----- Reklama -----

Monitor 01/13/2017

Bestseller, jak sama nazwa wskazuje, jest czymś, co się najlepiej sprzedaje. Popularność zatem tego czegoś, najlepiej się sprzedającego, mierzona jest ilością, a niekoniecznie jakością. Jak powszechnie bowiem wiadomo - nie wiadomo, dlaczego coś się sprzedaje najlepiej, a coś najgorzej. Bestseller, mimo że może określać jakikolwiek przedmiot handlu, jest terminem tradycyjnie kojarzonym z rynkiem książki. Naznaczenie publikacji terminem „bestseller” ma zdecydowany, bardzo mocny walor pozytywny. Jeśli jakaś książka znajdzie się na liście bestsellerów (a zestawień takich jest mnóstwo), staje się godna uwagi – dlaczego? Nie bardzo wiadomo. Jak już wielokrotnie pisałem nieznane są ścieżki, jakimi podąża sława i popularność, a przede wszystkim wielkie pieniądze, które spadają na ludzi związanych z wypromowaniem takiego tytułu.

Znakomitym przykładem super bestselleru, który nie jest ani literacko wybitny, ani tematycznie nowy, ani autorsko oryginalny, ani w żaden sposób odkrywczy i artystycznie powalający, jest erotyczna trylogia E.L. James rozpoczynająca się tomem „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Ten extra-super-mega hit jest nieustannie kupowany i pożądany przez czytelników, mimo że pojawił się na rynku już w 2012 roku, reklamując się już wtedy jako:

Niezwykły sukces damskiego porno inspirowanego cyklem "Zmierzch"! "Pięćdziesiąt twarzy Greya" to powieść, która odmieniła życie seksualne milionów kobiet!

Smagnięcia pejczem, skórzane pasy krępujące ręce, podniecające ukąszenia... Za posiadanie książki markiza de Sade groziło kiedyś więzienie. Czasy się zmieniły, "50 twarzy Greya" E. L. James możemy dziś kupić bez takich konsekwencji. W USA w ciągu trzech pierwszych miesięcy powieść sprzedała się w liczbie 20 milionów egzemplarzy!]

Pod pseudonimem E. L. James ukrywa się była producentka telewizji BBC Erika Leonard. Początkowo zamieszczała swoją twórczość na blogu fanów sagi o wampirach - miała to być kontynuacja losów bohaterów "Zmierzchu". Jej wpisy zostały jednak usunięte jako zbyt pornograficzne.

Wydawnictwo, które odważyło się opublikować książkę Leonard, nie spodziewało się takiego sukcesu i burzy medialnej. Niedawno w bitwie o zekranizowanie "Pięćdziesięciu twarzy Greya" brały udział największe wytwórnie filmowe. Krucjatę przeciwko powieści rozpoczęli już niektórzy duchowni. Autorka jeszcze podgrzewa atmosferę, mówiąc w wywiadach, że w "50 twarzach Greya" opisała tylko swoje fantazje erotyczne.

Zostawmy jednak to bestsellerowe szaleństwo na boku i powróćmy do naszej listy 10 książek roku 2016, które po porostu warto mieć na półce. Zestawienie takie zrobiło paru autorów „Magazynu do Czytania - Książki” i do tej poru udało nam się przytoczyć siedem z dziesięciu tytułów:

„Mam na imię Lucy” autorstwa Elizabeth Strout (tytuł uznany za książkę roku)

„Głód” Martina Caparrosa (wydarzenie w kategorii reportażu)

„Rzekomo fajna rzecz, której nigdy więcej nie zrobię” znakomity esej, który napisał David Foster Wallace.

„Małe życie” (Hanya Yanagihara)

Piąte miejsce na liście zajmuje znowu reportaż, tym razem polskiego autora, Włodzimierza Nowaka zatytułowany „Niemiec – wszystkie ucieczki Zygfryda”.

Kolejny tytuł, tym razem reprezentujący opowiadania (short stories) to „10 gudnia” George Saundersa,

Pozycję numer siedem n liście zajęła biografia „Gajcy. W pierścieniu śmierci” Stanisława Beresia.

Ósmą pozycję okupuje „Król” Szczepana Twardocha. Łukasz Grzymisławski pisze o tym tekście, iż choć jest to "efekt uboczny pracy nad głośną /Morfiną/, zdaje się przewyższać ją pod każdym względem. […] Twardoch jakby po raz pierwszy całkowicie zapanował nad swoim pomysłem. […] /Król/ trzyma się schematu powieści noir, ale służy do karnawału, czyli odwrócenia na chwilę ról wyznaczonych przez stereotyp albo historię”.

Tak o „Królu” piszą inni:

/ Żydowski gangster. Polskie piekło. Warszawa 1937.

Nowa powieść Szczepana Twardocha.

Piękne samochody, kobiety, zimna wódka i gorąca krew. Boks, dzielnice nędzy i luksusowe burdele, błoto Woli i eleganckie ulice Śródmieścia. Żydzi i Polacy. Getto ławkowe i walki uliczne. Etniczny, społeczny, religijny i polityczny tygiel Warszawy 1937 roku. A ponad wszystkimi podziałami zasady gangsterskiego świata, w którym siła jest najcenniejszą walutą.

Wszystko zaczyna się w zatłoczonej sali Kina Miejskiego, gdzie rozentuzjazmowana publiczność przygląda się walce bokserskiej. Trwa ostatnie starcie w meczu o drużynowe mistrzostwo stolicy. Polscy kibice dopingują reprezentanta Legii — znanego falangistę Andrzeja Ziembińskiego. Z żydowskich trybun dobiegają okrzyki na cześć zawodnika klubu Makabi Warszawa, Jakuba Szapiry. Ten wieczór należy do niego. Wśród wiwatów jednych i gwizdów drugich, triumfowi Szapiry przyglądają się siedemnastoletni Mojżesz Bernsztajn oraz Kum Kaplica — stary bojownik PPS, socjalista i król warszawskiego półświatka.

Czterdzieści lat później, w Tel Awiwie, emerytowany żołnierz Mosze Inbar pochyla się nad maszyną do pisania, by powrócić do wieczoru, w którym po raz pierwszy ujrzał na ringu pięknego, zuchwałego i niezmiernie pewnego siebie boksera. Wówczas nie wiedział jeszcze, że w 1937 roku to właśnie Szapiro, prawa ręka Kaplicy, zabił jego ojca z powodu niespłaconego długu. Nie przypuszczał też, jak wiele w jego życiu zmieni jeden wieczór i spotkanie z Kumem Kaplicą…

Targani namiętnościami bohaterowie, żywe konflikty i emocje, wciągająca akcja i jej nieprzewidywalne zwroty. Do tego pierwszy w polskiej powojennej literaturze tak ciekawy i wolny od mitologizowania portret żydowskiego bohatera oraz pasjonujące realia Warszawy lat 30. XX wieku. Literacki knock-out./

Dziewiąte miejsce przypada w udziale powieści „Galicjanie” Stanisława Aleksandra Nowaka. Jest to „najosobliwsza powieść roku, która może nie od razu daje się polubić, za to skuszonym oferuje kilka niespodzianek. Ewentualna bariera, którą trzeba na początku pokonać, jest język – wymyślony przez niemal 60-letniego debiutanta, który komponował tę arcyoryginalną tysiącstronicową książkę przez długie lata, obficie czerpiąc ze źródeł. Etnograficznych, dodajmy, bo rzecz rozgrywa się na przestrzeni z górą stulecia i stanowi – nie pierwszą i na pewno nie ostatnią, bo wyparte plebejskie korzenie naszego narodu to obecnie modny temat – epicką próbę odmalowania chłopskiej doli pod polskim panem i austriackim zaborem”. (Ł. Grzymisławski)

A tak piszą o tej książce inni:

/ Fascynująca opowieść o świecie, którego już nie ma.

Zaborów, galicyjska wieś pod Rzeszowem, licząca około tysiąca dusz. Losy jej mieszkańców wyznacza historia. Jak sięga ludzka pamięć, co i rusz przemaszerowywały tamtędy obce wojska, austriackie, rosyjskie, francuskie, polskie oddziały powstańcze. A koniec XVIII i cały XIX wiek obfitują wszak w wojny i powstania…

W 1812 roku w niezwykłych okolicznościach przychodzi na świat Jan Hyndryk Kończyświat, zwany Hynkiem. Zarówno jego własne losy, jak i dzieje jego synów i wnuków w niespotykany sposób łączą się z wielkimi wydarzeniami epoki.

"Galicjanie" to niezwykła opowieść, w której radość plecie się ze smutkiem, a życie nieustannie zmaga się ze śmiercią. Wyraziści bohaterowie, wierność historycznym realiom, a przede wszystkim żywy, plastyczny język pozwalają podczas lektury poczuć atmosferę dziewiętnastowiecznej Galicji./

Pełny tekst artykułu „10 książek roku 2016” w: Książki, Magazyn do Czytania, NR 4(23) Grudzień, 2016

Kontynuacja w przyszłym tygodniu.

Zbyszek Kruczalak

Komentarz (0) Odsłony: 65

Barack Obama ostatni raz jako prezydent zawitał we wtorek do Chicago. W mieście, w którym mieszkał i rozpoczynał polityczną karierę, pierwszy czarnoskóry prezydent Stanów Zjednoczonych, wygłosił pożegnalne przemówienie.  

"Wybrałem Chicago nie tylko dlatego, że to moje rodzinne miasto, w którym poznałem swoją żonę i założyłem rodzinę, ale także dlatego, że tak naprawdę tutaj zaczęła się moja kariera na stanowiskach publicznych" - tłumaczył. 

Barack Obama zanim został prezydentem USA był najpierw stanowym senatorem w Illinois w latach 1997-2004, a później objął fotel senatora Stanów Zjednoczonych i przez dwa lata reprezentował ten stan w Waszyngtonie.

"Po raz pierwszy przyjechałem do Chicago, kiedy byłem dwudziestolatkiem, jako osoba poszukująca samego siebie i celu swojego życia. To w położonych niedaleko stąd dzielnicach zacząłem pracować z grupami kościelnymi w cieniu zamkniętych hut (...). To właśnie tam dowiedziałem się, że do zmian dochodzi, gdy zwykli ludzie angażują się i organizują się, by razem walczyć o to, czego się domagają" - wspominał prezydent Obama w swoim pożegnalnym przemówieniu w centrum wystawienniczym McCormick Place.  

Do Chicago przyleciał w towarzystwie Pierwszej Damy Michelle Obama, starszej córki Malii oraz wiceprezydenta Joe Bidena i jego żony Jill. Młodsza córka Obamów Sasha pozostała w Waszyngtonie, bo w środę rano miała ważny egzamin w szkole - poinformował Biały Dom. 

Obama ocierał łzy chusteczką, kiedy zwrócił się bezpośrednio do swojej żony: "Michelle, przez ostatnie 25 lat byłaś nie tylko moją żoną, matką moich dzieci, ale najlepszym przyjacielem". Dziękował też córkom i Bidenom , ale przede wszystkim wyborcom.

"Michelle i ja jesteśmy głęboko poruszeni wszystkimi życzeniami, które otrzymaliśmy w ostatnich tygodniach. Ale dzisiaj pora, bym to ja powiedział: dziękuję" - mówił Obama. Dziękował wyborcom za to, że byli dla niego "inspiracją i dawali mu nadzieję". "Każdego dnia uczyłem się od was. Uczyniliście mnie lepszym prezydentem i lepszym człowiekiem" - podkreślał. 

W swoim 50-minutowym pożegnalnym przemówieniu Barack Obama nie rozwodził się na osiągnięciami swojej prezydentury. W tym kontekście wymienił wprowadzenie reformy opieki zdrowotnej (Obamacare), pobudzenie gospodarki do wzrostu po recesji, tworzenie nowych miejsc pracy, walkę z terroryzmem, w tym doprowadzenie do śmierci przywódcy Al Kaidy Osamy bin Ladena, wznowienie kontaktów dyplomatycznych z Kubą i osiągniecie międzynarodowego porozumienia w sprawie irańskiego programu nuklearnego. 

"To jest to, co zrobiliśmy. To jest to, co zrobiliście" - powiedział Obama. "Odpowiedzieliście na oczekiwania ludzi. I ze względu na was, niemal pod każdym względem, Ameryka jest lepsza i silniejsza teraz niż, kiedy zaczynaliśmy". 

Prezydent Obama podkreślał, że z optymizmem patrzy w przyszłość kraju, a jednocześnie apelował o obronę wartości demokratycznych. Wyraził opinię, że "demokrację dotyka stopniowa erozja", dlatego nie można jej uważać za coś oczywistego. Wzywał do odbudowy instytucji demokratycznych ponad partyjnymi podziałami. 

Zachęcał do aktywności politycznej i udziału w wyborach. "Jeśli jesteś zmęczony kłótnią z obcymi w internecie, spróbuj porozmawiać z jednym z nich w prawdziwym życiu. Jeśli coś wymaga naprawy, załóż buty i zacznij działać. Jeśli jesteś rozczarowany wybranymi politykami, zbierz trochę podpisów i zacznij sam się ubiegać się o urząd" - apelował prezydent Obama. "Czasami wygrywa się, czasami przegrywa".

W emocjonalnym wystąpieniu Obama apelując o nietworzenie podziałów w amerykańskim społeczeństwie nawiązał do imigracyjnej historii kraju. W tej części swojego przemówienia wspomniał także o imigrantach z Polski, wymieniając ich obok Irlandczyków i Włochów, nadmieniał o powielanych stereotypach o imigrantach. "Ameryka nie została osłabiona przez obecność tych nowo przybyłych, oni wspierali idee tego kraju i wzmacniali go". 

Barack Obama powiedział, że jego wybór na pierwszego czarnoskórego prezydenta Stanów Zjednoczonych dał nadzieję na zakończenie podziałów rasowych w Ameryce, ale dodał, że taka wizja okazała się nierealna. 

"Jeszcze cztery lata" - skandował tłum w McCormick Place, a Obama odpowiadał: "przecież wiecie, że nie mogę tego zrobić". Zasugerował , że jego odejście z Białego Domu nie oznacza jego zniknięcia z przestrzeni publicznej. 

"Moi drodzy Amerykanie praca dla was była dla mniej największym zaszczytem. Nie przestaje. Będę teraz razem z wami jako obywatel, do końca moich dni" - mówił Obama. 

"Przyszłość należy do nas" - dodawał. "Tak, możemy!" (Yes, we can) zamienił na "Tak, zrobiliśmy!" (Yes, we did). 

Najbardziej docenionym przez internatów fragmentem pożegnalnego przemówienia Obamy w Chicago było zdanie:

"Dziękuję Wam za wszystko. Moja ostatnia prośba jest taka sama, jak pierwsza. Proszę was byście wierzyli - nie w moją zdolność wprowadzania zmian, ale waszą".

Ten cytat z przemówienia ukazał się jako wpis na Twitterze prezydenta Obamy i stał się najczęściej powtarzanym (retweets) przez użytkowników jego wpisem odkąd istnieje oficjalne konto @POTUS. Do środy wieczorem otrzymał też 1,382,858 polubień .

Do wyborów Barack Obama szedł z hasłami nadziei i zmiany, a po 8 latach i dwóch kadencjach w Białym Domu mieszkańcy Chicago wciąż nie mogą uwierzyć, że czas upłynął tak szybko, a prezydent, któremu tak mocno zawierzyli i zaufali, ustępuje miejsca swemu republikańskiemu następcy.

Podobne przemówienia prezydenta Baracka Obamy w Chicago zawsze mobilizowały tłumy, tak samo było we wtorek wieczorem. W centrum wystawienniczym McCormick Place wysłuchało go ok. 18 tysięcy zwolenników odchodzącego z urzędu po dwóch kadencjach demokratycznego prezydenta. 

Ich determinacja była już widoczna w sobotę, w dniu kiedy rozprowadzono darmowe bilety. Pod centrum wystawienniczy ludzie ustawiali się w kolejkach - mimo panującego wtedy siarczystego mrozu - już nad ranem. Wiele osób odeszło jednak bez biletów, które rozeszły się błyskawicznie, a za te oferowane na portalu Craigslist żądano nawet kilku tysięcy dolarów. 

Nie było to pierwsze przemówienie Baracka Obamy w centrum McCormick Place, bo właśnie w tym miejscu odbyła się jego noc wyborcza, po tym jak wygrał w listopadzie 2012 wybory z republikańskim kandydatem Mittem Romneyem i zapewnił sobie reelekcję. 

20 stycznia, kiedy dobiegnie końca druga i ostatnia kadencja prezydenta Baracka Obamy, rodzina wyprowadzi się z Białego Domu; ale już wiadomo, że nie powróci do Chicago. 

Obamowie zapowiedzieli, że planują – przynajmniej przez kilka najbliższych lat – pozostać w Waszyngtonie, do czasu kiedy ich młodsza córka Sasha skończy szkołę średnią. Prezydencka para ponoć już wynajęła dom w stolicy. 

JT

Komentarz (0) Odsłony: 132

Jeden z najbardziej wpływowych demokratów w Illinois, Michael Madigan, został wybrany na 17. kadencję na stanowisku przewodniczącego stanowej Izby Reprezentantów i  po jej zakończeniu stanie się najdłużej urzędującą w kraju osobą na tym stanowisku.

Michael Madigan, który od pięciu kadencji zajmuje także stanowisko szefa partii demokratycznej w Illinois, w stanowym Kongresie zasiada od 1971 roku.

Republikanie wzywali do demokratów do wyboru innego kandydata, ale tylko jeden z nich - kongresmen Scott Drury z Highwood - odmówił poparcia Michaela Madigana, który na 17. kadencję na stanowisku szefa Izby Reprezentantów Illinois został zatwierdzony w środę stosunkiem głosów 66-51. W tym dniu został zaprzysiężony nowy stanowy Kongres.

Madigan szefem izby (ang. speaker) jest w sumie 32 lata, a kiedy zakończy dwuletnią kadencję, stanie się najdłużej urzędującą osobą na tym stanowisku, bijąc rekord demokraty Solomona Blatta z Karoliny Południowej, który przewodniczącym stanowej Izby Reprezentantów był przez 33 lata.

Już dawno pobił stanowy rekord należący do republikanina, Davida Shanahana, który przewodniczył Izbie przez 11 lat.

74-letni Madigan pierwszy raz na przewodniczącego stanowej Izby Reprezentantów został wybrany w 1983 roku. Stracił je w latach 1995-1996, kiedy kontrolę nad Izbą Reprezentantów przejęli republikanie.

Po kolejnych wyborach Madigan powrócił na urząd marszałka niższej izby stanowego Kongresu. Urząd sprawuje do dzisiaj zapisując się już w historii Illinois jako osoba najdłużej zajmująca stanowisko przewodniczącego stanowej Izby Reprezentantów .

Przez ponad trzy dekady w Springfield Madigan stał się jednym z najbardziej wpływowych demokratów w Illinois. “Chicago Magazine” ogłosił niegdyś Madigana “prawdziwym gubernatorem Illinois” - “the Velvet Hammer - a.k.a the Real Governor of Illinois.

Po przejęcia władzy w stanie przez republikanina Bruce'a Rauner Madigan przeszedł do opozycji. Obie strony przez ostatnie dwa lata nie były w stanie osiągnąć porozumienia budżetowego, obwiniając się brakiem dobrej woli do negocjacji, które do tej pory kończyły się impasem.

W swoim środowym przemówieniu Madigan nazwał ostatnie dwa lata "bardzo trudnymi".

"Myślę, że wszyscy się zgodzimy, że chcemy rozwiązania problemu deficytu budżetowego stanu Illinois, ponieważ pomoże to rozwijać gospodarkę stanu, zwiększyć wpływy z podatków, co pozwoli nam lepiej odpowiedzieć na potrzeby mieszkańców Illinois" - przekonywał Madigan .

Mówił o potrzebie wzrostu gospodarki Illinois i ulg podatkowych dla biznesów, które później przenoszą produkcję za granicę. Jego zdaniem stan powinien dawać ulgi podatkowego firmom, które pozostaną i będą inwestować w Illinois.

Michael J. Madigan pochodzi z Chicago i prawie całe życie związany jest z rodzinnym miastem. Naukę pobierał na University of Norte Dame, a potem na wydziale prawa uniwersytetu Loyola.

Prawdziwą karierę zawodową rozpoczął od założenia firmy prawniczej Madigan & Getzendanner. Media rozpisywały się w ostatnich latach, że Madigan wykorzystywał swoją pozycję w stanowej legislaturze dla własnych korzyści i jego znajomych.

Po raz pierwszy do stanowego Kongresu Michael Madigan został wybrany w 1972 roku, kiedy wystartował jako kandydat z 22. okręgu położonego na południowym-zachodzie Chicago. Przez wiele lat był przewodniczącym partii demokratycznej w 13. okręgu wyborczym.

Warto wspomnieć, że Michael Madigan jako jeden z nielicznych polityków w Illinois otrzymał rekordowe finansowe wsparcie od związków zawodowych.

Najwięcej pieniędzy przekazały na jego kampanię trzy związki zawodowe i komitety akcji politycznych: Chicago Regional Council of Carpenters PAC, Laborers' Political League Education Fund i Illiois Federation of Teachers COPE.

Jego córka, Lisa Madigan, od 2002 roku zajmuje stanowisko prokuratora generalnego stanu Illinois.

JT

Komentarz (0) Odsłony: 47

Tysiące fanów astronomii wybiera się tego lata w rejony południa Illinois (downstate), gdzie będą najlepsze warunki do obserwowania rzadkiego pełnego zaćmienia słońca.

Naukowcy przewidują, że 21 sierpnia całkowite zaćmienie słońca będzie widoczne w pasie od Oregonu po Karolinę Północną. W Illinois "The Great American Eclipse" po godz. 1.20 po południu najlepiej będzie można obserwować w południowych miastach - Marion, Chester i Carbondale - oczywiście pod warunkiem, że pogoda dopisze.

Lokalne hotele i ośrodki wypoczynkowe już przyjęły tysiące rezerwacji właśnie w okolicach 21 sierpnia. W Carbondale i jego okolicach przebywać będzie 150 członków Towarzystwa Astronomicznego z Naperville. "Wiele osób traktuje to jako niezwykłą przygodę, być może jedyną taką okazję w życiu" - powiedział Eric Claeyes rzecznik prasowy Naperville Astronomical Association.

Co ciekawe, miejsca w hotelach rezerwują też obcokrajowcy, nawet Japończycy.

"Niektórzy ludzie dosłownie przez dekady czekali, aby to zobaczyć" - powiedziała Michelle Nichols, wykładowca z Adler Planetarium.

Całkowite zaćmienie słońca zdarza się co roku, ale ostatni raz było widoczne w Stanach Zjednoczonych w 1979 roku.

Zaćmienie słońca występuje wtedy, gdy księżyc znajdzie się pomiędzy słońcem a ziemią i całkowicie lub częściowo zablokuje dochodzące do ziemi światło słoneczne. Może to wystąpić tylko wówczas, gdy księżyc znajduje się w nowiu (z punktu obserwacyjnego na ziemi księżyc i słońce ustawione są w jednej linii). W przypadku zaćmienia całkowitego księżyc całkowicie przesłania tarczę słońca. W przypadku zaćmienia częściowego lub obrączkowego zasłonięta jest tylko część tarczy słonecznej.

Ci, którzy w 21 sierpnia nie wyjadą na południe od Chicago, gdzie obserwować będzie można całkowite zaćmienie słońca, w mieście i na przedmieściach będą mogli obserwować tarczę  zaciemnioną w 90 procentach.

Nie będzie to jednak tak spektakularne jak całkowite zaćmienie widoczne w downstate Illinois.

W Carbondale ma być widoczne przez 2 minuty i 38 sekund i rozpocznie się o godz. 1.20 po południu; w Murphysboro przez 2 min. 40 s. o godz. 1.19 po południu; w Makandzie przez 2 min. 40 sek. o godz.1.20 po południu; a w Marion przez 2 min. 38 sek. o godz. 1.20 po południu. 

Inne stany, w których będzie także obserwować całkowite zaćmienie słońca to Oregon, Idaho, Montana, Wyoming, Nebraska, Kansas, Iowa, Missouri, Kentucky, Tennessee, Georgia, Karolina Północna, Karolina Południowa.

Na całkowite zaćmienie słońca widoczne z terytorium Polski będzie trzeba poczekać 120 lat do października 2135 roku. Ostatnie zaćmienie całkowite można było obserwować w 1954 roku, ale tylko z małego skrawka lądu w okolicach Suwałk.

JT

Komentarz (0) Odsłony: 18