, nawet podczas zaognionej debaty przedwyborczej.

    Oczywiście Donald Trump może to wszystko robić nieświadomie, bo łasy jest na komplementy i znaki przyjaźni, a tych mu prezydent Rosji nie szczędzi. Nazwał republikańskiego kandydata "bardzo utalentowanym", a jeden z jego doradców stwierdził, że "Trump rozumie problemy zwykłych Amerykanów". Popiera Trumpa oficjalna rosyjska prasa i rządowe agencje medialne. Jednocześnie Kreml działa na niekorzyść przeciwników politycznych Trumpa, nawet się z tym zbytnio nie kryjąc. Tuż po stwierdzeniu przez FBI, że za włamaniem do serwerów partii demokratycznej stoją Rosjanie, na Wikileaks pojawiły się wybrane, skatalogowane listy kompromitujące wewnętrzne działania w okresie przed konwencją mającą przyznać nominację Clinton. Do tego jak na zawołanie w formacie PDF obejrzeć tam można listę sponsorów Fundacji Clintonów.

    Obce wywiady starają się zbierać jak najwięcej informacji podczas politycznych kampanii w USA. W końcu po to między innymi istnieją. Na przykład Chińczycy zaatakowali serwery Mitta Romneya w 2012 r. w poszukiwaniu wartościowych danych. Ale Rosjanie z włamań hakerskich i późniejszych publikacji szkodzących określonym osobom uczynili sztukę. Klasycznym przykładem jest nagranie rozmowy pomiędzy Tori Nuland z Departamentu Stanu, a ówczesnym ambasadorem USA w Kijowie, dotyczące zaangażowania USA na Ukrainie, a właściwie jego braku, w okresie rosyjskiej inwazji. Najpierw nagranie umieszczone zostało anonimowo w serwisie YouTube, po czym adres strony pojawił się na Twitterze. W ciągu godziny rozmowę tę puszczały wszystkie stacje radiowe i telewizyjne w USA. I choć do dziś nie ma stu procentowej pewności, mało kto w Białym Domu wątpi, że było to dzieło Kremla.

    W tej chwili możemy się tylko domyślać, co jeszcze - jakie listy i dokumenty - posiadają służby rosyjskie. Możemy zgadywać, że jeśli nadarzy się okazja do zaszkodzenia komuś lub zyskania czegoś, na pewno ujrzą one światło dzienne. W końcu Fundacja Clintonów to dobry cel polityczny, zwłaszcza w okresie kampanii prezydenckiej. Julian Assange, twórca i właściciel Wikileaks, od kilku lat przebywający na terenie ambasady Ekwadoru w Londynie, gdzie uzyskał azyl, podczas niedawnego występu w programie emitowanym przez Russia Today powiedział: Mamy znacznie więcej materiałów dotyczących Hillary Clinton, które czekają na publikację.

    Wyborcy w Stanach Zjednoczonych muszą zdawać sobie sprawę z jednego - są manipulowani. Czym innym jest popieranie jakiegoś kandydata w wyborach, czym innym podejmowanie decyzji na podstawie informacji przekazywanych przez służby obcych państw, hakerów działających na ich zlecenie, czy organizacje im podporządkowane. Celem Rosji jest destabilizacja zachodu, w tym USA. Obecne wybory są doskonałą ku temu okazją, a jeden z kandydatów wydaje się wymarzoną marionetką w rękach sprawnej maszyny, jaką jest putinowska propaganda.

    Na podst. Slate, theatlantic, wikileaks, wikipedia, foxnews, CNN, Newsweek, nytimes, usatoday,

    opr. Rafał Jurak

    Czytaj wiecej
  • Apelacja Blagojevicha odrzucona

    Monitor 05/27/2016

    Sąd Najwyższy USA nie zmienił zdania i ponownie odrzucił wniosek w sprawie apelacji Roda Blagojevicha. Były gubernator Illinois cztery lata temu w więzieniu w Kolorado rozpoczął odsiadywanie 14-letniego wyroku za korupcję.

    Pierwszy raz Sąd Najwyższy USA odrzucił apelację Blagojevicha 28 marca.

    W 83-stronicowym dokumencie jego obrońcy koncentrowali się na kwestii wymiany "politycznych przysług". Obrona przypominała, że prokuratura zbudowała swoje oskarżenie na podsłuchach.

    Podejmowane wcześniejsze próby zmniejszenia wyroku w sądach apelacyjnych niższej instancji kończyły się fiaskiem.

    Rod Blagojevich w 2011 roku został uznany winnym 18 postawionych mu zarzutów. Na tej liście były szantaże, próby wymuszenia i korupcja. Były gubernator usiłował "sprzedać" miejsce w Senacie USA zwolnione przez Baracka Obamę, po jego zwycięstwie w wyborach prezydenckich w 2008 roku. Jego adwokaci uważają, że nie było to wcale przestępstwo, ale typowe dla świata polityki „negocjacje”.

    Latem ub. roku Blagojevich opublikował swoje pierwsze oświadczenie po tym, jak trafił do więzienia. "Niczego więcej nie pragnę, jak tylko powrotu do domu do żony i moich małych córek. Są dla mnie wszystkim. Chciałbym, żeby to wszystko się skończyło. Muszę walczyć".

    O rozpatrzenie apelacji Blagojevicha do Sądu Najwyższego zaapelowała nawet grupa lokalnych polityków i przywódcy związków zawodowych. Pod petycją podpisali się m.in. kongresmeni z Chicago: Mike Quigley Jan Schakowsky, Danny Davis i Bobby Rush, a także były przywódca stanowego senatu Emil Jones oraz przewodnicząca związków zawodowych chicagowskich nauczycieli Karen Lewis.

    Rod Blagojevich musi odsiedzieć co najmniej 85 procent zasądzonego 14-letniego wyroku. Jeżeli sędzia James Zagel nie zmieni wyroku, wolność może odzyskać dopiero 23 maja 2024 roku

    Były 40. gubernator Illinois został aresztowany 9 grudnia 2008 roku. W styczniu 2009 r. usunięto go ze stanowiska w trybie impeachmentu. Było to pierwsze tego typu wydarzenie w historii stanu Illinois i ósme w historii USA.

    JT

    Czytaj wiecej
  • Automatyczna rejestracja do wyborów ciągle zablokowana

    Monitor 12/09/2016

    Zdominowanej przez demokratów stanowej izbie reprezentantów nie udało się odrzucić weta gubernatora do ustawy, która umożliwiłaby mieszkańcom Illinois automatyczną rejestrację do wyborów. Byłoby to możliwe przy składaniu wniosku o prawo jazdy, stanowe ID albo przy odnawianiu tych dokumentów.

    Gubernator Bruce Rauner w uzasadnieniu swojego weta wskazywał przede wszystkim na możliwe oszustwa wyborcze i niezgodność ustawy z prawem federalnym.

    Rauner przytaczał przypadek kobiety z Filipin, która zarejestrowała się do wyborów przy uzyskiwaniu prawa jazdy i została deportowana po głosowaniu.

    Podkreślał, że jest gotów do dalszej współpracy z legislaturą i zainteresowanych stron "przy zachowaniu zgodności z prawem federalnym i zapobieganiu oszustwom wyborczym".

    Demokratom w izbie reprezentantów zabrakło czterech głosów do 71 potrzebnych do odrzucenia weta. Udało się to w stanowym senacie.

    Sekretarz powiatu Cook David Orr szacuje, że ponad 700,000 wyborców w Illinois, którzy zmienili adres, będzie musiało ponownie zarejestrować się do wyborów. Proces byłby automatycznym, gdyby gubernator Rauner podpisał ustawę.

    Obecnie kierowcy są pytani, czy chcą zarejestrować się do wyborów lub zaktualizować swoją rejestrację. W ustawie był zapis, że rejestracja odbywałaby się automatycznie przy wymianie prawa jazdy lub stanowego ID, czy aktualizacji adresu, chyba że obywatel chciałby z tego zrezygnować.

    JT

    Czytaj wiecej
  • Będzie podwyżka opłat za wodę i ścieki

    Monitor 09/15/2016

    Burmistrz i radni znowu sięgają do kieszeni mieszkańców, aby ratować miejskie finanse. Rada Miasta zaaprobowała wprowadzenie prawie 30-procentowego podatku za wodę i ścieki. Wpływy mają pomóc uratować zadłużony fundusz emerytalny pracowników miejskich.

    Radni stosunkiem głosów 40-10 przyjęli w środę plan burmistrza wprowadzenia 29.5-procentowego podatku od wody i ścieków. 

    Plan podwyżki zostanie rozłożony na cztery lata i wejdzie w życie w 2017 roku, jeżeli miasto uzyska zgodę na zwiększenie obciążenia mieszkańców od stanowego Kongresu.

    Po wejściu w życie tzw. utility tax właściciele domów zapłacą za wodę i ścieki o $53.16 więcej w 2017 roku, o $115.20 w 2018 r, o $180.96 w 2019 r. i o $225.96 w 2020 i 2021.

    Przeciętne gospodarstwo domowe w Chicago obecnie płaci $686.04 rocznie za wodę i ścieki wykorzystując 7,500 litrów wody.

    Roczne wpływy z podatku wzrosną z prognozowanych $56.4 mln w przyszłym roku do $240.1 mln 2020 roku i zostaną przeznaczone na fundusz emerytalny pracowników miejskich - Municipal Employees Pension Fund.

    Administracja burmistrza Rahma Emanuela chce też zainstalować ponad 5 milionów wodomierzy w domach na terenie Chicago. Ponieważ nowy podatek będzie pobierany w oparciu o zużycie wody, instalacja liczników w domach promowałaby także oszczędzanie wody, a ostatecznie zmniejszenie obciążeń podatkowych.

    Wśród 10 radnych, którzy opowiedzieli się przeciwko wprowadzeniu podatku są: Leslie Hairston (5.dzielnica); Susan Sadlowski Garza (10. dzielnica); Patrick Daley Thompson (11. dzielnica); Toni Foulkes (16.dzielnica); David Moore (17.dzielnica); Chris Taliaferro (29.dzielnica); Scott Waguespack (32.dzielnica); Gilbert Villegas (36.dzielnica); Anthony Napolitano (41.dzielnica); John Arena (45. dzielnica).

    Jedenastu radnych, członków klubu progresywnego, zażądało w poniedziałek od Rahma Emanuela zapewnienia i dowodów, że planowany prawie 30-procentowy podatek od usług kanalizacyjnych faktycznie wygeneruje wystarczającą ilość pieniędzy, aby uzdrowić kondycję finansową największego funduszu emerytalnego miasta .

    "Mieszkańcy Chicago już odczuwają skutki drastycznej podwyżki podatku od nieruchomości, dlatego my, jako wybrani ich przedstawiciele, musimy mieć pewność, że proponowana opłata będzie w rzeczywistości obejmować harmonogram płatności, który został zaplanowany, zanim będziemy głosować w tej sprawie" - stwierdził radny Scott Waguespack (32. dzielnica), przewodniczący klubu. Tzw. Progressive Caucus , który skupia najbardziej otwartych krytyków burmistrza Emanuela.

    "Jesteśmy zaniepokojeni żądaniem administracji Emanuela i nie możemy po prostu wierzyć im słowom, że ich obliczenia są dokładne, gdy inni analitycy i eksperci mają wątpliwości" - powiedziała radna Susan Sadlowski Garza.

    W ubiegłym roku radni wprowadzili opłatę za śmieci w wysokości $9.50 miesięcznie, która pojawiła się wraz podwyżką podatku od nieruchomości. Dochód szacowany na $ 588 mln przeznaczony zostanie na ratowanie funduszy emerytalnych policji i straży pożarnej oraz budowę szkół.

    Aby złagodzić skutki tej podwyżki burmistrz zgodził się na 50-procentową zniżkę dla seniorów, którzy mają najniższe dochody.

    Czytaj wiecej
  • Będzie więcej policjantów?

    Monitor 09/09/2016

    Burmistrz Rahm Emanuel planuje zatrudnić "setki" dodatkowych policjantów, by zatrzymać falę przemocy związaną z gangami obwinianym za wzrost liczby morderstw w Chicago do poziomu nienotowanego od dwóch dekad.

    Radny Pat O'Connor (40. dzielnica) wskazuje na poważny niedobór siły roboczej w departamencie chicagowskiej policji, który nie może już być dłużej łatany nadgodzinami funkcjonariuszy.

    Departament policji wydał rekordową sumę $116.1 mln na nadgodziny w 2015 roku, czyli 17.2 procent więcej w porównaniu z rokiem wcześniejszym. 

    Nadgodziny policjantów to jeden z kontrowersyjnych tematów na posiedzeniach budżetowych Rady Miasta. Niektórzy radni przeciwni są dokładaniu pracownikom godzin pracy i domagają się realizacji wyborczych deklaracji burmistrza Rahma Emanuela i zatrudnienia obiecanych 1,000 nowych policjantów.

    "Praca w godzinach nadliczbowych jest całkowicie poza kontrolą. Aresztowania i zatrzymania spadły. Przestępczość kryminalna wzrosła. Wszystko, co robimy, to płacimy ludziom za to, że nic nie robią" - powiedział radny Anthony Beale (9. dzielnica), były przewodniczący komitetu ds. policji w Radzie Miejskiej.

    Funkcjonariusze pracują więcej, bo w policyjnych szeregach brakuje ludzi w związku z odejściem 457 osób na emeryturę w 2015 roku. Burmistrz Rahm Emanuel do tej pory realizował strategię „nadgodzinową”. Miasto w ten sposób oszczędzało nie tylko na pensjach, ale także na kosztach utrzymania systemu emerytalnego, z którego wypłacane są świadczenia pracowników miejskich.

    W 2012 roku, w pierwszym roku po objęciu przez Rahma Emanuela stanowiska burmistrza, miasto wydało $72.5 mln na nadgodziny pracowników. Rok później suma ta wzrosła niemal trzykrotnie do $197.6 mln. Ponad $103 mln w 2013 roku poszło na wynagrodzenia dla policjantów, którzy pracowali po godzinach. W 2014 roku za nadgodziny 10,237 policjantów miasto zapłaciło $99.3 mln. W ub. roku suma ta wzrosła do rekordowych $116.1 mln.

    Dziennik "Chicago Sun-Times" donosił latem ub. roku, że na szczycie listy pracowników zarabiających najwięcej za nadgodziny znalazł się funkcjonariusz chicagowskiej policji Timothy A. Walter, którego wynagrodzenie za dodatkowe godziny pracy wyniosło w 2014 roku $123,656; przy rocznych zarobkach $86,130.

    "Nadliczbowe godziny funkcjonariusza Waltera wynikały z dużej liczby aresztowań, a potem obecności w sądzie" - tłumaczył Anthony Guglielmi, dyrektor zespołu prasowego departamentu policji w Chicago.

    Miasto od wielu lat znajduje się także pod presją w sprawie zwiększenia zróżnicowania kadry. Policja powinna zatrudniać więcej przedstawicieli mniejszości i kobiet – apelują niektórzy radni.

    Z ostatniego spisu powszechnego wynikało, że 32.9 procent mieszkańców Chicago stanowią Afroamerykanie, a 28.9 procent Latynosi. Jednak tylko 23 procent zaprzysiężonych funkcjonariuszy to czarnoskórzy, a 22 procent jest pochodzenia latynoskiego. Afroamerykanie w porównaniu do Latynosów mają więcej swoich przedstawicieli w strukturach dowódczych departamentu policji.

    Radny Anthony Beale (9. dzielnica), przewodniczący komitetu ds. bezpieczeństwa publicznego Rady Miasta uważa, że departament policji byłby bardziej zróżnicowany, gdyby przy naborze zrezygnowano ze sprawdzania kartoteki kryminalnej kandydatów i testów psychologicznych dla przyszłych policjantów. Jego zdaniem na tym etapie odpada wielu przedstawicieli mniejszości.

    Ale zniesienie sprawdzania przeszłości kryminalnej i predyspozycji psychologicznych kandydatów byłoby nieodpowiedzialne, w końcu ludzie ci będą nosić broń i odpowiadać za bezpieczeństwo innych ludzi. Poza tym różnica między białymi i czarnoskórymi kandydatami, którzy spełniają te wymogi, nie jest duża i wynosi odpowiednio 84 proc. i 82 proc.

    "Czas na zmianę strategii w odpowiedzi na eskalację przemocy z bronią palną" – stwierdził radny O'Connor. "Mamy dużą liczbę policjantów odchodzących na emeryturę i wzrost przestępczości. Potrzebujemy więcej policjantów na ulicach" – dodał.

    Odmówił odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób miasto znajdzie środki na zatrudnianie i opłacenie policjantów przy prognozowanym deficycie na $137.6 mln. Stwierdził tylko, że istnieje pole do manewru po tym, jak burmistrz Rahm Emanuel znalazł źródła finansowania zadłużonych funduszy emerytalnych pracowników miejskich.

    Główny doradca burmistrza, który chciał pozostać anonimowy, powiedział w rozmowie z dziennikiem "Chicago Sun-Times, że punktem zwrotnym dla Rahma Emanuela jest wzrost przemocy tego lata do poziomu niespotykanego od 20 lat.

    W Chicago w sierpniu doszło do 90 zabójstw. To najwyższa liczba morderstw w ciągu jednego miesiąca od sierpnia 1996 roku i wzrost o 66 procent w stosunku do 54 morderstw w tym samym okresie roku ubiegłego.

    Po długim weekendzie z okazji Labor Day, w czasie którego 13 osób zginęło w strzelaninach, a co najmniej 65 zostało rannych, liczba zabójstw w naszym mieście od początku roku wzrosła do 500.

    Jeżeli w takim tempie ginąć będą kolejni ludzie, liczba ta może wzrosnąć do 700 do końca roku. Od 2003 roku notowano poniżej 600 zabójstw w ciągu roku, a od 1998 roku nie więcej niż 700 zabójstw.

    "Dynamika zmieniła się w okresie letnim. I to nas przeraża" – powiedział doradca burmistrza.

    "Musimy zwalczać przemoc agresywnie, ale w odpowiedni sposób. Trzeba więcej zasobów. Nie ma co do tego wątpliwości. To musi być priorytetem" – podkreślił.

    Kiedy burmistrz Rahm Emanuel starał się o pierwszą kadencję, obiecywał zatrudnić 1,000 dodatkowych policjantów, ale życie zweryfikowało jego słowa. Jego administracja podkreśla, że przesunięto część funkcjonariuszy z pracy przy biurku do ulicznych patroli.

    Departament policji w Chicago obecnie zatrudnia 12,200 zaprzysiężonych funkcjonariuszy, w tym rekrutów, którzy ukończyli szkolenie w akademii policyjnej w ubiegłym tygodniu. Do ulicznych patroli przydzielonych jest z tego 8,000 policjantów. Obecnie departament ma 468 wakatów do zapełnienia – poinformował rzecznik departamentu Anthony Guglielmi.

    JT

    Czytaj wiecej
  • Bez budżetu rośnie zadłużenie Illinois

    Monitor 02/05/2016

    Stan Illinois już od ośmiu miesięcy nie ma budżetu, a zadłużenie rośnie. Wkrótce osiągnie $6.2 miliarda. „Stan nie może ogłosić bankructwa, ani dodrukować pieniędzy. Podatnicy zapłacą za to” – alarmuje stanowa rewident Lislie Munger. Wpływy do budżetu spadły o $5 miliardów.

    Stan Illinois odczuwa nie tylko brak budżetu, ale także powrót z początkiem ubiegłego roku do niższej stawki podatku dochodowego – poinformowała stanowa rewident Leslie Munger. Stawka podatku dochodowego w Illinois została obniżona z 5 procent do obecnych 3.75 procent 1 stycznia 2015 roku. Podatek dla korporacji spadł wtedy z 9.5 procent do 7 procent. Takie było założenie tymczasowego podniesienia podatków 1 stycznia 2011 roku.

    Dzięki spadkowi stawki podatnicy płacą mniej IRS-owi. Departament Skarbu oblicza, że w przypadku czteroosobowej rodziny o rocznym dochodzie 50,000 dolarów jest to około 930 dolarów mniej za podatek za 2015 rok. Ale to także przekłada się na mniejsze wpływy do stanowego budżetu – przypomina stanowa rewident Leslie Munger. W tym roku będzie to około $5 miliardów.

    Dodatkowo po decyzji sądu stan zobowiązany jest do wpłacenia $1 miliarda na konto ubezpieczenia Medicaid. Munger już w październiku ostrzegała, że stan pozostaje bez pieniędzy, a bez budżetu sytuacja tylko się pogorszyła. Zadłużenie Illinois wkrótce wzrośnie do $6.2 miliardów.

    „Stan nie może ogłosić bankructwa, ani dodrukować pieniędzy. Podatnicy zapłacą za to” – stwierdziła Munger.

    Podwyżka stanowego podatku dochodowego?

    Za 2015 rok zapłacimy na pewno podatek dochodowy w wysokości 3.75 procent. Ale czy pozostaniemy na tym poziomie? Niedawno przewodniczący stanowej Izby Reprezentantów, Michael Madigan, najbardziej wpływowy demokrata w Illinois, zasugerował 33-procentową podwyżkę stawki tzw. income tax. To oznaczałoby wzrost podatku z obecnych 3.75 proc. do 5 proc. 

    Biuro prasowe Madigana stwierdziło później, że przewodniczący nie promował podwyżki podatku i w dalszym ciągu uważa, że konieczna jest kombinacja zakładająca nowe wpływy i cięcia wydatków. Podwyżki podatku chce uniknąć republikański gubernator Bruce Rauner, który w sporze ze stanowymi demokratami przede wszystkim podkreśla potrzebę wprowadzenia reformy stanowych finansów w połączeniu z probiznesowymi reformami.

    Gubernator Rauner uważa, że deficyt, do którego doprowadziły lata zaniedbań finansowych, jest po prostu zbyt duży, aby przyjąć budżet bez reform. „Obarczenie teraz mieszkańców Illinois podwyżką podatków byłoby dużym błędem” – stwierdził Brucer Rauner w ostatnim orędziu „The State of the State”.Wezwał stanowy Kongres do kompromisu w sprawie uchwalenia budżetu, bez którego Illinois pozostaje od lipca ub. roku.

    Gubernator Rauner zawetował uchwaloną w ubiegłym tygodniu przez stanowy Kongres ustawę przeznaczającą $397 milionów na granty dla studentów (tzw. MAP) i $324 miliony dla miejskich collegów. „Chcę pomóc, ale nie mamy pieniędzy, by to zrobić” – powiedział dziennikarzom.

    Stanowe uniwersytety i college, a także sami studenci poważnie odczuwają impas budżetowy. Rektor Eastern Illinois University wstrzymał wszelkie naprawy, nie będzie zakupu pomocy naukowych oraz rozliczania delegacji, a możliwe są także zwolnienia i przymusowe bezpłatne urlopy. Pieniędzy na wypłaty dla pracowników już nie ma Chicago State University. Natomiast studenci z rodzin o niskich dochodach nie otrzymają na wiosnę stypendiów wypłacanych przez Illinois’ Monetary Award Program (tzw. MAP)

    Impas budżetowy trwa od początku lipca 2015 roku, kiedy to minął wyznaczony prawem termin przyjęcia ustawy na kolejny rok fiskalny, a gubernator Bruce Rauner zawetował budżet przyjęty głosami demokratów w stanowym Kongresie. Jak później tłumaczył „nie było w nim pełnego planu wydatków, a na te w nim zawarte nas nie stać”.

    O tym, że finanse naszego stanu są w opłakanym stanie świadczy niski rating Illinois. Agencja Standard & Poors (S&P) utrzymała ocenę A-, ale zmieniła prognozę dla naszego stanu na negatywną. Agencja Moody’s wystawiła nam ocenę Baa1. Obie oceny są najniższymi wśród wszystkich stanów. Niższy rating oznacza konieczność płacenia wyższych odsetek w przypadku zaciągania przez stan kredytu.

    Przyczyny konsekwentnej obniżki naszych notowań są wciąż te same: duży deficyt budżetowy i katastrofalnie zadłużony stanowy system emerytalny.

    JT

    Czytaj wiecej
  • Bez referendum w sprawie okręgów wyborczych

    Monitor 09/15/2016

    Na kartach wyborczych do głosowania w listopadzie pojawi się wiele pytań referendalnych, ale nie to, dzięki któremu mieszkańcy Illinois mogliby się wypowiedzieć w sprawie zmiany podziału stanu na okręgi legislacyjne. 

    Sąd Najwyższy stanu Illinois odrzucił wniosek o rewizję swojej decyzji w sprawie konstytucyjność pytania referendalnego dotyczącego zmiany podziału stanu na okręgi wyborcze. 

    Sędziowie stosunkiem głosów 4-3 potwierdzili swoje orzeczenie z ub. miesiąca uznając, że pytanie referendalne w sprawie „przerysowania” granic okręgów legislacyjnych w Illinois, zaproponowane przez grupę Independent Map Amendment, zostało ułożone w sposób naruszający konstytucję Illinois.

    Orzeczenie Sądu Najwyższego stanu Illinois interpretowane jest jako zwycięstwo sił politycznych powiązanych z demokratycznych przewodniczącym stanowej Izby Reprezentantów, Michaelem Madiganem, który od ponad trzech dekad zachowuje swoje stanowisko i wpływy na Kapitolu. Republikański gubernator Bruce Rauner, główny przeciwnik Madigana, wspierał pytanie referendalne.

    Według projektu grupy Independent Map Amendment, to 11-osobowa komisja podejmowałaby decyzje w sprawie granic okręgów legislacyjnych w stanie, zamiast – jak jest to obecnie – liderów partii.

    Członkowie komisji byliby wybierani w skomplikowanym procesie pod specjalnym nadzorem Sądu Najwyższego Illinois.

    Zwolennicy zmian zebrali prawie 563 tys. podpisów w całym stanie od osób popierających pytanie referendalne w sprawie niezależnego podziału okręgów wyborczych.

    Rauner podkreślił w swoim oświadczeniu, że "system polityczny w Illinois potrzebuje poważnych reform".

    "Teraz, kiedy sądy odmówiły wyborcom prawa do głosowania w referendum ws. okręgów w listopadzie, to stanowy Kongres musi zająć się reformami politycznymi – kadencyjnością i granicami okręgów – jak tylko zbierze się ponownie tej jesieni" – oświadczył gubernator.

    Dodał, że niezależny podział okręgów jest bardzo potrzebny naszemu stanowi. "Zadziwiające, że aż dwie trzecie polityków (zajmujących miejsce w stanowym Kongresie) będzie ubiegać się o reelekcję w listopadzie. Nie dlatego, że dobrze wykonują swoją pracę w Springfield. To oznacza, że system potrzebuje naprawy" - stwierdził gubernator.

    Gubernator opowiada się również za ograniczeniem kadencyjności polityków zajmujących stanowiska publiczne w Illinois. Bruce Rauner chce, by sprawą zajął się stanowy Kongres podczas jesiennej sesji. Większość ustawodawców nie popiera takich zmian.

    Gubernator Rauner uważa, że skrócenie kadencji wybieralnych polityków przyniosłoby "nowe twarze i nowe pomysły" do polityki Illinois i dało mieszkańcom "większą kontrolę nad zepsutym systemem politycznym".

    "Mamy polityków w Springfield, którzy są tam przez 20, 30, 40 lat i widzicie chyba, co dzieje się w stanie. Nadszedł czas na zmiany" – przekonuje Rauner.

    Gubernator często wspomina w tym kontekście przewodniczącego Izby Reprezentantów, Michaela Madigana, który sprawuje funkcję od 32 lat, a w Kongresie naszego stanu zasiada od 45 lat. Madigan stanowisko przewodniczącego objął w 1983 roku i tylko raz, zaledwie na dwa lata musiał z tej funkcji zrezygnować.

    W czasie kampanii wyborczej w 2014 roku Bruce Rauer popierał kampanię społeczną na rzecz zorganizowania referendum w sprawie ograniczenia do ośmiu lat kadencji wybieralnych polityków w Illinois. Sędzia uznał, że petycja w tej sprawie, pod którą podpisało się około 600 tysięcy osób, była niezgodna z konstytucją.

    Komitet ds. reform legislacyjnych i ograniczenia kadencji, któremu przewodniczył Rauner, domagał się również zmian dotyczących liczebności obydwu izb stanowego Kongresu.

    W przypadku Senatu z obecnych 59 członków do 41, a w Izbie Reprezentantów zwiększenie ich liczby z obecnych 118 do 123. Kolejna propozycja dotyczyła ograniczenia władzy legislatorów w stosunku do gubernatora – chodzi przede wszystkim o utrudnienie im odrzucania gubernatorskiego weta.

    Według sondażu przeprowadzonego przez Paul Simon Policy Institute przy Southern Illinois University, ponad trzy czwarte pytanych chciałoby wprowadzenia limitu kadencji w Senacie stanowym, Izbie Reprezentantów, a także na stanowiskach ich przewodniczących.

    Jeśli ustawodawcy uchwalą, tak jak chce gubernator, poprawkę dotyczącą ograniczenia kadencji polityków, otworzy to drogę do pytania referendalnego, które mogłoby się pojawić na karcie do głosowania w czasie wyborów w 2018 roku, kiedy będzie ubiegał się o reelekcję.

    JT

    Czytaj wiecej
  • Bez sensacji w emailach burmistrza

    Monitor 12/30/2016

    Upubliczniona poczta elektroniczna burmistrza Rahma Emanuela potwierdza, że korzystał on z prywatnych skrzynek mailowych w sprawach służbowych, ale jeśli ktoś spodziewał się sensacji, to będzie rozczarowany. 

    Opinia publiczna zyskała dostęp do 2,700 stron dokumentów z emailami burmistrza Emanuela po zawarciu ugody sądowej przez miasto z organizacją Better Government Association (BGA).

    Opublikowane dokumenty to korespondencja burmistrza prowadzona z niektórymi radnymi miasta, lobbystami oraz inwestorami wspomagającymi jego kampanię wyborczą.

    "Bardzo cię kocham" - napisał żartobliwie burmistrz Rahm Emanuel w jednym z emaili do Bruce'a Raunera. W październiku 2011 roku Rauner, który był wówczas przewodniczącym społecznego biura ds. konwencji i turystyki, wyrażał frustrację, bo miasto podniosło podatek hotelowy. Emanuel starał się uspokoić Raunera zauważając, że przyznał ulgę podatkową branży hotelarskiej. „Bardzo cię kocham” – dodał.

    Ale przyszły gubernator pozostawał niezadowolony: "Musimy zacząć komunikować się lepiej".

    "Ścieżka nad jeziorem Michigan jest w tragicznym stanie. Jak to jest możliwe, po tym jak ją odnowili? Dlaczego miasto nie pomalowało na biało progów zwalniających - mój rachunek za szkody wynosi $10K po jednym wyjściu o zmierzchu" - można przeczytać w emailach wysłanych do burmistrza Emanuela przez Kena Griffina, najbogatszego mieszkańca Illinois.

    Emanuel odpisał, że pomalowanie progów jest dobrym pomysłem: "przyjrzę się temu" - dodał. Naświetlił też plan oddzielenia na ścieżce pasów rowerowych od tych dla pieszych lub osób uprawiających jogging.

    "Czy przyjmą prywatne fundusze... to jest tragedia" - pytał Griffin, długoletni donator Emanuela.

    "Tak, może przyjdę z komisarzem, by  przedstawić nasze plany?" - odpisał burmistrz.

    Griffin właśnie w ubiegłym tygodniu zaoferował $12 milionów na projekt modernizacji ścieżki rekreacyjnej nad jeziorem.

    W emailu wysłanym do Jeffa Bezosa, założyciela i prezesa Amazona, w styczniu 2013 roku, burmistrz prosi go o więcej informacji na temat możliwej lokalizacji magazynu detalicznego giganta internetowego w centrum w Chicago.

    "Chociaż nie należy to do Ciebie, ale do przełożonych, to jest to bardzo ważne dla mnie i chciałbym wiedzieć, czy istnieje szansa, aby umówić się z Tobą na telefon, by porozmawiać?" - napisał Emanuel w emailu do miliardera, który jest także właścicielem 'Washington Post".

    Bezos odpowiedział dołączając do emaila "adres jednego ze swoich menedżerów do spraw globalnego rozwoju". Amazon w ostatnim czasie wbudował wiele obiektów, ale nie w Chicago tylko na przedmieściach.

    Michael Sacks, jeden z najbliższych doradców Emanuela w czasie pierwszej kampanii wyborczej, w emailach z 2015 roku skarżył się Emanuelowi, że prezes firmy ubezpieczeniowej Allstate, Tom Wilson, nie przeniesie 300 miejsc pracy do miasta.

    "Cokolwiek wydarzyło się z Allstate, próbuję to zrozumieć, aby sprawdzić, czy to można to uratować" - pisał Sacks.

    David Plouffe, były menedżer kampanii Baracka Obamy w 2008 roku i strateg polityczny Rahma Emanuela, lobbował w listopadzie 2015 roku w imieniu Ubera na rzecz otwarcia lotniskowego rynku.

    Plouffe w jednym z emaili wysłanych do burmistrza wyraża zaniepokojenie propozycją wprowadzenia dodatkowych opłat dla Ubera na O'Hare i Midway.

    "Pewnie jesteś tak samo jak my zaskoczony, ponieważ osiągnęliśmy porozumienie" - napisał.

    Rahm Emanuel, który był wtedy akurat z wizytą w Chinach, przekierował tę wiadomość do swoich podwładnych. Dwa tygodnie później Uber i Lyft dostali zgodę na wykonywanie kursów z lotnisk w Chicago bez dodatkowych opłat.

    Jak zauważa dziennik "Chicago Sun-Times" emaile burmistrza ujawniają szczególną obsesję dotyczącą jego medialnego wizerunku i przemocy na ulicach w Chicago.

    Na bieżąco otrzymuje informacje od komendanta policji po każdej fali strzelanin. Ponadto uwielbia utrzymywać kontakt z mediami, zarówno lokalnymi, jak i na poziomie krajowym, co nie jest zaskoczeniem dla nikogo w tym biznesie.

    Rahm Emanuel zarejestrował swoją prywatną domenę rahmemail.com 16 maja 2011 roku - w tym samym dniu został zaprzysiężony na urząd burmistrza Chicago. To osobiste konto pojawiło się wśród tysięcy e-maili byłego szefa kampanii Clinton, Johna Podesty, przechwyconych przez hakerów i opublikowanych przez portal WikiLeaks w zeszłym miesiącu.

    Pocztę elektroniczną burmistrza z tym adresem można znaleźć także wśród 30 tysięcy emaili opublikowanych przez Departament Stanu na początku tego roku. Emanuel używał tego konta, aby komunikować się z Clinton, kiedy była sekretarzem stanu.

    Był to pierwszy, bezpośredni dowód na to, że Emanuel wykorzystał prywatne skrzynki mailowe już na stanowisku burmistrza poza oficjalnym przydzielonym mu przez Urząd Miasta .

    Rzecznik prasowy Emanuela Adam Collins powiedział, że używanie przez burmistrzów niestandardowej domeny jest powszechne. Collins dodał, że Rahm Emanuel po uruchomieniu służbowego adresu nie korzystał już z prywatnego serwera.

    Rzecznik burmistrza zapytany, dlaczego Rahm Emanuel skonfigurował osobiste konto rahmemail.com w dniu, w którym został zaprzysiężony, odpowiedział: "Po wyborach w 2011 roku fundusz kampanii założył nowy e-mail w celu oddzielenia poczty elektronicznej prywatnej i służbowej lub rządowe zastosowanie politycznych, gdyż korzystanie z jednej poczty do tych samych celów naruszałoby przepisy miejskie i stanowe. Użycie domeny Gmail pozwoliło na lepsze zabezpieczenia, biorąc pod uwagę rosnące zagrożenie cyberatakami".

    W Illinois dostęp do komunikacji prowadzonej za pośrednictwem poczty elektronicznej przez funkcjonariusza publicznego regulowany jest przez stanowe prawo. Dziennik "Chicago Tribune" kilka razy domagał się dostępu do komunikacji elektronicznej burmistrza powołując się na zapisy ustawy Freedom Information Act.

    JT

    Czytaj wiecej
  • Bez zmiany głosu w Illinois

    Monitor 11/04/2016

    Czy w Illinois można zmienić swój głos oddany wcześniej albo korespondencyjnie? "Absolutnie nie. W stanie Illinois, jeżeli oddaliśmy głos w okresie wczesnego głosowania albo zagłosowaliśmy już korespondencyjnie, z żadnego powodu nie możemy ponownie zagłosować. Próba ponownego oddania głosu jest przestępstwem" - podkreśla Monika Myśliwiec-Gałuszka, polska przedstawicielka w Chicagowskiej Komisji Wyborczej.

    Na stronie chicagoelections.com czytamy, że głosy oddane w okresie wczesnego głosowania są ostateczne. Po oddaniu głosu w okresie wczesnego głosowania, wyborcy nie mogą powrócić, zmienić lub unieważnić oddanych kart wyborczych z jakiegokolwiek powodu. Chicagowska Komisja Wyborcza przypomina też, że ponowne oddanie głosu (lub ponowne usiłowanie przystąpienia do głosowania) w tych samych wyborach jest karalne.

    Możliwość zmiany głosu oddanego wcześniej mają za to wyborcy w Wisconsin, Minnesocie, Michigan, Pensylwanii, Nowym Jorku, Connecticut i Missisipi. Jest to regulowane stanowym prawem wyborczym. Na przykład w Wisconsin wyborcy mogą zmienić zdanie nawet trzykrotnie. "Z tego prawa wyborcy korzystają jednak stosunkowo rzadko" - oceniła sekretarz miasta Oshkosh, Pam Ubrig. 

    Na prawo wyborców w tych kilku spośród 37 stanów dopuszczających wczesne głosowanie zwrócił uwagę w ostatnich dniach kampanii Donald Trump, który wezwał demokratów, którzy zagłosowali wcześniej w wyborach prezydenckich na Hillary Clinton, by wycofali swoje głosy i udzielili poparcia jemu.

    Zdaniem Trumpa wielu z nich żałuje decyzji o poparciu Clinton, szczególnie po odnalezieniu przez FBI nowych emaili z serwera byłej sekretarz stanu. "To jest komunikat dla demokratów, którzy już zagłosowali na Hillary Clinton i którzy mają wyrzuty sumienia. Dla tych, którzy chcą zmienić swój głos oddany wcześniej. Wisconsin jest jednym ze stanów, gdzie można zmienić swój głos" - mówił Trump we wtorek na wiecu w Eau Claire w Wisconsin.

    Szacuje się, że w tych wyborach co najmniej 40 procent głosów zostanie oddanych w trybie wczesnego głosowania. W wyborach prezydenckich w 2000 roku wskaźnik ten wynosił tylko 16 procent.

    Wczesne oddanie głosu jest obecnie możliwe w 37 stanach, w tym Illinois, oraz w Dystrykcie Kolumbii (DC). Z analizy agencji AP wynika, że głosy wcześniej chętniej oddają demokraci niż republikanie.

    W Chicago w ostatnim tygodniu przed wyborami placówki do wczesnego głosowania wydłużyły godziny pracy: 
    - do piątku,4 listopada oddawać głosy można od 9:00 rano do 7:00 wieczorem,
    - w sobotę, 5 listopada w godzinach: 9:00 rano - 5:00 po południu,
    - w niedzielę, 6 listopada w godzinach: 10:00 rano - 4:00 po południu, 
    - w poniedziałek, dzień przed wyborami od 9:00 rano do 7:00 wieczorem.

    Osoby, które potrzebują się zarejestrować, zmienić nazwisko na aktualnej rejestracji lub adres zamieszkania, mogą dokonać formalności rejestracji w okresie wczesnego głosowania lub w dniu wyborów, 8 listopada. Należy w takim przypadku przynieść dwa dokumenty tożsamości, z których jeden musi posiadać aktualny adres zamieszkania. W dniu, w którym będziemy się rejestrować musimy oddać swój głos.

    Po więcej informacji wyborcy miasta Chicago mogą odwiedzić stronę internetową pod adresem: chicagoelections.com, w języku polskim pod adresem www.chicagowybory.com lub zadzwonić pod numer telefonu: 312-269-7900 (312-269-0027 dla osób niedosłyszących).

    JT

    Czytaj wiecej
  • Bilety na przemówienie Obamy po $5,000

    Monitor 01/13/2017

    Dzień przed zaplanowanym na wtorek, pożegnalnym przemówieniem prezydenta Baracka Obamy, rozdawane wcześniej za darmo bilety osiągają ceny nawet powyżej pięciu tysięcy dolarów.

    Niektórzy wykazują się pomysłowością i oferują na wymianę inne rzeczy, np. bilety na imprezy muzyczne. Kreatywność Allison Ward się opłaciła - zaoferowała 40-calowy telewizor w zamian za bilet i znalazła chętnego przez stronę Craiglist w poniedziałek po południu. "Mają mi wysłać zdjęcie biletu i kodów kreskowych abym mogła je sprawdzić, zanim się spotkamy i mieć pewność, że wszystko jest w porządku" - powiedziała.

    Wcześnie rano w sobotę tysiące osób ustawiło się w kolejkach, nie zważając na panujące mrozy, aby mieć szansę na otrzymanie biletu. Niestety, wielu musiało odejść bez niczego. Biały Dom nie ujawnił, ile zostało rozdanych bezpłatnych wejściówek.

    "Niektóre ceny mogą się wydawać szalone, ale to przemówienie prezydenta, które wygłosi po raz ostatni" - powiedziała Kelly Parker, której nie udało się otrzymać biletu, mimo długiego stania w kolejce. Jest rozczarowana tym, że ludzie starają się wykorzystać okazję na szybki zarobek, zabierając miejsca innym, którym naprawdę zależy na zobaczeniu prezydenckiego przemówienia.

    Biuro Ochrony Konsumentów ostrzega przed kupowaniem biletów na internecie. Steve Bernas, z Better Business Bureau z Chicago i Northern Illinois powiedział, że "nie ma możliwości, aby zweryfikować prawdziwość tych biletów". Dodał, że jest przekonany, iż niektóre osoby nie zostaną we wtorek wpuszczone do McCormick Place ze względu na takie bilety wstępu. BBB prosi, aby każdy, kto zakupił taką fałszywą wejściówkę skontaktował się z biurem.

    Firmy zajmujące się sprzedażą biletów stwierdziły, że nigdy nie będą sprzedawać darmowych biletów, ponieważ to nielegalne. Mogłoby to zagrozić posiadanym licencjom, spowodować nałożenie grzywien i potencjalnie prowadzić do zarzutów o wykroczenia.

    Przemówienie prezydenta Baracka Obamy odbędzie się w McCormick Place w Chicago. Muzeum Field, Planetarium Adlera oraz Akwarium Shedd już zapowiedziały wcześniejsze zamknięcia, aby ułatwić dostanie się na miejsce oraz zapewnienie bezpieczeństwa.

    CTA uruchomi dodatkowe autobusy i pociągi zielonej linii dla osób wybierających się na to wydarzenie.

    Przemówienie prezydenta Obamy zacznie się o godzinie 8 wieczorem i będzie można je oglądać bezpośrednio na kanale ABC7, a także na stronie internetowej oraz poprzez aplikację na telefon.

    Monitor

    Czytaj wiecej
  • Biurokratyczny nieużytek

    Monitor 05/13/2016

    Kim jest Evelyn Sanguinetti? Ktoś kojarzy tę postać? Nie? Spokojnie, jest nas wielu...

    Może kilka osób rozpoznało nazwisko, ale jestem gotów założyć się, że to nieliczna grupa. Pozostałym podpowiadam: osoba pełniąca bardzo wysoką funkcję w naszym stanie, wybieralną, a więc część czytelników być może oddało na nią swój głos w ostatnich wyborach.

    Mógłbym jeszcze podpowiedzieć, że zastąpiła Sheilę Simon, co prawdopodobnie okaże się niewielką pomocą. Proszę się nie martwić, naprawdę niewiele osób o niej pamięta. Kiedy próbowałem przypomnieć sobie nazwisko wicegubernator Illinois okazało się to dla mnie zdaniem zbyt trudnym, poddałem się po kilku minutach i skorzystałem z internetu. Poza nazwiskiem wiele nie znalazłem. Dowiedziałem się, że przed ubiegłorocznym Air Show w Chicago skoczyła ze spadochronem z którąś z grup biorących udział w pokazie. Pewie w tym zrobi to samo. O wiele łatwiej było znaleźć garść ciekawostek na jej temat z okresu kampanii przedwyborczej, choćby to, że jest o 17 cali niższa od gubernatora Raunera. Albo, że skończyła szkołę muzyczną na Florydzie i świetnie gra na pianinie, a jej córka na skrzypcach. O później zdobytym wykształceniu prawniczym i sprawowanej funkcji radnego Wheaton niewiele. Jeszcze data objęcia drugiego co do ważności stanowiska w naszym stanie. To właściwie wszystko.

    Obowiązki wicegubernator Illinois nie są dokładnie znane. Próbowała nam to kilka lat temu wyjaśnić Sheila Simon, która "sprawowała władzę" wraz z Patrickiem Quinnem. W jednym z wywiadów radiowych stwierdziła, że jej głównym zadaniem jest gotowość na wypadek, gdyby z jakiegoś powodu Pat zwolnił urząd. Co było możliwe zważywszy, że on sam był wcześniej w tym samym miejscu u boku Blagojevicha i chyba się to opłaciło. Quinnowi oczywiście.

    Stanowisko wicegubernatora jest drugim pod względem ważności w naszym stanie. W każdej chwili może stać się najważniejszym. Jednocześnie sposób wyboru odpowiedniej osoby na ten urząd w Illinois przez lata pozostawiał wiele do życzenia. Nie miało to nic wspólnego z wyborami prezydenckimi, gdzie główny kandydat sam dobierał sobie partnera w wyścigu. Wyścig był niezależny, więc końcowa para reprezentująca daną partię trudna była do przewidzenia. Trochę się pozmieniało, zapanował ostatnio jako taki porządek. Jeszcze niedawno spore prawdopodobieństwo, że wicegubernatorem Illinois zostanie bezrobotny, uczeń szkoły średniej lub drobny oszust zostało zażegnane. Wciąż jednak nie wiadomo, jakie funkcje powierzyć takiej osobie. W związku z tym jest to dobrze opłacane stanowisko bez jakichkolwiek obowiązków.

    Oglądałem kiedyś film, w którym urzędujący prezydent wciąż wysyłał na bardzo ważne zagraniczne misje swego zastępcę. Do Afryki, na Polinezję. Byle gdzie, żeby tylko się go z Waszyngtonu pozbyć. Gubernator Illinois nie musi tego robić. Nawet jeśli jego zastępca coś zmajstruje to i tak nikt tego nie zauważy. Nikt o tym się nie dowie.

    Kolejność przejmowania władzy w Illinois jest następująca: gubernator, wicegubernator, prokurator generalny, sekretarz stanu, kontroler stanu, skarbnik, prezydent Senatu, przewodniczący Izby Reprezentantów. Pominięcie wicegubernatora wydaje się właściwym rozwiązaniem. Na stanowisku prokuratora i tak zwykle zasiada osoba lepiej przygotowana do tej pracy, do tego silnie związana ze swoją partią i zorientowana w pracach stanu i administracji. Wicegubernator to osoba często przypadkowa. Evelyn Sanguinetti jest sympatyczną, wykształconą kobietą. Gdyby jednak Bruce Rauner z jakiegoś powodu musiał opuścić stanowisko, to czy chcielibyśmy by zajęła jego miejsce?

    Kolejny argument to pieniądze. Nie byłyby to wielkie oszczędności, ale w sytuacji, gdy stan co chwilę poszukuje pieniędzy na pokrycie deficytu i spłatę pożyczek liczy się każdy milion. Zwłaszcza, że jest ich więcej. Biuro niewiele robiącej wicegubernator otrzymuje ponad 2 miliony dolarów na wydatki. W czasie 4 letniej kadencji to ponad 8 mln. dolarów. Według strony www.salaries.wa.gov podatnicy płacą drugiej osobie w stanie miesięczną pensję w wysokości $117,800. Dodatkowo utrzymują jej sztab liczący aż 29 osób. Co one robią? To jeszcze większa zagadka, niż obowiązki ich szefowej.

    Dla naszych polityków sprawa jest jasna, przynajmniej tak się wydaje, gdy mówią: nie potrzebujemy wicegubernatora i należy koniecznie przeprowadzić odpowiednie reformy na najwyższych stanowiskach. Zorganizujmy powszechne referendum i podporządkujmy się jego wynikom.

    Tylko dlaczego mimo poruszania od lat tematu, wspomnianego referendum jeszcze nie było? Bo obydwie partie zdają sobie sprawę, że to przydatne stanowisko. Dodatkowy głos w Springfield, który można w razie potrzeby wykorzystać. Jest to także sposób na utrzymanie przez partię władzy w sytuacji, gdy gubernator z jakiegoś powodu okaże się niezdolny do dalszego wykonywania swych obowiązków.

    Pięć stanów w ogóle nie posiada takiego stanowiska; w dwóch osobę na nie wybiera senat, więc zdarza się, że pochodzi z innej partii, niż gubernator; osiemnaście stanów przeprowadza do samego końca niezależne wybory, więc czasami powtarza się sytuacja z partyjnym pochodzeniem; siedemnaście stanów wzoruje się na wyścigu prezydenckim i w wyborach bierze udział para polityków. Osiem stanów prowadzi niezależne wybory w ramach partii, więc para dobierana jest przed ostateczną rozgrywką, ale kandydat na gubernatora nie ma wpływu na to, z kim będzie startował.

    Potrzebujemy więc wicegubernatora, czy nie? Uważam, że nie jest nam do niczego potrzebny. Pięć wspomnianych przed chwilą stanów daje sobie świetnie radę bez tego urzędu. W kilkunastu innych trwa dyskusja na temat jego likwidacji.

    Gdyby jeszcze, podobnie jak w kilku innych stanach, nasza wicegubernator miała jakieś obowiązki. W niektórych przewodzi departamentowi bezpieczeństwa, w innych rolnictwa, czasami bierze czynny udział w pracach legislacyjnych. W Illinois nie robi nic, chyba, że o coś poprosi gubernator. Nigdy jednak tego nie robi.

    Miłego weekendu.

    Rafał Jurak
    Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

    Czytaj wiecej
  • Biznes na fotoradarach

    Monitor 01/29/2016

    Zapadł wyrok w procesie, który pokazał skalę korupcji przy przetargu na instalację kamer na chicagowskich skrzyżowaniach. Byłemu urzędnikowi miejskiemu Johnowi Billsowi grozi do 10 lat więzienia. Burmistrz nie zmienia stanowiska w sprawie kamer. Rahm Emanuel zapewnia, że pozostaną, bo poprawiają bezpieczeństwo na drogach.

    John Bills, zajmujący stanowisko asystenta komisarza Chicagowskiego Departamentu Transportu, został uznany winnym przez ławę przysięgłych sądu federalnego w Chicago wszystkich postawionych mu 20 zarzutów, w tym przyjmowania łapówek. Bills był odpowiedzialny za wdrażanie programu montażu kamer na chicagowskich skrzyżowaniach w latach 2002 -2011 i pomógł firmie Redflex Traffic Systems Inc. z Arizony w zdobyciu $131-milionowego kontraktu. Jak się okazało, nie za darmo.

    Śledztwo wykazało, że przyjął on od firmy Redflex, wykonawcy, który otrzymał prawo montażu i obsługi kamer, ponad $560,000 w gotówce oraz liczne prezenty, w tym warte $177,000 mieszkanie w Arizonie, łódź i Mercedesa. Do tego wypady do drogich restauracji i klubów golfowych. Akt oskarżenia opierał się głównie na zeznaniach byłej prezes Redflex, Karen Finley i wiceprezydenta firmy, Aarona Rosenberga oraz przyjaciela, Martina O'Malleya. Cała trójka poszła na współpracę z prokuraturą i przedstawiła przed sądem szczegóły łapówkarskiego procederu.

    Rosenberg rejestrował wszystkie swoje spotkania dotyczące kontraktu Redflex z Chicago, w tym także z Billsem. Nagrania pokazują, w jaki sposób zorganizowano całe przedsięwzięcie. Za otrzymane łapówki Bills miał pomagać Redflex we właściwym przedstawieniu propozycji kontraktu władzom Chicago, by zyskać przychylną decyzję radnych. Podczas jednego spotkania Bills miał również chwalić się Rosenbergowi, że pobije rekord w ilości sprzedanych kamer w ciągu roku. Według prokuratury za każdą nową kamerę Bills zainkasował 2 tysiące dolarów. Łącznie w Chicago zainstalowano 384 kamery. John Bills wyrok usłyszy 5 maja. Grozi mu do 10 lat więzienia.

    Doniesienia o skandalu korupcyjnym z udziałem Billsa po raz pierwszy ukazały się w lokalnych mediach jesienią 2012 roku. Burmistrz Rahm Emanuel w 2013 roku zmienił firmę Redflex Traffic System z Arizony na Xerox State & Local Solutions Traffic Solutions. "Korupcja była związana z tym, jak firma (Redflex) otrzymała kontrakt, dlatego wprowadziliśmy zmiany i nowego operatora"– powiedział Emanuel.

    "Kamery w dalszym ciągu wpływają na bezpieczeństwo na naszych ulicach"– ocenił burmistrz. Jako przykład podał badania, z których wynika, że tam gdzie zostały zainstalowane spadła o 47 procent liczba zderzeń bocznych.

    Na początku tego roku Rahm Emanuel nakazał wyłączenie 50 kamer na 25 skrzyżowaniach. Na terenie Chicago działa w dalszym ciągu 298 kamer monitorujących ruch na 149 skrzyżowaniach. Ciągle brakuje wiarygodnych opracowań, że kamery rzeczywiście wpływają na poprawę bezpieczeństwa w ruchu drogowym, natomiast dużo jest błędów w systemie, co powoduje, że wiele mandatów trafia do kierowców  niesłusznie.

    Nie narzekają władze miasta, bo budżet wzbogacił się o ponad $284.9 mln– tyle wynosił dochód z 2.2 mln mandatów, które trafiły do kierowców po przejechaniu skrzyżowania na czerwonym świetle odkąd Rahm Emanuel objął urząd.

    JT

    Czytaj wiecej
  • Biznesowe wpadki kandydata na prezydenta

    Monitor 08/26/2016

    Republikański kandydat na prezydenta Donald Trump przekonuje wyborców, że jego sukces w biznesie kwalifikuje go do zajęcia miejsca w Białym Domu. Jego przeciwnicy polityczni starają się podważyć tę tezę ujawniając biznesowe wpadki miliardera z Nowego Jorku, także te w Chicago.

    Dziennik "Chicago Sun-Times" rozpisywał się ostatnio na temat niewynajętej od dłuższego czasu powierzchni handlowej u podstawy słynnego wieżowca Trumpa w centrum naszego miasta. Trump International Hotel and Tower to lśniący 92-piętrowy oszklony budynek przy 401 N. Wabash Avenue położony nad rzeką Chicago, na zachód od Michigan Avenue.

    Około 70,000 stóp kwadratowych powierzchni na poziomie tarasu położonego nad brzegiem rzeki nigdy nie zostało wynajęte odkąd budynek oddano do użytku w roku 2008. Potencjalnie Trump traci przez to miliony dolarów, które mógłby otrzymać z czynszu, tymczasem pustostan nie generuje żadnych przychodów.

    Nie wiadomo, dlaczego tak atrakcyjna przestrzeń handlowa, w tak rozpoznawalnym wieżowcu jak Trump International Hotel and Tower, nie zdobyła uznania wśród biznesów. Miliarder skarży się za to na straty, co potwierdzają dokumenty złożone w biurze asesora powiatu Cook przez kancelarię prawną starającą się o ulgę podatkową nieruchomości.

    Jeszcze w maju dziennikarze "Chicago Sun-Times" Chris Fusco i Tim Novak poinformowali, że Trump wynajął kancelarię Klafter & Burke, prowadzoną przez wpływowego radnego Eda Burke'a (14. dzielnica), dzięki której uzyskał serię udanych odwołań od naliczonego podatku od nieruchomości.

    Przedstawiciele kancelarii reprezentujący Trumpa w rozmowie udzielonej "Chicago Sun-Times" podkreślają, że nie jest łatwo wynająć taką przestrzeń, mimo że zajmują się tym pośrednicy nieruchomości z kilku różnych firm, zarówno z Chicago i Nowego Jorku. "Nikt tego nie chce, nawet na biura"- stwierdzają krótko.

    "Chociaż przestrzeń detaliczna ulokowana jest na dole jednego z luksusowych hoteli w Chicago, nie ma zainteresowania powierzchnią handlową, która nie ma bezpośredniego dostępu dla pieszych lub ruchu samochodowego" - podkreślono.

    "Przestrzeń do wynajęcia nie jest kwadratowa lub prostokątna, lecz zakrzywiona z dużymi kolumnami. Z punktu widzenia handlowców nie jest to korzystne" - stwierdzono nazywając ją " trudną do wynajęcia".

    Zupełnie inny obraz pojawia się w dokumentach złożonych w biurze asesora powiatu Cook w celu uzyskania obniżenia podatku od nieruchomości. Ta sama pusta przestrzeń określana jest jako dająca "duże możliwości dla potencjalnych najemców".

    Podkreślono, że deptak River Walk nad rzeką Chicago i obszary tarasowe są "idealne dla restauracji i sklepów szukających lokalizacji z bezpośrednim dostępem dla gości hotelu Trump Tower i mieszkańców kondominiów". Zwrócono uwagę na bezpośredni dostęp do Millennium Park i zakupową mekkę w Chicago - North Michigan Avenue, co sprawia, że ta "lokalizacji nie ma sobie równych na rynku".

    Jednak od październiku 2008 roku powierzchnia handlowa u podstawy wieżowca Trump pozostaje pusta, a na witrynach widniej informacja: “Retail Space Available".

    Kancelaria prawno-podatkowa Klafter & Burke należąca do radnego Eda Burke'a załatwiła Donaldowi Trumpowi 40-procentową ulgę podatkową w ciągu siedmiu lat, dzięki czemu miliarder zaoszczędził prawie $11.7 mln – wynika ze śledztwa "Chicago Sun-Times". Dziennik w artykule zatytułowanym "The Donald & the Democrat; Burke saved Trump $11.7M" przypominał, że w 2002 roku radny Burke głosował za przyznaniem zgody na budowę wieżowca Trump International Hotel & Tower.

    W 2010 roku Trump otrzymał też nieprzysługujący mu zwrot podatku w wysokości $23,649. Biuro skarbnika powiatu Cook już zapowiedziało, że Trump będzie go musiał zwrócić.

    JT

    Czytaj wiecej
  • Blagojevich czeka na łaskę prezydenta

    Monitor 12/30/2016

    Skazany na 14 lat więzienia za korupcję, były gubernator Rod Blagojevich czeka na decyzję prezydenta Baracka Obamy. Jego prawnicy złożyli apelację do wyroku, ale liczą także na to, że odchodzący ze stanowiska prezydent skorzysta z przysługującego mu prawa łaski, by skrócić Blagojevichowi wyrok.

    Od aresztowania Roda Blagojevicha w grudniu 2008 roku, miesiąc po tym jak Barack Obama wygrał wybory na pierwszą kadencję, gospodarz Białego Domu bardzo rzadko wspominał publicznie o byłym gubernatorze Illinois.

    Blagojevich został skazany w 2011 roku, a najpoważniejszy zarzut dotyczył próby "sprzedaży" miejsca w Senacie w 2008 roku, które wcześniej zajmował właśnie Barack Obama. Zgodnie z prawem to gubernator stanu wyznacza osobę, która dokończy kadencję.

    Inne przestępstwa korupcyjne, za które były gubernator został skazany na 14 lat więzienia, dotyczyły udziału w przestępczym spisku, fałszerstw i wymuszeń.

    Prawnicy Blagojevicha przekonywali, że najbardziej szokującym w oczach opinii publicznej przestępstwem popełnionym przez ich klienta była próba wykorzystania wpływów do obsadzenia stanowiska zwolnionego w Senacie przez Obamę. Adwokaci uważają, że nie było to wcale przestępstwo, ale typowe dla polityki negocjacje.

    Sędzia federalny James Zagel, który w 2011 roku skazał pierwszy raz byłego gubernatora, w sierpniu podtrzymał 14-letni wyrok, a to oznacza, że Rod Blagojevich w więzieniu ma przebywać co najmniej do 2024 roku. 

    Adwokaci byłego gubernatora podejmują kolejną próbę uwolnienia ich klienta, który obecnie odsiaduje wyrok w więzieniu w Kolorado. Tym razem złożyli zażalenie na wyrok sędziego Zagela, który ogłaszając wyrok w powtórzonym procesie nie wziął pod uwagę listów rekomendacyjnych, które adwokacji złożyli.

    W pismach tych współwięźniowie Blagojevicha opisywali go jako wzorowego więźnia. Sędzia nie wziął pod uwagę też listu z prośbą "o litość" od żony byłego gubernatora, Patti Blagojevich, czy emocjonalnego zeznania jednej z jego córek - Amy.

    Patti Blagojevich później skomentowała decyzję sędziego Zagela jako "niezwykle okrutną, bezduszną i niesprawiedliwą." Powiedziała, że nie wykazał on "nawet najmniejszej ilości pobłażliwości lub miłosierdzia czy dobroci." Dodała, że emocjonalne słowa jej córek niewiele znaczyły dla niego.

    "Sędzia najwyraźniej podjął decyzję jeszcze przed posiedzeniem" - podsumowała żona skazanego gubernatora.

    13-letnia Annie Blagojevich opowiadała sędziemu, że wciąż wymienia z ojcem e-maile kilka razy dziennie, np. kiedy przygotowuje się do testów w szkole.

    Jej starsza siostra, 20-letni Amy Blagojevich, opisała upokorzenie, jakie czuje, gdy płacze na oczach innych więźniów i strażników, kiedy odwiedza ojca w zakładzie penitencjarnym w Kolorado. 

    Zdaniem karnistów kolejny wniosek apelacyjny ma małe szanse powodzenia, jednak prezydent może zmienić wyrok sądu federalnego. Jeżeli Barack Obama nie zajmie się wnioskiem o ułaskawienie Blagojevicha przed końcem kadencji, wówczas po zaprzysiężeniu 20 stycznia decyzja będzie należała do nowego republikańskiego prezydenta Donalda Trumpa.

    Były gubernator wystąpił w programie „Celebrity Apprentice” w 2010 roku, którego producentem i gospodarzem był Donald Trump i chociaż miliarder wyeliminował go z niego, to chwalił za odwagę, z jaką ten stawał naprzeciw wszelkiego rodzaju przeciwnościom losu.

    Prawnicy Blagojevicha biorą pod uwagę też kolejną apelację do Sądu Najwyższego USA, który już dwukrotnie odmówił zajęcia się sprawą Blagojevicha.

    W 83-stronicowej apelacji, która została odrzucona, obrona koncentrowała się na kwestii legalności wymiany "politycznych przysług”. Przypominała, że prokuratura zbudowała swoje oskarżenie na podsłuchach.

    Adwokaci porównują sprawę Blagojevicha do sprawy byłego kongresmena Jesse'ego Jacksona Juniora, skazanego na 30 miesięcy więzienia za sprzeniewierzenie funduszy wyborczych. 

    Jackson był także zamieszany w skandal związany z próbą "sprzedaży" przez byłego gubernatora miejsca w Senacie USA, które po wygranych wyborach prezydenckich w 2008 roku zwolnił Barack Obama, ale nie usłyszał żadnych zarzutów w tej sprawie. Ten skandal nie zakończył się postawieniem Jacksonowi zarzutów.

    "Jesteśmy rozczarowani, ale wytrwali" - stwierdził Sheldon Sorosky, jeden z adwokatów Blagojevicha, który od czterech lat przebywa w więzieniu. Dodał, że pomimo fiaska wcześniejszych apelacji, nadal będzie walczyć w imieniu swojego klienta.

    JT

    Czytaj wiecej
  • Brakuje specjalistów w laboratorium stanowej policji

    Monitor 04/01/2016

    Materiał dowodowy, w tym biologiczny do analizy DNA, zebrany w toku dochodzenia po morderstwnach czy gwałtach, zalega na półkach w laboratorium kryminalistycznym stanowej policji.

    Tysiące opisanych i zabezpieczonych próbek nie zostało jeszcze zbadanych. Brakuje specjalistów, a stanowa policja nie ma pieniędzy na ich zatrudnienie.

    Wszelki materiał dowodowy zebrany w toku dochodzenia kryminalnego powinien zostać przebadany - zgodnie z prawem - w ciągu 30 dni, ale pod koniec lutego na półkach w laboratorium stanowej policji zalegało prawie 3,100 próbek. W 2015 roku podobna sytuacja dotyczyła 2,600 spraw, a w 2009 r. zaledwie 130.

    Na badania oczekują na przykład skrawki odzieży, różne przedmioty, na których znajduje się materiał biologiczny do testów DNA, ale także próbki nasienia czy krwi ofiar gwałtów oraz morderstw. W przypadku nieznanych sprawców po przeprowadzeniu testów DNA ich wyniki są porównywane z bazą znanych przestępców.

    Prokurator generalna stanu Illinois, Lisa Madigan, jest zaniepokojona tak dużymi opóźnieniami pracy laboratorium kryminalistycznego stanowej policji (Illinois State Police - ISP) -  powiedziała jej rzeczniczka prasowa, Maura Possley.

    "Zdecydowanie popieramy zwiększenie środków na ISP" - zaznaczyła.

    Sytuacja pogorszyła się po 2011 roku, po wejściu w życie nowego prawa, które wymaga, by lokalne policje wysyłały nieprzebadane próbki pobrane od ofiar gwałtów właśnie do laboratorium stanowej policji.

    Niektóre z nich zalegały półki w policyjnych magazynach nawet od lat 80. ub. wieku. Po zbadaniu ich w laboratorium stanowej policji udało się znaleźć winnych przestępstw i oskarżyć ich. Sytuacja spowodowała jednak zapełnienie laboratorium stanowej policji, a przy brakach kadrowych liczba próbek do badań DNA tylko powiększała się.

    Brakuje co najmniej dziesięciu specjalistów do badań DNA w laboratorium kryminalistycznym. Rzecznik stanowej policji, sierżant Matthew Boerwinkle, ocenił, że na sfinansowanie ich zatrudnienia potrzeba co najmniej $1 miliona w pierwszym roku. Z powodu trwającego impasu budżetowego takie fundusze nie zostały zapewnione stanowej policji.

    Cała sytuacja przekłada się na opieszałość wymiaru sprawiedliwości. Narzeka policja i prokuratorzy, którzy z dużym opóźnieniem otrzymują wyniki z badań laboratoryjnych.

    Na przykład w 2014 roku z powodu opóźnionych wyników badań DNA z laboratorium stanowej policji dopiero po roku od rozpoczęcia sprawy oskarżony dowódca chicagowskiej policji usłyszał zarzuty, po tym jak włożył podejrzanemu pistolet w usta. Glenn Evans został później uniewinniony przez sędziego, który miał wątpliwości w wiarygodność domniemanej ofiary.

    Wiosną ubiegłego roku prokurator generalna stanu Illinois, Lisa Madigan i prokurator stanowa w powiecie Cook, Anita Alvarez ogłosiły powstanie stanowego zespołu zadaniowego w celu poprawy gromadzenia dowodów, dochodzenia i ścigania przemocy seksualnej. Jednym z celów jest wyeliminowanie zaległości w badaniach DNA.  

    JT

    Czytaj wiecej