----- Reklama -----

Monitor 12/16/2016

Samolot linii United Airlines nr lotu 441 z Orlando lądujący nad ranem w niedzielę na międzynarodowym lotnisku O'Hare ześlizgnął się z pasa startowego.

Kiedy samolot skręcał jedna z opon zjechała z pasa - powiedziała rzecznika linii United. Żadna z osób, które znajdowały się na pokładzie, nie odniosła obrażeń i pasażerowie zostali przewiezieni autobusem na teren terminalu.

Na lotnisku panowały trudne warunki w związku z padającym śniegiem. National Weather Service podało, że do północy spadło 1.7 cala śniegu, a spodziewano się opadów w granicach 1-4 cali przez całą noc w rejonie Chicago.

Do godziny 5 rano w niedzielę odwołano 168 lotów na O'Hare i 30 na lotnisku Midway. Przez całą sobotę odwołano 500 lotów na O'Hare i około 100 na Midway.

Na obu lotniskach dochodziło do opóźnień z powodu trudnych warunków pogodowych, silnego wiatru i opadów śniegu.

Monitor

Komentarz (0) Odsłony: 70

Po 7 miesiącach spędzonych na intensywnej terapii, noworodek ważący w chwili narodzin tylko 14 uncji, w czwartek opuścił szpital.

Kacie Mormance i jej bliźniaczka Naomi przyszły na świat w maju w szpitalu Northwestern Community.

Kacie w momencie narodził ważąc 14 uncji była wielkości puszki z zupą - była najmniejszym wcześniakiem, który przeżył urodzonym w szpitalu w Arlington Heights. Teraz Kacie waży 10 funtów i ma się doskonale.

Jej siostra Naomi została wypisana ze szpitala już w sierpniu.

Rodzice dziewczynek Randa i Chris są podekscytowani, że bliźniaczki będą wreszcie razem w domu w Hoffman Estates. 

Monitor

Komentarz (0) Odsłony: 70

To miała być zwykła środa. Może nieco chłodniejsza niż zwykle. Pracownicy biur znajdujących się w Monroe Building w centrum Chicago przybyli jak co dzień do pracy i rozpoczęli wykonywanie swych obowiązków. Nagle odezwał się sygnał alarmowy, a z głośników popłynęło ostrzeżenie o uzbrojonym mężczyźnie i nakaz poszukania schronienia.

Pracownicy wszystkich pięter, z wyjątkiem jednego, posłusznie pozostali na swych miejscach, a przerwę w pracy wykorzystali na lunch i zaległe rozmowy o zimie i świętach. Pamiętali przecież, że od miesiąca informowano ich o zbliżających się ćwiczeniach w budynku. Na 15 piętrze zapanowała jednak panika. Ostrzeżenie potraktowano poważnie. Pracownicy znajdujących się tam biur schronili się w pomieszczeniu bez okien i zabarykadowali drzwi przewróconymi biurkami.

Gdy jedni dzwonili na policję, pozostali żegnali się przez telefon z bliskimi lub zostawiali im ostatnie wiadomości. W pewnym momencie jednej z osób wydawało się, że słyszy strzały piętro niżej. Zapanowała jeszcze większa panika. Do tego stopnia, że gdy z głośników znów popłynął spokojny głos mówiący o zakończeniu ćwiczeń i nakazujący opuszczenie budynku, nie potraktowano tej informacji poważnie. Zabarykadowani w biurze ludzie doszli do wniosku, że napastnik przystawia właśnie pistolet do głowy mówiącej kobiecie i jest to fortel mający wywabić ich z pomieszczenia. 

Na miejsce przyjechała oczywiście wezwana przez 15 piętro policja. Ponieważ nie wiadomo było, czy nie ma tam faktycznie uzbrojonego napastnika, wszyscy musieli opuszczać biuro pojedynczo z uniesionymi rękami. Następnie były przeszukania i wyjaśnienia. Nikt w całej aferze nie ucierpiał, może tylko niektórym do dziś jest nieco wstyd. Wszyscy przekonują jednak, że nie słyszeli słowa “ćwiczenia”, nie skojarzyli tego z wcześniejszymi ogłoszeniami, itd.

Cała sprawa zamknięta jest już dla policji i menadżerów budynku, jednak nie dla specjalistów różnych zawodów badających psychologię tłumu, którzy rzucili się na środowe zjawisko z wypiekami na twarzy. Dla nas to też nauka, by nie zawsze ulegać emocjom grupy i upewnić się, że to, co widzimy i słyszymy ma faktycznie miejsce.

Słyszał ktoś kiedyś, by za podobieństwo do św. Mikołaja zostać ukaranym? Ja też nie. W Teksasie mężczyzna z siwą brodą i w czerwonym kubraku został wyrzucony z lokalnego parku rozrywki Six Flags. Chodziło o ochronę dzieci. Podobno.

Jerry Henderson faktycznie wygląda jak Mikołaj. Ma własną, długą i siwą brodę. Do tego podeszły wiek i wraz z żoną jest już na emeryturze. Mieszka w pobliżu parku, do którego każdego roku kupuje sezonowy karnet i w każdy niemal weekend małżeństwo udaje się tam, by pospacerować, nieco się rozerwać. Ma to miejsce od lat. Od dawna mylony jest przez dzieci z Mikołajem, rodzice często proszą go o pozowanie do zdjęć z ich pociechami. Nauczony doświadczeniem w kieszeni ma zawsze coś słodkiego – cukierki, batoniki, kolorowe laski z cukru. Przed świętami Bożego Narodzenia Jerry zakłada dodatkowo czerwoną kamizelkę. Tylko kamizelkę, bo to Teksas, więc nie ma potrzeby zbyt ciepło się ubierać. Od zawsze sprawiało mu przyjemność odgrywanie Mikołaja dla najmłodszych w parku. Takie hobby, można powiedzieć. W tym roku również.

Podczas jednego ze spacerów podeszła do niego rodzina z dziećmi i poprosiła o wspólne foto. Wszyscy się uśmiechali, było przyjemnie, na koniec Jerry sięgnął do torebki żony i wyjął dla najmłodszych kilka świątecznych cukierków. 2 minuty później otoczony został przez ochronę Six Flags. Podobno złamał kilka paragrafów. Po pierwsze chodził po parku rozrywki w przebraniu, a to jest zabronione. Po drugie poczęstował dzieci nieautoryzowanymi słodyczami, a to już poważne przestępstwo. Po trzecie przebranie przypominało Mikołaja, a tych zatrudnionych przez siebie ma park i nie wolno innym robić tego za darmo. Można by się jeszcze zastanowić, czy zarząd Six Flags nie miał nieco racji, gdyby nie ostatnie żądanie. W zamian za możliwość korzystania z parku w przyszłości nakazano Jerremu zgolić brodę. Serio. Dostał dożywotni zakaz wstępu z brodą. Świat głupieje w zastraszającym tempie. Trudno znaleźć inny komentarz.

Na koniec jeszcze ostrzeżenie dotyczące wycieczek na Kubę. Od czasu, gdy linie Delta i JetBlue uruchomiły stałe połączenia z Hawaną, zainteresowanych odwiedzeniem tego kraju Amerykanów jest wielu. Większość nie zdaje sobie jednak sprawy z faktu, że amerykańskie banki pozostają nieco w tyle za dyplomatami i jak dotąd nie uwzględniły Kuby jako partnera biznesowego. Oznacza to, że tamtejsze bankomaty nie rozpoznają amerykańskich kart płatniczych i zdobycie gotówki w ten sposób jest prawie niemożliwe. Prawie, bo chodzą słuchy, że gdzieś jest jakiś oddział banku z Florydy pozwalający na tak skomplikowane operacje jak podjęcie pieniędzy ze swego konta. Mało kto wie jednak, gdzie on się znajduje. Dlatego miła wycieczka może zamienić się w potężne fiasco, gdy na zaplanowany tydzień wakacji mamy to, co przez przypadek znajdziemy w kieszeniach. Chyba, że posiadamy kartę z jakiegokolwiek innego kraju świata. Mozambiku na przykład. Niektórzy o tym wiedzą i podróżują z gotówką. Inni już drugiego dnia pozostają bez pieniędzy. Na pewno sytuacja zmieni się wkrótce, jednak na razie warto podróżując na Kubę zabrać ze sobą woreczek dolarów. Na szczęście to jeszcze tani kraj. Podobno pizza kosztuje tam w przeliczeniu ok. 50 centów. Więc nawet na drobnych z kieszeni da się w razie czego przeżyć.

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Komentarz (0) Odsłony: 182

Tuż po wyborach dla wielu osób stało się jasne, że Mike Pence nie będzie typowym, pozostającym w cieniu wiceprezydentem, a raczej cieniem prezydenta, czyli osobą o znaczącym wpływie na politykę administracji, decydującym o wielu posunięciach rządu i konsekwentnie realizującym swe własne plany. Dość szybko uzyskaliśmy tego potwierdzenie, gdy Pence został mianowany szefem zespołu przejściowego, którego głównym zadaniem jest sprawne przejęcie władzy po wyborach, oddelegowany został do przyjmowania regularnych, codziennych raportów na temat bezpieczeństwa, a także wprowadził na ważne stanowiska w administracji bliskich sobie ludzi.

Miniony miesiąc obfitował w wiele wydarzeń, w większości związanych z prezydentem-elektem i jego niekonwencjonalnymi formami komunikowania się z resztą świata, w związku z czym nieco mniej uwagi poświęca się postaci wiceprezydenta.

“To zrozumiałe, ale nierozsądne” – mówi Stephen Myrow, wysoki urzędnik z Departamentu Skarbu w administracji George W. Busha – “Mike Pence jest osobą, o której nie mówi się wystarczająco dużo”.

Po cichu i bez rozgłosu przyszły wiceprezydent w dużym stopniu kształtuje kolejną administrację USA. Rep. Mike Pompeo z Kansas, w czasie kampanii przygotowujący Pence`a do debat telewizyjnych, zostanie szefem CIA. Seema Verma uzyskała nominację na stanowisko administratora Centrum Medicaid i Medicare, a wcześniej stworzyła rozszerzony i skuteczny model programu Obamacare w rządzonej przez Pence`a Indianie. Wybrany przez Donalda Trumpa do Departamentu Zdrowia Tom Price był szefem wpływowej Republican Study Group, której wcześniej przewodził Pence. Za jego namową przedstawicielką USA w ONZ będzie gubernator Płd. Karoliny, Nikki Haley. Podobnych przykładów jest znacznie więcej. Kiedy oczy całego kraju skierowane są na kilka kluczowych stanowisk obsadzanych przez Trumpa, w cieniu tego spektaklu dziesiątki stanowisk trafiają w ręce osób z bezpośredniego kręgu wiceprezydenta. Warto więc przyjrzeć mu się uważniej, zwłaszcza jego poglądom i przekonaniom, bo wiele z ich już niedługo zaważy na polityce i pracy kolejnego rządu. Zwłaszcza, że w wielu kwestiach nie są one zgodne z poglądami i przekonaniami Donalda Trumpa.

Wiemy na pewno, że Mike Pence jest zagorzałym przeciwnikiem przyznawania większości praw środowisku LGBTQ, włączając w to prawo do małżeństwa dla osób tej samej płci. Jest zwolennikiem nieetycznej i pseudonaukowej terapii konwersyjnej, mającej według jej zwolenników zmieniać orientację psychoseksualną z homoseksualnej lub biseksualnej na heteroseksualną. Te poglądy i działania Pence`a nie są akurat zaskoczeniem, bo sam o sobie mówi, że w pierwszej kolejności jest chrześcijaninem, następnie konserwatystą, a dopiero później republikaninem. W takiej dokładnie kolejności.

Donald Trump nie ma aż tak konserwatywnych poglądów w tych sprawach, w czasie kampanii wyborczej wspomniał nawet publicznie, że “dla gejów będzie lepszym prezydentem od Hillary Clinton”, czym zraził do siebie cześć konserwatywnego elektoratu. Zraził, ale nie stracił, bo uratował go Pence i jego niezachwiane poglądy w tych sprawach. Oczywiście spora część społeczeństwa amerykańskiego nie zgadza się z wiceprezydentem-elektem, ale w Kongresie ma on niewielką grupę zagorzałych zwolenników, dla których z kolei przewodniczący Izby Reprezentantów, Paul Ryan (prywatnie przyjaciel Pence`a), jest zbyt liberalny w swych poglądach. 

W sprawach aborcji i klinik Planned Parenthood prezydent-elekt zmieniał zdanie wielokrotnie, więc tak naprawdę nie wiadomo, jakie ostatecznie ono jest. Przyszły wiceprezydent Mike Pence w poglądach na te tematy zawsze był stały. Działał na rzecz ograniczenia prawa kobiet do wyboru i na wszelkie sposoby starał się doprowadzić do zlikwidowania klinik Planned Parenthood w podległym sobie stanie Indiana. W tej chwili plan ten być może uda mu się zrealizować na poziomie federalnym, gdyż w Kongresie ma spore poparcie.

Gdy chodzi o politykę zagraniczną, wizje przyszłego prezydenta i jego zastępcy znacznie się różnią. Donald Trump sprawia wrażenie, jakby jednym z motywów jego działania był własny lub rodzinny interes i podczas wyrażania opinii na tematy zagraniczne bierze pod uwagę własne doświadczenia z kontaktów biznesowych, które na pierwszy rzut oka niekoniecznie zgodne są dotychczasową polityką kraju. Pence należy do obozu tzw. jastrzębi, bezkompromisowych polityków stawiających często na rozwiązania siłowe.

Obydwaj politycy entuzjastycznie zapowiadali rozwiązanie lub choćby poważne zrewidowanie umowy z Iranem, ale różnią się już na przykład co do Rosji, Władimira Putina i przyszłości NATO. Tu Mike Pence znajduje sojusznika w postaci Paula Ryana, który w podejściu do wschodniego mocarstwa wykazuje znacznie mniej zaufania od przyszłego prezydenta.

O dość agresywnej postawie przyszłej administracji mogą świadczyć dotychczasowe nominacje w niektórych departamentach, czy też nazwiska doradców, w większości zaproponowane przez wiceprezydenta-elekta. Przyszły szef CIA, Mike Pompeo, zdecydowanie sprzeciwiał się umowie z Iranem; podobnie nominowany na stanowisko sekretarza obrony gen. James Mattis, który w związku z krytykowaniem Białego Domu w tej sprawie zmuszony został do wcześniejszego przejścia na emeryturę; Michael Flynn jako doradca ds. bezpieczeństwa też zastanawia, głównie ze względu na wyznawane teorie spiskowe, otwartą agresję wobec świata Islamu i przyzwolenie na wojnę globalną. Te nazwiska i poglądy połączone z niezdecydowaniem Donalda Trumpa pozwalają podejrzewać, iż Pence i Ryan są w stanie zaryzykować chaos w polityce zagranicznej w zamian za utrzymanie amerykańskiej dominacji na świecie.

Jeszcze raz cytowany na początku Stephen Myrow, wysoki urzędnik z Departamentu Skarbu w administracji George W. Busha:

“Trump nie wygląda na takiego, który potrafi skupić się na szczegółach. Pozostawi wiele pracy zdominowanemu przez republikanów Kongresowi i wiceprezydentowi potrafiącemu się z ustawodawcami porozumieć i mającemu tam spore wpływy”.

Opisany podział obowiązków jest możliwy, gdyż sami politycy GOP w Waszyngtonie wolą pozostawić większość ważnych decyzji w rękach przewodniczącego Izby i współpracującego z nim Pence`a, niż prezydenta-elekta.

Najwięcej uwagi mediów i społeczeństwa przyciągają zawsze prezydenci i przewodniczący Izby. Wiceprezydenci pozostają w cieniu i niezbyt często są bohaterami materiałów prasowych. To trochę niewdzięczna rola, bo z czasem ich pozycja i wpływy w związku z tym jeszcze bardziej maleją. Zwłaszcza, jeśli sami unikają kontaktów z dziennikarzami i poruszania kontrowersyjnych tematów.

Bardzo wpływowym wiceprezydentem ostatnich czasów był Dick Cheney, który służył u boku prezydenta George W. Busha. Choć za wojnę w Iraku odpowiedzialny był prezydent i Kongres udzielający poparcia akcji militarnej, to jednak Cheney swymi działaniami doprowadził do wkroczenia tam amerykańskich wojsk na podstawie mylnych informacji. Podważanie struktur CIA i pomijanie wybranych informacji spowodowało lawinę wydarzeń o przykrych i bolesnych dla USA konsekwencjach.  Później była afera korporacji Halliburton, a także decyzja o stosowaniu tortur. Cheneya zapamiętamy też jako tego, który bardzo instrumentalnie traktował swe stanowisko, nadużywał władzy i przyczynił się do szpiegowania milionów obywateli USA. Między innymi dlatego gdy odchodził ze stanowiska wiceprezydenta jego poparcie w społeczeństwie wynosiło poniżej 13 procent.

Obecny wiceprezydent wydaje się przeciwieństwem swego poprzednika. Joe Biden to jowialny, raczej niekonfliktowy polityk, który służy w cieniu Baracka Obamy i zawsze gotów jest wyrazić dla niego poparcie, a także zwykle zgadza się z polityką prezydenta i jego decyzjami. Zlecone zadania wypełnia najlepiej jak potrafi, nie prowadzi własnej gry. Dla jednych to zalety, dla innych wady. Wielu wyborców spodziewa się od wiceprezydenta większego zaangażowania, choć tylko do pewnej granicy.

Mike Pence na razie jest zagadką, choć na pewno będzie aktywnym i wpływowym wiceprezydentem. Na pytanie w jaki sposób wykorzysta swą pozycję odpowiedź poznamy wkrótce. Pewnych rzeczy możemy się jednak domyślać. Kilka miesięcy temu, na krótko przed wyborami, Mike Pence wskazał Cheneya jako wzór wiceprezydenta.

“Wysoko cenię go jako wiceprezydenta i Amerykanina” – mówił Pence podczas wywiadu w telewizji ABC News -  “Dick Cheney miał doświadczenie z Kongresu, podobnie jak ja. Był bardzo aktywny we współpracy z członkami Senatu i Izby Reprezetantów”.

Gdy prowadząca rozmowę dziennikarka przypomniała, że krytyka Cheneya dotyczyła między innymi zbyt wielkiego wpływu, jaki wywierał on na prezydenta Busha, Pence odpowiedział, iż “ceni wiceprezydentów potrafiących wizję prezydenta zrealizować w Kongresie”.

Sam Donald Trump nie ukrywa, że w swoim zastępcy widzi partnera i osobę realizującą politykę administracji. Od samego początku żaden z nich nie próbował ukrywać różnicy charakterów i poglądów, robiąc z tego wręcz atut wyborczy. Podczas konwencji republikańskiej Pence mówiąc o swej roli zażartował: “Jak widzicie, Donald Trump znany jest ze swej dominującej osobowości, barwnego stylu i charyzmy. Więc wydaje mi się, że szukał kogoś odpowiedniego, by to zbalansować”.

Trump już we wczesnych wywiadach mówił, że Mike Pence odegra ważną rolę. Nie wszyscy zdawali sobie jednak sprawę, jak będzie ona istotna. Pomijając odpowiedzialność za służbę zdrowia, kontakty z Kongresem, nominacje na wiele stanowisk w administracji, etc., Mike Pence będzie też osobą lepiej od prezydenta poinformowaną nt. bezpieczeństwa USA i sytuacji w świecie. Już teraz odbiera codzienne meldunki z agencji wywiadu i bezpieczeństwa, którymi nie chce sobie zawracać głowy Donald Trump. Prezydent-elekt stwierdził, iż nie będzie codziennie słuchać tego samego, ma być informowany, gdy zdarzy się coś ważnego. Funkcję tę przejął więc Pence i w związku z tym jakiekolwiek decyzje bazujące na danych wywiadu bez jego udziału nie będą raczej podejmowane.

Mike Pence nie ma jeszcze takiej władzy, jaką miał Cheney i nie wiadomo, czy będzie miał i czy w ogóle chce. Ale jedno jest pewne, od początku trzyma palec na pulsie wydarzeń. Poza sugerowanymi nominacjami to on w imieniu Trumpa powiedział, iż Ryan powinien utrzymać stanowisko przewodniczącego Izby, to on doprowadził do umowy z firmą Carrier, która uznawana jest za pierwszy sukces przyszłej administracji.

To wszystko sygnały, że Pence już gra bardzo ważną rolę i z biegiem czasu jego wpływy mogą być większe. W swej rodzinnej Indianie uznawany za dobrego gospodarza i polityka z wizją. W sztabie prezydenta-elekta uznawany za głos spokoju i rozsądku. Lubiany w Kongresie, potrafiący rozmawiać z dziennikarzami. Na pewno grupa zajmująca się transferem władzy działa sprawniej pod jego rządami, z pewnością w nowej administracji jest osobą najbardziej zorientowaną w zakulisowych grach politycznych.

Niektórzy twierdzą, że Pence pozytywnie wpływa na wizerunek Trumpa, uspokaja najbardziej przerażonych wyborców i trudno się z tym nie zgodzić, nawet wyznając inne od niego poglądy na wiele spraw.

Na podst. theweek, politico, theatlantic, foxnews, abcews, Wikipedia
opr. Rafał Jurak

Komentarz (0) Odsłony: 202