----- Reklama -----

Monitor 12/02/2016

Nie Playstation, Xbox, aparat cyfrowy, ani dieta cud. W tym roku hitem handlowym w okresie przedświątecznych zakupów jest współczesna, a właściwie bardzo nowoczesna szopka bożonarodzeniowa. Tak nowoczesna, że aż kontrowersyjna.

Za jedyne 130 dolarów możemy stać się posiadaczami religijnej scenki, która w niewielkim stopniu przypomina tę sprzed ponad 2000 lat. Owszem, jest szopka, ale na jej dachu mamy baterie słoneczne. Józef robi sobie, leżącemu w żłobku Jezusowi i Marii selfie smartfonem. Wszyscy w nowoczesnych ubraniach, do tego stopnia, że żeńskiej postaci opada dekolt luźnej bluzki spod którego widać kawałek ramiączka stanika. Przybywających trzech mędrców symbolizują sylwetki młodych, ubranych w jeansy mężczyzn, podróżujących na elektrycznych Seagwayach. Obok stoi jeszcze kilka zwierząt, na których widnieją pieczątki oznaczające produkty bezglutenowe, organiczne, etc. Ach, czy wspomniałem, że Maria palce jednej ręki układa w kształt litery V, a w drugiej trzyma kubek z kawą ze Starbucksa? To właściwie wszystko.

Dla jednych bardzo zabawny, modny w tym roku akcent świąteczny. Dla innych obraza uczuć religijnych. Dyskusja trwa, choć chyba niepotrzebnie, bo żadna ze stron zdania nie zmieni. Pomysłodawcy i producenci zarabiają na tej kłótni i rosnącej w związku z tym popularności Modern Nativity, bo tak ta szopka się nazywa. Czy powinni? Chyba nie. Czy ktoś może im tego zabronić? Raczej nie. Czy powinniśmy mieć nadzieję, że jakieś święta w przyszłości przebiegać będą bez kontrowersji? Na pewno nie, niestety.

Innym symbolem naszych bardzo szybko zmieniających się czasów, jest filmowy wiersz opublikowany niedawno przez mało znanego poetę. 27-letni Max Stossel postanowił zmusić nas do refleksji nad uzależnieniem od technologii, odejściem od tradycyjnych form porozumiewania się i utratą pewnych wartości. Ma rację. Facebook poinformował niedawno, iż przeciętny Amerykanin spędza dziennie 50 minut korzystając z aplikacji tej firmy. Do tego dołóżmy inne, jak poczta, gry, Twitter, etc. a okaże się, że pozostaje nam tylko trochę czasu na sen i pracę oraz zero na rozmowy z bliskimi. Max napisał więc wiersz, po czym zamienił go w krótki film. By trafił do jak największej liczby odbiorców, umieścił go w internecie na najbardziej popularnych portalach społecznościowych. Czyż nie jest to trochę śmieszne, że bez współczesnej technologii byłby w stanie dotrzeć ze swą twórczością może do kilkudziesięciu osób. A tak mówią o nim w największych sieciach informacyjnych.

W tę niedzielę w Minnesocie odbędą się nie po raz pierwszy wybory Miss. Jednak po raz pierwszy jedna z uczestniczek prawie przez cały czas ubrana będzie według tradycji muzułmańskiej, czyli w hidżab, tradycyjną chustę noszoną przez kobiety tego wyznania. Wyjątkowo w czasie pokazów w strojach kąpielowych założy na siebie tradycyjną burkę, czyli długie okrycie całego ciała i głowy spod którego widoczne będą właściwie tylko oczy. Jeśli wybory wygra, to będzie reprezentować swój stan na arenie ogólnokrajowej. 19-latka robi to podobno dla innych, ubierających się i żyjących tak samo. Urodzona w obozie dla uchodźców w Kenii, pochodzenia somalijskiego, większość życia spędziła w USA i jest obywatelem tego kraju. Zrewidowane przepisy konkursu nie mogą jej zabronić ubiegania się o koronę najpiękniejszej mieszkanki Minnesoty, ewentualnie kraju, ale wiele osób wskazuje, że ocena jej urody będzie poważnie utrudniona. Trudno się z nimi nie zgodzić. Trudno też z tego powodu zabronić jej uczestniczenia w wyborach. Typowa dla naszych czasów dyskusja trwa.

Chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, w jak różnych kulturach żyjemy. Każde społeczeństwo inaczej podchodzi do tych samych problemów. W USA i generalnie w większości krajów zachodnich przemoc domowa jest srogo karana. Używający pięści małżonek napiętnowany jest na całe życie, często jego część spędzając w odosobnieniu. W Maroku nie robi się z tego większego problemu, a piętnuje się tam raczej publicznie pokazujące siniaki kobiety. Dlatego państwowa telewizja do jednego z programów zaprosiła znaną makijażystkę, która na wizji przedstawiła najlepsze metody ukrywania efektów przemocy domowej. Tu trochę pudru, trochę więcej, jeszcze więcej. Tu mocny podkład, na to jakiś jaskrawy, najlepiej fioletowy kolor trzeba rzucić. I tak przez kilkanaście minut kobiety poznawały tajniki makijażu dla ofiar przemocy. Komentarz chyba niepotrzebny.

Na koniec jeszcze coś z naszego politycznego podwórka. Prezydent-elekt właśnie rozdaje nominacje na ważne stanowiska w państwie. Wśród nich fotel sekretarza stanu. Liczba kandydatów jest krótka, bo widnieją na niej już tylko cztery nazwiska. Wśród nich były generał i były dyrektor CIA, David Petraeus, który w ubiegłym roku przyznał się do niefortunnego i nieprzemyślanego przekazywania tajemnic państwowych swej kochance. Poza tym kandydat naprawdę dobry, o sporej wiedzy i doświadczeniu. Wiele osób przekonuje, iż za swe błędy zapłacił i nie powinno się odrzucać jego kandydatury wyłącznie z tego powodu. Nie mnie rozstrzygać, czy jest najlepszym kandydatem, ale o jednym powinniśmy pamiętać. Jeśli zostanie mianowany, to będzie musiał uzyskać zgodę nadzorującego go kuratora na wyjazd z rodzinnej, Północnej Karoliny i zamieszkanie w Waszyngtonie. Otrzymał wyrok w zawieszeniu na dwa lata, w związku z czym w tym okresie musi podporządkować się umowie sądowej. A ta przewiduje, że bez zgody kuratora nie może się nigdzie przenosić i podróżować. Taka zgoda to oczywiście formalność dla nowej administracji, nie sądziłem jednak, że kiedykolwiek taki temat w ogóle się pojawi. No cóż, widocznie takie mamy czasy.

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Komentarz (0) Odsłony: 170

Ponad połowa lokali, w których serwowane są posiłki w Chicago, nie była dwukrotnie kontrolowana w ubiegłym roku, zgodnie z przepisami stanowymi. Wyniki audytu przeprowadzonego przez miejskiego inspektora generalnego dotyczą m.in. restauracji, szkolnych i szpitalnych stołówek oraz ośrodków opieki.

W odpowiedzi urzędnicy z departamentu zdrowia publicznego w Chicago zapewniają, że robią, co mogą w tym zakresie przy "niewystarczających zasobach". Alarmują, że w Chicago brakuje inspektorów sanitarnych, bo nie ma pieniędzy na ich zatrudnienie.

"Traktujemy bezpieczeństwo żywności bardzo poważnie i zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby traktować priorytetowe te miejsca, które stwarzają największe ryzyko, aby zapewnić bezpieczeństwo mieszkańcom i turystom. Moglibyśmy to robić jeszcze lepiej, gdyby finansowanie ze stanu było pełne" - powiedział Brian Richardson, rzecznik miejskiego departamentu zdrowia.

Pomimo niedostatecznych zasobów wydział sanitarny zwiększył liczbę kontroli z 19,854 w 2012 roku do 21,612 w tym roku.

Obecnie miasto zatrudnia tylko 38 inspektorów sanitarnych, którzy odpowiadają za około 15,000 biznesów - w tym restauracji, sklepów spożywczych i barów - przeprowadzają kontrole, reagują na skargi i naruszenia przepisów.

Inspektor generalny szacuje, że miasto musiałoby zatrudnić kolejnych 56 inspektorów, aby spełnić minimalne wymagania określone przez stan, które są oparte na zaleceniach z Federalnej Administracji ds. Żywności i Leków. 

Chicago otrzymuje wsparcie w tym zakresie w formie grantów, z których finansowane są inspekcje sanitarne. W ubiegłym roku miejski wydział zdrowia otrzymał na ten cel $2.5 miliona od stanowego departamentu zdrowia. Co najmniej $970,000 z tych pieniędzy zostało przeznaczone na program kontroli żywności, a reszta na zapobieganie chorobom zakaźnym i program szczepień.

Ale miejskie i stanowe finansowanie nie było wystarczające, aby przeprowadzić wszystkie inspekcje wymagane prawem. Inspektor generalny Joe Ferguson nazwał sytuację "ciekawym i niepokojącym krajobrazem".

W swoim oświadczeniu Ferguson wezwał miasto do pełnego sfinansowania bieżących i przyszłych wymaganych kontroli żywności. Obecnie z funduszy z kasy miasta utrzymywanych jest 27 z 38 inspektorów sanitarnych. Stan płaci za pracę ośmiu, a trzech pozostałych finansowanych jest z innych dotacji - wynika z audytu inspektora generalnego miasta Chicago.

"Jest oczywiste, że konieczne są dodatkowe środki, jeśli mamy wypełnić wymagania stanu" - powiedział Brian Richardson, rzecznik miejskiego departamentu zdrowia.

W ubiegłym roku tylko 3,566, czyli około 44 procent placówek w Chicago uznanych za te "wysokiego ryzyka" jeżeli chodzi o bezpieczeństwo żywności, w tym restauracji, zostało sprawdzonych minimum dwa razy w roku, jak wymaga stan. Zdaniem Richardsona wszystkie biznesy określone jako "high-risk" zostały sprawdzone co najmniej raz w ubiegłym roku.

Miejscy inspektorzy biorą pod uwagę skargi i zażalenia klientów zgłaszane pod miejski numer 311.

Biznesy określane jako "średniego ryzyka", w tym sklepy spożywcze, podlegają kontroli tylko raz w roku. W 2015 roku inspektorzy sanitarni sprawdzili przynajmniej raz 2,478 takich placówek, co stanowi około 80 procent wszystkich w Chicago.

Bary i inne tego typu lokale zaliczane są do biznesów "niskiego ryzyka" i wystarczyła jedna kontrola w 2014 r. lub 2015 r. Miejscy inspektorzy przeprowadzili kontrole sanitarne w 1,078 miejscach, czyli sprawdzili tylko 24.8 procent wszystkich tego typu lokali w Chicago.

JT

Komentarz (0) Odsłony: 114

Podobno w internecie można znaleźć i kupić wszystko. Podobno każdy przedmiot się sprzeda. Nawet pamiątki po seryjnych mordercach. By się o tym przekonać, wystarczy odwiedzić stronę Serial Killers Inc, specjalizującą się w tego typu “pamiątkach”. Można tam znaleźć listy napisane przez największych przestępców w historii USA, ich wiersze, zdjęcia, dokumenty z rozpraw sądowych, a także należące do nich ubrania, włosy, biżuterię, etc.

Jednym z wystawionych na sprzedaż przedmiotów jest płótno olejne przedstawiające klauna, namalowane przez Johna Wayne Gacy, który stracony został w 1994 r. za zabicie 33 chłopców i młodych mężczyzn w północno-zachodnim Chicago. Dla jednych to niemoralne, dla innych sposób na zarobienie pieniędzy. Prawo tego nie zabrania, ale czy przypadkiem nie powinno?

Osoby zbierające tego typu przedmioty mogą znaleźć niemal wszystko, choćby akt zgonu Timothy McVeigh`a, który zdetonował ciężarówkę pełną materiałów wybuchowych pod budynkiem federalnym w Oklahoma City, w wyniku czego zginęło 168 osób; pukiel włosów Charlesa Mansona ułożony na kształt swastyki, bieliznę należącą do seryjnych morderców, ich listy pisane z więzienia do swych fanów, nawet ziemię pochodzącą spod domu, w którym Gacy ukrywał ciała swych ofiar.

Handel tego typu przedmiotami wyszedł z podziemia wraz z rozwojem internetu. Bardzo szybko zaczęły się mnożyć strony pośredniczące w kupnie i sprzedaży. Okazało się, że posiadaczy tego typu “pamiątek” jest wielu. Podobnie jak nabywców, nazywanych kolekcjonerami. Same przedmioty zyskały określenie “murderabilia”.

Prawodawcy i rodziny ofiar od lat starają się ukrócić ten proceder, na razie bez skutku. Zyskali nawet niespodziewanych sprzymierzeńców – kilku morderców oczekujących na wykonanie wyroku w celach śmierci lub odsiadujących kary dożywocia.

“Wiem, jakim koszmarem jest widok tych rzeczy wystawionych na sprzedaż” – mówi David Berkovitz, znany jako Son of Sam, który terroryzował Nowy Jork w latach 70. Zamordował sześć osób i ranił siedem zanim w końcu na jego trop wpadła policja.

“Smuci mnie handel tymi przedmiotami” – dodaje Berkovitz, który do dziś przebywa w więzieniu w stanie NY, podobno znalazł Boga i żałuje swych czynów. Zgodnie z prawem co dwa lata przysługuje mu prawo do ubiegania się o wcześniejsze zwolnienie. Prawdopodobnie go nie uzyska, ostatnia odmowa komisji miała miejsce w tym roku.

Zysk z morderstwa

Andy Kahan, były policjant z Teksasu, dziś szef biura zajmującego się w Houston pomocą ofiarom przestępstw, jest zagorzałym przeciwnikiem tego typu biznesu.

“Nikt nie powinien mordować, gwałcić i rabować, a potem zamieniać tego w dodatkowy zysk” – uważa Kahan, który przedstawił władzom Teksasu wynik swego dochodzenia na stronie eBay. Znalazł tam między innymi kawałki paznokci seryjnego mordercy z Kalifornii sprzedane za $12.99, czy do połowy wypalonego papierosa należącego do Charlesa Mansona z ceną wywoławczą $20.

Mark Klaas, którego 12-letnia córka Polly została uprowadzona, zgwałcona i zamordowana, też zabrał głos w tej sprawie, gdy na stronie eBay znalazł wystawione na sprzedaż listy i zdjęcia Richarda Alana Davisa przebywającego w celi śmierci w Kalifornii. Kategorycznie zaprotestował przeciw jakiejkolwiek formie handlu mogącej wspomóc mordercę swej córki. Na prośbę Kahana napisał więc list do legislatorów ze swego stanu i dzięki temu Kalifornia została pierwszym stanem zabraniającym przestępcom i pośrednikom zarabiania na handlu murderabiliami. Nieco później podobne prawo wprowadził u siebie Teksas, a uwieńczeniem wysiłków zrozpaczonego ojca była decyzja strony eBay zakazująca handlu tego typu przedmiotami.

Co z tego, skoro prawo nie jest uniwersalne dla całego kraju, a stron zajmujących się takim handlem są setki. Choćby wspomniana na początku Serial Killers Inc. Jej właścicielem jest Eric Holler. Według niego sprzedaż takich przedmiotów nie różni się zbytnio od sprzedaży gadżetów związanych z filmami kryminalnymi i pełnymi przemocy grami komputerowymi, których twórcy starają się zbić kapitał na popularności gatunku. Jednocześnie zdaje on sobie sprawę, że dla wielu osób to, czym się zajmuje jest niesmaczne i niemoralne. “Morderstwo to chaos i okazja do zarobienia pieniędzy” – mówi Holler – “ Myślę, że to jest w każdym z nas”.

Zainteresowanie tego typu przedmiotami rośnie tuż przed Halloween i utrzymuje się do Bożego Narodzenia. Kolekcjonerzy kupują sobie i innym prezenty zgodne z ich zainteresowaniami i potrzebami. Trudno powiedzieć, co drzemie w duszy kogoś, kto niedawno na aukcji w Niemczech kupił akwarele Adolfa Hitlera za 450 tysięcy dolarów. Albo wybrał się do Crime Museum w Waszyngtonie, by podziwiać oleje pędzla Johna Gacy.

Ten ostatni zaczął malować w więzieniu, a dokładnie w celi śmierci, w której przebywał przez ostatnich 14 lat życia. Niektóre z jego prac są makabryczne, inne przypominają prace dziecka malującego Jezusa, Elvisa, królową Śniegu, czy różne wersje jego własnego alter ego – klauna. Tuż przed egzekucją w 1994 r. Gacy wystawił za pośrednictwem swych prawników około 40 prac na sprzedaż. Zajął się tym dom aukcyjny James Quick Auctioneers w pobliżu Naperville w Illinois. Część prac wykupili przeciwnicy puszczania ich w obieg, którzy kilka dni po jego śmierci spalili je w wielkim ognisku przed wejściem do domu aukcyjnego. Pozostałe tylko zyskały w ten sposób na wartości i dziś są łakomym kąskiem dla kolekcjonerów pamiątek po seryjnych mordercach.

Bezsilne prawo

To niedopuszczalne, niemoralne, powinno być zabronione – mówią przeciwnicy – Ofiarom i ich rodzinom należy się spokój i szacunek.

Od wielu lat ponawiane są próby zakazania handlu murderabiliami. W obawie, że Berkovitz dorobi się majątku na sprzedaży swych wspomnień legislatura Nowego Jorku zezwoliła w latach 70. na przejmowanie przez stan wszelkich dochodów pochodzących z tego tytułu i wypłacanie ich ofiarom przestępstw. Ustawę tę nazwano Son of Sam Law i w krótkim czasie w kilku częściach kraju pojawiły się jej różne wersje. Jednak w 1991 r. Sąd Najwyższy USA uznał, iż naruszają one Pierwszą Poprawkę do Konstytucji. Mimo to w 2007 roku sędzia w Kalifornii przyznał 90 proc. dochodu ze sprzedaży książki O.J. Simpsona rodzinie Rona Goldmana, zamordowanego razem z Nicole Brown Simpson.

Ostatnio senator John Cornyn z Teksasu wielokrotnie próbował doprowadzić do zakazania handlu pamiątkami po mordercach, ale podobnie jak wcześniejsze próby innych, jego również zakończyły się niepowodzeniem. Okazuje się, że jest spora różnica pomiędzy mordercą zarabiającym na sprzedaży swych przedmiotów, prac i wspomnień, a osobami trzecimi trudniącymi się takim handlem.

Jeśli jakaś rzecz trafi na rynek, nie ma szansy na jej przejęcie. Trafia pod ochronę tych samych praw, które pozwalają na wolność wypowiedzi i ekspresji. Nawet, jeśli autorem jest seryjny morderca.

Kupujący i sprzedający murderabilia doskonale zdają sobie z tego sprawę.

“To, co robię, nigdy nie będzie zakazane” – mówi właściciel jednej ze stron – “Mam za sobą Pierwszą Poprawkę”.

Dobra inwestycja?

Dlatego biznes kręci się jak nigdy dotąd, ceny idą w górę, zainteresowanie jest coraz większe.

“Tak długo, jak ludzie są tym zainteresowani i znajdzie się nabywca” – mówi Rick Staton, właściciel zakładu pogrzebowego w Baton Rouge w Luizjanie, który jest jednocześnie kolekcjonerem i pośrednikiem – “Z jakiegoś powodu niektórzy ludzie się tym emocjonują, a ja nie widzę w tym nic złego”.

Sam ma garaż pełen przedmiotów związanych z największymi przestępcami, na przykład słoik ziemi z miejsca pochówku Ed`a Geina, którego zbrodnie stały się inspiracją dla filmu Psycho; karty kolekcjonerskie z podobiznami morderców, wiele z nich z autografem; podpis kanibala Jeffreya Dahmera i zabójcy Johna Lennona, czyli Marka Chapmana. Staton utrzymuje kontakty z przestępcami, zwłaszcza tymi najbardziej znanymi. Im sławniejsi, tym większą wartość mają ich prace i należące do nich kiedyś przedmioty. Osobiście wybrał się w latach 90. do więzienia w Illinois, by kupić kilka obrazów Johna Gacy, pomagając mu zarobić kilkadziesiąt tysięcy dolarów przed egzekucją. Staton zwykle zatrzymywał dla siebie 30 procent komisowego, resztę pieniędzy przelewając na więzienne konto mordercy.

“Nie robiłem tego, by Gacy lub ktokolwiek inny się wzbogacił” – mówi biznesmen z Luizjany – “Robiłem to, bo interesowały mnie ich zbrodnie i ich przeszłość”.

Jednocześnie przyznaje, że uzyskane w ten sposób pieniądze można nazwać “krwawymi”. “Nie widzę sposobu, by spojrzeć na to inaczej” – mówi Staton.

Kto jest temu winny?

Wiele osób zwalczających ten proceder nie wini morderców, ale handlarzy i pośredników, którzy napędzają koniunkturę w celu podwyższenia własnych dochodów.

“To dilerzy, ludzie na zewnątrz, żyjący w wolnym społeczeństwie, którzy wykorzystują morderców do własnych, zarobkowych celów” – mówi Andy Kahan, prowadzący w Houston biuro zajmujące się pomocą rodzinom ofiar brutalnych przestępstw.

Gdy jedni walczą z handlem murderabiliami, inni narzekają, że prawdziwych seryjnych morderców już nie ma.

“To wymierający gatunek” – mówi Holler, właściciel strony pośredniczącej w sprzedaży – “W latach 80. I 90. seryjne morderstwa były epidemią. Mieliśmy Henry Lee Lucasa, Teda Bundy, Ramireza, Berkovitza, Dahmera i wielu innych. Teraz mamy postęp techniczny, badania DNA, lepszą współpraca organów ścigania i już wielu im podobnych nie widzimy”.

Holler nie żałuje, iż mniej dziś jest seryjnych morderców, ale raczej że wraz z ich zanikaniem zmniejsza się liczba przedmiotów godnych sprzedaży. Uzupełnia więc kolekcję i ofertę współczesnymi murderabiliami, o niższej wartości. Często przedmiotami tylko tematycznie związanymi z jakiś sławnym mordercą. Po ostatniej fali klaunów straszących ludzi na ulicach różnych miast wzrosło zainteresowanie Johnem Gacy. Artyści zaczęli więc podrabiać jego obrazy lub tworzyć własne, zbliżone do nich tematycznie.

Ale nie tylko. Holler sprzedaje na przykład popiersia Gacy w jego stroju klauna za 135 dolarów od sztuki. Podobno rozchodzą się jak ciepłe bułeczki.

Walka z tego typu biznesem trwa, choć jak widać nie wszyscy uważają to za coś złego. Do tej pory na poziomie federalnym, w Kongresie Stanów Zjednoczonych, już czterokrotnie przedstawiane były propozycje zmiany prawa. Wszystkie upadły w związku z ochroną wolności słowa i wypowiedzi. Więcej korzyści przyniosły próby na poziomie stanowym, blokujące zyski ze sprzedaży. Więcej, przynajmniej na razie, nie da się zrobić. Pośrednicy wręcz cieszą się z zamieszania i aktywności przeciwników handlu murderabiliami. Im więcej zakazów, tym wyższa wartość tych przedmiotów – mówią.

Na podst. abcnews.com, cnn.com, vice.com, theweek.com
opr. Rafał Jurak

Komentarz (0) Odsłony: 139

Umieszczenie piątej gwiazdy na oficjalnej fladze Chicago zasugerowała ostatnio sędzia Sądu Najwyższego Illinois Anne Burke. Miałaby ona symbolizować rolę Wietrznego Miasta w narodzeniu Olimpiad Specjalnych. To ostatnia, ale nie jedyna propozycja w tym temacie, bo pomysłów na piątą gwiazdę było już kilka.

W 2018 roku obchodzona będzie 50. rocznica powstania Olimpiad Specjalnych, których celem jest wspomaganie rozwoju osób z niepełnosprawnością intelektualną poprzez zapewnienie im udziału w treningach i współzawodnictwie sportowym. Sędzia Anne Burke uważa, że to dobry moment, aby podkreślić wkład Chicago w narodzenie tego ruchu.

"Panie burmistrzu być może, aby podkreślić rolę Chicago w powstaniu ruchu Międzynarodowych Olimpiad Specjalnych warto byłoby dodać piątą gwiazdę na naszej fladze, aby cały świat to zobaczył i świętował razem z nami narodziny Olimpiad Specjalnych" - to zdanie sędzia Anne Burke wypowiedziała we wtorek na imprezie, na której zbierano fundusze na organizację sportową wspierającą osoby z niepełnosprawnością intelektualną. Burmistrz Rahm Emanuel, który w tym dniu obchodził swoje 57. urodziny, żartował, że dostał w prezencie poważne zadanie do wykonania.

Podobna propozycja została wysunięta, kiedy Chicago starało się o organizację Igrzysk Olimpijskich 2016. Piąta gwiazda miała zostać dodana do flagi w przypadku wygranej naszego miasta, ale ostatecznie wybrano Rio de Janeiro.

Na oficjalnej fladze Chicago znajdują się dwa niebieskie poziome pasy oddzielone białym polem, a między nimi cztery czerwone, sześcioramienne gwiazdy ułożone poziomo w rzędzie. Symbolizują one ważne wydarzenia historyczne, a ich ramiona różne wartości.

Pierwsza gwiazda naniesiona na flagę w 1939 roku reprezentuje Fort Dearborn, który powstał w 1803 roku i zapoczątkował budowę naszego miasta. Ramiona tej gwiazdy symbolizują transport, pracę, handel, finanse, dużą populację i zdrowotność.

Druga gwiazda przypominająca o Wielkim Pożarze, który dotknął Chicago w 1871 roku została umieszczona na fladze w 1917 roku. Ramiona tej gwiazdy reprezentują cnoty religii, edukacji, estetyki, sprawiedliwości, dobroczynności i dumy obywatelskiej.

Światową Wystawę Kolumbijską (World's Columbian Exposition) z 1893 roku przypomina trzecia gwiazda umieszczona już na oryginale chicagowskiej flagi w 1917 roku. Sześć ramion oznacza państwa i terytoria, pod których wpływem było Chicago w poszczególnych latach, zanim stało się częścią stanu Illinois: Francja, 1693; Wielka Brytania, 1763; Virginia, 1778; Northwest Territory, 1789; Indiana Territory, 1802; i Illinois - terytorium od 1809 i stan od 1818.

Czwarta gwiazda naniesiona na flagę w 1933 roku nawiązuje do Century of Progress Exposition - Światowej Wystawy z lat 1933-1934. Jej ramiona symbolizują to, z czym Chicago może się kojarzyć. Przypominają, że było to drugie największe miasto Stanów Zjednoczonych (stało się trzecim w 1990 roku, gdy po spisie powszechnym wyprzedziło nas Los Angeles), łacińską dewizę Chicago - "Urbs in Horto ( "Miasto w ogrodzie"), motto Chicago - "I Will", a także przydomki naszego miasta - Great Central Marketplace, Wonder City i Convention City.

Pierwsze starania dotyczące umieszczenia na fladze Chicago piątej gwiazdy podjęto w 1940 roku, by w ten sposób podkreślić rolę miasta w historii ery nuklearnej. 

W późniejszych latach pojawiła się propozycja, by w ten sposób oddać cześć Haroldowi Washingtonowi, pierwszemu czarnoskóremu burmistrzowi Chicago. 

Była też propozycja, by piąta gwiazda upamiętniała powódź, która dotknęła Chicago w 1992 roku. Z kolei grupa specjalistów od rynku nieruchomości chciała, by kolejna gwiazda reprezentowała na fladze ducha przedsiębiorczości.

Ostatnio pojawił się także pomysł, by w ten sposób uczcić pierwsze od 1908 roku zwycięstwo baseballistów Chicago Cubs w World Series.

JT

Komentarz (0) Odsłony: 208