----- Reklama -----
  • „Uczciwe błędy” Aarona Schocka

    Monitor 12/16/2016

    – były kongresmen nie przyznaje się do winy

    Oskarżony o korupcję były republikański kongresmen Aaron Schock, określany w przeszłości jako wschodząca gwiazda partii GOP, nie przyznaje się do winny i podkreśla, że "sprawiedliwość zwycięży". 

    35-letni polityk z Peorii w poniedziałek pierwszy raz stanął przed sądem federalnym w Springfield. Miesiąc wcześniej usłyszał 24 zarzuty dotyczące korupcji, kradzieży rządowych funduszy, składania fałszywych zeznań, oszustw podatkowych oraz manipulowania rozliczeniami funduszy kampanijnych.

    Aaron Schock nie przyznał się do postawionych zarzutów i powiedział, że w trakcie procesu, którego datę sąd ustalił na 7 lutego, udowodni, że jest niewinny.

    "Jak już powiedziałem wcześniej, mogliśmy popełnić kilka błędów przy rozliczaniu tysięcy transakcji finansowych, ale były to uczciwe błędy – nikt nie zamierzał złamać żadnego prawa" – mówił miesiąc tego, kiedy przedstawiono mu akt oskarżenia.

    Sędzia zdecydował, że Schock będzie mógł podróżować zagranicę w ramach obowiązków służbowych, ale będzie musiał 24 godziny po powrocie oddawać swój paszport oraz wcześniej informować wyznaczonego z urzędu kuratora o planowanym wyjeździe.  

    Jego prawnicy odrzucili sugestie, że w przypadku Schocka istnieje ryzyko ucieczki. "On na pewno nie porzuci swojego życia w wieku 35 lat, by uciec" – powiedział adwokat Jeffrey Lang, który poinformował, że głównym miejscem zamieszkania Schocka jest wciąż Peoria, chociaż również ma dom w Los Angeles.

    Obrona nie wyklucza, że ze względu na obszerny materiał dowodowy będzie ubiegać się o przesunięcie daty rozpoczęcia procesu z lutego na sierpień. Sędzia federalna Sue E. Myerscough powiedziała, że jest skłonna taki wniosek zaakceptować.

    Co ciekawe, Myerscough, niegdyś sędzia sądu apelacyjnego, była wymieniana jako demokratyczna kandydatka na miejsce w Kongresie, które po wyborach w 2008 roku zajął Aaron Schoock. Poza tym już na samym początku posiedzenia sędzia Sue E. Myerscough ujawniła, że jej córka jest zaręczona z prawnikiem, który jest zatrudniony w tej samej kancelarii, co jeden z obrońców byłego kongresmena.

    W odpowiedzi na pytanie sędzi, czy w związku z tą sytuacją oskarżony ma jakieś obiekcje, Schock tylko odpowiedział: "Gratulacje".

    Aaron Schock swoją rezygnację z miejsca zajmowanego w Kongresie ogłosił w marcu 2015 roku, kiedy wszczęto śledztwo w jego sprawie. Wtedy po sześciu latach pożegnał się z waszyngtońską polityką, w której miał szansę zająć znaczące miejsce.

    Zanim trafił do Waszyngtonu był najmłodszym członkiem stanowej Izby Reprezentantów, do której został wybrany w wieku 23 lat.

    Kiedy został po raz pierwszy wybrany do Izby Reprezentantów w 18. dystrykcie w Illinois w 2009 roku był najmłodszym członkiem Kongresu; pierwszym, który urodził się w latach 80-tych ubiegłego wieku.

    Młody, przystojny, wysportowany, modnie ubrany i fotogeniczny. Schock potrafił wykorzystać swoje mocne strony. Już w kilka miesięcy po przybyciu do Waszyngtonu zaistniał na okładce poczytnego magazynu GQ, a w 2011 roku magazyn Men’s Health uznał go za najbardziej wysportowanego amerykańskiego kongresmena.

    Śledztwo w sprawie rozrzutności kongresmena z Illinois poprzedziła publikacja dziennika "Washington Post", który doniósł o ekstrawaganckim wystroju biura Schocka. Była to kopia jednego z pokoi rezydencji z serialu „Downton Abbey”.

    Nie o gust kongresmena chodzi, a o to, w jaki sposób remont sfinansował. Waszyngtońska grupa Citizens for Responsibility and Ethics (CREW) zwróciła się do biura etyki Kongresu USA, by przesłuchała Schocka w związku ze skorzystaniem przez niego z darmowych usług projektanta wnętrz przy dekorowaniu jego biura.

    Tym projektantem była żona jednego z darczyńców wpierających jego kampanię. Ponoć za tę usługę nie pobrała pieniędzy. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, członkowie Kongresu nie mogą przyjmować żadnych prezentów, ani korzystać z żadnych darmowych usług, których wartość przekracza $50.

    Dziennik "USA Today" wyliczał, że kongresmen Aaron Schock wydał $100,000 na dekorację swojego biura, w tym na skórzane meble i podłogę z drewna. Schock zwrócił $35,000 oraz zapłacił projektantce wnętrz $5,000.

    Agencja Associated Press (AP) donosiła, że 33-letni kongresmen z Illinois zbudował swoje finansowe imperium, dzięki właśnie powiązaniom z inwestorami na rynku nieruchomości, którzy byli głównymi darczyńcami jego kampanii politycznej.

    Firma, która wspierała kongresmena finansowo, sfinansowała budowę kompleksu apartamentowego w Peorii, a następnie odkupiła budynek od Schocka. Kongresmen zwrócił się także do komisji wydatków publicznych o dofinansowanie projektu tej samej firmy.

    Przedmiotem dziennikarskiego śledztwa stały się także zagraniczne podróże kongresmena z Peorii. Aaron Schock od początku 2014 roku odwiedził przynajmniej 9 krajów. Zdjęcia ze swoich podróży z upodobaniem publikował na portalu Instagram.

    Pod koniec lutego 2015 r. na portalu "Politico" pojawiła się informacja, że Schock w okresie od października do grudnia wydał $15,000 z pieniędzy podatników na bilety lotnicze dla celów prywatnych.

    W trwającym kilka lat śledztwie pojawiły się także inne wątki. W 2012 roku Aaron Schock poprosił lidera partii republikańskiej w Kongresie, Erica Cantora, o wyasygnowanie $25,000 z kasy politycznego komitetu partii na reklamy wyborcze mające pomóc Adamowi Kinzingerowi w walce ze swoim rywalem Donem Manzullo.

    Przepisy federalne mówią w takim przypadku o możliwości sfinansowania podobnych wydatków do kwoty $5,000. W październiku 2016 roku Schock zgodził się na zapłatę $10,000 kary nałożonej na niego przez federalną komisję wyborczą.

    JT

    Czytaj wiecej
  • $15 mln na remont gubernatorskiej rezydencji

    Monitor 07/22/2016

    Pierwsza dama Diana Rauner przedstawiła projekt renowacji oficjalnej rezydencji gubernatora. Na remont Illinois Executive Mansion w Springfield potrzeba co najmniej $15 milionów.

    Illinois Executive Mansion w Springfield to zabytkowy budynek z 1855 roku zaprojektowany przez architekta z Chicago Johna M. Van Osdela. Zaliczany jest do grona trzech najstarszych rezydencji gubernatorów w Stanach Zjednoczonych. Jest jednak poważnie zaniedbana.

    Jeszcze przed przeprowadzką gubernatora i Pierwszej Damy do Springfield wiadomo było, że rezydencja wymaga renowacji, a Diana Rauner zapowiadała, że zrobi wszystko, by do tego doprowadzić. Teraz przedstawiła projekt renowacji, na który potrzeba $15 milionów.

    Przed przeprowadzką do Springfield Bruce Rauner deklarował, że remont przeprowadzi z prywatnych, a nie stanowych funduszy. Milioner w czasie kampanii wyborczej zadeklarował także, że nie będzie pobierać pensji gubernatorskiej. Tej obietnicy dotrzymał.

    Najbardziej kosztowny będzie remont dachu 160-letniego budynku. Nie był on naprawiany od 45 lat i przecieka. Rezydencja gubernatora jest ciągle zalewana. Wstępnie oszacowano, że remont dachu wyniesie $8.8 mln - poinformował Max Bever, rzecznik Illinois Executive Mansion Association, organizacji zbierającej pieniądze na remont rezydencji gubernatora.

    Diana Rauner poinformowała, że udało się już zebrać od prywatnych darczyńców $4.5 mln, a kolejne sumy zostały zadeklarowane, w tym $1 milion od niej i jej męża - gubernatora.

    Historyczny budynek ma charakter reprezentacyjny i jest także udostępniany zwiedzającym. Urzędujący gubernator zazwyczaj ma do dyspozycji z rodziną drugie piętro Illinois Executive Mansion, gdzie znajduje się siedem prywatnych apartamentów.

    Jako pierwszy zamieszkał tam w styczniu 1856 roku gubernator Joel Matteson. Ale ostatni gubernatorzy nie przeprowadzili się tam na stałe. Rod Blagojevich w czasie urzędowania mieszkał z rodziną w swoim domu w dzielnicy Ravenswood Manor w Chicago.

    Urzędował także przeważnie w Chicago w budynku Thompson Center, gdzie znajduje się też biuro gubernatorskie. Do Springfield Blagojevich najczęściej podróżował stanowym samolotem. Jego następca Pat Quinn w 2009 roku zapowiedział, że będzie mieszkał w rezydencji gubernatorskiej, ale też częściej bywał w Chicago.

    Po pamiętnej zimie w 2014 roku, która przyniosła duże mrozy, w rezydencji doszło do uszkodzenia rur. Quinn przeprowadził wtedy prace naprawcze za $40,000 z funduszy stanowych.

    Część gubernatorów zdecydowało się na remont rezydencji za własne pieniądze bądź pochodzące z donacji. Tak było w przypadku byłego gubernatora George'a Ryana i jego żony, którzy odnowili część rezydencyjną Illinois Executive Mansion

    Trzeba przyznać, że Diana Rauner wybrała najlepszych architektów i konserwatorów zabytków - chicagowską firmę Vinci Hamp, która była nagradzana za prace nad renowacją zachodniego skrzydła Kapitolu w 2013 roku. Projekt był jednak źródłem kontrowersji, kiedy opinia publiczna poznała koszt odnowienia zabytkowych drewnianych drzwi - prawie $670 tysięcy.

    JT

    Czytaj wiecej
  • $41 mln dla Illinois od Goldman Sachs

    Monitor 04/15/2016

    Goldman Sachs przekaże Illinois $41 milionów dolarów w ramach ugody zawartej w związku ze sprzedażą obligacji powiązanych z rynkiem nieruchomości - poinformowało biuro prokurator generalnej Illinois, Lisy Madigan. 

    Bank inwestycyjny Goldman Sachs zawarł ponad 5-miliardową ugodę z departamentem sprawiedliwości USA, prokuratorami generalnymi Nowego Jorku i Kalifornii. Z tej sumie $41 milionów zostanie przekazane stanowi Illinois.

    Bank wpłaci $25 milionów na stanowe systemy emerytalne, w tym: $23.8 milionów na system emerytalny nauczycieli, $472,500 na system emerytalny stanowych uniwersytetów i $737,500 na konto stanowej rady ds. inwestycji. Kolejne $16 mln od Goldman Sachs pójdzie na pomoc kredytobiorcom w Illinois.

    Ugoda dotyczy zarzutów podejmowania ryzykownych działań, które doprowadziły do światowego kryzysu finansowego 2008 roku. Chodzi o łączenie różnych papierów wartościowych z ryzykownymi obligacjami z rynku nieruchomości i ukrywanie ryzyka. Przed Goldman Sachs ugodę z departamentem sprawiedliwości USA w związku z działalnością na rynku ryzykownych obligacji zawarły J.P Morgan Chase, Bank of America, Citibank i Morgan Stanley.

    JT

    Czytaj wiecej
  • $449 milionów do wygrania w Mega Millions

    Monitor 07/08/2016

    Po piątkowym losowaniu, w którym nie padły zwycięskie numery, pula nagród w Mega Millions wzrosła do 449 milionów dolarów, co stanowi siódmą co do wielkości, największą możliwą wygraną w historii USA oraz trzecią w losowaniu Mega Millions.

    W loterię grają 44 stany, Washington DC oraz Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych.

    Przed piątkowym losowaniem pula nagród wynosiła $415 - co plasowało ją na 10 miejscu najwyższych nagród w historii Stanów Zjednoczonych, wliczając w to inne gry, takie jak Powerball - poinformowali przedstawiciele loterii.

    Największa wygrana w Mega Millions padła w 2013 roku i wyniosła $648 milionów, natomiast w Powerball było to rekordowe 1.6 miliarda, które padło 13 stycznia 2016 roku.

    Losowanie odbędzie się we wtorek, o godz. 10 wieczorem czasu centralnego.

    Szanse na wygraną w Mega Millions wynoszą 1 na prawie 259 milionów.

    Monitor

    Czytaj wiecej
  • 29 listopada strajk pracowników na O’Hare

    Monitor 11/25/2016

    Kilkuset pracowników obsługi na lotnisku O'Hare przystąpi do strajku po Thanksgiving. Swoje stanowiska pracy opuszczą we wtorek, 29 listopada - już po świętach, aby nie zakłócać pracy lotniska w najbardziej ruchliwym tygodniu w roku. Przyłączą się do krajowej akcji protestacyjnej "Fight for $15", by walczyć o podniesienie ich płacy minimalnej do $15 za godzinę pracy.

    Ponad 3,000 pracowników obsługi na lotnisku O'Hare, w tym wielu Polaków, zatrudnionych jest przez prywatne firmy wykonujące kontrakty dla linii lotniczych.

    Osoby te zajmują się m.in. sprzątaniem samolotów, bagażami pasażerów czy udzielaniem pomocy podróżnym korzystającym z wózków inwalidzkich. Średnia stawka godzinowa nie przekracza $12. Niektórzy zarabiają tylko $8.5 na godzinę - czyli tyle, ile wynosi minimalna płaca w stanie Illinois.

    "Nie powinniśmy żyć od czeku do czeku i zarabiać $11.50 na godzinę za pracę, za którą kiedyś płacono $22.50" - mówi jedna z pracownic na O’Hare.

    Pracownicy ci nie są zrzeszeni w związkach zawodowych, ale w organizacji ich protestów pomaga im Service Employees International Union Local 1. W ostatnim tygodniu odbyło się głosowanie, w którym 500 pracowników obsługi na O'Hare opowiedziało się za strajkiem. 

    By uniknąć paraliżu pracy O'Hare w tygodniu, kiedy obchodzony jest Thanksgiving, święto, podczas którego statystycznie wyjeżdża najwięcej osób, zdecydowano o przeprowadzeniu strajku w następnym tygodniu.

    Pracownicy obsługi na O'Hare przyłączą się do krajowej akcji "Fight for $15" , która 29 listopada będzie odbywać się w 340 miastach w kraju. W tym roku mijają cztery lata od pierwszego protestu pod tym szyldem w jednym z McDonaldów w Nowym Jorku.

    Pracownicy tej sieci fast-food rozpoczęli walkę o podniesienie minimalnej stawki godzinowej do $15. Przyłączyły się do nich inne grupy zawodowe, w tym pracownicy domowi, opiekunowie, a także pracownicy obsługi lotnisk. 

    Protest w 340 miastach rozpocznie się we wtorek, 29 listopada, o godz. 6.00 rano w restauracjach McDonald's, a potem o 12.00 w południe na 20 lotniskach.  Jednak O'Hare jest jedynym lotniskiem, którego pracownicy obsługi oficjalnie ogłosi strajk.

    JT

    Czytaj wiecej
  • 48.7 mln w świątecznej podróży

    Monitor 11/25/2016

    Niespodzianki nie będzie, zanosi się na wyjątkowo ruchliwy Thanksgiving na drogach i lotniskach. Jedni wyjadą, by świętować z rodziną, inni by od niej odpocząć.

    W podróż wybiera się o 1.9 procent więcej osób niż w ubiegłym roku, przewiduje Amerykański Klub Automobilowy (AAA). Do świątecznych wyjazdów zachęcają najniższe od dekady ceny benzyny, wielu konsumentów odczuło również poprawę na rynku pracy - konkluduje AAA.

    "O milion więcej Amerykanów niż w ubiegłym roku wyjedzie na Thanksgiving, by spotkać się z przyjaciółmi i rodziną" - powiedział prezydent Amerykańskiego Klubu Automobilowego Marshall Doney.

    W podróż 50 mil i dalej od miejsca zamieszkania uda się 48.7 mln osób. To najwięcej od 2007 r. Okres podróży związanych z obchodami Thanksgiving trwa od środy (25 listopada) do niedzieli (29 listopada).

    Najwięcej, bo prawie 43.5 mln, planuje podróż samochodem, a to wzrost o 1.9 procent w porównaniu do 2015 roku. Kierowcy płacić będą średnio $2.16 centów za galon benzyny regularnej. Do tej pory w ostatnich latach najniższe ceny paliwa notowano w Thanksgiving w 2008 roku, kiedy średnia krajowa za galon najtańszej benzyny wynosiła zaledwie $1.85.

    Na drogach Illinois spodziewany jest wzrost ruchu o 1.6 procent w porównaniu do 2015 roku, bo w świąteczną podróż wybierze się około 2.3 mln osób z naszego stanu.

    Eksperci radzą, że aby uniknąć korków na autostradach najlepiej wyjechać w czwartek, w Thanksgiving, ale unikać godzin od 12.00 w południe do 4 po południu.

    Najbardziej zakorkowanym dniem będzie wtorek i środa, a największe korki spodziewane są w godzinach od 4.00 po popołudniu do 8.00 wieczorem. A z powrotem ze świętowania najlepiej nie czekać do niedzieli, a wyruszyć już w sobotę, bo jest szansa, że wtedy uda nam się uniknąć stania w korkach.

    Agenci ubezpieczeniowi uważają okres świątecznych podróży za jeden z najbardziej niebezpiecznych w roku. Według statystyk sezon świąteczny sprzyja wszelkim wypadkom.

    Zwłaszcza w okresie Thanksgiving i nieco później, w czasie Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Wszystkie firmy ubezpieczeniowe na pierwszych miejscach przyczyn uszkodzeń ciała i przypadków utraty życia w okresie świątecznym wymieniają wypadki samochodowe, wadliwe produkty, upadki oraz przygody kuchenne i zatrucia pokarmowe.

    Wypadki drogowe są wynikiem nadmiernego spożywania w tym okresie alkoholu oraz czasami wyjątkowo niesprzyjających warunków atmosferycznych, w końcu w tym okresie wkraczamy w sezon zimowy.

    Także na lotniskach będzie tłoczno w tym tygodniu, bo z danych AAA wynika, że 3.69 mln osób w podróż na Thanksgiving uda się samolotami. Za bilety zapłacą średnio o 21 procent więcej w porównaniu z taryfą na połączenia w innym okresie roku. Tradycyjnie najbardziej ruchliwym dniem na lotniskach będzie środa.

    Ceny za noclegi w hotelach wahać się będą średnio w granicach $155 za noc. O 13 procent w porównaniu do ubiegłego roku spadła cena wynajmu samochodu - średnio $52 za dzień.

    Oto przewidywana dziesiątka miast, które w tym roku w okresie Thanksgiving będą najbardziej odwiedzane:
    - Las Vegas, Nevada
    - San Francisco, Kalifornia
    - San Diego, Kalifornia
    - Orlando, Floryda
    - Nowy Jork
    - Nowy Orlean, Luizjana
    - Anaheim, Kalifornia
    - Fort Lauderdale, Floryda
    - Filadelfia, Pensylwania
    - Seattle, Waszyngton

    JT

    Czytaj wiecej
  • Airbnb skorzystał na World Series

    Monitor 11/04/2016

    Cieszący się coraz większą popularnością serwis Airbnb, oferujący tanie noclegi turystom i dodatkowy dochód mieszkańcom, podliczył wpływy uzyskane dzięki udziałowi Chicago Cubs w World Series.

    Najwięcej zarobili ci, którzy mieszkają w okolicy stadionu Wrigley Field. Wszyscy właściciele mieszkań i domów w całym Chicago, którzy za pośrednictwem internetowej firmy Airbnb wynajmowali swoje nieruchomości turystom w ostatni weekend października, kiedy mecze Word Series przeniosły się do naszego miasta, zarobili w sumie $2.6 mln.

    Jest to wynik wyższy o 30-40 procent w porównaniu do października ubiegłego roku i aż o 170 procent w porównaniu do października 2014 roku.

    W dniach, kiedy trzy mecze o mistrzostwo MLB pomiędzy Chicago Cubs i Cleveland Indians były rozgrywane na stadionie Wrigley Field, do Chicago przybyły dziesiątki tysięcy turystów. Ponad 9,000 z nich skorzystało z usług Airbnb.

    Kenny Stein wynajmuje jeden pokój w swoim mieszkaniu w dzielnicy Lakeview od prawie pięciu miesięcy. Jak tylko Cubs zdobyli National Championship League Series w dniu 22 października, zobaczył większe zainteresowanie swoim mieszkaniem. "Zarobiłem $407 za trzy noce" - powiedział. "Przeważnie wynajmowałem pokój za $75 za noc".

    Najbardziej oblegane były mieszkania oferowane do wynajęcia w okolicach stadionu w dzielnicach Wrigleyville i Lakeview, gdzie za noc płacono średnio $300. W innych dzielnicach stawka ta wynosiła $100. Zdarzały się mieszkania, za których wynajem płacono nawet po 1,000 dolarów za noc. To głównie apartamenty w najbliższym sąsiedztwie Wrigley Field.

    W Cleveland klienci Airbnb zostawili w dniach, kiedy rozegrano tam dwa pierwsze mecze World Series, 330 tysięcy dolarów. Wyniki finansowe obu miast nie uwzględniają 3-procentowego zarobku samej firmy Airbnb.

    Za pośrednictwem Airbnb, internetowego serwisu, który działa od 2008 roku, można wynająć zarówno miejsce do spania, mieszkanie, jak i cały dom. Wystarczy wejść na stronę Airbnb.com, wybrać jedną z setek tysięcy dostępnych ofert noclegu, a następnie skontaktować się z właścicielem nieruchomości, by ustalić z nim szczegółowe warunki wynajmu: termin przyjazdu oraz koszt noclegu.

    Każdy może wystawić swoje mieszkanie lub dom do wynajęcia za pośrednictwem Airbnb. Oczywiście za świadczone przez siebie usługi Airbnb pobiera prowizję w wysokości 3 procent od opłaty rezerwacyjnej.

    Wpłacone przez gościa pieniądze za nocleg trafiają najpierw na konto serwisu, a gospodarz otrzymuje całą kwotę dopiero w momencie, gdy jego gość zakończy swój pobyt. Dla użytkowników serwisu jest to coś w rodzaju zabezpieczenia przed ewentualnym niespodziankami ze strony gospodarzy.

    JT

    Czytaj wiecej
  • Będzie podwyżka opłat za wodę i ścieki

    Monitor 09/15/2016

    Burmistrz i radni znowu sięgają do kieszeni mieszkańców, aby ratować miejskie finanse. Rada Miasta zaaprobowała wprowadzenie prawie 30-procentowego podatku za wodę i ścieki. Wpływy mają pomóc uratować zadłużony fundusz emerytalny pracowników miejskich.

    Radni stosunkiem głosów 40-10 przyjęli w środę plan burmistrza wprowadzenia 29.5-procentowego podatku od wody i ścieków. 

    Plan podwyżki zostanie rozłożony na cztery lata i wejdzie w życie w 2017 roku, jeżeli miasto uzyska zgodę na zwiększenie obciążenia mieszkańców od stanowego Kongresu.

    Po wejściu w życie tzw. utility tax właściciele domów zapłacą za wodę i ścieki o $53.16 więcej w 2017 roku, o $115.20 w 2018 r, o $180.96 w 2019 r. i o $225.96 w 2020 i 2021.

    Przeciętne gospodarstwo domowe w Chicago obecnie płaci $686.04 rocznie za wodę i ścieki wykorzystując 7,500 litrów wody.

    Roczne wpływy z podatku wzrosną z prognozowanych $56.4 mln w przyszłym roku do $240.1 mln 2020 roku i zostaną przeznaczone na fundusz emerytalny pracowników miejskich - Municipal Employees Pension Fund.

    Administracja burmistrza Rahma Emanuela chce też zainstalować ponad 5 milionów wodomierzy w domach na terenie Chicago. Ponieważ nowy podatek będzie pobierany w oparciu o zużycie wody, instalacja liczników w domach promowałaby także oszczędzanie wody, a ostatecznie zmniejszenie obciążeń podatkowych.

    Wśród 10 radnych, którzy opowiedzieli się przeciwko wprowadzeniu podatku są: Leslie Hairston (5.dzielnica); Susan Sadlowski Garza (10. dzielnica); Patrick Daley Thompson (11. dzielnica); Toni Foulkes (16.dzielnica); David Moore (17.dzielnica); Chris Taliaferro (29.dzielnica); Scott Waguespack (32.dzielnica); Gilbert Villegas (36.dzielnica); Anthony Napolitano (41.dzielnica); John Arena (45. dzielnica).

    Jedenastu radnych, członków klubu progresywnego, zażądało w poniedziałek od Rahma Emanuela zapewnienia i dowodów, że planowany prawie 30-procentowy podatek od usług kanalizacyjnych faktycznie wygeneruje wystarczającą ilość pieniędzy, aby uzdrowić kondycję finansową największego funduszu emerytalnego miasta .

    "Mieszkańcy Chicago już odczuwają skutki drastycznej podwyżki podatku od nieruchomości, dlatego my, jako wybrani ich przedstawiciele, musimy mieć pewność, że proponowana opłata będzie w rzeczywistości obejmować harmonogram płatności, który został zaplanowany, zanim będziemy głosować w tej sprawie" - stwierdził radny Scott Waguespack (32. dzielnica), przewodniczący klubu. Tzw. Progressive Caucus , który skupia najbardziej otwartych krytyków burmistrza Emanuela.

    "Jesteśmy zaniepokojeni żądaniem administracji Emanuela i nie możemy po prostu wierzyć im słowom, że ich obliczenia są dokładne, gdy inni analitycy i eksperci mają wątpliwości" - powiedziała radna Susan Sadlowski Garza.

    W ubiegłym roku radni wprowadzili opłatę za śmieci w wysokości $9.50 miesięcznie, która pojawiła się wraz podwyżką podatku od nieruchomości. Dochód szacowany na $ 588 mln przeznaczony zostanie na ratowanie funduszy emerytalnych policji i straży pożarnej oraz budowę szkół.

    Aby złagodzić skutki tej podwyżki burmistrz zgodził się na 50-procentową zniżkę dla seniorów, którzy mają najniższe dochody.

    Czytaj wiecej
  • Bez podwyżek cen biletów CTA

    Monitor 10/28/2016

    Dobra wiadomość dla mieszkańców korzystających z przejazdów autobusami i kolejką CTA - nie będzie podwyżek cen biletów w przyszłym roku. Chicagowskie przedsiębiorstwo komunikacyjne w projekcie budżetu na 2017 rok ujęło także dalsze inwestycje.

    Ceny za przejazdy autobusami i kolejką CTA pozostaną więc na niezmienionym poziomie już ósmy rok z rzędu. Chicagowskie przedsiębiorstwo komunikacyjne nie będzie też redukować realizowanych połączeń.

    Decyzja kierownictwa CTA została ogłoszona wraz opublikowaniem budżetu miejskiej agencji transportu na 2017 rok. Projekt zamyka się sumą $1.54 mld.

    Utrzymanie taryf na obecnym poziomie także w przyszłym roku będzie możliwe głównie dzięki niższym cenom ropy i elektryczności. CTA korzysta z długoterminowych kontraktów przy zakupie surowców.

    CTA dotknął w tym roku spadek podróżnych. Liczba wykonanych przejazdów obniżyła się do prawie 500 milionów w roku 2016, czyli o 3.2 procent, a to najniższy poziom w ciągu ostatnich sześciu lat.

    Przejazdy autobusami miejskimi spadły o ponad 5 procent, a kolejką tylko o 0.7 procent. Rekordowy dla miejskiej agencji komunikacyjnej był 2012 rok, kiedy z jej usług skorzystało 546 milionów podróżnych.

    W projekcie budżetu na 2017 rok wzięto pod uwagę spadek przejazdów o 1 procent. Przy niskich cenach paliwa więcej osób korzysta ze swoich samochodów, a także z usług świadczonych przez kierowców jeżdżących dla Ubera i Lyfta.

    Rzecznik CTA Brian Steele zwrócił uwagę, że transport publiczny w innych dużych miastach odnotował podobne spadki w ostatnich latach. Przypomniał, że w 2013 roku rekordowa liczba pasażerów skorzystała z przejazdów kolejką.

    Jednorazowe zabieranie przez kierowców Ubera i Lyfta większej liczby pasażerów obniża koszt korzystania z usług tych przewoźników przez klientów do poziomu, który powoduje zagrożenie dla CTA.

    DePaul Chaddick Institute for Metropolitan Development oblicza, że dotychczasowa średnia cena usługi „Uberpoola” za osobę wynosi w metropolii chicagowskiej $9.66, a czas przejazdu jest krótszy o 78 procent w porównaniu z CTA i wynosi 19 minut.

    Roczne wpływy ze sprzedaży biletów CTA to około $580 milionów, pozostałe dwie trzecie budżetu to wpływy z podatków.

    Budżet na rok 2017 nie zawiera środków na podwyżki płac dla pracowników zrzeszonych w związkach zawodowych, którzy od ponad roku negocjują umowy z CTA. Największą częścią budżetu agencji stanowią świadczenia dla pracowników, które pochłaniają aż 69 procent wydatków.

    Pomimo spadku dochodów z biletów, CTA będzie kontynuować duże projekty infrastrukturalne, w tym modernizację linii kolejki Red-Purple i zakup nowoczesnych wagonów i autobusów. Na modernizację stacji Quincy przeznaczono w budżecie $18.2 mln. Także stacja Illinois Medical District na trasie Blue Line będzie remontowana.

    Najważniejszy projekt na nadchodzące lata to modernizacja i usprawnienie ruchu na trasie kolejki z centrum na lotniska. CTA zamierza wprowadzić nową technologię na obu stacjach kolejowych - O'Hare i Midway, dzięki czemu obsługa pasażerów ma się odbywać szybciej.

    Władze miejskiej kolejki CTA wraz z burmistrzem Rahmem Emanuelem ogłosiły ostatnio plan renowacji stacji niebieskiej linii przy ulicy Belmont. Projekt kosztować ma 15 milionów dolarów.

    Główny elementem przebudowy ma być metalowy dach nad stacją przypominający swym kształtem ptaka w locie. Prace rozpoczną się w przyszłym roku, a ich zakończenie planowane jest na drugą połowę 2018 roku. Są one częścią całościowej renowacji Blue Line. Już teraz trwają prace przy ulicy Addison.

    Burmistrz Chicago Rahm Emanuel chce do końca roku przedstawić plan stworzenia specjalnych stref podatkowych. Strefy te mają pomóc w sfinansowaniu projektu modernizacji czerwonej i niebieskiej linii kolejki CTA. W ten sposób miasto będzie mogło otrzymać od władz federalnych niskooprocentowany funduszy w wysokości $600 milionów .

    Proponowane dystrykty podatkowe mają obejmować półmilowe tereny po obu stronach linii kolejki CTA na odcinku od Devon Avenue do Division Street oraz wokół stacji Union w śródmieściu Chicago. Po utworzeniu specjalnych stref z podatków od nieruchomości pobierana będzie kwota z przeznaczeniem właśnie na modernizację kolejki przez okres 35 lat.

    JT

    Czytaj wiecej
  • Biznesowe wpadki kandydata na prezydenta

    Monitor 08/26/2016

    Republikański kandydat na prezydenta Donald Trump przekonuje wyborców, że jego sukces w biznesie kwalifikuje go do zajęcia miejsca w Białym Domu. Jego przeciwnicy polityczni starają się podważyć tę tezę ujawniając biznesowe wpadki miliardera z Nowego Jorku, także te w Chicago.

    Dziennik "Chicago Sun-Times" rozpisywał się ostatnio na temat niewynajętej od dłuższego czasu powierzchni handlowej u podstawy słynnego wieżowca Trumpa w centrum naszego miasta. Trump International Hotel and Tower to lśniący 92-piętrowy oszklony budynek przy 401 N. Wabash Avenue położony nad rzeką Chicago, na zachód od Michigan Avenue.

    Około 70,000 stóp kwadratowych powierzchni na poziomie tarasu położonego nad brzegiem rzeki nigdy nie zostało wynajęte odkąd budynek oddano do użytku w roku 2008. Potencjalnie Trump traci przez to miliony dolarów, które mógłby otrzymać z czynszu, tymczasem pustostan nie generuje żadnych przychodów.

    Nie wiadomo, dlaczego tak atrakcyjna przestrzeń handlowa, w tak rozpoznawalnym wieżowcu jak Trump International Hotel and Tower, nie zdobyła uznania wśród biznesów. Miliarder skarży się za to na straty, co potwierdzają dokumenty złożone w biurze asesora powiatu Cook przez kancelarię prawną starającą się o ulgę podatkową nieruchomości.

    Jeszcze w maju dziennikarze "Chicago Sun-Times" Chris Fusco i Tim Novak poinformowali, że Trump wynajął kancelarię Klafter & Burke, prowadzoną przez wpływowego radnego Eda Burke'a (14. dzielnica), dzięki której uzyskał serię udanych odwołań od naliczonego podatku od nieruchomości.

    Przedstawiciele kancelarii reprezentujący Trumpa w rozmowie udzielonej "Chicago Sun-Times" podkreślają, że nie jest łatwo wynająć taką przestrzeń, mimo że zajmują się tym pośrednicy nieruchomości z kilku różnych firm, zarówno z Chicago i Nowego Jorku. "Nikt tego nie chce, nawet na biura"- stwierdzają krótko.

    "Chociaż przestrzeń detaliczna ulokowana jest na dole jednego z luksusowych hoteli w Chicago, nie ma zainteresowania powierzchnią handlową, która nie ma bezpośredniego dostępu dla pieszych lub ruchu samochodowego" - podkreślono.

    "Przestrzeń do wynajęcia nie jest kwadratowa lub prostokątna, lecz zakrzywiona z dużymi kolumnami. Z punktu widzenia handlowców nie jest to korzystne" - stwierdzono nazywając ją " trudną do wynajęcia".

    Zupełnie inny obraz pojawia się w dokumentach złożonych w biurze asesora powiatu Cook w celu uzyskania obniżenia podatku od nieruchomości. Ta sama pusta przestrzeń określana jest jako dająca "duże możliwości dla potencjalnych najemców".

    Podkreślono, że deptak River Walk nad rzeką Chicago i obszary tarasowe są "idealne dla restauracji i sklepów szukających lokalizacji z bezpośrednim dostępem dla gości hotelu Trump Tower i mieszkańców kondominiów". Zwrócono uwagę na bezpośredni dostęp do Millennium Park i zakupową mekkę w Chicago - North Michigan Avenue, co sprawia, że ta "lokalizacji nie ma sobie równych na rynku".

    Jednak od październiku 2008 roku powierzchnia handlowa u podstawy wieżowca Trump pozostaje pusta, a na witrynach widniej informacja: “Retail Space Available".

    Kancelaria prawno-podatkowa Klafter & Burke należąca do radnego Eda Burke'a załatwiła Donaldowi Trumpowi 40-procentową ulgę podatkową w ciągu siedmiu lat, dzięki czemu miliarder zaoszczędził prawie $11.7 mln – wynika ze śledztwa "Chicago Sun-Times". Dziennik w artykule zatytułowanym "The Donald & the Democrat; Burke saved Trump $11.7M" przypominał, że w 2002 roku radny Burke głosował za przyznaniem zgody na budowę wieżowca Trump International Hotel & Tower.

    W 2010 roku Trump otrzymał też nieprzysługujący mu zwrot podatku w wysokości $23,649. Biuro skarbnika powiatu Cook już zapowiedziało, że Trump będzie go musiał zwrócić.

    JT

    Czytaj wiecej
  • Blokady na kołach częstsze niż mandaty

    Monitor 10/21/2016

    Chociaż wystawia się mniej mandatów za parkowanie niż w zeszłym roku, ilość nakładanych blokad na samochody znacznie wzrosła.

    Miasto unieruchomiło w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy roku o 10 procent więcej pojazdów, nakładając 34,968 blokad na koła (tzw. Denver boot), czyli około 4,995 miesięcznie. W 2015 roku było to ok. 4,501 blokad każdego miesiąca.

    W ubiegłym roku burmistrz Rahm Emanuel podniósł opłatę za zdjęcie blokady z $60 do $100. Uzasadnił podwyżkę mówiąc, że opłaty te były zamrożone od ponad 10 lat i musiały zostać podniesione w celu dostosowania ich do ponoszonych kosztów związanych z zakładaniem blokad.

    Chociaż miasto nie ma oficjalnych statystyk dotyczących tego, w których rejonach Chicago najwięcej samochodów zostało w ten sposób unieruchomionych, dostępne są adresy właścicieli samochodów. Z tych informacji wynika, że to nagminny problem w dzielnicach zamieszkałych głównie przez Afroamerykanów – konkluduje dziennik „Chicago Sun-Times”.

    Najwięcej właścicieli zablokowanych aut mieszka odpowiednio w: 27. dzielnicy - 1,511 blokad; 3. dzielnicy - 1,406; 6. dzielnicy - 1,301; 28. dzielnicy - 1,284; 5. dzielnicy - 1,235; 20. dzielnicy - 1,153; 37. dzielnicy - 1,134; 29. dzielnicy - 1,060; 21. dzielnicy - 1,030 oraz 4. dzielnicy - 1,022. We wszystkich przeważa populacja czarnoskórych.

    Jedynym rejonem miasta niezamieszkałym przez czarnoskórych, skąd pochodzi najwięcej właścicieli aut, na których koła nałożono ponad 1,000 blokad, była 41. dzielnica obejmująca okolice lotniska O'Hare na północnym-zachodzie.

    W dzielnicach 42. i 2., położonych w centrum miasta i jego rejonach, zlokalizowano odpowiednio 401 i 522 właścicieli unieruchomionych samochodów.

    Chociaż liczba unieruchamianych samochodów osobowych, ciężarowych i terenowych wzrosła, to liczba mandatów za parkowanie wydanych od początku roku do 31 lipca spadła o 5 procent w porównaniu z tym samym okresem roku ubiegłego.

    W pierwszych siedmiu miesiącach tego roku służby miejskie wystawiły w sumie 1.31 mln mandatów za złamanie przepisów dotyczących parkowania; najwięcej w 42. dzielnicy obejmującej centrum Chicago. W tym rejonie wystawiono w sumie 142,663 mandaty. 

    Na kolejnych miejscach znalazły się: 44. dzielnica, która obejmuje rejony Wrigley Field (60,528 mandatów), 2. dzielnica (55,574), 1. dzielnica (50,553), 25. dzielnica (49,203), 27. dzielnica (48,000), 43. dzielnica (43,191), 34. dzielnica (34,592), 46. dzielnica (33,048) i 4. dzielnica (32,404).

    Dla miasta spadek liczby mandatów to przede wszystkich mniejsze wpływy do budżetu, które średnio wynoszą $185 milionów rocznie.

    Miejska rewident Erin Keane podczas przesłuchań budżetowych mówiąc o strategii, jaką miasto zamierza wprowadzić, aby zapobiec spadkowi tych zysków, wskazała na problemy kadrowe.

    Zapowiedziała, że miasto wyśle więcej ludzi do egzekwowania prawa dotyczącego parkowania, którzy będą pracować dłuższe godziny, a także w weekendy.

    Duży nacisk zostanie położony na sprawdzanie rezydencyjnych pozwoleń na parkowanie w wyznaczonych do tego miejscach oraz sprawdzanie wykupionego czasu na parkometrach. W planach jest także zakup oprogramowania, dzięki któremu miasto będzie mogło łatwiej zidentyfikować rejony, gdzie najczęściej są łamane te przepisy.

    JT

    Czytaj wiecej
  • Błędy medyczne groźniejsze od wylewu i Alzheimera?

    Monitor 05/13/2016

    Przerażające opowieści o pielęgniarkach podających niewłaściwe lekarstwa pacjentom, czy chirurgach usuwających zdrowe części ciała dość często pojawiały się w ostatnich latach w prasie poświęconej zagadnieniom medycznym. Niektóre z tych spraw trafiły do mediów krajowych, głównie gdy chodziło o kogoś znanego, lub gdy z innych powodów przypadek gwarantował zainteresowanie odbiorców. Wciąż jednak sprawy te traktowane były jako wyjątki. Przynajmniej do czasu niedawnej publikacji w British Medical Journal, która wywołała sporo kontrowersji.

    Wyniki najnowszych badań sugerują, że błędy lekarskie – na które składa się wiele różnych czynników i zachowań – powinny znaleźć się w USA na trzecim miejscu listy najczęstszych przyczyn zgonów, tuż za chorobami serca i nowotworami. Badacze z John Hopkins po przeanalizowaniu kilku baz danych oraz informacji zbieranych przez krajowe Centrum Kontroli Chorób doszli do wniosku, iż poprzez niewłaściwą klasyfikację oraz źle prowadzone statystyki ukrywany jest prawdziwy problem, a tym samym społeczeństwo nie ma pojęcia o jego skali.

    Autorzy analizy opublikowanej w British Medical Journal (BMJ) wystosowali list otwarty, w którym sugerują, by wprowadzono zmiany w sposobach wypisywania certyfikatów zgonu. Według nich powinny one częściej uwzględniać błędy lekarskie, a CDC na swej dorocznej liście powinno umieścić je w czołówce przyczyn przedwczesnej śmierci Amerykanów. Powód? Liczby.

    Analiza dotychczasowych badań poświęconych temu tematowi wykazała bowiem, iż każdego roku około 251 tysięcy Amerykanów umiera w wyniku błędów lekarskich. Na oficjalnej liście CDC byłaby to 3 pozycja, tuż za chorobami serca i nowotworami, z których każde w 2014 r. odpowiedzialne było w USA za śmierć ok. 600 tysięcy osób. Chroniczne choroby układu oddechowego, wypadki, wylew krwi do mózgu, czy Alzheimer znalazłyby się na dalszych miejscach.

    Błędy lekarskie mogą przybierać różne formy. Pomyłki podczas operacji, nierozpoznane komplikacje po ich zakończeniu, nieodpowiednio dobrane dawki lekarstw, czy ich rodzaj. Nikt jednak nie zna dokładnych liczb. Głównie z powodu niewłaściwego opisywania przypadków śmiertelnych na certyfikatach stosowanych przez Centrum Kontroli Chorób. Jeśli pacjent poddawany jest leczeniu np. choroby serca, to w razie zgonu właśnie ona pojawia się jako przyczyna, a nie możliwe błędy w diagnozie, czy choćby nieodpowiednia komunikacja personelu szpitala.

    Samym placówkom medycznym na tym zbytnio nie zależy. Jakakolwiek bowiem wzmianka o problemach związanych z leczeniem lub opieką rzuca negatywne światło na działalność szpitala, zaniża jego pozycję w zestawieniach, wpływa na niższe wyniki finansowe.

    Gdyby brać pod uwagę wszystkie czynniki, lista głównych przyczyn zgonów w USA musiałaby wyglądać inaczej – sugerują autorzy analizy. Według nich czołówka wyglądałaby następująco:

    – Choroby serca – 614 tysięcy przypadków rocznie
    – Nowotwory – 691 tys.
    – Błędy medyczne – 251 tys.
    – Przewlekłe choroby układu oddechowego – 147 tys.
    – Wypadki – 136 tys.
    – Udary mózgu – 133 tys.
    – Alzheimer – 93 tys.
    – Cukrzyca – 76 tys.
    – Grypa i zapalenie płuc – 55 tys.
    – Zapalenie nerek – 48 tys.
    – Samobójstwa – 42 tys.

    źródło: ProPublica

    Z wnioskami opublikowanej analizy polemizuje Bob Anderson, zajmujący się w Centrum Kontroli Chorób statystykami śmiertelności. Zwraca uwagę, że komplikacje wynikające z opieki lekarskiej są na certyfikatach uwzględniane i wpisywane do systemu. Jednak podczas publikacji corocznych danych do publicznej wiadomości podawana jest główna przyczyna kontaktu z lekarzem, czyli choroba, na którą pacjent był leczony. Przyznaje on więc, że błędy lekarskie nie są podliczane, nawet jeśli są wcześniej uwzględniane.

    Powód takiego działania – mówi Anderson – to międzynarodowe wytyczne pozwalające porównywać statystyki z różnych krajów świata. "Można zmienić system, ale byłoby to bardzo trudne" – dodaje pracownik CDC.

    Naukowcy z John Hopkins wskazują na fakt, iż niemożność pełnej oceny wpływu błędów medycznych na śmiertelność pacjentów ogranicza wiedzę społeczną na ten temat, a tym samym fundusze na badania i metody przeciwdziałania podobnym przypadkom.

    Kenneth Sands, który nadzoruje jakość opieki medycznej w renomowanym szpitalu Beth Israel uważa, że pomimo coraz powszechniejszej wiedzy na temat problemów i komplikacji w leczeniu, tak naprawdę niewiele się zmienia na lepsze.

    "Większość liczb pozostaje na tym samym poziomie, spada jedynie liczba infekcji w szpitalach" – mówi Sands i dodaje – "To bardzo niepokojące".

    W medycynie zaobserwować można większą tolerancję na różne czynniki, niż w innych dziedzinach. Niektórzy sytuację w służbie medycznej porównują do lotnictwa cywilnego:

    Kiedy pasażerowie zajmują miejsca w samolocie, wszystko odbywa się w określony, szablonowy sposób – to, jak obsługa porusza się, co mówi, jak przygotowuje maszynę i ludzi do lotu. W szpitalach nie ma takich odgórnych standardów – mówi Kenneth Sands. Dlatego trudniej jest później znaleźć miejsce i moment popełnienia ewentualnego błędu, a tym samym sposobu jego naprawy. Według niego rząd federalny powinien bardziej współpracować z instytucjami medycznymi w celu poprawy sytuacji. W tym przypadku byłaby to pożądana ingerencja.

    Porównania do linii lotniczych użył również szef grupy dokonującej analizy występowania błędów lekarskich, chirurg z John Hopkins, Marty Makary. W tym przypadku nie chodziło jednak o organizację pracy, ale badanie przyczyn i skutków wypadków.

    "Zebranie wszelkich danych jest pierwszym i podstawowym krokiem" – mówi Makary podając jako przykład system działania Federal Aviation Admninistration. W tej chwili to szpitale prowadzą dochodzenie w sprawach, w których mogło dojść do pomyłki lekarskiej. Przeznaczane są na to jednak zbyt małe środki, a powinno się badać problem w skali kraju.

    Makary zwraca uwagę, że w lotnictwie każdy pilot, w każdym kraju świata, zapoznaje się ze szczegółami i wnioskami każdego śledztwa. Informacje te nie są tajne, wręcz szeroko publikowane. W ten sposób pilot nabiera wiedzy niezbędnej później w lepszym wykonywaniu swego zawodu.

    "Kiedy dochodzi do katastrofy lotniczej nikt nie mówi, że są to tajne, wewnętrzne informacje danej linii lotniczej. Dane takie traktujemy jak element szeroko pojmowanego bezpieczeństwa. Szpitale powinny kierować się podobną zasadą" – uważa Makary.

    Według sporego grona specjalistów jest jeszcze jeden, często pomijany element sprawy. Chodzi o cierpienia i uszkodzenia ciała pacjentów, które mogą być wynikiem błędów w sztuce lekarskiej. Niektórzy sądzą, że liczba ta jest nawet 40 razy wyższa od spowodowanych nimi zgonów. Wielokrotnie bowiem zdarza się, iż informacje takie giną w stosach dokumentów opisujących samą chorobę, a ból i cierpienia przypisywane są samym procedurom medycznym.

    Poza oczywistymi niedoskonałościami systemu, dochodzi jeszcze czynnik ludzki. Dane ogólnokrajowe są niedostępne, przynajmniej w przypadku zwykłego pacjenta. Ale ostatnie wydanie magazynu Consumer Report rzuca nieco światła na problem, przynajmniej gdy chodzi o stan Kalifornia. Wydawaniem licencji medycznych zajmują się stanowe rady, które również są w stanie dokument taki unieważnić lub zezwolić lekarzom na praktykowanie zawodu pod pewnymi warunkami Powody są różne – błąd w sztuce, nadużywanie zakazanych substancji, nieetyczne postępowanie, etc.

    Dziennikarze Consumer Reports postanowili przyjrzeć się liście lekarzy warunkowo wykonujących zawód i okazało się, że szansa trafienia pod opiekę jednego z nich jest spora. Pediatra, któremu rada udowodniła 13-krotne praktykowanie pod wpływem narkotyków. Chirurg ortopeda nie zwracający uwagi na oczywiste objawy roztrzaskanej kości, co doprowadziło do amputacji kończyny. Ginekolog usuwający zdrowy jajnik. Lista podobnych przypadków jest długa. Wszystkie te osoby wciąż legalnie praktykują, choć pod nadzorem rady.

    W całych Stanach Zjednoczonych od 1990 roku aż 1.25 mln. lekarzy uzyskało licencje medyczne. Z tej liczby 192 tysiące, czyli ok. 15 proc. co najmniej raz wypłaciło odszkodowanie związane z błędem w sztuce, a kolejne 50 tys. zostało negatywnie ocenionych przez radę stanową lub inna agencję. Bazy danych zawierające te informacje zarządzane są przez Department of Health and Human Services, ale tylko szpitale, agencje bezpieczeństwa i porządku publicznego oraz kilka innych grup mają do nich wgląd. Żaden pacjent nie ma takiej możliwości.

    W obronie lekarzy

    Z drugiej strony należy wysłuchać argumentów środowiska lekarskiego, które w większości z oczywistych powodów nie zgadza się ze wszystkimi przedstawionymi powyżej informacjami. Przede wszystkim zwraca się uwagę na fakt, że jest to analiza czterech wcześniejszych badań uzupełniona o obecną liczbę pacjentów i odpowiednio skorygowana. Krytycy raportu zarzucają jego autorom, iż nie zadali sobie trudu, by opisywane przypadki osobiście zbadać, w związku z czym są to jedynie teoretyczne rozważania. Co się z tym wiąże, podane liczby mogą, ale nie muszą odzwierciedlać rzeczywistości. Mogą być poważnie zawyżone, co w połączeniu z sensacyjnym sposobem podania ich w mediach niepotrzebnie rzuca negatywne światło na całą służbę zdrowia.

    Czym jest błąd medyczny? – pytają krytycy publikacji i wskazują, że nie ma jednej, uniwersalnej definicji. Inną przyjęli autorzy analizy, inna obowiązuje w wielu szpitalach. Według nich przyjęta przez autorów opracowania jest zbyt szeroka, bo mówi między innymi o "działaniach nie przynoszących zamierzonego skutku", albo "jakimkolwiek planowanym działaniu, które z różnych powodów nie zostało przeprowadzone". Autorzy krytycznego pod adresem raportu artykułu sugerują, by trzymać się prostej, uniwersalnej definicji mówiącej, że błąd lekarski to coś, co "przedstawiciel służby medycznej zrobił, lub czego nie zrobił, a co doprowadziło do śmierci". Ważne jest również, by w definicji pojawiło się sformułowanie mówiące, że czynności lekarza były błędne w obliczu jego aktualnej wiedzy na temat konkretnego przypadku.

    Są oczywiste błędy, gdy podane jest niewłaściwe lekarstwo lub zła jest jego dawka. Gdy chirurg operuje na zdrowym organie lub przez swe zaniedbania doprowadza do komplikacji. Wiele błędów występuje jednak w tzw. szarej strefie. Czy zbyt późne wysłanie pacjenta na oddział intensywnej terapii był bezpośrednią przyczyną późniejszego zgonu? Czy 45 minut sprawiłoby w danym przypadku różnicę? Prawie nikt nie odważy się jednoznacznie odpowiedzieć. W przypadku opieki medycznej nigdy nie wiadomo, jakie skutki przyniesie wybrane leczenie. Jedną z najtrudniejszych rzeczy w medycynie jest próba odgadnięcia, jak zakończyłoby się leczenie, gdyby obrana została inna droga. Dla dobrych lekarzy to powód wielu zmartwień.

    Dlatego czytając statystyki, publikowane dane i analizy pamiętajmy, że każdy przypadek jest inny. To nie znaczy, że błędy lekarskie można ignorować. Chodzi o to, by oceniając je nie przykładać do nich równej miarki.

    Na podst. thewashingtonpost.com, sciencebasedmedicine.org, bmj.com, theatlantic.com, statnews.com
    opr. Rafał Jurak

    Czytaj wiecej
  • Błędy przy udzielaniu ulg podatkowych

    Monitor 11/25/2016

    Co najmniej 8,171 właścicieli nieruchomości w powiecie Cook niesłusznie otrzymało ulgi podatkowe w ciągu ostatniej dekady na domy, w których nie mieszkają. Kosztowało to powiat ponad $24 mln, które ściągnięto od innych podatników.

    Wiele z tych domów, których właściciele otrzymali ulgi podatkowe, przeznaczonych jest do wynajęcia, w niektórych przypadkach lokatorom, których czynsz został pokryty przez podatników za pośrednictwem Section 8 - federalnego programu mieszkań dla ubogich.

    Zawieszony w obowiązkach policjant z Harvey, oskarżony o kradzież Lemuel Askew, jest jednym z takich właścicieli, którzy nie kwalifikowali się na ulgi podatku od nieruchomości a jednak z nich korzystali.

    Askew dostał ulgi na siedem domów, które wynajmuje. Wysokość podatku została zmniejszona o $122,413 w ciągu siedmiu lat.

    Zgodnie z prawem stanu Illinois zwolnienia przysługują tylko tym właścicielom domów, którzy w nich mieszkają.

    To najbardziej popularny rodzaj ulgi podatkowej w stanie Illinois, która jest także automatycznie odnawiana co roku przez biuro asesora powiatu Cook.

    95 procent właścicieli nieruchomości, którzy dostali ulgi podatkowe, nie było do tego uprawnionych - wynika z zapisów biura asesora powiatu Cook Josepha Berrios .

    Około 5 procent nieprawidłowo przyznanych ulg podatkowych to te, które mają na celu zmniejszenie podatków od nieruchomości dla seniorów, weteranów, osób niepełnosprawnych i długoletnich mieszkańców. Właściciele nieruchomości, by je otrzymać, muszą złożyć odpowiednie dokumenty każdego roku, aby wykazać, że wciąż się do nich kwalifikują.

    Takie przypadki są rzadko ścigane, za wyjątkiem tych właścicieli nieruchomości, którzy dostali zwolnienia podatkowe na wiele domów. Wtedy sprawa może trafić do prokuratora stanowego.

    Biuro asesora powiatu Cook prowadzi obecnie dochodzenie w zakresie zwolnień podatkowych dotyczących 130 nieruchomości.

    W 2003 roku powołano 11-osobową jednostkę w biurze asesora, aby rozprawić się z właścicielami nieruchomości, którzy oszukują system korzystając z ulg podatkowych na wiele domów.

    Łącznie urząd asesora ma zamiar odzyskać przywłaszczone z tego tytułu $35.9 mln, w tym są podatki, kary i odsetki. Do tej pory udało się zebrać $19.3 mln. Odzyskane sumy trafiają do samorządów, głównie okręgów szkolnych.

    Asesor Joseph Berrios przeważnie nakłada zastaw (lien) na nieruchomość, by zadłużony właściciel nie mógł jej sprzedać do czasu uregulowania zaległych podatków, kar i odsetek. Berios założył ponad 610 spraw w celu zebrania zaległej sumy $4.1 mln.

    Pięć miesięcy temu biuro Berriosa zajęło się sprawą Roberta E. Hall, konsultanta ds. zarządzania z Lincoln Park, właściciela siedmiu domów na przedmieściach, który zalega ze spłatą $111,986 należną za uzyskanie nieprzysługujących mu ulg podatkowych.

    Z dokumentów, do których uzyskali w biurze asesora dostęp dziennikarze "Chicago Sun-Times" wynika, że Hall otrzymał 48 zwolnień podatkowych w latach 2009-2014 na domy, które wynajmuje lokatorom w Dolton, Hazel Crest i Riverdale.

    "Nie miałem pojęcia, że coś takiego się stało" - powiedział Hall - "Zapłaciłem moje podatki ostatniej zimy".

    Z listów otrzymanych od biura asesora Berriosa wynika, że Hall musi zwrócić ulgi podatkowe. Razem z karą za zwłokę i z odsetkami jest to -  $111,986.

    Asesor nałożył już zastaw (lien) na każdy z siedmiu domów. Ich właściciel twierdzi, że nigdy nie składał wniosku do urzędu asesora powiatu Cook w celu uzyskania zwolnienia od podatku na siedem domów, które kupił za 989,000 w 2008 roku od Mack Industries, firmy obrotu nieruchomościami w Tinley Park.

    Według Halla biuro asesora zatwierdziło zwolnienia wcześniejszym właścicielom domów, zanim je kupił i ulgi podatkowe były przyznawane automatycznie w kolejnych latach.

    James McClelland, właściciel Mack Industries, mówi, że nic nie wie na temat tych ulg podatkowych na domy, które sprzedał Hallowi. Z dokumentów powiatowych wynika jednak - jak pisze "Chicago Sun-Times", że Mack otrzymało wezwania do zapłaty podatków od 146 nieruchomości, w tym 56 na które przyznano ulgi.

    Właściciele nieruchomości w powiecie Cook County wcześniej musieli co roku ubiegać się o zwolnienia od podatków, które przyznawane są w 75 proc. przypadków domów. W tym celu należało odesłać formę otrzymaną od biura asesora, ale niektórzy ludzie, którzy tego nie zrobili, skarżyli się, że nigdy nie otrzymali kartki.

    Te roczne wnioski wyeliminował poprzednik Berriosa James Houlihan, tłumacząc to cięciami wydatków na personel, który musiał rozpatrywać wnioski dotyczące 1.3 mln domów w powiecie Cook.

    Berrios nie planuje przywrócenia procesu składania co roku wniosków dotyczących przyznania ulg podatkowych, bo "nie byłoby to opłacalne".

    "Nie pomogłoby to zapobiec oszustwom wśród tych, którzy świadomie korzystają z ulg podatkowych, na które się po prostu nie kwalifikują, oni i tak nie odsyłali tej kartki" - powiedział rzecznik prasowy biura asesora Thomas Shaer.

    Z ewidencji powiatu Cook wynika, że jednym z takich właścicieli, którzy niesłusznie dostali zwolnienia podatkowe, był George Sebu. Mężczyzna twierdzi, że nigdy nie starał się o ulgi podatkowe na siedem domów w Markham, które wynajmuje lokatorom korzystającym z federalnego programu mieszkaniowego dla osób o niskich dochodach - Section 8 w Markham.

    "Biuro asesora przyznawało mi te ulgi. Nie zrobiłem nic złego" - tłumaczy w rozmowie z "Chicago Sun-Times".

    Na domy należące do Sebu asesor nałożył zastaw podatkowy, bo ich właściciel musi zwrócić $91,206, które uzyskał w formie ulg. Jak mówi, był już w stanie zapłacić podatki od ośmiu innych domów, na które również otrzymał zwolnienia, chociaż nie był do nich uprawniony.

    "Zapłaciłem już około $35,000 do tej pory" - dodaje Sebu, który sam mieszka w Tinley Park - "Nie jestem w stanie zapłacić więcej, więc niech nakłądają zastaw na moje dom. Chcą zapłaty od $14,000 do $15,000 od nieruchomości, które nie są tego warte. Może nie warto tego płacić".

    Johnny "Goo" Herndon, rzekomy członek gangu Gangster Disciples, który w więzieniu oczekuje na proces po oskarżeniu go o prowadzenie grupy przestępczej zajmującej się handlem heroiną w West Garfield Park, otrzymał ulgi podatkowe na osiem domów w Chicago i Markham w latach 2008 i 2014 na sumę prawie $35,638.

    Według prokuratury federalnej Herndon pieniądze uzyskane z handlu narkotykami inwestował właśnie w domy. Kupował i remontował nieruchomości, a mieszkania przeważnie wynajmował lokatorom korzystającym z programu voucherów Section 8. Mimo że przebywa w więzieniu, dostaje około 34,000 rocznie od chicagowskiego departamentu mieszkalnictwa za wynajem czterech nieruchomości.

    Biuro asesora powiatu nie założyło jeszcze zastawu na nieruchomości należące do Herndona. Jego żona złożyła odwołanie od wezwania do zapłaty zaległych podatków, kar i odsetek od uzyskanych 50 zwolnień podatkowych. Prawnik Herndona odmówił komentarza.

    Vincent Lawless, właściciel firmy budowlanej z Lemont, posiada sześć budynków mieszkalnych na południowym-zachodzie Chicago i w Schaumburg, na które biuro asesora powiatu Cook nałożyło zastaw, aby zebrać $52,097 za podatek od nieruchomości, kary i odsetki od 41 przyznanych ulg.

    Lawless spłacił już tę sumę i zastaw zdjęto, w tym ten nałożony na budynek mieszkalny w dzielnicy West Lawn, który wynajmuje w osobom korzystającym z Section 8.

    "To dużo pieniędzy, bo za ostatnie siedem lat. Myślałem, że nie cofną się tak daleko. Miałem te nieruchomości przez 20 lat i myślę, że ulgi były przyznane już wcześniej i nigdy ich nie ściągnęli. Nigdy o nich nie wiedziałem" - tłumaczy Lawless.

    Lindell Wallace, który mieszka w Plano, musi zapłacić do biura asesora  $118,986 z tytułu podatku od nieruchomości, kar z odsetkami za 11 domów w Calumet City, Chicago, Harvey, Markham, Riverdale i Sauk Village, na które otrzymał w sumie 82 zwolnienia podatkowe .

    Firma zajmująca się obrotem nieruchomościami Verity Investments LLC / Luxe winna jest $ 703,357 za podatek, kary i odsetki po 707 niewłaściwych zwolnieniach uzyskanych na 141 nieruchomości w Chicago i na przedmieściach - wynika z dokumentów biura asesora powiatu Cook. 

    Niedawno dziennik "Chicago Sun-Times" opisywał inny proceder związany z nadużyciami dotyczącymi ulg od podatku od nieruchomości w powiecie Cook. Chodzi o całkowite zwolnienia podatkowe przyznawane weteranom i osobom niepełnosprawnym, z których niesłusznie korzysta 8,350 osób na terenie powiatu Cook. Kosztami tych ulg podatkowych obciążono pozostałych właścicieli domów.

    Ulga podatkowa dla weteranów-inwalidów nie ma ograniczeń dotyczących wieku lub dochodów, w przeciwieństwie do tej dla seniorów, która dostępna jest tylko dla osób 65-letnich i starszych, których roczny dochód wynosi $55, 000 lub mniej.

    Seniorzy i weterani muszą ubiegać się o ulgi podatkowe każdego roku, potwierdzając że wciąż są właścicielami budynku - domu jednorodzinnego, małego budynku mieszkalnego lub sklepu czy biznesu z mieszkaniem, jednak w wielu przypadkach informacje nie są aktualizowane.

    JT

    Czytaj wiecej
  • Branża hazardowa stawia na polityków

    Monitor 11/18/2016

    Branża hazardowa przeznaczyła ponad $1 milion na kampanię przedstawicieli władz w Illinois w ciągu ostatnich ośmiu lat - wynika z raportu opublikowanego przez Better Government Association. W tym samym czasie maszyny do wideo pokera przyniosły rekordowe zyski.

    W lutym 2014 roku, osiem dni przed złożeniem wniosku o pozwolenie na alkohol, największa w Illinois sieć salonów gier hazardowych przekazała $1,000 na fundusz kampanijny burmistrza Elmwood Park Angelo "Skip" Saviano. Blackhawk Restaurant Group dostała pozwolenia na alkohol.

    A potem przekazała kolejne $2,000 Saviano, który jest także komisarzem do spraw koncesji na sprzedaż alkoholu na tych przedmieściach. 

    Blackhawk Restaurant Group zarobiła $622,000 od sierpnia 2014 roku dzięki automatom do wideo pokera ustawionych w lokalach w Elmwood Park.

    "Jeśli ludzie chcą uczestniczyć w procesie politycznym, to mogą i będą. Czasami przekazują coś, czasami nie" - skomentował doniesienia dziennika "Chicago Sun-Times" Saviano.

    Zgodnie z prawem, większość  biznesów starających się o maszyny do wideo pokera musi posiadać licencję na alkohol.

    Na terenie Illinois zainstalowanych jest już ponad 24,000 maszyn do wideo pokera, działających w 5,658 miejscach - w tym barach, restauracjach, stacjach benzynowych oraz tzw. casino cafe, kawiarniach działających przy centrach handlowych.

    Pozwolenia na ustawienie maszyn do wideo pokera dostały też sklepy monopolowe i restauracje z fast-foodem. Grać można na niektórych stacjach benzynowych, które mają parkingi dla ciężarówek. 

    W ubiegłym roku maszyny przyniosły rekordowy dochód w wysokości $913 milionów, z tego $274 milionów trafiło do stanu. W pierwszych pięciu miesiącach tego roku dochody z wideo pokera wyniosły $459 milionów i był to wzrost o 25 procent w porównaniu do tego samego okresu roku ubiegłego. To prawie tyle samo, co dochody wygenerowane w tym samym czasie przez 10 kasyn.

    W sumie od legalizacji tego biznesu cztery lata temu, dzięki maszynom do wideo pokera do stanowego budżetu wpłynęło w formie podatków $785 mln. Jak oceniło Illinois Gaming Machine Operators Association, miesięcznie jest to suma około $22 milionów.

    Branży hazardowej zależy na utrzymaniu tego trendu w Illinois, bo przekazała ponad milion dolarów w ciągu ostatnich ośmiu lat na kampanię polityków różnych szczebli władzy.

    "Dawanie pieniędzy politykom pozwala nam edukować ich przy podejmowaniu decyzji" - powiedział Pete Pontius, dyrektor firmy B & B Amusement.

    W rejonie Chicago firmy zainteresowane sektorem gier wideo od 2012 roku przekazały ponad $83,000 na kampanię burmistrzów, którzy zazwyczaj podpisują pozwolenia na alkohol, ponieważ pełnią oni również funkcję komisarzy do spraw koncesji.

    W Berwyn biznesmeni zainteresowani hazardem przekazali od września 2012 roku do września tego roku $13,600 na konto wyborcze burmistrza Roberta Lovero.

    Gold Rush Amusements, jeden z największych operatorów automatów do wideo pokera, wsparł kampanię Lovero sumą $11,600.

    Dzięki ustawieniu automatów w 14 lokalizacjach w Berwyn Gold Rush osiągnęła dochód szacowany na ponad $1.4 mln od października 2012 roku.

    Niewielka firma zajmująca się hazardem Fair Share Gaming wpłaciła $1,500 na fundusz wyborczy burmistrza Blue Island Domingo Vargasa. Operator z Tinley Park swoje automaty do wideo pokera ma w sześciu miejscach w Blue Island, w tym pięć w klubie na polu golfowym należącym do tego miasteczka, które razem przyniosły dochód w wysokości $1.2 mln od grudnia 2012 roku.

    Blackhawk Restaurant Group - największa sieć zajmująca się hazardem w Illinois w październiku 2012 roku przekazała $1,000 na kampanię burmistrza Oakbrook Terrace Tony'ego Ragucciego. Datek został wpłacony zaledwie jeden dzień przed przyznaniem spółce pozwolenia na alkohol. Sieć Blackhawk ma teraz trzy lokalizacje z 15 automatami na tych przedmieściach, przynoszące ponad $1.3 mln od rozpoczęcia działalność w grudniu 2013 roku.

    "Każda firma w moim mieście ma możliwość wsparcia mojego funduszu kampanijnego" - stwierdził Ragucci, który podkreślił, że nie głosował w sprawie przyznania koncesji na alkohol.

    Wideo poker został zakazany w Chicago na długo przed tym, zanim został zalegalizowany w stanie Illinois, a burmistrz Rahm Emanuel opowiada się bardziej za powstaniem na terenie miasta kasyna niż ustawieniem tysięcy automatów do gier hazardowych.

    Mimo to firmy zajmujące się tym biznesem przekazały $78,200 na kampanię urzędników wybieralnych w Chicago w ciągu ostatnich dwóch lat, z tego najwięcej pochodziło od Gold Rush z Glendale Heights, operatora 1,400 automatów przynoszących dochód w wysokości $46 mln z wideo pokera.

    Rick Heidner, prezes Gold Rush, uważa, że Chicago w końcu da zielone światło sektorowi, który reprezentuje. "Może nie za Rahma Emanuela, ale może w przyszłości za innego burmistrza" - stwierdza.

    W listopadzie ubiegłego roku Gold Rush przekazała $1,000 na kampanię radnego Raymonda Lopeza (15. dzielnica) na 16 dni przed przedstawieniem przez niego projektu ustawy w sprawie legalizacji hazardu na forum Rady Miasta.

    Lopez, który dostał kolejne $2,000 od Gold Rush w kwietniu uważa, że wideo poker mógł przynieść miastu miliony dolarów do budżetu, które ściągane są od mieszkańców po podwyżce podatku od nieruchomości.

    W miesiącach poprzedzających głosowanie Gold Rush przekazał także $2,500 na kampanię innych współautorów projektu - radnej Milly Santiago (31.dzielnica ) i $1,500 radnej Emmie Mitts (37.dzielnicy), która mniejszą drugą donację od tej firmy dostała też w marcu.

    Gold Rush wpłaciła też $1,000 na kampanijne konto radnego ProCo Joe Moreno (1. dzielnica), zwolennika legalizacji hazardu w mieście.

    Z raportu stowarzyszenia skupiającego operatorów maszyn do gier hazardowych wynika także, że roczny dochód budżetu Illinois mógłby nawet wynosić około $500 milionów, gdyby 150 samorządów zezwoliło na zainstalowanie maszyn do wideo pokera na swoim terenie.

    Władze niektórych miasteczek na południowych przedmieściach, w tym New Lenox, Crestwood i Tinley Park, chcą jednak ograniczyć ekspansję wideo pokera. Burmistrz Crestwood, Lou Presta, powiedział, że ma dosyć "hazardowego establishmentu", dając do zrozumienia, że wkrótce w jego mieście zostaną zaostrzone przepisy dotyczące ustawiania maszyn do wideo pokera.

    JT

    Czytaj wiecej
  • Budżetowe negocjacje

    Monitor 05/20/2016

    Politycy w Springfield poczynili niewielki postęp w negocjacjach budżetowych po rozmowie na szczycie za zamkniętymi drzwiami. Illinois od jedenastu miesięcy pogrążone jest w impasie.

    Liderzy obu partii w stanowym Kongresie, demokratyczny przewodniczący Izby Reprezentantów Michael Madigan, przywódca republikańskiej mniejszości w Izbie Jim Durkin, demokratyczny prezydent stanowego Senatu John Cullerton i przywódczyni republikanów w Senacie Christine Radogno, spotkali się za zamkniętymi drzwiami we wtorek z gubernatorem Brucem Raunerem .

    Spotkanie polityków, które było drugim takim w tym roku, nie przyniosło jednak żadnych wiążących ustaleń. Demokraci relacjonując rozmowy podkreślają, że republikański gubernator opowiedział się za stworzeniem grupy roboczej, która zajęłaby się jego probiznesowymi reformami w ramach programu "Turnaround Agenda".

    Michael Madigan powiedział, że reformy przygotowane przez gubernatora nie powinny być częścią negocjacji budżetowych. Demokratom nie podoba się to, że częścią proponowanych przez Raunera zmian jest osłabienie pozycji związków zawodowych.

    Z kolei John Cullerton stwierdził, że gubernator dał do zrozumienia iż może pójść na ustępstwa w kwestii podwyżki podatku, w celu uzyskania większych wpływów do budżetu. Do tej pory Bruce Rauner unikał takich deklaracji. 

    W najnowszej propozycji budżetowej, która pojawiła się w Springfield, jest zapis o podwyżce podatku, w tym dochodowego, czy od sprzedaży słodzonych napojów gazowanych i innych podatków, która przyniosłaby prawie $5.4 mld wpływu, przy jednoczesnym wprowadzeniu cięć wydatków na sumę $2.5 mld.

    Wpływy do budżetu spadły o $5 miliardów, a niezapłacone rachunki wzrosły już do $7 miliardów. Stan Illinois odczuwa nie tylko brak budżetu, ale także powrót z początkiem ubiegłego roku niższej stawki podatku dochodowego.

    Stawka podatku dochodowego w Illinois została obniżona z 5 procent do obecnych 3.75 procent 1 stycznia 2015 roku. Podatek dla korporacji spadł wtedy z 7 procent do 5.25 procent. Takie było założenie tymczasowego podniesienia podatków 1 stycznia 2011 roku. 

    Dzięki spadkowi stawki podatnicy płacą mniej IRS-owi. Departament Skarbu oblicza, że w przypadku czteroosobowej rodziny o rocznym dochodzie 50,000 dolarów jest to około 930 dolarów mniej za podatek za 2015 rok. Ale to także przekłada się na mniejsze wpływy do stanowego budżetu, w tym roku będzie to około $5 miliardów.

    JT

    Czytaj wiecej
  • Budżetowe ultimatum gubernatora dla stanowego Kongresu

    Monitor 02/19/2016

    Gubernator Bruce Rauner wyciąga rękę do stanowych ustawodawców i zapewnia, że jest gotowy z nimi współpracować "dla dobra stanu". Stawia jednak warunki. Przemyślane długoterminowe cięcia wydatków, podwyżka podatków ale tylko przy probiznesowych reformach, zmniejszenie roli związków zawodowych albo... drastyczne cięcia. "Wybierajcie. Ale wybierzcie teraz" mówił gubernator w swoim dorocznym przemówieniu budżetowym.

    Illinois od ośmiu miesięcy nie ma budżetu, bo w Springfield nie udało się od lipca ubiegłego roku wypracować porozumienia nad kształtem ustawy o wydatkach na rok fiskalny 2016. Demokraci kontrolujący stanowy Kongres w Springfield nie poparli pierwszego budżetu zaproponowanego rok temu przez republikańskiego gubernatora Bruce'a Raunera. Ten z kolei zawetował ustawy uchwalone przez Kongres, co doprowadziło do impasu. 

    Projekt budżetu na rok fiskalny 2017, który rozpocznie się 1 lipca, zaproponowany przez gubernatora zamyka się kwotą ok. $36 miliardów, ale cięcia, które zamierza wprowadzić w przypadku braku kompromisu, wynosiłyby $4 miliardy. Deficyt budżetowy może w tym roku już wzrosnąć do $5 miliardów, a kwota za niezapłacone rachunki przekroczyć $26 miliardów przed 2020 rokiem, jeżeli nie wzrosną wpływy do budżetu.

    Demokraci opowiadają się za podniesieniem stanowych podatków, ale republikański gubernator uważa, że wzrost podatków bez zredukowania kosztów utrzymania stanowej administracji i poprawy klimatu dla biznesu w naszym stanie, tylko spowoduje dalszą ucieczkę mieszkańców i biznesów z Illinois. "Nasz stan ma najmniej rodzin i firm od 1999 roku" – powiedział gubernator w przemówieniu budżetowym wygłoszonym w środę w stanowym Kongresie.

    "Mimo że udało się w ubiegłym roku wyeliminować odziedziczoną dziurę budżetową w wysokości $1,6 miliarda bez podwyżki podatków, jesteśmy od 8 miesięcy bez budżetu i wyroki sądowe zmuszają nas do wydatków, na które nas nie stać. To szokujące i nie do zaakceptowania" – mówił gubernator w swoim przemówieniu budżetowym. Bruce Rauner kolejny raz przyznał, że fatalny stan gospodarki Illinois jest efektem pracy jego poprzedników. 

    "Przez ponad dwie dekady, mieliśmy niezbalansowane budżety, niezdyscyplinowane wydatki, zapożyczaliśmy się, podnosiliśmy podatki, przy masowej utracie miejsc i stagnacji dochodów rodzin" – powiedział. 

    Gubernator zaapelował do ustawodawców o wsparcie jego planu probiznesowych reform, które – jego zdaniem – sprawią, że sytuacja stanu poprawi się: "Od strat do wzrostu. Od deficytu do nadwyżki. Dla gospodarki. Dla miejsc pracy. Dla podatników. Dla naszych dzieci. Dla naszej przyszłości". 

    Zapewnił, że jest gotowy do kompromisu: "Jestem gotowy do negocjacji z każdym z was, 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę". Gubernator postawił jednak demokratom w stanowym Kongresie ultimatum. "Wypracujmy kompromis w sprawie reform albo będę zmuszony wprowadzić drastyczne cięcia" – zapowiedział. 

    Gubernator Bruce Rauner przypomniał, że razem z demokratycznym przewodniczącym stanowego Senatu, Johnem Cullertonem, prowadzą negocjacje na ponadpartyjnym projektem reformy systemu, z którego wypłacane są emerytury pracowników stanowych. Projekt zakłada oszczędności w granicach miliarda rocznie. Gubernator wezwał stanowy Kongres do przyjęcia ustawy, jeżeli trafi pod głosowanie.

    System, z którego wypłacane są świadczenia emerytalne pracowników stanowych, jest już zadłużony na $111 miliardów.

    "Reformy te przyniosą miliardy dolarów rocznie, ale co najważniejsze, pobudzą naszą gospodarkę do wzrostu i pomogą nam odbudować zaufanie inwestorów"  

    "Ale musimy przyjąć te reformy w tym roku" – podkreślał. Słowa gubernatora republikańscy ustawodawcy przyjęli owacjami.

    Gubernator zwrócił uwagę na "niesprawiedliwy" system wynagradzania pracowników stanowych, który nie tylko jest dużym obciążeniem dla budżetu, ale przyzwala na nieetyczne praktyki manipulowania wynagrodzeniem za nadgodziny na koszt podatnika Illinois. Bruce Rauner opowiada się za ograniczeniem roli związków zawodowych.

    Republikański gubernator powtórzył swoje deklaracje z wygłoszonego pod koniec stycznia orędzia "State of the State", o tym że chce z edukacji uczynić priorytet. "Zwiększenie wydatków na edukację nie podlega negocjacjom" – stwierdził.

    Zaproponował zwiększenie budżetu na wczesną naukę o $75 mln. Tym samym wydatki stanu na ten cel wzrosłyby do $393 mln, według Raunera byłoby to najwięcej w historii Illinois. Ponownie wezwał stanową legislaturę do przyjęcia ustawy w sprawie finansowania stanowej edukacji.

    W tym samym czasie przed siedzibą stanowego Kongresu protestowali studenci Chicago State University i Eastern Illinois University. Uczelnie te najbardziej odczuwają cięcia związane z impasem budżetowym.

    Demokratyczny przewodniczący stanowego Senatu, John Cullerton uważa, że przemówienie budżetowe gubernatora nie pomoże Illinois. "Aby rozwiązać impas, do którego sam doprowadził, potrzebujemy realnego planu działania z jego strony. Chcę współpracować z nim, aby znaleźć wyjście z tej sytuacji, bo gubernator Rauner w swoim pierwszym roku dla nikogo nie pracował" – stwierdził Cullerton.

    Nazwał też przemówienie gubernatora "deja vu". "Będziemy musieli zacząć wszytko od nowa" – dodał. Cullerton ubolewał, że gubernator w swoim przemówieniu budżetowym nie wspomniał o istotnych programach pomocowych skierowanych do weteranów czy seniorów.

    W podobnym tonie wypowiedziała się przywódczyni demokratycznej większości w stanowym Senacie, Iris Y. Martinez: "To frustrujące, że gubernator ogłasza w przemówieniu budżet na następny rok, kiedy nie mamy budżetu w tym roku".

    Gubernator dał do zrozumienia demokratom kontrolującym stanowy Kongres, że nie zamierza rezygnować z wprowadzenia swoich probiznesowych reform pod nazwą Turnaround Agenda. Demokraci z kolei uważają, że są one politycznie motywowane i będą korzystne dla biznesów i nie mają nic wspólnego ze stanowym budżetem.

    Konstytucja stanu Illinois stanowi, że rząd stanowy nie może wydawać pieniędzy bez uchwalonego budżetu. Zgodnie z tym prawem Illinois powinno ogłosić tzw. shut down (paraliż pracy administracji) już 1 lipca ub. roku, kiedy upłynął termin przyjęcia budżetu na 2016 rok. Stanowa rewident otrzymała jednak pozwolenie od sądu na opłacanie stanowych pracowników w czasie impasu, więc udało się uniknąć tzw. shut down.

    "Stan nie może ogłosić bankructwa ani dodrukować pieniędzy. Podatnicy zapłacą za to"– stwierdziła Munger.

    JT

    Czytaj wiecej
  • Burmistrz kontra gubernator

    Monitor 06/03/2016

    Stanowy Kongres poparł burmistrza Rahma Emanuela w sporze z gubernatorem Brucem Raunerem dotyczącym ustawy, dzięki której Chicago będzie mogło zaoszczędzić nawet $843 miliony w ciągu pięciu lat. Chodzi o ratowanie zadłużonego systemu emerytalnego chicagowskich strażaków i policjantów.

    Ustawodawcom udało się odrzucić weto republikańskiego gubernatora dotyczące ustawy, która uchroni chicagowskich właścicieli nieruchomości przed kolejną podwyżką podatków. Burmistrz Rahm Emanuel nie szczędził słów krytyki pod adresem Bruce’a Raunera, zarzucając mu "niespójność poglądów".

    W ich polityczne rozgrywki wmieszał nawet żonę gubernatora, Dianę. Chodzi o wypowiedź, która padła w ub. piątek na antenie radia WLS-AM. Rahm Emanuel przywołał fundację Ounce of Prevention Fund, działającą na rzecz wczesnej edukacji, która jest zarządzana przez Dianę Rauner.

    "Czy to przypadek, że nawet organizacja jego żony pozwała go do sądu?

     – powiedział. "Nie dziwię się, że ludzie mu nie ufają" – dodał Emmanuel. "I to nie jest przypadek, że nic się nie da zrobić w Springfield za jego kadencji".

    We wtorek przeprosił gubernatora Bruce’a Raunera za te słowa i powiedział: "Powinienem był powiedzieć, że to fundacja Ounce of Prevention a nie Pierwsza Dama. I biorę całą odpowiedzialność za te słowa".

    W stanowym Senacie ustawa w sprawie odrzucenia weta przeszła stosunkiem 39 do 19, natomiast w Izbie Reprezentantów: 72 do 43.

    Republikański kongresmen David Harris powiedział, że nie zgadzał się w tej sprawie z gubernatorem i dlatego głosował za odrzuceniem jego weta. Ustawodawcom podziękował po głosowaniu burmistrz Rahm Emanuel oraz szefowie związków zawodowych policji i strażaków.

    Republikański gubernator tłumacząc zawetowanie ustawy przekonywał, że ocalił w ten sposób miasto Chicago od dalszego zadłużenia się na koszt podatnika.

    Bruce Rauner nazwał fałszywymi i mylącymi podawane przez burmistrza informacje o tym, że dzięki ustawie miasto Chicago uzyska $843 milionów w ciągu pięciu lat. Jego zdaniem projekt pozwoli na niedokonywanie płatności i dalsze pożyczki na cel funduszy emerytalnych.

    "To co, robią od kilkudziesięciu lat z finansami w Chicago spowodowało, że miasto i dystrykt szkolny stoją na skraju bankructwa. Jest tak, ponieważ ciągle pożyczają na bieżące operacje finansowe. I to właśnie robi burmistrz poprzez opóźnianie wpłaty tych świadczeń emerytalnych, nie przeprowadzając żadnych realnych reform" – podsumował Bruce Rauner.

    Rzecznik burmistrza Rahma Emanuela, Adam Collins natychmiast odpowiedział: "Burmistrzowi Emanuelowi udało się doprowadzić do uchwalenia w Springfield więcej znaczących ustaw w ciągu ostatniego półtora roku niż gubernatorowi".

    W myśl stanowego prawa miasto musi dramatycznie zwiększyć raty przeznaczane na system, z którego wypłacane są emerytury policjantów i strażaków. W tym roku na fundusz emerytalny policjantów i strażaków trzeba będzie odprowadzić $478 milionów. W przyszłym roku będzie to już $538 milionów. W 2019 zadłużenie sytemu emerytalnego może wzrosnąć do $1.1 mld.

    Burmistrz Rahm Emanuel lubi zrzucać winę za obecną kondycję finansową miasta na swojego poprzednika, Richarda M. Daley'a, który Chicago rządził przez 22 lata. Zaznacza, że jego administracja musi zmierzyć się przede wszystkich z zadłużeniem.

    Z zestawienia opracowanego przez dziennik "Chicago Tribune" wynikało, że zadłużenie miasta (pożyczki i odsetki) rosło szybciej po objęciu stanowiska przez Rahma Emanuela, niż za rządów jego poprzednika. Głównie dlatego, że Emanuel kontynuuje pożyczanie pieniędzy na coraz wyższych procentach i przy spadającym ratingu Chicago. Pożyczanie staje się coraz kosztowniejsze przy tzw. śmieciowym ratingu Chicago.

    JT

    Czytaj wiecej
  • Burmistrz uspokaja nastroje po ogłoszeniu projektu budżetu

    Monitor 10/14/2016

    "Pięć lat temu, Chicago było na krawędzi zapaści finansowej" - stwierdził burmistrz Rahm Emanuel przedstawiając w Radzie Miasta swój projekt budżetu na 2017 rok - "Dzisiaj ponownie sytuacja w Chicago jest stabilna".

    "Po raz pierwszy od dekad miasto Chicago nie jest zmuszone do natychmiastowej konfrontacji z kryzysem związanym z systemem emerytalnym, który zagrażał świadczeniom pracowników i miejskim finansom oraz gospodarczej przyszłości" - stwierdził burmistrz Rahm Emanuel w swoim przemówieniu budżetowym.

    Przypomniał, że kiedy obejmował władzę, deficyt wynosił $635 milionów, a wszystkim czterem funduszom emerytalnym pracowników miejskich w Chicago groziła niewypłacalności. "Dzisiaj systemy emerytalne są na drodze do wypłacalności, a nasz deficyt obniżyliśmy o 80 procent, oszczędzając podatnikom ponad $600 mln rocznie" - podkreślał Emanuel. Agencje ratingowe - przypomniał - uznały postęp aktualizując swoje prognozy finansowe dla miasta.   

    Burmistrz Rahm przedstawił swój projekt budżetu na 2017 rok we wtorek, w tym samym dniu teoretycznie mógł się rozpocząć strajk związku zawodowego nauczycieli chicagowskich szkół publicznych (CTU). Tuż przed północą negocjujące strony osiągnęły porozumienie w sprawie nowych zbiorowych umów zatrudnienia dla nauczycieli CPS i do akcji strajkowej nie doszło.

    Umowy zatrudnienia wynegocjowane pomiędzy CPS i CTU obowiązywać będą przez 4 lata, ale zanim wejdą w życie muszą być ratyfikowane przez walne zebranie delegatów związku zawodowego nauczycieli i zatwierdzone przez samych członków.

    Związek CTU zgodził się na zwiększenie procentowego udziału nowych nauczycieli w składkach na ich fundusze emerytalne. Dotyczyć to ma tych zatrudnionych po 31 grudnia bieżącego roku. Osobom zatrudnionym przed tym terminem warunki w planach emerytalnych nie zostaną zmienione.

    W przyszłym roku miasto spodziewa się $175 mln "nadwyżki" pochodzącej z wpływów do budżetu. By nie dopuścić do strajku nauczycieli burmistrz zgodził się przeznaczyć z funduszu TIF (nadwyżka) $87 milionów na szkoły CPS. Inne miejskie departamenty otrzymają ponad $40.5 mln z tych dodatkowych środków.

    Projekt budżetu na 2017 roku przedstawiony przez burmistrza trafił już do radnych, którzy muszą go zatwierdzić. Obrady rozpoczną się w przyszłym tygodniu. W odróżnieniu od budżetów stanu przedstawianych przez gubernatora Bruce'a Raunera, a które napotkały na impas w Kongresie w Springfield, projekty finansowe Rahma Emanuela na poszczególne lata do tej pory zyskiwały poparcie radnych.

    Co nas czeka? Najważniejsze założenia w budżecie burmistrza na 2017 roku

    Podatek od toreb na zakupy

    Ma wynieść 7 centów od każdej jednorazowej torby plastikowej albo papierowej, w którą będą pakowane zakupy w sklepach na terenie Chicago. Handlowcy będą mogli zatrzymać dwa centy z siedmiu. Jeżeli radni uchwalą ten podatek, do kasy miasta może wpłynąć ok. $9.2 mln.

    Podwyżka opłat za parking przy stadionie Wrigley Field

    Miasto planuje wprowadzić specjalną taryfę obowiązującą dwie godziny przed i godzinę po meczach albo koncertach na Wrigley Field, wynoszącą $4 za godzinę parkowania. Dzięki podwyżce będzie można uzyskać $2.4 mln rocznie do budżetu.

    Płatne strefy parkowania dla samochodów dostawczych w centrum

    Miasto planuje rozpocząć program pilotażowy, w ramach którego kierowcy samochodów ciężarowych, a nie biznesy, płaciliby za parkowanie w strefach załadunku towaru. Zmiany weszłyby w życie w dzielnicach: 2., 27. i 42. Stawka ma wynosić $14 na godzinę, dzięki czemu wygenerowany dochód do kasy miasta szacowany jest od $13 mln do $18 milionów.

    Egzekwowanie długu i wyeliminowanie niektórych luk podatkowych

    Biuro burmistrza spodziewa się, że dzięki zaostrzeniu przepisów może zwiększyć wpływy do budżetu o $17 mln. Dotyczy to zaległości w płatnościach wobec miasta osób prowadzących działalność gospodarczą, jak i indywidualnego zadłużenia.

    Więcej pieniędzy na miejski departament rodziny i opieki społecznej

    Miejski wydział, który współpracuje z organizacjami opieki społecznej na terenie Chicago dostanie $60.9 mln, czyli o 17.8 procent więcej z budżetu w przyszłym roku. Z tych dodatkowych funduszy zostanie opłacona realizacja programu mentorskiego "Becoming a Man" oraz programu zatrudnienia młodzieży jak One Summer Chicago. Programy mają na celu zmniejszenie przestępczości wśród młodych ludzi, głównie w biedniejszych dzielnicach.

    Zatrudnienie 970 policjantów

    Komendant Eddie Johnson te plany ogłosił już w zeszłym miesiącu, a w tym tygodniu burmistrz zaproponował zwiększenie budżetu departamentu policji do $47.7 mln, czyli o 3.3 procent w przyszłym roku. Większość środków pójdzie na wynagrodzenia i godzin nadliczbowe. Miasto rozłożyło zatrudnienie dodatkowych policjantów na dwa lata i zwiększenie ich liczby z 12,565 do 13,535. Dodatkowe patrole na ulicach mają pomóc w zwalczaniu przestępczości.

    JT

    Czytaj wiecej
  • Cięcia i oszczędności w CPS

    Monitor 08/12/2016

    Przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego w chicagowskich szkołach publicznych już wiadomo, że dojedzie do kolejnych trudnych negocjacji między kuratorium CPS a związkiem zawodowym nauczycieli CTU. Tak wynika z pierwszych reakcji obu stron po przedstawieniu budżetu operacyjnego CPS.

    W projekcie wydatki dystryktu chicagowskich szkół publicznych w zbliżającym się nowym roku szkolnym mają wynieść $5.4 mld - o $232 miliony mniej niż rok wcześniej. Kuratorium CPS zapowiada politykę zaciskania pasa.

    Budżet przedstawiony w poniedziałek przez kuratora Forresta Claypoola zakłada między innymi, że związek zawodowy nauczycieli (CTU) zaakceptuje propozycję nowego kontraktu, tego samego, który już na początku tego roku został odrzucony.

    "Nasi przedstawiciele przy stole negocjacyjnym odrzucili już tę ofertę, więc jeżeli nie doszło do porozumienia w styczniu, to nie rozumiem, jaka jest teraz różnica" - powiedziała przewodnicząca związków zawodowych Karen Lewis. Dała do zrozumienia, że nauczyciele nie przyjmą żadnej oferty związanej z cięciami płac.

    "Nauczyciele w Chicago nie dążą do strajku. Chcemy wrócić do czystych, bezpiecznych i dofinansowanych szkół. Chcemy uczciwej umowy zatrudnienia" - powiedziała Lewis. "Nie będziemy akceptować wprowadzenia cięć płac".

    Związek zawodowy nauczycieli (CTU) zapowiedział, że jego członkowie będą we wrześniu na swoich stanowiskach pracy. Ale z drugiej strony jego przewodnicząca zaznaczyła, że "nie zamierzamy przez cały rok być bez umowy".

    Karen Lewis unikała jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy w przypadku odrzucenia propozycji CPS w sprawie nowego kontraktu, dojdzie do strajku nauczycieli.

    Zaproponowany budżet operacyjny CPS jest o $232 mln mniejszy niż w ubiegłym roku. Kuratorium musiało znaleźć dodatkowe $300 mln, których nie dostało od stanu.

    Stanowi ustawodawcy zgodzili się, by kuratorium CPS dostało $250 milionów z kolejnej podwyżki podatku od nieruchomości na pokrycie świadczeń emerytalnych nauczycieli.

    Chicagowski dystrykt szkolny ciągle liczy na około $200 milionów w ramach stanowej reformy systemu emerytalnego. Kurator Forrest Claypool powiedział, że możliwe są kolejne cięcia budżetowe, jeśli ustawodawcy nie spełnią swoich zapowiedzi, ale wyraził nadzieję, że pieniądze wpłyną. 

    Pozostałe założenia budżetowe obejmują ok. $31 mln oszczędności, które CPS twierdzi, że może osiągnąć dzięki renegocjacji umów z innymi związkami zawodowymi wykonującymi prace dla dystryktu oraz reorganizację prac placówek edukacyjnych. Forrest Claypool zapowiedział również kontynuowanie zaciągania pożyczek w celu utrzymania płynności finansowej CPS.

    Kuratorium chicagowskich szkół publicznych na kilka dni przed ogłoszeniem projektu budżetu zapowiedziało zwolnienie 508 nauczycieli i 521 pracowników administracji.

    Nauczyciele, którzy stracą prace będą mogli złożyć podanie o ponowne przyjęcie do szkół, ale w innych placówkach edukacyjnych. CPS poinformowało, że dzięki cięciom etatów zaoszczędzi $2.8 mld.

    Budżet CPS musi przyjąć w głosowaniu 24 sierpnia Chicagowska Rada Edukacyjna.

    JT

    Czytaj wiecej
  • Co dzieje się z dolarem po wyborach?

    Monitor 11/18/2016

    Gdy w środę rano stało się jasne, że Donald Trump zostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych, dolar zanurkował. Co takiego wydarzyło się na rynkach, że ciągu kolejnych godzin odrobił wszystkie straty, a w tej chwili jest najdroższy od czerwca i wyraźnie przekracza granicę 4,00 zł? Odpowiada Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

    Wielu analityków rynkowych zwracało uwagę, że wygrana w wyborach kandydata republikanów powinna oznaczać osłabienie dolara (USD). To przekonanie nie było oparte jedynie na zachowaniu rynku podczas publikacji sondaży wyborczych. Gdy Trump zdobywał przewagę, amerykańska waluta traciła na wartości, natomiast gdy ją tracił, kurs dolara rósł.

    Dość łatwo można było zbudować logiczne uzasadnienie ekonomiczne do tego scenariusza. Niepewność po zwycięstwie Trumpa mogła spowodować ograniczenie wydatków konsumentów, co zmniejszyłoby szansę na kontynuację wzrostów wynagrodzeń i miałoby negatywne konsekwencje dla PKB czy wysokości inflacji. W rezultacie Rezerwa Federalna musiałby dłużej utrzymywać stopy procentowe na niezmienionym poziomie, co prawdopodobnie osłabiłoby dolara. Dlaczego jednak ten scenariusz tak szybko stracił aktualność?

    Rynek obligacji skarbowych

    Kluczem do rozwiązania tej zagadki jest rynek amerykańskich instrumentów dłużnych. W środę rano rentowności 10-letnich obligacji skarbowych były blisko poziomu 1.70 proc. Teraz przekraczają granicę 2.20 proc. Bardzo silny ruch był obserwowany także na dwuletnich obligacjach. Ich rentowności wzrosły z 0.70 do 0.97 proc. W tym konkretnym przypadku ruch na instrumentach skarbowych oznacza wzrost oczekiwań dotyczących przyszłej inflacji. Skąd jednak rynek zaczął się nagle spodziewać wyższych cen w przyszłości, skoro wygrana Trumpa miała je obniżyć?

    Po pierwsze, w przemówieniu prezydenta elekta pojawiała się zapowiedź zwiększenia wydatków infrastrukturalnych. Ta informacja często przewijała się podczas kampanii. Była jednak odbierana sceptycznie, chociażby ze względu na fakt, że republikański Kongres jest niechętny zwiększaniu wydatków budżetowych. Dodatkowo sondaże przewidywały, że większość w Senacie zdobędą demokraci. Wtedy byłoby jeszcze trudniej zbudować jakikolwiek konsensus zmian fiskalnych.

    Finalnie jednak okazało się, że cały Kongres jest pod rządami republikanów. Założono więc, że skoro prezydent jest z tej samej partii, to możliwy będzie jednak jakiś plan zwiększenia wydatków infrastrukturalnych, mimo ogólnego negatywnego nastawienia konserwatystów do wyższego deficytu.

    Pozytywne podejście dotyczące zwiększenia wydatków wywołało drugą optymistyczną reakcję. Przyjęto także, że zapowiedzi Trumpa o bardziej protekcjonistycznej polityce handlowej nie zmaterializują się lub będą na tyle ograniczone, że nie pogorszą konkurencyjności amerykańskiej gospodarki. Tym razem z kolei zadziałało podejście, że republikanie nie popierają ograniczeń  w wymianie handlowej i Tumpowi będzie trudno zmienić ten pogląd.

    W rezultacie po początkowej panice inwestorzy dość szybko założyli optymistyczny dla nich rozwój sytuacji. Nastąpi wzrost wydatków budżetowych na infrastrukturę, ale republikański Kongres nie pozwoli, by były one zbyt duże. Z kolei zapowiedzi wyższych ceł i weryfikacji umów handlowych odejdą w zapomnienie.

    Biorąc więc pod uwagę fakt, że w tym momencie gospodarka USA rozwija się blisko swoich możliwości wytwórczych i Fed przygotowuje się na podwyżkę stóp procentowych, wzrost wydatków powinien być względnie szybko widoczny w wyższej inflacji. Wyższa inflacja i pewnie nieco wyższy od wcześniejszych oczekiwań przyszły poziom PKB to większe prawdopodobieństwo, że Fed szybciej niż sądzono będzie podnosił stopy procentowe. Jest to więc również dobra informacja dla amerykańskiego dolara.

    Dolar powyżej 4 zł

    Wzmocnienie dolara na rynku globalnym przekłada się na wzrost jego kursu powyżej granicy 4 zł. Wyższe rentowności amerykańskich obligacji powodują, że te instrumenty emitowane przez kraje rozwijające się stają się mniej atrakcyjne. Dodatkowo kapitał, który był zaangażowany w wysoko oprocentowane obligacje Brazylii, RPA czy Meksyku, szybko się wycofuje i jest zamieniany na dolary. Od środy rand, real oraz peso straciły do dolara odpowiednio 7, 9 i 13 proc. wartości.

    Polska jest w nieco mniejszym stopniu narażona na odpływ inwestorów zagranicznych, ale w minionym tygodniu rentowności 10-letnich obligacji skarbowych wzrosły do poziomu 3.32 proc. Jest to najwyższa wartość od czerwca 2015 r. Teoretycznie powinno to przyciągać zagraniczne fundusze, jednak zakładając, że obecny trend może być kontynuowany, globalny kapitał raczej skierowany jest w przeciwnym kierunku i prawdopodobnie czeka zarówno na niższe ceny obligacji, jak i jeszcze słabszego złotego.

    Wyższe oczekiwania dotyczące przyszłej inflacji w USA, optymistyczne podejście do wybranych inicjatyw Trumpa i silny odpływ kapitału z rynków rozwijających się, wspierają globalną siłę dolara. W rezultacie wiele wskazuje na to, że amerykańska waluta pozostanie droga i utrzyma się powyżej granicy 4,00 zł przynajmniej przez najbliższe tygodnie.

    Informacje o marce

    Spółka Cinkciarz.pl to jedna z najszybciej rozwijających się firm w Europie. Z usług lidera internetowego rynku wymiany walut korzystają m.in. przedsiębiorstwa i instytucje oraz klienci indywidualni. Od 2010 r. firma z powodzeniem funkcjonuje w sektorze fintech. System rozwiązań, które oferuje to innowacyjny produkt finansowy. Firma należy do organizacji SWIFT, zrzeszającej największe banki oraz instytucje finansowe.

    Serwis jest dostępny przez całą dobę. Użytkownicy mają możliwość wymiany waluty za pomocą portfela walutowego, modelu transakcji społecznościowych oraz z rachunku bankowego. Wymianę walut wspiera szereg narzędzi: stałe zlecenie, polecenie zapłaty, alert walutowy. Serwis udostępnia również aplikacje mobilne na wszystkie najpopularniejsze systemy operacyjne: Android, iOS, Windows Phone, Blackberry oraz Windows 8.

    Dodatkowych informacji udzieli:
    Kalina Stawiarz
    Marketing & PR Manager
    Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
    +48 726 666 644        
    Cinkciarz.pl Sp. z o. o.
    C |Sienkiewicza 9 | 65-001 Zielona Góra
    B | Jerozolimskie 123a | 00-965 Warszawa
    press: https://cinkciarz.pl

     

    Czytaj wiecej